-Ktoś zgłasza się na ochotnika iść pierwszy, czy ja mam to zrobić? Chyba, że Ty Vidgarze jako wojownik a zarazem i umiejący rozmawiać z duchami wolisz iść na przedzie? Myślę, że będziesz bardziej odpowiednią osobą, o ile masz jakieś źródło światła. Chdźmy zobaczyć co są tam za skarby, oczywiście nie ruszając tych nalezących do zmarłych i wracajmy.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-Czy te duchy nie moga mówić bardziej zrozumiale, tylko tak szeleścić? Komentujący głos w jego głowie próbował irytacją i cynizmem zagłuszyć poczucie niepewności i lęk. Ale dzięki tłumaczeniu Norlaug na szczęście wiedzieli co zjawa miała im do przekazania. Doszedł do wniosku, że być może dlatego chciał jak najszybciej zwrócić klucz, by nie musieć więcej miec tak bezpośredniego kontaktu z zaświatami. Ale gdy widmo zniknęło poczuł się trochę lepiej i bezpieczniej. Zaczęło go natomiast irytować niezdecydowanie towarzyszy, którzy chyba zamierzali tak stać przy wejściu do grobowca do jutra co najmniej. No i jak zwykle ciekawośc, czasem na przekór rozsądkowi pchała go do przodu. Nieznane i nowe go kusiło.
-Ktoś zgłasza się na ochotnika iść pierwszy, czy ja mam to zrobić? Chyba, że Ty Vidgarze jako wojownik a zarazem i umiejący rozmawiać z duchami wolisz iść na przedzie? Myślę, że będziesz bardziej odpowiednią osobą, o ile masz jakieś źródło światła. Chdźmy zobaczyć co są tam za skarby, oczywiście nie ruszając tych nalezących do zmarłych i wracajmy.
-Ktoś zgłasza się na ochotnika iść pierwszy, czy ja mam to zrobić? Chyba, że Ty Vidgarze jako wojownik a zarazem i umiejący rozmawiać z duchami wolisz iść na przedzie? Myślę, że będziesz bardziej odpowiednią osobą, o ile masz jakieś źródło światła. Chdźmy zobaczyć co są tam za skarby, oczywiście nie ruszając tych nalezących do zmarłych i wracajmy.
Przy wchodzeniu do grobowca będę używać Infrawizji. Mogę wejść pierwszy, albo drugi bo uznaję, że raczej nie grozi nam tam niebezpieczeństwo, jako, że zrobiliśmy przysługę jego właścicielowi, ale nie czuję się pewnie jesli idzie o kontakty z duchami.
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
- "Jak myślicie, co nas tam czeka na dole?"
Myślę, że nic gorszego niż tamten szarżujący niedźwiedź. - Odparł Vidgar, trochę zdziwiony wahaniem niektórych jego kompanów. Przecież ci, którzy tam leżeli byli wielkimi bohaterami? Czego mieli by się obawiać? Wyświadczyli im właśnie przysługę. Młody Nardlens ochoczo ruszył w stronę wejścia. Jako, że Norlaug pewnie i wyczerpująco, przetłumaczyła reszcie, co orzekł Haurr, pełen ekscytacji i oczekiwania, ruszył pierwszy prowadząc dzielną drużynę do wnętrza kurhanu.
Myślę, że nic gorszego niż tamten szarżujący niedźwiedź. - Odparł Vidgar, trochę zdziwiony wahaniem niektórych jego kompanów. Przecież ci, którzy tam leżeli byli wielkimi bohaterami? Czego mieli by się obawiać? Wyświadczyli im właśnie przysługę. Młody Nardlens ochoczo ruszył w stronę wejścia. Jako, że Norlaug pewnie i wyczerpująco, przetłumaczyła reszcie, co orzekł Haurr, pełen ekscytacji i oczekiwania, ruszył pierwszy prowadząc dzielną drużynę do wnętrza kurhanu.
Ostatnio zmieniony 22 października 2015, 22:58 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Vidgar skinął głową w odpowiedzi na pytanie maga i wyciągnął miecz. Tarczę pozostawił na plecach, przejście bowiem było zbyt wąskie, aby mógł się z nią swobodnie poruszać. W tym czasie Norlaug wykreśliła na leżącym nieopodal kamieniu złożony symbol i wyszeptała kilka cichych słów. Run pod jej palcami rozbłysnął nagle, a jego linie wypełniły się chłodnym, elektrycznym blaskiem. Czarownica podała wojownikowi kamień z jaśniejącym znakiem. Przyświecając nim sobie Vidgar ostrożnie przekroczył kamienny próg i zaczął schodzić po śliskich schodach. Za chwilę dołączył do niego Alfr, za nim zaś ruszył Wylkołek i Norlaug. Olaf dołączył na końcu, nie chcąc pozostawać przed wejściem. Nie do końca zresztą był pewien czy to dobra decyzja, lecz nie potrafił w zasadzie określić, czy woli czekać sam w tym nawiedzonym przez duchy miejscu, czy trzymać się pozostałych, nawet jeśli oznaczało to wkroczenie głębiej… Nie chciał zresztą, aby ktokolwiek uznał go za tchórza, więc z dłonią na nowo zdobytym mieczu zamknął pochód.
Schodzili powoli i ostrożnie, gdyż każde gwałtowniejsze poruszenie groziło poślizgnięciem się na stromych, omszałych stopniach. Vidgar czuł ekscytację myśląc o tym, co dane im będzie ujrzeć. Grobowce nie przerażały go, gdyż od dziecka przywykł do widoku umarłych, a myśl o tym, że będzie mógł ujrzeć miejsce spoczynku samego Haurra Gromodzierżcy sprawiała że czuł się zarazem zaszczycony i poruszony głęboko. Żałował teraz, że nie przykładał się bardziej do nauki i że jego wiedza o dziejach i czynach samego herosa jest tak nikła.
Wkrótce schody skończyły się i wkroczyli do długiego, wąskiego korytarza, wyłożonego kamieniem. Potężne korzenie drzew gdzieniegdzie naruszyły konstrukcję, wyrastając ze ścian, tak, iż chwilami musieli zwalniać, stąpając ostrożnie po stertach ziemi i gruzu. Strop był dość nisko i Kyariel czuł się niezbyt komfortowo, idąc cały czas w dziwacznej, przygiętej pozycji. W końcu jednak korytarz skończył się zbudowanym z głazów portalem. Światło Lśniącego Runu błysnęło na wprawionym w kamień, metalowym napisie nad wejściem. Vidgar zatrzymał się, spoglądając na tajemnicze znaki, mag zaś wychynął zza jego ramienia, próbując je odczytać.
- Napis ten głosi - odezwał się po chwili - iż każda Istota Ciemności, która wejdzie do tego miejsca, umrze. Są tutaj też runy zabezpieczające, które stanowią pułapki magiczne. Jednak sądzę, że my możemy przejść bezpiecznie.
Pozostała czwórka w milczeniu skinęła głowami, otoczenie bowiem było ze wszech miar ponure, a myśl, iż jest ono chronione przed Siłami Mroku była nad wyraz krzepiąca.
Wspólnie wkroczyli do okrągłej Sali, na środku której, w otoczeniu czterech kamiennych menhirów, stała łódź grobowa. Gdy tylko przeszli przez zdobione runami wrota, kamienie runiczne wkoło łodzi zalśniły zielonym światłem, które zmieniło się w płomienie na ich szczycie.
