PBF - Czarny Świt
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Do wioski baby brać nam nie wolno, za duże to zagrożenie. - Nikodemus wciąż drapał się po głowie głośno myśląc, gdy już przetrawił uzyskane od Dragana informacje. - Ale i tutaj jej zostawić nie możemy. Myślę, że powinniśmy ją zabrać, może być wielce użyteczna, ale po zewnętrznej stronie ogrodzenia musimy ją umieścić. Jedno jest pewne, jak najszybciej musimy przekazać wieści do wioski, niech oko mają na okolicę. Gendo powiadasz? - zwrócił się na powrót do Dragana. - Bardzo ciekawe. Naprawdę. Ale już prowadź nas do brata, bo czas działa na naszą niekorzyść.
Zakładam, że po drodze Dragan wszystko nam wyśpiewa. Zatem odradzam opatrywanie baby w lesie, jeśli dwa-trzy dni ma wnyki na nodze, to godzina jej nie uratuje, natomiast nie mamy czasu i możliwości, by zatamować ewentualny krwotok wywołany usunięciem żelastwa. Druga sprawa, że mam niecny plan, żeby w przyszłości wykorzystać umiejętności treserskie rzeczonej baby, o ile takowe posiada, no i oczywiście jeśli wyżyje.
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Werk przysiadł na głazie na wpół pogrążonym w leśnym poszyciu. Za dużo się ostatnio działo, nie miał kiedy poukładać sobie wszystkiego w głowie. Gładził czule kolbę wysłużonej strzelby przysłuchując się rozmowo towarzyszy.
Ja, ich verstehe że oni mieli głód i dlatego nasze zapasy gestohlen. - odezwał się po chwili - Ale dlaczego te leśne dziady zepsuli moją maszynę. Das ist viel zu viel. Kradzież z głodu jedna rzecz, ale żeby maszynę zerstoeren? Das geht nicht.
Bayer był oburzony całą sytuację i gdyby zapytać go zdanie uznałby ucięcie rąk za łagodny wymiar kary.
Werk przysiadł na głazie na wpół pogrążonym w leśnym poszyciu. Za dużo się ostatnio działo, nie miał kiedy poukładać sobie wszystkiego w głowie. Gładził czule kolbę wysłużonej strzelby przysłuchując się rozmowo towarzyszy.
Ja, ich verstehe że oni mieli głód i dlatego nasze zapasy gestohlen. - odezwał się po chwili - Ale dlaczego te leśne dziady zepsuli moją maszynę. Das ist viel zu viel. Kradzież z głodu jedna rzecz, ale żeby maszynę zerstoeren? Das geht nicht.
Bayer był oburzony całą sytuację i gdyby zapytać go zdanie uznałby ucięcie rąk za łagodny wymiar kary.
Co do gwary Koronapanu to wolałbym trzymać się niemieckiej pisowni - jak to spolszczymy to nie da się tego nawet w słowniku sprawdzić.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
co do niemieckich słów warto dodaj pod postem ich tłumaczenia - nie trzeba bedzie włączać translatora 
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Yuran obrócił się błyskawicznie, szybciej niż można było sądzić po wielkim ciele człowieka. Był gotów wpakować bełt kuszy prosto w pierś intruza, chyba że okazałoby się, że to wioskowe małolaty robią sobie krotochwilę z Yurana. Ale nawet wtedy nie szczędziłby razów nierozsądnym dzieciakom aby dostały nauczkę.
Yuran obróci się gotów do walki, ustawiając się tak, aby mieć w polu widzenia flanki (zakładam jako gracz, że "od pleców"-od strony staruchy, nikt go szybko nie zajdzie. Co do sugestii jakich cech użyć, to zdaje się na MG, bo nie mam chwilowo dostępu do swojej karty postaci.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Napiąwszy mięśnie Yuran wstrzymał na sekundę oddech, a potem targnął całym ciałem podrywając jednocześnie skrytą w wysokiej trawie kuszę. Włócznia pomimo swego długiego drzewca wydała mu się bronią mniej praktyczną w tak niedogodnej sytuacji - dzięki kuszy mógł bowiem trzymać na dystans obcych, a w razie najgorszego wyeliminować pierwszego z nich przed sięgnięciem po włócznię.
