PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
- Z tobą niby mamy się wybrać? - rzucił ostrym tonem Olaf. - Z pierwszą mordą do picia, z pierwszą kuśką do chędożenia?! - Olaf grzmiał coraz głośniej, próbując przełamać swój strach wobec zjawy. Ojciec wiele razy powtarzał młodemu wilkowi, że tylko krzyk wściekłości może pokonać strach. Więc Olaf krzyczał niemal-że, trochę jednak piskliwym z niepewności głosem. - Tobie nawet kulawego psa bym nie oddał pod opiekę, co dopiero pomoc tak zacnemu i legendarnemu avatarowi! - wskazał palcem na ducha, samemu jednak na niego nie patrząc. Wolał nie ryzykować prania gaci.
Młodzik zbliżył się do Vidgara na odległość, z której czuć było nieświeży oddech obu kuzynów. Spojrzał mu głęboko w oczy, w których roześmiane ogniki aż tańczyly, lecz na twarzy był wściekły grymas. Pozwoliło to Olafowi choć na chwilę zapomnieć o zjawie niedaleko obok.
- Oczywiście, że z tobą pójdę! W końcu ktoś musi ratować twój kaprawy tyłek! - krzyknął z uśmiechem, szczerząc białe zęby i odwracając się do reszty. - To moja powinność, dbać o przodków, choćby nie wiem co! Może nigdy tego nie zrozumiecie, ale my - Wilki! - tutaj uderzył się w pierś - zawsze atakujemy stadem! Posilamy się w stadzie! Jestesmy stadem! - krzyczał, próbując nie patrzeć usilnie na zjawę, która powodowała u niego efekt podobny do moczopędnych ziółek - tym razem ziółek o zaostrzonym działaniu. Tylko siła woli powstrzymywała zwieracze Olafa, które czuły się niczym powalone przez bobry drzewo, tamujące pędzącą rzekę.
- Przekaż duchowi, że zajmiemy się jego sprawą, tylko niech nam powie, czy widział kto podkradł mu ten klucz... i niech znika, bo mnie ciarki przechodzą - powiedział już ciszej do kuzyna, klepiąc go w ramię.
Młodzik zbliżył się do Vidgara na odległość, z której czuć było nieświeży oddech obu kuzynów. Spojrzał mu głęboko w oczy, w których roześmiane ogniki aż tańczyly, lecz na twarzy był wściekły grymas. Pozwoliło to Olafowi choć na chwilę zapomnieć o zjawie niedaleko obok.
- Oczywiście, że z tobą pójdę! W końcu ktoś musi ratować twój kaprawy tyłek! - krzyknął z uśmiechem, szczerząc białe zęby i odwracając się do reszty. - To moja powinność, dbać o przodków, choćby nie wiem co! Może nigdy tego nie zrozumiecie, ale my - Wilki! - tutaj uderzył się w pierś - zawsze atakujemy stadem! Posilamy się w stadzie! Jestesmy stadem! - krzyczał, próbując nie patrzeć usilnie na zjawę, która powodowała u niego efekt podobny do moczopędnych ziółek - tym razem ziółek o zaostrzonym działaniu. Tylko siła woli powstrzymywała zwieracze Olafa, które czuły się niczym powalone przez bobry drzewo, tamujące pędzącą rzekę.
- Przekaż duchowi, że zajmiemy się jego sprawą, tylko niech nam powie, czy widział kto podkradł mu ten klucz... i niech znika, bo mnie ciarki przechodzą - powiedział już ciszej do kuzyna, klepiąc go w ramię.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
- Haurze Gromodzierżco, powiedźcie więc gdzie znajdziemy tego, który pragnie sprofanować miejsce spoczynku twojego i twych druhów, przeto wraz z moimi towarzyszami powstrzymamy grabieżców. Jeśli wiadomo wam też, któż to jest, mogłoby to nam pomóc w odzyskaniu samego klucza. Czy w samym grobowcu jest jakiś artefakt, o który mogłyby się pokusić plugawe sługi ciemności?
- Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu, a mianowicie poszukujemy grupy zaginionych mężów, naszych krewnych. Według wróżby kapłanki, przynajmniej jeden z nich znajduje się pomiędzy życiem, a śmiercią. Jest to wojownik z plemienia wilka, mianem Vestein. A z nim podróżował mój wuj, szaman Harald Kvedrson. Czy wiecie może coś o nich? Pomyślałam, że może ich zniknięcie ma coś wspólnego z tymi, którzy chcą się wedrzeć do waszego grobowca.
- Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu, a mianowicie poszukujemy grupy zaginionych mężów, naszych krewnych. Według wróżby kapłanki, przynajmniej jeden z nich znajduje się pomiędzy życiem, a śmiercią. Jest to wojownik z plemienia wilka, mianem Vestein. A z nim podróżował mój wuj, szaman Harald Kvedrson. Czy wiecie może coś o nich? Pomyślałam, że może ich zniknięcie ma coś wspólnego z tymi, którzy chcą się wedrzeć do waszego grobowca.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Tańczący po czarnej spirali spuścił łeb powracając na swoje miejsce. Był wściekły na siebie, na nieudolność jaką się wykazał. I świadomość, że nigdy nie nastąpił by na tę przeklętą butelkę, gdyby nie była ukryta pod śniegiem, nijak mu nie pomagała. Za to na myśli cisnęła się inna, głosząca, że oto zawędrowali w rejony permanentnie śniegiem kryte i wcale nie miało być lżej.
Ze spuszczonym łbem więc obserwował całe zajście. A pojawienie się zjawy, sprawiło, że jeszcze gorzej to wszystko znosił.
Zjawa oznacza magię, a magia kłopoty.
Skulił się nieco, przygnieciony nadmiarem wrażeń. Nie bał się, przecież to nic strasznego. Ot, duch stary na starym kurhanie. Magia niby ale nic strasznego. Nie bał się. Tylko chociaż usilnie starał się przekonać o tym samego siebie, sierść nieprzerwanie jeżyła mu się na karku, a łapy nie wiedzieć czemu, same z siebie próbowały zawrócić go do wioski...
Dopiero kiedy podekscytowany Vidgar wykrzyczał radośnie dobre jego zdaniem nowiny, Tańczący zmusił się by podnieść łeb. Jednak widok Haurra Gordensangra i jego błyszczących ślepi, szybko sprawił, że mimowolnie opuścił go z powrotem.
