PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-Niech to, ciągle ktoś a to w coś wpada, a to skądś spada. Przecenilem widać swój wzrok i zręczność, no i skąd mieliśmy wiedzieć że tu jest aż tak stromo? Nadszarpnieta dumą bolała bardziej niż poobijane, zresztą wcale nie poważnie ciało.
Skupił się na otoczeniu, żeby ukryć zmieszane, oraz dlatego, że było one dość specyficzne i budziło one w nim dziwne odczucia. Wszystko tu zdawało się (i raczej takie bylo, sądząc na pierwszy rzut oka) całkowicie martwe. A to nie było naturalne, coś tu musiało się wydarzyć niepokojącego. Otworzył się mentalnie na bodźce płynące z zewnątrz, choć jego duch się wzbranial i po chwili miał już z grubsza obraz tego co tu kiedyś zaszło.
- Tak, to działania magiczne doprowadziły to miejsce do ruiny. Nie mam pojęcia jakie, lecz wydaje mi się ze musiała tu nastąpić katastrofa. To nie był zwykły ogień, a duchowy, eteryczny- który wypala, niszczy wszystko, a pozostawia jedynie formę. To, to...potworne co tu się stało. To miejsce jest martwe doszczetnie. Wojna magów? Czyżby Harmoniusz się do tego przyczynił?
Skupił się na otoczeniu, żeby ukryć zmieszane, oraz dlatego, że było one dość specyficzne i budziło one w nim dziwne odczucia. Wszystko tu zdawało się (i raczej takie bylo, sądząc na pierwszy rzut oka) całkowicie martwe. A to nie było naturalne, coś tu musiało się wydarzyć niepokojącego. Otworzył się mentalnie na bodźce płynące z zewnątrz, choć jego duch się wzbranial i po chwili miał już z grubsza obraz tego co tu kiedyś zaszło.
- Tak, to działania magiczne doprowadziły to miejsce do ruiny. Nie mam pojęcia jakie, lecz wydaje mi się ze musiała tu nastąpić katastrofa. To nie był zwykły ogień, a duchowy, eteryczny- który wypala, niszczy wszystko, a pozostawia jedynie formę. To, to...potworne co tu się stało. To miejsce jest martwe doszczetnie. Wojna magów? Czyżby Harmoniusz się do tego przyczynił?
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Grupa Norlaug, Tańczący, Vidgar
Tańczący roześmiał się na słowa Vidgara, biorąc je za żart. Kiedy jednak po minie młodzieńca rozeznał się, że ten mówił poważnie, przestał się śmiać i tylko wpatrywał mu się w oczy, szukając właściwych słów.
- Żmij lodowy ci na mózg uwiera - wymruczał w końcu przez zaciśnięte zęby, nie kryjąc złości, lecz nie znajdując lepszej riposty. Podszedł do omawianego zwierzęcia i trącił je łapą, wskazując odpowiednie miejsce.
- Więc jeszcze raz, po kolei. Ten znak, to przecież wypalone znamię. Nie sposób pomylić tego z zaschniętą krwią. W dodatku rozejrzyj się, każde z tych zwierząt ma takie. Nie mają oporządzenia, bo te z tego co pamiętam wisi w stajni w obozie. - mówił powoli i dobitnie. Jednak ton jego głosu wyraźnie sugerował, iż wylkołek wie że ma rację.
Podszedł do truchła które podsunęło mu myśl o trollach. Ponownie łapą wskazał o co mu chodzi.
- A ten tutaj jest wyraźnie nadtopiony. Zupełnie jakby dostał trollą juchą. Ten twój żmij lodowy też tak ma? - zapytał przekornie, prychając na końcu zdania.
- Po mojemu to zwierzęta wyprawy Vestaina. Nie wiem do końca co tutaj robią, przypuszczam jednak, że uciekły z obozu, pewnie podczas ataku wilczośpiewców. Dlatego nie mają nic na sobie. Zostajemy przy tej wersji, czy macie jeszcze jakieś ciekawe spostrzeżenia? - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Po trochę z chęci przekomarzania się, po trochę, bo naprawdę rozbawiły go ich pomysły.
Tańczący roześmiał się na słowa Vidgara, biorąc je za żart. Kiedy jednak po minie młodzieńca rozeznał się, że ten mówił poważnie, przestał się śmiać i tylko wpatrywał mu się w oczy, szukając właściwych słów.
- Żmij lodowy ci na mózg uwiera - wymruczał w końcu przez zaciśnięte zęby, nie kryjąc złości, lecz nie znajdując lepszej riposty. Podszedł do omawianego zwierzęcia i trącił je łapą, wskazując odpowiednie miejsce.
- Więc jeszcze raz, po kolei. Ten znak, to przecież wypalone znamię. Nie sposób pomylić tego z zaschniętą krwią. W dodatku rozejrzyj się, każde z tych zwierząt ma takie. Nie mają oporządzenia, bo te z tego co pamiętam wisi w stajni w obozie. - mówił powoli i dobitnie. Jednak ton jego głosu wyraźnie sugerował, iż wylkołek wie że ma rację.
Podszedł do truchła które podsunęło mu myśl o trollach. Ponownie łapą wskazał o co mu chodzi.
- A ten tutaj jest wyraźnie nadtopiony. Zupełnie jakby dostał trollą juchą. Ten twój żmij lodowy też tak ma? - zapytał przekornie, prychając na końcu zdania.
- Po mojemu to zwierzęta wyprawy Vestaina. Nie wiem do końca co tutaj robią, przypuszczam jednak, że uciekły z obozu, pewnie podczas ataku wilczośpiewców. Dlatego nie mają nic na sobie. Zostajemy przy tej wersji, czy macie jeszcze jakieś ciekawe spostrzeżenia? - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Po trochę z chęci przekomarzania się, po trochę, bo naprawdę rozbawiły go ich pomysły.
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Vidgar pochylił się nad znakiem, wskazanym przez Wyłkołka. Nie było wątpliwości, iż jest to wypalony symbol jakiejś stajni. Podniósł głowę i spojrzał na wilczarza, chcąc jakoś skomentować ten fakt, gdy nagle śnieżną pustynię przebiegło dziwne drżenie. Wszyscy usłyszeli trzask pękającego lodu, a powierzchnia, na której spoczywały szczątki khas, wybrzuszyła się nagle, jakby pchana od spodu jakąś potężną siłą. Przymarznięte do niej truchła leżały nadal nieruchomo, choć wznoszące się podłoże nadało im karykaturalnego pozoru życia. Wkrótce lód pokrył się siecią pęknięć, z których trysnęły słupy pary...
[center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Hej! - wołał dalej Vilberg, nie mogąc doczekać się odpowiedzi. - Olaf! Synu! Nic ci nie jest?
Po chwili usłyszeli szelest kamyków, osuwających się po skarpie za ich plecami, co dowodziło, iż stary korsarz nie doczekawszy się odpowiedzi, ruszył w dół zbocza. Obaj poszukiwacze rozejrzeli się wkoło. Między drzewami nie było mgły a powietrze zdawało się wilgotne i ciepłe. Kyariel ściągnął kaptur z głowy a Olaf rozpiął kurtę. Opar tworzył się wyżej, w miejscu, gdzie gorące powietrze stykało się z zimnem Wilczych Pustkowi. Stąd dostrzegali go jedynie jako biały obłok, w którym ginęły korony drzew. Ziemia była rozmiękła i czarna. Ciszy nie zakłócał żaden szelest, ni głos ptaka, tylko klekot martwych gałęzi i ponure poskrzypywanie wpół zbutwiałych drzew. Gdzieniegdzie, między czarnymi, martwymi pniami dostrzegali rozlewiska stojącej wody: ciemne, pokryte zielonkawo-sinym nalotem. Alfr rozejrzał się wkoło, oceniając zniszczenia do jakich przyczyniła się magiczna eksplozja. Z pewnością kiedyś było to piękne miejsce, przepełnione życiem i pełne zieleni. I nawet Olaf nie mógł się pozbyć pewnego uczucia żalu, na myśl o tej kwitnącej enklawie, która teraz przypominała jeno upiorną Gardziel Oha'lna.*
W końcu potężne sapanie i kilka stłumionych przekleństw dowiodły, że Vilberg zszedł na dół. Zdyszany korsarz ujrzał obu zaginionych i kulejąc lekko pospieszył ku nim.
