PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 lutego 2016, 09:38

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]

[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=CrqA8FJZBdg

Obrazek[/center]
Czarownica pochyliła się nad magiczną skrzynką i odezwała w języku duchów:

- Witaj. Zwą mnie Norlaug i jestem wiedźmą z odległego Kruczego Lasu. Wraz z moimi kompanami przybyłam szmat drogi, aby znaleźć naszych zagubionych bliskich. Z tego, co już zdołaliśmy się dowiedzieć, byli tu jakiś czas temu. Szukając więc wszelkich śladów ich obecności, natknęłam się na ów niezrozumiały dla mnie przedmiot, do którego jesteś przywiązany - rzekła, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony żywiołaka. Czuła się trochę niepewnie. Nie dane było jej jeszcze obcować z tego typu istotami - duchami z czystej energii elektry, zamkniętymi w tak niewielkich przedmiotach jak ten.

- Zzzt! Na wielką paszczę Adżachta! Ty mówisz! - wypalił żywiołak w swojej skrząco-iskrzącej mowie, pełnej bzyknięć, syknięć i powarkiwań. - Niesamowite! Zzzt, zzzt! Słuchajcie, ona umie mówić! Weź powiedz coś jeszcze, bo aż uwierzyć w to trudno...

- Byłabym bardzo wdzięczna za wszelką informację, której mógłbyś mi udzielić, gdyż sądzę, że nasi krewni potrzebują jak najszybszej pomocy...

- Dobra, zzza dużo gadasz jednak. To nudne. Nudna Zzzmora... Zzzz... Gdzie jest Harald? Harald jest w porządku, karmi mnie. Weź idź po niego, zzz nim się lepiej gada. Zzzt!

- Czemu znalazłeś się w tym przedmiocie? Czy pamiętasz kto i jak dawno zaklął weń twego ducha? Mam nadzieję, że stało się to za twoja zgodą i nie czujesz się teraz źle... Od kiedy w ogóle tutaj jesteś, w tym właśnie pomieszczeniu?

- Harald! Zzzt! Zzzt! Chcę gadać z Haraldem! Halo, jest tam kto? - żywiołak zdawał się nie zwracać większej uwagi na pytania wiedźmy. - Harald powiedział mi, że na razzzie jestem potrzebny. Ale miał mnie stąd wypuścić jak już skończą cośtam robić. Nie pamiętam o co mu chodziło. On i taki mały gnom... Zzzz... Tak, gnom też był w porządku. Umiał mówić i to do rzeczy. A ty jesteś głupia, rozlazzzła i za dużo gadasz! Zzzt!

Zakończył strzelając iskrami, co w jakiś sposób wydało się wiedźmie odpowiednikiem pokazania języka. Próbowała jednak dalej:

- Mam jedynie mgliste przypuszczenia co do działania tej magicznej skrzyni, w której jesteś. Jak jej dotknęłam, to poczułam jak od razu część z mojej energii przenika do jej wnętrza. Czy więc przekazujesz tą energię dalej, poprzez te niewielkie sznurki, do małych przedmiotów na zewnątrz tego budynku? Masz może na nie bardziej bezpośredni wpływ, niż tylko udzielenie im energii do działania i czujesz jak daleko sięga ten układ sznurów i niewielkich fiolek?

- No jasne, że potrzebowałem twojej energii, żeby zzzapalić światło! Tępa jesteś czy jak? Krzemieniem cię walili po głowie jak byłaś jeszcze iskierką? Nie wiesz jak działa elektryczność? Na grom i błyskawicę! Czemu muszę gadać z taką głupią zzzjawą?!

- Hmmm... a jaki jest cel takich przedmiotów jak ten i całego układu, z którym jest połączony?

- Światło zzzapaliłem. Przecież powiedziałem ci, zzzmoro głupia! Sama nie widzisz? To ja nic nie poradzę, tu uzzzdrowiciel tylko pomóc może. Lecz się na oczy, bo na głowę już zzza późno... Coś ci tam nie styka... Zzzt!

- Dziękuję Tobie - czarownica zrozumiała, że właściwie to niemalże zalała ducha ogromem niespokojnych pytań, czekając rozpaczliwie na każdą odpowiedź. Dodała więc:

- Dużo udzieliłeś mi informacji, które okażą się pomocne. Czy sam czegoś potrzebujesz?

- Tak, energii jak wam światło zzzgaśnie, jełopy. Bo se po ciemku powybijacie zzzęby! Zzzt zzzt! I Haralda. Z nim mi się dobrze gadało. Co się z nim stało? Dawno go nie widziałem! Świeciłem i świeciłem, a później się skończyła moc... Ej, chyba nie poszedł sobie zzzostawiając mnie w tej przeklętej puszce, co? Gadaj mi tu, bo cię prądem popieszczę!

Norlaug westchnęła ciężko, ta rozmowa nie zaliczała się do łatwych:

- No dobrze - odezwała się. - Wiedz więc, że właśnie pośród tych, których szukamy jest Harald, który ciebie karmił. Gnom również. Ale zniknęli. Gdyby tu byli, to przecież nie musiałabym Ciebie o to wypytywać. Może dobrze by było i dla Ciebie i dla nas gdybyś spróbował sobie przypomnieć, czy nie mówili co muszą zrobić. Czy Harald też użyczał swojej energii, aby Cię karmić, czy może miał jakiś przedmiot, poprzez który zapewniał Ci potrzebną energię? Wiesz, i ja chcę znaleźć ich i ty... jeśli dowiem się też jak Ciebie karmił, mogłabym Ci wtedy to zapewnić...

