PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 20 czerwca 2016, 11:08

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Olaf był ranny... śmiercionośne żądło przecięło jego bok... nie było czasu... I gdy już chciała pomóc Tropicielowi, rozległ się złowieszczy dźwięk. Ni to szelest, ni klekot... ale najbardziej przypominał odgłos świerszczy... Źródłem owego było nic innego, jak takiż sam owad, z którym walczyli przed chwilą. Unosił się w powietrzu na skrzydłach z cienia, polując. Gotowy do ataku na nich!

Ćma Ciemności, ćma Koszmarów... przypominała coś... przypominała te istoty z baśni opowiadanych przez starszych. Porywacze Dusz... tak właśnie na nich mówiono. Ilekroć, po zasłyszanej opowieści, nie mogła spać... nikt nie mógł. Gdy cieniste sylwety istot zdolnych wyrwać duszę i ją uwięzić, przesuwały się przed oczyma... jak można było choć na chwilę zmrużyć oko? Głodne, wiecznie głodne... przeczesujące nasz świat i tajemnicze realia świata astralnego... i tak... bały się światła. Nienawidziły go. Piętno natury istot całkowitej ciemności...

- Ten pomiot ciemności ma w sobie dusze naszych towarzyszy! Możemy jeszcze ich uwolnić! Jedynie magia i światło je rani! Na nic zwykły oręż się zda!

[center]Obrazek[/center]

Wykrzyknęła te słowa do towarzyszy, a za raz jej nos zaczynał się wydłużać. Rozpostarła ramiona. Palce zaczęły zmieniać swój kształt, a pióra zdobiące wcześniej włosy i płaszcz, pokryły ciało wiedźmy. Ciało skurczyło się dramatycznie a oczy rozbłysnęły czernią nocy. W miejscu, gdzie uprzednio stała młoda czarownica, unosił się ciemny, pierzasty kształt - kruk. Ptak wzbił się szybko w górę i skierował się na upiorną ćmę. W pewnym momencie jego pióra zalśniły jasnym, żarzącym blaskiem. Agresywne światło elektry objęło skrzydła, dziób, a w końcu całe ciało. Głębokie cienie wcześniej otaczające ich niewielką kompanię, rozproszyły się pod nieustępliwym dotykiem tegoż blasku.
Wiedźma używa Zdolności Mieniactwo, aby zmienić się w kruka. Wzbije się wyżej w tej formie i jak nie będzie już zbyt blisko swych towarzyszy, włączy Aurę z Elektry. Wtedy poleci na tego stwora. Jako, że ataki fizyczne nic nie daję, to czarownica będzie polegała na obrażeniach od Elektry z Aury i będzie unikać ewentualnych ciosów stwora. Chce, aby ta ćma była po prostu cały czas w zasięgu Aury.
Ostatnio zmieniony 20 czerwca 2016, 23:32 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 20 czerwca 2016, 14:06

Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Olaf dopadł maszkarona i zdążył już zatopić swoje kły w ciemnym cielsku, "Ogniem, poraź go ogniem! " usłyszał mag nawołującego Vidgara, który chwyciwszy odrzuconą przez brata broń, biegł w jego ślady. Ognista kula zdążyła się uformować w momencie gdy potwór powalił Olafa na ziemię potężnym ciosem. Pocisk świsnął w powietrzu kiedy alfr z całych sił miotnął nim w poczwarę. Osłabiona celnym ciosem stała się dobrym celem dla Vidgara, okazało się jednak że jest szybsza niż się wydaje i umknęła przed jego ciosem w ciemność.

Zanim zdążyła zakiełkować myśl że niebezpieczeństwo zostało zażegnane, rozległ się warkot wydobywający się z gardła wilkołka oznajmiający kolejne zagrożenie.

Przy drzwiach stajni pojawił się kolejny potwór szykujący się do ataku. Stojąca obok Kyariela wiedźma zakrzyknęła że jedynie magia i światło są w stanie to zranić, utwierdzając maga w przekonaniu, że czas najwyższy uformować kolejny ognisty pocisk.
Za pomocą różdżki tworzę kolejny ognisty pocisk i rzucam nim celując w ćmę!