- Na Aurena, martwiłem się! - wypalił. - Olaf, nic ci nie jest, chłopcze?
Poklepał syna po ramieniu obrzucając go uważnym spojrzeniem.
- Nie ojcze, to tylko powierzchowne zadrapania...
Olaf nie skończył, gdyż pięść Vilberga trzasneła go nagle w pierś i posłała między pleśniejące liście.
- Na lodowe demony! Myślałem, że ci chociaż mowę odjęło! Toś nie mógł odkrzyknąć jak wołałem z góry? Martwiłem się, coby wam się nic nie stało, a wyście tu stali niemo jak pnie?
Przywódca wyprawy obrzucił dwójkę młodzieńców groźnym spojrzeniem, a wąsy zjeżyły mu się ze zdenerwowania.
Vidgar pochylił się nad znakiem, wskazanym przez Wyłkołka. Nie było wątpliwości, iż jest to wypalony symbol jakiejś stajni. Podniósł głowę i spojrzał na wilczarza, chcąc jakoś skomentować ten fakt, gdy nagle śnieżną pustynię przebiegło dziwne drżenie. Wszyscy usłyszeli trzask pękającego lodu, a powierzchnia, na której spoczywały szczątki khas, wybrzuszyła się nagle, jakby pchana od spodu jakąś potężną siłą. Przymarznięte do niej truchła leżały nadal nieruchomo, choć wznoszące się podłoże nadało im karykaturalnego pozoru życia. Wkrótce lód pokrył się siecią pęknięć, z których trysnęły słupy pary...
Ekipa Vidgara: czyli Norlaug, Tańczący i Vidgar - lód przed wami i pod wami pęka i wybrzusza się. Proszę o deklarację działań!
[center]***[/center][center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
- Hej! - wołał dalej Vilberg, nie mogąc doczekać się odpowiedzi. - Olaf! Synu! Nic ci nie jest?
Po chwili usłyszeli szelest kamyków, osuwających się po skarpie za ich plecami, co dowodziło, iż stary korsarz nie doczekawszy się odpowiedzi, ruszył w dół zbocza. Obaj poszukiwacze rozejrzeli się wkoło. Między drzewami nie było mgły a powietrze zdawało się wilgotne i ciepłe. Kyariel ściągnął kaptur z głowy a Olaf rozpiął kurtę. Opar tworzył się wyżej, w miejscu, gdzie gorące powietrze stykało się z zimnem Wilczych Pustkowi. Stąd dostrzegali go jedynie jako biały obłok, w którym ginęły korony drzew. Ziemia była rozmiękła i czarna. Ciszy nie zakłócał żaden szelest, ni głos ptaka, tylko klekot martwych gałęzi i ponure poskrzypywanie wpół zbutwiałych drzew. Gdzieniegdzie, między czarnymi, martwymi pniami dostrzegali rozlewiska stojącej wody: ciemne, pokryte zielonkawo-sinym nalotem. Alfr rozejrzał się wkoło, oceniając zniszczenia do jakich przyczyniła się magiczna eksplozja. Z pewnością kiedyś było to piękne miejsce, przepełnione życiem i pełne zieleni. I nawet Olaf nie mógł się pozbyć pewnego uczucia żalu, na myśl o tej kwitnącej enklawie, która teraz przypominała jeno upiorną Gardziel Oha'lna.*
W końcu potężne sapanie i kilka stłumionych przekleństw dowiodły, że Vilberg zszedł na dół. Zdyszany korsarz ujrzał obu zaginionych i kulejąc lekko pospieszył ku nim.
- Na Aurena, martwiłem się! - wypalił. - Olaf, nic ci nie jest, chłopcze?
Poklepał syna po ramieniu obrzucając go uważnym spojrzeniem.
- Nie ojcze, to tylko powierzchowne zadrapania...
Olaf nie skończył, gdyż pięść Vilberga trzasneła go nagle w pierś i posłała między pleśniejące liście.
- Na lodowe demony! Myślałem, że ci chociaż mowę odjęło! Toś nie mógł odkrzyknąć jak wołałem z góry? Martwiłem się, coby wam się nic nie stało, a wyście tu stali niemo jak pnie?
Przywódca wyprawy obrzucił dwójkę młodzieńców groźnym spojrzeniem, a wąsy zjeżyły mu się ze zdenerwowania.
Dla Olafa: Cios, którym obdarzył się ojciec nie zadał żadnych obrażeń, a tylko przewrócił Cię na liście. Generalnie był to wychowawczy kuksaniec, obliczony na to byś nie ignorował rodziciela, a nie prawdziwe uderzenie.
Vilberg jest najwyraźniej zirytowany faktem, że zignorowaliście jego wołania i nie daliście mu znaku życia. Czujecie się trochę głupio w tej sytuacji.
*Gardziel Oha'lna - Nawiedzone bagniska, ponure i zamglone, znajdujące się w Kruczym Lesie. Generalnie nie cieszą się one dobrą opinią.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Wiedźma szybko odskoczyła od czegoś, co najprawdopodobniej było skrytym pod lodem gejzerem. A może czymś całkowicie innym?
A niech to szlag! Co to może być? Znowu jakiś maszkaron z wnętrza ziemi, któremu brzuszysko przymarzło do kręgosłupa? A nie... miały być tu jakieś gorące źródła. Nic to, trzeba działać!
Wyciągnęła topór - mógł się zawsze przydać i znaleźć się na przykład w czaszce wychodzącego spod ziemi ohydztwa. Albo mógł pozbawić go kończyny lub macki. A zawsze jeśli ziemia miałaby się rozstąpić, może dałoby się jakoś wbić w ziemię powstrzymując ostry lot ślizgowy w dół gejzeru. Nie ryzykując utraty zdrowia na upadek z dużej wysokości założyła dookoła siebie lodową aurę, która po chwili otoczyła ją swym mroźnym, błękitnym światłem.
A niech to szlag! Co to może być? Znowu jakiś maszkaron z wnętrza ziemi, któremu brzuszysko przymarzło do kręgosłupa? A nie... miały być tu jakieś gorące źródła. Nic to, trzeba działać!
Wyciągnęła topór - mógł się zawsze przydać i znaleźć się na przykład w czaszce wychodzącego spod ziemi ohydztwa. Albo mógł pozbawić go kończyny lub macki. A zawsze jeśli ziemia miałaby się rozstąpić, może dałoby się jakoś wbić w ziemię powstrzymując ostry lot ślizgowy w dół gejzeru. Nie ryzykując utraty zdrowia na upadek z dużej wysokości założyła dookoła siebie lodową aurę, która po chwili otoczyła ją swym mroźnym, błękitnym światłem.
Czarownica odskakuje z dala od tych pęknięć i przygotowuje się, jeśli ze szczeliny miałoby coś wyleźć. Chwyta też toporek do rzucania - w razie czego wbije go w lód żeby się jakoś zaprzeć, lub rzuci w to co miałoby wyjść spod warstwy lodu i śniegu. Zakłada też lodową aurę.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Wylkołek zawarczał groźnie widząc rosnące pęknięcia na drżącym podłożu. Po chwili jednak dotarło do niego, że jak groźnym by nie uczynił swego warczenia, to nie jest tego rodzaju zagrożenie, które przejmie się tym w jakikolwiek sposób. Warczenie zamienił więc na przebieranie łapami i odbiegł na bezpieczną wedle siebie odległość, przyjmując postawę pełną gotowości. Na zgiętych łapach obserwował słupy pary strzelające w niebo i nie był pewien czy szykować się do ucieczki czy do ataku. Nie wiedział też czy to ciepło bijące od tajemniczej szczeliny, czy zwyczajnie adrenalina, ale chłód tak wytrwale im towarzyszący zniknął gdzieś bez śladu, a Tańczący był naprawdę bliski stwierdzeniu, że po prostu mu gorąco.