[center]
[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=pX1Swx9MJv8[/center]
Pod ścianami ujrzeli szczątki sześciu kolejnych łodzi, na których spoczywały szkielety, odziane w resztki zbroi. Zarówno kości, jak i fragmenty poczerniałych desek lśniły drobnymi kryształami nacieków mineralnych, naniesionych przez wodę, skapującą ze ścian przez pół tysiąca lat. Puste oczodoły czaszek wpatrywały się w niewielką grupkę żywych, którzy przystanęli u progu komnaty, jakby przypominając, iż śmierć czeka na każdego - tak, jak czekała na nich. W ciszy, nie śmiejąc nawet odetchnąć czy odezwać się głośniej, młodzi bohaterowie zbliżyli się do stojącej w otoczeniu czterech kamiennych steli łodzi. Spoczywało na niej ciało wojownika, odzianego w zbroję i bogato zdobiony hełm półpełny. Jego kościste palce zaciśnięte były na wspaniale kutym toporze. Znali wszakże już tą broń i ten hełm. Widzieli je przecież nie tak dawno, utkane z przejrzystej materii astralnej, gdy okrywały ciało widma.
Przez chwilę stali w ciszy, oddając tym samym hołd zmarłemu. Niektórzy szeptali słowa modlitwy do Bóstw lub duchów plemiennych. A gdy minął czas, jaki powinni oddać zmarłym, rozejrzeli się po komnacie. Grobowe łodzie, stojące pod ścianami sczerniałe były i przegniłe. Wydawało się, iż wiele z nich może się rozpaść pod najlżejszym dotknięciem. Spoczywające na nich szkielety odziane jednak były bogato. Spod brudu i zacieków mineralnych pobłyskiwały kamienie szlachetne, a srebro, złoto i ox, choć sczerniałe, przecież nie straciły do końca swego blasku. Broń i pancerze leżących tu wojów wykonane były po mistrzowsku i wciąż wyglądały znakomicie, mimo upływu stuleci. Miecze, topory i tarcze pokryte były runami, zdobione bogato inkrustacjami ze szlachetnych metali. Kyariel otwierał szeroko oczy widząc tak doskonale wykonane artefakty. Olaf jęknął głucho spoglądając na przecudowny łuk uczyniony z kości lodowego żmija. Wzrok Norlaug przyciągnął wspaniały kostur runiczny z mamuciego cedru. A jednak wszystkie te rzeczy spoczywały przy zmarłych...
Głębiej zaś, naprzeciwko drzwi znajdowała się wnęka wypełniona darami grobowymi. Stały tam zmurszałe beczki, pełne miodu i wina, przegniłe strzępy wspaniałych niegdyś skór, zardzewiałe szczątki broni, miedziane misy, pełne złota i srebra, oraz nieco broni, biżuterii i innych przedmiotów. Żaden z nich jednak nie był tak znakomity, jak te, które leżały w grobowych łodziach i łatwo było poznać, że muszą one stanowić dary od miejscowych, w przeciwieństwie do artefaktów zdobiących kości wojowników, które musiały stanowić ongiś ich własne wyposażenie.
Vidgar skinął głową w odpowiedzi na pytanie maga i wyciągnął miecz. Tarczę pozostawił na plecach, przejście bowiem było zbyt wąskie, aby mógł się z nią swobodnie poruszać. W tym czasie Norlaug wykreśliła na leżącym nieopodal kamieniu złożony symbol i wyszeptała kilka cichych słów. Run pod jej palcami rozbłysnął nagle, a jego linie wypełniły się chłodnym, elektrycznym blaskiem. Czarownica podała wojownikowi kamień z jaśniejącym znakiem. Przyświecając nim sobie Vidgar ostrożnie przekroczył kamienny próg i zaczął schodzić po śliskich schodach. Za chwilę dołączył do niego Alfr, za nim zaś ruszył Wylkołek i Norlaug. Olaf dołączył na końcu, nie chcąc pozostawać przed wejściem. Nie do końca zresztą był pewien czy to dobra decyzja, lecz nie potrafił w zasadzie określić, czy woli czekać sam w tym nawiedzonym przez duchy miejscu, czy trzymać się pozostałych, nawet jeśli oznaczało to wkroczenie głębiej… Nie chciał zresztą, aby ktokolwiek uznał go za tchórza, więc z dłonią na nowo zdobytym mieczu zamknął pochód.
Schodzili powoli i ostrożnie, gdyż każde gwałtowniejsze poruszenie groziło poślizgnięciem się na stromych, omszałych stopniach. Vidgar czuł ekscytację myśląc o tym, co dane im będzie ujrzeć. Grobowce nie przerażały go, gdyż od dziecka przywykł do widoku umarłych, a myśl o tym, że będzie mógł ujrzeć miejsce spoczynku samego Haurra Gromodzierżcy sprawiała że czuł się zarazem zaszczycony i poruszony głęboko. Żałował teraz, że nie przykładał się bardziej do nauki i że jego wiedza o dziejach i czynach samego herosa jest tak nikła.
Wkrótce schody skończyły się i wkroczyli do długiego, wąskiego korytarza, wyłożonego kamieniem. Potężne korzenie drzew gdzieniegdzie naruszyły konstrukcję, wyrastając ze ścian, tak, iż chwilami musieli zwalniać, stąpając ostrożnie po stertach ziemi i gruzu. Strop był dość nisko i Kyariel czuł się niezbyt komfortowo, idąc cały czas w dziwacznej, przygiętej pozycji. W końcu jednak korytarz skończył się zbudowanym z głazów portalem. Światło Lśniącego Runu błysnęło na wprawionym w kamień, metalowym napisie nad wejściem. Vidgar zatrzymał się, spoglądając na tajemnicze znaki, mag zaś wychynął zza jego ramienia, próbując je odczytać.
- Napis ten głosi - odezwał się po chwili - iż każda Istota Ciemności, która wejdzie do tego miejsca, umrze. Są tutaj też runy zabezpieczające, które stanowią pułapki magiczne. Jednak sądzę, że my możemy przejść bezpiecznie.
Pozostała czwórka w milczeniu skinęła głowami, otoczenie bowiem było ze wszech miar ponure, a myśl, iż jest ono chronione przed Siłami Mroku była nad wyraz krzepiąca.
Wspólnie wkroczyli do okrągłej Sali, na środku której, w otoczeniu czterech kamiennych menhirów, stała łódź grobowa. Gdy tylko przeszli przez zdobione runami wrota, kamienie runiczne wkoło łodzi zalśniły zielonym światłem, które zmieniło się w płomienie na ich szczycie.
[center]
[/center][center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=pX1Swx9MJv8[/center]
Pod ścianami ujrzeli szczątki sześciu kolejnych łodzi, na których spoczywały szkielety, odziane w resztki zbroi. Zarówno kości, jak i fragmenty poczerniałych desek lśniły drobnymi kryształami nacieków mineralnych, naniesionych przez wodę, skapującą ze ścian przez pół tysiąca lat. Puste oczodoły czaszek wpatrywały się w niewielką grupkę żywych, którzy przystanęli u progu komnaty, jakby przypominając, iż śmierć czeka na każdego - tak, jak czekała na nich. W ciszy, nie śmiejąc nawet odetchnąć czy odezwać się głośniej, młodzi bohaterowie zbliżyli się do stojącej w otoczeniu czterech kamiennych steli łodzi. Spoczywało na niej ciało wojownika, odzianego w zbroję i bogato zdobiony hełm półpełny. Jego kościste palce zaciśnięte były na wspaniale kutym toporze. Znali wszakże już tą broń i ten hełm. Widzieli je przecież nie tak dawno, utkane z przejrzystej materii astralnej, gdy okrywały ciało widma.