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 21 czerwca 2016, 12:57

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Vidgar prawie eksplodował z szału kiedy potwór uciekł. Takiej frustracji nie czuł nigdy wcześniej. Co za tchórzliwe ścierwo bez czci i wiary atakuje z ciemności u ucieka kiedy tylko może mu się coś stać. Nie miał jednak czasu na krzyki i wymachiwania rękami w bezsilnym gniewie bo oto jego kuzyn, ostatni z żyjących jeszcze Vilbergssonów biorących udział w tej wyprawie, powoli wylewał swoją krew oraz wnętrzności na parujący śnieg.

Dwa lata temu Vidgar widział podobną ranę. Wtedy była jednak zadana komuś w ludzkiej formie. Uczył się wtedy jak pomagać rannym i zapytał co może zrobić. Usłyszał, że ma się odsunąć i nie przeszkadzać. Taka była wiedza Vidgara na temat opatrywania takich obrażeń.

Zaciskając zęby aż do bólu, nie wiedząc co właściwie robi, chwycił kawał odciętego płaszcza i wepchnął wszystko co wystawało poza obręb rozciętego Olafa i zaczął zawijać improwizowany opatrunek dookoła. Nie pamiętał potem jakie ruchy wykonywały jego ręce i miał tylko wspomnienie, jak przez mgłę. Nie potrafiłby powtórzyć nikomu co właściwie się stało. Wiedział tylko, że poza desperacką próbą wepchnięcia gubionych wnętrzności do środka wykonał kilka dziwnych operacji. Bogowie musieli być z nim i jego kuzynem tej feralnej nocy, bo te nieporadne zabiegi istotnie uratowały młodego zwiadowce.
Od MG: 33 + 2 = 35. Rzut: 14. Zdane z dwoma przebiciami (całe szczęście), gdyż w ten sposób uda ci się uleczyć 3 obrażenia, co oznacza, że Olaf po przemianie w człowieka będzie miał 1 punkt żywotności...

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 22 czerwca 2016, 10:01

Wylkołek jako że brak u niego magicznego damagea, chce tankować, ale unikając wybitnie i tanecznie, tak żeby tałatajstwo zajęło się nim, a nie zacnymi magami na przyklad.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 czerwca 2016, 14:19

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: Against the Storm[/center]
Koszmarny cień, majaczący w wejściu do stajni zaświergotał przejmująco i ruszył naprzód, najwidoczniej uważając stojące przed nim istoty za łatwą zdobycz. Tańczący jednakże zdołał zabiec mu drogę, nim stwór znalazł się na tyle blisko, by zagrozić parze adeptów. W ciemności świsnęły szpony, dosięgając grzbietu Wylkołka i rozdzierając skórę na jego karku. Zanim pierwsza kropla krwi Wilczarza zdołała dotknąć ziemi, Brnjar rzucił się w kierunku drzwi do części mieszkalnej, w mroku omal nie potykając o leżący na ziemi miecz Vilberga. Wiedźma rozpoczęła przemianę, przyjmując postać czarnego ptaka, o dziobie ostrym niczym nóż. Cień, majaczący nad czterołapą sylwetką Tańczącego wzniósł się nagle, najwyraźniej szykując do zadania śmiertelnego ciosu za pomocą czarnego żądła. Wylkołek poczuł na twarzy zimny wiatr, spływający ze skrzydeł przeciwnika. Była w nim obietnica śmierci i przeczucie bezkresnych, ciemnych równin pod umarłym niebem...

