- Rozejrzę się wokoło, na wypadek, gdyby nie tylko duchy zamieszkiwały tę okolicę. Widzimy się na kurhanie - dodał, po czym ruszył szybkim, acz ostrożnym krokiem w stronę kurhanu.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
- Za każdym razem, jak widzę magię, dziwnie się czuje - mruknął Olaf, który od pewnego czasu wyostrzył wszystkie swoje zmysły, by jak najlepiej obserwować otoczenie. Zdawał sobie sprawę, że jego łuk będzie marną bronią na ducha, ale wolał go chociaz wypatrzyć jako pierwszy. Czuł ukłucie zazdrości i urażonej dumy spowodowanej nosem Tańczącego. Podświadomie zdawał sobie sprawę, że wiadomym jest, i wilko-ludzie mają o wiele lepszy węch. Mimo to irytował się strasznie, gdyż to on, Olaf Vilbergson, miał tworzyć straż przednią, anie jakiś sierściuch-przybłęda.
- Rozejrzę się wokoło, na wypadek, gdyby nie tylko duchy zamieszkiwały tę okolicę. Widzimy się na kurhanie - dodał, po czym ruszył szybkim, acz ostrożnym krokiem w stronę kurhanu.
- Rozejrzę się wokoło, na wypadek, gdyby nie tylko duchy zamieszkiwały tę okolicę. Widzimy się na kurhanie - dodał, po czym ruszył szybkim, acz ostrożnym krokiem w stronę kurhanu.
Zamierzam zakraść się najbliżej mogiły jak mogę, okrążyć ją i zaczekać na resztę. Oczy i uszy otwarte. Jak coś zobaczę to się zatrzymam, zidentyfikuję i... to już zależy, co zobaczę!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Zimne powietrze pomogło ulotnić się resztkom alkoholu z głowy Vidgara, zwłaszcza że zanim przyszedł Josse nie zdążył wypić go zbyt wiele. Podobała mu się ta okolica. To prawda, że napawała lękiem i włosy stawały mu dęba. To prawda, że zdawał sobie sprawę, że spotkania ze zmarłymi to nie zabawa. Prawdą jednak było też to, że bliskość zmarłych i cmentarzy niosły ze sobą także bliskość jakiejś tajemnicy. Tą tajemnicę Vidgar potrafił nazwać, dla niego nazywała się Oha'ln. Czuł się podobnie jak w tym śnie dawno, dawno temu. Miał nawet wrażenie jakby częściowo wszyscy wyszli ze świata realnego i weszli do świata snów, no może tak połowicznie...
Oddychając powoli i głęboko, Vidgar rozglądał się spokojnym lecz skupionym wzrokiem po okolicy.
"- Rozejrzę się wokoło, na wypadek, gdyby nie tylko duchy zamieszkiwały tę okolicę. Widzimy się na kurhanie"
- Tylko go nie przestrasz - odpowiedziało odruchowo, jego głupkowate, towarzyskie poczucie humoru. Sam się jednak nie uśmiechnął. Spodziewał się, że zjawa wyjdzie im na spotkanie. Skoro pojawiała się Jossemu i nie była agresywna to pewnie potrzebuje czegoś. Powinna więc sama się pokazać. Jej brak zaczynał troszkę niepokoić Vidgara. Stał się bardziej czujny, dłoń wsparł na rękojeści miecza. Rozważał czy nie przemówić głosem słyszanym przez duchy, właśnie układał w głowie słowa, które miałby wypowiedzieć.
Oddychając powoli i głęboko, Vidgar rozglądał się spokojnym lecz skupionym wzrokiem po okolicy.
"- Rozejrzę się wokoło, na wypadek, gdyby nie tylko duchy zamieszkiwały tę okolicę. Widzimy się na kurhanie"
- Tylko go nie przestrasz - odpowiedziało odruchowo, jego głupkowate, towarzyskie poczucie humoru. Sam się jednak nie uśmiechnął. Spodziewał się, że zjawa wyjdzie im na spotkanie. Skoro pojawiała się Jossemu i nie była agresywna to pewnie potrzebuje czegoś. Powinna więc sama się pokazać. Jej brak zaczynał troszkę niepokoić Vidgara. Stał się bardziej czujny, dłoń wsparł na rękojeści miecza. Rozważał czy nie przemówić głosem słyszanym przez duchy, właśnie układał w głowie słowa, które miałby wypowiedzieć.
Jeżeli inni idą to idzie z nimi w stronę kurhanu, jeżeli stoją, to idzie kawałek za Olafem, tak żeby tamten mógł wybadać teren i w razie czego ostrzec Vidgara i innych. Cały czas bacznie się rozgląda, stara się iść raczej cicho - ale nie jest to profesjonalne skradanie się.
Engaging ghost sight.
Engaging ghost sight.