Przez chwilę stali w ciszy, oddając tym samym hołd zmarłemu. Niektórzy szeptali słowa modlitwy do Bóstw lub duchów plemiennych. A gdy minął czas, jaki powinni oddać zmarłym, rozejrzeli się po komnacie. Grobowe łodzie, stojące pod ścianami sczerniałe były i przegniłe. Wydawało się, iż wiele z nich może się rozpaść pod najlżejszym dotknięciem. Spoczywające na nich szkielety odziane jednak były bogato. Spod brudu i zacieków mineralnych pobłyskiwały kamienie szlachetne, a srebro, złoto i ox, choć sczerniałe, przecież nie straciły do końca swego blasku. Broń i pancerze leżących tu wojów wykonane były po mistrzowsku i wciąż wyglądały znakomicie, mimo upływu stuleci. Miecze, topory i tarcze pokryte były runami, zdobione bogato inkrustacjami ze szlachetnych metali. Kyariel otwierał szeroko oczy widząc tak doskonale wykonane artefakty. Olaf jęknął głucho spoglądając na przecudowny łuk uczyniony z kości lodowego żmija. Wzrok Norlaug przyciągnął wspaniały kostur runiczny z mamuciego cedru. A jednak wszystkie te rzeczy spoczywały przy zmarłych...
Głębiej zaś, naprzeciwko drzwi znajdowała się wnęka wypełniona darami grobowymi. Stały tam zmurszałe beczki, pełne miodu i wina, przegniłe strzępy wspaniałych niegdyś skór, zardzewiałe szczątki broni, miedziane misy, pełne złota i srebra, oraz nieco broni, biżuterii i innych przedmiotów. Żaden z nich jednak nie był tak znakomity, jak te, które leżały w grobowych łodziach i łatwo było poznać, że muszą one stanowić dary od miejscowych, w przeciwieństwie do artefaktów zdobiących kości wojowników, które musiały stanowić ongiś ich własne wyposażenie.
Spoiler!
Spoiler!
Dla wszystkich: Przedmioty leżące przy zmarłych są niebywale cenne i doskonale wykonane. Znakomita większość z tego co się zachowało, jest magiczna (reszta rozpadła się w proch). Widzicie miecze, tarcze, hełmy, miecze i topory, bogate brosze, naszyjniki, pierścienie i zbroje.
Dary we wnęce, nie są tak bogate. Znajdują się tam także przedmioty magiczne (czyli te, które się zachowały mimo upływu lat) Zauważacie: sztylet z falistym ostrzem, złotą bransoletę z granatem, łuk z wyrzeźbioną, krzyczącą twarzą, kołczan z czerwonej skóry ze złoceniami, tarczę zdobioną runami, hełm półpełny w kształcie głowy orła, dwie brosze: jedną elfiej roboty w kształcie liścia, drugą złotą, wykutą na kształt płomienia, amulet z kości i zielonych kamieni, amulet z przeźroczystego kryształu, pierścień z oxu, pierścień z malachitem, pierścień z diamentem, pierścień z rubinem, pas z płytek kościanych, pochwę na miecz ze srebrzonej skóry i elfi płaszcz z miękkiej, szarej tkaniny. Znajduje się tam także coś około 100 Denarów w srebrze, złocie i kamieniach szlachetnych.
Dary we wnęce, nie są tak bogate. Znajdują się tam także przedmioty magiczne (czyli te, które się zachowały mimo upływu lat) Zauważacie: sztylet z falistym ostrzem, złotą bransoletę z granatem, łuk z wyrzeźbioną, krzyczącą twarzą, kołczan z czerwonej skóry ze złoceniami, tarczę zdobioną runami, hełm półpełny w kształcie głowy orła, dwie brosze: jedną elfiej roboty w kształcie liścia, drugą złotą, wykutą na kształt płomienia, amulet z kości i zielonych kamieni, amulet z przeźroczystego kryształu, pierścień z oxu, pierścień z malachitem, pierścień z diamentem, pierścień z rubinem, pas z płytek kościanych, pochwę na miecz ze srebrzonej skóry i elfi płaszcz z miękkiej, szarej tkaniny. Znajduje się tam także coś około 100 Denarów w srebrze, złocie i kamieniach szlachetnych.
Narldlens chowają zmarłych najczęściej przez pochówek morski. Na terenach z dala od morza jednak, budują kurhany i kładą ciała na bogatych łodziach grobowych, nie w trumnach czy sarkofagach.
Zakładam, że każdy z was w tej sytuacji umie rozpoznać obiekty, które są magiczne, gdyż nie podlegają one uszkodzeniom z uwagi na upływ czasu. Widzicie pordzewiałe miecze i rozpadające się w proch strzępki tkanin, obok których leżą inne przedmioty - brudne, aczkolwiek zadziwiająco dobrze zachowane. Zważcie jednak na to, iż nie będziecie wiedzieć nic więcej. Dobrze zachowana broń może być potęznym artefaktem, lub może być tylko umagiczniona i nie mieć żadnych więcej cech.
Zakładam, że każdy z was w tej sytuacji umie rozpoznać obiekty, które są magiczne, gdyż nie podlegają one uszkodzeniom z uwagi na upływ czasu. Widzicie pordzewiałe miecze i rozpadające się w proch strzępki tkanin, obok których leżą inne przedmioty - brudne, aczkolwiek zadziwiająco dobrze zachowane. Zważcie jednak na to, iż nie będziecie wiedzieć nic więcej. Dobrze zachowana broń może być potęznym artefaktem, lub może być tylko umagiczniona i nie mieć żadnych więcej cech.
Ostatnio zmieniony 20 października 2015, 23:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Cóż... - sapnął Olaf, widząc te piękności i dobrodziejstwa inwentarza. Z natury nie bł chciwy, lecz przepych znajdujących się w kurhanie artefaktów na chwilę całkowicie przepełnił myśli młodego Wilka. Przełknął głośno ślinę i schował swój "scyzoryk", który był przy tych magicznych rzeczach jak grudka gówna stojąca obok samorodka srebra. Powstrzymał jednak swoją chciwość i oderwał wzrok od dobroci, starając się na nie nie patrzeć.
- Kyarielu, Norlaug... wybierzcie coś najbardziej użytecznego, proszę. Ja zrzekam się wyboru. Ni złego słowa za wybór ode mnie nie usłyszycie. Zastanawia mnie jeno, czemu hieny cmentarne zadowoliły się jedynie kluczem... gdyby to zobaczyli, co przegapili... hm... zastanawiające, czyż nie? - Olaf potarł się po brodzie, krzyżując ręce. Starał się niczego nie dotykać i nie przypatrywać się niczemu dłużej, niż to konieczne. Mieszkańcu kurhanu mogli niezbyt być zadowoleni z obecności żywych...
No i na szczęście gazy rozeszły się po ciele młodego nardlens, przez co Olaf czuł się jak bohater, brawurowo ratując nos towarzyszy przed obfitym krwawieniem.
