Czterech uciekinierów zgromadziło się przed pomieszczeniem ochrony rzucając szybkie spojrzenia za siebie w kierunku ewentualnego pościgu. Nikt jednak ich nie gonił za nimi nie licząc świszczącego Ervina, który będąc już od nich zaledwie kilkanaście kroków nagle zatrzymał się, rzucił parę szpetnych słów łapiąc oddech przy ścianie, po czym odbił w prawo wchodząc do jakiegoś pomieszczenia.
Baart nie poświęcił jednak zbyt wiele uwagi poczynaniom Meksykanina. Zdeprymowany nacisnął klamkę do pomieszczenia ochrony. Niestety tak jak niektórzy przypuszczali było zamknięte. Oczy trójki zbiegów mimowolnie zwróciły się w kierunku Pascala. Ten szybko zaczął gmerać przy szyi gdzie nosił zawieszoną kartę magnetyczną. Drżącymi rękami przyłożył ją do czytnika, ale czerwony kolor oznajmiający ich zamknięcie nie ustąpił. Sekundy uciekały bezpowrotnie.
- Chyba... nie mam uprawnień. - powiedział Pascal.
- Spróbuj jeszcze raz, może coś nie zaskoczyło, szybko. - Rzucił ponaglająco jeden z mężczyzn.
Karcie Pascala musiało coś się stać, ponieważ już za drugim razem, zieleń zapulsowała w czytniku migając zapraszająco*. Baart bez namysłu popchnął drzwi i wszyscy szybko wśliznęli się do środka ogarniętego półmrokiem. Pomieszczenie przeznaczone dla ochrony składało się z dwóch pokoi oddzielonych niedomkniętymi drzwiami. W pierwszym pomieszczeniu do którego weszli panował lekki bałagan a jedynym oświetleniem były migotliwe monitory. Ekrany zapalały się wyświetlając przez chwilę nagrywane korytarze a chwilę później gasły. Działo się to bez wyraźnego rytmu jakby elektronika doznała jakiegoś przeciążenia. Odtwarzane obrazy z pustych szpitalnych korytarzy przeplatały się co chwila z "wojną czarnych mrówek z białymi" Foni nie było wcale.
Z drugiego pomieszczenia będącego zapewne przebieralnią sączyło się zapraszająco światło. Tymczasem...
[center]***[/center]
Sapiąc niczym miech kowalski Ervin oparł się o ścianę. Miał to w dupie. Całe to uciekanie, po prostu nie było w jego stylu. Postanowił, że pora stawić czoła niebezpieczeństwu, ale z pełnym brzuchem. Pchnął więc drzwi do stołówki, gdzie spodziewał się nasycić męczący go głód. Gdy wchodził o mały włos nie przytrzasnęły go drzwi. Zadaję się pchnięte przez przeciąg.***
No i chuj z dyskrecji, jeśli pogoń szła za nami na pewno to usłyszą. - pomyślał rozglądając się po stołówce.
Pomieszczenie wypełniały dwa długie stoły przy których były rozłożone jedynie trzy tace. Na dwóch były niedojedzone końcówki zimnych dań. Nic wartego uwagi. Trzeci skrywał ugryzioną tylko raz kanapkę oraz dwie inne zawinięte i zupełnie nie tknięte. Obok stała zimna herbata. Krzesła i wszystko inne sprawiało wrażenie porzuconego w wyjątkowym pośpiechu. Pomieszczenie oprócz jarzeniówki rozświetlało czerwone pulsacyjne światło alarmowe, zapewne informujące personel z tego pomieszczenia o ucieczce więźniów z zachodniego bloku.
- Bleeee z tym ich śmierdzącym serem. - powiedział cicho po czym wepchnął prawie jej pół, zapychając mimo wszystko usta. Musiało jednak coś być w tym serze, bo poczuł jak od razu mu wraca wigor.****
Trochę to mimo wszystko kiepskawe jak na posiłek. - pomyślał rozczarowany rozglądając się po pomieszczeniu. W jednej chwili wypatrzył lodówkę ale kiedy otworzył ją po szybkim doskoku jej zawartość okazała się bardziej niż rozczarowująca. Pociągając resztki z mleka z kartonika jakie w niej znalazł natrafił wzrokiem na pulsujące zielenią światło. Poczuł też przyjemny zapach gotowanego.
A to co, czyżby winda techniczna? - pomyślał zbliżając się do światełka.
