PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 07 stycznia 2016, 15:07

Ciemnoczerwone, świeże mięso upolowanego moluna skwierczało nad ogniskiem roznosząc aromatyczny zapach. Wiedźma podniosła się ze skór przyjmując od Gunlid porcję jadła. Mięsiwo mimo braku odpowiednich przypraw aż rozpływało się w ustach. Przed jej oczyma mimowolnie pojawiał się obraz polowania i walki z olbrzymim bykiem. Sceneria była piękna, tak czysta i pierwotna...

Powoli jednak wizja odpłynęła zostawiając miejsce pytaniu Młodego Wilka. Zastanawiała się chwilę nad zasadnością opowiadania ponownie o zaszłych zdarzeniach. Jak tylko Olaf i Tańczący pojawili się w grocie, dość dokładnie objaśniła już to co zaszło. Ale no cóż, przecież wtedy upolowali zwierzynę... a Wylkołek był ciężko ranny... ich uwagę zaprzątały więc zgoła inne, bardziej naglące sprawy. Tym bardziej, że Zwiadowca bardzo szybko jął przygotowywać się do ponownego wymarszu z jaskini celem sprowadzenia ciała tak masywnego zwierzęcia, jakim istotnie był samiec moluna. Rozumiała to, więc pokrótce opowiedziała o tym co zaszło. Nie szczędziła jednak Młodzieńcowi co dramatyczniejszych szczegółów walki z potworem, oraz informacji co do natury maszkary. Mając nadzieję, że sam Olaf nie stanie twarzą w twarz z czymś takim, wolała jednak przekazać mu całą uzyskaną wiedzę. Na zakończenie opowieści rzekła:

- To przez to zdarzenie widzisz nas w takim stanie, aczkolwiek jak tylko niebezpieczeństwo minęło znaleźli nas Brnjar, Vani i Red. Powiem Ci szczerze, że choć walka była zaledwie mgnieniem, było to wyzwanie o wiele gorsze od walki ze zwykłą, wyjętą spod prawa bandą, którą wcześniej spotkaliśmy. To wtedy przeciwnik sprawdzał nie tylko naszą sprawność w boju i spryt, ale również naszą prawdziwą siłę.
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2016, 13:40 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 stycznia 2016, 14:59

[center]Szare Grzbiety, 27 mroliść - 29 mroliść, 360 rok Ery Silniri[/center]
Zgodnie z zapowiedzią Vilberga, wyruszyli wczesnym rankiem. Kolejne trzy dni wędrówki upłynęły spokojnie. Nawałnice ustały, a niebo przybrało nieustępliwą, lodową barwę, niczym oko ptaka, który zamarzł na mrozie. Z rzadka jeno zbłąkany promień słońca przedzierał się przez zwartą zasłonę chmur, rozświetlając tą krainę czerni, bieli i szarości. Śnieg padał niekiedy - miękkie, białe płatki, które płynęły nad pofalowaną linią Szarych Grzbietów, osiadały na odzieniu i włosach, topniały na grzbietach kuców... Od wielu dni nie widzieli już żadnego znaku, świadczącego o tym by tą krainę zamieszkiwały jakiekolwiek istoty. Żadnej ścieżki, czy runicznego znaku na kamieniu, żadnego schronienia, wybudowanego rękami ludzi lub Alfrów. Jedynie niekończące się wzgórza, nakryte bielą, niczym jakieś monstrualne fale, które wzrosły wprost z ziemi i zastygły nieruchomo, w czasach gdy po ziemi chodzili jedynie Bogowie.



[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=KywCX4Dud_g[/center]
Olaf sapnął skonsternowany i ponownie rozejrzał się wkoło. Od kilku godzin miał wrażenie, że błądzą bez sensu, nie poruszając się w wybranym kierunku, lecz jedynie klucząc zygzakiem, pośród niskich, dziwacznych skał. Ośnieżone kamienne bloki rozciągały się w szerokiej dolinie, pokrywając również łagodne grzbiety schodzących w nią wzgórz. Gdy spoglądał na nie z góry wydawały mu się łatwe do pokonania - teraz jednak zmieniły się w przeklęty labirynt, pełen głębokich zasp i zbyt wąskich ścieżek. Kręte przejścia pomiędzy skałami zbyt często kończyły się ślepym zaułkiem, zmuszając cała wyprawę do wracania po własnych śladach i kluczenia po okolicy w poszukiwaniu lepszej drogi. Może lepiej było to ominąć? Pomyślał sfrustrowany, lecz wiedział, że nie ma racji. Przeciwny stok wzgórza, okalający dolinę z południa był jeszcze bardziej nieprzystępny. Innych nie widział, lecz żeby je ocenić musieliby teraz zawrócić, wspiąć się na północne zbocze i wykonać ogromny łuk. Z irytacją kopnął kolejny, wyrastający mu na drodze kamień. Głaz nie odpowiedział, lecz nim Olaf zdołał przekląć go, na szczycie skałki pojawił się Tańczący.

- Musicie cofnąć się i skręcić w prawo. Chyba znalazłem drogę...

Olaf przełknął niewypowiedziane inwektywy i dał pozostałym znak do powrotu. Niebo zaczynało powlekać się woalem szarości i było jasne, iż nie wydostaną się z tej doliny przed zmrokiem.

[center]***[/center]
Tak jak przewidział Wylkołek, wąska ścieżka zaprowadziła ich do serca skalnego labiryntu. Znajdowała się tutaj niewielka polana, z trzech stron osłonięta długimi wałami skalnymi. Z czwartej porastał ją niewielki zagajnik karłowatych, dziwnie wygiętych brzóz, których gałęzie teraz ledwo wystawały ponad pokrywę śniegu. Wyglądały dziwnie rozpaczliwie, niczym zakrzywione palce tonącego, starające się schwycić cokolwiek, nim ostatecznie znikną w marznącej przerębli.

- Tu odpoczniemy - zakomenderował Vilberg patrząc w niebo. - Niedługo noc. Nie widzi mi się błąkać wśród skał po ciemku. Nic dobrego z tego nie przyjdzie.

Wszyscy przyjęli tą decyzję z ulgą. Niekończące się godziny kluczenia w labiryncie dały się bowiem we znaki zarówno koniom, jak i ludziom. Red i Vajni bez słowa zaczęli rozkulbaczać wierzchowce. Gunlid pogłaskała swojego kuca po spoconej szyi i rozejrzała się za osłoniętym miejscem, gdzie koniki mogłyby odpocząć. Starała się zagwizdać wesoło jakąś piosenkę, jednak w tym szarym i ponurym otoczeniu jej głos zabrzmiał dziwnie nieprzekonywająco, pogłębiając jedynie panującą wkoło ciszę.

- Hej, spójrzcie na to! - ozwał się nagle Kyariel, przyklękając przy jednym ze skalnych bloków. Śnieg musiał osypać się w tym miejscu, odsłaniając kamienną powierzchnię na której wyraźnie widoczne były spiralne wzory i rzeźbienia.

- To wcale nie są naturalne skały! To jakieś ruiny! - oznajmił mag z podnieceniem i zabrał się za oczyszczanie ze śniegu kolejnej partii kamieni. Nie mylił się. Jego palce i oczy napotkały podobne rzeźbienia jak te, które widział przed chwilą.

