[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Red i Vajni wzięli się za rozkulbaczanie koni, podczas gdy Gunlid z uwagą oglądała ich pęciny i kopyta, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku. Joos zajął się drzwiami od stajni, próbując zamocować je z powrotem na zawiasach. Na szczęście skrzydło nie było bardzo uszkodzone i po postękiwania i tłumionych przekleństw zdołał tego dokonać. Hatr w tym czasie dobył miecza i wraz z Olafem ruszył na krótki obchód terenu.
[center]***[/center]
Kyariel otworzył drzwi stajni i przeszedł pustym korytarzem do mieszkalnej części budynku. Idąc minął kilkoro drzwi, postanowił jednak pozwolić, by sprawdził je ktoś inny. Ciekawiły go rzeczy, o których wspomniała Gunlid: tarcza klanu Vilberga i tajemnicza mapa... We wnętrzu panował mrok, lecz oczy elfa bez trudności rozróżniały kształty otoczenia. Tuż za Alfrem pośpieszył Wylkołek - choć powlókł, się byłoby o wiele lepszym określeniem. W pysku niósł swój magiczny kocyk, w który owinięty był jego skrzydlaty przyjaciel.
Centrum głównego pomieszczenia zajmował kamień runiczny, do którego Tańczący z ulgą przytknął noc. Poczuł, jak fala Energii opuszcza jego ciało, a magiczny znak na kamieniu zaczął żarzyć się złotem i pomarańczem. Wkrótce pomieszczenie wypełnił ciepły blask ognia. Wylkołek wpełznął pod kocyk, robiąc miejsce dla sokoła i sapnął z ulgą, czując jak jego zmarznięte członki rozgrzewa bijące z kamienia ciepło. Tak bardzo chciał zachować czujność, lecz jego łeb robił się powoli coraz cięższy, niczym trollowi skała... A powieki... Och, utrzymanie ich otwartych było trudniejsze niż pokonanie moluna... Wilczarz westchnął ciężko rozważając ten fakt i osunął się w odmęty snu...
[center]

[/center]
Kyariel rozejrzał się szybko po pomieszczeniu. Istotnie, na ścianie wisiała tarcza, ozdobiona tym samym znakiem, który widział na broszy spinającej płaszcz Vilberga. Alfr podszedł do niej i wyciągnął rękę, dotykając delikatnie jej powierzchni. Znak miał formę symbolu złożonego z kilku run, a okute metalem drewno było w paru poznaczone głębokim szramami. Na przeciwległej ścianie wisiała wykreślona naprędce na kawałku wyprawionej skóry mapa i mag wydał cichy okrzyk, gdy pojął co ona przedstawia. Bez wątpienia była na niej zaznaczona trasa od Szarych Grzbietów, oraz miejsce, gdzie znajdowali się teraz. Jednak nie to zdumiało go najbardziej. Oto bowiem w pewnym oddaleniu ujrzał zielony krzyżyk opisany jako:
Dellan Kayle - Dolina Mgieł. Czyżby więc wyprawie Vestaina powiodło się? Czyżby zdołali odnaleźć to legendarne miejsce?
Dla Tańczącego: Test Wyt:
50 - 5 (za chorobę) = 45. Rzut: 76. Test nie zdany. Zasypiasz z wyczerpania.
[center]***[/center]
Vidgar zbliżył się do wyrwy w ścianie i z uwagą zaczął oglądać otaczające ją belki. Nie miał wątpliwości, że musiały zostać strzaskane przez coś o potężnej sile… Nagle, kierowany dziwnym impulsem spojrzał w dół i zanurzył dłoń w śniegu. Jego palce natrafiły na zaostrzony, gładki kształt i wojownik uśmiechnął się szeroko rozpoznając go... A później jego twarz stężała, gdy zrozumiał znaczenie przedmiotu, który wyciągnął z zaspy. Na jego skórzanej rękawicy leżał bowiem odprysk kła Wilczośpiewca...
Test Obserwacji (Per. + Obserwacja):
27 + 2 = 29. Rzut: 01. Krytyczny sukces! W śneigu w okolicy wyrwy znajdujesz ułamany kieł Wilczośpiewca! Co więcje szramy na zewnętrznych ścianach uświadamiają ci, że dziurę na pewno wygryzła któraś z tych bestii.
