PBF - Klątwa Burzy
Nagła cisza i refleksja nad odległością uprawdopodobniły wersję z głupim żartem... Głupim żartem wspomaganym wypasionym audio?
- Cisza? - wysapał - No to albo już kogoś zarżnęli, albo ktoś nas nieźle okpił...
W swojej pracy Ordycz niejednokrotnie operował na granicy prawa, jednak by móc tak działać musiał najpierw te granice poznać. Oznaczało to, że całkiem dobrze orientował się w przepisach dotyczących ochrony prywatności, bo te najczęściej miał okazję naruszyć.
- Poczekajmy lepiej na patrol. Jeśli tam wejdziemy teraz, to może być odczytane jako wtargnięcie łamane przez włamanie. A jeśli tam coś się stało, to i zacieranie śladów na miejscu przestępstwa nam wrzepią...
- Cisza? - wysapał - No to albo już kogoś zarżnęli, albo ktoś nas nieźle okpił...
W swojej pracy Ordycz niejednokrotnie operował na granicy prawa, jednak by móc tak działać musiał najpierw te granice poznać. Oznaczało to, że całkiem dobrze orientował się w przepisach dotyczących ochrony prywatności, bo te najczęściej miał okazję naruszyć.
- Poczekajmy lepiej na patrol. Jeśli tam wejdziemy teraz, to może być odczytane jako wtargnięcie łamane przez włamanie. A jeśli tam coś się stało, to i zacieranie śladów na miejscu przestępstwa nam wrzepią...
Ostatnio zmieniony 29 marca 2016, 19:08 przez Jarlaxle, łącznie zmieniany 1 raz.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Gabinet doktora Kruka, sobota 27 lutego 2016
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Na zewnątrz nadciągała burza, ale Wiktor Kruk nie czuł z tego powodu dyskomfortu. Padający deszcz w dziwny sposób go uspokajał, pozwalał się wyciszyć i zebrać myśli, na dodatek zaś stanowił doskonałe tło dla drugiej po medycynie pasji, jaką miał w życiu introwertyczny z natury lekarz: czytanie.
Po wypisaniu recepty dla ostatniej pacjentki - skarżącej się na uporczywe bóle głowy starszej pani, która w opinii Kruka była w stu procentach zdrowa - Wiktor odesłał do domu asystentkę i zamknął przychodnię na klucz. Nie wybierał się do domu, w gabinecie miał znacznie większą bibliotekę, a dzięki łóżku wstawionym do pomieszczenia gospodarczego czasami sypiał nie w domu, lecz w miejscu pracy.
Wiedział, że niektórzy mieszkańcy Dźwirzyna uważali go za ekscentryka, ale wcale o to nie dbał. Dopóki nie wkraczali w jego zamknięty doskonale urządzony świat, tolerował ich bezzasadne osądy.
Dzwonek telefonu o tak późnej porze był czymś zupełnie nieoczekiwanym, toteż siedzący w fotelu z książką Wiktor drgnął mimowolnie na dźwięk jego sygnału. Nie miał tego wieczoru dyżuru. Dzwoniący mógł być zdesperowanym pacjentem szukającym pomocy po godzinach przyjęć, ale w takich przypadkach powinien był wybrać numer pogotowia.
Wieczór zapowiadał się spokojnie. Na zewnątrz nadciągała burza, ale Wiktor Kruk nie czuł z tego powodu dyskomfortu. Padający deszcz w dziwny sposób go uspokajał, pozwalał się wyciszyć i zebrać myśli, na dodatek zaś stanowił doskonałe tło dla drugiej po medycynie pasji, jaką miał w życiu introwertyczny z natury lekarz: czytanie.
Po wypisaniu recepty dla ostatniej pacjentki - skarżącej się na uporczywe bóle głowy starszej pani, która w opinii Kruka była w stu procentach zdrowa - Wiktor odesłał do domu asystentkę i zamknął przychodnię na klucz. Nie wybierał się do domu, w gabinecie miał znacznie większą bibliotekę, a dzięki łóżku wstawionym do pomieszczenia gospodarczego czasami sypiał nie w domu, lecz w miejscu pracy.
Wiedział, że niektórzy mieszkańcy Dźwirzyna uważali go za ekscentryka, ale wcale o to nie dbał. Dopóki nie wkraczali w jego zamknięty doskonale urządzony świat, tolerował ich bezzasadne osądy.
Dzwonek telefonu o tak późnej porze był czymś zupełnie nieoczekiwanym, toteż siedzący w fotelu z książką Wiktor drgnął mimowolnie na dźwięk jego sygnału. Nie miał tego wieczoru dyżuru. Dzwoniący mógł być zdesperowanym pacjentem szukającym pomocy po godzinach przyjęć, ale w takich przypadkach powinien był wybrać numer pogotowia.