Ostatnio zmieniony 26 września 2015, 15:15 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Okolice Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Olaf ruszył przed siebie cicho niczym cień, wysuwając się naprzód. Wrodzony spryt i zdolności zwiadowcy pozwalały mu się poruszać właściwie niezauważenie, wśród ruchomych plam światła i cienia, szkicowanych przez nabrzmiały księżyc. Za nim, ostrożnie ruszył Vidgar, stawiając kroki bezszelestnie i pewnie. Tańczący po Czarnej Spirali rozejrzał się wkoło. Nie dostrzegł, ani nie wywęszył żadnej żywej istoty, a jednak był pewien, iż nie są tutaj sami...
Olaf ruszył przed siebie cicho niczym cień, wysuwając się naprzód. Wrodzony spryt i zdolności zwiadowcy pozwalały mu się poruszać właściwie niezauważenie, wśród ruchomych plam światła i cienia, szkicowanych przez nabrzmiały księżyc. Za nim, ostrożnie ruszył Vidgar, stawiając kroki bezszelestnie i pewnie. Tańczący po Czarnej Spirali rozejrzał się wkoło. Nie dostrzegł, ani nie wywęszył żadnej żywej istoty, a jednak był pewien, iż nie są tutaj sami...
Testy skradania się (Zw. + Krycie się):
Olaf: 35 + 6 = 41. Rzut: 14. Test zdany. Uzyskujesz 2 przebicia. Poruszasz się cicho i dobrze zlewasz z cieniami w otoczeniu.
Vidgar: 33 + 4 = 37. Rzut: 09. Test zdany. Uzyskujesz 2 przebicia. A jednak jest to całkiem profesjonalne skradanie! Poruszasz się cicho i dobrze zlewasz z cieniami w otoczeniu.
Idąc w ten sposób, obaj zbliżycie się do stóp kurhanu.
Co robią pozostali?
Olaf: 35 + 6 = 41. Rzut: 14. Test zdany. Uzyskujesz 2 przebicia. Poruszasz się cicho i dobrze zlewasz z cieniami w otoczeniu.
Vidgar: 33 + 4 = 37. Rzut: 09. Test zdany. Uzyskujesz 2 przebicia. A jednak jest to całkiem profesjonalne skradanie! Poruszasz się cicho i dobrze zlewasz z cieniami w otoczeniu.
Idąc w ten sposób, obaj zbliżycie się do stóp kurhanu.
Co robią pozostali?
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Tańczący po Czarnej Spirali wzdrygnął się na widok złowieszczej Łuny. Nie ufał niczemu co magiczne. Takie magiczne zjawiska nigdy nie wróżyły nic dobrego. Magia raniła boleśniej niż stal. Albo mogła zamienić poczciwego człeka w wylkołka. Nigdy nie wróżyła nic dobrego.
Odprowadzając wzrokiem Olafa i Vidgara, Tańczący poczuł ukłucie niepewności. Znał je doskonale i wiedział co oznacza. Nie byli tutaj sami. Ktoś lub coś obserwowało ich z ukrycia. I nie wiadomo z jakimi zamiarami.
- Miejcie się na baczności, jednak zachowajcie spokój. Ktoś tu jest. I przygląda się nam. - ostrzegł alfra i czarodziejkę, po czym ostrożnie ruszył w stronę bliższego mu Vidgara.
Kiedy zbliżył się do niego na tyle by nie alarmować nikogo zbyt głośnym szeptem, odezwał się i do niego.
- Nie jesteśmy tu sami. Ktoś nas obserwuje. Bądź ostrożny. I ostrzeż Olafa. - powiedział, po czym równie ostrożnie począł wycofywać się w stronę pozostawionej z tyłu dwójki.
Odprowadzając wzrokiem Olafa i Vidgara, Tańczący poczuł ukłucie niepewności. Znał je doskonale i wiedział co oznacza. Nie byli tutaj sami. Ktoś lub coś obserwowało ich z ukrycia. I nie wiadomo z jakimi zamiarami.
- Miejcie się na baczności, jednak zachowajcie spokój. Ktoś tu jest. I przygląda się nam. - ostrzegł alfra i czarodziejkę, po czym ostrożnie ruszył w stronę bliższego mu Vidgara.
Kiedy zbliżył się do niego na tyle by nie alarmować nikogo zbyt głośnym szeptem, odezwał się i do niego.
- Nie jesteśmy tu sami. Ktoś nas obserwuje. Bądź ostrożny. I ostrzeż Olafa. - powiedział, po czym równie ostrożnie począł wycofywać się w stronę pozostawionej z tyłu dwójki.
Spoiler!
