- Nie!- doktor był wściekły, z trudem odzyskiwał kontrolę. Tylko lata praktyki w obserwowaniu wyzwalaczy swego szału ocaliły go przed uwolnieniem bestii. Teraz tkwił w jasnym pokoju bez okien i klamek. Stanowiło to pewien postęp w stosunku do ciemnej, wilgotnej celi i ciężkiego łańcucha jakim King Willy przykuł go do ściany w pierwszych minutach swojej dominacji. Biały pokój wyściełany poduszkami budził odpowiednie skojarzenia myślowe z wolna budując przewagę Sandsa. Skupił się na swym eleganckim, staromodnym fotelu z dębowego drzewa, o solidnym, sztywnym oparciu wyściełanym czerwonym..
http://media4.picsearch.com/is?zAixdTWn ... height=316
-Nie! Do cholery!- parsknął doktor, błąkający się gdzieś poza pokojem Koroviev przypadkiem odnalazł drzwi izolatki, po czym rozpoczął uporczywe, miarowe drapanie najwyraźniej usiłując dostać się do wnętrza. Początkowo nieistotne odgłosy nadzwyczaj szybko przybrały na sile, niczym młot kowalski uderzając w budowaną z trudenm osnowę bezpieczeństwa doktora.
Zachowaj spokój. Musisz rozwikłać tę zagadkę zanim wszyscy zginiemy. -doktor miękko osiadł na fotelu ignorując piskliwy gwizd przygniecionej pośladkami gumowej kaczuszki kąpielowej. Oparł dłonie na oparciach fotela mocy. Fotel z wolna wchodził w ruch obrotowy, w pozbawionym fizycznych przeszkód świecie Koroviev zdążył już wydrapać w drzwiach dziurę, po czym włożył do środka megafon rozpoczynając jazgotliwą kakofonię chorej muzyki
(podkładzik tutaj: https://youtu.be/k85mRPqvMbE)
Pośród szalonego hałasu niezłomny mieszkaniec umysłu Korovieva analizował sytuację. Sands walczył.
Jest istota, która nade wszystko pragnie zachowania statusu. Są zatem i inne, które ów status będą chciały jej odebrać.
-Ding! Ding!
Istota musi mieć strażnika. Posiada go, by zachować władzę. Inni także posiadają sługi, by móc obalić strażnika. Takie są zasady równowagi.
-Ring Ding Ding Ding Dooo Dooo!
Istoty knują przeciw temu, któego władzę chcą zyskać. Co jeśli nie mają dość mocnego sługi, by obalić strażnika?
Kupują strażnika obietnicami.
A co z pozostałymi strażnikami?
Należy ich oszukać.
- Ding! Ding!
Sands znieruchomiał. Wnioski okazywały się dramatyczne.
- Zatem drogi Antonie wraz z nieznanymi mi towarzyszami postanowiłeś pozbyć się księcia. W jego miejsce wybiorą nową personę, która swoim nieoczekiwanym genialnym wejściem rozwiąże problem zagrożenia ze strony sabatu. Oczywiście zagrożenia rzekomego. Tym kimś będzie nowy, podstawiony Vallo... wprost z kliniki doktorka "Ostry Dyżur"..
Muszę skontaktować się z Price'm nim będzie za późno. Wydaje się zbyt małym graczem, by był wtajemniczony w te plany. Pozostaje kwestia sprowokowania nosferatu do odkrycia kart..
PBF - Bournemouth after Midnight
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20
Z beznamiętną miną Price szedł korytarzami klubu wyglądającymi w trakcie alarmu tak obco. Pozamykane drzwi przeciwpożarowe przecinały korytarze budynku niszcząc tak dobrze znaną Xavierowi strukturę. Trupioblade, rozjaśniające tylko trochę światła awaryjne pogłebiały posępny nastrój Rhino. Ale Ventrue nie miał czasu na kontmeplacje. Miał tylko jeden cel w głowie i żadne komplikacje nie mogły mu tego utrudnić. Musiał ukarać beztroskę Marcusa raz na zawsze. Otwierał kolejne drzwi spodziewając się końcu ujrzeć któreś z wcieleń Malkavianina i wymierzyć surową sprawiedliwość swojej domeny.
- To mój dom i moje zasady! Będzie przykładem dla innych!
***
Thomas był niewiele wiecej niż sto jardów od Rhino. Był wciąż wstrząśnięty. Widział ją, jego największą miłość i zarazem najbardziej znienawidzoną osobę na świecie. Tę która mamiła go czułymi słowami, karmiła obietnicami, a tymczasem tylko zimno i bezdusznie wykorzystywała jako pionka w rozgrywce z Rundstedtem.