Yuran był młodym wysportowanym człowiekiem, spędzającym większość czasu w puszczy, nie stroniącym od intensywnego wysiłku fizycznego. Okolice Koronapanu uchodziły za względnie bezpieczne, toteż nie zdarzyło mu się jeszcze zabić człowieka, ale w razie potrzeby na pewno by się przed takim czynem nie zawahał.
Człowiek skradający się za plecami myśliwego miał włócznię podobną do tej będącej własnością Yurana - długą na prawie dwa metry, wykonaną z lekkiego aluminium, porządnie zaostrzoną. Jej szpic zatrzymał się na gardle Pollanina, kiedy ten kończył swój desperacki obrót.
Ostrze nacisnęło leciutko grdykę Yurana, przelotnym ukłuciem bólu przestrzegając młodzieńca przed gwałtownymi reakcjami.
Napiąwszy mięśnie Yuran wstrzymał na sekundę oddech, a potem targnął całym ciałem podrywając jednocześnie skrytą w wysokiej trawie kuszę. Włócznia pomimo swego długiego drzewca wydała mu się bronią mniej praktyczną w tak niedogodnej sytuacji - dzięki kuszy mógł bowiem trzymać na dystans obcych, a w razie najgorszego wyeliminować pierwszego z nich przed sięgnięciem po włócznię.
Yuran był młodym wysportowanym człowiekiem, spędzającym większość czasu w puszczy, nie stroniącym od intensywnego wysiłku fizycznego. Okolice Koronapanu uchodziły za względnie bezpieczne, toteż nie zdarzyło mu się jeszcze zabić człowieka, ale w razie potrzeby na pewno by się przed takim czynem nie zawahał.
Człowiek skradający się za plecami myśliwego miał włócznię podobną do tej będącej własnością Yurana - długą na prawie dwa metry, wykonaną z lekkiego aluminium, porządnie zaostrzoną. Jej szpic zatrzymał się na gardle Pollanina, kiedy ten kończył swój desperacki obrót.
Ostrze nacisnęło leciutko grdykę Yurana, przelotnym ukłuciem bólu przestrzegając młodzieńca przed gwałtownymi reakcjami.
Chwilę zastanawiałem się jak rozliczyć ten manewr - zmianę pozycji połączoną z wycelowaniem kuszy. Zdecydowałem się na AG+Mobility, z poziomem trudności 3. W przypadku Yurana to pięć kostek k6. Rzucam, oto wyniki: 5, 2, 3, 1, 3. Niestety, tylko jeden sukces. Napastnik miał więcej szczęścia...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Yuran wypuścił powoli powietrze z płuc, starając się uspokoić bijące szaleńczo serce. Jego krew wciąż kipiała w żyłach, a oparte o grot włóczni jabłko Adama poruszało się rytmicznie.
- Zabierz albo wsadzę ci to w rzyć - wycedził przez zęby rosły Pollanin. Szyszka uśmiechnął się w odpowiedzi kącikami ust, cofnął przystawioną do szyi myśliwego broń. Z okolicznych chaszczy wychynęli pozostali Koronapańczycy, rozglądający się bacznie wokół siebie. Spojrzenia wszystkich niemal natychmiast spoczęły na leżącej półprzytomnie starszej kobiecie.
- Dzika baba jak malowana - oznajmił ze sporą dozą fascynacji Dirk, od zawsze rozmiłowany w ludowych podaniach i mitach - Sprawdzaliście czy ma zadek futrem porośnięty?
- Chyba ci rozum odjęło! - sarknął Yuran posyłając pełne wyrzutu spojrzenie swemu bratu - Po co się skradaliście, cielebunie? Mogłem któremuś bełt posłać w trzewia!
- Markus kazał być ostrożnym - odpowiedział Anton stając w rozkroku obok nieznajomej - Co ona ma na twarzy? Te białe gluty?
- Cofnij się od niej, Anton! - ostry głos idącego w tyle Markusa sprawił, że wszyscy natychmiast od kobiety odskoczyli - Trzymajcie się na dystans kilku kroków. Dragan mówił, że pewnie jest chora. Yuran, dotykałeś jej? Tylko prawdę mów, słyszysz?
Yuran wypuścił powoli powietrze z płuc, starając się uspokoić bijące szaleńczo serce. Jego krew wciąż kipiała w żyłach, a oparte o grot włóczni jabłko Adama poruszało się rytmicznie.