Badam też czy inni odsuną się dostatecznie daleko (i drę do nich mordę jeśli uznam, że nie). Sam oddalam się na nie mniej niż 10 jednak nie więcej niż 15 metrów od miejsca gdzie lód się otworzył.
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Wędrowcy cofnęli się w ostatniej chwili, zanim lód rozstąpił się z głośnym trzaskiem, uwalniając jeszcze większy obłok gorącej pary. Norlaug wyszeptała kilka słów, kryjąc się za lodową tarczą. Zrobiła trzy kroki w tył, lecz potknęła się i niemal osunęła się w kolejną szczelinę. W ostatniej chwili silne ramię Vidgara podtrzymało ją i uchroniło przed feralnym upadkiem. Tańczący po Czarnej Spirali odbiegł pospiesznie na większą odległość i teraz, z dystansu obserwował rozwój wydarzeń.
Nagle, szczelina w lodzie rozwarła się niczym jakaś dziwaczna paszcza, wyrzucając na świat coś, na kształt wijącego się obrzydliwie, robakowatego języka. Zaskoczeni Nardlens dopiero po chwili zdali sobie sprawę z tego, na co patrzą. Spod lodu wyłaniało się blade ciało monstrualnego czerwia. Jego jedyne, czerwone oko lśniło na środku płaskiego pyska, zębate szczęki zaś otworzyły się, uwalniając strumień wrzącej pary, który uderzył w stojących najbliżej: Vidgara i Norlaug.
[center]
[/center]
Wędrowcy cofnęli się w ostatniej chwili, zanim lód rozstąpił się z głośnym trzaskiem, uwalniając jeszcze większy obłok gorącej pary. Norlaug wyszeptała kilka słów, kryjąc się za lodową tarczą. Zrobiła trzy kroki w tył, lecz potknęła się i niemal osunęła się w kolejną szczelinę. W ostatniej chwili silne ramię Vidgara podtrzymało ją i uchroniło przed feralnym upadkiem. Tańczący po Czarnej Spirali odbiegł pospiesznie na większą odległość i teraz, z dystansu obserwował rozwój wydarzeń.
Nagle, szczelina w lodzie rozwarła się niczym jakaś dziwaczna paszcza, wyrzucając na świat coś, na kształt wijącego się obrzydliwie, robakowatego języka. Zaskoczeni Nardlens dopiero po chwili zdali sobie sprawę z tego, na co patrzą. Spod lodu wyłaniało się blade ciało monstrualnego czerwia. Jego jedyne, czerwone oko lśniło na środku płaskiego pyska, zębate szczęki zaś otworzyły się, uwalniając strumień wrzącej pary, który uderzył w stojących najbliżej: Vidgara i Norlaug.
[center]
[/center]Spoiler!
Dla wszystkich: Nikt nie zdał testu bestiariologii, więc nie wiecie z czym macie do czynienia.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
Nie zdążyła się nawet przyjrzeć temu co wyszło spod lodowej pokryw gdy buchnął strumień pary ogarniając i ją i Vidgara, którego szybki refleks uratował ją przed osunięciem się na sam dół wyrwy. Cieszyła się w tym momencie, że w porę założyła lodową tarczę. Struga wrzącej pary uderzyła, ale zastygła tylko w malutkich kroplach nie czyniąc wiedźmie najmniejszej krzywdy. Jej oczom ukazał się mroźnie biały, pokryty rogowymi kolcami czerw. Jego pojedyncze oko żarzyło się krwistą czerwienią.
Jak nie macki to robal i znów z wnętrza ziemi!
- Napchaj się stalą i niech uwięźnie ci w gardle!
Przymierzyła i rzuciła w jednookiego bladego stwora trzymany orężem, licząc, że tym razem jego ostrze nie chybi celu.
Jak nie macki to robal i znów z wnętrza ziemi!
- Napchaj się stalą i niech uwięźnie ci w gardle!
Przymierzyła i rzuciła w jednookiego bladego stwora trzymany orężem, licząc, że tym razem jego ostrze nie chybi celu.
Nie pozostaje mi nic innego jak rzucić w stwora toporkiem – jeśli ma jakieś wrażliwe części, w które cios byłby skuteczniejszy, to staram się to tak rozegrać. Bo w oko, to pewnie miałabym zbyt dużego minusa do trafienia, zgadza się, aby był sens rzucać, zgadza się? Unikam przy okazji strumienia pary, staram się nie stać w miejscu i nie być łatwym celem ataku. Jeśli byłby problem, bo jest na przykład ślisko, to rzucam na siebie zaklęcie Śnieżny Krok. Jeśli moja aura przestałaby działać, oczywiście ją ponawiam.
- Wybacz, ojcze! Aura tego miejsca odjęła mi mowę. Spójrz! Ta enklawa musiała kiedyś kwitnąć życiem! Teraz... teraz pozostały tu tylko wspomnienia. Ciekawi mi też; cóż się mogło tutaj stać? W każdym bądź razie, proponuję, by się tutaj jeszcze rozejrzeć. Wszak być może znajdziemy coś, co nam wskaże drogę i pomoże w naszej misji. Co o tym myślicie? Ojcze? - Olaf zwrócił się do starego korsarza i po odpowiedzi, jaką od niego usłyszał, zwrócił się do Kyariela.
Chcę się jeszcze rozejrzeć po okolicy i pozbierać ślady, wykorzystując przy tym umiejętności tropienia i spostrzegawczości. A nuż może coś jeszcze znajdę...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-Chyba czytasz mi w myślach, Olafie- dokładnie to samo chciałem zaproponować.
Zaczał rozglądac się bacznie po okolicy, przy okazji starając się unikać patrzenia na Vilberga, gdyż było mu głupio, że przysporzyli niepotrzebnych nerwów dowódcy wyprawy. Poczuł się nagle wtedy jak uczniak, który coś przeskrobał. No w końcu za dojrzały to on nie był.
Zastanawiało go coraz bardziej źródło obecnego tu ciepłego powietrza, momentami wręcz gorąco. Na gorące źródła ta czarna, stojąca woda nie wyglądała. Również chyba to nie pozostałość tej magicznej katastrofy,jej efekt uboczny. Rozglądał się dalej za czymkolwiek wyróżniającym się w tym miejscu, lub jakimiś śladami ludzkiej, albo gnomiej bytności.
Zaczał rozglądac się bacznie po okolicy, przy okazji starając się unikać patrzenia na Vilberga, gdyż było mu głupio, że przysporzyli niepotrzebnych nerwów dowódcy wyprawy. Poczuł się nagle wtedy jak uczniak, który coś przeskrobał. No w końcu za dojrzały to on nie był.
Zastanawiało go coraz bardziej źródło obecnego tu ciepłego powietrza, momentami wręcz gorąco. Na gorące źródła ta czarna, stojąca woda nie wyglądała. Również chyba to nie pozostałość tej magicznej katastrofy,jej efekt uboczny. Rozglądał się dalej za czymkolwiek wyróżniającym się w tym miejscu, lub jakimiś śladami ludzkiej, albo gnomiej bytności.
[center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=jzU5NsGOpnc[/center]
- Ano prawda to - burknął Vilberg rozglądając się dookoła. - Ponure to miejsce. Czarodzieju! Wiesz li może co mogło być tego przyczyną?
- Tak jak rzekłem już Olafowi - pospieszył z wyjaśnieniami Kyariel, ciesząc się, że może podzielić się ważną informacją. - To działania magiczne doprowadziły to miejsce do ruiny. Wydaje mi się że musiała tu nastąpić jakaś eksplozja... To nie był zwykły ogień, a ogień eteryczny, który niszczy ducha, formę pozostawiając nienaruszoną...Choć ślady na drzewach wskazują, że ta katastrofa była tak potężna iż odbiła się na tym miejscu nawet fizycznie...
