-Olafie. Wiem, że to nie jest odpowiednia pora na to i nie oczekuję od Ciebie odpowiedzi. Chcę tylko byś przyjął ode mnie słowa przeprosin za moją niewyparzoną gębę i bezpodstawne zarzuty kłamstwa wobec Ciebie. Nie było moją intencją urazić ni Ciebie, ni Twojego rodu, ani wszczynać waśni. I...cieszę się, że nic Ci nie jest, a przynajmniej, że zaraz wyjdziesz z tego.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
Alfr wydobył manierkę, którą miał przy pasie i podał Olafowi. Nie był pewien czy jest to odpowiedni moment by poruszać tamten temat i w ogóle na rozmowy z współtowarzyszem, który niemal otarł się o śmierć, lecz musiał z siebie coś wyrzucić. Wcześniej cały czas nie było ku temu okazji, lub raczej brakowało mu śmiałości i nie wiedział jak zacząć. Korzystając teraz z okazji zwrócił się do zwiadowcy, mówiąc ledwie nabierając oddechu:
-Olafie. Wiem, że to nie jest odpowiednia pora na to i nie oczekuję od Ciebie odpowiedzi. Chcę tylko byś przyjął ode mnie słowa przeprosin za moją niewyparzoną gębę i bezpodstawne zarzuty kłamstwa wobec Ciebie. Nie było moją intencją urazić ni Ciebie, ni Twojego rodu, ani wszczynać waśni. I...cieszę się, że nic Ci nie jest, a przynajmniej, że zaraz wyjdziesz z tego.
-Olafie. Wiem, że to nie jest odpowiednia pora na to i nie oczekuję od Ciebie odpowiedzi. Chcę tylko byś przyjął ode mnie słowa przeprosin za moją niewyparzoną gębę i bezpodstawne zarzuty kłamstwa wobec Ciebie. Nie było moją intencją urazić ni Ciebie, ni Twojego rodu, ani wszczynać waśni. I...cieszę się, że nic Ci nie jest, a przynajmniej, że zaraz wyjdziesz z tego.
Kyariel poczuł lekki niepokój, widząc towarzysza w tak poważnym stanie, dodatkowo całkowicie się tego nie spodziewając. Powodowany emocjami chciał oczyścić relacje między nimi. Nie chcę opóźniać fabuły, więc tylko upewniam się, że Olaf to słyszał.
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Vidgar nagle obudził się z odrętwienia. I zaczął gnać w kierunku oddalającej się mgły.
- To Alp, gdzie jest Alfr!? Podpal go! Podpal ścierwo! - Krzyczał biegnąc i próbując się rozglądać, za magiem. W efekcie prawie potknął się o czyjeś posłanie. Krzyków zaś jego najwyraźniej nikt nie usłyszał. Tak naprawdę nie krzyczał nawet zbyt głośno, bo uświadomił sobie, że minęło zbyt wiele czasu i że Alp zwyczajnie odleciał.
- A bodajbyś skonał w rozpaczy - wrzasnął jeszcze Vidgar za pierzchnącym Alpem, stojąc na skraju obozowiska. Potem dopiero uświadomił sobie, że w istocie on już skonał w rozpaczy i dlatego był tym czym był. Nie wiedział czemu ale ta myśl sprawiła, że poczuł się trochę głupio.
Do Olafa nie mógł podejść bo i tak kłębiło się już tam dość osób. Do ogniska już ktoś dorzucił. Wodę też ktoś przyniósł. Vidgar czuł się chwilowo niepotrzebny więc usiadł przygnębiony.
- To Alp, gdzie jest Alfr!? Podpal go! Podpal ścierwo! - Krzyczał biegnąc i próbując się rozglądać, za magiem. W efekcie prawie potknął się o czyjeś posłanie. Krzyków zaś jego najwyraźniej nikt nie usłyszał. Tak naprawdę nie krzyczał nawet zbyt głośno, bo uświadomił sobie, że minęło zbyt wiele czasu i że Alp zwyczajnie odleciał.
- A bodajbyś skonał w rozpaczy - wrzasnął jeszcze Vidgar za pierzchnącym Alpem, stojąc na skraju obozowiska. Potem dopiero uświadomił sobie, że w istocie on już skonał w rozpaczy i dlatego był tym czym był. Nie wiedział czemu ale ta myśl sprawiła, że poczuł się trochę głupio.
Do Olafa nie mógł podejść bo i tak kłębiło się już tam dość osób. Do ogniska już ktoś dorzucił. Wodę też ktoś przyniósł. Vidgar czuł się chwilowo niepotrzebny więc usiadł przygnębiony.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Tańczący po Czarnej Spirali zawarczał przeciągle, starając się uchwycić w kłapiące szczęki mglistą formę potwora, jednak nie napotkał na żaden opór. Powarczał więc jeszcze chwilę, po czym wrócił w krąg światła. Jeszcze tylko Vidgar przebiegł obok niego, krzycząc by ogniem potraktować to paskudztwo, jednak zbyt pilnym było opatrywanie jego kuzyna i nazbyt wiele czasu minęło na odpowiednią reakcję. Wróg uciekł z pola walki, pozostawiając niezadowolenie Wylkołka i dziwny posmak w jego pysku.
Olaf był już opatrywany, nie podchodził więc doń na razie. Nie umiał mu już bardziej pomóc, przysiadł więc z boku i obserwował bez słowa krzątaninę wokół rannego, co chwilę jednak bacznie się rozglądając i spoglądając w mrok, by w porę móc wychwycić ewentualne zagrożenie. Nic jednak nie nadchodziło.
Dostrzegł za to posmutniałego Vidgara, siedzącego obok ze spuszczoną głową. Podszedł więc do niego i bez pytania usiadł naprzeciw niego.
Zgłosił się jako pierwszy do podwójnej warty, kiedy tylko padła taka propozycja. Krew wciąż szybko krążyła w jego żyłach, usuwając skutecznie wszelkie objawy senności. I trochę utrudniając spokojne siedzenie, więc po chwili ponownie przeszedł się dookoła obozowiska, węsząc i nasłuchując.
Nie dopuszczał wcześniej do siebie takiej myśli, jednak tym razem niepostrzeżenie zakradła się ona do jego umysłu.
Co jeśli jednak się okaże, że ta wyprawa z góry skazana jest na niepowodzenie? Co, jeśli brnąc dalej w te niegościnne tereny, brat Vilberga stracił swoją drużynę w szeregu tak niefortunnych spotkań, jak to przed chwilą? I co jeśli idziemy na własną zgubę, a to teraz jest zaledwie jej przedsmakiem?
Warknął pod nosem, po trosze na swoje wątpliwości, po trosze na samego siebie. Nie lubił takich myśli i starał nie dopuszczać ich do siebie. Daleko mu było do optymisty, ale pesymizm był mu równie obcy. Nie powinien wcale oceniać słuszności wyprawy, był wszak tylko najemnikiem. Płacono mu, więc powinno to rozwiązać wszelkie jego rozterki moralne. Świat był przecież prostym miejscem.
Czekając aż obóz ponownie ułoży się do snu, kilka razy jeszcze obszedł go wypatrując nadchodzącego z ciemności zagrożenia. Nic jednak się nie pojawiało, spokojnie więc kontynuował swój patrol. A kiedy wokół Olafa zrobiło się mniej tłocznie, podszedł do towarzysza, trącił go lekko nosem, by dodać mu otuchy i nachylił się do jego ucha.
- Zdrowiej. - powiedział z cicha, po czym ruszył na kolejny obchód.
Olaf był już opatrywany, nie podchodził więc doń na razie. Nie umiał mu już bardziej pomóc, przysiadł więc z boku i obserwował bez słowa krzątaninę wokół rannego, co chwilę jednak bacznie się rozglądając i spoglądając w mrok, by w porę móc wychwycić ewentualne zagrożenie. Nic jednak nie nadchodziło.
Dostrzegł za to posmutniałego Vidgara, siedzącego obok ze spuszczoną głową. Podszedł więc do niego i bez pytania usiadł naprzeciw niego.
W tym miejscu zamieścić chcę ewentualny dialog z Vidgarem, więc zostawiam to w formie takiej i uzupełnię kiedy już przeprowadzę odpowiednią wymianę treści z zapałkami_chaosu 
[center]***[/center]Zgłosił się jako pierwszy do podwójnej warty, kiedy tylko padła taka propozycja. Krew wciąż szybko krążyła w jego żyłach, usuwając skutecznie wszelkie objawy senności. I trochę utrudniając spokojne siedzenie, więc po chwili ponownie przeszedł się dookoła obozowiska, węsząc i nasłuchując.
Nie dopuszczał wcześniej do siebie takiej myśli, jednak tym razem niepostrzeżenie zakradła się ona do jego umysłu.