- Zabierz albo wsadzę ci to w rzyć - wycedził przez zęby rosły Pollanin. Szyszka uśmiechnął się w odpowiedzi kącikami ust, cofnął przystawioną do szyi myśliwego broń. Z okolicznych chaszczy wychynęli pozostali Koronapańczycy, rozglądający się bacznie wokół siebie. Spojrzenia wszystkich niemal natychmiast spoczęły na leżącej półprzytomnie starszej kobiecie.
- Dzika baba jak malowana - oznajmił ze sporą dozą fascynacji Dirk, od zawsze rozmiłowany w ludowych podaniach i mitach - Sprawdzaliście czy ma zadek futrem porośnięty?
- Chyba ci rozum odjęło! - sarknął Yuran posyłając pełne wyrzutu spojrzenie swemu bratu - Po co się skradaliście, cielebunie? Mogłem któremuś bełt posłać w trzewia!
- Markus kazał być ostrożnym - odpowiedział Anton stając w rozkroku obok nieznajomej - Co ona ma na twarzy? Te białe gluty?
- Cofnij się od niej, Anton! - ostry głos idącego w tyle Markusa sprawił, że wszyscy natychmiast od kobiety odskoczyli - Trzymajcie się na dystans kilku kroków. Dragan mówił, że pewnie jest chora. Yuran, dotykałeś jej? Tylko prawdę mów, słyszysz?
Teoretycznie mógłbym pisać wstawkę dalej, ale może Yuran zechce pokozaczyć i zyskać prestiż w oczach współplemieńców oświadczeniem, że faktycznie macał prawdziwą dziką babę. Piłeczka w ręce Bartka.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Yuran zrobił się czerowny, potem purpurowy na twarzy a to zwiastowało niechybnie, że został ciężko urażony słowami Markusa i zapewne gdyby ktoś inny uraził olbrzyma takimi pomówieniami, to Yuran upewniłby się, że twarz rozmówcy też zrobiłaby się czerwona... od juchy z rozkwaszonego nosa. Markus cieszył się jednak niekwestionowanym respektem, toteż olbrzym tylko mruknął oburzony:
- Ja?! W ręcyma takiego próchna zarzyganego bym nie tknął, a co dopiero kuśką! - sarknął dodając już spokojniej po chwili: - Toć widać że stara chora, tośmy umyslili, żeby jej ku wsi nie taszczyć, bo jeszcze starucha zarazy rozniesie albo cuś.
- Ja?! W ręcyma takiego próchna zarzyganego bym nie tknął, a co dopiero kuśką! - sarknął dodając już spokojniej po chwili: - Toć widać że stara chora, tośmy umyslili, żeby jej ku wsi nie taszczyć, bo jeszcze starucha zarazy rozniesie albo cuś.
Yuran w istocie nie tykał baby, jedynie Dragan podał jej wodę, ale chyba też bezposrednio jej nie tknął.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Markus przepchnął się pomiędzy ziomkami, spojrzał z góry na leżącą nieruchomo kobietę. Jej piersi unosiły się ledwie zauważalnie w rytmie płytkiego oddechu, znienacka jednak zadygotała targnięta kolejnym paroksyzmem kaszlu. Potem otworzyła zaszklone oczy próbując zogniskować wzrok na nowych nieznajomych.
- To jedna ze złodziei z wioski - oświadczył pewnym siebie tonem Markus - Trop całej grupy biegnie kilkadziesiąt metrów stąd w kierunku zachodu. Jej własne ślady tam się odłączają, ciągną się aż pod wnyki.
- Złodziejka z wioski? - zdziwił się Yuran - Okradła Zieloną Grotę? A to jędza...
- Dragan wszystko ci opowie - Markus machnął ręką, nie odrywając wzroku od pochwyconej w pułapkę kobiety - Ta biała flegma... cofnijcie się jeszcze dalej, jeszcze dalej. I patrzcie, gdzie stawiacie kroki, nie przenieście tego czegoś przypadkiem na butach. Ty, kobieto. Rozumiesz, co mówię?
- Wszystko rozumie - wtrącił uczynnie Yuran - Tylko mało się zrobiła rozmowna.