[center]Obrazek[/center]
Tańczący przysiadł na zadzie i rozejrzał się, węsząc nerwowo. W tych ruinach, w tym miejscu było coś... Nie był pewien, jak ma to określić. A jednak wiedział... Miał zdecydowaną pewność, że nie są tutaj całkiem sami...
Zwiadowcy wykonują testy na znajdywanie drogi: Per + Przetrwanie:
Olaf: 31 + 11 -10 (za warunki) = 42; Rzut: 92. Porażka. Gubisz się w skalnym labiryncie.
Tańczący: 39 + 14 -10 (za warunki) = 53; Rzut: 33. Test z zdany z jednym przebiciem. Odnajdziesz drogę do wnętrza doliny, na tyle pewną by przeprowadzić nią konie. Zajmie ci to jednak tyle, iż zmrok zdąży już zapaść.

Testy Spostrzegawczości: Per + Obserwacja
Kyariel: 33 + 4 = 37; Rzut: 11. Test zdany! Zauważasz, dziwne zdobienia na jednym z kamieni i odkrywasz, że znajdujecie się nie w naturalnym, skalnym labiryncie, lecz w jakiś rozległych ruinach!
Norlaug: 22 + 2 = 24; Rzut: 79. Test nie zdany. Nie zauważyłaś nic nadzwyczajnego.
Olaf: 31 + 6 = 37; Rzut: 41. Test nie zdany. Nie zauważyłeś nic nadzwyczajnego.
Tańczący: 39 + 4 = 43; Rzut: 58. Test nie zdany. Nie zauważyłeś nic nadzwyczajnego.
Vidgar: 27 + 2 = 29; Rzut: 29. Test zdany marginalnie. Układ skał wydaje ci się jakiś nienaturalny i dziwny.
Spoiler!
Test wiedzy: Int + Kultury
35 + 2 = 37; Rzut: 45.Test nie zdany. Nie masz pojęcia z jakiej epoki pochodzą te ruiny, ani też kto je wzniósł. Pewien jesteś jedynie, iż nie były to Alfry (własną architekturę z pewnością byś rozpoznał). Na odsłoniętych przez ciebie fragmentach murów widać spirale, faliste linie i zdobienia. Nie dostrzegasz na razie żadnych glifów czy symboli magicznych.
Spoiler!
Test Instynktów: Inu + Instynkty
23 + 14 = 37; Rzut: 36. Test zdany - bez przebić, marginalnie. Czujesz, że w tym miejscu jest coś oprócz was. Trudno ci określić jednak co to jest i czy jest niebezpieczne, czy nie. Jest to po prostu uczucie obecności lub też - bycia obserwowanym.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 09 stycznia 2016, 18:02

- Ech... - westchnął zmęczony Olaf, rozglądając się po okolicy. Był już zmęczony wszechogarniajacym zimnem i pustkowiami, które ciągnęły się hen po horyzont. Misja była ciężka - musiał to przyznać - ale myśl o chwale, jaka go czeka, gdy tylko wróci do domu - nadawała sens temu ciężkiemu wyzwaniu.

Młody wilk spojrzał w niebo, na blask gwiazd na ciemnym niebie. Rozpoznawał niektóre konstelacje i kierunki, ale ze zmęczenia mieszało mu się to w głowie. By zająć czymś ogarnięty chaosem umysł, pomógł ojcu rozpalić ognisko. Szczerze mówiąc, wolał to po stokroć bardziej, niż błąkać się po ruinach, które 'odkrył' Kyariel. Dla Olafa było to po prostu kolejne gruzowisko...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 10 stycznia 2016, 01:00

Wiedźma szczelniej okryła się płaszczem chowając zziębnięte dłonie w jego ciepłych zawojach. Przygryzła spierzchnięte od mrozu usta. Każda skała wydawała jej się niemal identyczna - ostro zarysowany, ciemny kształt, pokryty jak każdy inny grubą płachtą śniegu. Przypominały zęby jakiejś zapomnianej istoty poległej tutaj, na tym mroźnym pustkowiu. Monotonia wielokrotnie powtarzającego się widoku wprawiała jej umysł w dziwny stan transu. Czerń, biel czerń... później znowu biel... To nie było realne. Musiało w końcu przecież istnieć jakieś przejście dalej...

Kilka kroków przed nią majaczyła szarawa sylwetka Olafa. Zdawało się, że znalazł w końcu odpowiednie przejście. W sercu czarownicy zagościła nadzieja, na początku ledwie zauważalna, wypuszczała powolutku swoje pędy, gdy drużyna omijała głazy, znajdując między nimi ścieżkę. W końcu, gdy zdawało się, że ich wędrówka zakończy się pomyślnie, dotarli do końca kolejnego, ślepego zaułku. Wiedźma poczuła się zupełnie jak jakiś mały kamyczek zamknięty w dziecięcej zabawce, popularnej wśród potomstwa zmyślnych gnomów. Znużenie wzięło górę i gdy jej dzielny kucyk brnął dalej, czarownica bezgłośnie opadła na jego buchającą gorącem szyję. Chociaż w ten sposób znalazła odrobinę ciepła i ukojenia. Wtuliła więc twarz w gęste futro, chłonąc przez chwilę suchy zapach skóry zwierzęcia.

Wtedy jednak, gdy zdawało się, że zbliżająca się noc zastanie ich błąkających się wśród postrzępionych skał, Olaf dał znak do odwrotu. To bystre oczy Tańczącego wypatrzyły drogę między ponurymi głazami. Czarownica cicho wyszeptała słowa podziękowania dla Jezzy i zaczęła bacznie wypatrywać pierwszych oznak zbliżania się do wyjścia z tego kłębowiska szarości, czerni i bieli.

Nie minęło dużo czasu a już stanęła na własnych nogach prowadząc kucyka za przykładem Gunlid w miejsce na uboczu polany. W końcu mogła odetchnąć z ulgą. Znaleźli miejsce, w którym można będzie się zatrzymać na tak potrzebny odpoczynek.

Chciała pomóc odciążyć koniki, gdy usłyszała podekscytowane słowa Kyariela.
Milczące kamienie zaczęły ujawniać przed nimi swoją tajemnicę. Widziała jak blada, delikatna dłoń Alfra odsłania kolejne wzory.

Miejsce jednak pozostawało tym bardziej tajemnicze, a same znaki, same znaki... cóż mogły jej powiedzieć? Nie miała wykształcenia magów, ale może...

Wokół panowała jednak przeraźliwa cisza, a napięcie z jakim Tańczący badał teren wcale nie umniejszało podejrzeń.

Ciekawość może poczekać... ileż to razy takie miejsca jak to okazywały się być niezwykle potężne...