- ...Powiedzcie więc proszę, czy weźmiecie udział w tym szlachetnym przedsięwzięciu, bo nie godzi się, żeby takiego bohatera w potrzebie zostawić! - wykrzyczał przejęty, jednak radosny w swym przejęciu Vidgar.
Wylkołek poczekał na swą kolej, po czym oznajmił swą gotowość swym warkliwym głosem.
- Tak. Nie godzi się. Pójdę.
Ze spuszczonym łbem więc obserwował całe zajście. A pojawienie się zjawy, sprawiło, że jeszcze gorzej to wszystko znosił.
Zjawa oznacza magię, a magia kłopoty.
Skulił się nieco, przygnieciony nadmiarem wrażeń. Nie bał się, przecież to nic strasznego. Ot, duch stary na starym kurhanie. Magia niby ale nic strasznego. Nie bał się. Tylko chociaż usilnie starał się przekonać o tym samego siebie, sierść nieprzerwanie jeżyła mu się na karku, a łapy nie wiedzieć czemu, same z siebie próbowały zawrócić go do wioski...
Dopiero kiedy podekscytowany Vidgar wykrzyczał radośnie dobre jego zdaniem nowiny, Tańczący zmusił się by podnieść łeb. Jednak widok Haurra Gordensangra i jego błyszczących ślepi, szybko sprawił, że mimowolnie opuścił go z powrotem.
- ...Powiedzcie więc proszę, czy weźmiecie udział w tym szlachetnym przedsięwzięciu, bo nie godzi się, żeby takiego bohatera w potrzebie zostawić! - wykrzyczał przejęty, jednak radosny w swym przejęciu Vidgar.
Wylkołek poczekał na swą kolej, po czym oznajmił swą gotowość swym warkliwym głosem.
- Tak. Nie godzi się. Pójdę.
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 13:19 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
- I sar Haurr Gordensangr, son wa fynrl Erlan, etir Hanar, a sa wet ma Nerga...
Słowa ducha, nad którego realnością jeszcze przed chwilą się zastanawiał powracały ciągle echem w jego skołowanym umyśle. Słowa, które były zimne , odległe i jak nie z tego świata, niczym podmuch wiatru na pustkowiu pośród najciemniejszej nocy. Ich dźwięk przywodził na myśl odgłos gałęzi drzew klekoczących o siebie, albo przesypujących się suchych kości... o właśnie - głos ducha mroził go do kości i sprawiał, że nie mógł się poruszyć, chociaż wszystko w nim się rwało do ucieczki. Czuł się jak w koszmarnym śnie, z którego nie może się obudzić, ani w którym nie może nic zrobić. Litościwy umysł skupił się na wypowiedzi martwego wojownika, spychając jego widok do podświadomości, chroniąc się przed większym pomieszaniem.
Gdy otrząsnął się z pierwszego szoku stwierdził, że coś mówi mu miano Haurra. Ale niestety bardzo niewiele. Zaraz też głos w jego glowie skomentował z przekąsem jak zwykle: Chciałeś zobaczyć ducha, to masz. Więc o co ci chodzi?
Patrząc nie dalej niż na swoje stopy, wymamrotał coś co miało być potwierdzeniem, że zgadza się z innymi. Choć nie bardzo docierało do niego na co. Byleby się znaleźć gdzie indziej.
Słowa ducha, nad którego realnością jeszcze przed chwilą się zastanawiał powracały ciągle echem w jego skołowanym umyśle. Słowa, które były zimne , odległe i jak nie z tego świata, niczym podmuch wiatru na pustkowiu pośród najciemniejszej nocy. Ich dźwięk przywodził na myśl odgłos gałęzi drzew klekoczących o siebie, albo przesypujących się suchych kości... o właśnie - głos ducha mroził go do kości i sprawiał, że nie mógł się poruszyć, chociaż wszystko w nim się rwało do ucieczki. Czuł się jak w koszmarnym śnie, z którego nie może się obudzić, ani w którym nie może nic zrobić. Litościwy umysł skupił się na wypowiedzi martwego wojownika, spychając jego widok do podświadomości, chroniąc się przed większym pomieszaniem.
Gdy otrząsnął się z pierwszego szoku stwierdził, że coś mówi mu miano Haurra. Ale niestety bardzo niewiele. Zaraz też głos w jego glowie skomentował z przekąsem jak zwykle: Chciałeś zobaczyć ducha, to masz. Więc o co ci chodzi?
Patrząc nie dalej niż na swoje stopy, wymamrotał coś co miało być potwierdzeniem, że zgadza się z innymi. Choć nie bardzo docierało do niego na co. Byleby się znaleźć gdzie indziej.
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
- "Z tobą niby mamy się wybrać?"
Vidgar zmarszczył brwi zmieszany nieco a kiedy kuzyn kontynuował zaczął się złościć i już nawet szedł w jego stronę, z determinacją patrząc mu w oczy, tuż powyżej celu w który miał zamiar po męsku przyłożyć z bańki. Coś w wymowie i artykulacji Olafa kazało mu się jednak zatrzymać. Ryczał jak... jak... Vidgar nie umiał znaleźć odpowiedniego porównania, wszystko co przychodziło mu do głowy byłoby nie dość głośne. Może raczej powinno się powiedzieć, że coś wyjątkowo głośnego ryczało jak Olaf maskujący swój strach. Młody Nardlens znał tą cechę swojego kuzyna, chociaż musiał przyznać, że minęło wiele lat od ostatniego takiego zdarzenia. Słyszeli go pewnie w karczmie, która była przecież kawał drogi stąd.
- "Oczywiście, że z tobą pójdę!"
Acha, więc była jedna z tych sytuacji, kiedy to Olaf Elokwentny wykorzystuje okazję, żeby sprowokować i zadrwić ze swojego kuzyna. Postanowił puścić mu to płazem, jako że nie chciał się przed duchem wydurniać. Poza tym jestem dorosły, jego gówniarskie zaczepki nie powinny robić na mnie wrażenia - pomyślał zadowolony ze swojej pomysłowości i odpowiedział Olafowi złośliwym i szerokim wyszczerzeniem zębów oraz przyjacielskim łupnięciem (z całej siły) w ramię.