Co jeśli jednak się okaże, że ta wyprawa z góry skazana jest na niepowodzenie? Co, jeśli brnąc dalej w te niegościnne tereny, brat Vilberga stracił swoją drużynę w szeregu tak niefortunnych spotkań, jak to przed chwilą? I co jeśli idziemy na własną zgubę, a to teraz jest zaledwie jej przedsmakiem?
Warknął pod nosem, po trosze na swoje wątpliwości, po trosze na samego siebie. Nie lubił takich myśli i starał nie dopuszczać ich do siebie. Daleko mu było do optymisty, ale pesymizm był mu równie obcy. Nie powinien wcale oceniać słuszności wyprawy, był wszak tylko najemnikiem. Płacono mu, więc powinno to rozwiązać wszelkie jego rozterki moralne. Świat był przecież prostym miejscem.
Czekając aż obóz ponownie ułoży się do snu, kilka razy jeszcze obszedł go wypatrując nadchodzącego z ciemności zagrożenia. Nic jednak się nie pojawiało, spokojnie więc kontynuował swój patrol. A kiedy wokół Olafa zrobiło się mniej tłocznie, podszedł do towarzysza, trącił go lekko nosem, by dodać mu otuchy i nachylił się do jego ucha.
- Zdrowiej. - powiedział z cicha, po czym ruszył na kolejny obchód.
Ostatnio zmieniony 25 stycznia 2016, 13:13 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Szare Grzbiety, 30 mroliść (derrag), 360 rok Ery Silniri[/center]
Pomimo ataku wąpierza, reszta nocy upłynęła spokojnie. Choć ruda plama na śniegu, koło ogniska przypominała o niedawnym ataku. zawodzący wśród ruin wiatr zbyt często brzmiał niczym płacz dziecka, toteż gdy tylko niebo na wschodzie rozjaśniło się, wszyscy zebrali się bez ociągania i ruszyli w dalszą drogę. Olaf czuł się już dobrze i żywo ruszył naprzód, starając się zostawić to ponure miejsce, jak najdalej za sobą. Poranne słońce rozproszyło co prawda wspomnienia koszmarnego snu, mimo wszystko jednak młody zwiadowca wiedział, że omal nie przypłacił życiem spotkania z Alpem.
Teraz, gdy wiedzieli już, że znajdują się w ruinach miasta, mogli lepiej pojąć znaczenie otaczającego ich skalnego rumowiska. Z chaotycznego labiryntu kamieni istotnie wyłaniał się pewien układ, zarysowujący główne aleje i ulice. Niektóre z nich co prawda przegrodzone były skalnymi rumowiskami - będącymi najprawdopodobniej pozostałościami budynków, które musiały się zawalić. Jednak samo rozpoznanie planu miasta pozwoliło wędrowcom poruszać się w upragnionym kierunku bez dalszego kluczenia. Zanim słońce stanęło w zenicie opuścili więc tą tajemniczą dolinę. Odjeżdżali z uczuciem ulgi, pozostawiając za sobą zagadkowe kamienie i ukryte gdzieś wśród nich, przeklęte kości Alpa...
[center]Droga poprzez Szare Grzbiety i Wilcze Pustkowia, 31 mroliść (aloqa) - 5 zmroczec (derrag), 360 rok Ery Silniri
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=FjmOOMZaXy8[/center]
[center]
[/center]
Dalsza droga minęła spokojnie, nie licząc momentu, gdy musieli ominąć zdradliwy wąwóz. Oczy zwiadowców wypatrzyły bowiem wiszące na skałach zwały śniegu, które groziły runięciem w dół i pogrzebaniem całej wyprawy w zimnych odmętach lawiny. W ten sposób droga wydłużyła się nieco, tak, iż dopiero 2 zmroczca, niemal sześć dni po przewidzianym przez Brnjara terminie, przedarli się przez Szare Grzbiety i ujrzeli ponurą równinę Wilczych Pustkowi. Wiał mroźny wiatr z zachodu, zamarzający za rzęsach kłującymi odłamkami lodu i kąsający spękane usta. Po tej stronie wzgórz nie rosły już drzewa, żaden gatunek nie byłby w stanie bowiem oprzeć się zimnemu, arktycznemu tchnieniu z głębi kontynentu. Szeroki wąwóz wyprowadził wędrowców na otwartą przestrzeń, ciągnącą się jak okiem sięgnąć, na zachód, północ i południe. Siwe, ośnieżonej równiny nie przecinał żaden używany trakt, nie ocieniała jej góra ni ciemne kształty skał. Gdziekolwiek nie spojrzeli, widzieli tylko biel: dziewiczą połać śniegu, wrogą i obcą.
[center]
[/center]
Wkrótce ta wszechogarniająca biel zaczęła robić na nich przygnębiające wrażenie. Gdy tylko wzgórza zniknęły na horyzoncie, za ich plecami, otoczył ich jednostajny świat bieli i szarości. Pomimo tego, iż pustkowia rozciągały się daleko, we wszystkich kierunkach, ogarnęło ich poczucie pewnej klaustrofobii - jak gdyby zachmurzone niebo, wiszące ciężko nad ich głowami przygniatało ich z jakąś dziwną fatalnością. Wicher niósł tumany lodowych odłamków, które wbijały się w skórę, zdzierając ją do krwi. Wiał niemal ustawicznie, chwilami wyjąc niczym wygłodniałe zwierzę. W takich momentach Hatr wykonywał znaki odganiające zły los, a Norlaug i Vidgar szeptali ciche modlitwy - zdawało im się bowiem, że w tym narastającym skowycie słyszą głosy demonów Ciemności, które ongiś ścigały Ridvinę.
Przetrwanie w tych warunkach okazało się nie lada próbą. Spali w wygrzebanych w ziemi jamach, tuż przy koniach, aby zachować nieco ciepła. Brak opału sprawiał, iż mogli ogrzać się jedynie przy Runie Ognia, nakreślonej przez Vidgara na płaskim kamieniu. To nieco pomagało, pozwalało także podgrzać strawę. Nieobecność ognia jednak działała na wszystkich nieco przygnębiająco - zwłaszcza na Kyariela, któremu nie raz brakowało kontaktu z żywiołem Patronatu i który łapał się często na marzeniach o porządnym, uczciwym ognisku. Jednakże z nich wszystkich, zahartowanych tchnieniem Aurena, Tańczący znosił wyprawę najgorzej. W ciągu kilku dni Wylkołek schudł znacznie i często drżał w porywach zimnego wiatru. Od jakiegoś czasu zaczął także paskudnie kaszleć. Na postojach wpełzał w swój magiczny kocyk i często pozostawał w nim przez cały czas, nie wystawiając nawet nosa. Stan Wilczarza martwił Norlaug. Wiedźma wiedziała jednak, że nie zdoła mu na razie pomóc - dopóki nie dostaną się do jakiegoś miejsca, gdzie Tańczący będzie mógł porządnie ogrzać się i odpocząć.
Mimo to, parli jednak naprzód, z każdym dniem zmniejszając odległość do celu. Trzeciego wieczora Olaf odnalazł na śniegu potężne ślady Wilczośpiewca. Trop był już nieco przysypany przez wicher, a jednak wciąż wydawał się niepokojąco świeży. W efekcie wszyscy spędzili niespokojną noc, wpatrując się w wirujące w ciemności płatki śniegu i czekając na atak. Tuż po północy wicher przyniósł odległe zawodzenie - podobne nieco do wilczego, lecz dużo wyższe, modulowane i pełne dziwnej tęsknoty, która przeszywała serce nieznaną nutą bólu. Bestie jednak nie zjawiły się. Widać, musiały polować daleko, na równinach. Wszyscy wszakże powitali świt z uczuciem najwyższej ulgi.
[center]***
ROZDZIAŁ II
- Tajemnica Doliny Mgieł -
Wilcze Pustkowia, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Śnieg płynął przez równinę, niesiony porywami mroźnego wichru. Dosiadający niewielkich, kosmatych kuców, podróżni kulili się w siodłach, starając się osłonić twarze przed mroźnym tchnieniem Aurena. Jadący z przodu młody zwiadowca zatrzymał nagle konia i stanął w strzemionach, spoglądając badawczo naprzód - tak, jakby starał się przebić wzrokiem kurtynę wirujących płatków. Po chwili zamachał do pozostałych gorączkowo, dając im znak, by się zbliżyli. Usłuchali wezwania i wkrótce zatrzymali wierzchowce obok podekscytowanego Olafa. Spojrzeli na to, co im wskazywał. Wiar zelżał nagle, sprawiając iż mroźna zawieja rozproszyła się. Spoza białej, migotliwej zasłony wyjrzały budynki - proste, pozbawione zdobień, lecz z pewnością zbudowane ludzką ręką. Wyglądały na jakieś tymczasowe schronienie, wzniesione - rzecz dziwna - z drewnianych bali. Mimo, iż wytężali wzrok, nie zdołali wszakże dostrzec nic więcej i wkrótce kolejna zasłona śniegu skryła zabudowania przed ich oczyma...