Starucha przestała kręcić głową, wbiła spojrzenie w zatroskaną coraz mocniej twarz Markusa. Było coś takiego w minie mężczyzny, coś budzącego w obserwatorach niezrozumiałe ciarki, co mimowolnie zmuszało wszystkich do napięcia mięśni.
- Jak masz na imię? - spytał Markus podnosząc jednocześnie z trawy długi suchy konar - I na co chorujesz?
- Miałam w życiu wiele imion - wycharczała mówiąca z dziwnym akcentem nieznajoma - Jedne lubię bardziej, inne mniej. Dla ciebie mogę być Kicią.
Któryś z towarzyszy Markusa prychnął odruchowo pełnym niedowierzania śmiechem, inny zawarczał przez zaciśnięte zęby.
- Jeśli wolisz, możemy się obejść bez imion - odpowiedział przywódca Koronapańczyków - Raz jeszcze pytam, na co chorujesz? Brałaś biały proszek? Ten z Kolistych Pól na dalekim wschodzie?
Ziomkowie Markusa nie mieli pojęcia, o czym mężczyzna mówił, ale wszyscy natychmiast bacznie nadstawili uszu, żądni tajemniczej wiedzy z szerokiego świata. Sama starucha leżała przez chwilę w milczeniu dysząc ciężko, potem zaś rozchyliła usta w upiornej parodii uśmiechu.
- Znasz Mąkę Bogów? - spytała chrapliwym głosem - Ledwie cię zobaczyłam, od razu pojęłam, że nie jesteś takim samym leśnym prostaczkiem jak twoi synkowie. Sam też brałeś? Może się podzielisz? Ból od razu przechodzi, jak ręką odjął.
Markus przepchnął się pomiędzy ziomkami, spojrzał z góry na leżącą nieruchomo kobietę. Jej piersi unosiły się ledwie zauważalnie w rytmie płytkiego oddechu, znienacka jednak zadygotała targnięta kolejnym paroksyzmem kaszlu. Potem otworzyła zaszklone oczy próbując zogniskować wzrok na nowych nieznajomych.
- To jedna ze złodziei z wioski - oświadczył pewnym siebie tonem Markus - Trop całej grupy biegnie kilkadziesiąt metrów stąd w kierunku zachodu. Jej własne ślady tam się odłączają, ciągną się aż pod wnyki.
- Złodziejka z wioski? - zdziwił się Yuran - Okradła Zieloną Grotę? A to jędza...
- Dragan wszystko ci opowie - Markus machnął ręką, nie odrywając wzroku od pochwyconej w pułapkę kobiety - Ta biała flegma... cofnijcie się jeszcze dalej, jeszcze dalej. I patrzcie, gdzie stawiacie kroki, nie przenieście tego czegoś przypadkiem na butach. Ty, kobieto. Rozumiesz, co mówię?
- Wszystko rozumie - wtrącił uczynnie Yuran - Tylko mało się zrobiła rozmowna.
Starucha przestała kręcić głową, wbiła spojrzenie w zatroskaną coraz mocniej twarz Markusa. Było coś takiego w minie mężczyzny, coś budzącego w obserwatorach niezrozumiałe ciarki, co mimowolnie zmuszało wszystkich do napięcia mięśni.
- Jak masz na imię? - spytał Markus podnosząc jednocześnie z trawy długi suchy konar - I na co chorujesz?
- Miałam w życiu wiele imion - wycharczała mówiąca z dziwnym akcentem nieznajoma - Jedne lubię bardziej, inne mniej. Dla ciebie mogę być Kicią.
Któryś z towarzyszy Markusa prychnął odruchowo pełnym niedowierzania śmiechem, inny zawarczał przez zaciśnięte zęby.
- Jeśli wolisz, możemy się obejść bez imion - odpowiedział przywódca Koronapańczyków - Raz jeszcze pytam, na co chorujesz? Brałaś biały proszek? Ten z Kolistych Pól na dalekim wschodzie?
Ziomkowie Markusa nie mieli pojęcia, o czym mężczyzna mówił, ale wszyscy natychmiast bacznie nadstawili uszu, żądni tajemniczej wiedzy z szerokiego świata. Sama starucha leżała przez chwilę w milczeniu dysząc ciężko, potem zaś rozchyliła usta w upiornej parodii uśmiechu.