- Kyarielu, Norlaug... wybierzcie coś najbardziej użytecznego, proszę. Ja zrzekam się wyboru. Ni złego słowa za wybór ode mnie nie usłyszycie. Zastanawia mnie jeno, czemu hieny cmentarne zadowoliły się jedynie kluczem... gdyby to zobaczyli, co przegapili... hm... zastanawiające, czyż nie? - Olaf potarł się po brodzie, krzyżując ręce. Starał się niczego nie dotykać i nie przypatrywać się niczemu dłużej, niż to konieczne. Mieszkańcu kurhanu mogli niezbyt być zadowoleni z obecności żywych...
No i na szczęście gazy rozeszły się po ciele młodego nardlens, przez co Olaf czuł się jak bohater, brawurowo ratując nos towarzyszy przed obfitym krwawieniem.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Czarownica podziwiała kunszt zdobionych na modłę jej ludu przedmiotów. Delikatne plecionki mieniące się refleksami zielonej łuny oświetlającej pomieszczenie. Runy zdobiące najprzedniej wykonane tarcze i kostury. Sama, przebywając do tej pory w otoczeniu wyniosłych drzew, wartkich strumyków i szumu morza, nie wiedziała, iż ktokolwiek żyw i to z jej pobratymców, byłby zdolny do wykonania precjozów z aż taką precyzją i dbałością o najmniejsze szczegóły. Dobra, pozostawione w niszy, choć mniej okazałe, budziły w sercu młodej wiedźmy wcale nie mniejszy zachwyt.
Na cóż jednak ich piękno w obliczu śmierci? Ich właściwości... to było istotniejsze.
Czarownica żałowała, że nie ma czegoś co mogłoby pomóc każdemu z nich z osobna. Same przedmioty, choć zaiście piękne zdawały się mniej praktyczne, choć może... jeżeli Alfr zidentyfikowałby najpierw ich właściwości...
Na stwierdzenie Olafa, odrzekła:
- Niestety nie znam się na magicznych przedmiotach. Może mógłbyś Kyarielu je najpierw zbadać, a później wspólnie wybralibyśmy coś, co się najbardziej przyda.
Na cóż jednak ich piękno w obliczu śmierci? Ich właściwości... to było istotniejsze.
Czarownica żałowała, że nie ma czegoś co mogłoby pomóc każdemu z nich z osobna. Same przedmioty, choć zaiście piękne zdawały się mniej praktyczne, choć może... jeżeli Alfr zidentyfikowałby najpierw ich właściwości...
Na stwierdzenie Olafa, odrzekła:
- Niestety nie znam się na magicznych przedmiotach. Może mógłbyś Kyarielu je najpierw zbadać, a później wspólnie wybralibyśmy coś, co się najbardziej przyda.
Czarownica szanuje duchy zmarłych, a jej odczucia względem przedmiotów są czysto estetycznej natury. Sama niczego nie dotyka, oczekując, aż Alfr będzie mógł coś o tym rynsztunku i ozdobach powiedzieć.
Ostatnio zmieniony 22 października 2015, 13:29 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=GZmKnJHJjps[/youtube]
Pytanie Norlaug wyrwało go z zamyślenia. Atmosfera tego miejsca przepełnionego minionymi czasami i śmiercią oraz przepych darów grobowych sprawiły, ze stał niemal z rodziawionymi ze zdumienia ustami. Namacalna bliskość śmierci i pozostałych tu ludzkich szczątków silnie oddziaływała i zmuszała do zachowywania się z należnym respektem. Zwłaszcza, że pamięć o spotkaniu z mieszkańcem tego kurhanu była jeszcze bardzo żywa. Lecz tak samo paradoksalnie żywe zdwały się mu teraz czasy z których pochodzili pochowani tu woje i oni sami. Wrażenie to potęgował fakt, że tak wiele z przedmiotów tu pozostawionych bylo w tak dobrym stanie, a nie jakby leżały tu wieki. Jednym słowem- był poruszony tym co widział i gdzie przebywał.
Otrząsnął się w miarę i wziął do ręki pierwszy przedmiot, który przykuł jego uwagę, a mianowicie amulet z lśniącego kryształu z zamiarem sprawdzenia jego właściwości, gdy wtem usłyszał w głowie głos...głos, który brzmiał jakby dochodził z bardzo daleka..który był głęboki, niski a przy tym dziwnie pusty i suchy...jak kości dookoła i jak pył, w który się w końcu obrócą: -A więc wybrałeś.
-Nie ruszajcie niczego! Albo przemyślcie dokładnie co chcecie wziąć. Mogę sprawdzić dany przedmiot, lecz bez dotykania go. Rzecz którą weźmiecie w ręce duchy uznają za dar, który sobie wybraliście. A wolę nie sprawdzać co będzie gdy nie dostosujemy się do tego co mówiły, że każdy może wybrać sobie tylko jedno...
Pytanie Norlaug wyrwało go z zamyślenia. Atmosfera tego miejsca przepełnionego minionymi czasami i śmiercią oraz przepych darów grobowych sprawiły, ze stał niemal z rodziawionymi ze zdumienia ustami. Namacalna bliskość śmierci i pozostałych tu ludzkich szczątków silnie oddziaływała i zmuszała do zachowywania się z należnym respektem. Zwłaszcza, że pamięć o spotkaniu z mieszkańcem tego kurhanu była jeszcze bardzo żywa. Lecz tak samo paradoksalnie żywe zdwały się mu teraz czasy z których pochodzili pochowani tu woje i oni sami. Wrażenie to potęgował fakt, że tak wiele z przedmiotów tu pozostawionych bylo w tak dobrym stanie, a nie jakby leżały tu wieki. Jednym słowem- był poruszony tym co widział i gdzie przebywał.
Otrząsnął się w miarę i wziął do ręki pierwszy przedmiot, który przykuł jego uwagę, a mianowicie amulet z lśniącego kryształu z zamiarem sprawdzenia jego właściwości, gdy wtem usłyszał w głowie głos...głos, który brzmiał jakby dochodził z bardzo daleka..który był głęboki, niski a przy tym dziwnie pusty i suchy...jak kości dookoła i jak pył, w który się w końcu obrócą: -A więc wybrałeś.
-Nie ruszajcie niczego! Albo przemyślcie dokładnie co chcecie wziąć. Mogę sprawdzić dany przedmiot, lecz bez dotykania go. Rzecz którą weźmiecie w ręce duchy uznają za dar, który sobie wybraliście. A wolę nie sprawdzać co będzie gdy nie dostosujemy się do tego co mówiły, że każdy może wybrać sobie tylko jedno...
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Krok za krokiem, po ciemnych wilgotnych schodach, młody Ejnherier wpatrywał się w ciemność, która cofała się niechętnie przed blaskiem runicznego znaku. Para wydobywająca się z ust przy każdym oddechu kojarzyła się Vidgarowi z mgłą. Mgłą snów i cmentarzy. Jej obecność wydawałaby się więcej niż naturalna w tym miejscu, gdzie zasłona oddzielająca świat żywych i umarłych była taka cienka.