[center]Okolice Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Wylkołek sprawnie i cicho podczołgał się do Vidgara, aby przekazać mu ostrzeżenie. Chciał wycofać się równie zgrabnie, niestety, los nie okazał się dla niego łaskawy. W pewnym momencie bowiem jedna z jego łap trafiła na jakiś okrągły i śliski przedmiot, ukryty pod śniegiem. Tańczący zaskomlał zaskoczony i przewrócił się na bok, potrącając sporą stertę kamieni, które z hurkotem potoczyły się w dół zbocza. Grzechot skalnych odłamków spłoszył ciszę nocy i powrócił, odbity echem od okolicznych wzgórz. Wszyscy odruchowo zamarli w bezruchu, Vidgar i Olaf zdusili cisnące im się na usta przekleństwa. Tańczący poczuł, jak ze wstydu zaczyna palić go nos. Nikt nie miał wątpliwości, iż właśnie ogłosili swoje przybycie. Każdy, kto znajdował się w promieniu najbliższych stu metrów, z pewnością wiedział już o ich obecności.
Kyrael zauważył, iż niewielki przedmiot spod łap Wylkołka potoczył się w jego kierunku i zatrzymał, obijając się o but maga. Była to niewielka, szklana flaszka, odbijająca refleksy księżycowego światła. Alfr odruchowo podniósł ją, powąchał i skrzywił się. Sądząc po zapachu butelka zawierała resztki wódki z muchomora...
Wylkołek sprawnie i cicho podczołgał się do Vidgara, aby przekazać mu ostrzeżenie. Chciał wycofać się równie zgrabnie, niestety, los nie okazał się dla niego łaskawy. W pewnym momencie bowiem jedna z jego łap trafiła na jakiś okrągły i śliski przedmiot, ukryty pod śniegiem. Tańczący zaskomlał zaskoczony i przewrócił się na bok, potrącając sporą stertę kamieni, które z hurkotem potoczyły się w dół zbocza. Grzechot skalnych odłamków spłoszył ciszę nocy i powrócił, odbity echem od okolicznych wzgórz. Wszyscy odruchowo zamarli w bezruchu, Vidgar i Olaf zdusili cisnące im się na usta przekleństwa. Tańczący poczuł, jak ze wstydu zaczyna palić go nos. Nikt nie miał wątpliwości, iż właśnie ogłosili swoje przybycie. Każdy, kto znajdował się w promieniu najbliższych stu metrów, z pewnością wiedział już o ich obecności.
Kyrael zauważył, iż niewielki przedmiot spod łap Wylkołka potoczył się w jego kierunku i zatrzymał, obijając się o but maga. Była to niewielka, szklana flaszka, odbijająca refleksy księżycowego światła. Alfr odruchowo podniósł ją, powąchał i skrzywił się. Sądząc po zapachu butelka zawierała resztki wódki z muchomora...
Tańczący po Czarnej Spirali: Test Skradania się (Zw + Krycie się):
32 + 6 = 38. Rzut: 98. Krytyczny pech! Narobiłeś właśnie tak okrutnego hałasu, że tylko ktoś głuchy jak pień mógłby go zignorować.
Dla wszystkich: "wypadek" zdarzył się Tańczącemu w pewnej odległości od Olafa i Vidgara, tak, że mogę uznać iż ta dwójka pozostanie w ukryciu. Jednak pozostała częśc grupy ewidentnie ściągnęła na siebie uwagę.
32 + 6 = 38. Rzut: 98. Krytyczny pech! Narobiłeś właśnie tak okrutnego hałasu, że tylko ktoś głuchy jak pień mógłby go zignorować.
Dla wszystkich: "wypadek" zdarzył się Tańczącemu w pewnej odległości od Olafa i Vidgara, tak, że mogę uznać iż ta dwójka pozostanie w ukryciu. Jednak pozostała częśc grupy ewidentnie ściągnęła na siebie uwagę.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Od chwili znalezienia się nieopodal kurhanu odczuła bardzo znajome, wznoszące się po kręgosłupie zimno. Odczucie wielokrotnie towarzyszyło jej podczas nocnych wypraw do świętych miejsc, ukrytych w głębi cienistego boru, przy którym przyszło jej dorastać. Mieszanina strachu przed nieznanym oraz posmaku nowej przygody. W takich momentach, pouczana przez mądrego szamana, jakim był jej wuj wiedziała jak istotne jest być czujnym i opanowanym, jak również zachować ciszę, aby nie urazić zamieszkujących dane miejsce duchów.
Uspokoiła więc swoje myśli, po czym skupiła swój wzrok na lekkich drganiach w powietrzu. Pozwoliła, aby każdy ruch, czy kształt widziany tylko przez chwilę, stał się równie klarowny jak byłby elementem świata materii.
Uspokoiła więc swoje myśli, po czym skupiła swój wzrok na lekkich drganiach w powietrzu. Pozwoliła, aby każdy ruch, czy kształt widziany tylko przez chwilę, stał się równie klarowny jak byłby elementem świata materii.
Norlaug używa widzenia duchów. Jest czujna i stara się zachowywać jak najciszej.