- Nie używali żadnego przedmiotu, normalnie dawali mi energię. Swoją zzznaczy!. I nie, nie wiem, co musieli zzzrobić. Nie mówili mi. Chyba. Nie pamiętam! Ale miałem świecić. To było ważne, zzzt, zzzt! Harald mówił, że mnie później wypuści a potem zzzniknął... Długo już go nie widziałem... Nikt tu nie przychodził... Wynudziłem się jak bateria z murzynami...! A co do Energii, to mnie nie tu szantażuj, mała, bo światło zzzgaszę i będzie nieciekawie! Chcecie światło - dajcie moc. A jak nie, to niech was piorun popieści. Dobra, nie chce mi się już z tobą gadać, bo nie odróżniasz tranzzzystora od żarówki. Idź i zzzrób coś zzze sobą, przeczyść styki bo zzzaśniedziały. Zzzzrozzzumiałaś?

Norlaug poczuła, że duch przeniósł swoje zainteresowanie na coś innego, definitywnie dając do zrozumienia, że dyskusję uważa za zakończoną.
Dla Norlaug: Test relacji z duchami: Inu + Kosmologia:
36 + 2 = 38. Rzut: 77. Test nie zdany. Duch nie pała do Ciebie szczególną życzliwością. Zwłaszcza, że jesteś z żywiołu Ducha, przeciwnego do Elektry i to mu na nerwy działa.
Powyższa cześć posta pisana razem z TatTvamAsi.
[center]***[/center]
Vidgar wyszedł z pracowni gnoma, trzymając w ręku dwa eliksiry i zastanawiając się, kto u licha mógłby mu coś o nich powiedzieć - gdy jego uwagę przykuło dziwne zachowanie Tańczącego. Wylkołek wyglądał naprawdę kiepsko, trząsł się i ciężko oddychał, a w jego mętnym spojrzeniu błyszczał jedynie płomień gorączki. Młody wojownik rozejrzał się dookoła, ale nie zobaczył nikogo w sali głównej i zaczął zastanawiać się: gdzie, do stu tysięcy strzaskanych tarcz, podziała się uzdrowicielka?!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 10 lutego 2016, 09:45

Mag poczuł, że przerasta go wiedza, którą własnie zdobył. Wciąż siedząc próbował sobie jakoś to wszystko uporządkować w głowie, lecz z wielkim trudem. Trybiki w głowie pracowały obracając się na najwyższych obrotach, wręcz grożąc przegrzaniem. A szczękę czuł, że ma niemal przy ziemi, jeszcze brakuje tylko by zaczął się ślinić. Czuł się zagubiony. Wszystkie metody, którymi do tej pory się posługiwał, które opierały się na światopoglądzie, którego był pewien nagle zawiodły, a z nimi zachwiał się w posadach obraz jego świata. Jak to? Jakże to może nie być magia? Przecież to również nie jest natura...Ze skrzynką, powiedzmy wszystko jest w porządku. Magiczny zamek, duchy, ale fiolka? Jakże to nie może być magia związana z Elektrą? Nie rozumiem, nie mogę, przerasta mnie to. Spróbował więc popuścić naraz wodze fantazji, skoro racjonalny umysł zdawał się teraz bezużyteczny. Do czego to może służyć? Fiolki i skrzynka- połączone ze sobą mechanicznie, a skrzynka dodatkowo zabierająca energię. Co w niej może się kryć? I drużyna Vesteina tu była...a może, a może ta skrzynka ich porwała, wyssała ich energię i zamknęła ja w fiolkach? W takim razie gdzie ich ciała? A może ich przeniosła do jakiś niezbadanych krain? Nie to brednie...źle ze mną.

Postanowił wciąż z potężnym mętlikiem w głowie poczekać czego Norlaug się dowie. Liczył, że to rzuci nowe światło na zagadkę tajemniczych urządzeń. Stwierdził jednak po chwili namysłu, że musi podzielić się tym co odkrył, inaczej obawia się o swoją równowagę psychiczną. Zaczął więc niepewnie i z wahaniem:
-Eee, Norlaug? Muszę coś ci powiedzieć, nie daje mi to spokoju. Te fiolki nie są magiczne. Nie rozumiem tego, po prostu nie rozumiem.
Czekam co dowie się wiedźma, a potem zamierzam iść poszukać jakiś ksiąg, w których liczę znaleźć wskazówki co do skrzynki i fiolek i samej wyprawy zaginionych.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 11 lutego 2016, 14:01

Nie rozumiała tego ducha... pierwsze spotkanie nie było usłane różami, nie rozkwitało obopólnym zrozumieniem i współpracą. A jeszcze tyle jakiś dziwnych słów, które wyrzucił z siebie nagłym trzaskiem iskier.

Tranzystor, co? Ehhh... i przy tym taki brak cierpliwości. Gdyby chociaż słuchał, co do niego mówiłam... przecież to właśnie wtedy szybciej by się cała sprawa wyjaśniła... Ale za raz, może też powinnam być dla niego bardziej wyrozumiała... taki niecierpliwy, tryskający i trzaskający energią duch siedzi nie wiadomo od ilu już dni w jakimś pudełku... a nawet już energii mu braknie...

Teraz była przynajmniej wzbogacona o nową wiedzę o istotach o przeciwnej naturze, niż ona. Pojawiła się w niej pewna iskierka współczucia dla tej istoty. Zamknięcie na tyle czasu w w skrzyni musiało być czymś potwornie nudnym. W pewnym momencie, pytanie Kyariela wyrwało ją z rozmyślań na temat tego iście przedziwnego charakteru żywiołaków elektry...