Minąwszy portal z runiczną inskrypcją i ujrzawszy miejsce pochówku starych wojowników, Vidgar przez chwile miał wrażenie, że oto przeszedł przez tę zasłonę i stał teraz na innej płaszczyźnie rzeczywistości. Miał wrażenie, że zaraz zobaczy duchy spoczywających tutaj i to bez używania swojej magicznej zdolności. Idąc przez chwilę nieświadomie w nie wiadomo przez co wybranym kierunku, nie rejestrował szczegółów. Jego zmysły zalały wrażenia onirycznego zimna i abstrakcyjnej obecności, która wydawała się dużo bardziej realna niż obecność jego żywych towarzyszy. Echa minionej bitwy, które ucichły tak dawno w jakiś sposób wirowały w ciszy i wilgoci tego grobowca. Mijając ciała, dziwił się, że leżą tak spokojnie i nie poruszają się, jak wtedy, kiedy ostatni raz na ich pancerzach odbijało się światło słońca.
Kiedy ocknął się z tego snu na jawie, zauważył, że stoi przed jedną z łodzi. Postarał się skupić i przypomnieć sobie po co tutaj zeszli i już miał zacząć się rozglądać za darami pogrzebowymi, leżącymi z dala od wojowników kiedy usłyszał głos. Jego oczy zabłyszczały skupieniem i pewnością siebie. Postawa wyraźnie się wyprostowała a ruchy stały się celowe i świadome. Drużyna usłyszała ciche rytmiczne mruczenie przerywane cichymi gwizdami oraz dwa szczęknięcia runicznego pancerza, kiedy Vidgar podnosił kość łokciową leżącego przed nim wojownika.
Młody Nardlens zdecydowanym ruchem otulił kość kawałkiem skóry i schował pod płaszcz. Następnie odwrócił się do pozostałych uśmiechnięty i dumny. Ewidentnie był w swoim żywiole.
Minąwszy portal z runiczną inskrypcją i ujrzawszy miejsce pochówku starych wojowników, Vidgar przez chwile miał wrażenie, że oto przeszedł przez tę zasłonę i stał teraz na innej płaszczyźnie rzeczywistości. Miał wrażenie, że zaraz zobaczy duchy spoczywających tutaj i to bez używania swojej magicznej zdolności. Idąc przez chwilę nieświadomie w nie wiadomo przez co wybranym kierunku, nie rejestrował szczegółów. Jego zmysły zalały wrażenia onirycznego zimna i abstrakcyjnej obecności, która wydawała się dużo bardziej realna niż obecność jego żywych towarzyszy. Echa minionej bitwy, które ucichły tak dawno w jakiś sposób wirowały w ciszy i wilgoci tego grobowca. Mijając ciała, dziwił się, że leżą tak spokojnie i nie poruszają się, jak wtedy, kiedy ostatni raz na ich pancerzach odbijało się światło słońca.
Kiedy ocknął się z tego snu na jawie, zauważył, że stoi przed jedną z łodzi. Postarał się skupić i przypomnieć sobie po co tutaj zeszli i już miał zacząć się rozglądać za darami pogrzebowymi, leżącymi z dala od wojowników kiedy usłyszał głos. Jego oczy zabłyszczały skupieniem i pewnością siebie. Postawa wyraźnie się wyprostowała a ruchy stały się celowe i świadome. Drużyna usłyszała ciche rytmiczne mruczenie przerywane cichymi gwizdami oraz dwa szczęknięcia runicznego pancerza, kiedy Vidgar podnosił kość łokciową leżącego przed nim wojownika.
Młody Nardlens zdecydowanym ruchem otulił kość kawałkiem skóry i schował pod płaszcz. Następnie odwrócił się do pozostałych uśmiechnięty i dumny. Ewidentnie był w swoim żywiole.
Vidgar czeka na resztę.
Używam ghost sight
Używam ghost sight
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 26 października 2015, 19:45 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Po szybkim ostrzeżeniu Kyariela, wiedźma zastanowiła się chwilę nad wyborem właściwego przedmiotu. Czuła już wcześniej, że próba dotknięcia jakiegokolwiek rzeczy, może się właśnie tak skończyć... albo jeszcze gorzej, gdyby należała ona do któregoś ze zmarłych, spoczywających w kurhanie. Po pewnym więc czasie wybrała i wzięła zdobny pierścień z malachitem.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Tańczący po Czarnej Spirali z zainteresowaniem przyglądał się towarzyszom. Wszyscy wyglądali, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiali. Poza ostrzeżeniem czarownika, nie padły żadne słowa. Każdy stał i szukał łupu dla siebie.
Przyjrzał się więc rozrzuconym tu i ówdzie przedmiotom, tym, które przetrwały próbę czasu, więcej czasu poświęcając jedynie tym, z których był w stanie korzystać. A spośród nich, temu który najbardziej przypadł mu do gustu.
Podszedł więc do złotej bransolety, zdobionej pięknym, czerwonym kamieniem. Obwąchał ją najpierw, trącając ją lekko nosem. Następnie delikatnie pochwycił ją w zęby i zabrał, czyniąc ją swoim wyborem.
Wycofał się nieco bliżej wyjścia, by zrobić miejsce tym, którzy się jeszcze nie zdecydowali. Po czym usiadł i pomagając sobie zębami, próbował nałożyć swoją nagrodę na łapę.
Przyjrzał się więc rozrzuconym tu i ówdzie przedmiotom, tym, które przetrwały próbę czasu, więcej czasu poświęcając jedynie tym, z których był w stanie korzystać. A spośród nich, temu który najbardziej przypadł mu do gustu.
Podszedł więc do złotej bransolety, zdobionej pięknym, czerwonym kamieniem. Obwąchał ją najpierw, trącając ją lekko nosem. Następnie delikatnie pochwycił ją w zęby i zabrał, czyniąc ją swoim wyborem.
Wycofał się nieco bliżej wyjścia, by zrobić miejsce tym, którzy się jeszcze nie zdecydowali. Po czym usiadł i pomagając sobie zębami, próbował nałożyć swoją nagrodę na łapę.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Słowa dzielnego towarzysza zainteresowały młodą wiedźmę. I choć ciekawość spraw związanych ze światem duchów niepomiernie pchała ją, aby zacząć wypytywać wojownika o szczegóły jego rozmowy ze zmarłym, to jednak zrozumienie i szacunek jaki żywiła względem tych, którzy odeszli do Nawii, oraz podziw dla towarzysza podróży, utrzymywały w ryzach potok pytań.
Tym bardziej, że jeżeli będzie chciał się podzielić powodem swojej radości, to też sam to uczyni.
Chłód grobowca co raz bardziej zaczynał doskwierać czarownicy. Mimo tego, iż atmosfera panująca wewnątrz kurhanu, nie budziła w niej strachu, czuła, że zostanie choć chwili dłużej będzie błędem. Mieli za sobą długi dzień i noc, walkę, po której praktycznie nie mieli czasu na odpoczynek. A jako uzdrowicielka wiedziała, że chwila zwłoki w stanie takiego zmęczenia, mogła skutkować wyłącznie większą podatnością na choroby. Otulając się więc szczelniej czarnym, obszytym kruczymi piórami płaszczem, rzekła do Zwiadowcy:
- No cóż, skoro Kyariel nie może sprawdzić jakie właściwości magiczne posiadają te przedmioty zgromadzone w niszy, a ja również nie jestem w stanie nic o nich powiedzieć, sugeruję Olafie, byś również obrał coś dla siebie, abyśmy mogli udać się do zacisznych, przytulnych pokoi w karczmie i zregenerować nasze siły. Jeśli chcesz nadal usłyszeć moje zdanie w temacie wyboru odpowiedniego przedmiotu, to wybrałabym na twoim miejscu ten rzeźbiony łuk.