Przez chwilę wszyscy w milczeniu rozglądali się, chłonąc atmosferę rozkładu i rozpaczy, którą tchnęła cała okolica. W końcu Vilberg przemówił:
- Dobrze prawisz, Olafie, rozejrzyjmy się. Jeno trzymajmy się razem. Bogowie raczą wiedzieć co kryje się na tym ponurym bagnisku... Miejsce więc broń w pogotowiu!
[center]
[/center]
Powoli ruszyli naprzód, rozglądając się uważnie wkoło. Martwy las trwał jednako tajemniczy i cichy. Z rzadka jedynie wiatr poruszał konarami drzew, które wydawały z siebie ponury jęk, przywodzący na myśl stare kapłanki Jezzy zawodzące na czyimś pogrzebie. Powietrze było duszne i wkrótce wszyscy rozpięli wierzchnie okrycia i ściągnęli z głowy grube kaptury. Wilgotna ziemia, pokryta ciemną warstwą gnijących liści uginała się miękko pod ich stopami. W mroku, pod zwartym stropem nagich konarów, lśniły jedynie blado fluorescencyjne grzyby, mające postać gąbczastych, chorobliwych narośli. Przez chwilę szli w milczeniu, starając się nie poślizgnąć na butwiejących korzeniach. Zagłębianie się w ten upiorny las przypominało jakiś koszmar. W końcu ujrzeli w kilku miejscach strumienie pary, buchające spod ziemi. Gleba w tych miejscach była rozmiękła i czarna. Olaf nachylił się, dotykając ziemi - poczuł bijące od niej ciepło. Vilberg w tym czasie przyjrzał się strugom wody wypływającym z gruntu:
- Gorące źródła - zawyrokował. - A więc jednak, to prawda. Znaleźliśmy Dolinę Mgieł...
Dziwnym trafem, słowa przywódcy wyprawy nie napawały radością, lecz wszyscy, słysząc je, poczuli dziwny niepokój. Tak, jakby to, co najgorsze, miało dopiero nadejść...
[center]***[/center]
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=oCjA5GeCKlE[/center]
[center]
[/center]
Tańczący zawył krótko, widząc jak obłok gorącej pary obejmuje jego towarzyszy, po czym bez lęku rzucił się w kierunku stwora. Vidgar odskoczył, unikając głównego strumienia, a jednak nie zdołał całkowicie uniknąć ukropu buchającego z paszczy robala. Kolczuga momentalnie rozgrzała się i poczuł, jak jej oka parzą go, nawet poprzez skórzany kaftan. Gorący opar na chwilę skrył wszystko przed oczami jego i czarownicy, a gdy opadł, ujrzeli jak potworny robal zaciska swe szczęki na grzbiecie Tańczącego, podrywając wilczarza z ziemi.
Norlaug krzyknęła na ten widok, nie wiadomo, z trwogi czy z wściekłości i zamachnęła się toporkiem. Chybiła jednak. Einherier dobył miecza i z wykrzykując imię Ridviny natarł na potwora. Koło głowy śmignęła mu kolejna franceska, ciśnięta przez wiedźmę. Także i ta nie dosięgła stwora, znikając w jednej z lodowych zasp. Młody wojownik nie zwracał jednak na to uwagi. Pchnął mieczem i poczuł, jak żelazo zagłębia się w ciastowatym ciele stwora, więznąć w tłustej tkance pod skórą. Naparł jednak silniej na rękojeść i z satysfakcją odnotował, jak doskonała stal z Ars-Ardy wbija się głębiej, dosięgając witalnych organów robala. Wyszarpnął miecz, rozchlapując wszędy wokół żółto-zieloną posokę.
Potwór zdawał się nie zwracać uwagi na wysiłki ludzi, bezmyślnie próbując połknąć trzymanego w paszczy wylkołka. Tańczący chciał się wywinąć ze śmiertelnego uścisku, jednak szczęki czerwia trzymały mocno i poczuł, jak pod ich tytanicznym naporem pękają mu żebra. Przed oczyma zatańczyły mu czarne i czerwone plamy. Zrozumiał, że w oczy zagląda mu śmierć. W ostatnim odruchu sięgnął umysłem ku mocy zaklętej w złotej bransolecie i pozwolił, by ogarnął go morderczy szał... A potem, warcząc, wbił kły głęboko w ciało stwora...
Vidgar uderzał raz za razem, wbijając ostrze magicznego miecza głęboko w monstrualnego robala. W końcu jeden z toporków, ciśniętych przez wiedźmę dosięgnął bestii i ugrzęznął w jej ciele. Z paszczy czerwia dobiegał wściekły warkot oszalałego z bólu wylkołka i Nardlens nie mieli pojęcia, jak długo ich towarzysz zdoła wytrzymać w śmiercionośnych szczękach. Z siła płynącą z desperacji Vidgar wbił miecz w podbrzusze stwora, aż po rękojeść i poczuł jak ciało czerwia przenika gwałtowny spazm. Ze szczęk maszkary spływała ciemna krew, zmieszana z zielonkawą posoką. W końcu robak otworzył paszczę, wypuszczając Tańczącego, który upadł na ziemię. Stwór ociężale zwrócił się w stronę Vidgara, a w jego trzewiach coś zabulgotało. Wojownik jednak nie zamierzał dać mu szansy na kolejne zionięcie. Nie tracąc czasu pchnął mieczem w środek ohydnego łba, przebijając czerwone ślepie i posyłając bestię na zawsze, w niebyt...
Norlaug rzuciła się w stronę wylkołka, pospiesznie otwierając torbę uzdrowicielki. Tańczący wyglądał potwornie, pokryty krwią i licznymi ranami. Tocząc pianę z pyska spojrzał w kierunku nadbiegającej czarownicy, zawarczał groźnie i... Legł na śniegu, powalony nagłą niemocą. W jego oczach zgasł jednak płomień szaleństwa i wiedźma, pochylając się nad nim ujrzała, że wilczarz spogląda na nią przytomnie, zza szkarłatnej zasłony cierpienia.
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=jzU5NsGOpnc[/center]
- Ano prawda to - burknął Vilberg rozglądając się dookoła. - Ponure to miejsce. Czarodzieju! Wiesz li może co mogło być tego przyczyną?
- Tak jak rzekłem już Olafowi - pospieszył z wyjaśnieniami Kyariel, ciesząc się, że może podzielić się ważną informacją. - To działania magiczne doprowadziły to miejsce do ruiny. Wydaje mi się że musiała tu nastąpić jakaś eksplozja... To nie był zwykły ogień, a ogień eteryczny, który niszczy ducha, formę pozostawiając nienaruszoną...Choć ślady na drzewach wskazują, że ta katastrofa była tak potężna iż odbiła się na tym miejscu nawet fizycznie...
Przez chwilę wszyscy w milczeniu rozglądali się, chłonąc atmosferę rozkładu i rozpaczy, którą tchnęła cała okolica. W końcu Vilberg przemówił:
- Dobrze prawisz, Olafie, rozejrzyjmy się. Jeno trzymajmy się razem. Bogowie raczą wiedzieć co kryje się na tym ponurym bagnisku... Miejsce więc broń w pogotowiu!