[center]
[/center]
Pomimo ataku wąpierza, reszta nocy upłynęła spokojnie. Choć ruda plama na śniegu, koło ogniska przypominała o niedawnym ataku. zawodzący wśród ruin wiatr zbyt często brzmiał niczym płacz dziecka, toteż gdy tylko niebo na wschodzie rozjaśniło się, wszyscy zebrali się bez ociągania i ruszyli w dalszą drogę. Olaf czuł się już dobrze i żywo ruszył naprzód, starając się zostawić to ponure miejsce, jak najdalej za sobą. Poranne słońce rozproszyło co prawda wspomnienia koszmarnego snu, mimo wszystko jednak młody zwiadowca wiedział, że omal nie przypłacił życiem spotkania z Alpem.
Teraz, gdy wiedzieli już, że znajdują się w ruinach miasta, mogli lepiej pojąć znaczenie otaczającego ich skalnego rumowiska. Z chaotycznego labiryntu kamieni istotnie wyłaniał się pewien układ, zarysowujący główne aleje i ulice. Niektóre z nich co prawda przegrodzone były skalnymi rumowiskami - będącymi najprawdopodobniej pozostałościami budynków, które musiały się zawalić. Jednak samo rozpoznanie planu miasta pozwoliło wędrowcom poruszać się w upragnionym kierunku bez dalszego kluczenia. Zanim słońce stanęło w zenicie opuścili więc tą tajemniczą dolinę. Odjeżdżali z uczuciem ulgi, pozostawiając za sobą zagadkowe kamienie i ukryte gdzieś wśród nich, przeklęte kości Alpa...
[center]Droga poprzez Szare Grzbiety i Wilcze Pustkowia, 31 mroliść (aloqa) - 5 zmroczec (derrag), 360 rok Ery Silniri
Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=FjmOOMZaXy8[/center]
[center]
[/center]Dalsza droga minęła spokojnie, nie licząc momentu, gdy musieli ominąć zdradliwy wąwóz. Oczy zwiadowców wypatrzyły bowiem wiszące na skałach zwały śniegu, które groziły runięciem w dół i pogrzebaniem całej wyprawy w zimnych odmętach lawiny. W ten sposób droga wydłużyła się nieco, tak, iż dopiero 2 zmroczca, niemal sześć dni po przewidzianym przez Brnjara terminie, przedarli się przez Szare Grzbiety i ujrzeli ponurą równinę Wilczych Pustkowi. Wiał mroźny wiatr z zachodu, zamarzający za rzęsach kłującymi odłamkami lodu i kąsający spękane usta. Po tej stronie wzgórz nie rosły już drzewa, żaden gatunek nie byłby w stanie bowiem oprzeć się zimnemu, arktycznemu tchnieniu z głębi kontynentu. Szeroki wąwóz wyprowadził wędrowców na otwartą przestrzeń, ciągnącą się jak okiem sięgnąć, na zachód, północ i południe. Siwe, ośnieżonej równiny nie przecinał żaden używany trakt, nie ocieniała jej góra ni ciemne kształty skał. Gdziekolwiek nie spojrzeli, widzieli tylko biel: dziewiczą połać śniegu, wrogą i obcą.
[center]
[/center]Wkrótce ta wszechogarniająca biel zaczęła robić na nich przygnębiające wrażenie. Gdy tylko wzgórza zniknęły na horyzoncie, za ich plecami, otoczył ich jednostajny świat bieli i szarości. Pomimo tego, iż pustkowia rozciągały się daleko, we wszystkich kierunkach, ogarnęło ich poczucie pewnej klaustrofobii - jak gdyby zachmurzone niebo, wiszące ciężko nad ich głowami przygniatało ich z jakąś dziwną fatalnością. Wicher niósł tumany lodowych odłamków, które wbijały się w skórę, zdzierając ją do krwi. Wiał niemal ustawicznie, chwilami wyjąc niczym wygłodniałe zwierzę. W takich momentach Hatr wykonywał znaki odganiające zły los, a Norlaug i Vidgar szeptali ciche modlitwy - zdawało im się bowiem, że w tym narastającym skowycie słyszą głosy demonów Ciemności, które ongiś ścigały Ridvinę.
Przetrwanie w tych warunkach okazało się nie lada próbą. Spali w wygrzebanych w ziemi jamach, tuż przy koniach, aby zachować nieco ciepła. Brak opału sprawiał, iż mogli ogrzać się jedynie przy Runie Ognia, nakreślonej przez Vidgara na płaskim kamieniu. To nieco pomagało, pozwalało także podgrzać strawę. Nieobecność ognia jednak działała na wszystkich nieco przygnębiająco - zwłaszcza na Kyariela, któremu nie raz brakowało kontaktu z żywiołem Patronatu i który łapał się często na marzeniach o porządnym, uczciwym ognisku. Jednakże z nich wszystkich, zahartowanych tchnieniem Aurena, Tańczący znosił wyprawę najgorzej. W ciągu kilku dni Wylkołek schudł znacznie i często drżał w porywach zimnego wiatru. Od jakiegoś czasu zaczął także paskudnie kaszleć. Na postojach wpełzał w swój magiczny kocyk i często pozostawał w nim przez cały czas, nie wystawiając nawet nosa. Stan Wilczarza martwił Norlaug. Wiedźma wiedziała jednak, że nie zdoła mu na razie pomóc - dopóki nie dostaną się do jakiegoś miejsca, gdzie Tańczący będzie mógł porządnie ogrzać się i odpocząć.
Mimo to, parli jednak naprzód, z każdym dniem zmniejszając odległość do celu. Trzeciego wieczora Olaf odnalazł na śniegu potężne ślady Wilczośpiewca. Trop był już nieco przysypany przez wicher, a jednak wciąż wydawał się niepokojąco świeży. W efekcie wszyscy spędzili niespokojną noc, wpatrując się w wirujące w ciemności płatki śniegu i czekając na atak. Tuż po północy wicher przyniósł odległe zawodzenie - podobne nieco do wilczego, lecz dużo wyższe, modulowane i pełne dziwnej tęsknoty, która przeszywała serce nieznaną nutą bólu. Bestie jednak nie zjawiły się. Widać, musiały polować daleko, na równinach. Wszyscy wszakże powitali świt z uczuciem najwyższej ulgi.
[center]***
ROZDZIAŁ II
- Tajemnica Doliny Mgieł -
Wilcze Pustkowia, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Śnieg płynął przez równinę, niesiony porywami mroźnego wichru. Dosiadający niewielkich, kosmatych kuców, podróżni kulili się w siodłach, starając się osłonić twarze przed mroźnym tchnieniem Aurena. Jadący z przodu młody zwiadowca zatrzymał nagle konia i stanął w strzemionach, spoglądając badawczo naprzód - tak, jakby starał się przebić wzrokiem kurtynę wirujących płatków. Po chwili zamachał do pozostałych gorączkowo, dając im znak, by się zbliżyli. Usłuchali wezwania i wkrótce zatrzymali wierzchowce obok podekscytowanego Olafa. Spojrzeli na to, co im wskazywał. Wiar zelżał nagle, sprawiając iż mroźna zawieja rozproszyła się. Spoza białej, migotliwej zasłony wyjrzały budynki - proste, pozbawione zdobień, lecz z pewnością zbudowane ludzką ręką. Wyglądały na jakieś tymczasowe schronienie, wzniesione - rzecz dziwna - z drewnianych bali. Mimo, iż wytężali wzrok, nie zdołali wszakże dostrzec nic więcej i wkrótce kolejna zasłona śniegu skryła zabudowania przed ich oczyma...
[center]
[/center]
Testy dla Zwiadowców:
Zauważenie lawiny (Per + Obserwacja):
Olaf: 31 + 6 = 37 Rzut: 30; Test zdany, bez przebić. Przed wejściem do wąwozu zauważasz spory nawis śniegu wiszący niebezpiecznie na skałach. Nie jesteś pewien, ale podejrzewasz, że może on zejść jako lawina.
Tańczący: 39 + 4 = 43 Rzut: 01. Krytyczny sukces! Wąwóz, przez który mieliście przejechać jest bardzo niebezpiecznym miejscem i w każdej chwili może zostać zawalony przez lawinę. Groźne nawisy śniegu ciągną się po jego obu stronach i jesteś pewien, że nie przejechalibyście tędy żywi.
Ponieważ zdaliście ten test, uznaję, że ostrzeżecie drużynę i wybierzecie inną drogę, okrążającą niebezpieczne miejsce (co jednak wydłuży wyprawę o dodatkowy dzień).