Młódka wiedziona co prawda skromnym doświadczeniem, lecz za razem ogromem zasłyszanych od wuja historii, zachowała ciszę. Ani jeden krok na puszystym śniegu, ni wyszeptane przez nią słowo nie powinno zakłócać spokoju panującego na polanie. Oczyściła więc również swój umysł z wszelakich zbłąkanych myśli i skupiła wzrok na otaczającej przestrzeni...
Korzystam ze zdolności - Widzenie Duchów i bacznie rozglądam się po miejscu, w którym się znajdujemy. Nie dotykam dłonią tych symboli wyrytych na kamieniach. Staram się być czujna i zachowywać się cicho. Zależnie od tego, co się okaże, podejmę dalsze działania i na przykład również przyjrzę się bliżej tym rzeźbionym kamieniom.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2016, 20:40 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 12 stycznia 2016, 13:39

Hm..ruiny na kompletnym pustkowiu, w dodatku z wyglądu sprawiającego dość nieprzyjazne wrażenie. Choć osłonięcie skałami i zagajnikiem chroniło przynajmniej od wiatru, czy zamieci śnieżnych. No właśnie, zagajnik wyglądał również dosyć osobliwie i upiornie. Przypomniała mu się nagle ich bytnośc na nawiedzonym wzgórzu z kurhanem. Zadrżał naraz, nie był pewien czy z powodu zimna, czy na owo wspomnie. Ale wracając do ruin...Na poczatku myślał, że to zwykłe skały, dopóki nie rzuciły mu się w oczy niepasujące do nich elementy, które świadczyły o działalności..no wlasnie- czyjej? Zbliżył twarz do kamieni pokrytych spiralnymi wzorami wytężając jeszcze bardziej wzrok i jednoczesnie przeszkując pamięć, lecz niestety nie potrafił dopasować tych zdobień do sztuki żadnej ze znanych mu kultur. Wiedział jedno, że na pewno nie był to wytwór jego rodu. Westchnął zrezygnowany, rozglądając się dookoła jakby w poszukiwaniu odpowiedzi. Spróbował w inny sposób dojśc do znaczenia zdobień na kamiennych blokach. Pomyslał z czym mu się kojarzą i przed oczami wyobraźni stanął mu stwór ciemności z ktorym walczyli. -Eh, chyba muszę jakoś ukoić nadszarpnięte nerwy, było- minęło przecież. Lecz odciśnięty ślad w jego duszy pozostał, choćby starał się go zepchnąć głeboko- on nadal tam był.

Raz jeszcze rzucił spojrzenie na kamienne pozostałości, zastanawiając się czym były kiedyś w okresie świetności, kto je postawił, w jakim celu i czemu zostały opuszczone? A może po prostu sprawił to upływ czasu, kto wie jak stare były. Tego też nie wiedział. Z lekka sfrustrowany swoją niewiedzą skupił się na tym czy są w nich ślady działającej magii. Wiedział, że lepiej nie zatrzymywac się beztrosko, gdzie tylko się chce. Kto wie, może te ruiny mają juz gospodarza, który niekonicznie lubi niezapowiedzianych gości?
używam Skanowania Otoczenia, by wybadać czy dziala tu jakaś magia.
Ostatnio zmieniony 12 stycznia 2016, 13:50 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 stycznia 2016, 16:42

[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]

Zmrok zapadał szybko i wkrótce cień zakrył całą dolinę. Vani i Red z ponurą konsekwencją zaatakowali zagajnik, starając się wydobyć spod śniegu jak najwięcej drewna nim zapadnie noc. W tym czasie Hatr, Joos i Vidgar oczyścili spory kawałek wału, odkrywając kilka zacisznych nisz. Być może kiedyś stanowiły one otoczenie okien lub... Właściwie, trudno było powiedzieć, czym mogły być w przeszłości. Ważne, że teraz, nakryte płachtami wyprawionych skór miały zamienić się w improwizowane namioty, chroniące przed porywami zachodniego wichru. Vilberg z synem przygotowali ognisko, zaś Gunlid i Brnjar zajęli się konikami. Dwójka pozostawionych sobie Adeptów krążyła wśród reszty, starając się wykryć jakikolwiek magiczny wpływ, który mógłby okazać się niebezpieczny. Nie wyczuli jednak nic niepokojącego. Jedynie Tańczący Po Czarnej Spirali wydawał się lekko poddenerwowany i węszył nerwowo w powietrzu. Jednak i on nie wyczuł wiele. Nie znalazł także żadnych tropów, poza tymi, które pozostawili członkowie wyprawy.

- I jak tam? Są tu jakieś złe czary? - zagadnął wreszcie Vilberg, dorzucając drew do rozpalonego właśnie ognia. Polana zajęły się z cichym sykiem parującej wody, oświetlając otoczenie ciepłym, złotawym blaskiem.

- Nie widzę żadnych duchów - odrzekła ostrożnie Norlaug.

- Ja także nic nie czuję - rzekł, najwyraźniej lekko sfrustrowany tym faktem Kyariel.

- Ano, to chyba dobrze - uśmiechnął się szeroko Brnjar, dosiadajac się do ognia. - Jeszcze byście coś złego wyniuchali i musielibyśmy się błąkać po nocy. A tak.,.. Wydaje się, że znaleźliśmy niezłe miejsce na spoczynek.
Norlaug: Widzenie Duchów: Tracisz czasowo 1 punkt Energii. Jednak nie widzisz żadnych duchów w okolicy, poza duchami wiatru, unoszącymi się wysoko, nad wami.
Kyariel: Skanowanie Otoczenia: Tracisz czasowo 4 punkty Energii za użycie tej Zdolności (zakładam, że starasz się nią objąć różne miejsca, więc korzystasz z niej kilka razy). Nie zdołałeś wykryć żadnego aktywnego efektu magicznego w okolicy. Nie znalazłeś także na kamieniach żadnego runy, glifu czy innego symbolu magicznego - wszystko co widzisz, to jedynie ornamenty które wydają się mieć przede wszystkim funkcję ozdobną.
Porządek dzisiejszej warty (rozlosowany przez MG):
1 warta: Vidgar
2 warta: Olaf
3 warta: Joos
4 warta: Kyariel
Każda warta trwa nieco ponad 2 godziny: tak, że całość odpoczynku to około 9 h.
Jeśli chcecie coś robić w czasie warty lub przed nią, proszę o informacje.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 stycznia 2016, 16:07

[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
Większość członków wyprawy udała się na spoczynek i Vidgar został przy ogniu sam. Starał się oszczędzać drewno, dokładając jeno tyle, by utrzymać żar. Noc wokół obozowiska zdawała się dziwnie głęboka i ciemna. Księżyc, odradzający się jeszcze po niedawnym nowiu, wciąż był zbyt słaby by przebić zasłonę chmur. Wiatr zawodził wśród ruiny niczym samotne dziecko, co chwilami przyprawiało młodego wojownika o gęsią skórkę. Poza tym jednak warta minęła nad wyraz spokojnie, sprawiając, że odprężył się nieco. Może więc istotnie, nie było to złe miejsce. Z pewnością oferowało drewno i ochronę przed zimnem...

Gdy uznał, że minął właściwy czas, obudził Olafa i z ulgą wsunął się w wymoszczone skórami posłanie. Młody Zwiadowca zajął zaś miejsce przy ogniu. Resztki snu ustępowały powoli i Olaf przeciągnął się kilkakrotnie, aż zatrzeszczały kości, by pozbyć się całkowicie związanego z tym zamroczenia. Siedząc na szerokim kamieniu, ozdobionym dziwacznymi, falistymi liniami, wpatrywał się w ciemność poza kręgiem światła. Powinowactwo z żywiołem Wiatru mówiło mu, że nad ranem zmieni się pogoda a chmury rozproszą się. Z pewnością chwyci mróz. Teraz jednak ciemność spowijała wzgórza, niczym czarna, nieprzenikniona zasłona. Czas mijał powoli i Zwiadowca nie zauważył nawet, gdy jego głowa zaczęła się kiwać, po czym bezwładnie opadła na piersi...