- Wiedziałem, że możemy na Ciebie liczyć o bystrooki i nieustraszony bardzie grający na cięciwie łuku i o głosie donioślejszym niż ryk rodzącej Khas!
Wypowiedź Norlaug wprawiła go w pewne zakłopotanie. To przecież był wojownik na litość bogów! Czemu ta niewiasta się wtrąca w rozmowę między mężczyznami?! Złość Vidgara wzbudziła jej impertynencja - jak ona śmiała mówić w imieniu innych? Każdy przecież był dorosły i mógł mówić za siebie a niektórzy jeszcze nie wyrazili zgody na wyprawę - oczywiście nie do pomyślenia było, że mogliby odmówić, ale żeby mówić za kogoś? To było nie w porządku. Gdyby ktoś tak chciał wyręczyć Vidgara w obliczu wielkiego bohatera, poczułby że godzi to w jego honor - w jego głowie znów pojawiły się myśli o rozwiązaniu sprawy szybkim ciosem z bańki - odegnał je szybko, jako że nie godzi się traktować w ten sposób przybłę... czarownicy - poprawił się szybko. Poza tym jak ona śmiała pytać o to o co on już pytał? I czemu na litość wypytuje o artefakty? To sprawa samego Haurra na litość! A może jędz... czarownica chciała na nich położyć swoje pazurzaste... dłonie? Oby duch tak nie pomyślał bo jeszcze gotów i prześwięcić swoim toporem i przegnać na cztery strony....
"Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu"
Czemu jej się znowu na pogaduchy zebrało! Jak oddamy klucz to wtedy można pytać. Teraz trza wziąć się do roboty, jako że pilna! Vidgarowi mowę odjęło.
Z apatii i bezradności wyrwały go zmamrotane odpowiedzi Tańczącego i Alfra. Spojrzał na nich skiną głową, jego wzrok na powrót się wyostrzył. Zwrócił się ponownie do ducha:
- Tak jak przypuszczałem czcigodny Haurrze Gromodzierżco, wszyscy wyrazili wolę pomocy w odzyskaniu klucza. Powiedz nam gdzie iść a udamy się tam! Odbierzemy klucz i złożymy gdzie wskażesz! A miejsca spoczynku potężnych artefaktów niech pozostaną tajemnicą tak długo jak zapragniesz i nie interesują one nas wcale! - tutaj spojrzał na Norlaug wzrokiem za jaki Orta Vitra mogli by skonfiskować jego oczy, za łamanie konwencji.
Vidgar zmarszczył brwi zmieszany nieco a kiedy kuzyn kontynuował zaczął się złościć i już nawet szedł w jego stronę, z determinacją patrząc mu w oczy, tuż powyżej celu w który miał zamiar po męsku przyłożyć z bańki. Coś w wymowie i artykulacji Olafa kazało mu się jednak zatrzymać. Ryczał jak... jak... Vidgar nie umiał znaleźć odpowiedniego porównania, wszystko co przychodziło mu do głowy byłoby nie dość głośne. Może raczej powinno się powiedzieć, że coś wyjątkowo głośnego ryczało jak Olaf maskujący swój strach. Młody Nardlens znał tą cechę swojego kuzyna, chociaż musiał przyznać, że minęło wiele lat od ostatniego takiego zdarzenia. Słyszeli go pewnie w karczmie, która była przecież kawał drogi stąd.
- "Oczywiście, że z tobą pójdę!"
Acha, więc była jedna z tych sytuacji, kiedy to Olaf Elokwentny wykorzystuje okazję, żeby sprowokować i zadrwić ze swojego kuzyna. Postanowił puścić mu to płazem, jako że nie chciał się przed duchem wydurniać. Poza tym jestem dorosły, jego gówniarskie zaczepki nie powinny robić na mnie wrażenia - pomyślał zadowolony ze swojej pomysłowości i odpowiedział Olafowi złośliwym i szerokim wyszczerzeniem zębów oraz przyjacielskim łupnięciem (z całej siły) w ramię.
- Wiedziałem, że możemy na Ciebie liczyć o bystrooki i nieustraszony bardzie grający na cięciwie łuku i o głosie donioślejszym niż ryk rodzącej Khas!
Wypowiedź Norlaug wprawiła go w pewne zakłopotanie. To przecież był wojownik na litość bogów! Czemu ta niewiasta się wtrąca w rozmowę między mężczyznami?! Złość Vidgara wzbudziła jej impertynencja - jak ona śmiała mówić w imieniu innych? Każdy przecież był dorosły i mógł mówić za siebie a niektórzy jeszcze nie wyrazili zgody na wyprawę - oczywiście nie do pomyślenia było, że mogliby odmówić, ale żeby mówić za kogoś? To było nie w porządku. Gdyby ktoś tak chciał wyręczyć Vidgara w obliczu wielkiego bohatera, poczułby że godzi to w jego honor - w jego głowie znów pojawiły się myśli o rozwiązaniu sprawy szybkim ciosem z bańki - odegnał je szybko, jako że nie godzi się traktować w ten sposób przybłę... czarownicy - poprawił się szybko. Poza tym jak ona śmiała pytać o to o co on już pytał? I czemu na litość wypytuje o artefakty? To sprawa samego Haurra na litość! A może jędz... czarownica chciała na nich położyć swoje pazurzaste... dłonie? Oby duch tak nie pomyślał bo jeszcze gotów i prześwięcić swoim toporem i przegnać na cztery strony....
"Los przywiódł nas na tą ziemię również z innego powodu"
Czemu jej się znowu na pogaduchy zebrało! Jak oddamy klucz to wtedy można pytać. Teraz trza wziąć się do roboty, jako że pilna! Vidgarowi mowę odjęło.
Z apatii i bezradności wyrwały go zmamrotane odpowiedzi Tańczącego i Alfra. Spojrzał na nich skiną głową, jego wzrok na powrót się wyostrzył. Zwrócił się ponownie do ducha:
- Tak jak przypuszczałem czcigodny Haurrze Gromodzierżco, wszyscy wyrazili wolę pomocy w odzyskaniu klucza. Powiedz nam gdzie iść a udamy się tam! Odbierzemy klucz i złożymy gdzie wskażesz! A miejsca spoczynku potężnych artefaktów niech pozostaną tajemnicą tak długo jak zapragniesz i nie interesują one nas wcale! - tutaj spojrzał na Norlaug wzrokiem za jaki Orta Vitra mogli by skonfiskować jego oczy, za łamanie konwencji.