Czy doktor Kruk podniesie słuchawkę telefonu odbierając nieoczekiwane połączenie?
Czasami człowiek zastanawia się jakby się zachował gdyby spotkała go niespodziewana ,ekstremalna sytuacja.
Marek czytał książki według, których zastanawianie się niewiele daje, ponieważ człowiek tak jak i każde zwierze reaguje za pomocą instynktów oraz programów.
Ksiądz Marek nie oglądał filmów z Hollywood ani telewizyjnych programów typu Kronika policyjna.
Nie czytał również gazet, które raczej wypaczają pojęcie o świecie aniżeli dają informacje o nim.
Zatem nie za bardzo rozumiał jak przerażające formy może przybrać Zło.
Surowe nauki Kościoła oraz głębokie poczucie obowiązku wobec swych parafian pokierowały jego dalszymi działaniami.
Spojrzał na Ordycza i rzekł - A co jeżeli ten człowiek ciągle jeszcze żyje ! Musimy jej pomóc !
Proboszcz Jeż nie oglądając się za ramię zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
Rozglądał się wypatrując czegoś niebezpiecznego.
Gdy już dotarł do drzwi i miał je otwierać, poczuł się mniej pewnie. Dlatego sprawdził czy Ordycz idzie za nim.
Marek czytał książki według, których zastanawianie się niewiele daje, ponieważ człowiek tak jak i każde zwierze reaguje za pomocą instynktów oraz programów.
Ksiądz Marek nie oglądał filmów z Hollywood ani telewizyjnych programów typu Kronika policyjna.
Nie czytał również gazet, które raczej wypaczają pojęcie o świecie aniżeli dają informacje o nim.
Zatem nie za bardzo rozumiał jak przerażające formy może przybrać Zło.
Surowe nauki Kościoła oraz głębokie poczucie obowiązku wobec swych parafian pokierowały jego dalszymi działaniami.
Spojrzał na Ordycza i rzekł - A co jeżeli ten człowiek ciągle jeszcze żyje ! Musimy jej pomóc !
Proboszcz Jeż nie oglądając się za ramię zaczął zmierzać w kierunku drzwi.
Rozglądał się wypatrując czegoś niebezpiecznego.
Gdy już dotarł do drzwi i miał je otwierać, poczuł się mniej pewnie. Dlatego sprawdził czy Ordycz idzie za nim.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2016, 21:50 przez Knurion, łącznie zmieniany 1 raz.
"The real voyage of discovery consists not in seeking new landscapes, but in having new eyes".
Marcel Proust
Marcel Proust
"No farorzu pakujesz nas w gówno!" pomyślał Ordycz wbijając w plecy oddalającego się duchownego wściekłe spojrzenie. Gdyby spojrzenie mogło zabijać ks. Marek niechybnie padłby trupem.
Wiedział, że argumentacja proboszcza jest słuszna. Gdzieś w głębi sumienia przyznawał mu rację. Jednak lata paprania się w brudach i wyszukiwania najgorszego oraz obcowanie z ludzkim cynizmem, faryzeizmem i bezwzględnością odcisnęły na nim swe piętno. Może nawet zamordowały już w nim naiwnego herosa, gotowego spieszyć na ratunek bliźniemu swemu...
Gdy ksiądz się obejrzał, Jarl wyciągnął w jego kierunku ręce z zaciśniętymi pięściami, zetknięte nadgarstkami, jednoznacznie sugerując "okajdankowanie" i zdecydowanie pokręcił głową, wyrażając swój sprzeciw.
Jednocześnie zastanawiał się co zrobi jeśli ksiądz go nie posłucha i wejdzie do budynku. Nie chciał zostawiać duchownego na pastwę losu, zwłaszcza, jeśli ten los to sadystyczny morderca.
Wiedział, że argumentacja proboszcza jest słuszna. Gdzieś w głębi sumienia przyznawał mu rację. Jednak lata paprania się w brudach i wyszukiwania najgorszego oraz obcowanie z ludzkim cynizmem, faryzeizmem i bezwzględnością odcisnęły na nim swe piętno. Może nawet zamordowały już w nim naiwnego herosa, gotowego spieszyć na ratunek bliźniemu swemu...
Gdy ksiądz się obejrzał, Jarl wyciągnął w jego kierunku ręce z zaciśniętymi pięściami, zetknięte nadgarstkami, jednoznacznie sugerując "okajdankowanie" i zdecydowanie pokręcił głową, wyrażając swój sprzeciw.