- Powiedzmy tak, w szkatule jest duch... duch elektry... No cóż, może takie osoby jak ja nie mają najlepszych relacji z istotami zrodzonymi z iskier i światła błyskawicy, ale i tak pewnych rzeczy się dowiedziałam. Nie rozumiem jednak jak według Ciebie te fiolki mogą być niemagiczne. Przecież to w tej sytuacji oczywiste, że są zbiornikami mocy. Sam duch powiedział mi, że przekazuje do nich swoją energię. Miały podobno oświetlać miejsce, gdy Vestein w raz z moim wujem, Harmoniuszem i cała kompanią, chcieli coś zrobić... duch sam nie wiedział co. Był dość zdesperowany z braku energii i zamknięcia w pudełku - urwała - podobno już od dłuższego czasu mój wuj do niego nie przychodził. Karmił go swoją energią, a duch przekazywał ją od razu do fiolek. Wuj miał go uwolnić ze szkatuły, jak tylko zrobią to, co mieli zrobić. Proponuję porozmawiać z innymi i przekazać energię duchowi. Pójdziemy tropem lśniących fiolek i może znajdziemy cel misji Vesteina...

Nie wiedziała co się Kyarielowi stało. Przecież taki oczytany... ale w sumie jak to kiedyś chciał na nią zakładać pęk amuletów, to może i dzisiaj ma jakiś gorszy dzień... wszyscy są przecież wycieńczeni podróżą.

W tym jednak momencie do jej umysłu przedostało się odczucie troski. Troski, która ustąpiła miejsca nagłemu, niewyjaśnionemu znalezisku... Wylkołek! Siedzą już od pewnego czasu w tej szopie, a przecież, miała go wyleczyć!

- Porozmawiamy później, muszę teraz pomóc Tańczącemu. Od iluś dni przecież jego stan się pogarszał...

Bez zwłoki opuściła więc lekko klaustrofobiczną szopę, kierując się chyżo do głównego budynku...
Leczę wylkołka - najpierw poprzez Wykrycie Ducha rozpoznaję z czym mam do czynienia, później wypędzam tego ducha choroby Egzorcyzmem. Jak już to zrobie, to zaparzam dla Tańczącego czarny bez.
Ostatnio zmieniony 12 lutego 2016, 14:29 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 12 lutego 2016, 13:44

Przez pierwsze kilkanaście uderzeń serca, Vidgar z fascynacją obserwował dziwne zachowanie Wylkołka. Jego niewidzące spojrzenie i rozedrgany ruch kończyn. Sam jeszcze myślamy pozostawał przy fiolkach ale kiedy wreszcie dotarło do niego na co w tej chwili patrzy, krzyknął:

- MEDYK!

Dotarło do niego, że to może mało zrozumiałe słowo, które usłyszał kiedyś na wyprawie będzie zbyt egzotyczne dla Wiedźmy z lasu, którą próbował przywołać dlatego dodał szybko:

- Ratunku!

Ponieważ to jedno słowo, nie do końca było nośnikiem takiej informacji jaką chciał przekazać, kontynuował:

- Wylkołek oszalał! To znaczy jest choooryyy!

Po czym podbiegł szybko do Tańczące odstawiając fiolki gdzieś pod ścianą i zatroskany zaczął do niego przemawiać, na wszelki wypadek, jednak zdejmując tarczę z pleców.

- Tańczący przyjacielu najdroższy, słyszysz mnie? Widzisz mnie? Dobrze się czujesz? Czy mogę Ci jakoś pomóc?

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 12 lutego 2016, 15:28

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Wody...! - wychrypiał Tańczący, zwijając się w cierpiący kłębek i Vidgar przyklęknął przy wylkołku wlewając mu do gardła nieco płynu ze swojej manierki. Wilczarz przełknął chciwie, prawie się przy tym krztusząc. Jednocześnie do sali wpadł Vilberg, Gunlid oraz Brnjar - najwyraźniej zaalarmowani krzykami młodego wojownika.

- Co się tu wyrabia, do stu tysięcy lodowych demonów?! - huknął stary korsarz, chowając miecz. Najwyraźniej bowiem nie działo się nic, co wymagałoby użycia stali.

- Ano, wylkołek jest chory, wuju - odparł już spokojniej młody Einherier.

- A, niedobrze! Na Og'dena, gdzie się ta wiedźma podziała?! - Vilberg zadał pytanie, które chyba zastanawiało aktualnie wszystkich.

Zanim jednak mieli okazję oddać się spekulacjom w tym temacie, Norlaug pojawiła się w drzwiach wejściowych. Za nią zaś, potrzepując płaszcz z śniegu wszedł Kyariel, obrzucając zebranych nieco roztargnionym spojrzeniem.

Czarownica, bez dalszej zwłoki przyklęknęła obok chorego wylkołka i zaczęła badać jego stan. Widząc, że nie ma tu wiele do roboty, Vidgar odsunął się i przypomniał sobie o porzuconych fiolkach, które, tak jak je pozostawił, leżały pod ścianą.

- Pomóc ci w czymś? Potrzebujesz czegoś? - zapytała wiedźmę Gunlid. W jej głosie słychać było troskę, najwyraźniej ją również martwił stan Tańczącego.

- Przydałby mi się jakiś garnek. I woda, by zaparzyć zioła. - odrzekła młoda uzdrowicielka i zaczęła wyjmować z torby przeróżne czarodziejskie utensylia, wśród których była garść krzemieni, dziwna grzechotka z kawałków drewna i niewielkie paczuszki z ziołami.