W tym momencie stajnię rozświetlił jasny, złocisty błysk. To Kyariel cisnął w stwora pociskiem żywego ognia, intonując śpiewne zaklęcie. Monstrualna ćma cofnęła się gwałtownie, gdy chciwe płomienie ogarnęły jej ciało. Widząc to Tańczący zaryzykował szaleńczy wypad, lecz stwór był szybszy. Jakimś sposobem skrył się ponownie w mroku, a kontury jego ciała rozmyły się, łącząc z wszechobecną czernią. Wilczarz warknął podejrzliwie, szykując się na zdradziecki atak z ciemności. Lecz w kolejnej chwili stajnię zalał kolejny jasny błysk. Ciało unoszącego się pod powałą kruka zaczęło lśnić blaskiem Aury Elektry. Po chwili całe pomieszczenie zalało jasne i chłodne światło - to Brnjar zdołał dotrzeć do znajdującej się przy drzwiach magicznej fiolki i zaktywować ją. Ciemność umknęła, spłoszona, skrywając się za drzwiami.

- Wszyscy cali? - zapytał kupiec, nieco drżącym głosem.
Spoiler!
Inicjatywa:
1. Stwór z Mroku
2. Tańczący po Czarnej Spirali
3. Brnjar
4. Norlaug
5. Kyariel


[center]I RUNDA[/center]
Stwór z Mroku: Rusza do przodu i atakuje Wylkołka, który zabiega mu drogę:
Atak udany.

Tańczący po Czarnej Spirali:
Wykonuje unik (Zw. + Uniki):
32 + 10 = 42. Rzut: 47. Unik nieudany;
Otrzymane obrażenia: 7 – 3 = 4 (schodzi cała pula lekkich)

Brnjar: biegnie w stronę drzwi;

Norlaug: używa zdolności Mieniactwo i przyjmuje postać kruka

Kyariel: Rzuca czar: Ognisty Pocisk (traci tym samym 1 punkt Energii)
Nie wie ile obrażeń zadał, niemniej płomienie przez chwilę ogarniają stwora.

[center]II RUNDA[/center]
Stwór z Mroku: wycofuje się, dając okazję Tańczącemu do wykonania ataku okazyjnego.

Tańczący po Czarnej Spirali:
Atak okazyjny: nieudany.
Stwór roztapia się w ciemności.

Norlaug: Włącza Aurę (wydaje 1 punkty Energii)

Brnjar:[/b] włącza światło w stajni;

Kyariel: czeka, nie widząc przeciwnika.

[center]KONIEC WALKI[/center]
Bilans Walki:
Tańczący po Czarnej Spirali: 4 obrażenia otrzymane, wyzerowana cała pula ran lekkich. Pozostało 8 punktów żywotności.

Norlaug: zdrowa. 7 Energii (na max 9)

Kyariel: zdrowy: 3 Energii (na max 11)
[center]***[/center]
Olaf czuł się paskudnie, leżąc na śniegu zalanym krwią swoją i jego ojca. Wiedział, że stworzenie niemal pozbawiło go życia i gdyby nie pomoc kuzyna, byłby tak samo martwy jak Vilberg. I to zanim zdołał dokonać zemsty... Błogosławieństwo Totemu zakończyło swe działanie i młody Zwiadowca przybrał na powrót ludzką formę. Ból ozwał się ze zdwojoną siłą, jednak wściekłość pozwalała utrzymać go w ryzach. W milczeniu obserwował, jak Vidgar kończy bandażować jego rany, tamując upływ drogocennej krwi.

Einherier spieszył się, zawiązując naprędce kolejny zwój bandaży. Miecz z Runem Elektry oparł jelcem o kolano, tak by wciąż zachowywać kontakt z bronią. Obaj wojownicy znajdowali się w niewielkim kręgu rzucanego przez nią światła. Ciemność dookoła zdawała się dziwnie głęboka, napierając na Nardlens niczym milcząca fala czystego zła. Nawet wiatr wydawał się brzmieć jakoś inaczej, jakby był bardziej odległy, nierealny, nieziemski... Choć przecież obaj czuli doskonale jego ukąszenia na twarzy i rękach. Wiedzieli, że coś w mroku obserwuje ich, czekając... I obaj mieli wrażenie, iż przed śmiercią chroni ich jedynie blask, dobywający się z zaklętej klingi...