Nagły dźwięk wytrącił ją chwilowo z równowagi. Po przekonaniu się, że jego źródłem był ich towarzysz, czarownica zwiększyła czujność, rozglądając się, czy aby nagły hałas nie sprowadzi na nich niebezpieczeństwa.Czarownica rozgląda się i nie zamierza iść dalej, aby nie ujawnić pozostałych dwóch towarzyszy.
Już miał iść dalej, gdy nagły i okrutny hałas połączony ze skomleniem zatrzymały go w miejscu. -No i cały misterny plan w pizdu- skomentował jak zwykle nieodłączny wewnętrzny głos. Gdy popatrzył przed siebie zobaczył również przyczynę zakłócenia ciszy, w której próbowali się skradać, a pod jego stopy doturlała się pusta flaszka. -Jakieś przekleństwo tego starego pijaka, czy co? A oby Cię tak powykręcało moczymordo!
Myślał czy przystanąć w pobliżu wiedźmy, jako, że ona powinna mieć najwieksze doświadczenie z duchami i by nie zwracać na siebie większej uwagi, oraz zaczekac na rozwój dalszych wypadków. Łuna wydawała się bezsprzecznie magiczna i w jakiś sposób dziwnie go pociągająca. Cała sceneria, w której się znaleźli napawała go zachwytem, spod którego czasem przebijała jednak czujność i iskierki lęku, które kłuły go niczym lodowe sople. Zaraz jednak sobie przypomniał o tym, że para się magią bojową i postanowił iść nie tracąc z oczu Olafa, Vidgara i Wylkołka. -I tak już po ptakach, nasza wizyta nie będzie już dla rezydenta tego kurchanu żadną niespodzianką. A gdy znajdę się bliżej, będę bardziej mógł wybadać to miejsce. Na razie czuć tu magię i czyjąś obecność.
Myślał czy przystanąć w pobliżu wiedźmy, jako, że ona powinna mieć najwieksze doświadczenie z duchami i by nie zwracać na siebie większej uwagi, oraz zaczekac na rozwój dalszych wypadków. Łuna wydawała się bezsprzecznie magiczna i w jakiś sposób dziwnie go pociągająca. Cała sceneria, w której się znaleźli napawała go zachwytem, spod którego czasem przebijała jednak czujność i iskierki lęku, które kłuły go niczym lodowe sople. Zaraz jednak sobie przypomniał o tym, że para się magią bojową i postanowił iść nie tracąc z oczu Olafa, Vidgara i Wylkołka. -I tak już po ptakach, nasza wizyta nie będzie już dla rezydenta tego kurchanu żadną niespodzianką. A gdy znajdę się bliżej, będę bardziej mógł wybadać to miejsce. Na razie czuć tu magię i czyjąś obecność.
Ostatnio zmieniony 26 września 2015, 14:21 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.
- Przeklęty wilczur! - pomyślał Olaf, próbując jeszcze bardziej wtopić się w otoczenie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: teraz przynajmniej wszyscy skupią się na Tańczącym i reszcie, on zaś - Olaf zdobywca - będzie mógł niezauważony zainterweniować.
Młody Wilk rozejrzał się jeszcze po okolicy, wypatrując i czekając, aż kuzyn się do niego zbliży - widocznie miał coś do przekazania.
Młody Wilk rozejrzał się jeszcze po okolicy, wypatrując i czekając, aż kuzyn się do niego zbliży - widocznie miał coś do przekazania.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
[center]Okolice Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Ciszy, która zapadła po nieszczęśliwym upadku Wylkołka nie mącił żaden dźwięk. Nawet drzewa na kurhanie zdawały się stać nieruchomo, niczym grupa upiornych wiedźm zamarłych w bezruchu wokół kotła pełnego trucizny... Sprawiały wrażenie, jakby na coś czekały. Olaf patrząc na nie, poczuł mimowolny dreszcz.
Przestrzeń lekko zafalowała przed oczyma Vidgara i Norlaug, gdy ich wzrok przestawiał się na postrzeganie świata duchów. Łuna na kurhanie rozbłysła nagle zimnym lazurem, oboje wiedzieli jednak, iż jest to złudny, widmowy blask, który nie rozjaśniał otoczenia i istniał jedynie na planie astralnym. Ta upiorne poświata przyciągnęła wszakże ich spojrzenia i w jej blasku ujrzeli postać, która zbliżała się w ich kierunku. W ręku trzymała skrwawiony topór, a jej oczy jarzyły się błękitem i bielą....
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=Pg1h_kJpqjk[/center]
[center]
[/center]
Zjawa uczyniła jeszcze parę kroków, po czym, zauważywszy, iż oboje wpatrują się w nią, stanęła:
- Kimże jesteście, o wy, którzy wnosicie płomień życia na wzgórze umarłych? Azaliż dlaczegóż to zakłócacie spokój mego grobowca? - zadudniła głębokim głosem, brzemiennym dostojeństwem i grozą śmierci.