Określenie właściwego kierunku na Wilczych Pustkowiach (Per + Przetrwanie):
Olaf: 31 + 11 -10 (za warunki) = 32; Rzut: 08. Zdane z dwoma przebiciami. Mimo braku charakterystycznych elementów otoczenia, jesteś w stanie określić właściwy kierunek (głownie po gwiazdach i pozycji słońca). Sprawia to, że nie kręcicie się w kółko, lecz dążycie prosto do celu, przebywając wymaganą odległość w zaledwie 3 dni.
Tańczący: 39 + 14 - 10 (za warunki) = 43; Rzut: 40. Zdane, bez przebić. Jesteś w stanie mniej więcej określić, gdzie jest północ, co pozwala ci z grubsza ustalić właściwy kierunek. Jednakże choroba i osłabienie utrudniają Ci poważnie orientację w terenie i nie czujesz się w nim do końca pewnie.
Testy dla wszystkich:
Przetrwanie na Wilczych Pustkowiach (Odp. + Przetrwanie):
Kyariel: 40 + 6+ 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 66; Rzut: 26
Norlaug: 33 + 4+ 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 57; Rzut: 28
Olaf: 36 + 11 + 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 67; Rzut: 50
Tańczący: 45 + 14 +5 (za magiczny kocyk - 30 (za warunki)) = 34; Rzut: 92; Test nie zdany: cierpisz na efekty wychłodzenia organizmu: otrzymujesz -10 do Odporności, dodatkowo zaczyna cię łapać jakieś choróbsko, na razie męczy cię kaszel (-30 do testów Krycia się) i masz lekką gorączkę (-5 do cech S.F, Zw. Odp i S.W.). Otrzymujesz także 1 obrażenie od odmrożenia. Wiesz, że gdybyś nie posiadał kocyka, który pozwala ci się rozgrzać chociaż raz na dzień, mógłbyś nie przetrwać tej próby.
Vidgar: 39 + 4+ 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 63; Rzut: 39
Jesteście jakiś kilometr od zabudowań. Co robicie?
Zauważenie lawiny (Per + Obserwacja):
Olaf: 31 + 6 = 37 Rzut: 30; Test zdany, bez przebić. Przed wejściem do wąwozu zauważasz spory nawis śniegu wiszący niebezpiecznie na skałach. Nie jesteś pewien, ale podejrzewasz, że może on zejść jako lawina.
Tańczący: 39 + 4 = 43 Rzut: 01. Krytyczny sukces! Wąwóz, przez który mieliście przejechać jest bardzo niebezpiecznym miejscem i w każdej chwili może zostać zawalony przez lawinę. Groźne nawisy śniegu ciągną się po jego obu stronach i jesteś pewien, że nie przejechalibyście tędy żywi.
Ponieważ zdaliście ten test, uznaję, że ostrzeżecie drużynę i wybierzecie inną drogę, okrążającą niebezpieczne miejsce (co jednak wydłuży wyprawę o dodatkowy dzień).
Określenie właściwego kierunku na Wilczych Pustkowiach (Per + Przetrwanie):
Olaf: 31 + 11 -10 (za warunki) = 32; Rzut: 08. Zdane z dwoma przebiciami. Mimo braku charakterystycznych elementów otoczenia, jesteś w stanie określić właściwy kierunek (głownie po gwiazdach i pozycji słońca). Sprawia to, że nie kręcicie się w kółko, lecz dążycie prosto do celu, przebywając wymaganą odległość w zaledwie 3 dni.
Tańczący: 39 + 14 - 10 (za warunki) = 43; Rzut: 40. Zdane, bez przebić. Jesteś w stanie mniej więcej określić, gdzie jest północ, co pozwala ci z grubsza ustalić właściwy kierunek. Jednakże choroba i osłabienie utrudniają Ci poważnie orientację w terenie i nie czujesz się w nim do końca pewnie.
Testy dla wszystkich:
Przetrwanie na Wilczych Pustkowiach (Odp. + Przetrwanie):
Kyariel: 40 + 6+ 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 66; Rzut: 26
Norlaug: 33 + 4+ 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 57; Rzut: 28
Olaf: 36 + 11 + 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 67; Rzut: 50
Tańczący: 45 + 14 +5 (za magiczny kocyk - 30 (za warunki)) = 34; Rzut: 92; Test nie zdany: cierpisz na efekty wychłodzenia organizmu: otrzymujesz -10 do Odporności, dodatkowo zaczyna cię łapać jakieś choróbsko, na razie męczy cię kaszel (-30 do testów Krycia się) i masz lekką gorączkę (-5 do cech S.F, Zw. Odp i S.W.). Otrzymujesz także 1 obrażenie od odmrożenia. Wiesz, że gdybyś nie posiadał kocyka, który pozwala ci się rozgrzać chociaż raz na dzień, mógłbyś nie przetrwać tej próby.
Vidgar: 39 + 4+ 50 (premia za zaletę: Odporność na mróz) - 30 (za warunki) = 63; Rzut: 39
Jesteście jakiś kilometr od zabudowań. Co robicie?
Wilczośpiewce: potworne bestie w postaci gigantycznych, mierzących 5 m. w kłębie wilków, które przemierzają Wilcze Pustkowia. Potrafią położyć nosorożca włochatego i mamuta. Mają potężne szczęki i wydają z siebie dziwny, zawodzący odgłos, podobny nieco do wilczego wycia.Choć z wyglądu przypominają wilki, nie są nimi i Duch Totem przy spotkaniu z tego rodzaju potworem nic nikomu nie pomoże./EVILS/
Koniec rozdziału II. Rozdanie PD i Geasu w wątku technicznym.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Dzień nie wiadomo kiedy zmieniał swoją wartę z nocą. Chwile przerywanego, niespokojnego snu poprzedzające kolejny dzień monotonnej wędrówki wprowadzały zmysły wiedźmy w stan pewnego otępienia. Ciało miała jednak dość wytrzymałe i pewnie mogłaby spokojnie znieść trudy tułaczki dalej, gdyby nie stan Tańczącego...
Widziała jak wpełzał pod swój cieplutki kocyk i z wielkim wysiłkiem podnosił się ze swojego magicznego posłania, aby wytrwale kontynuować wędrówkę. Skromne doświadczenie uzdrowicielki z Kruczego Lasu kazało jak najszybciej działać, gdy co raz chudsza, a ongiś muskularna, sylwetka wylkołka zaczynała przypominać ledwie cień odcinający się na tle ustawicznej bieli. Oczy Tańczącego lśniły zaś jakimś nietypowym blaskiem, świadczącym wyłącznie o zbliżającej się chorobie.
Nie była w stanie mu pomóc, nie na tym pozbawionym wszelkich osłon pustkowiu. Na nic zdałyby się wszelakie zabiegi gdy otaczany opieką nie może nawet odpocząć w jakimś godnym tego miejscu.
Zimny wiatr owionął jej twarz niosąc ze sobą ostre okruchy lodu. Mięśnie ramion miała całkowicie sztywne. Lód był w powietrzu tnąc niemalże do krwi delikatną skórę ust, lód pokrywał grube futro na szyi kucyka, osadzał się na łęku siodła czyniąc je śliskim i jeszcze bardziej niekomfortowym.
I gdy mroźny powiew wzrósł w siłę, a ona pochyliła się aby szczelniej owinąć się całkiem już wilgotnymi połami płaszcza, mokra bryłka lodu ześlizgnęła się z grubego stroju wprost na z trudem utrzymujące ciepło plecy. Wtedy coś w niej pękło. Zazwyczaj trzymane na wodzy nerwy, spokojne jak cichy strumyk płynący poprzez knieję, zerwały się do galopu:
- Na wszystkie wichry Aurena czemu tu niczego nie ma! Choćby niewielka grota, w której można byłoby się schronić... I pomyśleć, że w takim miejscu znalazło się coś tak niesamowicie cennego, co skłoniło tego całego gnoma... a tak, Harmoniusza do organizowania wyprawy!
Widząc zdziwione miny równie wyczerpanych towarzyszy, w szczególności Vilberga, pomiarkowała się. Jej rumiana z zimna twarz wpadła w jeszcze głębszy odcień różu. Z zawstydzeniem zdołała zaledwie cichutko przeprosić:
- Przepraszam... nie chciałam obrażać przyjaciela twojej rodziny Vilbergu...
Wtedy jednak Zwiadowca zatrzymał się... podjechali bliżej, a ich oczom ukazały się drewniane chaty. Nadzieja zaczęła rozkwitać w drżącym sercu młódki, a uprzednie odczucie rozdrażnienia i wstydu uległo całkowitemu zapomnieniu. Może w końcu będzie można pozwolić ciałom i nerwom na odpoczynek. Może w końcu będzie mogła zaparzyć rozkosznie ciepłej herbatki z owoców czarnego bzu i zaopiekować się jak przystało Tańczącym. A jednak... w jej umyśle zagościły pierwsze nuty zwątpienia...