Wilczarza skinęła głowa i pospieszyła przynieść żądany przedmiot. Vilberg z Brnjarem zaś widząc, że sytuacja najwyraźniej została opanowana, wzięli się za oglądanie wiszącej na ścianie mapy, wymieniając uwagi co do możliwego położenia zaznaczonej na niej doliny. Starali się jednak mówić półgłosem, by nie przeszkadzać w uzdrawiającym obrzędzie.
Spoiler!
Wykrycie Duchów: Wykryjesz w ciele Tańczącego obecność ducha choroby. Jest to duch związany z wodą. Znajduje się w płucach.
Egzorcyzm: Usuniesz ducha z ciała wylkołka, który jednak będzie osłabiony jeszcze przez jakiś czas. Zioła jednak na pewno pomogą mu się pozbierać.
Całość działań kosztuje Cię 2 punkty Energii. Pozostały Ci już tylko 2.
Spoiler!
PO skończonym obrzędzie uzdrawiania poczujesz się o niebo lepiej. Gorączka zniknie całkowicie i przestaniesz mieć dreszcze. Znów możesz myśleć klarownie, aczkolwiek jesteś nieco osłabiony po tej całej chorobie. Na pewno też zrobisz się nieźle głodny.
Spoiler!
Z uwagi na to, iż zgłosiłeś absencję jako gracz, uznam, że Olaf w tym czasie załata wraz z Joosem i Redem dziurę w stajni, za pomocą znalezionych bali drewna. Zajmie wam to jakieś półtorej godziny i robota będzie ciężka, ale przynajmniej macie satysfakcję, bo wyszło wam to nieźle.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 13 lutego 2016, 19:47

Pędziła ile sił do chorego wilczarza. Z domu posłyszała głos. To przerażony stanem przyjaciela Vidgar wołał o pomoc. W raz z depczącym jej po piętach Kyarielem, wpadła do głównej sali. Nie czekała i nie tłumaczyła powodu swojej nieobecności. Trzeba było natychmiast działać! Wylkołek trząsł się cały od czubka nosa do końcówki ogona włącznie, ledwo chroniąc się przed zimnem pod magicznym kocykiem. Przyklękła przy nim, lekko dotykając jego grzbietu. Wilczarz wyraźnie trząsł się z zimna, ale jego skóra emanowała nieprawdopodobnym wprost gorącem. Wyciągnęła z torby potrzebne przedmioty - grzechotkę zrobioną dawno temu przez jej wuja z kawałków buku rozdartego uderzeniem pioruna, oraz niewielkie krzemienie zebrane z koryta leśnego strumienia.

[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=Q8Gj23t_ZqQ[/center]
Skupiła się na ciele chorego. Zaczęła z początku cicho przygrywać grzechotką. Szelest narastał, a jej percepcja co raz bardziej się wyostrzała. Ze zdecydowaniem rozkazała w Śpiewie Duchów:

- Duchu choroby, pokaż się. Nakazuję ci ukazać swą naturę!

Na początku nic się nie wydarzyło. Po chwili jednak, dojrzała jak poprzez mgłę, pojawiający się cień. Ciemnoszary kształt, na podobieństwo jakiejś zimnej i lepkiej substancji, osiadał na płucach wylkołka. Duch choroby o wodnej naturze, odbierający energię i właściwy każdej żywej istocie ogień.

Szelest grzechotki narósł. Dźwięk był co raz szybszy, a jego poszczególne tony zlewały się w jedno dając jednostajny rytm. Wiedźma wzięła głęboki oddech i z całą siłą swojego głosu powiedziała:

- Duchu choroby, którego natura jest jak woda w stawie mętnym. Rozkazuję ci, opuść ciało tego wylkołka! Duchu choroby, którego naturą jest chłód topnących śniegów, rozkazuję ci, wyjdź z ciała tego wylkołka i nigdy nie wracaj!

Przez moment zdawało się, jakby cień stał się jeszcze wyraźniejszy. Wtedy kształt zaczął się zwijać, falować. Ciemna szarość zwarła się tworząc jedno kłębowisko zimnej lepkości. Gdy już wiedźma sądziła, że ma do czynienia z jednym z tych naprawdę opornych bytów, co rusz przybierających na sile i męczących co raz to słabszego chorego, wodnisty byt jął się rozpraszać. Po woli szarość zaczęła się rozwiewać. Wypłynęła z płuc i jako bezkształtny opar zniknęła za wejściem do chaty.

Szelest grzechotki zaczynał cichnąć. Rytm zwalniał, przechodząc w tony łagodzące wyczerpane ciało i ducha. Po chwili czarownica wyszła z transu. Drgawki ustały, oddech Tańczącego wyraźnie się pogłębił. Wiedźma troskliwie pogładziła przyjaciela po grzbiecie i okryła go szczelnie Ognistym Kocykiem.

Powzięła postawiony na runicznym kamieniu garnek, wrzucając do niego zasuszone owoce bzu. Po chwili pomieszczenie wypełniło się ich ciepłym i kojącym aromatem...
Jak pomogę Tańczącemu, podam mu gorący napar z czarnego bzu i upewnię się, że jego stan się trochę poprawił, pójdę zregenerować swoją energię medytując poprzez wpatrywanie się w śnieg.
Ostatnio zmieniony 13 lutego 2016, 20:08 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 14 lutego 2016, 13:58

Widząc, że Norlaug najwyraźniej skończyła. Vidgar oddalił się od ściany i zbliżył do centrum chaty.

- Tą ścianę tam gdzie jej nie ma, to rozwalił wilczośpiewiec. Znalazłem kawałek jego kła - to mówiąc sięgnął do kieszeni i pokazał znalezisko.

- W tamtym pokoju - kierunek wskazał skinieniem głowy - były zaś te fiolki. Może ktoś z was będzie wiedział czy się do czegoś przydadzą? - z pytaniem zwrócił się do Maga i Czarownicy.

Teraz też dopiero doszło dotarło do niego to co się stało przed chwilą. Kiedy Norlaug wbiegła do chaty, tuż za nią biegł Alfr. Wiedźma miała leczyć Tańczącego tymczasem zniknęła gdzieś i nikt nie wiedział gdzie i to w dodatku z Alfrem. Norlaug miała rumieńce a Kyariel zaś miał dziwny wyraz twarzy, jakby był czymś przejęty.

