Rewelacja na temat niemagicznych fiolek nie poruszyłą zebranych. Kyariel miał nawet wrażenie, iż niektórzy spoglądają na niego z pewną dozą konsternacji, pozostali zaś ze współczuciem.
- Olaf - rzekł Vidgar. - Chyba za mocno przyłożyłeś magowi i mu się coś pomieszało...
- Słyszałem - przerwał mu Brnjar. - że gnomy mają jakieś swoje czary... Łączą druciki, gałązki i jakieś inne śmieci i potrafią cudeńka z tego uczynić. Jeno nie wydaje mi się, aby obywały się bez magii... Wszak każde dziecko wie, że rzeczy bez magii nie mogą świecić ani cudów robić.
- Ano, co racja, to racja... - mruknął Vilberg. - No, ale późno już, więc czas by się położyć. Od zmęczenia w głowie się mąci i później się komuś zdaje, że Oxan obaczył*...
Alfr porwał się na te słowa z miejsca i chciał coś powiedzieć, lecz siedzący obok niego Joos wstał także i położył mu rękę na ramieniu przyjacielskim gestem.
- Siądź i zjedz - poradził spokojnie. - Ochłoń trocha. Wszak nie chcesz znów coś głupio palnąć a potem na ziemi leżeć, nie?
- Dobra rada - poparł go Vilberg. - Nie ma co się co gniewać, przeca prawdę mówię. Wyśpij się, to inaczej na to spojrzysz. Gnomie czary widać są wam, Alfrom obce i się na tym nie wyznajesz. Ano tak się zdarza gdy człek... Lub elf, co nowego spotka, dobrze mówię? Przeca to żaden wstyd.
[center]
[/center]Pozostali pokiwali głowami i Kyariel rad nierad usiadł. Miał jednak uporczywe wrażenie, że tylko on w tym pomieszczeniu zdaje sobie sprawę z wagi poznanej informacji. Pozostali najwyraźniej nie byli nawet w stanie jej dopuścić do świadomości, a cóż dopiero pojąć jej implikacje! Widać jednak tak to już było z ludźmi. Najwyraźniej rasa ta nie potrafiła spojrzeć zbyt daleko. Wierzyli jedynie w to, co znali i wiedzieli o świecie. Odkładając pustą miskę Kyariel poczuł się przez chwilę bardzo samotny, wśród tych twardych, brodatych wojów, którzy choć bez wątpienia życzyli mu dobrze, najwyraźniej nie umieli zrozumieć targających nim wątpliwości.
33 + 2 -10 (za dziwną informację) = 35. Rzut 75. Test nie zdany.
Wszyscy uznacie, że mag coś bredzi z przemęczenia. Musiało mu się pomieszać coś, albo źle sprawdził te fiolki. Nikt z was nie uwierzy w opowieści o niemagicznych światełkach.
Po wieczerzy większość członków wyprawy udałą się na spoczynek. Przytomni pozostali jedynie Joos, na którego przypadała pierwsza warta, oraz Kyariel, który zamknąwszy się w pracowni alchemika, powrócił do studiowania jego notatek. Pismo Harmoniusza było nerwowe i koślawe, prawdziwie gnomie, jego pamiętnik zaś co rusz skupiał się na mniej istotnych sprawach, opisując jakieś niejasne koneksje rodzinne, lub wdając się w długie naukowe i nienaukowe rozważania. Wszystko to sprawiało, iż tłumaczenie było prawdziwym koszmarem. Było już dobrze po północy, gdy znużony mag oderwał wzrok od kartek i przeciągnął się.
Spojrzenie jego padło na czarny kamień i Alfr odruchowo wziął go do ręki. Przez chwilę przyglądał mu się uważnie, używając do tego nie tylko fizycznego wzroku, ale i zdolności Skanowania Wzorców. Nic nowego jednak nie wykrył. Kamień emanował lekką magiczną aurą, której działanie pozostawało jednak zagadką.