[center]***[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=igvaHeDDFB8[/center]
Stał na morskim brzegu, czując zapach wiatru i smak soli. Potężne fale wznosiły się w odwiecznym rytmie, rozlewając na piasku szarymi, spienionymi wachlarzami. Niebo miało barwę i głębię stali. W oddali krzyczały mewy - ich głosy brzmiały niczym skarga zagubionych dzieci. Teraz pamiętał, przyszli tutaj razem z Larsem puszczać kaczki... Rozejrzał się w poszukiwaniu przyjaciela. Lars stał kilka kroków dalej, ciskając do morza niewielkie, płaskie kamienie. Śpiewał przy tym starą piosenkę, którą kiedyś usłyszeli w porcie:

[center]Wypłynęli na połów aż z Beran,
Hen w dal, ku północnym wybrzeżom.
Lecz złowili tylko szkielety ryb,
Co skruszone serca w szczękach dzierżą...*[/center]
Olaf pospieszył w jego kierunku, uradowany. Biegnąc w jego kierunku, zawołał:

- Hej, Lars, poczekaj na mnie!

I wtedy jego przyjaciel odwrócił się...

Olaf zatrzymał się i zamarł. Ściskane w dłoni kamyki wypadły z jego dłoni rozsypując się bezładnie na piasku. Skóra Larsa była szara i napuchnięta, w oczodołach czaiła się jedynie pustka. Nie miał warg, a spomiędzy zębów, nagich jak kość zwieszały się sczerniałe wstęgi wodorostów. Przemoczone włosy zwisały nieruchomo, lepiąc się do twarzy i szyi. I Olaf przypomniał sobie nagle, że Lars utonął... Dawno, dawno temu... Tak, przecież był na jego pogrzebie... Wspomnienia powróciły, sprawiając, że zatoczył się...

- Ona nadchodzi... - wychrypiał topielec i ponownie odwrócił się, wskazując morze, przed sobą. - Twoja śmierć nadchodzi.

Spojrzał znów na Olafa i uśmiechnął się makabrycznie. Spomiędzy jego zębów wypadła sina śluzica. Ryba padła na piasek wijąc się ślepo, a Olaf poczuł, że robi mu się niedobrze. Lars spojrzał gdzieś poza jego plecy i nagle zaczął oddalać się, szybciej niż porwany wiatrem płatek śniegu. Nie poruszał przy tym nogami, lecz zdawał się płynąc w powietrzu. Wkrótce zniknął za pokrytymi niską, żółtawa trawą wydmami i Olaf został sam. Z jakiegoś powodu, te słowa "Ona nadchodzi" przejęły go zimnym lękiem. Odwrócił się i spojrzał na morze. Nie falowało już. Jego powierzchnia była doskonale gładka, spokojna niczym olej... Z nieba zaczął sypać się śnieg. Był czarny. Poprzez zasłonę karych płatków Olaf ujrzał łódź, sunącą ku niemu. Stała w niej jakaś postać, nie mógł jednak dojrzeć jej twarzy... Jakaś część w nim pragnęła ujrzeć ją wyraźnie, podczas gdy druga modliła się do przodków o to, by zostało mu to oszczędzone...

[center]Obrazek[/center]
- Ten sen to pułapka. To jest sen, obudź się! - powiedział ktoś za nim, wyrywając go z transu.

Olaf odwrócił się i ujrzał potężnego biegłego wilka, siedzącego wśród wirujących, smoliście czarnych płatków. Nim jednak zdołał coś odpowiedzieć, kolejny podmuch wichru porwał ten obraz i wilk rozwiał się na jego oczach. Skądś, z daleka znów dobiegła go ta melodia, śpiewana czystym, dziecięcym głosem:

[center]Wypłynęli na połów aż z Beran,
Hen w dal, ku północnym wybrzeżom...[/center]
Spojrzał w stronę wydm i zaczął biec. Piasek jednak stał się dziwnie grząski, uciekając spod jego stóp, nie dając mu oparcia. Z każdym krokiem czuł się tak, jakby przedzierał się przez przestrzeń, gęstą jak smoła. A łódź za jego plecami... Czuł, że znajduje się coraz bliżej...

[center]Lecz złowili tylko szkielety ryb
Co skruszone serca w szczękach dzierżą...[/center]

Spoiler!
Sen, który cię ogarnął jest magiczny, nie zauważasz więc nawet kiedy zasnąłeś.
Ponieważ nie masz Zdolności Magicznej LD nie zachowujesz świadomości we śnie i traktujesz go jak rzeczywistość. Lars był twoim przyjacielem z dzieciństwa, który utunął dawno temu, gdy miałeś 10 lat. We śnie też jesteś w tym wieku.

Duch Totemu ostrzega cię przed niebezpieczeństwem i stara Ci się uświadomić, że śnisz:
Test SW na uświadomienie sobie tego: 33; Rzut: 12. Sukces z dwoma przebiciami. Od tego momentu jesteś świadomy, że to sen. Wygląda na to, że coś uwięziło cię w magicznym koszmarze! A doskonale wiesz, że w snach także można zginąć ( w świecie DrecarE istnieje sporo istot, które w ten sposób polują i zabijają).
Test SW na przebudzenie się: 33: Rzut: 62. Bez sukcesu! Nie udaje ci się samemu wyrwać ze snu i nadal jesteś w nim uwięziony - choć możesz próbować ponownie wybudzić się. Każda taka próba zajmuje przynajmniej rundę.
[center]***[/center]
Tańczący po Czarnej Spirali otworzył oczy. Przez chwilę leżał rozważając, co go zbudziło. Nie był to żaden zapach ni dźwięk... Raczej przeczucie... Świadomość jasna jak klinga - coś ich zaatakowało. Groziło im niebezpieczeństwo! Nim zdołał do końca sformułować tą myśl, zorientował się, że stoi już na łapach, wydostając się spod nakrywających go skór. Wypełznął z namiotu i rozejrzał się. Niedaleko niego, tuż przy ognisku leżał Olaf. Przy jego szyi zaś klęczała niewielka, wychudła istota. Nawet pomimo mrozu Wylkołek czuł zapach krwi i słyszał ohydny odgłos siorbania, z jakim stworzenie pożywiało się...
Tańczący po Czarnej Spirali: Test Instynktów (Inu + Instynkty):
23 + 14 = 37; Rzut: 02! Krytyczny sukces! Budzisz się natychmiast wiedząc, że grupa została zaatakowana przez jakąś istotę.
Śniąca istota znajduje się w świecie Astralnym. Na tej płaszczyźnie czai się wiele zagrożeń. Generalnie dopóki jest się wewnątrz własnego snu, można próbować nim manipulować za pomocą Woli (wymaga to testu SW i kosztuje Energię). Zagrożenia spotykane w astralu są równie poważne jak te spotykane w rzeczywistości i nie należy ich lekceważyć.
W tym przypadku jednak wygląda na to, że to co śni się Olafowi jest tylko reakcją jego umysłu na fakt, że właśnie coś wysysa z niego krew. Jeśli potrwa to dłużej Zwiadowca z pewnością umrze.