Podejrzliwość wybuchła w nim jak płomień z suchego igliwia a towarzyszyło temu uczucie zazdrości. Temu drugiemu zdziwił się, zwłaszcza później, kiedy przed snem rozmyślał nad wydarzeniami minionego dnia. Nie zdążył zauważyć kiedy Norlaug zmieniła się z babciopodobnej wiedźmy w młodą atrakcyjną i tajemniczą kobietę. Całe to zajście sprawiło, że zasypiał z poczuciem lekkiego zakłopotania i pomieszania.

O ile podejrzliwość i złość byłaby na miejscu, bo nie godzi się z jakimś Alfrem... tu ciąg myśli przerwał, bo czuł się dziwnie nieszczęśliwy myśląc o tym jak to nazwać, to zazdrość jednak uważał, że była nie w porządku. Norlaug była wolną kobietą i nie mieli wobec siebie żadnych zobowiązań. Tak naprawdę nawet nie był pewien czy chciałby mieć jakiekolwiek z nią zobowiązania.

Trudno czasem być takim młodym...

Była to ostatnia myśl przed zaśnięciem.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 16 lutego 2016, 00:51

Większość z nich skupiła się na stanie Wylkołka, który był co prawda niepokojący, ale on sam nie mógł nic na to poradzić. A skoro nie mógł tu w niczym się przydać postanowił nie stać jak ten kołek i bezczynnie się martwić lub dopingować. Zwłaszcza, że cały czas był nieco rozkojarzony. -W sumie to całkiem normalne, gdy twój światopogląd legnie naraz w gruzach, a jeśli nie, to poważnie się chwieje w posadach i pod własnym ciężarem- podszepnął cichy, ale pewny swego wewnętrzny głos. Dodatkowo jedyna osoba z którą się tym raczył podzielić (i wcale nie przyszło mu to z łatwością) całkowicie to zignorowała. Wiedział w sumie, że jego słowa brzmiały jak bełkot szaleńca, ale co poradzić, gdy wiedział, że były prawdziwe. Czuł, że może być to istotne, bo na pewno było niezwykłe i mocno wywrotowe. A może ktoś z nich z czymś takim się zetknął? W każdym razie postanowił zaczekać do rana by powiedzieć o tym wszystkim, choć bał się, że go wyśmieją. Tym bardziej, że nie ma nic na dowód tego co się dowiedział. Miał tylko nadzieję, że nie wezmą go za kłamcę, przecież nigdy nie dał im ku temu powodu. Najwyżej zostanie uznany za niespełna rozumu, ale co zrobić.

W nastroju podobnym do burzy gradowej rzucił jeszcze raz okiem na zebranych w sali i poszedł szukać biblioteki. Musiał czymś się zająć, a nie stać bezczynnie, zwłaszcza, że w końcu czuł, że zbliżają się, co prawda powoli, ale jednak do rozwiązania zagadki wyprawy, której śladem poszli.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 lutego 2016, 13:43

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
Mag spojrzał na Vidgara błędnym wzrokiem, sugerującym, iż nie zrozumiał nawet pytania, po czym bez słowa minął młodego wojownika i zniknął we wskazanym przez niego pomieszczeniu, zamykając za sobą drzwi. Nardles patrzył za nim nieco zaskoczony, bowiem zachowanie Kyariela wydało mu się co najmniej dziwne. Rozproszyło jednak część podejrzliwości, jaką doń żywił, bowiem Adept nie wyglądał, jakby wracał z miłosnej schadzki - a raczej, jakby właśnie zobaczył upiora lub coś jeszcze gorszego... Ponownie spojrzał więc na Norlaug, ona jednak zdawała się nie zwracać uwagi na dziwne zachowanie Alfra, skupiając się na przyrządzaniu leczniczego naparu.

- Jutro rozpoczniemy poszukiwania - rzekł Vilberg, siadając ciężko na jednym z stojących wkoło runicznej płyty pniaków. - Dziś odpocznijmy i opatrzmy porządnie to miejsce. Wilczośpiewiec powiadasz... - stary Korsarz wziął do ręki odłamek kła, znaleziony przez Vidgara i zamyśli się na chwilę, obracając ząb go w dłoniach.

- Ano, trza tu będzie kogoś pozostawić, by koni dopilnował - rzekł wreszcie. - Te bestie gotowe znów przegryźć się przez ścianę... Tak musiało być i ostatnim razem. Pewnikiem usłyszały ryk Khas, a zwierzęta, zwietrzywszy drapieżnika wyłamały drzwi i pierzchły... Nie znaleźliśmy bowiem w środku żadnych resztek... Trza będzie jednak uważać, czy to w trakcie warty, czy poruszając się po okolicy... I nie oddalać się samemu...

W tym momencie przerwało mu wejście Hatra. Wojownik wtoczył się przez drzwi i hałaśliwie obstukując buty ze śniegu:

- Na Aurena, toż duje, jakby się wściekło! Myślałem, że mi dupę urwie... - mruknął. - A, tego, no, znalazłem jakieś magiczne światełka na zewnątrz, do tyczek przywiązane. To je postawiłem na powrót by oświetlały ładnie tu wszystko. Przynajmniej tera widać, co gdzie jest.

