PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 02 grudnia 2015, 19:48

[center]Szare Grzbiety, 26 mroliść (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Spoiler!
Walka z molunem
[center]RUNDA II[/center]
Kolejność inicjatywy:
[olist=1]Molun
Olaf
Tańczący[/olist]

Molun szarżuje na wylkołka
105 - 30 (PO Tanczącego) - 30 (za szarżę) = 45. Rzut: 38. Molun Trafia!
Tańczący wykonuje unik (Zw. + Uniki):
35 + 10 - 10 (za średnie rany) = 35. Rzut: 71. Brak sukcesu. Wylkołek próbuje odskoczyć, ale spóźnia się.
Obrażenia: 2 + 8 (4 Premia Siły x 2 za szarżę) = 10 : 2 (zaleta: Odporność na obrażenia n-mag.) - 3 (za pancerz) = 2.
Tańczący otrzymuje kolejne 2 obrażenia, co oznacza, że zeszła mu cała pula ran średnich!

Olaf strzela:
90 - 50 = 40. Rzut: 29. Trafienie!
Obrażenia: 3 + 2 (siła łuku spada za odległość) = 5 - 3 (gruba skóra moluna)
Molun otrzymuje 3 obrażenia. Nie wydaje się jednak by zrobiło to na nim jakiekolwiek wrażenie!
Mogę opisać to fabularnie, chyba, że chcecie opisać walkę sami? Jeśli nie, to porzucam za ciąg dalszy i opiszę całość. Czemak do jutra na deklaracje na PW.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 02 grudnia 2015, 20:10

Ze snu wyrwał go dziwny, niewytlumaczalny niepokój. A po chwili jego mózg zarejestrował informację przekazaną przez Vidgara. -Gdzież i jak do cholery ona się mogła zgubić? Przecież powinna doskonale radzić sobie w naturze, z którą wszakże była blisko, ona, jak i inne jej profesji. Rad, czy nierad wstał i zaczął się zbierać. Ciało domagało sie jeszcze regeneracji, lecz obawa o towarzyszkę pchała do działania.

[center]***[/center]

Zdawało się mu, że krażyli w kółko, podobnie jak czarownica, sądząc po tropach. Ślady biegły chaotycznie i bez najmniejszego sensu. -Czyżby ona znalazła i skonsumowała jakieś działające odurzająco rośliny? Albo coś ją nawiedziło? Nie, to się kupy nie trzyma. Z drugiej strony kto tam wie, zarówno kobiety, jak i wiedźmy... Zaczął się lekko frustrować. Wtem przystanął. Coś usłyszał i nie był to kolejny podmuch wiatru wiejącego wśród skał. Tak, to mogła być ona!

- Zdaje mi się, że coś słyszałem - rzekł szybko do Vidgara i szparkim krokiem ruszył w stronę, z której dobiegał go tajemniczy dźwięk.

Biegli. Starał się wyłowić swoim elfim wzrokiem cokolwiek co go naprowadzi na jej trop, poza tym, że wiedział mniej więcej w którym kierunku ją usłyszał. Szukał czegoś nietypowego, bo zaczynał się domyslać, że prawdopodobnie wpadła w jakąś pułapkę.

Wtem jego wzrok przykuł fragment podłoża, wyróżniający się od wszechobecnej śniegowej pokrywy. Miejsce to odcinało się głęboką czernią wsród śnieznej bieli. Poza tym nie widział nic więcej, jakby ta czerń pożerała wszystko co było wewnątrz. Dodatkowo dookoła niego było znów sporo śladów, należących prawdopodobnie do zagubionej.

-Vidgar! Chyba znalazłem miejsce, gdzie mogła utknąć Norlaug! Tylko ostrożnie, bo ta dziura jest spora i łatwo można w nią wpaść. Przygotuj linę.
Na wszelki wypadek rzucam na siebie aurę z ognia. Gdyż mam przeczucie, że coś mogło zaatakować Norlaug.
Ostatnio zmieniony 03 grudnia 2015, 16:01 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 03 grudnia 2015, 02:40

Dobiegło do jej uszu... cichy szmer na skraju słyszalności, dobywający się z mroku. Koszmarny chrzęst kamieni gdy cielsko przemieszczało się zacienionym tunelem...

...przyprawił ją niemalże o mdłości.

Czuła, że nie ma szans z tym... jest zbyt duże, zbyt przystosowane do ciemności... Zgroza ogarnęła jej serce, które niczym spłoszona mysz, skryło się w głębi klatki piersiowej. Oddech przyspieszony...wdech...wydech...wdech...wydech...gwałtowny i płytki...obraz strachu wyjącego w trzewiach.

W pośpiechu wyciągnęła gwałtownym ruchem zwój. Na pergaminie były rozrysowane tuszem symbole. Wzory przechodziły jedne w drugie, zlewając się niemalże ze sobą. Nie wiedziała... nie miała doświadczenia... to nie jej dziedzina... ale była to jedyna szansa aby wydostać się z tej przeklętej czeluści...