Ciszy, która zapadła po nieszczęśliwym upadku Wylkołka nie mącił żaden dźwięk. Nawet drzewa na kurhanie zdawały się stać nieruchomo, niczym grupa upiornych wiedźm zamarłych w bezruchu wokół kotła pełnego trucizny... Sprawiały wrażenie, jakby na coś czekały. Olaf patrząc na nie, poczuł mimowolny dreszcz.
Przestrzeń lekko zafalowała przed oczyma Vidgara i Norlaug, gdy ich wzrok przestawiał się na postrzeganie świata duchów. Łuna na kurhanie rozbłysła nagle zimnym lazurem, oboje wiedzieli jednak, iż jest to złudny, widmowy blask, który nie rozjaśniał otoczenia i istniał jedynie na planie astralnym. Ta upiorne poświata przyciągnęła wszakże ich spojrzenia i w jej blasku ujrzeli postać, która zbliżała się w ich kierunku. W ręku trzymała skrwawiony topór, a jej oczy jarzyły się błękitem i bielą....
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=Pg1h_kJpqjk[/center]
[center]
[/center]Zjawa uczyniła jeszcze parę kroków, po czym, zauważywszy, iż oboje wpatrują się w nią, stanęła:
- Kimże jesteście, o wy, którzy wnosicie płomień życia na wzgórze umarłych? Azaliż dlaczegóż to zakłócacie spokój mego grobowca? - zadudniła głębokim głosem, brzemiennym dostojeństwem i grozą śmierci.
Zjawę widzi tylko Nourlag i Vidgar. Tylko oni także słyszą ją. Reszta nie widzi i nie słyszy nic nadzwyczajnego.
Vidgar i Norlaug tracą po 2 punkty Energii: 1 za użycie zdolności: Widzenie Duchów i 1 za Mowę Duchów.
Vidgar i Norlaug tracą po 2 punkty Energii: 1 za użycie zdolności: Widzenie Duchów i 1 za Mowę Duchów.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Norlaug ze stoickim spokojem skłoniła się lekko zmarłemu, po czym rzekła:
- Witajcie wojowniku. Ja jestem Norlaug, córka Hidolfa Thorvalsona, wiedźma z Kruczego Lasu. Nie chcieliśmy zakłócać waszego spokoju bez wyraźnego powodu. Jakiś czas temu jednak ujrzał was pewien starzec z wioski nieopodal, w którego to posiadaniu znalazła się ziemia, w której spoczywacie. Z jego opowieści wnioskuję, że chcieliście się z nim porozumieć. On jednakże nie potrafi zrozumieć słów zmarłych, ani przekazać im wiadomości. Przeto przybyliśmy tutaj, aby rozwiązać tą kwestię.
- Witajcie wojowniku. Ja jestem Norlaug, córka Hidolfa Thorvalsona, wiedźma z Kruczego Lasu. Nie chcieliśmy zakłócać waszego spokoju bez wyraźnego powodu. Jakiś czas temu jednak ujrzał was pewien starzec z wioski nieopodal, w którego to posiadaniu znalazła się ziemia, w której spoczywacie. Z jego opowieści wnioskuję, że chcieliście się z nim porozumieć. On jednakże nie potrafi zrozumieć słów zmarłych, ani przekazać im wiadomości. Przeto przybyliśmy tutaj, aby rozwiązać tą kwestię.
Czarownica grzecznie rozmawia z duchem. W razie ataku, pierwsze co zrobi, to włączy aurę z ducha. Ale nie uważa, żeby miało to się tak potoczyć. Póki co nie informuje zmarłego o celu naszej wyprawy.
Norlaug cieszy się, że w końcu coś się zaczęło dziać. Miała dosyć stania w niepewności, a i rozmowa z duchem na pewno przyda trochę wiedzy, po za tym jest to zawsze nowe doświadczenie.
- Motyla noga, z kim ona gada, Vidarze, czemuż to ja nic nie widzę?! - pieklił się Olaf, nakładając magiczną strzałę na łuk.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Kiedy Vidgar usłyszał rumor za swoimi plecami, prawie podskoczył w miejscu. Zamachał w gniewie w mało skoordynowany sposób rękami nie mogąc się zdecydować czy zacisnąć pięści i zakrzywić palce niczym szpony i odruchowo sięgnął po gałąź żeby rzucić nią w sprawcę tego zamieszania. Kiedy obrócił się i spostrzegł, że to Tańczący odłożył gałąź z powrotem - nie godzi się rzucać w przyjaciół - chociaż w Olafa bym rzucił - to w końcu rodzina...