[center]
[/center]Powoli ruszyli naprzód, rozglądając się uważnie wkoło. Martwy las trwał jednako tajemniczy i cichy. Z rzadka jedynie wiatr poruszał konarami drzew, które wydawały z siebie ponury jęk, przywodzący na myśl stare kapłanki Jezzy zawodzące na czyimś pogrzebie. Powietrze było duszne i wkrótce wszyscy rozpięli wierzchnie okrycia i ściągnęli z głowy grube kaptury. Wilgotna ziemia, pokryta ciemną warstwą gnijących liści uginała się miękko pod ich stopami. W mroku, pod zwartym stropem nagich konarów, lśniły jedynie blado fluorescencyjne grzyby, mające postać gąbczastych, chorobliwych narośli. Przez chwilę szli w milczeniu, starając się nie poślizgnąć na butwiejących korzeniach. Zagłębianie się w ten upiorny las przypominało jakiś koszmar. W końcu ujrzeli w kilku miejscach strumienie pary, buchające spod ziemi. Gleba w tych miejscach była rozmiękła i czarna. Olaf nachylił się, dotykając ziemi - poczuł bijące od niej ciepło. Vilberg w tym czasie przyjrzał się strugom wody wypływającym z gruntu:
- Gorące źródła - zawyrokował. - A więc jednak, to prawda. Znaleźliśmy Dolinę Mgieł...
Dziwnym trafem, słowa przywódcy wyprawy nie napawały radością, lecz wszyscy, słysząc je, poczuli dziwny niepokój. Tak, jakby to, co najgorsze, miało dopiero nadejść...
Spoiler!
[center]***[/center]
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=oCjA5GeCKlE[/center]
[center]
[/center]Tańczący zawył krótko, widząc jak obłok gorącej pary obejmuje jego towarzyszy, po czym bez lęku rzucił się w kierunku stwora. Vidgar odskoczył, unikając głównego strumienia, a jednak nie zdołał całkowicie uniknąć ukropu buchającego z paszczy robala. Kolczuga momentalnie rozgrzała się i poczuł, jak jej oka parzą go, nawet poprzez skórzany kaftan. Gorący opar na chwilę skrył wszystko przed oczami jego i czarownicy, a gdy opadł, ujrzeli jak potworny robal zaciska swe szczęki na grzbiecie Tańczącego, podrywając wilczarza z ziemi.
Norlaug krzyknęła na ten widok, nie wiadomo, z trwogi czy z wściekłości i zamachnęła się toporkiem. Chybiła jednak. Einherier dobył miecza i z wykrzykując imię Ridviny natarł na potwora. Koło głowy śmignęła mu kolejna franceska, ciśnięta przez wiedźmę. Także i ta nie dosięgła stwora, znikając w jednej z lodowych zasp. Młody wojownik nie zwracał jednak na to uwagi. Pchnął mieczem i poczuł, jak żelazo zagłębia się w ciastowatym ciele stwora, więznąć w tłustej tkance pod skórą. Naparł jednak silniej na rękojeść i z satysfakcją odnotował, jak doskonała stal z Ars-Ardy wbija się głębiej, dosięgając witalnych organów robala. Wyszarpnął miecz, rozchlapując wszędy wokół żółto-zieloną posokę.
Potwór zdawał się nie zwracać uwagi na wysiłki ludzi, bezmyślnie próbując połknąć trzymanego w paszczy wylkołka. Tańczący chciał się wywinąć ze śmiertelnego uścisku, jednak szczęki czerwia trzymały mocno i poczuł, jak pod ich tytanicznym naporem pękają mu żebra. Przed oczyma zatańczyły mu czarne i czerwone plamy. Zrozumiał, że w oczy zagląda mu śmierć. W ostatnim odruchu sięgnął umysłem ku mocy zaklętej w złotej bransolecie i pozwolił, by ogarnął go morderczy szał... A potem, warcząc, wbił kły głęboko w ciało stwora...
Vidgar uderzał raz za razem, wbijając ostrze magicznego miecza głęboko w monstrualnego robala. W końcu jeden z toporków, ciśniętych przez wiedźmę dosięgnął bestii i ugrzęznął w jej ciele. Z paszczy czerwia dobiegał wściekły warkot oszalałego z bólu wylkołka i Nardlens nie mieli pojęcia, jak długo ich towarzysz zdoła wytrzymać w śmiercionośnych szczękach. Z siła płynącą z desperacji Vidgar wbił miecz w podbrzusze stwora, aż po rękojeść i poczuł jak ciało czerwia przenika gwałtowny spazm. Ze szczęk maszkary spływała ciemna krew, zmieszana z zielonkawą posoką. W końcu robak otworzył paszczę, wypuszczając Tańczącego, który upadł na ziemię. Stwór ociężale zwrócił się w stronę Vidgara, a w jego trzewiach coś zabulgotało. Wojownik jednak nie zamierzał dać mu szansy na kolejne zionięcie. Nie tracąc czasu pchnął mieczem w środek ohydnego łba, przebijając czerwone ślepie i posyłając bestię na zawsze, w niebyt...
Norlaug rzuciła się w stronę wylkołka, pospiesznie otwierając torbę uzdrowicielki. Tańczący wyglądał potwornie, pokryty krwią i licznymi ranami. Tocząc pianę z pyska spojrzał w kierunku nadbiegającej czarownicy, zawarczał groźnie i... Legł na śniegu, powalony nagłą niemocą. W jego oczach zgasł jednak płomień szaleństwa i wiedźma, pochylając się nad nim ujrzała, że wilczarz spogląda na nią przytomnie, zza szkarłatnej zasłony cierpienia.
Spoiler!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
- Zdaje się, że to gorące źródła, faktycznie... - stwierdził Olaf, rozglądając się i przechadzając po okolicy. W pewnym momencie spojrzał w górę, po drzewach. Dziwny sznur, nić jakby, wisiała między drzewami. Przypominała z grubsza pajęczyne, ale chyba dla...
- ...pająki giganty. Ha! Spójrzcie na to! - rzekł pewnym głosem Olaf, pokazując palcem na dziwne zjawisko. - Zdawać by się mogło, że przypomina to ogromne pajęczyny dla jeszcze większych... - młody wilk nagle zdał sobie sprawę ze swojego odkrycia. - ...pająków. - dodał już ciszej, nakładając powoli strzałę na cięciwe i rozglądając się pilnie. - Szczerze mówiąc, wolałbym już wracać do obozowiska. Jakoś tak odechciało mi się dalszego badania tej enklawy gorących źródeł. Choć pewnie Tańczącemu przydałaby się kąpiel w gorącej wodzie... może nie będzie tak cuchnął! - dodał nieco pogodniejszym tonem, siląc się na nutkę humoru w głosie.
- ...pająki giganty. Ha! Spójrzcie na to! - rzekł pewnym głosem Olaf, pokazując palcem na dziwne zjawisko. - Zdawać by się mogło, że przypomina to ogromne pajęczyny dla jeszcze większych... - młody wilk nagle zdał sobie sprawę ze swojego odkrycia. - ...pająków. - dodał już ciszej, nakładając powoli strzałę na cięciwe i rozglądając się pilnie. - Szczerze mówiąc, wolałbym już wracać do obozowiska. Jakoś tak odechciało mi się dalszego badania tej enklawy gorących źródeł. Choć pewnie Tańczącemu przydałaby się kąpiel w gorącej wodzie... może nie będzie tak cuchnął! - dodał nieco pogodniejszym tonem, siląc się na nutkę humoru w głosie.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri
[/center]
Olbrzymia istota padła wzbijając gęsty tuman śniegu. Jej biała, papierowa skóra oblekająca jeszcze niedawno tak sprężyste i silne mięśnie, zaczęła barwić się zielonkawą posoką. W tym czasie Norlaug błyskawicznie podbiegła do drogiego przyjaciela. Zatrzymała się... w pierwszej chwili widziała cień czerwonej furii lśniący w oczach ledwie żywego towarzysza. Wrażenie jednak po chwili zniknęło, ustępując miejsca wielkiemu wycieńczeniu ciała, i kurczliwej rozpaczy tańczącego na krawędzi życia.
[center]
[/center]
Uklękła przy nim. Krew zaczynała pokrywać ziemię dookoła, barwiąc czystą biel śniegu swym najgłębszym szkarłatem. Ruchy czarownicy były szybkie i sprawne. Oceniła stan wilczarza. Zgruchotane żebra i... rana sięgająca głębi ciała... zza zbroczonego krwią futra sączyło się powietrze. Jedna z najgorszych rzeczy, które mogła podejrzewać! Świadczyło to bowiem o niczym innym jak przebiciu płuca. Wylkołek co raz bardziej osuwał się w przepaść, z której nie było już powrotu. Widok światła powoli gasnącego w jego oczach odjął jej mowę, zdołała wykrztusić tylko:
- Spójrz na mnie! Spójrz... za raz... wszystko będzie dobrze.