Reakcja Vidgara na wypowiedź Norlaug jest mocno przesadzona ze względu na stres jaki odczuwa w tej chwili, normalnie nie zdenerwowałby się tak bardzo. Przesadę reakcji potęguje też fakt, że Norlaug trochę tyra Vidgara - jest wiedźmą związaną z Jezzą, która jest mroczna i generalnie wszystkich trochę niepokoi, no i kojarzy mu się z babcią.
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 17:21 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Okolice Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- Nie ma w mym grobowcu artefaktów Ciemności, niewiasto - zagrzmiał duch. - Jakże miałbym na wieki, wśród plugastwa spoczywać? Nie godzi się to wszakże! Wuja twego także wśród zmarłych nie widziałem, lecz mogę zapytać o niego, gdy będę kroczył poprzez Nawię. Teraz jednak pilniejsze rzeczy mnie trapią...
Spojrzał posępnym wzrokiem na kurhan a później na Vidgara i w milczeniu wysłuchał przemowy młodego Nardlens.
- Widać są jeszcze w Torgeth tacy, którzy mają mężne serca - odrzekł, gdy wojownik skończył mówić.- Radują mnie wasze słowa i oby Ridvina była wam przychylna w walce. Klucz, który mi skradziono znajduje się po przeciwnej stronie miasta - widmo wyciągnęło rękę wskazując kierunek. - Wyczuwam wciąż jego obecność, lecz nie umiem opisać okolicy dokładnie. Nie został wszakże stąd zabrany. Cienie powiadają, iż zrabowało go czterech żywych, wśród których był dziwny krasnolud o ciemnej skórze. Wiele więcej nie wiem, lecz osada nie jest wielka i to co rzekłem powinno wam wystarczyć. Ruszajcie więc. Rozmówimy się jeszcze, gdy wrócicie...
Gdy słowa ducha umilkły, postać jego rozwiała się nagle na wietrze. Stało się to tak niespodziewanie, iż zebrani przez chwilę przecierali oczy, zastanawiając się, azaliż istotnie go widzieli? Jedynie Norlaug i Vidgar ujrzeli, jak upiór wnika w ziemię, powracając do wnętrza kurhanu. Księżyc schował się za chmurę i okolica okryła się welonem ciemności. A w ciszy, która nastała tak nagle rozległo się upiorne zawodzenie wiatru, buszującego wśród szponiastych drzew na grobowym wzgórzu...
[center]
[/center]
- Nie ma w mym grobowcu artefaktów Ciemności, niewiasto - zagrzmiał duch. - Jakże miałbym na wieki, wśród plugastwa spoczywać? Nie godzi się to wszakże! Wuja twego także wśród zmarłych nie widziałem, lecz mogę zapytać o niego, gdy będę kroczył poprzez Nawię. Teraz jednak pilniejsze rzeczy mnie trapią...
Spojrzał posępnym wzrokiem na kurhan a później na Vidgara i w milczeniu wysłuchał przemowy młodego Nardlens.
- Widać są jeszcze w Torgeth tacy, którzy mają mężne serca - odrzekł, gdy wojownik skończył mówić.- Radują mnie wasze słowa i oby Ridvina była wam przychylna w walce. Klucz, który mi skradziono znajduje się po przeciwnej stronie miasta - widmo wyciągnęło rękę wskazując kierunek. - Wyczuwam wciąż jego obecność, lecz nie umiem opisać okolicy dokładnie. Nie został wszakże stąd zabrany. Cienie powiadają, iż zrabowało go czterech żywych, wśród których był dziwny krasnolud o ciemnej skórze. Wiele więcej nie wiem, lecz osada nie jest wielka i to co rzekłem powinno wam wystarczyć. Ruszajcie więc. Rozmówimy się jeszcze, gdy wrócicie...
Gdy słowa ducha umilkły, postać jego rozwiała się nagle na wietrze. Stało się to tak niespodziewanie, iż zebrani przez chwilę przecierali oczy, zastanawiając się, azaliż istotnie go widzieli? Jedynie Norlaug i Vidgar ujrzeli, jak upiór wnika w ziemię, powracając do wnętrza kurhanu. Księżyc schował się za chmurę i okolica okryła się welonem ciemności. A w ciszy, która nastała tak nagle rozległo się upiorne zawodzenie wiatru, buszującego wśród szponiastych drzew na grobowym wzgórzu...
[center]
[/center]
Duch zniknął. Wcześniej jednak wskazał wam okolicę, w której należy szukać klucza. Stąd wygląda ona na dość ciemną uliczkę, zastawioną sporymi, jak na Ersor budynkami. Co robicie dalej?
Krasnolud o ciemnej skórze to na pewno Kobold. Koboldy pochodzą z Kontynentu Środka (za oceanem), z Koldy lub z Drecare. Czasami jednak najmują się w Torgeth jako górnicy lub rzemieślnicy. Z zasady są gburowate, chamskie i trudno je lubić.
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 19:56 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Usłyszawszy słowa ducha duma wypełniła mężne serce Vidgara do tego stopnia, że prawie uniósł się w powietrze. Kiedy ten zakończył, rąbnął mieczem o tarczę i krzyknął:
- Niech tak się stanie.
Odwrócił się następnie do towarzyszy i powtórzył im co duch przekazał:
- klucz zabrał jakiś kobold, któremu towarzyszyło trzech ludzi. Znajdują się gdzieś po drugiej stronie wsi jakby pójść wedle tej ścieżki. Jeśli znalezienie ich nie będzie nazbyt oczywiste myślę, że można by wypytać się o nich a o kobolda zwłaszcza, ale po cichu żeby ich nie spłoszyć. Z tych samych względów lepiej o bohaterze im też nie przypominać dopóki klucza nie zdobędziemy lub conajmniej do konfrontacji nie dojdzie, wzbudzi to tylko tumult i zdziwienie i umknąć złodziejom będzie łatwiej. Do dzieła więc dzielny Olafie Elokwentny i Tańczący o nosie nieomylnym, znajdźmy tego posępnego pokurcza.