- Znasz Mąkę Bogów? - spytała chrapliwym głosem - Ledwie cię zobaczyłam, od razu pojęłam, że nie jesteś takim samym leśnym prostaczkiem jak twoi synkowie. Sam też brałeś? Może się podzielisz? Ból od razu przechodzi, jak ręką odjął.
Początek dłuższej konwersacji. Ciąg dalszy niebawem, w międzyczasie chętni mogą coś tam fabularnie skrobnąć od siebie, jeśli mają czas i ochotę...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Markus wydawał się sztywnieć coraz bardziej po każdym kolejnym słowie nieznajomej, a przynajmniej takie wrażenie odnosił obserwujący go bacznie Gerard. Co więcej, pozornie bezsensowne wypowiedzi staruchy poruszyły też głęboko Antona. Surowy z natury ojciec Gerarda rzadko dawał się wyprowadzić z równowagi, ale teraz jego pobrużdżone zmarszczkami oblicze czerwieniało coraz bardziej zdradzając rychły wybuch apokaliptycznego gniewu.
- Ilu was było? - Markus zmienił znienacka temat nie dając kobiecie odpowiedzi na temat tajemniczej Mąki Bogów - Dlaczego okradliście naszą spiżarnię?
- Okradli naszą spiżarnię?! - powtórzył oniemiały Yuran - Naszą?!
- Zaraz tam okradli - kobieta spróbowała wzruszyć ramionami, co nie do końca jej się udało - To był raczej handel wymienny. Na poczet przyszłej współpracy. Moglibyśmy zostać waszymi najlepszymi przyjaciółmi.
Snowid i Nikodemus wymienili między sobą zakłopotane spojrzenia nie pojmując, o czym nieznajoma mówiła, ale nagłe drgnięcie ciał Markusa i Antona zdradzało, że przynajmniej ci dwaj członkowie grupy zdawali sobie sprawę z istnienia jakiegoś ukrytego przesłania w słowach kobiety.
- Wiesz, że to może się zakończyć tylko w jeden sposób? - Markus przestał mówić w zwyczajny sposób, zamiast tego cedził teraz słowa przez zaciśnięte zęby - Liczyliście na to, że ujdzie wam to na sucho?
- Wcześniej zawsze uchodziło. Gdyby nie te cholerne potrzaski... naprawdę nie chcecie się dogadać?
Czerwony jak pomidor Anton postąpił o krok do przodu, ale Markus przytomnie złapał go za ramię.
- Wegland, biegiem do wioski - polecił podejrzanie spokojnym, wręcz nienaturalnym głosem - Do mojej piwniczki. Pod schodami jest metalowa skrzynia. Otworzysz ją i wyciągniesz dwa ciemnozielone kanistry. Przynieś obydwa tutaj, trzeciego nie ruszaj. Z nikim w wiosce nie rozmawiaj, natychmiast wracaj do nas. Rozumiesz?
Mina Weglanda zdradzała niezbicie, że mężczyzna niczego nie rozumiał, ale rzecz jasna od razu potwierdził kiwnięciem głowy przyjęcie polecenia.
- Nikodemusie, teraz ty - Markus odwrócił się w kierunku młodego sędziego - Weźmiesz Dragana i Yurana, Antona i Gerarda, Dirka i Szyszkę i jeszcze Snowida. Pójdziecie śladem reszty złodziei, dopóki ich nie dopadniecie. Tropy są wyraźne, chyba sobie poradzicie?
Bracia-myśliwi skinęli głowami jednocześnie, wyprostowali się czując instynktownie powagę swej misji.
- Co mamy zrobić jak ich już znajdziemy? - spytał oparty o wbitą w mech włócznię Szyszka.
- Zabić - odpowiedział bez śladu zająknięcia Markus - Wszystkich bez wyjątku.
Zgromadzeni wokół mężczyzny ziomkowie wbili w niego pełne niedowierzania spojrzenia, otwierając mimowolnie usta i zapominając o wszystkim, co kłębiło im się w myślach. Tylko Anton nie dał się słowom Markusa zaskoczyć, kiwając gorliwie głową i próbując powstrzymać wściekłe dygotanie zaciśniętych w pięści dłoni. Leżąca w trawie nieznajoma zaczęła cicho zawodzić, znienacka odzyskując panowanie nad ranną nogą i szarpiąc nią w skazanej na porażkę próbie uwolnienia.