Jednocześnie zastanawiał się co zrobi jeśli ksiądz go nie posłucha i wejdzie do budynku. Nie chciał zostawiać duchownego na pastwę losu, zwłaszcza, jeśli ten los to sadystyczny morderca.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego 2016
Dom na wzniesieniu w ciemnościach późnego wieczoru wyglądał jeszcze bardziej niepokojąco niż za dnia. Proboszcz miał sposobność tylko jeden raz zawitał w tym miejscu, chociaż właściciel posiadłości był w zasadzie jego najbliższym sąsiadem.
Greg Bukowsky wprowadził się na Krucze Wzgórze w październiku 2014 roku, krótko po swoim rzekomym powrocie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził większość życia. Proboszcz Marek próbował nawiązać z nowym mieszkańcem Dświrzyna przyjazne relacje, ale jego poczynania okazały się całkowitym fiaskiem. Bukowsky nie zamierzał dołączyć do miejscowej parafii, co wyjaśnił kolędującemu księdzu w bardzo jednoznaczny i zaraz bardzo nieuprzejmy sposób. Nie próbował też zresztą zżyć się z miejscowymi, pozostając przez niemal cały czas w ścianach kupionego przez siebie domostwa.
Ludzie często spekulowali na jego temat, co wcale duchownego nie dziwiło - nie co dzień przecież trafiał się komuś sąsiad z Ameryki, na dodatek tak tajemniczy jak Bukowsky. Niektórzy twierdzili, że był w Stanach milionerem, który zbankrutował i uciekł przed wierzycielami do Polski; inni sugerowali jakieś problemy Grega z amerykańską policją.
Nikt nie posiadał dość dowodów na uprawdopodobnienie swej hipotezy, przez co postać samotnika mieszkającego na Kruczym Wzgórzu jeszcze zyskiwała na tajemniczości.
Brama strzegąca wejścia na teren posiadłości okazała się uchylona, co samo w sobie musiało zastanawiać, bo Bukowsky zazdrośnie strzegł swej prywatności. Proboszcz wślizgnął się za jej skrzydło, po czym stanął przed frontonem budynku wodząc zdesperowanym wzrokiem po czarnych oknach.
Dom na wzniesieniu w ciemnościach późnego wieczoru wyglądał jeszcze bardziej niepokojąco niż za dnia. Proboszcz miał sposobność tylko jeden raz zawitał w tym miejscu, chociaż właściciel posiadłości był w zasadzie jego najbliższym sąsiadem.
Greg Bukowsky wprowadził się na Krucze Wzgórze w październiku 2014 roku, krótko po swoim rzekomym powrocie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie spędził większość życia. Proboszcz Marek próbował nawiązać z nowym mieszkańcem Dświrzyna przyjazne relacje, ale jego poczynania okazały się całkowitym fiaskiem. Bukowsky nie zamierzał dołączyć do miejscowej parafii, co wyjaśnił kolędującemu księdzu w bardzo jednoznaczny i zaraz bardzo nieuprzejmy sposób. Nie próbował też zresztą zżyć się z miejscowymi, pozostając przez niemal cały czas w ścianach kupionego przez siebie domostwa.
Ludzie często spekulowali na jego temat, co wcale duchownego nie dziwiło - nie co dzień przecież trafiał się komuś sąsiad z Ameryki, na dodatek tak tajemniczy jak Bukowsky. Niektórzy twierdzili, że był w Stanach milionerem, który zbankrutował i uciekł przed wierzycielami do Polski; inni sugerowali jakieś problemy Grega z amerykańską policją.
Nikt nie posiadał dość dowodów na uprawdopodobnienie swej hipotezy, przez co postać samotnika mieszkającego na Kruczym Wzgórzu jeszcze zyskiwała na tajemniczości.
Brama strzegąca wejścia na teren posiadłości okazała się uchylona, co samo w sobie musiało zastanawiać, bo Bukowsky zazdrośnie strzegł swej prywatności. Proboszcz wślizgnął się za jej skrzydło, po czym stanął przed frontonem budynku wodząc zdesperowanym wzrokiem po czarnych oknach.
Ksiądz dotarł już do głównego wejścia budowli. Wciąż panuje przerażająca cisza, wokół słychać tylko szum wiatru!
- Pieprzony niemiecki agent ! - zaklął Jeż aby dodać sobie odwagi tak niewyszukanym epitetem po czym przeżegnał się naprędce i wkroczył w trzewia budynku.
Stąpał ostrożnie, rozglądał się uważnie.
- Hallo jest tam kto ! Policja już jedzie ! Proszę zawołać jeśli potrzebujesz pomocy!
Stąpał ostrożnie, rozglądał się uważnie.
- Hallo jest tam kto ! Policja już jedzie ! Proszę zawołać jeśli potrzebujesz pomocy!