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=gJpT_wHZeF8[/center]
Nie było czasu. Biel, czerwień, czerń futra. Cichy świst powietrza. Bicie serca... Skupiła się w tym momencie na ciele rannego i tylko na nim. Każdą cząstka byłą przy nim, milczącym towarzyszu, jednym z najodważniejszych jakich kiedykolwiek poznała. Miał żyć. Wyjść z tego tak, jak z jej pomocą pokonał niemoc choroby.
[center]
[/center]
[/center]
Olbrzymia istota padła wzbijając gęsty tuman śniegu. Jej biała, papierowa skóra oblekająca jeszcze niedawno tak sprężyste i silne mięśnie, zaczęła barwić się zielonkawą posoką. W tym czasie Norlaug błyskawicznie podbiegła do drogiego przyjaciela. Zatrzymała się... w pierwszej chwili widziała cień czerwonej furii lśniący w oczach ledwie żywego towarzysza. Wrażenie jednak po chwili zniknęło, ustępując miejsca wielkiemu wycieńczeniu ciała, i kurczliwej rozpaczy tańczącego na krawędzi życia.
[center]
[/center]Uklękła przy nim. Krew zaczynała pokrywać ziemię dookoła, barwiąc czystą biel śniegu swym najgłębszym szkarłatem. Ruchy czarownicy były szybkie i sprawne. Oceniła stan wilczarza. Zgruchotane żebra i... rana sięgająca głębi ciała... zza zbroczonego krwią futra sączyło się powietrze. Jedna z najgorszych rzeczy, które mogła podejrzewać! Świadczyło to bowiem o niczym innym jak przebiciu płuca. Wylkołek co raz bardziej osuwał się w przepaść, z której nie było już powrotu. Widok światła powoli gasnącego w jego oczach odjął jej mowę, zdołała wykrztusić tylko:
- Spójrz na mnie! Spójrz... za raz... wszystko będzie dobrze.
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=gJpT_wHZeF8[/center]
Nie było czasu. Biel, czerwień, czerń futra. Cichy świst powietrza. Bicie serca... Skupiła się w tym momencie na ciele rannego i tylko na nim. Każdą cząstka byłą przy nim, milczącym towarzyszu, jednym z najodważniejszych jakich kiedykolwiek poznała. Miał żyć. Wyjść z tego tak, jak z jej pomocą pokonał niemoc choroby.
[center]
[/center]Czarownica najpierw bada stan wilczarza, później leczy ranę krytyczna z Medycyny Ezoterycznej. Jak się później da, to używa też Prętu Runicznego do przywrócenia sił przyjacielowi. Jak zdoła mu już dostatecznie pomóc, to zbiera swoje toporki.
Taki mały eksperyment wizualny. Jak przesadziłam, to poprawię.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2016, 00:04 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład:https://www.youtube.com/watch?v=dzeSWEcZ8HE[/center]
Czarownica uklękła nad Tańczącym wyciągając pospiesznie z torby kryształy, zioła i inne, uzdrowicielskie utensylia. Nie tracąc czasu, poczęła nucić uzdrawiającą pieśń, a następnie zanurzyła dłonie w ranie. Poczuła, jak z jej rąk do ciała wylkołka przenika ciepło. Poszarpane kości i mięśnie poddawały się jej delikatnemu naciskowi, powracając na swoje miejsce. Wilczarz zamknął oczy, czując moc bijącą z dłoni Norlaug i pozwolił, aby uzdrawiająca energia bez przeszkód wnikała w jego ciało.
Vidgar dźgnął mieczem czerwia, robal jednak wydawał się ostatecznie martwy. Wojownik już chciał odwrócić się, porzucając truchło, gdy nagle ujrzał coś, co przykuło jego uwagę. Głęboko w szczelinie lodowej, z której wypełzł stwór znajdowały się jakieś obłe, śluzowate obiekty. Każdy z nich był wielkości małej baryłki. Nardlens ukucnął i zajrzał głębiej pod lód. Panował tam półmrok, a jednak już po chwili dostrzegł, że wijące się wewnątrz robacze kształty. Wyglądało na to, że olbrzymi czerw złożył jaja pod trupami khas!
[center]
[/center]
[center]***[/center]
[center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=lI-5xiXw-Ag[/center]
Obaj towarzysze Olafa poderwali głowę, także spoglądając w górę:
- Masz rację - rzekł spokojnie Vilberg. - To są sieci wielkiego pająka. Musi to być jakiś leśny gatunek... Nie możemy jednak wracać teraz, wszakże niczego się jeszcze nie dowiedzieliśmy. Zresztą jak dotąd nikt z nas nie widział tych stworów. Przejdziemy przeto jeszcze trochę, zachowując ciszę i uważając, by nie wpaść w żadną z nici. To mogłoby je zaalarmować. Tam, przed nami, widziałem prześwit. Może jest tam jakaś polana, lub cokolwiek... Zali dojdźmy do tego miejsca i jeśli nic dalej nie znajdziemy, wycofamy się i wrócimy jutro z większymi siłami...
Pozostali kiwnęli głowami, choć nie w smak była im taka wyprawa. Vilber jednak podjął już decyzję, a jego słowa podważać nie mogli. Ruszyli przeto, uważając na dziwne, srebrne nici, których coraz więcej zaczęło pojawiać się między drzewami. Wreszcie i oni zauważyli prześwit przed sobą. Ostrożnie zbliżyli się do niego we trójkę. Olaf wciąż nie zdejmował strzały z cięciwy łuku, rozglądając się bacznie.
Wkrótce drzewa rozstąpiły się i oczom wędrowców ukazało się niewielkie bagnisko, pokryte kałużami zatęchłej wody i grubą warstwą gnijących roślin. Woń rozkładu była tu obezwładniająca. Z kilku miejsc buchała para, co wskazywało na to, iż tu także znajdowały się gorące źródła. Nie to jednak zwróciło uwagę przybyłych. Po drugiej stronie zauważyli bowiem kolejną linię drzew. I choć widom spowity był oparem znad bagniska, zdołali ujrzeć, iż ta część lasu spowita była przez olbrzymie pajęczyny, wśród których uwijały się opasłe, szarobrązowe kształty. Z miejsca, w którym stali mogli naliczyć ich przynajmniej pięć. Pająki zdawały się wielkości dużego psa lub wilka i mieli wrażenie, że jeszcze ich nie dostrzegły.
Vilberg skinął dłonią, dając cicho znak pozostałym aby wycofali się. Kyariel miał to już uczynić, gdy nagle ujrzał znajomy kształt tuż obok swojego buta. Schylił się i podniósł z ziemi ciemny, wielokątny kryształ. Dokładnie taki sam, jaki znalazł w pracowni Harmoniusza. Bystre oko elfa spostrzegło naraz iż z rozmiękłej, bagiennej ziemi wystaje jeszcze kilka podobnych kamieni.
Olaf rozglądając się wkoło, wykonał ostrożnie kilka kroków w tył, chcąc zejść z oczu stworzeniom po drugiej stronie bagnisk. Nie wiedział co prawda, jak dobry wzrok posiadają, nie chciał jednak ryzykować. Nagle, kątem oka wychwycił ruch. Odwrócił się błyskawicznie w lewo i ujrzał jak jeden ze stawonogów, który wcześniej już musiał czaić się nad ich głowami, błyskawicznie opuszcza się na ziemię, zajmując dogodną do ataku pozycję, wśród powykręcanych korzeni.