- Czy dobrze mnie zrozumieliście? - zapytał Markus wodząc wzrokiem po kompanach.
Markus wydawał się sztywnieć coraz bardziej po każdym kolejnym słowie nieznajomej, a przynajmniej takie wrażenie odnosił obserwujący go bacznie Gerard. Co więcej, pozornie bezsensowne wypowiedzi staruchy poruszyły też głęboko Antona. Surowy z natury ojciec Gerarda rzadko dawał się wyprowadzić z równowagi, ale teraz jego pobrużdżone zmarszczkami oblicze czerwieniało coraz bardziej zdradzając rychły wybuch apokaliptycznego gniewu.
- Ilu was było? - Markus zmienił znienacka temat nie dając kobiecie odpowiedzi na temat tajemniczej Mąki Bogów - Dlaczego okradliście naszą spiżarnię?
- Okradli naszą spiżarnię?! - powtórzył oniemiały Yuran - Naszą?!
- Zaraz tam okradli - kobieta spróbowała wzruszyć ramionami, co nie do końca jej się udało - To był raczej handel wymienny. Na poczet przyszłej współpracy. Moglibyśmy zostać waszymi najlepszymi przyjaciółmi.
Snowid i Nikodemus wymienili między sobą zakłopotane spojrzenia nie pojmując, o czym nieznajoma mówiła, ale nagłe drgnięcie ciał Markusa i Antona zdradzało, że przynajmniej ci dwaj członkowie grupy zdawali sobie sprawę z istnienia jakiegoś ukrytego przesłania w słowach kobiety.
- Wiesz, że to może się zakończyć tylko w jeden sposób? - Markus przestał mówić w zwyczajny sposób, zamiast tego cedził teraz słowa przez zaciśnięte zęby - Liczyliście na to, że ujdzie wam to na sucho?
- Wcześniej zawsze uchodziło. Gdyby nie te cholerne potrzaski... naprawdę nie chcecie się dogadać?
Czerwony jak pomidor Anton postąpił o krok do przodu, ale Markus przytomnie złapał go za ramię.
- Wegland, biegiem do wioski - polecił podejrzanie spokojnym, wręcz nienaturalnym głosem - Do mojej piwniczki. Pod schodami jest metalowa skrzynia. Otworzysz ją i wyciągniesz dwa ciemnozielone kanistry. Przynieś obydwa tutaj, trzeciego nie ruszaj. Z nikim w wiosce nie rozmawiaj, natychmiast wracaj do nas. Rozumiesz?
Mina Weglanda zdradzała niezbicie, że mężczyzna niczego nie rozumiał, ale rzecz jasna od razu potwierdził kiwnięciem głowy przyjęcie polecenia.
- Nikodemusie, teraz ty - Markus odwrócił się w kierunku młodego sędziego - Weźmiesz Dragana i Yurana, Antona i Gerarda, Dirka i Szyszkę i jeszcze Snowida. Pójdziecie śladem reszty złodziei, dopóki ich nie dopadniecie. Tropy są wyraźne, chyba sobie poradzicie?
Bracia-myśliwi skinęli głowami jednocześnie, wyprostowali się czując instynktownie powagę swej misji.
- Co mamy zrobić jak ich już znajdziemy? - spytał oparty o wbitą w mech włócznię Szyszka.
- Zabić - odpowiedział bez śladu zająknięcia Markus - Wszystkich bez wyjątku.
Zgromadzeni wokół mężczyzny ziomkowie wbili w niego pełne niedowierzania spojrzenia, otwierając mimowolnie usta i zapominając o wszystkim, co kłębiło im się w myślach. Tylko Anton nie dał się słowom Markusa zaskoczyć, kiwając gorliwie głową i próbując powstrzymać wściekłe dygotanie zaciśniętych w pięści dłoni. Leżąca w trawie nieznajoma zaczęła cicho zawodzić, znienacka odzyskując panowanie nad ranną nogą i szarpiąc nią w skazanej na porażkę próbie uwolnienia.
- Czy dobrze mnie zrozumieliście? - zapytał Markus wodząc wzrokiem po kompanach.