Langer chciał ochłonąć, ale nie mógł przestać myśleć o Czarnej Matce. Co ona tu robiła? Czyżby wiedziała co się święci? Czy miała udział w wydarzeniach tej nocy? Pytania kłebiły się w umyśle wampira, rodząc uczucie strachu przed nieznanym. Przez sekundę nawet spanikował i prawie dał ponieść się panice, ale szybko opanował swe uczucia, choć nawet nie zwrócił uwagi na to, że Bournemouth tonęło ciemności, a od strony klubu z mroku, rozjasnianego co chwilę chaotycznymi smugami świateł z latarek dochodzą paniczne okrzyk ludzi.
I wtedy gdzieś z oddali dosłyszał pomruk potężnego wybuchu. Nie wiedział skąd dokładnie. Gdzieś od strony morza. Widział tylko przez chwilę na dachami budynków łunę krwistoczerwonego światła.
***
Sygnał oczekującego połaczenia brzmiał znajomo i Achile wiedział od razu jedno. Był to sygnał angielski, a nie szwajcarski. Cokolwiek się nie działo, nasuwało jedno rozwiązanie. Vallo był w Anglii. Czy tu na miejscu w Bournemouth, czy gdzieś indziej, to nadal w Albionie. Chyba... bo przecież ktoś mógł routować połączenie przez szereg krajów tak aby utrudnić odnalezienie rozmówcy... Po piątym sygnale, Moreau już myślał, że włączyła się poczta głosowa, ale usłyszał w głośnikach auta znajomy głos Ventrue:
- Witam panie Moreau. Spodziewałem się, że skontaktujecie się ze mną wcześniej...
Dostrzegł też w oddali łunę wybuchu. Gdzieś od strony centrum...
***
- Muszę skontaktować się z Price'm nim będzie za późno. Wydaje się zbyt małym graczem, by był wtajemniczony w te plany. Pozostaje kwestia sprowokowania nosferatu do odkrycia kart... - pomyślał doktor. Jego życzenie spełniło się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przeciwpożarowe drzwi po drugiej części sekscji korytarza otworzył nikt inny jak sam Xavier Price. I doktor od razu spostrzegł, że wolałby odwołać swoje ostatnie życzenie...
Z beznamiętną miną Price szedł korytarzami klubu wyglądającymi w trakcie alarmu tak obco. Pozamykane drzwi przeciwpożarowe przecinały korytarze budynku niszcząc tak dobrze znaną Xavierowi strukturę. Trupioblade, rozjaśniające tylko trochę światła awaryjne pogłebiały posępny nastrój Rhino. Ale Ventrue nie miał czasu na kontmeplacje. Miał tylko jeden cel w głowie i żadne komplikacje nie mogły mu tego utrudnić. Musiał ukarać beztroskę Marcusa raz na zawsze. Otwierał kolejne drzwi spodziewając się końcu ujrzeć któreś z wcieleń Malkavianina i wymierzyć surową sprawiedliwość swojej domeny.
- To mój dom i moje zasady! Będzie przykładem dla innych!
***
Thomas był niewiele wiecej niż sto jardów od Rhino. Był wciąż wstrząśnięty. Widział ją, jego największą miłość i zarazem najbardziej znienawidzoną osobę na świecie. Tę która mamiła go czułymi słowami, karmiła obietnicami, a tymczasem tylko zimno i bezdusznie wykorzystywała jako pionka w rozgrywce z Rundstedtem.
Langer chciał ochłonąć, ale nie mógł przestać myśleć o Czarnej Matce. Co ona tu robiła? Czyżby wiedziała co się święci? Czy miała udział w wydarzeniach tej nocy? Pytania kłebiły się w umyśle wampira, rodząc uczucie strachu przed nieznanym. Przez sekundę nawet spanikował i prawie dał ponieść się panice, ale szybko opanował swe uczucia, choć nawet nie zwrócił uwagi na to, że Bournemouth tonęło ciemności, a od strony klubu z mroku, rozjasnianego co chwilę chaotycznymi smugami świateł z latarek dochodzą paniczne okrzyk ludzi.
I wtedy gdzieś z oddali dosłyszał pomruk potężnego wybuchu. Nie wiedział skąd dokładnie. Gdzieś od strony morza. Widział tylko przez chwilę na dachami budynków łunę krwistoczerwonego światła.