[center]***[/center]
Kyariel wszedł do pomieszczenia, które wskazał mu Vidgar, zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. Właściwie nie wiedział, czemu udał się tutaj, lecz wydawało mu się ono po prostu najbliższe. Czuł, że musi przez chwilę zostać sam... Poza tym wojownik mówił coś o jakiś fiolkach... Przez moment Alfr stał nieruchomo próbując pozbierać nieco skołowane myśli. Jego elfi wzrok zdołał nieco przystosować się do ciemności, lecz mrok panujący w pomieszczeniu był tak gęsty, iż utrudniał poruszanie się nawet komuś obdarzonemu tą zdolnością. Wyszeptał kilka słów i z jego palców spłynęły iskry złotego światła, łącząc się w postać lśniącej sfery, która zawisła nad ramieniem maga. Rozejrzał się szybko i z pewną ulgą skonstatował, iż wybrał właściwe pomieszczenie. Na niedbale zbitej ławie stało kilka przyborów alchemicznych i wiele fiolek z różnokolorowymi cieczami. Obok posłania zaś, na opasłej skrzyni zauważył trzy oprawione w skórę księgi i kilka luźnych kartek pergaminu, pokrytych nerwowym pismem. W kącie zwisał kolejny czarny sznur, zakończony tajemniczą fiolką. Tym razem nie świeciła się ona jednak i mag zbliżył się do niej z zaciekawieniem, próbując odgadnąć co decydowało o jej aktywności. Dotknął jej delikatnie i zaczął oglądać z uwagą. Spróbował odkręcić jeden z korków i wtedy usłyszał ciche "klik" a fiolka rozżarzyła się blaskiem.

[center]Obrazek[/center]
Dla Kyariela: Tracisz 1 punkt Energii za czar Światło (użycie Przekazania Mocy na sobie, światło będzie palić się przez minutę).

Test Technologii (Int + Technologia):
37 - 30 (za brak umiejętności) = 07. Rzut: 06! Jakimś cudem zdałeś go i odkrywasz, że jeśli przekręcisz jeden z korków w prawą stronę, to fiolka zaczyna się świecić. Jak odkręcisz go w drugą stronę, to gaśnie. Nadal jednak nie masz pojęcia jak to działa.

Wygląda na to, że znalazłeś laboratorium gnoma Harmoniusza. Poza kilkoma książkami znajdziesz coś co wygląda na prywatne notatki gnoma. Wszystko zostało spisane w języku, którego nie znasz. Jest tam też sporo fiolek z rożnymi, barwnymi cieczami, oraz jakieś inne szklane naczynia i przyrządy. Znajdziesz także trzy dziwne, kamienne wielościany. Są czarne, regularne i przypominają nieco kryształ granatu. Co ciekawe dwa z nich są rozłupane i puste w środku. Trzeci nadal jest cały. Nie wiesz z jakiego kamienia są wykonane.

Test Kryptografii: (Int + Kryptografia):
37 + 9 = 46. Rzut: 76. Nie masz pojęcia w jakim języku napisane są te ksiązki. Cała twoja wiedza nic Ci nie mówi na ten temat.
37 + 9 = 46. Rzut: 15. Zdane z trzema przebiciami. Znajdujesz pamiętnik gnoma, spisany częściowo w gnomim, częściowo zaś w tym samym języku w którym są spisane leżące obok woluminy. Teraz dochodzi do ciebie, że być może tym tajemniczym językiem jest Lutriana, o której wiesz niewiele, poza faktem, że Alchemicy czy Uczeni często używają jej do zapisywania swojej wiedzy. Wiesz jednak, że jeśli będziesz mieć wystarczająco dużo czasu zdołasz przetłumaczyć fragmenty napisane w gnomim, bowiem ten język należy do tej samej rodziny co elfi.
Ostatnio zmieniony 17 lutego 2016, 10:07 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 18 lutego 2016, 19:46

Wszystko zaczynało łączyć się w jedną torturę gorąca i pragnienia. Swiat drżał w niepewności i dyskomforcie, a Tańczący po Czarnej Spirali razem z nim. Stawało się to powoli nie do zniesienia, ale wtedy pojawiła się czarownica, i wszystko gdzieś odeszło. Jego gardło z nagła nie było siedliskiem pszczelich rządeł, potrafił leżeć spokojnie nie rzucając się na boki, a i jego kocyk na powrót stał się jego kocykiem.

Łeb ciężko położyl na deskach izby, domknął na wpół otwarte oczy i odetchnął z ulgą. Udręka choroby gdzieś przepadła, pozostawiając za sobą zmęczenie i kocyk. Nawet jego pragnienie zelżało, pozwalając mu na tę blogą chwilę nie jęczeć za wodą. Oddychał i go nie bolało, i było to wystarczającym powodem by wszystko inne od siebie odsunąć, i pozwolić trwać chwili.

Kiedy Norlaug podała mu napar, po pierwszym jego łyku prychnął z obrzydzeniem i wypluł płyn na podłogę. Z niezadowoleniem kręcił nosem i starał się zlizać z warg ten nieprzyjemny smak. Czarownica cierpliwie odczekał chwilę jego ostatencyjnego niezadowolenia i ponownie podała mu napar. Nic nie powiedziała, ale zobaczył w jej spojrzeniu, że nie zrezygnuje. Posłusznie więc wychłeptał sporą część miski, nim ponownie opadł na deski z głośnym westchnięciem ulgi.

Dopiero po chwili błogigo leżenia zobaczył jak wielkie zainteresowanie wzbudził wśród towarzyszy swoją chorobą. Wiele par oczu było na nim skupionych, w części z nich dało się wyczytać troskę.

- Już mi lepiej. - burknął pod nosem, jednocześnie próbując uciec bez reszty pod kocyk. Kiedy jednak nie udało mu się to przy dwóch podejściach, speszony dźwignął się na łapy i zrzucił z siebie przykrycie. Wzrokiem próbował uciec od spojrzeń przyglądających mu się towarzyszy. Czuł wstyd. Z nich wszystkich, to on powinien być najwytrzymalszy na takie rzeczy jak choroba. Tym czasem okazał się na nie najbardziej podatny. To tak, jakby taki Olaf przegrał bójkę w barze z wiejskim głupkiem. I na domiar złego, im dłużej o tym myślał, tym bardziej czuł się zażenowany.