Czy dobrze zrozumieliście?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Yuran słuchał z rosnącym zaniepokojeniem, ale też ciekawością. Pamiętał z dzieciństwa snute przy ogniu opowieści Markusa o trującym białym proszku i do tej pory miał je bardziej za fantazje dorosłych, tymczasem słowa mężczyzny miały potwierdzenie w bełkocie staruchy. Wojownik cofnął się przezornie o kilka kroków od baby, równocześnie skierowywując grot włóczni w stronę jeńca i szczerząc groźnie zęby.
Groźny ton Markusa utwierdził Yurana w przekonaniu, iż mieli nosa z Draganem zostawiając kobietę przy życiu i decydując się aby jej nie zabierać do osady. Na razie miał zamiar słuchać o czym gada Markus, ale nie miał wątpliwości co do tego, że los starej jest przesądzony.
Groźny ton Markusa utwierdził Yurana w przekonaniu, iż mieli nosa z Draganem zostawiając kobietę przy życiu i decydując się aby jej nie zabierać do osady. Na razie miał zamiar słuchać o czym gada Markus, ale nie miał wątpliwości co do tego, że los starej jest przesądzony.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Wystarczająco dobrze zrozumieliśmy - odparł Nikodemus. - Yuran, Dragan i cała reszta, słyszeliście Markusa. Mamy zadanie. - Sędzia przyjął do wiadomości, że odpowiedzialność za wykonanie misji spoczywa na jego barkach. A ciężar niebawem wykonanej egzekucji obarczy jego sumienie. Sedno całej obserwowanej przed chwilą sytuacji pozostało wyłącznie między Marcusem, Antonem i staruchą, a pozostali zrozumieli wyłącznie część zdarzenia. Ale Nikodemus wystarczająco dobrze zrozumiał powagę sytuacji, by wiedzieć, że stawką jest istnienie Koronapanu. A to rozwiązywało problem skrupułów.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Pochwycona w żelazne zęby pułapki nieznajoma musiała pojąć, że mimo chytrych propozycji nie zdoła ocalić swej skóry. Krzyczała coraz głośniej, w zupełnie niezrozumiały sposób, wydając z siebie dźwięki, które gotowiącym się do pościgu osadnikom dosłownie mroziły krew w żyłach. Kiedy ulegający ledwie trzymanej na wodzy furii Anton ruszył w kierunku staruchy, ta nagle umilkła zaczynając dla odmiany pluć na otaczających ją prześladowców.
Gerard od zawsze żył w przeświadczeniu, że jego ojciec nie lęka się niczego na świecie prócz samego Boga, ale lecące w powietrzu kropelki gęstej śliny sprawiły, że posępny surowy anabaptysta rzucił się natychmiast do niemal panicznego odwrotu, przewracając przy tym w trawę zaskoczonego gwałtownym manewrem Dirka.
- Śmierć na was i zgnilizna! - wrzasnęła na całe gardło starucha - Przyjdzie czarny świt i pochłonie was wszystkich!
- Zamilcz, wyrodna suko! - ryknął Markus podnosząc dzierżony w dłoni konar - Śmierć to zbyt łagodna kara za to, co chcieliście nam uczynić! Zamilcz!
Kobieta ponownie zaniosła się chrapliwym wyciem, toteż przywódca osady doskoczył do niej nie bacząc na ryzyko oplucia i zdzielił swą ofiarę konarem w głowę. Wrzaski i piski umilkły po drugim zadanym z całej siły ciosie.
Snowid z trudem wierzył własnym oczom widząc tę absolutnie niecodzienną brutalność Markusa. Siwowłosy stateczny mężczyzna nigdy nie pokazał się współziomkom z tak okrutnej strony, nigdy dotąd nie przejawił równie silnych emocji. Zawsze uchodził za człowieka opanowanego i rozważnego, zawsze pomagał w negocjacjach z innymi mieszkańcami puszczy bądź rozstrzygał bez przesadnej surowości sąsiedzkie zwady w Koronapanie.
Snowid pierwszy raz w życiu widział go w stanie tak ogromnego wzburzenia.
- Nie traćcie czasu! - Markus odwrócił twarz w stronę wyznaczonych do pościgu osadników, wciąż sparaliżowanych niedowierzaniem i lękiem pospołu - Dopadnijcie ich czym prędzej. Nie wolno nikomu okazać miłosierdzia, oni nam by go nie okazali. I nie zabierajcie niczego z ich dobytku, słyszycie? Niczego nie dotykajcie, rannych dobijcie! Potem natychmiast wracajcie do osady!