Tym bardziej, że jeżeli będzie chciał się podzielić powodem swojej radości, to też sam to uczyni.
Chłód grobowca co raz bardziej zaczynał doskwierać czarownicy. Mimo tego, iż atmosfera panująca wewnątrz kurhanu, nie budziła w niej strachu, czuła, że zostanie choć chwili dłużej będzie błędem. Mieli za sobą długi dzień i noc, walkę, po której praktycznie nie mieli czasu na odpoczynek. A jako uzdrowicielka wiedziała, że chwila zwłoki w stanie takiego zmęczenia, mogła skutkować wyłącznie większą podatnością na choroby. Otulając się więc szczelniej czarnym, obszytym kruczymi piórami płaszczem, rzekła do Zwiadowcy:
- No cóż, skoro Kyariel nie może sprawdzić jakie właściwości magiczne posiadają te przedmioty zgromadzone w niszy, a ja również nie jestem w stanie nic o nich powiedzieć, sugeruję Olafie, byś również obrał coś dla siebie, abyśmy mogli udać się do zacisznych, przytulnych pokoi w karczmie i zregenerować nasze siły. Jeśli chcesz nadal usłyszeć moje zdanie w temacie wyboru odpowiedniego przedmiotu, to wybrałabym na twoim miejscu ten rzeźbiony łuk.
Jak będziemy w karczmie, to prócz regeneracji sił, jak już trochę odpocznę, chcę zająć się preparowaniem muchomora, aby był w razie czego na później do użytku, jak zajdzie potrzeba; oraz przygotować cykutę w płynnej formie aby umieścić ją w rowku w sztylecie.
[center]Ersor, 14 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Gdy drużyna wybrała już przedmioty, które zapragnęli zabrać z grobowca, duch Haurra pojawił się ponownie, aby w milczeniu odprowadzić ich do wrót. Opuszczali grobową komnatę z mieszanymi uczuciami. I choć królowała pośród nich ulga, jednak przecie wychodząc z dusznych podziemi na otwartą przestrzeń, każdego z nich przeniknęło na moment ulotne ukłucie żalu. Wiedzieli bowiem, że nigdy więcej nie dane mu będzie ujrzeć splendoru grobowej komnaty, ni spojrzeć w oczodoły czaszek dawnych bohaterów. Wiedzieli także, że byli jedynymi żywymi istotami, które od pół wieku dostąpiły zaszczytu wkroczenia do wnętrza kurhanu Haurra Gromodzierżcy. Pozostawało im jednak wspomnienia, oraz zabrany ze środka skarb - zapłata za przelaną krew i dar od duchów przodków...
Wiatr zawodził ponuro w gałęziach czarnych drzew, porastających mogilne wzgórze. Sunąca przed nimi zjawa, wskazała dłonią szczyt kurhanu, za czym poprowadziła ich wąską i krętą ścieżką. Szli w milczeniu, spoglądając podejrzliwie na konary nagich, powykręcanych dziwacznie drzew, które wyrastały po obu stronach drogi. Wkrótce ich pnie rozstąpiły się i wkroczyli na łysy, pokryty śniegiem szczyt. Widać było stąd znakomicie zarówno okoliczne wzgórza, jak i śpiącą w dolinie osadę. Księżyc nie był widoczny, zakrywał go ciężki całun wzburzonych chmur. Na jednostajnie białym wzniesieniu, odcinała się wyraźnie podłużna zaspa. Gdy podeszli bliżej, Olaf pochylił się nad nią, aby sprawdzić, co znajduje się pod śniegiem. Ujrzał rzeźbiony bok przewróconego, kamiennego menhiru.
- Tutaj oto klucz ukryć należy - ozwało się widmo, wskazując miejsce pośrodku wzgórza. - Zakopcie go w ziemi, jako spoczywał wcześniej. Następnie zali krew szczerą nań wylejcie Bóstwa lub Duchy Przodków wzywając i zaklinając się, że nigdy, nikomu wejścia do kurhanu, ani tego, coście w środku widzieli, nie zdradzicie. Później stelę grobową na dawnym miejscu ustawcie, abyśmy mogli odnaleźć spokój. Wszelako pamiętajcie, że jeśli zdradzicie, klątwa umarłych będzie szła waszym śladem i nigdzie nie znajdziecie odpocznienia.
Norlaug przetłumaczyła pozostałym słowa zjawy. Obaj wojownicy w milczeniu zabrali się za rozgrzebywanie zmarzniętej ziemi. Kopali mieczami, nie mieli bowiem innego narzędzia. Tańczący wspomagał ich zresztą wedle swych sił, grzebiąc obiema łapami w twardym gruncie. Upiór obserwował ich wysiłki w milczeniu, stojąc nieruchomo obok przewróconego menhiru. Wreszcie otwór był gotowy. Vidgar umieścił w nim klucz, pozostali zaś stanęli dookoła kręgiem. Norlaug podała Einherjerowi sztylet, który młodzieniec ujął w dłoń i pierwszy złożył ofiarę z krwi, przysięgając duchom milczenie i wzywając Ridvinę na świadka swych słów...
[center]Podkład:https://www.youtube.com/watch?v=6zSrdqkiks4[/center]
[center]
[/center]
Gdy drużyna wybrała już przedmioty, które zapragnęli zabrać z grobowca, duch Haurra pojawił się ponownie, aby w milczeniu odprowadzić ich do wrót. Opuszczali grobową komnatę z mieszanymi uczuciami. I choć królowała pośród nich ulga, jednak przecie wychodząc z dusznych podziemi na otwartą przestrzeń, każdego z nich przeniknęło na moment ulotne ukłucie żalu. Wiedzieli bowiem, że nigdy więcej nie dane mu będzie ujrzeć splendoru grobowej komnaty, ni spojrzeć w oczodoły czaszek dawnych bohaterów. Wiedzieli także, że byli jedynymi żywymi istotami, które od pół wieku dostąpiły zaszczytu wkroczenia do wnętrza kurhanu Haurra Gromodzierżcy. Pozostawało im jednak wspomnienia, oraz zabrany ze środka skarb - zapłata za przelaną krew i dar od duchów przodków...
Wiatr zawodził ponuro w gałęziach czarnych drzew, porastających mogilne wzgórze. Sunąca przed nimi zjawa, wskazała dłonią szczyt kurhanu, za czym poprowadziła ich wąską i krętą ścieżką. Szli w milczeniu, spoglądając podejrzliwie na konary nagich, powykręcanych dziwacznie drzew, które wyrastały po obu stronach drogi. Wkrótce ich pnie rozstąpiły się i wkroczyli na łysy, pokryty śniegiem szczyt. Widać było stąd znakomicie zarówno okoliczne wzgórza, jak i śpiącą w dolinie osadę. Księżyc nie był widoczny, zakrywał go ciężki całun wzburzonych chmur. Na jednostajnie białym wzniesieniu, odcinała się wyraźnie podłużna zaspa. Gdy podeszli bliżej, Olaf pochylił się nad nią, aby sprawdzić, co znajduje się pod śniegiem. Ujrzał rzeźbiony bok przewróconego, kamiennego menhiru.