* wierszyk pochodzi z powieści: Graham Masterton, Wyklęty. Pozwoliłem go sobie wszakże nieco przekształcić, by pasował do realiów świata.
Ostatnio zmieniony 15 stycznia 2016, 13:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 14 stycznia 2016, 19:45

W pierwszej chwili poczuł przerażenie, jednak bardzo szybko przerodziło się ono we wściekłość. Toczącą pianę, zalewającą wzrok czerwienią wściekłość, podkreśloną głośnym warkotem wydobywającym się z głębi gardła. Niewiele myśląc rzucił się przed siebie, odpychając się od podłoża ciężkimi jeszcze od snu łapami. Chłód nocy, tak dokuczliwy w pierwszej chwili po przebudzeniu gdzieś zniknął. Ostatnie okruchy senności posypały się z jego sierści zostając gdzieś z tyłu. Szaleńczy warkot przerodził się w opętańcze wycie, które rozlało się po spowitych ciemnością ruinach. Pomimo tego, że nie dzieliła ich aż tak wielka odległość, Tańczący po Czarnej Spirali miał wrażenie, że biegnie już o wiele za długo. W jego głowie rozbrzmiewał wciąż przeraźliwy odgłos siorbania, z jakim dziwna pokręcona istota wysysała życie z jego towarzysza. Tego samego, który pomógł mu nie tak dawno temu, kiedy to on był w tarapatach. Słyszał to wciąż pomimo swego rozdzierającego ciszę nocy skowytu.

Odbił się mocno, wyskakując wprost na koszmarną istotę. Obnażył kły, gotów zacisnąć szczęki z całą swoją mocą, kiedy tylko dosięgnie nimi przeciwnika.
Szarżuję na to cholerstwo, jednocześnie głośnym skowytem chcąc obudzić resztę. Nie chcę tylko ugryźć, jeśli uda mi się to chwycić, chcę ściągnąć to z Olafa, nawet jeśli miało by to oznaczać, że stracę grunt pod łapami.
Ostatnio zmieniony 15 stycznia 2016, 03:02 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 stycznia 2016, 14:01

[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wylkołek odbił się od ziemi i przeleciał w powietrzu uderzając w złowieszczą postać. Pożywiająca się istota nie próbowała nawet unikać, najwyraźniej zaskoczona nagłością ataku. Wspólnie zwalili się na śnieg. Szczęki Tańczącego zacisnęły się na ciele - twardym i nieustępliwym niczym kawał drewna. Poczuł w pysku słodkawy smak rozkładu i wiedział już, że to z czym walczy nie jest żywą istotą. Warknął i oderwał długi kawał mięsa, który bez wysiłku odszedł od kości. Wypluł go na śnieg i stanął na łapach, podczas gdy stwór gotował się do kolejnego ataku, sycząc i plując z nienawiści. Długie szpony przemknęły tuż obok gardła Wylkołka, gdy ten instynktownie odskoczył. Istota splunęła na niego z wściekłością. Jej drobne ciało było wychudzone i sine. W oczach jednak jarzyło się złe, zimne światło. Najwyraźniej nieumarły gotował się do kolejnego ataku, lecz nagle znieruchomiał nasłuchując poruszenia, które nastało w namiotach. Najwyraźniej wycie Tańczącego zbudziło resztę członków wyprawy, którzy teraz klnąc i pokrzykując zrywali się z posłań lub szukali broni. Olaf także jęknął wyrywając się ze snu i pod niósł rękę odruchowo dotykając rany na szyi. Krew z rozerwanej tętnicy kreśliła w powietrzu krótki łuk, spadając na śnieg. Zwiadowca jednak nie stracił głowy i natychmiast ucisnął ranę przez materiał kaptura. Wiedział jednak, że nie zostało mu wiele czasu. Świat przed jego oczyma rozmywał się coraz bardziej z każdą chwilą, a nawoływania członków drużyny zdawały się dochodzić z tak daleka...

[center]Obrazek[/center]
Korzystając z chwili, gdy przeciwnik zamarł w bezruchu, Tańczący skoczył nań ponownie. Jednak szczęki Wylkołka schwyciły jedynie powietrze. Opadł na ziemię zaskoczony i potrząsnął głową. W miejscu, gdzie wcześniej stał stwór, unosił się obłok mgły - który powoli zaczął dryfować poza krąg światła, odpływając w ciemność...
Spoiler!
[center]RUNDA I[/center]
Tańczący po Czarnej Spirali - szarżuje na pradawne zło:
105 - 30 (za szarżę) -25 (cel nieruchomy: połowa PO przeciwnika) = 50. Rzut: 02! Trafienie Krytyczne! A raczej byłoby gdyby nie fakt, że przeciwnik, jako nieumarły jest na nie odporny... Niemniej krytyczny sukces i tak sprawia, że Wylkołek trafia idealnie, zrzucając stwora z Olafa - stwór zaś nie może uniknąć tego ataku.
Stwór otrzymuje 5 + 5 - 3 (za pancerz - Aura Magiczna) = 7 obrażeń. Nieźle!

W tej rundzie wycie Tańczącego sprawia, że pozostali członkowie drużyny budzą się (łącznie z Olafem).

Olaf - odkrywasz, że jesteś ciężko ranny ( został ci 1 punkt Żywotności). Masz rozerwaną tętnicę szyjną, z której sika krew, boli jak cholera.

[center]RUNDA II[/center]
Kolejność Inicjatywy:
1. Stwór
2. Tańczący
3. Olaf
Zakładam, że reszta wygrzebuje się w tej rundzie z namiotów, by zobaczyć, co się dzieje.

Stwór atakuje Tańczącego szponami:
110 - 30 = 80. Rzut: 90. Stwór nie trafia.

Tańczący gryzie Stwora:
105 - 50 = 50. Rzut: 82. Brak trafienia.

Olaf usiłuje zatamować krwawienie (w tak ciężkim stanie i tak się nie nadajesz do walki)
Test Pierwszej Pomocy (Zw + Pierwsza Pomoc)
40 + 4 = 44; Rzut: 08. Udaje ci się ucisnąć ranę i zatamować krwotok, co sprawia, że chwilowo nie stracisz więcej Żywotności (a jesteś o krok od śmierci). Wiesz jednak, że potrzebujesz szybkiej pomocy medycznej, bo się wykrwawisz. Nie wytrzymasz długo sam, twoje ręce są śliskie od krwi i czujesz, że możesz zemdleć.

[center]RUNDA III[/center]
Widząc poruszenie w namiotach i słysząc okrzyki ze strony reszty członków drużyny, stwór zmienia się w obłoczek mgły i odlatuje.

Wszyscy pozostali wydostają się wreszcie z namiotów ( z bronią lub bez - jak chcecie) i mogą działać normalnie.
Spoiler!
Test Bestiariologii: Stwór, którego przez chwilę będziesz miała okazję widzieć (nim zmieni się w mgłę), to Mumia Arktyczna - niebezpieczny nieumarły o rozwiniętych zdolnościach magicznych. Jest odporny na ogień i lód i zwykle spotkać go można w pobliżu pradawnych grobowców, których skarbów strzeże.
Spoiler!
Test Bestiariologii: Stwór, którego przez chwilę będziesz miała okazję widzieć (nim zmieni się w mgłę), to Alp. Zwany też Górskim Wąpierzem. Niebezpieczna istota, która wysysa krew żywych.
Spoiler!
Test Bestiariologii: Stwór, którego przez chwilę będziesz miał okazję widzieć (nim zmieni się w mgłę), to Alp. Zwany też Górskim Wąpierzem. Niebezpieczna istota, która potrafi usypiać za pomocą zaklęć i żywi się krwią. Powstaje z dusz dzieci, które zginęły w górach. Wiesz, że Alp atakuje zawsze samotnie i ucieka, jeśli napotka na silniejszego przeciwnika.
Ostatnio zmieniony 15 stycznia 2016, 14:14 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 17 stycznia 2016, 13:21

Olaf starał się gorączkowo wyciszyć umysł i spowolnić pracę serca. Domyślił się, że jest w krytycznej sytuacji i jedyne, co najlepszego może zrobić, to tamować ranę na szyi i czekać na pomoc towarzyszy. Dołączając do walki prędzej sam zginie, niż chociażby dotknie przeciwnika... Nadzieję pokładał w Tańczącym po Czarnej Spirali. Przez tsunami bólu przetaczającego się przez umysł Olafa, coraz częściej dochodziły wizję o czarnej postaci zbliżającej się ku niemu...

