- Spokojnie kolego, bez wygłupów i nerwowych ruchów - powiedział Didier. Obok niego stał człowiek góra; Bezac. - Przechowam ci to na jakiś czas kolego. - powiedział chowając rewolwer za pasek pod poły szpitalnego ubrania. Obserwowali przez chwilę reakcję Meksykanina, wypatrując jakiegokolwiek nerwowego ruchu. Gotowi do działania w każdej chwili.
Ervin wpatrywał się w obydwóch. Po kilkusekundowej obserwacji przeskoczył wzrokiem na innych, któzy z wolna dochodzili do siebie, rozbiegane oczy szybko chłonęły otoczenie... nie... nie oczy... wszystko w jakiś sposób stało się oczywiste. Zrozumiałe. Schemat jak w banalnym rysunku technicznym, tyle że dotyczył .. myśli i postaw.
Ale jazda. Wóda z prądem nabrała właśnie nowego znaczenia.
..Teraz stary będzie coś pierdolił. Ktoś się poużala, ktoś będzie wystraszony, a ten tam będzie rozsądny. To sterczy w powietrzu jak widły w gnoju. Wystarczy chwycić... no i jest..
- Jestem doktor Wiktor Markov. Macie szczęście, że Pascal po nas zadzwonił...
Nogi miał jak z plasteliny, wstał podpierając się o ścianę.
-Jak się coś wsadzi, to da radę i wyjąć.. -burknął sam do siebie pod nosem. Skoro wleźliśmy do tej piwnicy to i wyjdziemy..taki kolejny schemat.. kolejny rysunek. Sapiąc ruszył na górę wciąż obijając się o ściany. Nie mógł przełknąć śliny, tkwiła na suchym podniebieniu jakby była jednym wielkim, niezależnym kawałkiem stwardniałego gówna.
-Didier... - Stahler nie był pewien, czy powiedział, czy pomyślał.. -rozsądniej będzie oddać mi zabawkę, jest moja, będę zły wciąż o niej myśląc, lubię ją.. *
Panowie ładni zmartwili się o swoje popsute gadżety. Przecież niedługo kupią sobie nowe. Świat nie zdechnie bez tego.
- To Cosme, mam szesnaście nieodebranych... - powiedział Markov
- Cholera, ja też...- powiedział Didier, jedną ręką kładąc ciało. Po czym od razu odebrał nadchodzące połączenie. - No, co tam...- jego twarz nabrała wyraźnego niepokoju. - Powoli Cosme bo cię nie rozumiem. Ale kto spierdolił dokładnie?!... Wyscy!! Co ty pier... Halo, halo! - krzyczał do słuchawki - Bezac, za mną, wszystkie bloki się otworzyły. Przez to zwarcie wszyscy wyszli!! - wykrzykując to pędem ruszył do bloku centralnego, który prowadził dalej, aż do zachodniego skrzydła... z otwartymi izolatkami.
- To wasza wina... - powiedział Bezac i rzucił się pędem za Didierem.
- Proszę tu zostać i się gdzieś zamknąć! - powiedział Markov i zabawnym truchtem ruszył korytarzem za pozostałymi, zostawiając białego jak ściana Pascala.
Mężczyźni coraz bardziej zaczęli dochodzić do siebie. Zastrzyk coraz bardziej zaczynał działać...
- Zajebią Was. Ja to sobie poradzę, bo kiedy wy zwykle wpierdalacie poranną kaszkę to ja już drugą tonę gruzu przerzucam... albo jakąś kurwę gratisdajkę....
- I na huj było cwaniakować i wydzwaniać Dupong? Tak to bym cię jeszcze z weterynaryjnej łaski stąd wyprowadził, a teraz ci jakiś psychol opierdoli nóżki... zimne nóżki mniam! - kłapnął zębami Ervin i szyderczo zaśmiał. Powietrze wirowało od emocji. Myśli kłębiły się i zdradzały ich reakcje. Choć każdy chciałby rządzić nikt w tym poprawnym gronie nie ośmieli się ogłosić przywódcą. Będą masturbować się swoją rzekomą dominacją i przekonywać samych siebie o skrytej władzy nad innymi. Niektórzy nawet nie oprzytomnieją kiedy zaczną krwawić. Tym razem lepiej wyszedł ci dowcip stary popaprańcu.. hehe **. Przebudzony kierownik budowy uśmiechnął się szeroko. Powoli odzyskiwał formę, zaczął więc nucić pod nosem słowa starego klasyka.
'Cause I'm TNT
I'm dynamite
TNT and I'll win the fight
TNT I'm a power-load
TNT watch me explode***
***- zakładam, że wszyscy kojarzą z jakiego to kawałka, ale słowa mi tu jakoś pasują https://youtu.be/kR6pxe8jaMs
[/center]