"The real voyage of discovery consists not in seeking new landscapes, but in having new eyes".
Marcel Proust
Marcel Proust
- łosz ... - tutaj Jarl wymamrotał w brodę wiązankę najbardziej wyszukanych przekleństw jakie kiedykolwiek zasłyszał i ruszył biegiem, by dołączyć do nadgorliwca.
"Może jeszcze żyje we mnie frajer" pomyślał i jednocześnie już zaczął kombinować jak wykpi się z tego wtargnięcia przed policją. Osoba wielebnego zajmowała w tych kalkulacjach poczesne miejsce... głównie w roli kozła ofiarnego.
"Może jeszcze żyje we mnie frajer" pomyślał i jednocześnie już zaczął kombinować jak wykpi się z tego wtargnięcia przed policją. Osoba wielebnego zajmowała w tych kalkulacjach poczesne miejsce... głównie w roli kozła ofiarnego.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
Komisariat w Dźwirzynie, sobota 27 lutego 2016
Posterunkowy niczym z automatu zebrał swój sprzęt pakując go do paska przy spodniach: latarka, gas, pałkę, kajdanki... Zawahał się gdy spojrzał na pistolet leżący na biurku. Podczas tej jednej sekundy próbował odgonić stare wspomnienia z wielkiego miasta. Swoje stare grzechy które sprowadziły go do tego małego miasteczka. Wziął swój pistolet walcząc z samym sobą a raczej z własnymi demonami, po czym założył czapkę policyjną i wyszedł. "To jakieś wariactwo może jest pełnia" pomyślał posterunkowy próbując przypomnieć sobie ostatnią fazę księżyca, zamykając drzwi do posterunku.
"Uspokój się!" powiedział sam do siebie. Po czym pośpieszył do radiowozu.
Deszcz towarzyszył mu do samych drzwi pojazdu. Mazur odczuł ulgę wchodząc do samochodu w którym capiło od papierosów. "Dziesięć minut drogi stąd, muszę się pośpieszyć" powiedział cicho do siebie odpalając silnik i ruszając w stronę domu na Kruczym Wzgórzu.
Miał wielką nadzieje, że uda mu się dotrzeć na czas.
Posterunkowy niczym z automatu zebrał swój sprzęt pakując go do paska przy spodniach: latarka, gas, pałkę, kajdanki... Zawahał się gdy spojrzał na pistolet leżący na biurku. Podczas tej jednej sekundy próbował odgonić stare wspomnienia z wielkiego miasta. Swoje stare grzechy które sprowadziły go do tego małego miasteczka. Wziął swój pistolet walcząc z samym sobą a raczej z własnymi demonami, po czym założył czapkę policyjną i wyszedł. "To jakieś wariactwo może jest pełnia" pomyślał posterunkowy próbując przypomnieć sobie ostatnią fazę księżyca, zamykając drzwi do posterunku.
"Uspokój się!" powiedział sam do siebie. Po czym pośpieszył do radiowozu.
Deszcz towarzyszył mu do samych drzwi pojazdu. Mazur odczuł ulgę wchodząc do samochodu w którym capiło od papierosów. "Dziesięć minut drogi stąd, muszę się pośpieszyć" powiedział cicho do siebie odpalając silnik i ruszając w stronę domu na Kruczym Wzgórzu.
Miał wielką nadzieje, że uda mu się dotrzeć na czas.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2016, 22:06 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.
Gabinet doktora Kruka, sobota 27 lutego 2016
Trzask zamykanych drzwi i brzęk kluczy wyciąganych z zamka były niczym dzwonek na przerwę dla ucznia siedzącego na nudnej lekcji w szkole - od razu wprawiły go w lepszy nastrój. Dodatkowo nadciągająca burza i jeszcze leniwie stukający deszcz o szyby przychodni wprowadzały Wiktora w stan ukojenia i spokoju. Wreszcie mógł zabrać się za czytanie książek w swej małej samotni. Niestety w pół drogi do pokoju gdzie miał oddać się ulubionemu hobby usłyszał dźwięk dzwoniącego telefonu.
W przerwach pomiędzy brzęczeniem telefonu skupiał się na dźwięku deszczu prosząc siły wyższe, żeby sygnał telefonu się urwał lecz wiedział, że nie może zignorować wezwania, które potencjalnie mogło być bardzo pilne. Podszedł powolnie do telefonu, podniósł słuchawkę.
- Przychodnia lekarska Wiktora Kruka, w czym mogę pomóc? - wypowiedział spokojnym głosem doktor, modląc sie lekko w myślach aby nie musiał opuszcząć swych ciepłych czterech kątów.
