Sanite, blok centralny III piętro, 30 października, 4 godzin i 20 minut do północy.
Ahmed zaczerpnął powietrza koncentrując przy tym falę swoich myśli na niematerialnej części świata. Powoli jego zmysły poszerzały kąt swojego widzenia, aż dostrzegł żarzący się światłem konstrukt budynku, w którym zdawał się tlić jakiś rodzaj rozumnego bytu.
- Duchu zamknij szczelnie wszystkie drzwi, okna i inne przejścia w piwnicy.
Odpowiedział mu jakby głos, który naraz usłyszał w swej głowie. Był niski i powolny niczym należący do giganta niechętnie przebudzonego z jakiegoś wiekowego snu.
- Zamknę wszystkie, które będę mógł. Śpiesz się Przebudzony, On zbiera je wszystkie... we mnie.
W ostatnich słowach pobrzmiewał strach.
Tymczasem...
Pozwól mi Panie raz jeszcze odkryć przyszłość... - bezgłośny dalszy ciąg ciepłej modlitwy wypełnił umysł syna pastora, przynosząc chwilę wyciszenia. Przez chwilę poczuł jakby za nim stał ktoś jeszcze, ktoś potężny, czuł wyraźnie jego obecność jednak był pewien, że gdyby się teraz obrócił nikogo by nie spostrzegł. Było to dziwne uczucie, dostrzeżenia czegoś gdzieś na granicy swojej własnej percepcji. Wizja przyszła gwałtownie ale była bardzo krótka.
DeJong zoabczył jak Ahmed z poszukującym czegoś Erwinem wchodzą do pomieszczenia, wizja była nieco porwana. Chwilę później nieśli już związanego ochroniarza w idealnie równoległej do posadzki pozycji w kierunku szafki. Szarpał się i próbował nawet jednego ugryźć, czy skutecznie nie wiadomo, wizja się zacierała, koniec końców w zanikającej wizji wyglądało jakby Ahmed opanował sytuację przytrzymując go za czoło, jakby znacząc go symbolem...
Wizja się urwała tak gwałtownie jak się zaczęła, Baart się otrząsnął zdając sobie sprawę że nić życia i cała scena wyglądała by znacznie gorzej gdyby nie weszli tam co najmniej we dwóch i gdyby... gdyby go skrzywdzili.
Uspokojony nieco zabrał się do przeglądania dokumentów jakie wypadły z teczki. Znajdowały się tam ręczne rysunki torquesa z dopiskami, które na sto procent zostały skreślone ręką deJonga. Jakaś faktura za paliwo opisana przez księgowego i zaaprobowana "do wypłaty". Na dole faktury stał podpis, który z trudem można było rozczytać jako A. Assad. Wśród dokumentów było kilka kserówek ze starych annałów zapisanych dziwnym celtycki pismem. Nic jednak nie mówiły one Baartowi poza tym, że wyglądały przeraźliwie znajomo. Była tam też jedna kartka z krótkim tekstem, która również był zapisana ręką Baarta jednak w jakimś dziwnym języku.
- Nie poznaję tych śmieci, chyba wziąłem nie swoją teczkę. - Rzucił Pascal wzruszając ramionami i ruszył do aparatury kamer.
W tym czasie Pascal majstrował przy odtwarzaczu próbując uruchomić nagrany film, oznaczony datą i napisem Pacjent X. Przez chwilę nic się nie działo ale po kilku minutach od rozpoczętego odtwarzania Pascal wypuścił trzymane w dłoniach pudełko po filmie pod wrażeniem tego co zobaczył…
[center]***[/center]
David starał się oddychać najciszej jak potrafił. Stał za półzamkniętymi drzwiami prowadzącymi do piwnicy. Słyszał kroki zbiegających mężczyzn i szczęk policyjnego ekwipunku, który uderzał o siebie podczas biegu.
Chwilę, wcześniej wybiegł na korytarz z pokoju ochrony. Kiedy zobaczył Ją nic nie mogło go zatrzymać. Kiedy jednak wyskoczył na korytarz huk wystrzelonych kul i świst w powietrzu skutecznie przywróciły jego zmysły na ziemię. Chciał wrócić do pokoju ale kiedy szarpnął okazało się, że były szczelnie zamknięte. Jakaś dziwna siła zatrzasnęła je za nim*.
Wyrwał co sił biegnąc korytarzem, kolejny gwizd kul wbijających się w beton koło niego. Coś zabolało go w okolicach klatki piersiowej jakby użądliła go gigantyczna osa. Nie przerwał jednak biegu po życie. Szybko zbiegał schodami jakimi tu przyszli aż do miejsca gdzie siłowali się z drzwiami. Dalej był blok wschodni Sanite, miejsce gdzie nie miał zamiaru wracać. Rzucił się w drzwi obok prowadzące do piwnicy wstukując na oślep kod.
Teraz stał starając się nie dyszeć. Słyszał ich stukot butów. Drżącą ręką trzymał się za bok, czuł ciepłą wilgoć jak przecieka mu przez palce i cichym kapaniem stuka o podłogę.
Przytłumione rozmowy... "Gdzie obiegł", "Otwieraj!" ....Skrzypnięcie drzwi i odgłos oddalającego się pościgu, który właśnie przekroczył drzwi do bloku wschodniego. Chwila ciszy. Pozwolił sobie na głęboki oddech i oparł się plecami o ścianę. A potem... huki wystrzałów, i ludzkie krzyki przerażenia...
Co ja tu robię, do cholery! - zaczął się zastanawiać. Myśli na powrót przyniosły mu jej obraz. Majaki na powrót ożyły. Ciii..... To chyba głos kobiety, tak to głos który słyszał… wzięli go za sekretarkę tymczasem to był głos jego Merry. Powoli zaczął schodzić w dół chodów jak zahipnotyzowany. Szedł z trudem korytarzami szpitalnej piwnicy. Przyświecała mu tylko komórka, która uszkodzona świeciła słaby niebieskim światłem. Głos był coraz bliższy.
- Merry?! - zapytał strając się oświetlić kobiecą sylwetkę na czworakach na granicy kręgu światła. - Merry... - zapytał jeszcze raz zbliżając się bardziej. Zdał sobie nagle sprawę, że to jednak nie od niej słyszał ten kobiecy zew.
Nagle huk. Nim stracił świadomość od uderzenia wzrok zarejestrował coś jakby na kształt cienia co gwałtownie uderzyło go boku.
CDN...
8art, Pascalowi wypadła teczka a to co się siłowali to był płyta DVD z nagraniem pacjenta. Pisałem o teczce ale z listą pacjentów.
Poczekam na deklara Koszala bo nie wiem czy pomaga A. w pacyfikacji, wizja mówi że tak bo coś założyć musiałem ALE może się okazać, że jednak różni się od rzeczywistości.
* w tym miejscu szczególne podziękowania dla Ahmeda.