Zamknął oczy i skupił się na chwilę by pobudzić w sobie zmysły potrzebne do widzenia zjaw. Zanim je otworzył i zdążył się rozejrzeć usłyszał głos Wiedźmy. Spojrzał więc szybko tam gdzie i ona patrzyła i dostrzegł go - ducha zmarłego wojownika. TO JEST TO pomyślał na wpół przestraszony, na wpół podekscytowany.
"Motyla noga, z kim ona gada, Vidarze, czemuż to ja nic nie widzę?!"
- Do ducha mówi, nie przeszkadzaj..., też go widzę. Spokojnie. - Odpowiedział trochę niedbale, zdenerwowany trochę Vidgar, myślał już jak odezwać się do zjawy.
- Duchu spoczywający tu w tym kurhanie. Jest tak jak mówi ta wiedźma. Nie mamy wrogich zamiarów wobec Ciebie ani wobec miejsca spoczynku twego. Niech pokój będzie miedzy nami. Jam jest Vidgar Svartharvardsson, ten zwiadowca to mój kuzyn Olaf Vilbergsson. Ten który niechcący hałasu niemiara uczynił to Tańczący po Czarnej Spirali a Alfr nosi miano Kyariel. Mówił nam o Tobie stary Josse, który kupił tę chatę nieopodal i on widział ciebie ale strachem zdjęty uciekał jakeś zapewne widział wcześniej. Powiedz, jeśli jest coś co nie daje Ci spokoju, coś co trzyma Cię tutaj i nie pozwala odejść do przodków krainy a my chętnie uczynimy co w naszej mocy aby Tobie pomóc. Wiedz, że ja sam je... będę Ejnherierem i podobnie jak ta wiedźma sprawy duchów traktuję poważnie. Powiedz więc a my wysłuchamy. Czego Ci trzeba?
Po czym odezwał się ponownie do towarzyszy:
- spokojnie poczekamy co nam odpowie...
Cały ten czas wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w ducha a minę miał taką jakby się na coś zagapił. Trudno powiedzieć czy było to wywołane strachem, czy skupieniem jakiego wymagało widzenie i rozmowa z duchem.
Zamknął oczy i skupił się na chwilę by pobudzić w sobie zmysły potrzebne do widzenia zjaw. Zanim je otworzył i zdążył się rozejrzeć usłyszał głos Wiedźmy. Spojrzał więc szybko tam gdzie i ona patrzyła i dostrzegł go - ducha zmarłego wojownika. TO JEST TO pomyślał na wpół przestraszony, na wpół podekscytowany.
"Motyla noga, z kim ona gada, Vidarze, czemuż to ja nic nie widzę?!"
- Do ducha mówi, nie przeszkadzaj..., też go widzę. Spokojnie. - Odpowiedział trochę niedbale, zdenerwowany trochę Vidgar, myślał już jak odezwać się do zjawy.
- Duchu spoczywający tu w tym kurhanie. Jest tak jak mówi ta wiedźma. Nie mamy wrogich zamiarów wobec Ciebie ani wobec miejsca spoczynku twego. Niech pokój będzie miedzy nami. Jam jest Vidgar Svartharvardsson, ten zwiadowca to mój kuzyn Olaf Vilbergsson. Ten który niechcący hałasu niemiara uczynił to Tańczący po Czarnej Spirali a Alfr nosi miano Kyariel. Mówił nam o Tobie stary Josse, który kupił tę chatę nieopodal i on widział ciebie ale strachem zdjęty uciekał jakeś zapewne widział wcześniej. Powiedz, jeśli jest coś co nie daje Ci spokoju, coś co trzyma Cię tutaj i nie pozwala odejść do przodków krainy a my chętnie uczynimy co w naszej mocy aby Tobie pomóc. Wiedz, że ja sam je... będę Ejnherierem i podobnie jak ta wiedźma sprawy duchów traktuję poważnie. Powiedz więc a my wysłuchamy. Czego Ci trzeba?
Po czym odezwał się ponownie do towarzyszy:
- spokojnie poczekamy co nam odpowie...
Cały ten czas wpatrywał się szeroko otwartymi oczami w ducha a minę miał taką jakby się na coś zagapił. Trudno powiedzieć czy było to wywołane strachem, czy skupieniem jakiego wymagało widzenie i rozmowa z duchem.
Ostatnio zmieniony 26 września 2015, 21:09 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
To, że czarownica gada sama do siebie to jeszcze był w stanie zrozumieć, ale późniejszego zachowania Vidgara już nie mógł pojać. Młody Nardlens stanął nagle jak wryty, a potem zaczął mówić w kierunku powietrza przed sobą coś o tym, że będzie bohatersko poległym w walce wojownikiem. -Cholera, chyba jeszcze nie wytrzeźwiał. -Trzeba było jednak trochę zaczekać zanim wyruszyliśmy z karczmy. Ale może faktycznie coś tam jest? Tarcza księżyca jest w pełni, dziwne rzeczy mogą się dziac. A i czuć jakby chłód nadnaturalnego pochodzenia bijacy z miejsca do którego mówi tamta dwójka. A póki co to marny pożytek z mojej magii, skoro nawet głupiego ducha nie mogę zobaczyć.