- Tutaj oto klucz ukryć należy - ozwało się widmo, wskazując miejsce pośrodku wzgórza. - Zakopcie go w ziemi, jako spoczywał wcześniej. Następnie zali krew szczerą nań wylejcie Bóstwa lub Duchy Przodków wzywając i zaklinając się, że nigdy, nikomu wejścia do kurhanu, ani tego, coście w środku widzieli, nie zdradzicie. Później stelę grobową na dawnym miejscu ustawcie, abyśmy mogli odnaleźć spokój. Wszelako pamiętajcie, że jeśli zdradzicie, klątwa umarłych będzie szła waszym śladem i nigdzie nie znajdziecie odpocznienia.
Norlaug przetłumaczyła pozostałym słowa zjawy. Obaj wojownicy w milczeniu zabrali się za rozgrzebywanie zmarzniętej ziemi. Kopali mieczami, nie mieli bowiem innego narzędzia. Tańczący wspomagał ich zresztą wedle swych sił, grzebiąc obiema łapami w twardym gruncie. Upiór obserwował ich wysiłki w milczeniu, stojąc nieruchomo obok przewróconego menhiru. Wreszcie otwór był gotowy. Vidgar umieścił w nim klucz, pozostali zaś stanęli dookoła kręgiem. Norlaug podała Einherjerowi sztylet, który młodzieniec ujął w dłoń i pierwszy złożył ofiarę z krwi, przysięgając duchom milczenie i wzywając Ridvinę na świadka swych słów...
[center]Podkład:https://www.youtube.com/watch?v=6zSrdqkiks4[/center]
[center]
[/center]
Przysięga Krwi - jest normalną rzeczą wśród wszystkich ludów zamieszkujących w Torgeth. Używa się jej jednakże tylko w sprawach podniosłych i ważnych. Generalnie nie ma niczego złego w przelewaniu krwi, jeśli jednocześnie wzywa się Bóstwa lub Duchy Totemiczne i Przodków (zależnie od wyznawanej religii). Waszych postaci więc nie będzie dziwiło takie postępowanie, a wręcz wyda się wam odpowiednio godne i naturalne w tej sytuacji. Duchy wszakże okazały Wam zaufanie, wpuszczając do grobowca.
Warto jednak zauważyć, iż osoby, które przysięgają na krew i nie wzywają swych patronów, zwykle są traktowane co najmniej podejrzliwie. Powszechnie bowiem uważa się, że w takim wypadku ukrywają one fakt, iż przelewają ją dla Mocy Ciemności. Dlatego też nie będzie Was dziwić, że Duch Haurra podkreślał konieczność wezwania Bóstw lub odpowiednich duchów.
Warto jednak zauważyć, iż osoby, które przysięgają na krew i nie wzywają swych patronów, zwykle są traktowane co najmniej podejrzliwie. Powszechnie bowiem uważa się, że w takim wypadku ukrywają one fakt, iż przelewają ją dla Mocy Ciemności. Dlatego też nie będzie Was dziwić, że Duch Haurra podkreślał konieczność wezwania Bóstw lub odpowiednich duchów.
Zakładam, że każdy wziął to, co wymienił. A Olaf wziął łuk, który poleciła mu Norlaug.
Ostatnio zmieniony 27 października 2015, 18:20 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Wychodząc z komnaty grobowej zmęczenie dogoniło Vidgara. Nie tylko żal za pozostawianym w tyle splendorem i doniosłością obcowania z duchami wielkich bohaterów, spowalniał jego kroki. Wychodząc na świeże powietrze czuł się jakby byś w świecie snów. Gwiazdy zdawały się dotykać swym odległym światłem jego gałek ocznych a ciemność pomiędzy nimi pełna była głosów nienarodzonych a przecież możliwych światów, które były tak blisko, że niemal można je było usłyszeć. Suche, ciemne pnie z których wiły się w ich stronę powykręcane gałęzie przypominały mu filary niedokończonej świątyni śmierci, świątyni bez sklepienia.
Po wygrzebaniu w zmarzłym gruncie, którego opór wreszcie ustąpił pod naporem dwóch ostrzy i łap Tańczącego, słusznego wgłębienia, Vidgar zauważył, że od jakiegoś czasu jego ruchy również stały się jak we śnie. Automatyczne i bez udziału woli. Patrzył więc jak jego dłoń odkłada klucz, jak druga przyjmuje sztylet od Norlaug, której ciemne włosy na wietrze przez chwile wydawały się skrzydłami kruka. Patrzył jak ostrze, na którym odbiła się na chwilę tarcza księżyca zbliża się do otwartej drugiej dłoni i po chwili widział już tylko ciepłą krew spływającą na zimną ziemię cmentarną. Usłyszał także głos i po chwili dopiero zorientował się, że to jego własny głos.
- Ridvino! Spójrz proszę na mnie w tej chwili, nie ze względu na moją prośbę ale ze względu na przysięgę jaką składam. Oto przede mną w ziemi pozostawiam klucz do grobowca Hurra Gromodzierżcy i wedle jego prośby przysięgam, że miejsca tego ani widoków jakie podziwiały moje oczy wewnątrz kurhanu, nikomu pod żadnym pozorem nie zdradzę. Jeśli nie dochowam tej tajemnicy niech klątwa zmarłych odnajdzie mnie i niech Twój gniew mnie dosięgnie. Na moją krew i na twe imię Ridvini przysięgam!
Podając sztylet Olafowi, Vidgar na nieco drżących nogach zrobił pół kroku w tył i odchyliwszy głowę do tyłu zapatrzył się na rozgwieżdżone niebo tuż nad nim.
...nie pamiętał potem dokładnie drogi powrotem do tawerny. Zdawało mu się, że jest w stanie przywołać kilka mętnych widziadeł ale równie dobrze mogła to być jego wyobraźnia. Kładąc się spać, zanim ostatni raz przymknął powieki zdawało mu się, że nie otaczają go drewniane ściany lecz że jest ponownie we wnętrzu kurhanu i kładzie się do ostatniego spoczynku razem z wojownikami spod Szarych Grzbietów. Zdawało mu się to wtedy naturalne...
Po wygrzebaniu w zmarzłym gruncie, którego opór wreszcie ustąpił pod naporem dwóch ostrzy i łap Tańczącego, słusznego wgłębienia, Vidgar zauważył, że od jakiegoś czasu jego ruchy również stały się jak we śnie. Automatyczne i bez udziału woli. Patrzył więc jak jego dłoń odkłada klucz, jak druga przyjmuje sztylet od Norlaug, której ciemne włosy na wietrze przez chwile wydawały się skrzydłami kruka. Patrzył jak ostrze, na którym odbiła się na chwilę tarcza księżyca zbliża się do otwartej drugiej dłoni i po chwili widział już tylko ciepłą krew spływającą na zimną ziemię cmentarną. Usłyszał także głos i po chwili dopiero zorientował się, że to jego własny głos.
- Ridvino! Spójrz proszę na mnie w tej chwili, nie ze względu na moją prośbę ale ze względu na przysięgę jaką składam. Oto przede mną w ziemi pozostawiam klucz do grobowca Hurra Gromodzierżcy i wedle jego prośby przysięgam, że miejsca tego ani widoków jakie podziwiały moje oczy wewnątrz kurhanu, nikomu pod żadnym pozorem nie zdradzę. Jeśli nie dochowam tej tajemnicy niech klątwa zmarłych odnajdzie mnie i niech Twój gniew mnie dosięgnie. Na moją krew i na twe imię Ridvini przysięgam!