***
Sygnał oczekującego połaczenia brzmiał znajomo i Achile wiedział od razu jedno. Był to sygnał angielski, a nie szwajcarski. Cokolwiek się nie działo, nasuwało jedno rozwiązanie. Vallo był w Anglii. Czy tu na miejscu w Bournemouth, czy gdzieś indziej, to nadal w Albionie. Chyba... bo przecież ktoś mógł routować połączenie przez szereg krajów tak aby utrudnić odnalezienie rozmówcy... Po piątym sygnale, Moreau już myślał, że włączyła się poczta głosowa, ale usłyszał w głośnikach auta znajomy głos Ventrue:
- Witam panie Moreau. Spodziewałem się, że skontaktujecie się ze mną wcześniej...
Dostrzegł też w oddali łunę wybuchu. Gdzieś od strony centrum...
***
- Muszę skontaktować się z Price'm nim będzie za późno. Wydaje się zbyt małym graczem, by był wtajemniczony w te plany. Pozostaje kwestia sprowokowania nosferatu do odkrycia kart... - pomyślał doktor. Jego życzenie spełniło się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przeciwpożarowe drzwi po drugiej części sekscji korytarza otworzył nikt inny jak sam Xavier Price. I doktor od razu spostrzegł, że wolałby odwołać swoje ostatnie życzenie...
Bardzo przepraszam za lagi w tej sesji, ale mam naprawdę sporo na głowie od długiego czasu, a granie jest duzo prostsze niż prowadzenie. Jakbym coś marudził, że nie mam weny czy coś to proszę o solidnego kopa w dupę. Mam nadzieję, że wszyscy jeszcze nie zrazili się totalnie i chcą grać dalej.
Ale ok, jedziemy dalej z tym koksem. Price'owi udaje się odnaleźć Marcusa jako pierwszego. Nie natknął się jeszcze ani na obcego, ani na ochronę. Wampiry w Rhino nie słyszą wybuchu. Co będzie dalej na tym odcinku korytarza nie wiem, ale brzmi ciekawie. Ponieważ Lightstorm i Koszal mają ze sobą kontakt, to najłatwiej będzie jesli rozegracie to miedzy sobą i piszcie co się dzieje. Nie posuwajcie jednak akcji zbyt daleko w czasie, bowiem w każdej rundzie istnieje matematyczna szansa, na to, że ktoś inny może zjawić się w waszej sekcji, a to może diametralnie zmienić akcje.
Vallo odbiera telefon i jestem ciekaw co też ma Moreau do powiedzenia poza zwyczajowym "Dobry wieczór". Rozmowę możemy przeprowadzić na czacie Skype'a i potem wstawić jednego posta.
Achile i Langer jako jedyni zdają sobie sprawę, że centrum, gdzieś w poblizu morza wstrząsnęła eksplozja. Nie możecie jednak określić co dokładnie wybuchło.
Ale ok, jedziemy dalej z tym koksem. Price'owi udaje się odnaleźć Marcusa jako pierwszego. Nie natknął się jeszcze ani na obcego, ani na ochronę. Wampiry w Rhino nie słyszą wybuchu. Co będzie dalej na tym odcinku korytarza nie wiem, ale brzmi ciekawie. Ponieważ Lightstorm i Koszal mają ze sobą kontakt, to najłatwiej będzie jesli rozegracie to miedzy sobą i piszcie co się dzieje. Nie posuwajcie jednak akcji zbyt daleko w czasie, bowiem w każdej rundzie istnieje matematyczna szansa, na to, że ktoś inny może zjawić się w waszej sekcji, a to może diametralnie zmienić akcje.
Vallo odbiera telefon i jestem ciekaw co też ma Moreau do powiedzenia poza zwyczajowym "Dobry wieczór". Rozmowę możemy przeprowadzić na czacie Skype'a i potem wstawić jednego posta.
Achile i Langer jako jedyni zdają sobie sprawę, że centrum, gdzieś w poblizu morza wstrząsnęła eksplozja. Nie możecie jednak określić co dokładnie wybuchło.
Tkwił uwięziony niby wewnętrzny obserwator przezroczystego promu mknącego korytarzami domeny Ventrue. Doktor szykował zamach, by odzyskać kontrolę na ciałem jednak wciąż pozostawał zbyt słaby. Skupił wolę, by przekazać słow, bądź dwa... ostatnia szansa..
Niewidzialna halabarda zatoczyła kolejny krąg w powietrzu. Pogrążony w szaleńczym tańcu Samedi w ostatniej chwili dostrzegł zbliżającego się Price'a. Odskoczył ku ścianie porzuciwszy oręż. Sypnął mąką wyciągając drugą dłoń w powstrzymującym geście.