...i Białym Wilku, który już ostrzył zęby na przybysza. Walka nie była jeszcze przesądzona, ale opadanie w nieświadomość Olafa już tak...

...skupił się teraz na ucisku rany...

- Jeszcze chwila, jeszcze chwila... nie mogę tak umrzeć... - myślał, gdy przed oczyma świat zatapiał się w krwawej mgle i zdawał rozpływać, jak odbicie w zmąconej wodzie.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 18 stycznia 2016, 23:23

Wiedźma pożegnała towarzyszy i udała się na spoczynek. Jeszcze jednak przez jedną chwilę zawahała się... spojrzała przez ramię na pogrążone w mroku ruiny. Nieme kamienie wyglądały w pewien sposób upiornie. Czym one właściwie były? Teoretycznie żadne z nich nie dostrzegło śladu zagrożenia, ale pozostało pewne niepokojące wrażenie... zupełnie jakby pokruszone bryły pradawnych budowli skrywały coś więcej niźli swoją tylko tajemnicę...

Czuła się w pewien sposób bezradna, gdy głęboko osadzony gdzieś na skraju świadomości instynkt podpowiadał, że miejsce nie jest całkowicie bezpieczne, a badanie terenu wszelkimi znanymi sposobami nie wskazywało na nic szczególnego...

No nic trzeba się w końcu udać na spoczynek, a dalszą dywagacją nic się nie wskóra.

Zmęczone ciało i umysł z radością znalazły ukojenie w zaciszu namiotu oraz cieple puchatych koców rozłożonych na grubych skórach. Z zewnątrz słychać było delikatne trzaski ogniska. Wsłuchała się w ich ciepły szept... po chwili powieki same zamknęły się.
[center]
***[/center]
[center]
Obrazek[/center]

[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=mjsGmMwHwDo[/center]

Powietrze było mroźne i nieruchome. Stała na ścieżce prowadzącej wprost do serca gęstego lasu. Drzewa schylały swe ośnieżone wierzchołki, wyciągały swe olbrzymie konary tworząc nad ścieżynką półkolisty baldachim ciemno zielonych igieł i bieli. Szła dalej, a jej kroki dźwięczały na ściętej lodem ziemi. Ponad połacią srebrnych jodeł księżyc ukazywał swe oblicze. Jego tarcza zakrywała większość nieba, od ukrytego za linią drzew horyzontu aż po wysoko położone na nieboskłonie gwiazdy. Zdawał się szczerzyć w jakimś ironicznym uśmiechu, gdy rytmicznie pulsował przenikliwym, błękitnym blaskiem. Kątem oka wiedźma dostrzegała dziwne kształty poruszające się pośród smukłych pni. Czasem zalśniły jakieś okrągłe oczy, by po chwili zniknąć w gąszczu cieni. Nie zwracała na to jednak większej uwagi. Jej umysł uległ pewnemu przesunięciu. Coś odległego jeszcze, ale tak istotnego przyciągało ją wprawiając mimowolnie w trans.

Księżyc zalśnił znów ukazując przeróżne, pokrętne kształty. Krok po kroku, była co raz bliżej a każdy jej ruch ulegał rytmicznej synchronizacji z pulsującym blaskiem. Ciało, każda jego cząsteczka dążyła do przodu. Nie było ciała, nie było cząsteczki, nie było umysłu... nieustanny ruch był wszystkim. Krok po kroku była co raz bliżej...

Każdy moment był zaledwie poszarpanym obrazem, srebrną otoczką kształtów i cieni rozsnutą na pajęczynie energii.

W oddali widniało przejaśnienie. Drzewa zmieniały swój bieg. Okalały polanę pokrytą grubą warstwą świeżego śniegu. W samym centrum znajdowało się jezioro. Jego gładka, ciemna powierzchnia emanowała przenikliwym zimnem. Wiedźma pochyliła się. Na początkowo całkowicie czarnej tafli zaczęły pojawiać się barwy. Barwy zaczęły nabierać kształtów. Widziała ich ostatnią walkę. Widziała oślizgłą maszkarę łaknącą radości i ciepła ich serc. Widziała Vidgara wymierzającego raz po raz ciosy sinym mackom... Kyariela klęczącego na śniegu. Żałosne wycie istoty próbowało pochłonąć światło, odbierało chęć do walki... lecz Alfr powstał. Pokonał poprzez czysty ogień każde zwątpienie. A wtedy maszkarę objęły płomienie...

Obraz zafalował, zmienił się ukazując podróż do kurhanu. Lecz wiedźma to pamiętała, nie po to tutaj przybyła... skupiła się na swoim wuju oraz jego towarzyszach. To tutaj mogła zobaczyć co się im przydarzyło...
Wizja zaczęła się zmieniać. Kolory powoli stawały się co raz ciemniejsze i gdy już miały ukazać los poszukiwanych, rozległo się wycie. Gwałtownie narastało, rozrywało strzępy obrazów. Tafla jeziora zaczęła pękać. Dźwięk stawał się nie do zniesienia...

[center]***[/center]

Obudziła się raptownie. Wycie jednak trwało nieprzerwanie... Po chwili dotarło do niej, że to głos Tańczącego. Coś się stało! Poderwała się z posłania i pochwyciła leżący tuż obok toporek oraz torbę uzdrowiciela. Pospiesznie wybiegła z namiotu. Szybki ogląd pozwolił zrozumieć co się stało. Nic nie było jednak w stanie przygotować jej na coś takiego... Jak w efemerycznym widzeniu koszmarnego snu ujrzała jak muskularna sylwetka wylkołka rzuca się z donośnym wyciem na niedużą postać ledwie obciągniętą siną skórą... blada twarz, zakrwawiona, tocząca pianę wściekłości z napuchniętych ust trupa. Wyklęte dziecko, makabryczny twór na obliczu ziemi... Alp, wąpierz...

Pochwyciła toporek z najczystszym zamiarem odrąbania głowy temu plugastwu. Nim jednak zdążyła pomóc Tańczącemu, stwór zasyczał przeciągle i rozwiał się w oparze mgły. A wtedy dojrzała Zwiadowcę...

Nie traciła czasu... Olaf był ledwo żyw.

Nic w tym momencie nie było istotne. Z każdą chwilą, z każdym ledwo złapanym oddechem przyjaciel tracił życie...
Szybko podbiegła do towarzysza. Otworzyła torbę. Natychmiast zaczęła go leczyć... przyjaciel na całe szczęście miał na tyle sił, aby ucisnąć rozerwana tętnicę... jego wzrok gasł jednak szybko...

