Przy kościele, niedziela 28 lutego 2016
Nabożeństwo trwało od pół godziny, toteż Ordycz założył naprędce, że ma do swej dyspozycji drugie tyle. Siedząc w zaparkowanym przed kościołem samochodzie, dziennikarz odsunął sobie w tył fotel, a potem położył na kolanach laptopa. Pracował przez większość nocy i zmęczenie dawało mu się we znaki, lecz jednocześnie czuł narastającą ekscytację. Zapadła dziura na wybrzeżu nie rokowała jeszcze wczoraj niczego ciekawego. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie, czego jawnie dowodziły trzy już tego poranka telefoniczne rozmowy z naczelnym. Piotr Marcinkiewicz uchodził za skąpego w pochwałach buca, toteż Ordycz nie mógł nie zauważyć diametralnej zmiany w zachowaniu swego szefa. Drąż temat, nie daj się zbyć, potrzebujemy tego materiału, to będzie bomba, nasza wyłączność.
Kościól musiał pękać w szwach, wystarczyło popatrzeć na parking przed budowlą. Samochody stały wszędzie, nie tylko w wyznaczonych do tego miejscach, ale i wzdłuż drogi dojazdowej. Ze swojego miejsca dziennikarz widział też podjazd posiadłości na Kruczym Wzgórzu. Nie dostrzegał tam żadnej widocznej aktywności, ale dwa ustawione w cieniu drzew cywilne samochody świadczyły o tym, że w środku wciąż pracowało kilku śledczych z komendy w Kołobrzegu. Radiowozy zniknęły, odwołane widocznie do innych interwencji.
Ordycz złapał się na tym, że nie potrafi przestać myśleć o losie właściciela posesji. Ogromna plama krwi w salonie nie mogła oznaczać niczego dobrego, chociaż koniec końców nie przesądzała o śmierci Bukowskiego... najpewniej świadczyła jednak o dramatycznym odejściu w zaświaty kogoś innego, bo było jej zbyt wiele na powierzchowne skaleczenie, zdecydowanie zbyt wiele.
Brutalne morderstwo w deszczową noc, tuż pod kościołem, w spokojnej nadmorskiej miejscowości wstrząśniętej już aktami wandalizmu na miejscowym cmentarzu. Doskonały materiał na pierwszą stronę i bynajmniej nie na jeden tylko dzień!
Ordycz przejrzał uważnie zawartość folderu, który zalożył na desktopie, podrapał się po podbródku. Przeszukał minionej nocy sieć w poszukiwaniu odnośników do uszkodzonych książek z bibliteczki Bukowskiego. Pracę Bruna Schillera znalazł bez większego trudu, bo została kilka lat temu przełożona na język polski. Według informacji w internecie była to najzwyczajniejsza na świecie książka historyczna opisująca działania Kriegsmarine na Bałtyku w trakcie II wojny światowej. Drugie dzieło, będące efektem zbiorowej pracy kilku niemieckich historyków, koncentrowało się na wierzeniach Bałtów w czasach poprzedzających chrystianizację tego regionu - a przynajmniej tak twierdził Google Translate, do którego Ordycz wrzucił znalezione w sieci streszczenie książki.
Trzecia pozycja, ta najbardziej zniszczona, pozostawała dla dziennikarza tajemnicą. Wyszukiwarka nie znalazła na jej temat żadnej informacji, a sam dziennikarz był pod koniec swych poszukiwań wystarczająco zmęczony, bo przełożyć bardziej skrupulatne wyszukiwanie na następny dzień.
Jak w fabularce - pierwszą z wymienionych książek można chyba dostać w Empiku, drugiej na nasz język nie przetłumaczono, o trzeciej Ordycz na razie nic nie wie. Informacje o wrzuconych w sieć nazwiskach Niemców pochowanych w grobowcach w osobnym wątku. Nabożeństwo niedługo dobiegnie końca, jakie plany ma reporter. Poprosi księdza o towarzystwo czy jednak uda się na cmentarz samemu? Wejdzie do kościoła czy poczeka pod plebanią? Inne deklaracje?