- Niech tak się stanie.
Odwrócił się następnie do towarzyszy i powtórzył im co duch przekazał:
- klucz zabrał jakiś kobold, któremu towarzyszyło trzech ludzi. Znajdują się gdzieś po drugiej stronie wsi jakby pójść wedle tej ścieżki. Jeśli znalezienie ich nie będzie nazbyt oczywiste myślę, że można by wypytać się o nich a o kobolda zwłaszcza, ale po cichu żeby ich nie spłoszyć. Z tych samych względów lepiej o bohaterze im też nie przypominać dopóki klucza nie zdobędziemy lub conajmniej do konfrontacji nie dojdzie, wzbudzi to tylko tumult i zdziwienie i umknąć złodziejom będzie łatwiej. Do dzieła więc dzielny Olafie Elokwentny i Tańczący o nosie nieomylnym, znajdźmy tego posępnego pokurcza.
[center]Ersor, 13 mroliść (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Grupa nieco wystraszonych, lecz wciąż dziarskich bohaterów ruszyła w stronę wioski. Przez chwilę nikt się nie odzywał i słychać było jeno skrzypienie śniegu pod ciężkimi, wysokimi butami Nardlens. Pozostawili za sobą kurhan i zawrócili w stronę wsi, idąc po własnych śladach. Olaf podniósł głowę i wciągnął do płuc haust mroźnego powietrza. Jego związek z żywiołem Wiatru mówił mu, iż niedługo już zmieni się pogoda.
[center]
[/center]
Jak zwykle nie pomylił się w tej kwestii, bowiem, gdy minęli pierwsze budynki Ersor - ciemne i ciche o tej porze, z nieba zaczął padać śnieg. Ciemne chmury okryły na dobre twarz księżyca, sprawiając, że cienie zalegające między chatami rozrosły się i zmroczniały. Gdzieś daleko zaszczekał pies. W powietrzu wyczuwało się słabą woń dymu i khas. Podróżnicy przeszli szybko zaśnieżonymi uliczkami, kierując się w stronę wskazaną przez ducha. Wkrótce nad ich głowami wyrosły okazałe, drewniane budynki, wsparte na kamiennych podmurówkach. Belki wspierające dachy i stropy, szczerzyły się do przechodniów paszczękami niedźwiedzi i wilków.
- Kuźnie Ersor - szepnął Kyariel, przypominając sobie opowieści Brnjara.
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=0-Njbqlmck4[/center]
Zaiste, Alfr miał rację, to były kuźnie Ersor, czas jednak nie obszedł się z nimi łaskawie. I gdy zbliżyli się do nich, ujrzeli puste okna i zabite deskami drzwi. Tańczący kichnął cicho, wyczuwając zapach zbutwiałego drewna, starości i rozkładu. Miejsce to miało w sobie coś przygnębiającego, jakąś rozpacz sączącą się z ciemnych oczodołów okien, jakiś żal, zaklęty w opuszczonych gmachach. Jedne z drzwi zaskrzypiały cicho, gdy mijali je i Vidgar z Olafem zatrzymali się, z dłonią wspartą na broni. A jednak to tylko wiatr bawił się zmurszałymi wrotami. Za nimi była jedynie ciemność i zapach kurzu. Alfr ujrzał jednak w mroku pusty, wystygły piec i zniszczoną podmurówkę po wyrwanym kowadle. Zaprawdę była to ulica duchów, choć może nie takich samych jak te na kurhanie. Tutaj straszył jeno smutek, pustka i widma przeszłości...
Grupa nieco wystraszonych, lecz wciąż dziarskich bohaterów ruszyła w stronę wioski. Przez chwilę nikt się nie odzywał i słychać było jeno skrzypienie śniegu pod ciężkimi, wysokimi butami Nardlens. Pozostawili za sobą kurhan i zawrócili w stronę wsi, idąc po własnych śladach. Olaf podniósł głowę i wciągnął do płuc haust mroźnego powietrza. Jego związek z żywiołem Wiatru mówił mu, iż niedługo już zmieni się pogoda.
[center]
[/center]Jak zwykle nie pomylił się w tej kwestii, bowiem, gdy minęli pierwsze budynki Ersor - ciemne i ciche o tej porze, z nieba zaczął padać śnieg. Ciemne chmury okryły na dobre twarz księżyca, sprawiając, że cienie zalegające między chatami rozrosły się i zmroczniały. Gdzieś daleko zaszczekał pies. W powietrzu wyczuwało się słabą woń dymu i khas. Podróżnicy przeszli szybko zaśnieżonymi uliczkami, kierując się w stronę wskazaną przez ducha. Wkrótce nad ich głowami wyrosły okazałe, drewniane budynki, wsparte na kamiennych podmurówkach. Belki wspierające dachy i stropy, szczerzyły się do przechodniów paszczękami niedźwiedzi i wilków.
- Kuźnie Ersor - szepnął Kyariel, przypominając sobie opowieści Brnjara.
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=0-Njbqlmck4[/center]
Zaiste, Alfr miał rację, to były kuźnie Ersor, czas jednak nie obszedł się z nimi łaskawie. I gdy zbliżyli się do nich, ujrzeli puste okna i zabite deskami drzwi. Tańczący kichnął cicho, wyczuwając zapach zbutwiałego drewna, starości i rozkładu. Miejsce to miało w sobie coś przygnębiającego, jakąś rozpacz sączącą się z ciemnych oczodołów okien, jakiś żal, zaklęty w opuszczonych gmachach. Jedne z drzwi zaskrzypiały cicho, gdy mijali je i Vidgar z Olafem zatrzymali się, z dłonią wspartą na broni. A jednak to tylko wiatr bawił się zmurszałymi wrotami. Za nimi była jedynie ciemność i zapach kurzu. Alfr ujrzał jednak w mroku pusty, wystygły piec i zniszczoną podmurówkę po wyrwanym kowadle. Zaprawdę była to ulica duchów, choć może nie takich samych jak te na kurhanie. Tutaj straszył jeno smutek, pustka i widma przeszłości...
Stoicie na ulicy, wśród opuszczonych i częściowo zrujnowanych budynków. Okolica jest pusta i cicha, nie widać też żadnego światła w oknie. Śnieg zaczyna padać coraz gęściej.
Spoiler!