-Olafie, spójrz na mnie! Wyjdziesz z tego, nie poddawaj się!
Używam Medycyny Ezoterycznej aby jak najszybciej pomóc Olafowi (ale jestem przy tym jak najbardziej uważna). I nic innego mnie w tym momencie nie interesuje. Jak już zdołam wyprowadzić go z krytycznego stanu, to będę jeszcze go leczyć poprzez zioła i ewentualnie wykorzystując runiczne pręty ze zdolnością leczenia. W razie czego użyję, lub szybko zawołam Kyariela, aby tego użył (bardziej zna się na takich rzeczach) zwoju z Marzeniem (po prostu wykorzystam wszelkie możliwe środki aby pomóc Zwiadowcy).
OD MG: test Medycyny Ezoterycznej (Zw + Medycyna Ezoteryczna):
36 + 11 = 47; Rzut: 14; Test zdany z trzema przebiciami. Uda ci się zatamować krwawienie natychmiast, chroniąc Olafa przed dalszą utratą punktów życia.
Użycie prętu runicznego przywróci mu: 2 punkty Żywotności, sprawiając, że zwiadowca znajdzie się na obrażeniach średnich.
Poziom Żywotności Olafa po zastosowaniu leczenia i zaklęcia wynosi 3.

W ciągu najbliższej godziny Żywnik przywróci mu 3 kolejne punkty, uzdrawiając zwiadowcę do poziomu obrażeń lekkich.
Ostatnio zmieniony 20 stycznia 2016, 17:46 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 19 stycznia 2016, 18:47

Vidgar cieszył się, że dostał pierwszą wartę. Lubił patrzeć jak inni układają się do snu i czekać aż obóz pogrąży się w ciszy. No prawie w ciszy, wszakże kiedy inne dźwięki znikały słychać było ciągle, spokojne rytmiczne oddechy towarzyszy a czasem upiorne chrapania.... Siedzenie samemu w pogrążonym we śnie obozie było w pewien sposób magiczną chwilą. Mimo bliskości towarzyszy Vidgar czuł wtedy samotność i często rozmyślał o życiu. Ejnherier, dziwny typ, który rozmawia ze zmarłymi i czasem ceni ich towarzystwo nad towarzystwo żywych. Wojownik, który jest bliżej śmierci nawet niż inni wojownicy, rozmawia z tymi, którzy przeszli przez ostatecznie na drugą stronę. Samotność i przy odrobinie szczęścia gwiazdy nad głową.

Tym razem jednak czuł się parszywie. Zmęczony, zmarznięty, czymś nieokreślonym rozdrażniony, niechętny tym starym ruinom. Czuł gdzieś w kościach, jakby gdzieś w nich czaiło się zapomniane zło, które tylko czeka na jakiś ciepłokrwistych podróżnych. Poza tym, nie było gwiazd.

Z radością zamienił się z Olafem. Ułożył się wymamrotawszy coś niewerbalnego do kuzyna, zaplątał w skóry posłania i osunął w sen. Śniło mu się, że szlachetny i niezmordowany Brumfur wreszcie zaczął odpowiadać na jego długie monologi. Ucieszył się wielce i myślał, że wiele od niego usłyszy, lecz ten tylko powiedział

- chodź ze mną, chcę ci coś pokazać.

I to było tyle, potem ruszył swoim niepowstrzymanym, stabilnym chodem w górę umiarkowanie stromego zbocza. Z prawej strony pomiędzy białymi choinami kryła się jeszcze ciemność nocy a nad szczytem celu ich wędrówki niebo jaśniało w turkusach i pomarańczach wschodzącego słońca.

- Ale czy zdążymy? Niedługo wszyscy się obudzą i będziemy musieli wyruszać? - zapytał młody wojownik, niepewny czy warto się tak oddalać.

- chodź - odparł zdecydowany Brumfur.

Tak i szli na sam szczyt. Kiedy już mieli być blisko a turkusy i błękity zdawały się otaczać nie tylko szczyt wzniesienia ale i głowę Vidgara, tak że nie wiedział czy nie zaczął się unosić w powietrzu, Brumfur nagle znieruchomiał i zwrócił swój na codzień poczciwy a teraz dziwnie żwawy i bystry łeb w stronę lasu.

- coś jest nie tak, spójrz tam, między drzewami. - powiedział.

Faktycznie, gdzieś w lesie coś się trzęsło i parowało, i mimo tego, że było daleko Vidgar był pewien, że to co paruje to krew.

- Szybko musimy tam dotrzeć, biegnij dzielny Brumfurze, pędź- krzyczał Nardlens, na co wierzchowiec odparł mu:

- nie ma potrzeby, zjedziemy jak na sankach - i wtedy Vidgar zobaczył dwie płozy przyczepione do dzielnych kopyt swojego przyjaciela, wskoczył więc żwawo na jego grzbiet i ruszyli na ratunek, nie wadomo czemu w krzakach.

Pędząc w dół zbocza z zawrotną prędkością Vidgar spostrzegł, na swej drodze Tańczącego, który wylegiwał się w śniegu jakby nigdy nic. Trudno go było dostrzec, bo śnieg przykrył go tak, że tylko czubek nosa i niecałe pół ogona wystawało spod zaspy. Chciał ostrzec wierzchowca, bo ten jechał właśnie prosto na ten czarny ogon, który leżał sobie spokojnie, nie przeczuwając ciężaru, który zaraz miał się po nim przetoczyć. Prędkość zjazdu była jednak tak wielka, że zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ogon został przejechany a Tańczący zawył tak głośno, że Vidgar podskoczył i wylądował w pozycji siedzącej pośrodku zbudzonego gwałtownie obozowiska.

- Przepraszam Tańczący! - krzyknął i sam się dziwnie spojrzał na Vilberga, który zaskoczony tym okrzykiem zlustrował go nie kryjąc grymasu zdziwienia.

Po chwili jednak zrozumiał, że wycie Tańczącego nie było wyciem bólu. To była walka. Poderwał się, chwycił miecz i tarczę, nie myśląc nawet o tym, lecz zanim zrobił dwa kroki było już po wszystkim. Zobaczył tylko mgłę, Olafa, krew i skąd ta krew się brała - czyli znowu Olafa. Chciał krzyczeć, wołać Norlaug, lecz ta już biegła do poszkodowanego. Alp, cholerny umarlak, parszywy krwopijec. To miało być to pradawne zło? Śmiechu warte. Taka łachudra przecież nie zmogła by Olafa. Dzielnego Olafa z plemienia Wilka, którego mimo ordynarnej powierzchowności Vidgar kochał jak brata. Olafa, który tak świetnie strzelał z łuku i który znajdywał drogę od tak wielu dni w tych niebezpiecznych terenach. Olafa, wulgarnego i prostackiego pijaczyny. Takie coś to za mało na Olafa. Prawda?
Ostatnio zmieniony 20 stycznia 2016, 18:12 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 20 stycznia 2016, 15:28

Moszcząc się w posłaniu, w ich prowizorycznym schronieniu próbował zasnąć. Nie czuł się tu dobrze, miał wrażenie, że nie powinni się tu zatrzymywac i że panujący tu spokój jest złudny. Ruiny, mimo braku jakiejkolwiek wiedzy na ich temat, nie przestały go nurtować. Nie miał pojęcia dlaczego. Czy to atmosfera tego miejsca tak na niego działała, a może był już przewrażliwiony i za kazdym kamieniem, czy drzewem spodziewał się ujrzeć co najmniej jakieś pradawne zło. Nie, za każdym kamieniem, to może nie, ale za co drugim Przeklinając w myślach swoje tendencje do negatywizmu i panikowania przewrócił sie na drugi bok. Po chwili ciepło bijące od skór i cisza panująca dookoła uśpiły go.