[center]
[/center]W zamyśleniu Alfr począł wodzić palcami po krawędziach ścianek i nagle uczuł, jak jedna z nich przesuwa się lekko. Stłumił podniecenie i skupił się na powrót. Tak, nie mylił się! Kolejna ścianka ustąpiła pod naciskiem palców. Przesunął jeszcze kilka elementów, orientując się, iż kamień stanowi pewnego rodzaju układankę logiczną. Po chwili usłyszał ciche syknięcie i tajemniczy obiekt rozpadł się na pół.
W środku, w niewielkim zagłębieniu, znajdowała się czarna ciecz. Adept dotknął jej delikatnie. Substancja przypominała nieco atrament, była jednak dużo gęstsza i wyraźnie zimna. Zbadał wzorzec, lecz nie wykrył niczego... Cóż to za dziwaczny płyn? Pomyślał, przyglądając mu się. Ciecz zdawała się nie odbijać światła, a wręcz wchłaniać je. Zastanowił się nad tym, czy nie mógłby przebadać jej dokładniej, lecz z drugiej strony takie badanie zajmowało dużo czasu, a on był naprawdę zmęczony. Odłożył więc ostrożnie kamień na ławę, umieszczając go tak, by płyn nie wylał się nigdzie przypadkiem. Za czym zgasił światło i rzucił się na posłanie. Zasnął niemal natychmiast, wciąż widząc przed oczyma nierówno zapisane strony pamiętnika Harmoniusza.
[center]***[/center]
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=fCLPH61 ... u0IagdqgQT[/center]
Vilberg zbudził wszystkich przed wschodem słońca, gdy świat pogrążony jest jeszcze w szarej, upiornej łunie przedświtu. Pogoda tego dnia zapowiadała się przednia, wiatr ucichł a niebo przesłaniał jedynie cienki welon mgły. Członkowie wyprawy wzięli się więc dziarsko do śniadania, aby nie stracić ni chwili dziennego światła, lecz wykorzystać cały dzień na poszukiwania. Także Kyariel wstał rankiem i spojrzał na czarny kamień. Jakież było jego zdziwienie, gdy skonstatował, że tajemniczy płyn zniknął! Najwidoczniej musiał wyparować w nocy i mag pożałował przez chwilę, że nie zamknął go w jednej z fiolek gnoma. Klnąc pod nosem udał się do głównej sali.
Vidgar rozmawiał właśnie z Gunlid, rozdającą suchy prowiant na drogę. Najwyraźniej zastanawiał się nad tym czy wziąć wierzchowce.
- ...bo jak są wilczośpiewce w okolicy to on się spłoszy i będzie uciekać a wilczośpiewiec go zje a my go nie dogonimy. Jakbyśmy coś lub kogoś znaleźli to koń się przyda co prawda w celu transportu, ale też stracić wierzchowca bo się było leniwym to słabo, bo potem trzeba przecież będzie jeszcze wrócić z tego zadupia a na piechotę się nie da... Więc chyba lepiej nie brać, prawda?
- Ano, rzekłabym, że dobrze brać, bo kuc wyczuje wilczośpiewca szybciej niż ty czy ja - odparła rudowłosa. - Jeno, zważ, że one szły wiele dni przez pustkowie. Mają poobcierane pęciny i są bardzo znużone. Dlatego niech dziś odpoczną jeszcze. Zasłużyły na to. Nie chcesz chyba by twój konik padł gdzieś po drodze?
Vidgar zapewnił, że nie chce i zaczął pakować prowiant.
Odgłosy krzątaniny zbudziły Tańczącego i wilczarz wystawił nos spod kocyka. Tuż obok niego, na podłodze stała niewielka figurka Wylkołka, wyrzeźbiona z korzenia wrzosu. Pomimo niewielkich rozmiarów, komuś udało się uchwycić jakiś rys podobieństwa i znalazca nie miał wątpliwości, co do tego, iż modelem był on sam. Obwąchał dokładnie znalezisko i przewrócił je nosem na bok. Runiczny napis na spodzie figurki głosił: "Najtwardszy na Zachodzie!" Tańczący poderwał głowę i poszukał wzrokiem Joosa - ten jednak tylko puścił mu oko.
- Poszukam rakiet w szopie! - zawołał i wyszedł na zewnątrz.
* Oxan zobaczyć - zrobić coś niemożliwego.
[/center]
[/center]
[/center]