Trzask zamykanych drzwi i brzęk kluczy wyciąganych z zamka były niczym dzwonek na przerwę dla ucznia siedzącego na nudnej lekcji w szkole - od razu wprawiły go w lepszy nastrój. Dodatkowo nadciągająca burza i jeszcze leniwie stukający deszcz o szyby przychodni wprowadzały Wiktora w stan ukojenia i spokoju. Wreszcie mógł zabrać się za czytanie książek w swej małej samotni. Niestety w pół drogi do pokoju gdzie miał oddać się ulubionemu hobby usłyszał dźwięk dzwoniącego telefonu.
W przerwach pomiędzy brzęczeniem telefonu skupiał się na dźwięku deszczu prosząc siły wyższe, żeby sygnał telefonu się urwał lecz wiedział, że nie może zignorować wezwania, które potencjalnie mogło być bardzo pilne. Podszedł powolnie do telefonu, podniósł słuchawkę.
- Przychodnia lekarska Wiktora Kruka, w czym mogę pomóc? - wypowiedział spokojnym głosem doktor, modląc sie lekko w myślach aby nie musiał opuszcząć swych ciepłych czterech kątów.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego 2016
Ciemne domostwo milczało jak zaklęte. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu włoski na karku proboszcza uniosły się w górę, a po jego kręgosłupie przebiegły lodowate ciarki. Wszystko wskazywało na to, że Greg Bukowsky padł ofiarą włamania, które nieszczęśliwie przeszło w coś znacznie gorszego, najpewniej brutalne morderstwo.
Na myśl o niezamierzonym spotkaniu oko w oko z przyczajonym w budynku mordercą sprawiło, że dotknięta mimowolnie klamka frontowych drzwi w irracjonalny sposób poraziła duchownego ładunkiem emocjonalnej energii.
Proboszcz obejrzał się ponad ramieniem na zbliżającego się ostrożnie dziennikarza. Reporter Super Ekspresu rozglądał się uważnie wokół siebie, chociaż z powodu braku latarki niewiele mógł w gęstym mroku dostrzec.
- Zanim ksiądz zrobi coś pochopnego, raz jeszcze ostrzegam - Ordycz przemówił ściszonym głosem, najwyraźniej ulegając posępnej atmosferze miejsca i chwili - Ktoś może nas potraktować jako włamywaczy. W tym kraju za dużo mniejsze przewiny trafia się do więzienia. "Sprawy dla reportera" ksiądz nie ogląda?
Gdzieś od strony Dźwirzyna dobiegł ledwie słyszalny pośród zawodzenia wiatru dźwięk policyjnej syreny.
Ciemne domostwo milczało jak zaklęte. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu włoski na karku proboszcza uniosły się w górę, a po jego kręgosłupie przebiegły lodowate ciarki. Wszystko wskazywało na to, że Greg Bukowsky padł ofiarą włamania, które nieszczęśliwie przeszło w coś znacznie gorszego, najpewniej brutalne morderstwo.
Na myśl o niezamierzonym spotkaniu oko w oko z przyczajonym w budynku mordercą sprawiło, że dotknięta mimowolnie klamka frontowych drzwi w irracjonalny sposób poraziła duchownego ładunkiem emocjonalnej energii.
Proboszcz obejrzał się ponad ramieniem na zbliżającego się ostrożnie dziennikarza. Reporter Super Ekspresu rozglądał się uważnie wokół siebie, chociaż z powodu braku latarki niewiele mógł w gęstym mroku dostrzec.
- Zanim ksiądz zrobi coś pochopnego, raz jeszcze ostrzegam - Ordycz przemówił ściszonym głosem, najwyraźniej ulegając posępnej atmosferze miejsca i chwili - Ktoś może nas potraktować jako włamywaczy. W tym kraju za dużo mniejsze przewiny trafia się do więzienia. "Sprawy dla reportera" ksiądz nie ogląda?
Gdzieś od strony Dźwirzyna dobiegł ledwie słyszalny pośród zawodzenia wiatru dźwięk policyjnej syreny.
Dwaj bohaterowie dotarli pod główne drzwi, aczkolwiek ich jeszcze nie otworzyli... chciałbym też napomknąć o przysłaniu mi kart postaci - lada chwila Wasze zdrowie (nie tylko psychiczne) może być uzależnione od kilku rzutów na cechy i umiejki 
W drodze na Krucze Wzgórze, sobota 27 lutego 2016
Po dwóch minutach jazdy posterunkowy włączył syrenę, z początku nie chciał tego robić, jednak musi pokazać, że policja coś robi w tym miasteczku. Z drugiej strony to jakie plotki z tego mogą wyniknąć... . Telefon był od tutejszego duchownego tłumaczył sobie, on nie stroił by żartów tak jak ludzie w mieście. Dziennie mieliśmy minimum jeden telefon z fałszywym zawiadomieniem. Głupie gnojki nie umiały uszanować czyjejś pracy. W głębi jednak czuł, że to nie jest takie zawiadomienie... dziwne uczucie które mówiło mu, że to jest jedno z takich powiadomień po których co najwyżej upije się w trupa by to zapomnieć. Jak po tej akcji KHHHH apage odejdź NIE CHCE PAMIĘTAĆ!
