[center]
Okolice Koronapanu[/center]
Nieznajoma zauważyła oczywisty przestrach obu myśliwych, nie próbowała jednak w żaden sposób załagodzić negatywnego wrażenia. Zamiast tego otarła spienione wargi brudnym rękawem kurtki i zaśmiała się chrapliwie. Z jakiegoś powodu śmiech ten, zniekształcony skurczem gardła i chorobą, wydał się Yuranowi wyjątkowo nieludzki.
- Dobrze spaliście ostatniej nocy? - zapytała kobieta, kiedy konwulsyjny chichot przestał już wprawiać w drgawki jej wynędzniałe ciało - Pewnie, że dobrze. Nie trzeba się było tak wysilać przy skradaniu, nawet strażnicy niczego nie zauważyli. Tylko ta przeklęta pułapka. Przekleństwo na was, zgnilizna i robaki w trzewiach. Ciemno nad ranem było, pochmurnie jak diabli. Prawdziwy czarny świt. Gdyby nie to, nie dałabym się tak złapać.
Yuran i Dragan wymienili pośpieszne spojrzenia, w ułamku chwili pojmując implikacje wyzierające z dźwięczących złośliwością słów nieznajomej.
- Byłaś w nocy w Koronapanie? - wycedził przez zaciśnięte zęby Yuran, mierząc starannie zaostrzonym aluminiowym grotem włóczni w tors kobiety - Czego tam szukałaś?
- Jedzenia? Schronienia? - nieznajoma wzruszyła obojętnie ramionami - Ciepłego koca i prężnego fiutka? Jesteście niczym dzieci, można was wynieść z łóżkami w puszczę, a byście się nie ogarnęli. Mało która osada między Piekielnym Rowem i Zapadliskami Pollenu nie ma tresowanych gendo, a wy nie macie.
Przez krótką chwilę Dragan gotów był uwierzyć, że chorowita nieznajoma pochodziła z Zielonej Groty, ale kiedy użyła słowa gendo, młodzieniec utrwalił się w przekonaniu o braku jej związku z rejonem osady. Mieszkańcy Koronapanu i Zielonej Groty, a także żyjący w okolicznych lasach klanyci zgodnie określali dzikie psy mianem wulfów. Cudzoziemskie słowo gendo używane było przez kupców z dalekich krain, z Osmanu i Wrocławia.
- Gadaj, czego u nas naprawdę szukałaś? Byłaś sama czy z kimś? Bo się zaraz rozzeźlę, babko!
Słysząc podniesiony ton Yurana nieznajoma zachichotała w ewidentnie złośliwy sposób, a potem ułożyła się wygodniej na plecach przymykając oczy.
- Zdejmijcie mi ten potrzask z nogi, wyleczcie i nakarmcie, a powiem wam wszystko, co tylko zechcecie - oznajmiła po chwili irytującego milczenia, ponownie otwierając zamglone bólem oczy.
Pierwsze próby zastraszania nic nie dały. Chcecie spróbować jakiegoś testu (z akceptacją uzyskanego wyniku). Czy naciskacie na nią dalej w trybie fabularnym? Pamiętajcie też, że obca właśnie przyznała Wam się do nocnego pobytu w osadzie, bez wiedzy mieszkańców. Nie macie pojęcia ani o włamaniu do spiżarni ani uszkodzeniu młockarni, rzecz jasna.