Był w lesie, a własciwie być może była to puszcza. Znajdował się głęboko w nim stojąc na rozstaju dróg. Napawał się widokiem jego potęgi i ferią barw. Las wyglądał jakby płonął. dookoła rosły głównie brzozy, wszystkie o tej porze o rdzawych liściach. Był sam, lecz po pewnym czasie zaczął odczuwać czyjś wzrok na sobie. Uczucie niepewności i pewnego niepokoju wkradło się naraz w jego serce. Wiedział, że ktoś go obserwuje, jednocześnie sam pozostając niewidocznym. Wtem zobaczył na ściezce naprzeciwko niego wilka mierzacego go spojrzeniem. W jego oczach widział wyzwanie i chęć do walki. Z gardła dobiegało warczenie, a z pyska kapała ślina. Cóż, skoro trzeba walczyć, to trzeba. I rzucili się na siebie. Jednocześnie, gdy mieli się juz zewrzeć w walce zorientował się, ze sam równiez jest wilkiem. Starli się gwałtowanie, każdy z nich próbując przede wszystkim dostać się do gardła przeciwnika. W żyłach buzowała pierwotna wściekłość, a napędzała ich chęć przetrwania i samcza rywalizacja. Nagle posłyszał wycie i nie było to wycie żadnego z nich, ale rozlegało się dookoła z różnych stron. Czyżby krewniacy? Ale czyi? I czemu wtrącają się do walki?

Resztki snu ustepowały, lecz wycie nie ustawało. Zdezorientowany przeterł oczy, zastanawiając się o co chodzi i zorientował się, ze to może być jedynie Tańczący. A to raczej nie zwiastujacy nic dobrego dźwięk. Zerwał się na równe nogi wybiegając z namiotu i zamarł. Rozgrywająca się akcja potwierdziła naraz jego wcześniejszy, niewytłumaczalny niepokój. Znów istota ciemności! Na sczęście widziana jedynie przez mgnienie oka, zanim się rozwiała. Kojarzył jednak czym jest i nie był to zwykły umarlak. Postanowił później podzielić się swoją wiedzą, teraz najważniejsze było pomóc Olafowi, którego stan wyglądał na bardzo ciężki. Wierzył jednak w skuteczność działań uzdrowicielskich wiedźmy.
Ostatnio zmieniony 20 stycznia 2016, 23:49 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 21 stycznia 2016, 13:57

[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vilberg zaklął siarczyście widząc dryfujący obłok mgły. Wzrok jego padł też zaraz na Olafa i stary korsarz pospieszył ku niemu z szybkością, która zdawała się zadziwiająca biorąc pod uwagę jego wiek i chromą nogę. Padł na kolana obok syna i z niepokojem spojrzał na działania Norlaug.

- Wyjdzie z tego? - zapytał krótko, nie chcąc najwyraźniej rozpraszać skupienia czarownicy.

Młoda wiedźma skinęła tylko głową, nie przerywając cichego śpiewu. Jej dłonie delikatnie uciskały ranę kawałkiem hematytu i po chwili krwawienie ustało.

- Dorzućcie do ognia! - zawołał Brnjar, rozglądając się wkoło ze zjeżonym groźnie wąsem. Red i Vani pospiesznie wypełnili jego polecenie i okolicę zalało złote, migotliwe światło płomieni.

Vilberg obserwował jak wiedźma łamie pręt runiczny i rana na szyi Olafa zaczęła się powoli zasklepiać. Korsarz dobył skądś niewielki flakon i przytknął go do ust syna.

- Pij, chłopcze! - polecił krótko.

Olaf spełnił polecenie ojca i już po chwili poczuł, jak ból odchodzi. Eliksir miał dziwny, gorzkawo - cierpki smak, lecz każdy łyk wydawał się przywracać zwiadowcy siły. Usiadł po chwili sam i rozejrzał się wkoło, wracając do rzeczywistości. Wizje koszmarnego snu i jawy - znacznie od snu gorszej - opuszczały go powoli, niczym śnieg topniejący w cieple ogniska. Śnieg wkoło niego był szkarłatny. Tuż obok widział zaniepokojone twarze ojca i Vidgara, oraz Norlaug, która wycierała w śnieg czerwone od krwi ręce.

Hatr i Joos okrążyli polanę wpatrując się czujnie w ciemność. Nie zauważyli jednak niczego. Dopiero po dłuższej chwili, gdy wszyscy już ochłonęli nieco, z oddali dobiegło ich jękliwe zawodzenie - podobne do płaczu dziecka. Dźwięczała w nim jednak nuta tak bezdennej rozpaczy i głodu, iż wszyscy słyszący ją zadrżeli bezwiednie, a wzrok ich powędrował poza krąg światła, tonąc w dyszącej za nim, mroźnej ciemności...

- Nie ma co - szepnął Hatr, prawą dłonią dotykając lewego ramienia, by oddalić zły los. - Trza dziś nam podwoić warty...
Dla Olafa: Uzdrawiający eliksir od Vilberga przywróci ci jeszcze 3 punkty Żywotności. Tak więc po wypiciu jego czujesz się dużo lepiej (jesteś na dolnej granicy ran lekkich), rana prawie się już zagoiła, choć jeszcze trochę ją czujesz. Za godzinę z uwagi na użycie ziół leczących, będziesz całkiem zdrowy.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 21 stycznia 2016, 21:46

Wilk skoczył na czarną postać. Dopadł jej gardła, zaczął rwać i wić się ze wściekłością głodnej watahy. Olaf obserwował, jak jego duch opiekuńczy przegania śmierć, która chciała zebrać swoje żniwo. Zaraz obok ducha wskoczyła Norlaug, świecąc promieniście, niby latarnia w ciemnościach. Przegnała ducha i podała rękę młodemu Vilbergsonowi...

- Nie umrzesz na mej warcie! - jej głos odbijał się echem po okolicy i zanikał. Zaraz koło niej wskoczył ojciec Olafa i dołączył do walki z ciemną postacią - ze śmiercią. Walczyli ramię w ramię wraz z opiekunczym wilkiem, zaś wiedźma z plemienia Kruków pomagała wstać Olafowi i szeptala coś, ale jej zanikający głos uniemożliwiał zrozumienie słów. Wizja znikała niczym pieczone łabędzie w karczmie; szybko i gwałtownie, z odgłosami mlasków i strzelania ognia...

... Olaf skupił wzrok. Płomienie ogniska strzelały wesoły, co rusz podsycane drewnem. Zwiadowca rozejrzał się i dostrzegł zmęczone twarze wybawców.

- Dziękuję. Jestem twym dłużnikiem, Norlaug. - powiedział poważnym tonem, opuszczając na chwile głowę. - I wam wszystkim również dziękuję za ocalenie mojego życia. Dałem się podejść jak dziecko... - Olaf niewierzyl we własną naiwność. Choć stwór podszedł go za pomocą magi, to wciąż... wciąż go podszedł. Obawiał się, że stracił swój wizerunek, więc teraz ciężej będzie go odrobić.

- Muszę się napić. Dajcie wody... - rzekł, oblizując spierzchnięte usta.
Odpoczywam. Chcę, by moje rany zagoiły się jaknajszybciej, bym znów mógłbyć użyteczny dla drużyny. Swoich mikstur nie używam - będą na cięższe czasy.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

ODPOWIEDZ