Spoiler!
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 30 września 2015, 20:04 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Widzę tam światło - rzekł Olaf, wskazując kierunek, z którego widział tajemniczy blask. Sprawdził, czy łuk szybko schodzi z pleców i o nic nie haczy. Spojrzał na drużynę i przytykając palec do ust dał im znać, żeby zachowali ciszę. Wymownie spojrzał na wilkołka, wzrokiem przekazując mu, by nie robił kolejnych sztuczek z butelką.
- Nikt normalny tutaj by nie zamieszkał - wyszeptał Olaf. - Dlatego to albo tutaj są hieny cmentarne, albo jakiś wariant urządził sobie tutaj domostwo - kontynuował. Okolica przyprawiała go o gęsią skórkę - było tu za duzo miejsc, w których można się było skryć i przypuścić atak na niczego niespodziewających się przybyszów. Olafowi cała ta sytuacja wydawała się podejrzana; być może i faktycznie klucz tam się znajduje, ale coś za łatwo im idzie...
- Zaczekajcie chwilę. Przyczajcie się, ja sprawdzę okolicę. Samemu zrobie to ciszej i szybciej, niż całą piątką.
- Nikt normalny tutaj by nie zamieszkał - wyszeptał Olaf. - Dlatego to albo tutaj są hieny cmentarne, albo jakiś wariant urządził sobie tutaj domostwo - kontynuował. Okolica przyprawiała go o gęsią skórkę - było tu za duzo miejsc, w których można się było skryć i przypuścić atak na niczego niespodziewających się przybyszów. Olafowi cała ta sytuacja wydawała się podejrzana; być może i faktycznie klucz tam się znajduje, ale coś za łatwo im idzie...
- Zaczekajcie chwilę. Przyczajcie się, ja sprawdzę okolicę. Samemu zrobie to ciszej i szybciej, niż całą piątką.
Robię jak mówię. Idę zbadać okolicę i powoli, ostrożnie podchodze do źródła światła.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Młody Zwiadowca odłączył się do grupy i cicho jak duch ruszył w kierunku, który wcześniej wskazał. Śnieg i mrok szybko skryły jego wysoką sylwetkę przed oczyma pozostałych. Jedynie Alfr był w stanie śledzić ruchy człowieka. Wkrótce jednak wirujące płatki całkowicie zasłoniły widok i jemu.
Olaf zbliżył się do miejsca, w którym poprzednio widział tajemnicze światło. Była to stara chałupa, o zapadłym, przegniłym dachu, która musiała dawniej pełnić funkcję skłądziku lub chaty dla robotników. Istotnie, zmysły nie zwiodły go tym razem, przez zabite deskami okiennice przesączał się żółtawy blask pochodni. Nardlens skulił się i podbiegł do ściany budynku. Śnieg wytłumił całkowicie odgłos jego kroków. Znieruchomiał na chwilę nasłuchując. Tak, teraz był pewien, że wewnątrz ktoś jest. Wyraźnie słyszał odgłosy toczącej się rozmowy. Ostrożnie wyprostował się i spojrzał w szparę w rozeschniętych okiennicach. Nie ujrzał wiele, jeno fragment jakiejś izby, wypełniony poblaskiem ognia. Na ścianie, naprzeciw niego widział poruszające się cienie, słyszał też czyjeś nerwowe kroki i dźwięk odkorkowywanej butelki.
Młody Zwiadowca odłączył się do grupy i cicho jak duch ruszył w kierunku, który wcześniej wskazał. Śnieg i mrok szybko skryły jego wysoką sylwetkę przed oczyma pozostałych. Jedynie Alfr był w stanie śledzić ruchy człowieka. Wkrótce jednak wirujące płatki całkowicie zasłoniły widok i jemu.
Olaf zbliżył się do miejsca, w którym poprzednio widział tajemnicze światło. Była to stara chałupa, o zapadłym, przegniłym dachu, która musiała dawniej pełnić funkcję skłądziku lub chaty dla robotników. Istotnie, zmysły nie zwiodły go tym razem, przez zabite deskami okiennice przesączał się żółtawy blask pochodni. Nardlens skulił się i podbiegł do ściany budynku. Śnieg wytłumił całkowicie odgłos jego kroków. Znieruchomiał na chwilę nasłuchując. Tak, teraz był pewien, że wewnątrz ktoś jest. Wyraźnie słyszał odgłosy toczącej się rozmowy. Ostrożnie wyprostował się i spojrzał w szparę w rozeschniętych okiennicach. Nie ujrzał wiele, jeno fragment jakiejś izby, wypełniony poblaskiem ognia. Na ścianie, naprzeciw niego widział poruszające się cienie, słyszał też czyjeś nerwowe kroki i dźwięk odkorkowywanej butelki.
Spoiler!
Olaf zamarł słysząc czyjeś ciężkie kroki, zbliżające się w stronę okna...
Olaf:Test Skradania się (Zw + Krycie się)
35 + 6 +10 (za warunki) = 51. Rzut:14. Test zdany z trzema przebiciami. Nieźle! Poruszasz się cicho jak duch i doskonale zlewasz z cieniami w otoczeniu.
35 + 6 +10 (za warunki) = 51. Rzut:14. Test zdany z trzema przebiciami. Nieźle! Poruszasz się cicho jak duch i doskonale zlewasz z cieniami w otoczeniu.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 01 października 2015, 19:14 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Olaf zareagował błyskawicznie. Starając się najciszej jak tylko może odszedł z zasięgu wzroku obserwatora, który mógł się pojawić w oknie. Przycupnął chwilę, by jeszcze trochę podsłuchać, co też ciekawego mają do powiedzenia rezydenci domku. Jednocześnie spróbował wyjrzeć, czy nie widzi kogoś z drużyny, by dać mu sygnał, by jeszcze chwilę zaczekali.
Po ukryciu się czekam jeszcze dłuższą chwile, by coś podsłuchać. Jeżeli będzie cisza albo rozmowy o dupie maryny, to wracam do reszty inną drogą, starając się zapamiętać rozmieszczenia budynków; i możliwe kryjówki oraz drogi ucieczki.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
To miejsce napawało ją smutkiem. Przypominało o blasku chwały minionych lat, teraz pogrążonych w zapomnieniu i pyle. Jak przodek, którego opuszczonej mogiły nie oświetlał od wielu miesięcy nawet nikły blask darowanej świecy.