Kyariel czuje się trochę zagubiony i sfrustrowany tym, że nic widzi i że nie może być bardziej przydatny.
[center]Okolice Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]
[/center]
Widmo przez dłuższą chwilę wpatrywało się nieruchomym, nieludzkim spojrzeniem w Vidgara, za czym skinęło powoli głową. Olaf, Kyrael i Tańczący ujrzeli nagle, jak w powietrzu materializuje się nagle postać wojownika, w skrwawionym pancerzu i hełmie. Chwilami zdawała im się straszliwie namacalna, w innych momentach zaś nie do końca rzeczywista, niczym majak utkany z cieni i światła księżyca. Wszyscy trzej zadrżeli, gdy pozbawione źrenic, świetliste spojrzenie omiotło ich. Strach niczym podstępna żmija wślizgnął się do ich serc. Nocny wędrowiec nie pozostawiał śladów i nie rzucał cienia. Przyjrzawszy się im, odezwał się głosem podobnym do zawodzenia wichru wśród skalnych szczytów:
- I sar Haurr Gordensangr, son wa fynrl Erlan, etir Hanar, a sa wet ma Nerga...
[center]
[/center]Widmo przez dłuższą chwilę wpatrywało się nieruchomym, nieludzkim spojrzeniem w Vidgara, za czym skinęło powoli głową. Olaf, Kyrael i Tańczący ujrzeli nagle, jak w powietrzu materializuje się nagle postać wojownika, w skrwawionym pancerzu i hełmie. Chwilami zdawała im się straszliwie namacalna, w innych momentach zaś nie do końca rzeczywista, niczym majak utkany z cieni i światła księżyca. Wszyscy trzej zadrżeli, gdy pozbawione źrenic, świetliste spojrzenie omiotło ich. Strach niczym podstępna żmija wślizgnął się do ich serc. Nocny wędrowiec nie pozostawiał śladów i nie rzucał cienia. Przyjrzawszy się im, odezwał się głosem podobnym do zawodzenia wichru wśród skalnych szczytów:
- I sar Haurr Gordensangr, son wa fynrl Erlan, etir Hanar, a sa wet ma Nerga...
Spoiler!
Niezrozumiałe słowa widma szeleściły w mroku, budząc wśród skał dziwne echa i niespokojne szepty...
Widmo będzie przemawiać jakiś czas, w niezwykle archaicznej wersji Mowy Północy, której prawie nie jesteście w stanie zrozumieć. Jedynie Norlaug i Vidgar rozumieją ją dzięki zastosowaniu Mowy Duchów.
Wszyscy, którzy nie są przyzwyczajeni do widoku duchów, odczuwają w tym momencie strach (czyli wszyscy poza Norlaug i Vidgarem). Nie jest to efekt magiczny, ani panika, która zmusza was do ucieczki. Lęk ów wynika raczej z tego, iż pierwszy raz macie kontakt ze zjawą. Z uwagi na to uczucie, nie macie jednak najmniejszej ochoty atakować ducha. Proszę o uwzględnienie emocji w postach.
Nadmienię tylko na marginesie, iż rzucałem waszej trójce test S.W. na oparcie się strachowi i nikt go nie zdał.
Nadmienię tylko na marginesie, iż rzucałem waszej trójce test S.W. na oparcie się strachowi i nikt go nie zdał.
Spoiler!
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 27 września 2015, 18:27 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
- O rany! Słuchajcie to naprawdę jest Haurr Gordensangr - powiedział podekscytowany przejęty Vidgar.
- Pozdrowiony bądź czcigodny Haurrze Gordensangrze z plemienia niedźwiedzia. Słyszałem o twych czynach i istotnie były one wielkie. Lud tutaj pamięta opowieści o tobie ale nie wierzył iż istotnie tutaj spoczywasz. Historie kazały im myśleć, że grób twój musi być dalece bardziej dostojny. Sam Josse to zaś stary kupiec, który resztki swego życia wypłukuje alkoholem, to wrak człowieka, żaden z niego strażnik. Przemówimy więc tedy do ludu tutejszego, aby właściwie zadbali o kurhan i pamięć o tobie potomkom swym przekazywali, aby cześć należytą oddawali tobie i druhom twym, jako że czyny wasze na wieczną pamięć zasługują. Co do klucza zaś, wskaż nam gdzie szukać a dołożymy wszelkich starań by przywrócić go w godne miejsce z dala od rąk chciwych a niegodnych. Ja sam przyrzekam, że nie spocznę dopóki pokoju na powrót nie zaznasz a pozwól, że pomówię z moimi towarzyszami gdyż pewny jestem, że i oni z chęcią i werwą przystąpią także do dzieła.