[center]Obrazek[/center]
Olaf ma aktualnie 1 punkt Żywotności. Z uwagi na posiadaną zdolność: Odporność na Ból, jest w stanie poruszać się z czyjąś pomocą lub wspierając się na czymś (powoli). Gdyby nie posiadał tej zdolności, mógłby tylko leżeć. Może oczywiście zapomnieć o wszelkich męczących czynnościach typu bieg czy walka.

Gdyby ktoś chciał się leczyć: przyjmuję, że takie rzeczy jak runiczne pręty, macie przy sobie.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 26 czerwca 2016, 19:38

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.
[/center]

Pióra nastroszyły się, a kruk zakrakał gniewnie. Owad zniknął tak szybko, jak się pojawił. I tylko Oha'ln raczy wiedzieć, dokąd zabrał dusze tych, którzy byli im wszystkim bliscy. A jeśli w swym ciele więził ducha biednej Gunlid... albo jej wuja? (mimo to liczyła, że odnajdzie bliskiego jej szamana z Ravn w tej zapomnianej, przenikniętej widmem śmierci dolinie). Zniknął gdzieś tam, w głębokiej ciemności bezgwiezdnej nocy, gdzie tylko wiatr szumiał straszliwie drąc pasma ciszy swym odległym echem.

Jasne światło otaczające kruka przygasło i zniknęło zupełnie. Skrzydła omiotły z szelestem powietrze. Ptak poleciał do wyłomu... tam gdzie spoczywało ciało Vilberga... A obok Olaf... bledszy niźli kości umarłych, broczący krwią, spływającą pospiesznie na biały śnieg. Jego kuzyn już tam był... pomógł mu, ratując przed pewną śmiercią. Niewielki, ciemny kształt wylądował miękko na białym puchu i po chwili zmienił się na powrót w czarownicę z Kruczego Lasu. Wiedźma pospiesznie podeszła do rannego, równie pospiesznie wypowiadając słowa:

- Olafie... całe szczęście... - chwilę zaniemówiła, rozejrzała się po okalającej stajnię ciemności, po czym odrzekła - chodźmy stąd... nie wiadomo kiedy one wrócą... Olafie, dasz radę chodzić? - zapytała, gotowa, aby w razie potrzeby wraz z Vidgarem, ująć młodzieńca pod ramiona i pomóc mu dostać się do budynku. Obok spoczywało jednak ciało Vilberga... rozdarte przez coś co w swej naturze było bluźnierstwem schodzącym na ten świat. Rana była olbrzymia, rozdzierała mężną, szeroka pierś doświadczonego w walce korsarza. A jego oczy były tak spokojne, łuki brwi gładkie... ni jednej zmarszczki agresji, czy bólu... a teraz to coś więziło i jego duszę... syciło się wtedy, gdy je ujrzeli... przez chwile przemknęła przez umysł myśli, że może ta pokrętna istota nie zdołała zakończyć swego dzieła... a dusza Vilberga odeszła do siedziby O'gena... Chłodne rozumowanie rozwiewało ten nikły błysk. Dusza pewnie została wchłonięta za raz po zadaniu śmierci korsarzowi... Ale może... Mimo wszelakich wątpliwości wykrzyknęła do swych towarzyszy:

-Ach, może to nikła szansa... ale ciało Vilberga trzeba przenieść jak najszybciej!...Może to plugastwo nie odebrało mu jeszcze serca...
Wiedźma chce najpierw pomóc Olafowi. Jeśli stan jego zdrowia mu na to pozwala, to użyje Prętu Uzdrowienia, bo nie ma za bardzo czasu długie leczenie przez Medycynę Ezoteryczną. Najpierw jednak oczywiście trzeba pomóc Olafowi znaleźć się w trochę bezpieczniejszym miejscu, niż ledwo oświetlone klingą miecza obejście stajni. Daje zwój marzenia Kyarielowi, który lepiej się zna na takich rzeczach. Pamięta też o pomocy Wylkołkowi. Wiedźma zachowuje cały czas czujność,bo nie wiadomo, kiedy jeszcze pojawią się ćmy. Później poprosi również Vidgara lub Brnjara o pomoc w wyjęciu toporka (ale to jak będą wszyscy zdrowi już).