Pewnie tak też musiał czuć się Haurr...
Oczekując powrotu Olafa, czarownica zachodziła w głowę cóż takiego się stało, że naraziła się na niechęć Vidgara. I to spojrzenie... jakby co nie miara sama była podszytym sługą ciemności chcącym rabować grobowiec. A przecież profesja wymaga tego, aby się dokładnie upewnić z jakim zagrożeniem ma się do czynienia. Cóż może została jakoś źle zrozumiana, ale czemu od razu takie negatywne emocje?
Może ma jakieś uprzedzenia, które nie są mi znane, ale przecież to jest niemądre aby nieznaną sobie osobę określać poprzez pryzmat niesprawdzonych informacji i plotek.
Bolało ją to jednak, gdyż bardzo chciała aby relacje wśród kompanów były zbudowane na zrozumieniu, jak również zaufaniu. Nie tylko zmieniłoby to na lepsze wspólne działanie w obliczu walki i poszukiwań, ale... stanowiłoby dobry początek do nawiązania przyjaźni.
W końcu będziemy działać w obliczu śmierci niemalże ramię w ramię. Źle byłoby więc wkroczyć na ścieżkę do świata zmarłych ze świadomością, że zostawiło się jakiś nierozwiązany problem.
Przy nadarzającej się ku temu okazji postanowiła porozmawiać z wojownikiem. Tym bardziej, ze naprawdę doceniała jego waleczność, oddanie Ridvinie oraz entuzjazm, który niczym płomień rozświetlał co raz zimniejsze wieczory.
Pewnie tak też musiał czuć się Haurr...
Oczekując powrotu Olafa, czarownica zachodziła w głowę cóż takiego się stało, że naraziła się na niechęć Vidgara. I to spojrzenie... jakby co nie miara sama była podszytym sługą ciemności chcącym rabować grobowiec. A przecież profesja wymaga tego, aby się dokładnie upewnić z jakim zagrożeniem ma się do czynienia. Cóż może została jakoś źle zrozumiana, ale czemu od razu takie negatywne emocje?
Może ma jakieś uprzedzenia, które nie są mi znane, ale przecież to jest niemądre aby nieznaną sobie osobę określać poprzez pryzmat niesprawdzonych informacji i plotek.
Bolało ją to jednak, gdyż bardzo chciała aby relacje wśród kompanów były zbudowane na zrozumieniu, jak również zaufaniu. Nie tylko zmieniłoby to na lepsze wspólne działanie w obliczu walki i poszukiwań, ale... stanowiłoby dobry początek do nawiązania przyjaźni.
W końcu będziemy działać w obliczu śmierci niemalże ramię w ramię. Źle byłoby więc wkroczyć na ścieżkę do świata zmarłych ze świadomością, że zostawiło się jakiś nierozwiązany problem.
Przy nadarzającej się ku temu okazji postanowiła porozmawiać z wojownikiem. Tym bardziej, ze naprawdę doceniała jego waleczność, oddanie Ridvinie oraz entuzjazm, który niczym płomień rozświetlał co raz zimniejsze wieczory.
Norlaug postanawia porozmawiać z Vidgarem, jak będzie ku temu okazja - w karczmie na przykład. Póki co, czeka na zwiadowcę, rozgląda się po otoczeniu. Od tego momentu baczniej przygląda się Vidgarowi - oczywiście nie tak, żeby go rozdrażnić, lub zwrócić uwagę, że to robi - aby zrozumieć jego emocje, oraz to, czym się kieruje w relacji z nią.
Czarownica źle się czuje z reakcją Vidgara. Liczyła na to, że może z nim nawiązać nic porozumienia. Tym bardziej, że zaczął jej się podobać.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Zaledwie chwilę po tym, jak Olaf odłączył się od grupy, Tańczący po Czarnej Spirali również zniknął w zadymce śnieżnej. Wylkołek przypadł do gruntu i biegnąc nisko przy ziemi, okrążył budynek, by dostać się na tyły. Bez wysiłku przecisnął się przez dziurę w płocie i przyczaił za stertą desek, uważnie obserwując chałupę. Nie ujrzał jednak niczego niepokojącego. Okiennice, zabite deskami, nie przepuszczały z tej strony najbledszego promyka światła. Jego słuch nie wychwycił najmniejszego poruszenia wewnątrz. Drzwi wydawały się być zamknięte na głucho. Wilczarz ostrożnie zbliżył się do nich, węsząc. Poruszał się wzdłuż ściany, by nie pozostawić wyraźnego tropu. Nos i umiejętności łowieckie nie zwiodły go i tym razem, wyraźnie wyczuwał świeże tropy, skryte pod cienką warstewką śniegu...
Vidgar odłączył się nieco od dwójki Adeptów, stając w cieniu, za szerokim, rzeźbionym filarem wspierającym dach jednej z kuźni. Nie widział stąd zbyt wyraźnie Olafa, ni Tanczącego, obaj bowiem rozmyli się w zalegających okolicę cieniach i zniknęli, jakby sami byli duchami. Miał jednak dobry widok na chałupę, którą wskazał mu kuzyn i wiedział, że w razie potrzeby będzie gotów do działania. Trwała jednak cisza. A śnieg padał coraz gęściej, przysłaniając okolicę gęstym, białym woalem...
[center]***[/center]
Nie minął czas, jaki wojownikowi potrzebny jest by naostrzyć miecz, gdy z zadymki wyłonił się Olaf a chwilę po nim Wylkołek. Młody Zwiadowca dał znak kuzynowi, aby wycofali się nieco. Wspólnie dołączyli do Kyariela i Norlaug, skulonych pod ścianą sąsiedniego budynku. Tuż obok zwisały z zawiasów niedomknięte drzwi i cała piątka wślizgnęła się do środka kuźni, korzystając z tego niemego zaproszenia. Powitał ich wszechobecny odór pleśni i jeszcze czegoś, o czym woleli nie myśleć. W świetle padającym od wybitego okna i niedomkniętych wrót, widzieli wyłożoną kamieniem posadzkę i kilka zbutwiałych beczek. Dalej czaił się mrok, który przeniknąć mogły jedynie bystre oczy Alfra. Spoglądając przez okno, nie mogli stąd, co prawda, widzieć dokładnie obserwowanej chałupy, zasłaniały ją bowiem wirujące, chłodne płatki. Sami jednak również pozostawali niewidoczni i mogli w spokoju naradzić się, korzystając z chwilowej osłony przed śnieżycą.