[center]***[/center]
Norlaug zajrzała do szopy w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby okazać się przydatne. W świetle padającym za otwartych drzwi pomieszczenie wydawało się aż nazbyt zwyczajne. Weszła do środka i wykreśliła na jednej ze ścian świetlisty run, który natychmiast rozjarzył się chłodnym blaskiem. Dopiero wtedy zamknęła drzwi i rozejrzała się uważniej. Na lewo na długiej belce wbitej w ściany pomieszczenia wisiały siodła i juki dla khas. Nad nimi ktoś umieścił na kołku cztery pary rakiet śnieżnych. Z prawej piętrzyło się kilka worków. Zajrzała do nich szybko i kiwnęła głową się widząc sieczkę i owies.
Przynajmniej koniki nie będą głodne - pomyślała. Na ścianie nad workami wisiały dwa połcie zamarzniętego na kość mięsa. Trudno powiedzieć, jakiego gatunku było zwierzę, którego resztki stanowiły. W kolejnym kącie, za workami stało zaś dziwne urządzenie. Przez chwilę Norlaug nie bardzo wiedziała na co patrzy i podeszłą bliżej, przepychając się przez ciasne wnętrze, by lepiej widzieć.
[center]

[/center]
Była to niewielka skrzynka ozdobiona jakimiś magicznymi runami. Wystawał z niej długi, czarny sznur, który biegł ku ścianie a następnie piął się ku górze i wychodził na zewnątrz przez szczelinę pod sufitem. Ktoś zadał sobie wiele trudu aby umieścić go w ten sposób, przytrzymując go drewnianymi kołkami i kawałkami drutu. Wiedźma nachyliła się nad pudełkiem, starając się zrozumieć znaczenie pokrywających je znaków. Musiała przyznać, że nigdy nie widziała czegoś podobnego... Wyglądało to na jakiś zaawansowany artefakt magiczny. Dotknęła delikatnie kuferka, chcąc zetrzeć nieco pokrywającego ją lodu i krzyknęła, odrywając gwałtownie rękę. Oto bowiem czarodziejskie urządzenie wyssało z niej porcję energii! Cofnęła się od niego gwałtownie, sięgając po magiczny sztylet, jednak nic więcej się nie wydarzyło... Tajemnicza skrzynka pozostała cicha i jeszcze bardziej zagadkowa. Młoda czarownica wiedziała jednak, że coś,co kryło się we wnętrzu magicznego pudełka ukradło jej właśnie część mocy!
Dla Norlaug: Znalezione pudełko jest wykonane z czerwonawego metalu, inkrustowanego jakimś jaśniejszym. Mierzy 20 na 40 cm. Nie masz umiejętności potrzebnych aby określić z czym masz do czynienia.
Test SW:
48. Rzut: 57. Niepowodzenie. Po dotknięciu tajemniczego przedmiotu tracisz 3 punkty Energii.
[center]***[/center]
Olaf wyszedł na zewnątrz przez dziurę w ścianie i podążył w prawo, podczas gdy Hatr udał się w lewą stronę. Młody zwiadowca uważnie zbadał piętrzące się pod ścianą zwałowisko śnieżne. Bez wątpienia jego część musiała osunąć się z dachu, gdy coś wybiło dziurę w ścianie... Część naniósł tutaj wiatr, lecz sama zaspa wydawał się o wiele za duża. Olaf dobył miecza i ostrożnie zaczął ją sondować. Wkrótce klinga natrafiła na opór. Zwiadowca rozgarnął śnieg i ujrzał ukryte pod nim drewniane belki. Uśmiechnął się lekko i ruszył dalej.
Był już w połowie obchodu, przed mniejszymi drzwiami do chaty, gdy nagle zalało go chłodne, srebrzyste światło. Było to tak niespodziewane i zaskakujące, że zwiadowca nieomal podskoczył w miejscu. Zjawisku temu nie towarzyszył żaden dźwięk. Olaf zamarł, a później rozejrzał się podejrzliwie. Blask wydobywał się spod śniegu, zaledwie kilka kroków od niego. Nieco dalej ujrzał kolejne miejsce tajemniczej iluminacji, a dalej jeszcze jedno i jeszcze jedno… Barwa światła wydawała się znajoma i młodzieniec przez chwilę zachodził w głowę próbując dopasować ją do czegoś sobie znanego. Jego dłoń odruchowo opadła na rękojeść miecza i nagle uświadomił to sobie: bijąca spod śniegu poświata miała tą samą barwę co runiczny znak na jego broni!
Dla Olafa: Stoisz przed wejściem do części mieszkalnej (przy mniejszych drzwiach). Pierwsze tajemnicze światło dobywa się spod śniegu kilka kroków od ciebie. Stąd gdzie stoisz dostrzegasz jeszcze cztery inne, podobne poświaty, znajdujące się nieco dalej.