Spoglądając więc na plątaninę nieznanych sobie znaków, zaczęła cichą inkantację. W rozpaczy chwyciła się znanych sobie metod wpływania na otoczenie... wykreowała obraz schodów wznoszących się aż do otworu, pozwalającego wydostać się z jamy. Schody z kości... niewielkich, olbrzymich, ludzkich i zwierzęcych... spojonych ze sobą siwymi pasmami włosów, cienkich a mocniejszych od elfiej liny. Prowadzących do upragnionej wolności.

To nie to... jeszcze nie to... nie te słowa...

Nie rozumiała tych symboli... matryca zaklęcia była zbyt skomplikowana, a obraz, choć silny, był zaledwie jedynie odbiciem w jej umyśle. Energia nie przeszła... nic, kompletnie nic się nie stało...

A maszkara zwana przerażeniem wpijała w nią wzrok, petryfikując swymi pożółkłymi oczami mięśnie...

[center]Nie...
[/center]
Nie po to przeszła tak daleką drogę aby strachliwie umrzeć w jakimś dole.

https://www.youtube.com/watch?v=3558lJuA8Y8

Pomyślała więc o swojej bogini... najgłębszej, kojącej ciemności... źródle zrozumienia i wewnętrznej siły. Falach cichego oceanu całujących poszarpane klify. Nocnym niebie nad jej rodzimą ziemią, wznoszącym się ponad rozkosznie pachnącymi żywicą lasami. Cisza koiła delikatnie zmysły. Rozpuszczała wszelki strach i niepewność w sercu czarownicy. Młoda wiedźma pozwoliła całkowicie ogarnąć się odczuciu czystej miłości, gdy ze wzniesionym toporem czekała aby zmierzyć się z nadchodzącą bestią z samej głębi ziemi. Czymkolwiek ona by nie była...

Nie podda się... nie bez walki. Wyciągnęła więc pyłek, mając nadzieję choć trochę zdezorientować zmysły zbliżającej się istoty.

A w tym czasie chrobot powoli narastał...

Po trzech nieudanych próbach odpalenia zwoju ze zdolnością Marzenie, chowam kamień z lśniącym runem, ale tak, żeby trochę światła mi jeszcze dawał i wyciągam pyłek z konwalii, którym będę w razie czego ciskać licząc na to, że chociaż trochę podrażnię jakiekolwiek narządy zmysłów zbliżającego się stwora. W drugiej zaś ręce dzierżę toporek, którym rzucę w łeb potwora, gdy tylko się wynurzy z szybu. Liczę jednak na moich drogich towarzyszy podróży, że niebawem się pojawią i będę mogła wydostać się z tej ponurej czeluści.
Ostatnio zmieniony 03 grudnia 2015, 17:44 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 03 grudnia 2015, 22:11

- O rzesz... - powiedział Vidgar widząc dziurę w ziemi. Ziejąca ciemnością, mogła by być idealną pułapką w nocy, po ciemku każdy mógłby w nią w paść, no może poza elfami, bo one widzą w ciemności, albo Wylkołkami bo mają łeb blisko ziemi....

- Norlaug? Jesteś tam? - krzyknął szybko, wciąż biegnąc jednocześnie zdejmował linę. Ręce trochę mu się trzęsły z pośpiechu. Czy jest przytomna? Czy się połamała? Czy będzie w stanie sama się złapać tej liny? We dwóch ją wyciągną ale jeśli jeden będzie musiał zejść? A jeżeli tam jest jakieś podziemne źródło i umrze z wyziębienia?

Nie słuchał zbyt dokładnie odpowiedzi czarownicy, był bardzo przejęty i zdenerwowanymi, mało stabilnymi dłońmi zsunął jej linę, wiążąc wcześniej pętlę na dole. Polecił czarownicy aby w pętlę włożyła stopę i złapała się obiema rękami. W ten sposób nie musiała by nadwyrężać rąk podczas wyciągania.

Wszystko robił w pośpiechu...
Zakłądam, że jako Nardlens z plemienia Wilka umiem zawiązać węzeł, w końcu oni pływają a na statkach są liny...

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 04 grudnia 2015, 11:18

Była przygotowana na najgorsze. Miała stanąć twarzą w twarz z istotą, która najpewniej przerastała ją swoją siłą. Już niebawem, już prawie...

Gdy wtem usłyszała głos... jego głos. Wciąż pełen właściwego sobie ciepła, choć poszarpany przez nutę wywołanego pośpiechem stresu. Najcudowniejsza rzecz. Płomień na skraju przepaści. Zapowiedź uwolnienia...

- Vidgarze, Kyarielu jestem tutaj, w tym dole. Szybko, opuście linę. Zbliża się tu jakaś bestia z wnętrza ziemi!

Po chwili na dnie jamy pojawił się gruby, szarawy sznur z uformowaną na dole pętlą.

Tak, wolność! Nareszcie! Żegnaj strachu, żegnaj potworze z szybu!

Nie zwlekając dłużej, schowała toporek, a garść białawego pyłku wsunęła do sakiewki tuż przy pasie. Pędem dopadła liny. Wsunęła stopę w pętlę i jak najmocniej pochwyciła sznur. Dała towarzyszom znać, że mogą zacząć ją wciągać.
trzymam się mocno liny, ale jestem wciąż czujna i mam na uwadze wszelkie odgłosy dochodzące z szybu.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 04 gru