Drewniane domy na takiej mroźnej pustyni... przecież jedynym co żywe w okolicy są olbrzymie bestie, wilczośpiewce i może jeszcze kilka innych, idealnie przystosowanych do zimna bestii. Czym więc można właściwie się żywić, nie mówiąc już o zamieszkiwaniu tak niegościnnej krainy... Przyjaciel potrzebował jednak natychmiastowego leczenia...
- Nie mam najmniejszego pojęcia o tym, kto mógłby mieszkać w tych stronach, ale sądzę iż nie mamy większego wyboru, niż się o tym przekonać. Tańczący wyraźnie potrzebuje odpoczynku i pewnego czasu na kurację, a i innym przyda się jakiś odpoczynek. Chodźmy więc, a nuż mieszkańcy okażą się całkiem życzliwymi osobami.
Widziała jak wpełzał pod swój cieplutki kocyk i z wielkim wysiłkiem podnosił się ze swojego magicznego posłania, aby wytrwale kontynuować wędrówkę. Skromne doświadczenie uzdrowicielki z Kruczego Lasu kazało jak najszybciej działać, gdy co raz chudsza, a ongiś muskularna, sylwetka wylkołka zaczynała przypominać ledwie cień odcinający się na tle ustawicznej bieli. Oczy Tańczącego lśniły zaś jakimś nietypowym blaskiem, świadczącym wyłącznie o zbliżającej się chorobie.
Nie była w stanie mu pomóc, nie na tym pozbawionym wszelkich osłon pustkowiu. Na nic zdałyby się wszelakie zabiegi gdy otaczany opieką nie może nawet odpocząć w jakimś godnym tego miejscu.
Zimny wiatr owionął jej twarz niosąc ze sobą ostre okruchy lodu. Mięśnie ramion miała całkowicie sztywne. Lód był w powietrzu tnąc niemalże do krwi delikatną skórę ust, lód pokrywał grube futro na szyi kucyka, osadzał się na łęku siodła czyniąc je śliskim i jeszcze bardziej niekomfortowym.
I gdy mroźny powiew wzrósł w siłę, a ona pochyliła się aby szczelniej owinąć się całkiem już wilgotnymi połami płaszcza, mokra bryłka lodu ześlizgnęła się z grubego stroju wprost na z trudem utrzymujące ciepło plecy. Wtedy coś w niej pękło. Zazwyczaj trzymane na wodzy nerwy, spokojne jak cichy strumyk płynący poprzez knieję, zerwały się do galopu:
- Na wszystkie wichry Aurena czemu tu niczego nie ma! Choćby niewielka grota, w której można byłoby się schronić... I pomyśleć, że w takim miejscu znalazło się coś tak niesamowicie cennego, co skłoniło tego całego gnoma... a tak, Harmoniusza do organizowania wyprawy!
Widząc zdziwione miny równie wyczerpanych towarzyszy, w szczególności Vilberga, pomiarkowała się. Jej rumiana z zimna twarz wpadła w jeszcze głębszy odcień różu. Z zawstydzeniem zdołała zaledwie cichutko przeprosić:
- Przepraszam... nie chciałam obrażać przyjaciela twojej rodziny Vilbergu...
Wtedy jednak Zwiadowca zatrzymał się... podjechali bliżej, a ich oczom ukazały się drewniane chaty. Nadzieja zaczęła rozkwitać w drżącym sercu młódki, a uprzednie odczucie rozdrażnienia i wstydu uległo całkowitemu zapomnieniu. Może w końcu będzie można pozwolić ciałom i nerwom na odpoczynek. Może w końcu będzie mogła zaparzyć rozkosznie ciepłej herbatki z owoców czarnego bzu i zaopiekować się jak przystało Tańczącym. A jednak... w jej umyśle zagościły pierwsze nuty zwątpienia...
Drewniane domy na takiej mroźnej pustyni... przecież jedynym co żywe w okolicy są olbrzymie bestie, wilczośpiewce i może jeszcze kilka innych, idealnie przystosowanych do zimna bestii. Czym więc można właściwie się żywić, nie mówiąc już o zamieszkiwaniu tak niegościnnej krainy... Przyjaciel potrzebował jednak natychmiastowego leczenia...
- Nie mam najmniejszego pojęcia o tym, kto mógłby mieszkać w tych stronach, ale sądzę iż nie mamy większego wyboru, niż się o tym przekonać. Tańczący wyraźnie potrzebuje odpoczynku i pewnego czasu na kurację, a i innym przyda się jakiś odpoczynek. Chodźmy więc, a nuż mieszkańcy okażą się całkiem życzliwymi osobami.
Zależy mi na dostaniu się do ciepłego wnętrza i pomocy wylkołkowi. Jestem jednak ostrożna i nie pcham się sama pod drzwi którejś z chałup.
Ostatnio zmieniony 28 stycznia 2016, 14:53 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Nie należał do tych narzekających, płaczących nad swoim losem ofiar życiowych. Po prostu miał serdecznie dosyć przemoczonej sierści, bolącej w oczy bieli i wichru który w jakiś magiczny sposób paraliżował jego ruchy. I był zły. Na siebie, za słabość, której starał się co prawda nie okazywać, ale którą wszyscy i tak pewnie zauważyli.
I nie użalał się nad sobą. Po prostu zamknął się w sobie i nie udzielał się w życiu społecznym grupy. Kiedy tylko ogłaszano kolejny postój, szybko wczołgiwał się pod swój drogocenny kocyk i leżał w ciszy, nie naprzykrzając się nikomu. Przysłuchiwał się rozmowom przy ognisku, ale sam nie brał w nich udziału. Czasem tylko, zaczepiony, odburknął coś od niechcenia.
Był naprawdę wdzięczny Norlaug, za cierpliwość i zawzięcie z jakimi starała się nim opiekować. Niemalże czuł wyrzuty sumienia, kiedy wytykała mu brak apetytu. Z początku był trochę niechętny jej zabiegom, szybko jednak zawarł paszczę i w milczeniu spełniał jej zalecenia.
Ucieszył się więc, kiedy zza śnieżnych wydm wyłoniły się sylwetki budynków. Normalnie wzgardził by wnętrzem chaty, teraz jednak naprawdę marzyła mu się noc w ciepłym i suchym miejscu. Pytanie czarownicy jednak sprowadziło go z powrotem na ziemię. Rzeczywiście, grupa budynków pośrodku niczego rodziła kilka pytań. Niemniej, pozostawał w wierze, że odpowiedzi okażą się dla nich łaskawe.
- Mam nadzieję, że ten widok to coś dobrego. Nie możemy jednak obniżyć czujności - rzekł, uważnym spojrzeniem lustrując okolicę.
I nie użalał się nad sobą. Po prostu zamknął się w sobie i nie udzielał się w życiu społecznym grupy. Kiedy tylko ogłaszano kolejny postój, szybko wczołgiwał się pod swój drogocenny kocyk i leżał w ciszy, nie naprzykrzając się nikomu. Przysłuchiwał się rozmowom przy ognisku, ale sam nie brał w nich udziału. Czasem tylko, zaczepiony, odburknął coś od niechcenia.
Był naprawdę wdzięczny Norlaug, za cierpliwość i zawzięcie z jakimi starała się nim opiekować. Niemalże czuł wyrzuty sumienia, kiedy wytykała mu brak apetytu. Z początku był trochę niechętny jej zabiegom, szybko jednak zawarł paszczę i w milczeniu spełniał jej zalecenia.
Ucieszył się więc, kiedy zza śnieżnych wydm wyłoniły się sylwetki budynków. Normalnie wzgardził by wnętrzem chaty, teraz jednak naprawdę marzyła mu się noc w ciepłym i suchym miejscu. Pytanie czarownicy jednak sprowadziło go z powrotem na ziemię. Rzeczywiście, grupa budynków pośrodku niczego rodziła kilka pytań. Niemniej, pozostawał w wierze, że odpowiedzi okażą się dla nich łaskawe.
- Mam nadzieję, że ten widok to coś dobrego. Nie możemy jednak obniżyć czujności - rzekł, uważnym spojrzeniem lustrując okolicę.
Kiedy oczom naszym ukażą się te zabudowania, po wygłoszeniu swej kwestii rzucam czar daleko-widzenia i obserwuję zabudowania i ich otoczenie, wypatrując oznak życia tudzież zasadzki
Ostatnio zmieniony 28 stycznia 2016, 15:53 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
- No! Nareszcie! - powiedział uradowanym tonem Olaf, wyglądając na przykryte śniegiem obiekty przypominające budowle rozumnej rasy. - W końcu się ogrzejemy, proszę państwa! - dodał już ciszej, nie tracąc jednak werwy w głosie.