W istocie, nie mylił się była to niewielka winda wielkości piekarnika. Szyb prowadził prawdopodobnie do kuchni poniżej gdzie przygotowywano posiłki dla całego centralnego bloku szpitala. Zielone światło zapewne informowało, że transport dotarł na miejsce.
Erwin bez zastanowienia otworzył drzwiczki i od razu w jego nozdrza uderzyła przyjemna woń świeżo gotowanego posiłku. W windzie stał duży gorący garnek, przykryty pokrywką, a w jego środku tkwiła solidnej wielkości chochla. Pochylił nos, nad otwartym jednym sprawnym ruchem ręki garnkiem, wciągając jego głęboki warzywny zapach. Bijące z niego gorące opary przyjemnie owiewały mu pooraną zmęczeniem twarz. W brzuchu mu znowu zaburczało. Czując zbliżającą się przyjemność organizm już na swój sposób wiwatował na cześć fenomenalnego znaleziska.
Gorące opary... - pomyślał -
Herbata jest zimna więc albo wyszli wcześniej albo polewka się spóźniła. Chyba mam szczęście.
Zamieszał w zupie, chcąc spróbować jej smaku i wyłowić najsmaczniejsze kąski jakie zawsze kryły się na jej dnie. Jak świat światem to co na dnie zawsze nadawało właściwego smaku. Sięgnął więc na sam spód, chochla lekko wygięła się wciągając coś znacznie cięższego od warzyw. Była to ugotowana ludzka dłoń...
[center]***[/center]
Zbliżając się cicho do przymkniętych drzwi drugiego pomieszczenia Baart poczuł wilgotny chłód bijący najpewniej z otwartego okna oraz zapach drażniącego nozdrza dymu. De Jong przyłożył ucho blisko szczeliny ale nie słyszał nic prócz głośnego szumu deszczu niesionego przez wicher. Powoli, ostrożnie, koniuszkami palców uchyli drzwi by otworzyć je tylko na tyle, by można było dyskretnie rzucić okiem. Miał szczęście, najwyraźniej były dobrze naoliwione i nawet nie skrzypnęły**.
Zobaczył jedynie szafki pracownicze, kawałek biurka z czajnikiem. Delikatnie pchnął drzwi szerzej by wsuwając tylko część twarzy rzucić okiem na całe pomieszczenie...
Na środku pokoju znajdowała się spora kupka złożona z płyt kompaktowych, twardych dysków i komputerów. Obok nich stał niezwykle wysoki i za razem szczupły młodzieniec o nienaturalnie wyłupiastych oczach. W jednej ręce miał niedużą buteleczkę najwyraźniej z czymś bardzo łatwopalnym, którą sikał na stosik dymiącej elektroniki. Ogień buchał wesoło pochłaniając skwierczącymi jęzorami wszystkie tajemnice. Chłopak dorzucił do stosu garść trzymanych w dłoni płyt.
Nagle ochroniarz tchnięty jakimś dziwnym impulsem podniósł wzrok spoglądając wprost na twarz Baart. Kiedy ich oczy się spotkały mężczyzna rozdziawił usta ze zdziwienia nie mogąc nic z siebie wydusić. Był bardziej zaskoczony niż deJong, ponieważ obcy naszedł go akurat w chwili relaksu i wyciszenia. Ze zsuwanych z głowy słuchawek sączyła się cicho uspokajająca nuta...
...w słuchaweczkach ->
https://www.youtube.com/watch?v=Cr4gKVsqh9o
* Istnieje taka możliwość, że jak dwie osoby mają tą samą Arkanę mogą łączyć siły by zwiększyć szansę na sukces. Ten z wyższą pulą prowadzi, każdy wspierający daje mu dodatkową kostkę. Jak jest kilku z tą samą Arkaną robi się naprawdę czar "na grubego zwierza". David używa podświadomie Losu, Baart wspiera czar. Zakładam sukces, nie bardzo mam czas to przeliczać. Chciałem tez pokazać alternatywne metody otwierania drzwi.
** a Gucio, nie ma użycia mocy, zwyczajnie miał szczęście. Zwracam na to uwagę bo może myk z użyciem Losu w tym przypadku kiedyś by mógł w czymś pomóc.
*** Wedle życzenia Ahmedzie.
**** i jeszcze raz Ahmed.
Następny wpis najwcześniej w poniedziałek (lub raczej wtorek) więc czasu mnóstwo. Mam cichą nadzieję że do tego czasu pojawi się zaginiony w akcji Yarin. Bez niego czuję się jak.. bez ręki.