PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 22 listopada 2015, 12:06

Wiedźma spojrzała na Alfra wzrokiem wyrażającym zdziwienie i lekkie niedowierzanie - poczekaj, poczekaj... myślałam, że jest Ci znany pewien istotny fakt - widząc, równie zdziwioną minę Kyariela, kontynuowała - o tym, że obwieszanie się magicznymi talizmanami zupełnie jak jakimiś zwykłymi świecidełkami, jest niebezpieczne. - kruczowłosa odchrząknęła i zmarszczywszy kształtny nosek, odezwała się podniesionym głosem - Mój wuj mi powiadał:

,,Droga siostrzenico bacz na to, aby nigdy, ale to nigdy nie słuchać głosu chciwości, w szczególności tyczącej się zaklętych przedmiotów. Zgubny to jeno podszept, prowadzący jedynie do rychłych, poważnych kłopotów."

Czegóż to ich tam uczą w tych lodowcach? Żeby magowie energii o takim fakcie nie wiedzieli? Zupełnie niepojęte...

-Dziwię się, że naprawdę o tym jeszcze nie słyszałeś, ale przynajmniej dobrze, że okazało się to teraz, jeszcze przed wyruszeniem w dalszą podróż. Noszenie więcej niż jednego amuletu, lub nadmiaru pierścieni z dużym prawdopodobieństwem przyczyni się do wytworzenia się wokół takiej osoby obszaru, w którym energia będzie tak niestabilna, że... na przykład część jej przedmiotów nagle ożyje i niczym żarłoczne wije zacznie ją dusić lub tak szybko, jak tylko zdoła, ucieknie i nikt ich nie będzie już w stanie znaleźć. Och i słyszałam nawet takie krótkie historie o tych, co o tym nie wiedzieli, ale zapewniam Cię, nie chciałbyś znać ich końca... no może tych niektórych. Wystarczy pomyśleć tylko co by było, gdyby w takim polu nieszczęśnik miałby również przy sobie magiczny, dwuręczny miecz, albo zbroję...

- Dlatego naprawdę powinieneś przyjąć ten amulet - czarownica wcisnęła w dłoń Elfa Północy nieduży, lśniący medalion, zaciskając jego palce na trzymanym przedmiocie. Jej ostre spojrzenie wykluczało wszelakie próby sprzeciwu. - Ponadto również potrzebujesz jakiejś osłony, w końcu tylko ty i ja znamy się na sprawach magii. Cała drużyna na nas liczy w tej sprawie, nie można więc sobie pozwolić na brak ostrożności.
Widząc Alfra, godzącego się ze swoim losem, na jej twarzy momentalnie zagościł promienny uśmiech - właśnie, sądzę, że zgodnie dobiliśmy właściwej wymiany. Do zobaczenia później i... uważaj na siebie. - przez jej twarz przemknął cień uprzedniej nieznającej sprzeciwu determinacji, po chwili znów przeistoczył się w wyraz szczerej radości, gdy młoda wiedźma pośpiesznie udała się poczynić przygotowania przed udaniem się z Olafem i Tańczącym, aby złożyć hołd duchom totemicznym.
W trakcie podróży szukam ziół, oraz korzystam z Widzenia Duchów, aby w końcu może znaleźć sobie jakiegoś towarzysza - raczej szukam takiego z żywiołów, których energię bardziej rozumiem, czyli Wody lub Ducha.
Ostatnio zmieniony 23 listopada 2015, 22:05 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 listopada 2015, 16:44

[center]Ersor, 15 mroliść (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Reszta ceremonii rozmyła się w pamięci Olafa zamieniając się w procesję obrazów, podobnych nieco do snu, a trochę... Sam nie wiedział do końca, do czego mógłby to porównać. Jeśli jednak były to sny, czuł, że są to sny ważne i wielkie, takie, które zmienią jego życie. Jeśli zaś była to rzeczywistości, to ramy tego, co uważał za nią poszerzyły się mocno w tym momencie. Nie wiedział, kiedy osiągnął trans. Pamiętał jednak płomień ogniska, chłód płatków śniegu topniejących na jego skórze, czerwień mięsa na śniegu i zapach krwi. Śpiew czarownicy był jak falowanie oceanu - przypływał i odpływał w równym rytmie. W pewnym momencie Olaf spojrzał na skałę wystającą ze śniegu przed nim i ujrzał dwa gorejące punkty, wpatrzone w siebie. Kamień nie był już kamieniem, a skała nie przypominała wilka. Była wilkiem. Ogromną, szarą bestią, wpatrującą się w Olafa płonącymi ślepiami. Młody Nardlens poczuł, jak siła zaklęta w nich wciąga go do środka. Jego ciało upadło na śnieg, dusza jednak wzniosła się w górę, przyciągana przez płomień w oczach wilka. Poczuł ten płomień w sobie. Poczuł radość. Biegł przez śnieżną równinę czując zapach mrozu i słodki smak krwi. Wokół niego biegli inni - wataha ruchliwych, szarych cieni. Ponad nimi księżyc i gwiazdy, nagie i tak boleśnie bliskie. Wzniósł pysk do nieba czując, jak w gardle rodzi się wycie. Reszta stada przyłączyła się do pieśni i głos ich popłynął ponad białą równiną, docierając do miejsca, w którym marzenia i sny stawały się rzeczywistością. Śpiewał o swoim zjednoczeniu z Wilkiem, o sile, którą czuł w sobie i wiedział, że nic nigdy nie będzie już takie, jak przedtem...