Zaraz jednak przez głowę przemknęła mu myśl, że być może nie jest to przyjaźnie lub chociażby neutralnie nastawiona do obcych osada...
- Proponuję mały rekonesans. Podejdę bliżej i się rozejrzę; jeżeli wszystko będzie w porządku, wrócę po was.
Olaf zastanowił się chwilę.
- A jeśli nie będzie w porządku... to też po was wrócę.
Zaraz jednak przez głowę przemknęła mu myśl, że być może nie jest to przyjaźnie lub chociażby neutralnie nastawiona do obcych osada...
- Proponuję mały rekonesans. Podejdę bliżej i się rozejrzę; jeżeli wszystko będzie w porządku, wrócę po was.
Olaf zastanowił się chwilę.
- A jeśli nie będzie w porządku... to też po was wrócę.
Podkradam się do zabudowań, aktywując czar w butach śnieżnych. Chcę wybadać przede wszystkim, czy jest to jakaś osada, czy tylko coś zwodniczo podobnego. No i jeśli to osada - to kto ją zamieszkuje...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
- A jeśli będzie bardzo nie w porządku to my po ciebie pójdziemy się będziemy musieli udać i oczywiście wiesz, że możesz na nas liczyć.
Odpowiedział Vidgar, sprawdzając czy miecz dobrze leży i odpinając tarczę od siodła Brumfura. Broni jednak nie wyciągał, nie chciał wyglądać jak jakiś oprych, który tylko marzy o paleniu chat na przeklętych mroźnych pustkowiach. Stanął więc tak aby potencjalnemu obserwatorowi, jego przygotowania zasłaniał niezawodny Brumfur.
Odpowiedział Vidgar, sprawdzając czy miecz dobrze leży i odpinając tarczę od siodła Brumfura. Broni jednak nie wyciągał, nie chciał wyglądać jak jakiś oprych, który tylko marzy o paleniu chat na przeklętych mroźnych pustkowiach. Stanął więc tak aby potencjalnemu obserwatorowi, jego przygotowania zasłaniał niezawodny Brumfur.
[center]Wilcze Pustkowia, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Pojadę z tobą! - rzekła Gunlid - We dwójkę sprawdzimy to szybciej.
Nie musiała dodawać, iż w przypadku, gdyby mieszkańcy powitali ich strzałą, druga osoba, będzie w stanie zawrócić i ostrzec pozostałych. Było to aż nadto jasne. Vilberg skinął głową na znak zgody i oboje oddalili się lekkim kłusem. Wkrótce sylwetki ich zakrył śnieg i pozostali członkowie wyprawy stracili ich z oczu.
Wylkołek wymruczał formułę czaru, która dodawała ślepiom bystrości, czyniąc je równie znakomitymi, jak oczy jego skrzydlatego przyjaciela. Gęste tumany śniegu co rusz przesłaniały obraz, teraz jednak, mógł z łatwością przebić je wzrokiem. To, co w pierwszym odruchu wszyscy wzięli za osadę, przypominało raczej długa chatę, wyposażoną w niewielką, stojącą obok szopę. Trudno było określić całkowitą długość budynku, gdyż z tego kąta widział jedynie jego węższy bok. Nie dostrzegł jednak żadnego ruchu, zwierząt pociągowych, czy śladów dymu.
Widział Olafa i Gunlid zbliżających się w stronę zabudowań. Kłus wierzchowców był ciężki i powolny, znać było, iż nawet one odczuwają skutki wędrówki w tak nieprzyjaznym terenie. Gunlid zatrzymała swojego konika niedaleko tajemniczych chat i poleciła gestem Olafowi, by uczynił podobnie. Zsiedli z koni, którym kobieta nakazała czekać tutaj. Olaf zdjął z ramienia łuk.
- Ja pójdę z jednej strony, a ty z drugiej!- krzyknęła doń niewiasta, ujmując krzepko włócznię.
Olaf skinął głową. Nie martwił się, by ktokolwiek usłyszał jej wołanie - wicher wył chwilami tak gwałtownie, iż krzyk był jedynym sposobem porozumiewania się.
Rozdzielili się i młody zwiadowca ruszył w prawą stronę. Zaklęte buty pozwalały mu bez przeszkód poruszać się po powierzchni śniegu, nie zapadając się weń po kolana. Teraz widział wyraźnie - nie była to żadna osada, lecz zaledwie dwa budynki. Pierwszy wyglądał na długą, pozbawioną okien chałupę. Drugi stanowiła zaledwie niewielka szopa. Minął od tyłu szopę i ostrożnie wyjrzał zza niej. Nic, żadnego ruchu. Teraz widział główny budynek od frontu. Było tam dwoje drzwi. Jedne, mniejsze, po lewej. Drugie, większe - po prawej. Większe były uszkodzone i szalejący wiatr trzaskał co jakiś czas jednym z wyłamanych skrzydeł. To upewniło zwiadowcę, iż budynek musi być opuszczony. Mimo to jednak nie tracił czujności. Słyszał w dzieciństwie wiele opowieści o duchach zimy, które wyczarowują przed oczyma znużonych podróżników różne miraże. Słyszał także o banitach mordujących samotnych wędrowców... Postanowił więc zachować ostrożność...
- Pojadę z tobą! - rzekła Gunlid - We dwójkę sprawdzimy to szybciej.
Nie musiała dodawać, iż w przypadku, gdyby mieszkańcy powitali ich strzałą, druga osoba, będzie w stanie zawrócić i ostrzec pozostałych. Było to aż nadto jasne. Vilberg skinął głową na znak zgody i oboje oddalili się lekkim kłusem. Wkrótce sylwetki ich zakrył śnieg i pozostali członkowie wyprawy stracili ich z oczu.
Wylkołek wymruczał formułę czaru, która dodawała ślepiom bystrości, czyniąc je równie znakomitymi, jak oczy jego skrzydlatego przyjaciela. Gęste tumany śniegu co rusz przesłaniały obraz, teraz jednak, mógł z łatwością przebić je wzrokiem. To, co w pierwszym odruchu wszyscy wzięli za osadę, przypominało raczej długa chatę, wyposażoną w niewielką, stojącą obok szopę. Trudno było określić całkowitą długość budynku, gdyż z tego kąta widział jedynie jego węższy bok. Nie dostrzegł jednak żadnego ruchu, zwierząt pociągowych, czy śladów dymu.
Widział Olafa i Gunlid zbliżających się w stronę zabudowań. Kłus wierzchowców był ciężki i powolny, znać było, iż nawet one odczuwają skutki wędrówki w tak nieprzyjaznym terenie. Gunlid zatrzymała swojego konika niedaleko tajemniczych chat i poleciła gestem Olafowi, by uczynił podobnie. Zsiedli z koni, którym kobieta nakazała czekać tutaj. Olaf zdjął z ramienia łuk.
- Ja pójdę z jednej strony, a ty z drugiej!- krzyknęła doń niewiasta, ujmując krzepko włócznię.
Olaf skinął głową. Nie martwił się, by ktokolwiek usłyszał jej wołanie - wicher wył chwilami tak gwałtownie, iż krzyk był jedynym sposobem porozumiewania się.
Rozdzielili się i młody zwiadowca ruszył w prawą stronę. Zaklęte buty pozwalały mu bez przeszkód poruszać się po powierzchni śniegu, nie zapadając się weń po kolana. Teraz widział wyraźnie - nie była to żadna osada, lecz zaledwie dwa budynki. Pierwszy wyglądał na długą, pozbawioną okien chałupę. Drugi stanowiła zaledwie niewielka szopa. Minął od tyłu szopę i ostrożnie wyjrzał zza niej. Nic, żadnego ruchu. Teraz widział główny budynek od frontu. Było tam dwoje drzwi. Jedne, mniejsze, po lewej. Drugie, większe - po prawej. Większe były uszkodzone i szalejący wiatr trzaskał co jakiś czas jednym z wyłamanych skrzydeł. To upewniło zwiadowcę, iż budynek musi być opuszczony. Mimo to jednak nie tracił czujności. Słyszał w dzieciństwie wiele opowieści o duchach zimy, które wyczarowują przed oczyma znużonych podróżników różne miraże. Słyszał także o banitach mordujących samotnych wędrowców... Postanowił więc zachować ostrożność...