Młody Nardlens wziął głębszy oddech. Wyraźnie czuł adrenalinę, która krążyła w jego ciele i sprawiał, że lekko kręciło mu się w głowie. Próbując panować nad swoją wymową zwrócił się do drużyny:
- Przyjaciele, Haurr Gordensangr - tu skłonił głowę w stronę ducha - powiedział, że szubrawiec jakiś stelę na jego kurhanie wykopyrtnął i klucz do krypty spod niej zawinął. Duch jest niespokojny jako, że teraz ten przybłęda może grób jego i jego towarzyszy zbezcześcić a to nie może być! Duch wie gdzie ów klucz się znajduję, tylko sam będąc z tą ziemią związany, udać się tam nie może. Przyrzekłem mu ów klucz odnaleźć i na właściwe miejsce zwrócić. Powiedzcie więc proszę, czy weźmiecie udział w tym szlachetnym przedsięwzięciu, bo nie godzi się, żeby takiego bohatera w potrzebie zostawić!
Vidgar oddychał szybko i czekał co dopowiedzą pozostali - w głowie wirowały mu różne myśli. Wyobrażał sobie bitwę, która tu niegdyś musiała się rozegrać. Widział Haurra stojącego na czele oddziału, jak wznosi swój topór nad głowę i krzykiem podrywa wojowników do ataku, widział stwory ciemności o nieokreślonym kształcie, z powykrzywianymi pazurami, niezliczonymi zębami i dziwnymi, nieparzystymi rogami, jak uderzają na nich i giną od ciosów mieczy, młotów i toporów. Jednocześnie zaś myślał o rozmowie jaką będą musieli odbyć z tą bandą małomiasteczkowych czeladników, których parszywe mordy widział w karczmie, jak posępnie i nieuprzejmie, na wszystko czego nie rozumieją znad kufli siermiężnie spozierają.
- Pozdrowiony bądź czcigodny Haurrze Gordensangrze z plemienia niedźwiedzia. Słyszałem o twych czynach i istotnie były one wielkie. Lud tutaj pamięta opowieści o tobie ale nie wierzył iż istotnie tutaj spoczywasz. Historie kazały im myśleć, że grób twój musi być dalece bardziej dostojny. Sam Josse to zaś stary kupiec, który resztki swego życia wypłukuje alkoholem, to wrak człowieka, żaden z niego strażnik. Przemówimy więc tedy do ludu tutejszego, aby właściwie zadbali o kurhan i pamięć o tobie potomkom swym przekazywali, aby cześć należytą oddawali tobie i druhom twym, jako że czyny wasze na wieczną pamięć zasługują. Co do klucza zaś, wskaż nam gdzie szukać a dołożymy wszelkich starań by przywrócić go w godne miejsce z dala od rąk chciwych a niegodnych. Ja sam przyrzekam, że nie spocznę dopóki pokoju na powrót nie zaznasz a pozwól, że pomówię z moimi towarzyszami gdyż pewny jestem, że i oni z chęcią i werwą przystąpią także do dzieła.
Młody Nardlens wziął głębszy oddech. Wyraźnie czuł adrenalinę, która krążyła w jego ciele i sprawiał, że lekko kręciło mu się w głowie. Próbując panować nad swoją wymową zwrócił się do drużyny:
- Przyjaciele, Haurr Gordensangr - tu skłonił głowę w stronę ducha - powiedział, że szubrawiec jakiś stelę na jego kurhanie wykopyrtnął i klucz do krypty spod niej zawinął. Duch jest niespokojny jako, że teraz ten przybłęda może grób jego i jego towarzyszy zbezcześcić a to nie może być! Duch wie gdzie ów klucz się znajduję, tylko sam będąc z tą ziemią związany, udać się tam nie może. Przyrzekłem mu ów klucz odnaleźć i na właściwe miejsce zwrócić. Powiedzcie więc proszę, czy weźmiecie udział w tym szlachetnym przedsięwzięciu, bo nie godzi się, żeby takiego bohatera w potrzebie zostawić!
Vidgar oddychał szybko i czekał co dopowiedzą pozostali - w głowie wirowały mu różne myśli. Wyobrażał sobie bitwę, która tu niegdyś musiała się rozegrać. Widział Haurra stojącego na czele oddziału, jak wznosi swój topór nad głowę i krzykiem podrywa wojowników do ataku, widział stwory ciemności o nieokreślonym kształcie, z powykrzywianymi pazurami, niezliczonymi zębami i dziwnymi, nieparzystymi rogami, jak uderzają na nich i giną od ciosów mieczy, młotów i toporów. Jednocześnie zaś myślał o rozmowie jaką będą musieli odbyć z tą bandą małomiasteczkowych czeladników, których parszywe mordy widział w karczmie, jak posępnie i nieuprzejmie, na wszystko czego nie rozumieją znad kufli siermiężnie spozierają.