[center]
[/center]
[center]Podkład:https://www.youtube.com/watch?v=dzeSWEcZ8HE[/center]
Czarownica uklękła nad Tańczącym wyciągając pospiesznie z torby kryształy, zioła i inne, uzdrowicielskie utensylia. Nie tracąc czasu, poczęła nucić uzdrawiającą pieśń, a następnie zanurzyła dłonie w ranie. Poczuła, jak z jej rąk do ciała wylkołka przenika ciepło. Poszarpane kości i mięśnie poddawały się jej delikatnemu naciskowi, powracając na swoje miejsce. Wilczarz zamknął oczy, czując moc bijącą z dłoni Norlaug i pozwolił, aby uzdrawiająca energia bez przeszkód wnikała w jego ciało.
Vidgar dźgnął mieczem czerwia, robal jednak wydawał się ostatecznie martwy. Wojownik już chciał odwrócić się, porzucając truchło, gdy nagle ujrzał coś, co przykuło jego uwagę. Głęboko w szczelinie lodowej, z której wypełzł stwór znajdowały się jakieś obłe, śluzowate obiekty. Każdy z nich był wielkości małej baryłki. Nardlens ukucnął i zajrzał głębiej pod lód. Panował tam półmrok, a jednak już po chwili dostrzegł, że wijące się wewnątrz robacze kształty. Wyglądało na to, że olbrzymi czerw złożył jaja pod trupami khas!
[center]
[/center]
Norlaug: Test leczenia ran (Inu + Medycyna Ezoteryczna)
36 + 11 = 47. Rzut: 03. Krytyczny sukces! Nie dość, że zdołasz wyleczyć krytyczną ranę, to jeszcze przywrócisz Tańczącemu 3 punkty żywotności!
Tańczący: po pół godzinie opatrywania, znajdziesz się na obrażeniach średnich. Masz aktualnie 4 punkty Żywotności.
Vidgar: test spostrzegawczości (Per + Obserwacja)
27 + 2 = 29; Rzut: 20. Rzut zdany bez przebić - jednak to wystarczy by zauważyć, że coś znajduje się pod lodem. Zaglądasz tam i widzisz jaja wielkiego czerwia. Wewnątrz nich poruszają się młode!
36 + 11 = 47. Rzut: 03. Krytyczny sukces! Nie dość, że zdołasz wyleczyć krytyczną ranę, to jeszcze przywrócisz Tańczącemu 3 punkty żywotności!
Tańczący: po pół godzinie opatrywania, znajdziesz się na obrażeniach średnich. Masz aktualnie 4 punkty Żywotności.
Vidgar: test spostrzegawczości (Per + Obserwacja)
27 + 2 = 29; Rzut: 20. Rzut zdany bez przebić - jednak to wystarczy by zauważyć, że coś znajduje się pod lodem. Zaglądasz tam i widzisz jaja wielkiego czerwia. Wewnątrz nich poruszają się młode!
[center]***[/center]
[center]Grupa Vilberga, Dolina Mgieł, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Podkład: https://www.youtube.com/watch?v=lI-5xiXw-Ag[/center]
Obaj towarzysze Olafa poderwali głowę, także spoglądając w górę:
- Masz rację - rzekł spokojnie Vilberg. - To są sieci wielkiego pająka. Musi to być jakiś leśny gatunek... Nie możemy jednak wracać teraz, wszakże niczego się jeszcze nie dowiedzieliśmy. Zresztą jak dotąd nikt z nas nie widział tych stworów. Przejdziemy przeto jeszcze trochę, zachowując ciszę i uważając, by nie wpaść w żadną z nici. To mogłoby je zaalarmować. Tam, przed nami, widziałem prześwit. Może jest tam jakaś polana, lub cokolwiek... Zali dojdźmy do tego miejsca i jeśli nic dalej nie znajdziemy, wycofamy się i wrócimy jutro z większymi siłami...
Pozostali kiwnęli głowami, choć nie w smak była im taka wyprawa. Vilber jednak podjął już decyzję, a jego słowa podważać nie mogli. Ruszyli przeto, uważając na dziwne, srebrne nici, których coraz więcej zaczęło pojawiać się między drzewami. Wreszcie i oni zauważyli prześwit przed sobą. Ostrożnie zbliżyli się do niego we trójkę. Olaf wciąż nie zdejmował strzały z cięciwy łuku, rozglądając się bacznie.
Wkrótce drzewa rozstąpiły się i oczom wędrowców ukazało się niewielkie bagnisko, pokryte kałużami zatęchłej wody i grubą warstwą gnijących roślin. Woń rozkładu była tu obezwładniająca. Z kilku miejsc buchała para, co wskazywało na to, iż tu także znajdowały się gorące źródła. Nie to jednak zwróciło uwagę przybyłych. Po drugiej stronie zauważyli bowiem kolejną linię drzew. I choć widom spowity był oparem znad bagniska, zdołali ujrzeć, iż ta część lasu spowita była przez olbrzymie pajęczyny, wśród których uwijały się opasłe, szarobrązowe kształty. Z miejsca, w którym stali mogli naliczyć ich przynajmniej pięć. Pająki zdawały się wielkości dużego psa lub wilka i mieli wrażenie, że jeszcze ich nie dostrzegły.
Vilberg skinął dłonią, dając cicho znak pozostałym aby wycofali się. Kyariel miał to już uczynić, gdy nagle ujrzał znajomy kształt tuż obok swojego buta. Schylił się i podniósł z ziemi ciemny, wielokątny kryształ. Dokładnie taki sam, jaki znalazł w pracowni Harmoniusza. Bystre oko elfa spostrzegło naraz iż z rozmiękłej, bagiennej ziemi wystaje jeszcze kilka podobnych kamieni.
Olaf rozglądając się wkoło, wykonał ostrożnie kilka kroków w tył, chcąc zejść z oczu stworzeniom po drugiej stronie bagnisk. Nie wiedział co prawda, jak dobry wzrok posiadają, nie chciał jednak ryzykować. Nagle, kątem oka wychwycił ruch. Odwrócił się błyskawicznie w lewo i ujrzał jak jeden ze stawonogów, który wcześniej już musiał czaić się nad ich głowami, błyskawicznie opuszcza się na ziemię, zajmując dogodną do ataku pozycję, wśród powykręcanych korzeni.
[center]
[/center]
Testy spostrzegawczości (Per + Obserwacja):
Na zauważenie kryształów w bagnie:
Kyariel: 33 + 4 = 37, Rzut: 05 Krytyczny Sukces! Zauważasz leżący na ziemi czarny kryształ, a po chwili jeszcze kilka innych, wystających z okolicznego gruntu. Najbliżej ciebie leżą dwa kolejne.
Olaf: 35 + 6 = 41; Rzut: 67. Bez sukcesu. Nie zauważasz niczego poza bagnem, drzewami i pająkami.
Aby ujrzeć gotującego się do ataku pająka:
Kyariel: 33 + 4 = 37, Rzut: 89. Test nie zdany. Nie zauważasz pająka za swoimi plecami, przyglądasz się kryształom w bagnie.
Olaf: 35 + 6 = 41 Rzut: 40; Sukces, bez przebić. W ostatniej chwili dostrzegasz gotującego się do skoku pająka! Znajduje się on w odległości 5 m. od ciebie i wygląda dokładnie tak, jak na rysunku.
Vilberg także zauważy pająka.
Proszę o deklaracje działań!
Na zauważenie kryształów w bagnie:
Kyariel: 33 + 4 = 37, Rzut: 05 Krytyczny Sukces! Zauważasz leżący na ziemi czarny kryształ, a po chwili jeszcze kilka innych, wystających z okolicznego gruntu. Najbliżej ciebie leżą dwa kolejne.
Olaf: 35 + 6 = 41; Rzut: 67. Bez sukcesu. Nie zauważasz niczego poza bagnem, drzewami i pająkami.
Aby ujrzeć gotującego się do ataku pająka:
Kyariel: 33 + 4 = 37, Rzut: 89. Test nie zdany. Nie zauważasz pająka za swoimi plecami, przyglądasz się kryształom w bagnie.