W końcu nie wytrzymał i nie chcąc już dłużej być obiektem litości zwerbalizował pierwszą myśl jaka pojawiła mu się w głowie.

- Jestem głodny. - powiedział, po czym ruszył się ze swojego miejsca w kierunku korytarza. Jedzenia tam pewnie nie było, ale były drzwi za ktrymi będzie mógł się schować nim nie ochłonie.
Jestem głodny. Chcę jeść bardziej niż się schować, więc jeśli ktoś wspomni o jedzeniu, zostanę. w przeciwnym razie idę na chwilę zniknąć z oczu osobom które były w moim otoczeniu kiedy zrobiło mi się lepiej.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 lutego 2016, 14:16

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 6 zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri[/center]
- W stajni wieczerzy nie dostaniesz - zawołała za wilczarzem Gunlid. - Chyba, że obrokiem chcesz się pożywić? Licha to jednak byłaby strawa!

Roześmiała się dźwięcznie, na myśl o Wylkołku przeżuwającym pracowicie wraz z kucam.

- Ostań tutaj - dodała po chwili, już łagodniej. - Zaraz coś przyrządzimy z Norlaug.

Hatr usiadł nieopodal na pniaku i rzekł:

- Ano, wreszcie gadacie z sensem. Zdałoby się coś zjeść.

Zdania tego nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wszyscy poczuli nagle, iż jest w nim zawarta wielka mądrość. Kolejna godzina upłynęła więc na sortowaniu zapasów i przygotowywaniu gulaszu z resztek posiadanego mięsa.

[center]***[/center]
Słońce zaszło już, kończąc krótkie godziny dnia i świat na zewnątrz zatonął w wezbranej szarości zmierzchu. W długiej chacie jednak panowały względnie dobre nastroje. Po wielu dniach wędrówki przez pustkowia, wyprawa dotarła wreszcie do miejsca przeznaczenia. I choć nikt nie wiedział, gdzie są zaginieni, jednak ta chata, zapasy i rzeczy w niej pozostawione, dowodziły, iż poszukiwani spędzili tutaj sporo czasu. Mapa wisząca na ścianie przykuwała wzrok wielu, nikt jednak nie odezwał się, dopóki ostatni kawałek pachnącego jałowcem gulaszu nie zniknął z garnca. Dopiero wtedy Vilberg przemówił, odstawiając pustą miskę:

- Jutro wyruszymy na poszukiwania. Ja wraz z Olafem udam się do Doliny Mgieł. Ty pójdziesz także z nami Kyarielu, bowiem twa wiedza o magii wielce nam się przyda, jeśli trafimy na jakieś czarodziejskie miejsce. Ty, Vidgarze, weźmiesz Tańczącego i Norlaug i sprawdzicie obszar na zachód od doliny. Zaś ty Gunlid, wraz z Yoosem i Hartem obejdźcie ją od wschodu. Nie będziecie mieli ze sobą Adepta, jednak wasze doświadczenie w dziczy powinno wystarczyć, jakbyście co dziwnego napotkali. Wilczośpiewce mogą być w okolicy, więc Brnjar z wojami pozostaną tutaj, aby strzec zapasów i koni.

- Ano, z mojego brzuszyska na bezdrożach żaden pożytek - zgodził się Brnjar. - Obijałbym się tam tylko. A jakby się jaka bestia tu zapuściła, to chłopcy dadzą jej łupnia.

"Bracia Ponuracy" jedynie łypnęli na te słowa posępnie i zamruczeli coś, co najwyraźniej stanowiło poparcie dla słów ich zwierzchnika.

- Wyruszymy skoro świt - kontynuował Vilberg - Bądźcie czujni i baczcie na wszelkie ślady, jakie uda wam się znaleźć. Każda rzecz, jaką zauważycie może mieć bowiem wagę srebra. Uważajcie jeno na bestie i demony zimna. I trzymajcie się razem. Toż źle by było, gdyby ktoś z nas zagubił się na tym pustkowiu.
Dla Wszystkich: Zakładam, że wszyscy zebraliście się na wieczerzę. Rano wyruszycie na poszukiwania. Jeśli chcecie jeszcze coś robić wcześniej: porozmawiać o czymś lub przygotować się do drogi, to proszę pisać. Jeśli nie, to przejdę dalej.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 21 lutego 2016, 15:43

Skrzynka i popisy magicznych sztuczek związanych z żywiołem elektry równie dziwiły, co napędzały dziwnego, niezrozumiałego strachu dla Olafa. Wolał nie mieszać się w te magiczne sprawy i zająć tym, na czym zna się lepiej. Z braku lepszych zajęć postanowił naprawić i "załatać' ukrytym drewnem dziury, by w nocy wiatr nie zakradał się pod ubranie i nie łaskotał tak dotkliwie, jak w poprzednich dniach wyprawy. Jednak luksus posiadania dachu nad głową wydawał się teraz niedoceniony.

Człowiek nie doceniał tego, że spał w ciepłym łóżku i nic nie kapało mu na głowę, dopóki nie wyruszył na wyprawę i przyszło mu mierzyć się z niedogodnościami na własnej skórze.

Po skończonej robocie Olaf klapnął ciężko siadając na zaimprowizowaną ławę i w milczeniu jadł własny przydział strawy, bacznie słuchając rewelacji przekazywanych przez wiedźmę i alfra.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 22 lutego 2016, 21:14

Ciepła strawa rozkosznie rozgrzewała całe ciało począwszy od żołądka, aż po koniuszki palców. Tak, teraz to było potrzebne... regeneracja sił przed kolejną podróżą. A jednak byli o wiele bliżej rozwiązania zagadki zniknięcia wyprawy badawczej.