- W domu króla siedzą szczury- szkarady. Samedi ma zagadkę dla króla- z iloma szczurami jada śniadanie?
Parsknął śmiechem. Pochwycił rękawy marynarki Xaviera. Jego twarz przybrała wyraz udręki. Ton głosu drastycznie zmienił się.
- Strzel mi w łeb książę! Chłepcz moją krew, jeśli chcesz GO ujrzeć! Niech Cię poprowadzi!- krzyk Sandsa przedarł zasłonę szaleństwa.
King Willy odskoczył jak poparzony ponownie przywierając plecami do ściany.
- Z jednym! -wykręcone palce malkavianina błądziły w powietrzu rysując chore kształty.
- Papa Legba chce ofiary... -wyciągnął dłoń w żebraczym geście. W ułamku sekundy Ventrue spostrzegł, że dłoń nie była skierowana ku niemu..
Niewidzialna halabarda zatoczyła kolejny krąg w powietrzu. Pogrążony w szaleńczym tańcu Samedi w ostatniej chwili dostrzegł zbliżającego się Price'a. Odskoczył ku ścianie porzuciwszy oręż. Sypnął mąką wyciągając drugą dłoń w powstrzymującym geście.
- W domu króla siedzą szczury- szkarady. Samedi ma zagadkę dla króla- z iloma szczurami jada śniadanie?
Parsknął śmiechem. Pochwycił rękawy marynarki Xaviera. Jego twarz przybrała wyraz udręki. Ton głosu drastycznie zmienił się.
- Strzel mi w łeb książę! Chłepcz moją krew, jeśli chcesz GO ujrzeć! Niech Cię poprowadzi!- krzyk Sandsa przedarł zasłonę szaleństwa.
King Willy odskoczył jak poparzony ponownie przywierając plecami do ściany.
- Z jednym! -wykręcone palce malkavianina błądziły w powietrzu rysując chore kształty.
- Papa Legba chce ofiary... -wyciągnął dłoń w żebraczym geście. W ułamku sekundy Ventrue spostrzegł, że dłoń nie była skierowana ku niemu..
Spoiler!
Spoiler!
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:20
Przeklęty Malkavianin w swym chorym widzie ma czelność występować przeciwko mnie? Jesteś podwójnym głupcem Marcusie - Ventrue powiedział w myślach, gdy Świr złapał go za ubranie. Starsi z twojego klanu mają na tyle rozwagi, by trzymać się praw Camarilli. Tobie jednak ciągle ten fakt ucieka, próbując chować się za poczuciem litości. Miałeś mi pomóc siedząc przed monitorem, zdradziecki sukinsynu... Chcesz odebrać mi prawo do zemsty?
- Dość! Zamilcz na zawsze... - przerwał monolog Malkaviana, szykując ciężki pistolet do strzału.
Przeklęty Malkavianin w swym chorym widzie ma czelność występować przeciwko mnie? Jesteś podwójnym głupcem Marcusie - Ventrue powiedział w myślach, gdy Świr złapał go za ubranie. Starsi z twojego klanu mają na tyle rozwagi, by trzymać się praw Camarilli. Tobie jednak ciągle ten fakt ucieka, próbując chować się za poczuciem litości. Miałeś mi pomóc siedząc przed monitorem, zdradziecki sukinsynu... Chcesz odebrać mi prawo do zemsty?
- Dość! Zamilcz na zawsze... - przerwał monolog Malkaviana, szykując ciężki pistolet do strzału.
Strzelam dwa razy w nogi, by nie mógł uciec oraz nie wpadł w letarg. Ranny nie powinien stanowić dla mnie żadnego wyzwania. Potem spijam z Marcusa 3 punkty krwi, a następnie strzelam mu w łeb. Upewniam się, że jest martwy i udaję się na poszukiwania intruza.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth, Przed Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 04:21
Pomruk wybuchu ustał ledwie kilkadziesiąt sekund temu i Langer z myslami pełnymi różnych hipotez zbliżał się do Rhino, gdy jego uwagę przykuł baner umieszczony w Agencji Pracy Landstadt. Czerwone litery leniwie przesuwały się po ledowym wyświetlaczu podając najnowsze informacje niczym w radiowym
Pomruk wybuchu ustał ledwie kilkadziesiąt sekund temu i Langer z myslami pełnymi różnych hipotez zbliżał się do Rhino, gdy jego uwagę przykuł baner umieszczony w Agencji Pracy Landstadt. Czerwone litery leniwie przesuwały się po ledowym wyświetlaczu podając najnowsze informacje niczym w radiowym