Zaledwie chwilę po tym, jak Olaf odłączył się od grupy, Tańczący po Czarnej Spirali również zniknął w zadymce śnieżnej. Wylkołek przypadł do gruntu i biegnąc nisko przy ziemi, okrążył budynek, by dostać się na tyły. Bez wysiłku przecisnął się przez dziurę w płocie i przyczaił za stertą desek, uważnie obserwując chałupę. Nie ujrzał jednak niczego niepokojącego. Okiennice, zabite deskami, nie przepuszczały z tej strony najbledszego promyka światła. Jego słuch nie wychwycił najmniejszego poruszenia wewnątrz. Drzwi wydawały się być zamknięte na głucho. Wilczarz ostrożnie zbliżył się do nich, węsząc. Poruszał się wzdłuż ściany, by nie pozostawić wyraźnego tropu. Nos i umiejętności łowieckie nie zwiodły go i tym razem, wyraźnie wyczuwał świeże tropy, skryte pod cienką warstewką śniegu...
Spoiler!
[center]***[/center]Vidgar odłączył się nieco od dwójki Adeptów, stając w cieniu, za szerokim, rzeźbionym filarem wspierającym dach jednej z kuźni. Nie widział stąd zbyt wyraźnie Olafa, ni Tanczącego, obaj bowiem rozmyli się w zalegających okolicę cieniach i zniknęli, jakby sami byli duchami. Miał jednak dobry widok na chałupę, którą wskazał mu kuzyn i wiedział, że w razie potrzeby będzie gotów do działania. Trwała jednak cisza. A śnieg padał coraz gęściej, przysłaniając okolicę gęstym, białym woalem...
[center]***[/center]
Nie minął czas, jaki wojownikowi potrzebny jest by naostrzyć miecz, gdy z zadymki wyłonił się Olaf a chwilę po nim Wylkołek. Młody Zwiadowca dał znak kuzynowi, aby wycofali się nieco. Wspólnie dołączyli do Kyariela i Norlaug, skulonych pod ścianą sąsiedniego budynku. Tuż obok zwisały z zawiasów niedomknięte drzwi i cała piątka wślizgnęła się do środka kuźni, korzystając z tego niemego zaproszenia. Powitał ich wszechobecny odór pleśni i jeszcze czegoś, o czym woleli nie myśleć. W świetle padającym od wybitego okna i niedomkniętych wrót, widzieli wyłożoną kamieniem posadzkę i kilka zbutwiałych beczek. Dalej czaił się mrok, który przeniknąć mogły jedynie bystre oczy Alfra. Spoglądając przez okno, nie mogli stąd, co prawda, widzieć dokładnie obserwowanej chałupy, zasłaniały ją bowiem wirujące, chłodne płatki. Sami jednak również pozostawali niewidoczni i mogli w spokoju naradzić się, korzystając z chwilowej osłony przed śnieżycą.
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Wylkołek zmarszczył nos, jakby chciał pozbyć się z niego paskudnego zapachu obecnego w opuszczonej izbie. Zapachu, który bezlitośnie wdzierał mu się w nozdrza powodując, że mimo usilnych starań kichnął raz czy dwa. W pierwszej chwili chciał usiąść, jednak zapach ów właśnie sprawił, że zrezygnował, pozostając na czterech łapach. Bardzo nie chciał by wszechobecny swąd za bardzo na nim osiadł. Chcąc jak najszybciej stąd wyjść, Tańczący po Czarnej Spirali od razu przeszedł do rzeczy.
- Z tyłu nic nie widać, żadnego światła, drzwi dobrze zamknięte, żadnych rozmów ni hałasów. - oznajmił warkliwym głosem, wciąż kręcąc nosem. - Za to zapach, cztery osoby. Wchodziły lub wychodziły stamtąd nie dalej jak godzinę temu. Śnieg nie zdążył jeszcze zatrzeć tropu.
Wyczekująco spoglądał na towarzyszy, których twarze skryte były w panującym tu półmroku. Przestępując z łapy na łapę i co chwilę cicho prychając, sprawiał wrażenie, jakby tańczył jakiś egzotyczny taniec niecierpliwości.
- Z tyłu nic nie widać, żadnego światła, drzwi dobrze zamknięte, żadnych rozmów ni hałasów. - oznajmił warkliwym głosem, wciąż kręcąc nosem. - Za to zapach, cztery osoby. Wchodziły lub wychodziły stamtąd nie dalej jak godzinę temu. Śnieg nie zdążył jeszcze zatrzeć tropu.
Wyczekująco spoglądał na towarzyszy, których twarze skryte były w panującym tu półmroku. Przestępując z łapy na łapę i co chwilę cicho prychając, sprawiał wrażenie, jakby tańczył jakiś egzotyczny taniec niecierpliwości.
Ostatnio zmieniony 03 października 2015, 09:35 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
Olaf odczekał jeszcze chwilę. Nic się nie działo, więc ostrożnie wrócił do towarzyszy, by przekazać im czego się dowiedział ze zwiadu.
- W środku jest czterech osobników. Raczej nie są to alfry ani nardlens. To z pewnością jacyś spiskowcy, albo nasi poszukiwani złodziejaszkowie. Są nieco zmęczeni, więc jak zrobimy im wejście na chatę to nakryją się nogami ze strachu! To co, podchodzimy i wpraszamy się do nich na małe pogaduchy? - zęby Olafa błysnęły w tym jego charakterystycznym, podnieconym uśmiechu zapowiadającym niezłą rozróbę.
- W środku jest czterech osobników. Raczej nie są to alfry ani nardlens. To z pewnością jacyś spiskowcy, albo nasi poszukiwani złodziejaszkowie. Są nieco zmęczeni, więc jak zrobimy im wejście na chatę to nakryją się nogami ze strachu! To co, podchodzimy i wpraszamy się do nich na małe pogaduchy? - zęby Olafa błysnęły w tym jego charakterystycznym, podnieconym uśmiechu zapowiadającym niezłą rozróbę.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)