[center]Obrazek[/center]
Do karczmy powrócił milcząc. W izbie jednak przywitał go ojciec, obejmując ramieniem. Żadne słowa nie były potrzebne. Olaf wiedział, że ojciec wie, że nie znajduje słów które mogłyby wyrazić zmianę którą czuł. Vilberg zaś nie musiał pytać. Uśmiechnął się tylko w gęstwinie brody, przytulając syna.

[center]***[/center]
Ceremonie religijne, choć udane, okazały się także wyczerpujące. Nikt nie miał ochoty na siedzenie w karczemnej izbie dłużej, niż było to koniecznie. Korzystając z pierwszej, lepszej wymówki wymykali się kolejno na górę, by położyć się spać. Nikt wszakże nie utrudniał im tego. Pozostali członkowie wyprawy zdawali się w pełni rozumieć sytuację i nie nagabywali ich zbytnio. Tej nocy wszyscy zasnęli głębokim, odżywczym snem, pozbawionym widzeń. Rankiem zbudził ich Brnjar, stawiając wszystkich na nogi paroma celnymi dowcipami i rubasznym poczuciem humoru. Jego wojownicy uwinęli się już z pakowaniem najcięższych rzeczy, Gunlid wyprowadziła zaś konie i właśnie siodłała je wraz z Hatrem i Joosem. Śniadanie zjedli właściwie w biegu, pomagając przy koniach i bagażach. Wszyscy myśleli o tym, co czeka ich w drodze. Oto bowiem pozostawić mieli za sobą zamieszkałe tereny, zapuszczając się na górskie odludzie. Zastanawiali się, co ich tam czeka? Jakie przygody i niebezpieczeństwa staną się ich udziałem? Dalej, poza pasmem Szarych Grzbietów, które przemierzyć mieli w najbliższym czasie leżał całkiem inny świat. Okryte wiecznym śniegiem pustkowia, zamieszkałe jedynie przez bestie i demony zimna.

- Vilberg, jak myślisz ile zajmie nam przedostanie się przez wzgórza? - zagadnął Brnjar, studiując jeszcze rpzez chwilę mapę. W rękach trzymał skórzaną tubę, do której zamierzał ją za chwilę spakować.

- Myślę, że jakieś dwa tygodnie, może nieco więcej - starszy korsarz dopił piwo i z hukiem odstawił kufel na stół. Wstał z lawy zbierając się do wyjścia.

- Wszystko zależy od pogody, Brnjar. I od tego jak sprawdzą się nasi zwiadowcy - dodał jeszcze. - Śnieg nie powinien być głęboki o tej porze. Jeśli Auren pozwoli już za dwanaście dni możemy być po drugiej stronie. No ale nie ma co gadać po próżnicy, pospieszajmy - ponaglił resztę.
Dla Kyariela: twoje rany zregenerowały się dzięki magii czarownicy i jesteś już całkiem zdrowy.

Dla Norlaug: kupisz zioła, które chciałaś:
3 dawki żywokostu: za 2 o i 1 ż;
2 dawki żywnika: za 2 o.
Razem kosztować wyniesie to 4 o 1 ż. Twoje pozostałe fundusze, to: 3 D, 3 o, 1 ż.

Dla wszystkich: możecie od tego momentu korzystać z możliwości zapewnianych przez Totem lub Patrona.
W czasie pakowania się znajdziecie także tę torbę, którą dostaliście od starego Jusse. Jest w niej pięć flaszek z wódką z muchomorów.
Jeśli chcecie coś jeszcze dokupić w Ersor, czy robić cokolwiek istotnego w czasie drogi (np. szukać ziół), to proszę dziś o wpisy, bo jutro wklejam dalszą część wyprawy.
Ostatnio zmieniony 23 listopada 2015, 18:22 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 24 listopada 2015, 11:53

Tańczący po Czarnej Spirali czym prędzej zebrał swoje rzeczy i w pośpiechu zeżarł śniadanie. Nie czekając wyszedł przed gospodę. Oczekiwanie aż reszta będzie gotowa, wydawało się znacznie bardziej atrakcyjne na świeżym powietrzu. Zajął miejsce, które już zdążyło złapać nieco jego zapachu. Zamknął oczy, w pragnieniu przywołania wydarzeń dnia poprzedniego, jednak nie było mu to dane. Kolejno towarzysze wyprawy zaczęli wylewać się z tawerny, kojącą ciszę poranka zalewając coraz to liczniejszą zbieraniną okrzyków, rozmów i rozkazów.