I jeszcze ten wilczośpiewiec... nie, to nie było tak, wpadł pewnie do stajni później, a nieszczęsne khas zerwały się ze sznura szukając miernego schronienia na mroźnych pustkowiach. Vestein wraz z Haraldem znajdują się teraz głęboko w tej tajemniczej oazie, której tak poszukiwali. I któż wie, co może tam żyć? Skoro jest miejscem bujnego rozkwitu roślin, to czemu nie mogłyby być schronieniem dla niespotykanych na tych równinach bestii?

W ciszy serca modliła się więc do Jezzy, Pani Losu, o roztoczenie opieki nad tym, który tak wiele jej dał, tyle pokazał i nauczył, a przy tym był dla niej jak jak ojciec... ojciec, którego utraciła, gdy była zaledwie jednym z gromadki hałaśliwych, bawiących się u pobliskiego strumyka dzieci. Może i musiała jeszcze się wiele nauczyć, a już zwłaszcza o bytach natury elektrycznej, ale wyszła chociaż na ludzi. Nie siedzi w jednej wiosce przędąc ciepłe poncza i czekając na rychłe wydanie za mąż, co w żaden sposób nie wydawało się być interesującą perspektywą dla tak młodej osoby.

Słowa Vilberga wyrwały ją z zamyślenia. Odstawiła pustą już, jednak wciąż gorącą miskę i zaczęła opowiadać o osobliwej skrzynce i rozmieszczonych dookoła budynków fiolkach:

- Przeszukując ten teren, natknęliśmy się z Olafem i Kyarielem na osobliwe przedmioty. W tym na te magiczne światła, o których wspomniał Hatr. Są one połączone czarnymi sznurkami z pewnym pudełkiem w szopie, a zaklęty jest w nim duch żywiołu elektry. Mój wuj prosił go o pomoc do czasu, gdy nie skończą swoich badań na tym terenie. Żywił go swoją energią, a sam duch przekazywał ją do tych fiolek oświetlających obejście. Teraz jednak duch ma co raz mniej energii i jest wystraszony. Od wielu dni bowiem mój wuj do niego nie przychodził.


Po opowieści czarownica idzie obejrzeć jaki jest układ tych pałeczek. Sprawdzi też laboratorium Harmoniusza, czy aby nie znajdzie się tam coś przydatnego - może jakieś zioła. A i jeszcze pójdzie do ducha i zapewni go, że znajdzie Haralda, który przecież jest osoba bliską jej sercu. A wtedy będzie mógł opuścić to pudełko, do którego jest przywiązany.
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2016, 15:50 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Hel
Reactions:
Posty: 54
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:11

Post autor: Hel » 23 lutego 2016, 14:22

-Z radością przysłuzę Wam się swoją pomocą i usługami, Vilbergu- rzekł Alfr. Zebrał sie o tyle o ile do kupy razem ze swoim umyslem, by uznać, że przekaże składnie to co musi.

- Teraz wysłuchajcie mnie proszę wszyscy uważnie. Wiem, że ciężko będzie w to uwierzyć co zaraz powiem, lecz zarzekam się na Ridvine, że to prawda. Jeśli jest inaczej niechaj padne tu trupem. Jest to o związane z badanymi przez nas świecącymi fiolkami i skrzynka połączona z nimi. W skrzynce jest zamknięty duch zrodzony z Elektry. Ale same fiolki nie noszą sobie ni ksztyny magii. A jednak świecą się blaskiem, który nie jest też dziełem natury. No bo jak? Jestem także pewien, że to co się dowiedziałem jest prawda, oraz generalne chyba jestem wciąż zdrowy na umyśle. Wiadomo także, że twory te związane są z działalnością Harmoniusza. Chciałbym się później dowiedzieć o nim więcej. A teraz wracam odszyfrowywac księgę, zdaje się, że jego pamiętnik co znalazłem. Także odkryłem tam dziwne lekko magiczne czarne kamienie wypełnione czarna cieczą wewnątrz, ale to nie wiem czy was interesuje.
Wracam tłumaczyć pamiętnik. Choć odpowiem jeszcze wcześniej na pytania, jeśli jakieś będą. Znajduje jakieś świece by przy nich odmedytowac utracona energię. Rano na drogę zabieram miecz, który jak odkryłem nosiłem cały czas na plecach;) Oraz na wszelki wypadek hubke i krzesiwo oraz jakiś prowiant i manierke. Wiedziony prawdopodobnie irracjonalnym przeczuciem biorę ze sobą tez czarny kamień.
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2016, 15:50 przez Hel, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 23 lutego 2016, 14:32

Cieszył się, że nikt nie komentował w żaden sposób jego... słabości. Chociaż przyłapał się na tym, że zerka co chwilę na towarzyszy w obawie, czy aby na pewno nikt nie patrzy na niego drwiącym wzrokiem. Nic takiego jednak nie zauważył. W milczeniu jadł strawę, mruknięciem i skinieniem łba potwierdzając swą gotowość do jutrzejszych zadań. A kiedy skończył posiłek i popił go sporą ilością wody, w milczeniu poczłapał w pobliże kamienia z runem ogniska. Absolutnie nie miał ochoty na rozmowy, jeszcze mniej na jakiekolwiek zabawy. Zadowolony z lepszego samopoczucia, postanowił jak najlepiej wykorzystać czas przed porannym wymarszem i zwyczajnie ułożył się do snu.
Wylkołek jest raczej ponury i nieskory do interakcji. Jest wyraźnie przygnębiony i nie będzie już z nikim rozmawiał tego wieczora.

ODPOWIEDZ