Czemu teraz nachodzą mnie te wspomnienia? Podczas tej właśnie burzy. Czemu czuje się tak niespokojnie. Chciałbym by teraz był ze mną mój partner, dał by mi papierosa na uspokojenie i powiedział by jakiś śmieszny dowcip...
Musze uważać na dziury na drodze by nie utkwić... przyśpiesz musisz zdążyć nim coś naprawdę złego się wydarzy, dasz rade zaufaj swoim zdolnością - powtarzał w duchu Mazur.
Po dwóch minutach jazdy posterunkowy włączył syrenę, z początku nie chciał tego robić, jednak musi pokazać, że policja coś robi w tym miasteczku. Z drugiej strony to jakie plotki z tego mogą wyniknąć... . Telefon był od tutejszego duchownego tłumaczył sobie, on nie stroił by żartów tak jak ludzie w mieście. Dziennie mieliśmy minimum jeden telefon z fałszywym zawiadomieniem. Głupie gnojki nie umiały uszanować czyjejś pracy. W głębi jednak czuł, że to nie jest takie zawiadomienie... dziwne uczucie które mówiło mu, że to jest jedno z takich powiadomień po których co najwyżej upije się w trupa by to zapomnieć. Jak po tej akcji KHHHH apage odejdź NIE CHCE PAMIĘTAĆ!
Czemu teraz nachodzą mnie te wspomnienia? Podczas tej właśnie burzy. Czemu czuje się tak niespokojnie. Chciałbym by teraz był ze mną mój partner, dał by mi papierosa na uspokojenie i powiedział by jakiś śmieszny dowcip...
Musze uważać na dziury na drodze by nie utkwić... przyśpiesz musisz zdążyć nim coś naprawdę złego się wydarzy, dasz rade zaufaj swoim zdolnością - powtarzał w duchu Mazur.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Gabinet doktora Kruka, sobota 27 lutego 2016
- Dobry wieczór, doktorze - w słuchawce rozległ się czyjś wyważony męski głos, mówiący z chłodną uprzejmością, ale zarazem z drażniącą Wiktora stanowczością - Mówi Zbigniew Grodzki, ze stacji ratownictwa medycznego w Kołobrzegu. Otrzymaliśmy kilka minut temu zawiadomienie z numeru alarmowego z prośbą o asystę przy policyjnej interwencji w Dźwirzynie.
- Rozumiem, ale co to ma wspólnego ze mną? - odpowiedział Wiktor siląc się na podobną uprzejmość.
- Nie mamy ani jednej wolnej karetki - wyjaśnił z rozbrajającą szczerością dyżurny pogotowia - Komornik nam wczoraj zajął, na pewno pan słyszał w wiadomościach. Dopóki sąd nam nie pomoże, mamy spory kłopot z mobilnością. NFZ pozwolił nam w międzyczasie korzystać z pomocy lekarzy pierwszego kontaktu.
Doktor Kruk milczał, wsłuchując się w dźwięk pierwszych uderzających w parapet gabinetu kropel deszczu.
- Mam nadzieję, że pan nie odmówi - odezwał się po chwili ciężkiej ciszy Grodzki - Nie chciałbym czuć się zmuszony do sięgania po odpowiednie zapiski w kontrakcie z Funduszem. Interwencja ma miejsce w Dźwirzynie, na Kruczym Wzgórzu. Jak znam życie, to kwestia godziny, może nawet nie całej. Jakaś domowa awantura. Podjedzie pan tam?
- Dobry wieczór, doktorze - w słuchawce rozległ się czyjś wyważony męski głos, mówiący z chłodną uprzejmością, ale zarazem z drażniącą Wiktora stanowczością - Mówi Zbigniew Grodzki, ze stacji ratownictwa medycznego w Kołobrzegu. Otrzymaliśmy kilka minut temu zawiadomienie z numeru alarmowego z prośbą o asystę przy policyjnej interwencji w Dźwirzynie.
- Rozumiem, ale co to ma wspólnego ze mną? - odpowiedział Wiktor siląc się na podobną uprzejmość.
- Nie mamy ani jednej wolnej karetki - wyjaśnił z rozbrajającą szczerością dyżurny pogotowia - Komornik nam wczoraj zajął, na pewno pan słyszał w wiadomościach. Dopóki sąd nam nie pomoże, mamy spory kłopot z mobilnością. NFZ pozwolił nam w międzyczasie korzystać z pomocy lekarzy pierwszego kontaktu.