[center]Chce też jak najszybciej wiedzieć, czy Vilberg ma serce![/center]
Ostatnio zmieniony 26 czerwca 2016, 19:52 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 27 czerwca 2016, 21:56

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Powarkiwał groźnie w kierunku mroku w którym rozpłynęła się poczwara. Dopiero kiedy chłodne światło lampek padło na jego sierść, poczuł ranę na karku. Uderzenie bólu było na tyle silne, że musiał zacisnąć szczęki, by nie zaskamleć.

Odczekał chwilę nim mógł się ruszyć. Kiedy w końcu się odwrócił, sięgnął pyskiem po jeden ze swych runicznych pręcików. Patyk się łatwo poddał pękając miedzy jego zębami. Tańczący po Czarnej Spirali jęknął z ulgi, kiedy lecznicze zaklęcie zaczęło działać.

Po chwili kiedy poczuł się lepiej, rozejrzał się dokonując bilansu strat. Kiedy przez wyłom w ścianie zobaczył zatroskane oblicze czarownicy pochylającej się nad Olafem, nie czekając ruszył w ich stronę. Podbiegając zobaczył wyraźnie śmiertelną ranę Vilberga oraz ciemną plamę dość sporych rozmiarów w której siedział Olaf. Mimo wszechobecnego zapachu krwi mial nadzieję, że jeszcze nie jest za późno. Natychmiast zwrócił się do Norlaug.

- Co mogę zrobić żeby pomóc? - zapytał, jednocześnie rzucając obok niej swą sakwę, w której trzymał lecznicze pręciki.
Wylkołek będzie chciał się przydać jak najbardziej, więc póki zagrożenie nie wróci, będzie słuchał mądrzejszych od siebie, skupiając się na pomocy innym. Nie traci jednak czujności i przez caly czas stara się "spodziewać" kolejnego ataku.
Ostatnio zmieniony 28 czerwca 2016, 21:24 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 28 czerwca 2016, 16:40

Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Walka z drugim potworem wydawało się, że rozegrała się zbyt szybko, pozostawiając w sercu maga jedynie złość i rozgoryczenie. Wiedział, że źródło zagrożenia w cale nie zniknęło i kiedy widział wycofującą się poczwarę, miał ochotę rzucić się za nią aby rozprawić się z nią raz na zawsze,. Czuł jednak, że mógłby polec w tym starciu. Był tak zaabsorbowany ukończeniem tłumaczenia dziennika gnoma że nie pomyślał nawet o regeneracji energii... a teraz niebezpieczeństwo zastało go niemalże bezbronnego. Kyariel pluł sobie w brodę pomagając reszcie się pozbierać po starciu z nieznanym dotąd zagrożeniem, jednocześnie starał się obserwować przestrzeń w okół.
Alfr pomaga wnieść ciało Vilberga i wyjąć toporek ze ściany, jest czujny. Jeśli jest możliwość żeby odrobinę podładować energię to też to robi, nie robi tego jeśli ma to być zbyt niebezpiecznym i czasochłonnym przedsięwzięciem.
Ostatnio zmieniony 30 czerwca 2016, 11:02 przez voodoochild, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 29 czerwca 2016, 20:04

To nie miało tak wyglądać... cholernie nie tak! - Olaf gorączkowo powtarzał to zdanie w umyśle niby kapłan odmawiający modlitwę. Nieprzytomnym wciąż wzrokiem ogarniał, jak jego kuzyn obwiązuje mu bandażem wulkany bólu, które jakoś tak nagle rozpoczęły erupcje na ciele młodego wilka. Może samotna szarża nie była najlepszym pomysłem, ale za to jedynym, jaki pojawił się w jego młodej i wciaż pustej głowie.

