Sprowadzeni przez ochronę "Slammera" policjanci sprawiali wrażenie zmęczonych i rozdrażnionych, co Clarensa wcale nie dziwiło biorąc pod uwagę statystyczną ilość nocnych interwencji. Jeden radiowóz zaraz zresztą odjechał, ściągnięty przez dyspozytora w inne miejsce. Dwaj pozostali funkcjonariusze obejrzeli leżące przy Subaru ciała robiąc im serię zdjęć noszonymi na uniformach cyfrówkami. Postrzelony w udo złodziej odzyskał w międzyczasie przytomność i zaczął się krzykliwie domagać pomocy medycznej. Użyta w dyskretny sposób pałka szybko go uciszyła, odesłała ponownie w niebyt nieświadomości.
- Panów broń jest zarejestrowana? - spytał retorycznie jeden z mundurowych, kiedy Bob i Clarens pokazali na wezwanie użyte w samoobronie pistolety.
- Tak, ale mój egzemplarz nie należy do mnie - odparł Białas, wysławiając się w niecodziennym dla siebie, ale dobrze przyswojonym stylu wykształciucha - To mojego dobrego przyjaciela, legalny. Facet nazywa się Eduardo Gonzales, możecie sprawdzić w bazie danych. To on strzelał.
- Więc czemu go tu nie ma? - gliniarz zmarszczył nos spoglądając na technika znacząco - Oddalił się z miejsca przestępstwa?
- Odwiózł do szpitala swoją przyjaciółkę. Biedaczka była świadkiem całego zajścia, dostała prawdziwej histerii. Przekazał mi broń w celu udokumentowania faktów, pozostaje też w pełni dyspozycyjny...
- Dobra, proszę zapisać tutaj jego dane kontaktowe - policjant machnął ręką i przechylił głowę podnosząc do ust moduł łączności taktycznej - Tu Adam 7245. Nieudana próba kradzieży połączona z napaścią. Sprawcy zneutralizowani przez ofiary. Dwóch zmarło na miejscu zajścia, trzeci został aresztowany. Wymagana podstawowa asysta medyczna dla aresztanta oraz REO. Chwilę... jaki jest pana stan? Potrzebuje pan ambulansu?
Gliniarz przeniósł spojrzenie na pobieżnie opatrzonego Boba, siedzącego z miną męczennika na masce swego wozu.