Doktor Kruk milczał, wsłuchując się w dźwięk pierwszych uderzających w parapet gabinetu kropel deszczu.
- Mam nadzieję, że pan nie odmówi - odezwał się po chwili ciężkiej ciszy Grodzki - Nie chciałbym czuć się zmuszony do sięgania po odpowiednie zapiski w kontrakcie z Funduszem. Interwencja ma miejsce w Dźwirzynie, na Kruczym Wzgórzu. Jak znam życie, to kwestia godziny, może nawet nie całej. Jakaś domowa awantura. Podjedzie pan tam?
I co tu teraz zrobić jak książka taka ciekawa? Z drugiej strony, jak media wyniuchają niechęć doktora do pomocy bliźniemu i to rozdmuchają, jak nic Wiktor trafi do TVN, do "Uwagi" 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W drodze na Krucze Wzgórze, sobota 27 lutego
Zaczął padać deszcz, wielkie ciężkie krople uderzały w przednią szybę jadącego szybko radiowozu. Mazur włączył wycieraczki, zmełł w ustach brzydkie słowo. Miał szczęście, że zła pogoda zniechęciła mieszkańców do opuszczania domów, ograniczała liczbę krążących po ulicach ludzi do garstki wyprowadzających psy nieszczęśników. Ich widok przypomniał posterunkowemu o tajemniczych zaginięciach lokalnych czworonogów, ale zaraz puścił te zgłoszenia w niepamięć.
Miejscowy proboszcz zadzwonił na numer alarmowy centrali w Kołobrzegu zgłaszając jakieś dziwne krzyki dobiegające z domostwa na Kruczym Wzgórzu. Marcin Mazur znał to miejsce z widzenia, słyszał też to i owo o nowym właścicielu posiadłości, chociaż na własne oczy nie miał go jeszcze okazji zobaczyć. Jakiś uchodzący za odludka Amerykanin polskiego pochodzenia, szukający na starość więzi ze swymi korzeniami.
Błyskająca niebieskimi światłami KIA wyjechała z miasteczka, przyśpieszyła kierując się w górę wzniesienia, na którym stał kościół. Cholerny Kubala, akurat teraz musiał się rozchorować!
Zaczął padać deszcz, wielkie ciężkie krople uderzały w przednią szybę jadącego szybko radiowozu. Mazur włączył wycieraczki, zmełł w ustach brzydkie słowo. Miał szczęście, że zła pogoda zniechęciła mieszkańców do opuszczania domów, ograniczała liczbę krążących po ulicach ludzi do garstki wyprowadzających psy nieszczęśników. Ich widok przypomniał posterunkowemu o tajemniczych zaginięciach lokalnych czworonogów, ale zaraz puścił te zgłoszenia w niepamięć.
Miejscowy proboszcz zadzwonił na numer alarmowy centrali w Kołobrzegu zgłaszając jakieś dziwne krzyki dobiegające z domostwa na Kruczym Wzgórzu. Marcin Mazur znał to miejsce z widzenia, słyszał też to i owo o nowym właścicielu posiadłości, chociaż na własne oczy nie miał go jeszcze okazji zobaczyć. Jakiś uchodzący za odludka Amerykanin polskiego pochodzenia, szukający na starość więzi ze swymi korzeniami.
Błyskająca niebieskimi światłami KIA wyjechała z miasteczka, przyśpieszyła kierując się w górę wzniesienia, na którym stał kościół. Cholerny Kubala, akurat teraz musiał się rozchorować!
Radiowóz zaraz dojedzie na miejsce!
Posterunkowy podjechał pod sam dom na wzgórzu. Do posterunkowego docierał dziwny nienaturalny instynktowny strach który był tłumiony obowiązkami stróża prawa.
W deszczu rozpoznał jedna z postaci. Jego świątobliwość z którym miał nijakie kontakty.
Ani dobre, ani złe sam do kościoła nie chodził, jednak znał tutejszą etykietę i zawsze mówił "szczęść Boże" . W duchu jednak nie wierzył w Boga, bo w końcu jak to możliwe ze istnieje Bóg miłosierdzia który pozwala na takie zło na świecie.
KHHH Apage Odejdź! Myśli znów wracały.
Posterunkowy po wyłączeniu silnika wyszedł z samochodu i założył czapkę policyjną. Obok księdza dostrzegł kogoś kogo jeszcze nie poznał.
Podszedł bardzo szybko do obojga by dowiedzieć się co wydarzyło się w tym miejscu.
W duchu myślał. Weź się w garść i bądź profesjonalistą.