Westchnął ciężko, manifestując w ten sposób swój ból dupy, jednak zaraz dźwignął się na cztery łapy, i podreptał sprawdzić czy może w czymś pomóc.
Jeśli będzie możliwość, w Ersor chcę dokupić leczących przedmiotów. Po drodze zajmować się chcę zwiadem, jak zobaczę gdzieś skromny obiad to go chcę złapać, jak zobaczę syty obiad, złapać i przytargać do reszty. Zarówno w polowaniu jak i zwiadzie korzystam z pomocy mego wspaniałego, skrzydlatego towarzysza. Jeśli przyuważę gdzieś jakieś zioła, daję znać czarownicy.
Ostatnio zmieniony 24 listopada 2015, 12:25 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 listopada 2015, 16:14

[center]ROZDZIAŁ II
- Zimowa Droga -

Przeprawa przez Szare Grzbiety, 16-25 mroliść, 360 rok Ery Silniri.
[/center]
Opuścili Ersor rankiem, żegnani przez karczmarza i kilku mieszkańców, którzy przyszli jeszcze wyrazić wdzięczność za odnalezienie kurhanu bohatera i zgładzenie szajki banitów. Był wśród nich także stary Jusse, który wydawał się zadziwiająco trzeźwy i dziwnie wzruszony. Staruszek dziękował każdemu osobiście, klepiąc go po plecach i życząc dobrej drogi.

Wyruszyli wąskim traktem, prowadzącym w stronę Szarych Grzbietów. Niebo miało barwę kobaltu i zapach żelaza. Wiatr niósł pojedyncze płatki śniegu. Wyjeżdżając z wioski pożegnali ostatnim spojrzeniem grobowe wzgórze, które odsłoniło przed nimi swe tajemnice podczas ostatniej pełni. Bystre oko Kyariela wyłowiło z ośnieżonych kształtów sylwetkę grobowej steli i Alfr mógłby przysiąc, że ujrzał siedzącego na niej kruka.

[center]Obrazek[/center]
Wkrótce ścieżka, którą poruszali się, stała się jedynie sugestią drogi, okrytą pierzyną miękkiej bieli. Było zbyt wąsko, by jechać obok siebie, ustawili więc konie w szeregu, jadąc po własnych śladach. Tańczący wraz z Olafem wyforsowali się nieco do przodu, wspólnie starając się wyznaczyć najlepszy szlak. Wkrótce mróz wypłoszył z serc wędrowców resztki ciepła, a trudy wędrówki sprawiły, iż zapomnieli o marzeniach, skupiając się raczej na twardej, codziennej rzeczywistości.


[center]***
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=1M0D_QPWl-U[/center]
Dziesięć kolejnych dni upłynęło na mozolnym przedzieraniu się przez wzgórza. Aura, z początku łagodna, wkrótce odmieniła swe oblicze ukazując im swą mroczniejszą twarz. Przez pięć ostatnich dni padało właściwie nieprzerwanie. Śnieg zdążył zakryć ścieżki i zamaskować rozpadliny, sprawiając, że cała wyprawa posuwała się o wiele wolniej niż zaplanowano. Olaf szybko zorientował się, iż nie był tak naprawdę przygotowany na taką eskapadę. Jego zmysł zwiadowcy pozwalał mu co prawda odnaleźć właściwy kierunek, jednakże panujące w górach warunki uniemożliwiały właściwie odnalezienie bezpiecznej drogi, którą mogłyby się przedostać obładowane zapasami wierzchowce. Gdyby nie obecność Tańczącego, który z łatwością i niemal instynktownie odnajdywał wśród zasp bezpieczne trasy, cała ekspedycja znalazłaby się w nie lada kłopocie. Mimo to jednak podróż nie należała do łatwych. Śnieg padał ustawicznie, ograniczając widoczność. Oblodzone kamienie i szczeliny skalne groziły złamaniem nogi zarówno koniom, jak i wędrowcom. Strome ścieżki, bardziej odpowiednie dla kozic niż ludzi, sprawiały, że głownie szli, prowadząc objuczone kuce. Wiatr niósł ze sobą ostre płatki śniegu, które osadzały się na odzieniu i twarzach, kąsając zimnem.

[center]