Olaf: 35 + 6 = 41 Rzut: 40; Sukces, bez przebić. W ostatniej chwili dostrzegasz gotującego się do skoku pająka! Znajduje się on w odległości 5 m. od ciebie i wygląda dokładnie tak, jak na rysunku.
Vilberg także zauważy pająka.
Proszę o deklaracje działań!
Ostatnio zmieniony 18 marca 2016, 16:45 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
[center]Grupa Vidgara, Wilcze Pustkowia, 7 zmroczec (vajni), 360 rok Ery Silniri[/center]
Poprzednia walka trwała zdecydowanie za krótko. Ta zdawała się trwać w nieskończoność. Zaczęło się normalnie. Pękający lód, coś wielkiego wyskakującego spod śniegu. Vidgar odruchowo podtrzymał Norlaug i pomógł jej się odsunąć na bezpieczną odległość. To też go spowolniło. Kiedy Tańczący szarżował on nie miał jeszcze miecza w dłoni, bo tylko z dwiema rękami, z których pierwsza dzierżyła tarczę a druga wiedźmę, nie pozostawało żadnej, która mogła by się uzbroić.
Wtedy właśnie wszystko zwolniło. Dokładnie stało się to kiedy czerw złapał Tańczącego. Vidgar czuł się jak mucha w smole. Chciał jak najszybciej dobiec do poczwary i tłuc ile wlezie. Porąbać to bluźniercze, wijące się śmierdzące, głodne i oślizłe coś, jeśli od razu nie na śmierć to chociaż, żeby puściło wilkołka. Widział ile krwi spada z jego szczęk na ziemię a w pewnym momencie słyszał też trzask pękających żeber. W desperacji zacisnął zęby i ryczał jednocześnie. Nigdy wcześniej nie poruszał się wolniej i nigdy wcześniej nie widział tak powoli spadających kropel krwi.
Czuł się jakby się ścigał ze śmiercią. Ta zbliżała się już aby zabrać jedno życie. Zdecydowanie upatrzyła sobie Tańczącego i ten musiał już ją widzieć. Ejnherier musiał więc być szybki, by wysłać na drugą stronę czerwia, zanim ich zwiadowca, przekroczy tą granicę. Maszkara jednak uparcie nie chciała zdechnąć.
Kiery wreszcie czerw padł, Vidgar nie potrafił znaleźć w sobie odwagi by spojrzeć na Tańczącego. Jeszcze tak niedawno widział go ciężko rannego po ich pierwszej bitwie, później widział jak majaczy w chorobie. Za każdym razem jednak Tańczący podnosił się i wracał do sił, błyskawicznie. Vidgar naprawdę zaczął o nim myśleć jako o najtwardszym na północy. Teraz jednak kiedy widział ilość krwi na śniegu i przypominał sobie ten chrzęst, bał się najgorszego. Nie chciał widzieć swojego przyjaciela konającego z krwią i bąbelkami powietrza przy pysku i zdeformowaną klatką piersiową. Nie dlatego, że sam widok go odstraszał. Także nie dlatego, że byłoby mu żal. Oczywiście byłoby, jego serce pewnie by pękło, ale smutek nie byłby w stanie powstrzymać Vidgara. Wydawało mu się, że jeżeli nie podejdzie i nie będzie obecny przy ostatnich oddechach przyjaciela, by pożegnać go z tego świata Tańczący nie umrze. Nie umrze po prostu dlatego, że on nie spełni tego niespisanego nigdzie obowiązku.
Chodził więc nerwowo dookoła rozglądając się, czy nie grozi im żadne inne niebezpieczeństwo. Wtedy dostrzegł coś w pieczarze. Od razu złapał się za plecak, by sprawdzić ile ma wódki z muchomora. Zaklął też po nosem, że nie zabrali ze sobą Alfra, który może był trochę pomieszany w głowie ale za to ciskał płonącymi kulami a tą zaletę, trudno było przecenić.
Poprzednia walka trwała zdecydowanie za krótko. Ta zdawała się trwać w nieskończoność. Zaczęło się normalnie. Pękający lód, coś wielkiego wyskakującego spod śniegu. Vidgar odruchowo podtrzymał Norlaug i pomógł jej się odsunąć na bezpieczną odległość. To też go spowolniło. Kiedy Tańczący szarżował on nie miał jeszcze miecza w dłoni, bo tylko z dwiema rękami, z których pierwsza dzierżyła tarczę a druga wiedźmę, nie pozostawało żadnej, która mogła by się uzbroić.
Wtedy właśnie wszystko zwolniło. Dokładnie stało się to kiedy czerw złapał Tańczącego. Vidgar czuł się jak mucha w smole. Chciał jak najszybciej dobiec do poczwary i tłuc ile wlezie. Porąbać to bluźniercze, wijące się śmierdzące, głodne i oślizłe coś, jeśli od razu nie na śmierć to chociaż, żeby puściło wilkołka. Widział ile krwi spada z jego szczęk na ziemię a w pewnym momencie słyszał też trzask pękających żeber. W desperacji zacisnął zęby i ryczał jednocześnie. Nigdy wcześniej nie poruszał się wolniej i nigdy wcześniej nie widział tak powoli spadających kropel krwi.
Czuł się jakby się ścigał ze śmiercią. Ta zbliżała się już aby zabrać jedno życie. Zdecydowanie upatrzyła sobie Tańczącego i ten musiał już ją widzieć. Ejnherier musiał więc być szybki, by wysłać na drugą stronę czerwia, zanim ich zwiadowca, przekroczy tą granicę. Maszkara jednak uparcie nie chciała zdechnąć.
Kiery wreszcie czerw padł, Vidgar nie potrafił znaleźć w sobie odwagi by spojrzeć na Tańczącego. Jeszcze tak niedawno widział go ciężko rannego po ich pierwszej bitwie, później widział jak majaczy w chorobie. Za każdym razem jednak Tańczący podnosił się i wracał do sił, błyskawicznie. Vidgar naprawdę zaczął o nim myśleć jako o najtwardszym na północy. Teraz jednak kiedy widział ilość krwi na śniegu i przypominał sobie ten chrzęst, bał się najgorszego. Nie chciał widzieć swojego przyjaciela konającego z krwią i bąbelkami powietrza przy pysku i zdeformowaną klatką piersiową. Nie dlatego, że sam widok go odstraszał. Także nie dlatego, że byłoby mu żal. Oczywiście byłoby, jego serce pewnie by pękło, ale smutek nie byłby w stanie powstrzymać Vidgara. Wydawało mu się, że jeżeli nie podejdzie i nie będzie obecny przy ostatnich oddechach przyjaciela, by pożegnać go z tego świata Tańczący nie umrze. Nie umrze po prostu dlatego, że on nie spełni tego niespisanego nigdzie obowiązku.
Chodził więc nerwowo dookoła rozglądając się, czy nie grozi im żadne inne niebezpieczeństwo. Wtedy dostrzegł coś w pieczarze. Od razu złapał się za plecak, by sprawdzić ile ma wódki z muchomora. Zaklął też po nosem, że nie zabrali ze sobą Alfra, który może był trochę pomieszany w głowie ale za to ciskał płonącymi kulami a tą zaletę, trudno było przecenić.
Ostatnio zmieniony 18 marca 2016, 20:23 przez zapalki_chaosu, łącznie zmieniany 1 raz.
Olaf wstrzymał oddech i błyskawicznie podnosząc broń, wycelował w szykującego się do ataku pająka. Nie wypuszczając powietrza, by ręka pewniej i bez chybotania trzymała łuk, zaczekał na dogodny moment i gdy miał pewność, że strzała trafi, puścił lotki dając żywiołowi Wiatru nieść strzałę prosto w ślepia potwora.
Strzelam, a następnie wyrzucam łuk i wyciągam miecz do walki wręcz. Staram się skupić na siebie uwagę pająka, by czarodziej i ojciec mogli go otoczyć i zaatakować z większą skutecznością.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)