Pochwycona w żelazne zęby pułapki nieznajoma musiała pojąć, że mimo chytrych propozycji nie zdoła ocalić swej skóry. Krzyczała coraz głośniej, w zupełnie niezrozumiały sposób, wydając z siebie dźwięki, które gotowiącym się do pościgu osadnikom dosłownie mroziły krew w żyłach. Kiedy ulegający ledwie trzymanej na wodzy furii Anton ruszył w kierunku staruchy, ta nagle umilkła zaczynając dla odmiany pluć na otaczających ją prześladowców.
Gerard od zawsze żył w przeświadczeniu, że jego ojciec nie lęka się niczego na świecie prócz samego Boga, ale lecące w powietrzu kropelki gęstej śliny sprawiły, że posępny surowy anabaptysta rzucił się natychmiast do niemal panicznego odwrotu, przewracając przy tym w trawę zaskoczonego gwałtownym manewrem Dirka.
- Śmierć na was i zgnilizna! - wrzasnęła na całe gardło starucha - Przyjdzie czarny świt i pochłonie was wszystkich!
- Zamilcz, wyrodna suko! - ryknął Markus podnosząc dzierżony w dłoni konar - Śmierć to zbyt łagodna kara za to, co chcieliście nam uczynić! Zamilcz!
Kobieta ponownie zaniosła się chrapliwym wyciem, toteż przywódca osady doskoczył do niej nie bacząc na ryzyko oplucia i zdzielił swą ofiarę konarem w głowę. Wrzaski i piski umilkły po drugim zadanym z całej siły ciosie.
Snowid z trudem wierzył własnym oczom widząc tę absolutnie niecodzienną brutalność Markusa. Siwowłosy stateczny mężczyzna nigdy nie pokazał się współziomkom z tak okrutnej strony, nigdy dotąd nie przejawił równie silnych emocji. Zawsze uchodził za człowieka opanowanego i rozważnego, zawsze pomagał w negocjacjach z innymi mieszkańcami puszczy bądź rozstrzygał bez przesadnej surowości sąsiedzkie zwady w Koronapanie.
Snowid pierwszy raz w życiu widział go w stanie tak ogromnego wzburzenia.
- Nie traćcie czasu! - Markus odwrócił twarz w stronę wyznaczonych do pościgu osadników, wciąż sparaliżowanych niedowierzaniem i lękiem pospołu - Dopadnijcie ich czym prędzej. Nie wolno nikomu okazać miłosierdzia, oni nam by go nie okazali. I nie zabierajcie niczego z ich dobytku, słyszycie? Niczego nie dotykajcie, rannych dobijcie! Potem natychmiast wracajcie do osady!
Długo jeszcze będziecie stali?! 
A jak my jesteśmy przygotowani do tego pościgu?
Bo gonimy za nie wiadomo kim. Nie wiemy nawet ilu ich jest.
Mają nad nami przewagę nocy i połowy dnia, więc nie dogonimy ich w kilka godzin. Ktoś wziął jakieś zapasy?
Pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł
Jestem za przygotowaniem pościgu.
Nie wiem jak wygląda ustrój polityczny Koronapanu, jeżeli ranga 2 pozwala mi wyrazić swoją opinię i nie będzie to zdrada stanu i podważanie autorytetu dowódcy na wojnie, to podzielę się tą uwagą z innymi lub przynajmniej szepnę słówko Markusowi lub Nikodemusowi (żeby nie było, że publicznie kwestionuję).
Bo gonimy za nie wiadomo kim. Nie wiemy nawet ilu ich jest.
Mają nad nami przewagę nocy i połowy dnia, więc nie dogonimy ich w kilka godzin. Ktoś wziął jakieś zapasy?
Pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł
Jestem za przygotowaniem pościgu.
Nie wiem jak wygląda ustrój polityczny Koronapanu, jeżeli ranga 2 pozwala mi wyrazić swoją opinię i nie będzie to zdrada stanu i podważanie autorytetu dowódcy na wojnie, to podzielę się tą uwagą z innymi lub przynajmniej szepnę słówko Markusowi lub Nikodemusowi (żeby nie było, że publicznie kwestionuję).
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)