[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład:
Two Sostra[/center]
Po tym, jak mag odczytał treść ostatnich stron z pamiętnika Harmoniusza, w izbie na zapadła cisza, przerwana jedynie krótkim komentarzem Vidgara. Przez chwilę wszyscy trwali w milczeniu, ważąc zdobyte właśnie informacje. Jedynie wiatr, tak samo mroźny i ciemny jak wprzódy, wyśpiewywał za oknami swą ponurą opowieść.
Stopniowo wszakże spojrzenia zebranych zaczęły skupiać się na rosłej postaci Vilberga. Członkowie wyprawy najwyraźniej oczekiwali na jego decyzję i stary korsarz zdawał się doskonale o tym wiedzieć. Odstawił trzymany w ręku, pusty już róg i pogładził brodę.
- Zaiste, dziwne i straszne rzeczy tu się dziać musiały... - rzekł wreszcie. - Nie mi to wszystko pojąć i wyrozumieć. Jeno myślę tak, iż miejsce to jest faktycznie przeklęte. I takoż owe dziwne kamienie. Nic dobrego nie spotyka tych, co się nimi zabawiają - mówiąc to spojrzał znacząco na Kyariela i Norlaug.
- Wszakże, wyruszyłem tu na poszukiwanie mego rodzonego brata. I nie honor byłby porzucić tę sprawę teraz... Powiadacie, iż to coś… Ta ciemność pożera dusze... A przecież Vestein wołał do mnie w snach. A więc jego dusza być gdzieś przeca musi! Nie znam się na tych sprawach, jeno wiem, że słyszałem jego głos... I że wzywał mnie, bym mu pomógł...
- Vilbergu - odezwał się Brnjar spokojnie, przerywając wyraźnie wzburzonemu korsarzowi - Wiemy, co słyszałeś i z tego powodu jesteśmy tu wraz z tobą. Jeno, nim zdecydujesz co dalej czynić, posłuchaj mnie. Sam rzekłeś, że ta ziemia jest przeklęta i wszystko co wiemy zdaje się o tym mówić. Z tych, co tu wyruszyli, nikt nie powrócił. Nie znaleźliśmy ich ciał ni żadnego tropu... A wszakże duchy ostrzegają nas i zapiski tego uczonego też otuchy nie niosą... Rozumiem, że pragnąłbyś ratować brata. Pomyśl jednak, jaką w istocie mamy szansę po temu? Nasi towarzysze zginęli zabici przez coś, czego nikt z nas nie widział... A wszakże byli doświadczonymi wojami… Może przeto nie ma sensu dłużej kusić losu...
- Prosisz mnie, bym okrył się hańbą i porzucił brata w potrzebie?! - Vilberg zerwał się z miejsca, a jego oczy błyszczały gniewem, spod zjeżonych groźnie brwi. Ręce wsparł na pasie, nie chcąc sięgać miecza. Jasnym jednak było, iż ostrożne słowa Brnjara nie spodobały mu się.
Kupiec jednak nie przejął się tym, jeno nadal wyjaśniał spokojnie:
- Posłuchaj, jesteśmy tu z powodu nawoływań ducha. Kogoś, kogo może nie ma wśród żyjących... Wiesz wszakże, że nie jestem tchórzem. Nie raz na morzu stawałem przeciwko nieumarłym z przeklętego K'sar. Nie raz spoglądałem w ślepia morskiego węża i innych stworzeń zamieszkujących mroczne głębiny... Widziałem fale wyższe niż dach domu Jarla z Beran i serce me nie drżało. A jednak tu, na tej ziemi jest coś, co budzi we mnie ustawiczny niepokój... A jeśli nie chcesz słuchać duchów ni zapisków tego nieszczęśnika posłuchaj innej rady... Nie tylko bowiem ja i ty ryzykujemy tu życiem i duszą, ale spójrz na tych dwóch zacnych młodzieńców z twego rodu...I na tą dzielną młódkę, z rodu Haralda. Zali chcesz by i oni zginęli szukając na pustkowiach duchów? Cóż rzeknie na to twoja małżonka? Jak nazwie cię twoja siostra? Obie przeklną cię, jeśli powiedziesz ich synów na śmierć! Powiadam ci, zawróćmy, nim będzie za późno... Gunlid, Hatr i Joos już oddali życie w tej przeklętej wyprawie. Kto wie, co poluje na równinach, w ciemności?
Przez chwilę Vilberg nie odpowiadał, szarpiąc jeno brodę. Widać było jednak, iż słowa kupca poruszyły w nim jakąś strunę. Wreszcie westchnął i usiadł ciężko.
- Powiem tak, jak rzekłem wprzódy. Nie honor to pozostawiać brata. Jeno mam obowiązki także względem tych, co są ze mną... Olafie i Vidgarze, wyruszyliście na tą wyprawę jako chłopcy, wszakże dowiedliście już nie raz, iż jesteście godni miana mężów. Co rzekniecie więc na to? Powinniśmy kontynuować nasze poszukiwania czy zawrócić teraz, uchodząc z tych ziem czym prędzej?
[center]

[/center]
Vilberg kieruje swoje pytania oczywiście do członków własnego rodu: Olafa i Vidgara, oczekując najpierw na ich odpowiedź. Pozostali wiedzą, że nie powinni się wcinać. Choć jeśli zagadnieni wyrażą już swoje zdanie, reszta drużyny także może wtrącić się do rozmowy, jeśli zechce.
Norlaug: pamiętam o deklaracji. Chciałbym jednak wiedzieć, czy Norlaug wychodzi w czasie tej, istotnej dość wymiany zdań by przeszukać pokój gnoma, czy czeka do jej zakonczenia?