W deszczu rozpoznał jedna z postaci. Jego świątobliwość z którym miał nijakie kontakty.
Ani dobre, ani złe sam do kościoła nie chodził, jednak znał tutejszą etykietę i zawsze mówił "szczęść Boże" . W duchu jednak nie wierzył w Boga, bo w końcu jak to możliwe ze istnieje Bóg miłosierdzia który pozwala na takie zło na świecie.
KHHH Apage Odejdź! Myśli znów wracały.
Posterunkowy po wyłączeniu silnika wyszedł z samochodu i założył czapkę policyjną. Obok księdza dostrzegł kogoś kogo jeszcze nie poznał.
Podszedł bardzo szybko do obojga by dowiedzieć się co wydarzyło się w tym miejscu.
W duchu myślał. Weź się w garść i bądź profesjonalistą.
Gabinet doktora Kruka, sobota 27 lutego 2016
- Przekonał mnie pan - odpowiedział Wiktor sceptycznym głosem - udam się na miejsce jak najszybciej potrafię.
- Doskonale - powiedział z wyczuwalną ulgą Grodzki - dobranoc panu i powodzenia na Wzgórzu.
- Miłego wieczoru i do usłyszenia panie Zbigniewie. - zakończył rozmowę starając sie być uprzejmy, choć prawie każdy wyczułby sztuczność w głosie Kruka.
Doktor odłożył słuchawkę. Postanowił załatwić tę sprawę jak najszybciej możliwe licząc na to, że to rzeczywiście nie zajmie za dużo czasu i będzie miał jeszcze możliwość poczytania zanim sen zmusi go do udania się na spoczynek. Przestał się zastanawiać a zaczął działać. Powyłączał światła w pomieszczeniach przychodni, ustawił alarm przy drzwiach do wejściowych, a następnie ubrał swój ulubiony czarny płaszcz i wyszedł z budynku zamykając z hukiem drzwi.
W głowie moknącego na dworze lekarza pojawiła się lekka obawa dotycząca służbowego auta.
Cholera jasna, ciekawe czy starczy mi paliwa na dojechanie na miejsce, nie pamiętam kiedy ostatnio tankowałem, a Krucze Wzgórze jest ładny kawałek drogi stąd.
Przeszedł parę kroków do auta, otworzył bez problemów drzwi i rozsiadł się w fotelu starego Volvo. Odpalił silnik auta i był gotów do wyruszenia. Zerknął szybko na wskaźnik paliwa i odetchnął wypuszczając większość powietrza z płuc.
Całe szczęście, że mam prawie cały bak. W sumie to nie używałem auta zbyt często, więc moje obawy były niesłuszne.
Wiktor ruszył w stronę Kruczego Wzgórza myśląc w głowie o charakterze swojej wizyty w tamtym ponurym miejscu.
- Przekonał mnie pan - odpowiedział Wiktor sceptycznym głosem - udam się na miejsce jak najszybciej potrafię.
- Doskonale - powiedział z wyczuwalną ulgą Grodzki - dobranoc panu i powodzenia na Wzgórzu.
- Miłego wieczoru i do usłyszenia panie Zbigniewie. - zakończył rozmowę starając sie być uprzejmy, choć prawie każdy wyczułby sztuczność w głosie Kruka.
Doktor odłożył słuchawkę. Postanowił załatwić tę sprawę jak najszybciej możliwe licząc na to, że to rzeczywiście nie zajmie za dużo czasu i będzie miał jeszcze możliwość poczytania zanim sen zmusi go do udania się na spoczynek. Przestał się zastanawiać a zaczął działać. Powyłączał światła w pomieszczeniach przychodni, ustawił alarm przy drzwiach do wejściowych, a następnie ubrał swój ulubiony czarny płaszcz i wyszedł z budynku zamykając z hukiem drzwi.
W głowie moknącego na dworze lekarza pojawiła się lekka obawa dotycząca służbowego auta.
Cholera jasna, ciekawe czy starczy mi paliwa na dojechanie na miejsce, nie pamiętam kiedy ostatnio tankowałem, a Krucze Wzgórze jest ładny kawałek drogi stąd.
Przeszedł parę kroków do auta, otworzył bez problemów drzwi i rozsiadł się w fotelu starego Volvo. Odpalił silnik auta i był gotów do wyruszenia. Zerknął szybko na wskaźnik paliwa i odetchnął wypuszczając większość powietrza z płuc.
Całe szczęście, że mam prawie cały bak. W sumie to nie używałem auta zbyt często, więc moje obawy były niesłuszne.
Wiktor ruszył w stronę Kruczego Wzgórza myśląc w głowie o charakterze swojej wizyty w tamtym ponurym miejscu.