Podając sztylet Olafowi, Vidgar na nieco drżących nogach zrobił pół kroku w tył i odchyliwszy głowę do tyłu zapatrzył się na rozgwieżdżone niebo tuż nad nim.
...nie pamiętał potem dokładnie drogi powrotem do tawerny. Zdawało mu się, że jest w stanie przywołać kilka mętnych widziadeł ale równie dobrze mogła to być jego wyobraźnia. Kładąc się spać, zanim ostatni raz przymknął powieki zdawało mu się, że nie otaczają go drewniane ściany lecz że jest ponownie we wnętrzu kurhanu i kładzie się do ostatniego spoczynku razem z wojownikami spod Szarych Grzbietów. Zdawało mu się to wtedy naturalne...
Ostatnio zmieniony 29 października 2015, 18:35 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
Olaf po wyjściu z kurhanu odzyskał humor. W końcu opuszczał to prastare miejsce pochówku i mógł znów cieszyć się wolnością. No i dalej mógł kontynuować swoją misję powierzoną mu przez ojca. Podarowana broń również cieszyła nie tylko oko, ale i dłonie, które miały ją obsługiwać. Cóż, jeszcze tylko ostatnia formalność i można było wracać do karczmy. Dla bezpieczeństwa i spokoju ducha młody Wilk przysiągł przed samym sobą, że nie będzie nikomu wspominał o wydarzeniach z duchem.
Po złożeniu przysięgi, gdy w końcu drużyna udała się na drogę powrotną do ciepłego schronienia, Olaf znów postanowił iść sam, stanowiąc przednią straż, myślami zaś pochłaniając kolejne porcje pysznego jadła... i ciepłego, rozgrzewającego korzennego wina... idealnego na zmarznięte członki Olafa.
Po złożeniu przysięgi, gdy w końcu drużyna udała się na drogę powrotną do ciepłego schronienia, Olaf znów postanowił iść sam, stanowiąc przednią straż, myślami zaś pochłaniając kolejne porcje pysznego jadła... i ciepłego, rozgrzewającego korzennego wina... idealnego na zmarznięte członki Olafa.
Ostatnio zmieniony 29 października 2015, 20:48 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Tak jak niewiele go obeszło przelanie bezwartościowej krwii złodziei w niedawnej walce, tak teraz przy składaniu przysięgi było inaczej. Nie chodziło o to, że ma poświęcić odrobinę swojej, ale o wagę tego czynu, oraz również o to w czyim imieniu ma to zrobić. Oprócz bezgranicznego zaufania i miłości czuł do Niej także respekt spowodowany świadomością Jej potęgi, którą czasem czuł...W tym momencie wypełniła całą jego świadomość. Jej obraz i towarzysząca temu tęsknota do Niej. Oddał się temu uczuciu kompletnie nacinając swoją dłoń podanym mu przez Olafa sztyletem i przysiągł z całego serca nie złamać złożonej tu przysięgi. I nie wiedział czy to pod wpływem afektu czy zmęczenia, które zaczęło upominac się o swoje , czy trwającego zaledwie mgnienie bólu, gdy patrzył na swoję krew skapującą powoli na ziemię należącą do zmarłych ten widok zaczął się lekko rozmywać...czerwień w końcu pochłonęła całe jego pole widzenia, a z niej poczęła się wyłaniać niewyraźna kobieca sylwetka, która jednak stawała się z każdą chwilą coraz lepiej widoczna...
[center]
[/center]
Czuł, że raduje Ją złożona ofiara i oddanie. Poprzysiągł jeszcze od siebie nigdy Jej się nie sprzeniewierzyć i wiedział, że musi wracać ciałem i duchem, a raczej duchem do towarzyszy. Podał sztylet nastepnej osobie...
[center]
[/center]Czuł, że raduje Ją złożona ofiara i oddanie. Poprzysiągł jeszcze od siebie nigdy Jej się nie sprzeniewierzyć i wiedział, że musi wracać ciałem i duchem, a raczej duchem do towarzyszy. Podał sztylet nastepnej osobie...
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Wylkołek podszedł ostrożnie do podawanego przez Alfra sztyletu. Nie wziął go oczywiście, bo nie miało by to większego sensu, zamiast tego przejechał wierzchnią stroną łapy po ostrzu, otwierając niewielką ranę. Parę kropel krwi spadło tu i ówdzie, zanim skierował kapiący strumień we właściwe miejsce.
Tańczący po Czarnej Spirali nigdy nie był zbyt wylewny. Przynajmniej od czasu przemiany, wcześniej zdarzało mu się pleść co ślina na język przyniosła. Jednak od kiedy zmuszony był poruszać się na czterech łapach, szybko nauczył się by mówić tylko te rzeczy, które mają znaczenie. Więc i tym razem był oszczędny w słowa.
- Klnę się na moją krew i totem Niedźwiedzia. Nigdy nie będę mówił o tej nocy i tym miejscu. - powiedział krótko, składając wymaganą ofiarę. A wcale nie był szczęśliwy, że musi to robić. Nie dlatego, że miało by mu to w czymś umniejszyć. Rozumiał i akceptował wagę tego co tu się stało. Po prostu chyba lubił nie lubić.
Odszedł na bok, gdy tylko skończył. Usiadł i czekał. Nie marzył już o niczym innym, jak o spoczynku. Był nawet gotów przeboleć warunki w jakich przyjdzie mu odpoczywać tej nocy. Podrapał się za uchem, po czym energicznie potrząsnął łbem. Wciąż siedział, jednak jego poza wyrażała szczerą chęć jak najrychlejszego powrotu do zajazdu.
Tańczący po Czarnej Spirali nigdy nie był zbyt wylewny. Przynajmniej od czasu przemiany, wcześniej zdarzało mu się pleść co ślina na język przyniosła. Jednak od kiedy zmuszony był poruszać się na czterech łapach, szybko nauczył się by mówić tylko te rzeczy, które mają znaczenie. Więc i tym razem był oszczędny w słowa.
- Klnę się na moją krew i totem Niedźwiedzia. Nigdy nie będę mówił o tej nocy i tym miejscu. - powiedział krótko, składając wymaganą ofiarę. A wcale nie był szczęśliwy, że musi to robić. Nie dlatego, że miało by mu to w czymś umniejszyć. Rozumiał i akceptował wagę tego co tu się stało. Po prostu chyba lubił nie lubić.
Odszedł na bok, gdy tylko skończył. Usiadł i czekał. Nie marzył już o niczym innym, jak o spoczynku. Był nawet gotów przeboleć warunki w jakich przyjdzie mu odpoczywać tej nocy. Podrapał się za uchem, po czym energicznie potrząsnął łbem. Wciąż siedział, jednak jego poza wyrażała szczerą chęć jak najrychlejszego powrotu do zajazdu.
Wracajmy się przespać i ruszajmy w drogę dalszą. Aha, aha.
Tańczący w drodze powrotnej nie będzie się wdawał w żadne rozmowy. Jest zmęczony, ranny i jeszcze potyrany grobowcem do/z którego wpełzł/wypełzł dopiero co.
Ostatnio zmieniony 30 października 2015, 08:34 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.