Dla Olafa: Stoisz na razie ukryty za szopą, ale nic nie widzisz. Szopa nie ma okien, ale drzwi do niej są tuż za załomem, za którym się chowasz. Drzwi po prawej stronie do budynku głównego są zamknięte. Te po lewej są wyłamane i można się nimi spokojnie dostać do środka. Nie widzisz jednak, co jest wewnątrz, gdyż przeszkadza ci śnieg i panujący tam mrok. Co robisz?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Olaf rozejrzał się dokładnie i postanowił wrócić do reszty. Mimo, że budynek wyglądał na opuszczony, nie chciał ryzykować. Już dość mu było widoku własnej krwi wylewającej się na śnieg. Nie miał pojęcia, czy coś mogło się czaić we wnętrzu; to nie był też czas na zgrywanie bohatera. Powoli wycofywał się w stronę zostawionych towarzyszy, co rusz spoglądając na spowitą śniegiem budowlę. Wewnątrz niego duch wilka warczał, że idzie za łatwo i z pewnością coś niedobrego czyha na nich w utopijnym schronieniu.
Wracam do towarzyszy i przekazuję dokładnie to, co widziałem i jakie mam związane z tym odczucia.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
[center]Wilcze Pustkowia, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Olaf dotarł bezpiecznie do pozostałych członków drużyny, oczekujących go niecierpliwie, w zimnych podmuchach arktycznej wichury.
- Gdzie Gunlid? - zapytał go Vilberg, gdy tylko znaleźli się na odległość krzyku.
- Nie wiem, zostawiłem ją za sobą - odrzekł Olaf, któremu nagle zrobiło się głupio, że pozostawił wilczarkę samą i nawet nie pomyślał o jej bezpieczeństwie...
Vilberg wrzucił w brodę jakieś stłumione przekleństwo i sapnął gniewnie. Skrzący się na jego wąsach i brwiach szron, upodabniał go do jakiegoś dziwacznego ducha mrozu.
- Budynki wyglądają na puste - powiedział Olaf, starając się jakoś załagodzić swoje niedopatrzenie. - Nikogo tam nie widziałem.
- Nie ma co zwlekać zatem, bo tu pozamarzamy - burknął stary korsarz. - Nuże, ruszajmy zobaczyć, co nas tam czeka.
Pozostali nie pozwolili się długo namawiać. Kuce ruszyły kłusem, który zyskał na żwawości, gdy tylko zwierzęta ujrzały zabudowania. Tak, jak powiadał Olaf, nie widać było wedle nich żadnego znaku życia. Objechali wielkie zwałowisko śniegu, znajdujące się między szopą a głównym budynkiem i wjechali na coś, co musiało kiedyś stanowić podwórze przed chatą. Teraz zakrywała je dziewicza połać bieli, pod ścianami zaś wznosiły się zaspy. Jedno skrzydło drzwi po lewej było wyłamane i uporczywie trzaskało o ścianę, ożywione porywami wiatru. Przez chwilę jednak Tańczącemu zdało się, iż w mrocznym wnętrzu zauważył jakąś postać...
Olaf dotarł bezpiecznie do pozostałych członków drużyny, oczekujących go niecierpliwie, w zimnych podmuchach arktycznej wichury.
- Gdzie Gunlid? - zapytał go Vilberg, gdy tylko znaleźli się na odległość krzyku.
- Nie wiem, zostawiłem ją za sobą - odrzekł Olaf, któremu nagle zrobiło się głupio, że pozostawił wilczarkę samą i nawet nie pomyślał o jej bezpieczeństwie...
Vilberg wrzucił w brodę jakieś stłumione przekleństwo i sapnął gniewnie. Skrzący się na jego wąsach i brwiach szron, upodabniał go do jakiegoś dziwacznego ducha mrozu.
- Budynki wyglądają na puste - powiedział Olaf, starając się jakoś załagodzić swoje niedopatrzenie. - Nikogo tam nie widziałem.
- Nie ma co zwlekać zatem, bo tu pozamarzamy - burknął stary korsarz. - Nuże, ruszajmy zobaczyć, co nas tam czeka.
Pozostali nie pozwolili się długo namawiać. Kuce ruszyły kłusem, który zyskał na żwawości, gdy tylko zwierzęta ujrzały zabudowania. Tak, jak powiadał Olaf, nie widać było wedle nich żadnego znaku życia. Objechali wielkie zwałowisko śniegu, znajdujące się między szopą a głównym budynkiem i wjechali na coś, co musiało kiedyś stanowić podwórze przed chatą. Teraz zakrywała je dziewicza połać bieli, pod ścianami zaś wznosiły się zaspy. Jedno skrzydło drzwi po lewej było wyłamane i uporczywie trzaskało o ścianę, ożywione porywami wiatru. Przez chwilę jednak Tańczącemu zdało się, iż w mrocznym wnętrzu zauważył jakąś postać...
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2016, 10:05 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Wszechobecna biel bolała w oczy. Niby zdążył się już przyzwyczaić, jednak ciągle bolało. Wiatr wyjący dookoła uniemożliwiał normalną rozmowę, szedł więc w milczeniu, bo szkoda mu było sił na krzyczenie. Rozglądał się za to uważnie i w pewnym momencie, przez otwarte, uszkodzone drzwi, spostrzegł kryjącą się wewnątrz postać.
Skupił wzrok na miejscu gdzie przed chwilą mignęła mu czyjaś sylwetka. Nie dostrzegł nic jednak, ciemne wnętrze chaty pozostawało nieprzeniknione na tle kąsającej bieli śniegu. ktokolwiek tam się krył nie pokazał się już, zakładając, że w istocie ktoś tam przebywał, a nie były to omamy wywołane chorobą. Postanowił jednak się upewnić. Trącił łbem idącego obok niego Vidgara i skinął nań, dając mu do zrozumienia by ten podążył za nim.
Zbliżywszy się do szarpanych wiatrem drzwi, przystanął jeszcze na chwilę, przybrał bardziej bojową postawę, dając tym samym Vidgarowi kolejny pozawerbalny sygnał i ostrożnie wszedł do środka, z uwagą rozglądając się po ciemnym wnętrzu.
Skupił wzrok na miejscu gdzie przed chwilą mignęła mu czyjaś sylwetka. Nie dostrzegł nic jednak, ciemne wnętrze chaty pozostawało nieprzeniknione na tle kąsającej bieli śniegu. ktokolwiek tam się krył nie pokazał się już, zakładając, że w istocie ktoś tam przebywał, a nie były to omamy wywołane chorobą. Postanowił jednak się upewnić. Trącił łbem idącego obok niego Vidgara i skinął nań, dając mu do zrozumienia by ten podążył za nim.
Zbliżywszy się do szarpanych wiatrem drzwi, przystanął jeszcze na chwilę, przybrał bardziej bojową postawę, dając tym samym Vidgarowi kolejny pozawerbalny sygnał i ostrożnie wszedł do środka, z uwagą rozglądając się po ciemnym wnętrzu.
Biorę ze sobą Vidgara co idzie obok, idziemy zobaczyć co jest grane. wchodząc do środka jestem ostrożny i gotowy do wszelkich uników jeśli takie okażą się niezbędne.
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wylkołek i Nardlens zbliżyli się ostrożnie do wyłamanych drzwi. Tańczący stąpał delikatnie, węsząc z nastawionymi uszami. Mróz jednak zważył powietrze, uśmiercając zapachy i nos wilczarza wyczuł jedynie sterylny chłód śniegu. Vidgar poprawił chwyt na rękojeści miecza i także spojrzał w ciemność, czającą się w głębi budynku. Uniósł nieco tarczę, aby uchronić się od ewentualnego ataku i zbliżył się ostrożnie do wierzei. Zamierzał już kopnąć w druga połowę drzwi, gdy wewnątrz istotnie, coś się poruszyło. Wojownik wstrzymał oddech, Tańczący warknął cicho.
- Na Aurena! Co się tak czaicie? - odezwała się Gunlid wyłaniając się nagle zza kłapiącego skrzydła. Wiatr rozwiewał jej rude włosy, które tańczyły wokół twarzy i opuszczonego na plecy kaptura.
- Aleście mnie nastraszyli! Myślała, że to jakieś złe duchy!
Wylkołek i Vidgar mimowolnie odetchnęli z ulgą i wymruczeli jakieś niezrozumiałe przeprosiny.
- Chałupa pusta - rzekła im Gunlid, przytrzymując drzwi, które co rusz chciały wyrwać się jej z ręki. - Nikogo tu nie ma. Jednak widzi mi się, że dotarliśmy na miejsce... Nie przeszukiwałam jeszcze wszystkiego, ale założę się o antałek miodu, że tu właśnie zatrzymała się wyprawa twego wuja!
Spojrzała na Vidgara z uśmiechem, mimo to, jej oczy pozostały poważne. Nim jednak zdążył odpowiedzieć, wzrok niewiasty popłynął nad jego ramieniem w kierunku pozostałych członków wyprawy. Zamachała do nich, dając znaki, że wszędzie jest bezpiecznie. Pozostali członkowie wyprawy zsiedli z koni z uczuciem wyraźnej ulgi. Zaraz też podprowadzili kuce do ściany głównego budynku, aby osłonić je choć trochę przed skowyczącą wichurą.
- Tu jest stajnia - zawołała do nich Gunlid. - Wprowadźcie je tutaj!
Plan bazy:
[center]
[/center]
Wylkołek i Nardlens zbliżyli się ostrożnie do wyłamanych drzwi. Tańczący stąpał delikatnie, węsząc z nastawionymi uszami. Mróz jednak zważył powietrze, uśmiercając zapachy i nos wilczarza wyczuł jedynie sterylny chłód śniegu. Vidgar poprawił chwyt na rękojeści miecza i także spojrzał w ciemność, czającą się w głębi budynku. Uniósł nieco tarczę, aby uchronić się od ewentualnego ataku i zbliżył się ostrożnie do wierzei. Zamierzał już kopnąć w druga połowę drzwi, gdy wewnątrz istotnie, coś się poruszyło. Wojownik wstrzymał oddech, Tańczący warknął cicho.
- Na Aurena! Co się tak czaicie? - odezwała się Gunlid wyłaniając się nagle zza kłapiącego skrzydła. Wiatr rozwiewał jej rude włosy, które tańczyły wokół twarzy i opuszczonego na plecy kaptura.
- Aleście mnie nastraszyli! Myślała, że to jakieś złe duchy!
Wylkołek i Vidgar mimowolnie odetchnęli z ulgą i wymruczeli jakieś niezrozumiałe przeprosiny.
- Chałupa pusta - rzekła im Gunlid, przytrzymując drzwi, które co rusz chciały wyrwać się jej z ręki. - Nikogo tu nie ma. Jednak widzi mi się, że dotarliśmy na miejsce... Nie przeszukiwałam jeszcze wszystkiego, ale założę się o antałek miodu, że tu właśnie zatrzymała się wyprawa twego wuja!
Spojrzała na Vidgara z uśmiechem, mimo to, jej oczy pozostały poważne. Nim jednak zdążył odpowiedzieć, wzrok niewiasty popłynął nad jego ramieniem w kierunku pozostałych członków wyprawy. Zamachała do nich, dając znaki, że wszędzie jest bezpiecznie. Pozostali członkowie wyprawy zsiedli z koni z uczuciem wyraźnej ulgi. Zaraz też podprowadzili kuce do ściany głównego budynku, aby osłonić je choć trochę przed skowyczącą wichurą.
- Tu jest stajnia - zawołała do nich Gunlid. - Wprowadźcie je tutaj!
Plan bazy:
[center]
[/center]
Dla wszystkich: za trzaskającymi drzwiami istotnie znajduje się pomieszczenie dla zwierząt. Zamarznięta ziemia jest pokryta słomą i odchodami khas. W koncie pomieszczenia widnieje wielka dziura, tak jakby coś ogromnego wyłamało w tym miejscu drewniane bale i wdarło się do środka.
Co robicie? Przeszukujecie okolicę? A jeśli tak, to które miejsca?
Ciemnoniebieskie plamy na mapie oznaczają zwałowiska śniegu.
Co robicie? Przeszukujecie okolicę? A jeśli tak, to które miejsca?
Ciemnoniebieskie plamy na mapie oznaczają zwałowiska śniegu.
Ostatnio zmieniony 10 lutego 2016, 10:05 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
Olaf rozejrzał się po okolicy i wciągnął w płuca mroźne powietrze. Lepsze było takie schronienie, niż żadne.
- Hej, Gulid! Dlaczego sądzisz, że mój wuj był tu wcześniej? Czyżbyś wypatrzyła coś szczególnego, czy to tylko instynkt? - zapytał bez cienia drwiny młody zwiadowca, zaglądając do wnętrza stodoły.
- W środku jest mapa tej doliny, której podobno szukali. I tarcza z symbolem twojego klanu - odparła wilczarka, wskazując dłonią drugą stronę długiej chaty.
- Rozumiem. Pójdę się jeszcze rozejrzeć, może znajdę coś wartościowego! - powiedział głośno Olaf, z ulgą pozbywając się wszelkich zbędnych rzeczy, kładąc je koło rozjuczonych wierzchowców, zabierając ze sobą swój łuk.
- Hej, Gulid! Dlaczego sądzisz, że mój wuj był tu wcześniej? Czyżbyś wypatrzyła coś szczególnego, czy to tylko instynkt? - zapytał bez cienia drwiny młody zwiadowca, zaglądając do wnętrza stodoły.
- W środku jest mapa tej doliny, której podobno szukali. I tarcza z symbolem twojego klanu - odparła wilczarka, wskazując dłonią drugą stronę długiej chaty.
- Rozumiem. Pójdę się jeszcze rozejrzeć, może znajdę coś wartościowego! - powiedział głośno Olaf, z ulgą pozbywając się wszelkich zbędnych rzeczy, kładąc je koło rozjuczonych wierzchowców, zabierając ze sobą swój łuk.
Chce się przejść jeszcze raz dookoła wszystkich zabudowań no i chcę sprawdzić, czy te zwałowiska śniegu powstały naturalnie, czy może coś jeszcze przykrywają. Zaś mapę i tarczę lepiej niech mój ojciec zobaczy; z pewnością powie coś o niej więcej, niż ja.
Ostatnio zmieniony 30 stycznia 2016, 19:56 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-Nareszcie jakieś schronienie!- ucieszył się na widok chaty Alfr. Mimo, że do zimna i nieprzyjaznych warunków był przyzwyczajony, to znużyła go monotonia ostatnich dni ich wędrówki. Niby mógł czuć się jak w domu, lecz tylko jeśli chodzi o temperaturę. Poza tym krajobraz, poza wszechobecna bielą nie miał nic do zaoferowania. Wszyscy oni byli skupieni jedynie na przetrwaniu i parciu naprzód, tak więc droga niemiłosiernie się dłużyła. Każdy pozostawał skupiony wyłącznie na pokonywaniu tej zamarźniętej równiny. A jednostajność tych ostatnich dni i pewna nierealność otoczenia wprawiały go w stan podobny do transu, gdzie w jego umyśle zaczynała gościć pustka i spokój podobna do tej otaczającej ich. Działał już właściwie automatycznie i pogodził się z trudnościami, które musieli teraz pokonywać. Pamiętał, ze były gorsze..i, że pewnie jeszcze będą.
Pierwszy ruszył zwiadowca z wilczarką, a potem wojownik z tropicielem. On sam stał jeszcze chwilę przed wejściem do chaty i przekonywał sam siebie, że to nie halucynacja z wyczerpania, a najprawdziwsza drewniana chata. Choć materiał z którego wykonana nie wydawał się dobrze chronić przed zimnem, ale nie mieli w czym wybierać. A lepsze to niż spać w jamach w śniegu, niczym zwierzęta.
Ruszył do środka i naraz jego czujne uszy wychwyciły słowa mówiące o dowodzie na to, że była tu wyprawa poszukiwanych! Zastanowił się chwilę czy nie iść również rozejrzeć się po nowym miejscu, lecz stwierdził po chwili, że wszyscy prawie już to robią. A usłyszana informacja zaciekawiła go znacznie bardziej. Stwierdził, że najpierw sprawdzi ten trop, a potem gdy usłyszy relacje tych co poszli na rekonesans pójdzie jeszcze raz węsząc jak zwykle- za oznakami jakiejkolwiek magii, czy za czymkolwiek niepokojącym. A potem przyda się w końcu ogrzać i chwilę odpocząć w końcu w prawie cywilizowanych warunkach.
Pierwszy ruszył zwiadowca z wilczarką, a potem wojownik z tropicielem. On sam stał jeszcze chwilę przed wejściem do chaty i przekonywał sam siebie, że to nie halucynacja z wyczerpania, a najprawdziwsza drewniana chata. Choć materiał z którego wykonana nie wydawał się dobrze chronić przed zimnem, ale nie mieli w czym wybierać. A lepsze to niż spać w jamach w śniegu, niczym zwierzęta.
Ruszył do środka i naraz jego czujne uszy wychwyciły słowa mówiące o dowodzie na to, że była tu wyprawa poszukiwanych! Zastanowił się chwilę czy nie iść również rozejrzeć się po nowym miejscu, lecz stwierdził po chwili, że wszyscy prawie już to robią. A usłyszana informacja zaciekawiła go znacznie bardziej. Stwierdził, że najpierw sprawdzi ten trop, a potem gdy usłyszy relacje tych co poszli na rekonesans pójdzie jeszcze raz węsząc jak zwykle- za oznakami jakiejkolwiek magii, czy za czymkolwiek niepokojącym. A potem przyda się w końcu ogrzać i chwilę odpocząć w końcu w prawie cywilizowanych warunkach.