- Nie wiem. Piwo macie? Napiłbym... się - wychrypał, próbując uciszyć ryk bólu, który - jakby gdzieś obok - wygrywał swój marsz wojenny. - Spróbuje. Ale dałem ciała, co? - dodał, uśmiechając się lekko. Przymknął oczy i z grymasem bólu wymalowanym krwią na twarzy, spróbował się podnieść, by finalnie przejść choć kawałek w "bezpieczne" miejsce...
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 29 czerwca 2016, 21:58

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Vidgar chciał mu powiedzieć, żeby się zamknął ale kiedy pomyślał o tym, że stracił ojca a on wuja to łzy napłynęły mu do oczu i ściekły po policzkach, i zacisnął tylko zęby. Czuł napierającą ciemność dookoła. Czuł też że ich sytuacja była beznadziejna. Był też zły na głupotę jaką się wykazali. Jak można było pójść samotnie do rżących koni, kiedy po okolicy grasuje coś co wyrywa serca szybciej niż człowiek jest w stanie zareagować? Rżenie koni musiało przecież jasno wskazywać, że coś nadnaturalnego jest w okolicy. I gdzie on do cholery położył swoją tarczę?!

Chyba tylko bliskość śmierci, która czaiła się w chyba każdym ciemnym zakamarku, powstrzymała go przed popadnięciem w rozpacz. Wymuszała czujność i ostrożność i gotowość do walki, a także coś czego nigdy wcześniej nie czuł, a co gdyby miał opisać w sobie, musiałby użyć obcych sobie poetyckich porównań do oceanu płonącego gniewu.

Przeciwstawna gwałtowność ognia i spokój i harmonia rytmicznie falującego oceanu, idealnie oddawały paradoksalne połączenie tych pozornie wykluczających się stanów, jakie zlały się w jedno w młodym wojowniku. Uczucie to było stare i tak samo jak niemożliwe, obce ejnherierowi.
Zabieram Olafa i wszystkie flaki, które nieopacznie zostawiłem na zewnątrz, jeszcze się może później upcha albo mu się do gulaszu dorzuci, żeby trafiły na miejsce.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 30 czerwca 2016, 12:10

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Norlaug sięgnęła po runiczny pręcik i przełamała go, kierując uzdrowicielską energię w stronę Olafa. Zwiadowca poczuł przez chwilę rozchodzącą się w ciele falę ciepła, która nieznacznie stłumiła ból i przywróciła mu niewielki zapas sił. Wystarczający, by się podnieść, wciąż jednak zbyt mały by marzyć o wzięciu do ręki miecza. Wciąż czuł się paskudnie. Wspierając się na ramieniu Vidgara, zdołał jednak przejść do wnętrza stajni, oświetlonego czarodziejskimi fiolkami. Gdy tylko znaleźli się w bezpiecznym miejscu, czarownica pospiesznie przełamała drugi pręcik, wiedząc, iż nie ma czasu na nucenie leczniczych pieśni. Tym razem Młody Wilk poczuł wyraźną ulgę. Energia zaklęcia powstrzymała upływ krwi i pozwoliła ranom zasklepić się. Ból odpełzł gdzieś na granicę świadomości, wciąż jednak krążył w pobliżu, niczym głodny upiór. Nie pozwalając do końca o sobie zapomnieć.

Brnjar chodził nerwowo po pomieszczeniu, mamrocząc przekleństwa i wpatrując się uważnie w ciemność, majaczącą za wyrwanymi wrotami. Zdawała się nieprzenikniona niemal namacalna, niczym koszmar, który znienacka staje się rzeczywistością. Tańczący czuł bijącą od niej wrogość, która sprawiała iż sierść sama wstawała mu na karku a z gardła wydobywał się głęboki warkot.

Kyariel zbliżył się do wyrwy w ścianie i spojrzał na zewnątrz. Choć tuż niedaleko wyłomu znajdował się wbity w belkę toporek, mrok zdawał się całkowicie pożerać bijące od niego światło. I nawet elfi wzrok nie zdołał przeniknąć tej czerni. W ciszy, rozdzielającej skowyty wiatru alfr usłyszał jednak cichy szmer, podobny do dźwięku owadzich skrzydeł. I cykanie świerszcza... A może zdawało mu się tylko? Zastanowił się, gdy kolejne porywy wichury porwały dźwięki i poniosły je w mroźną noc... Stając na palcach spróbował wydobyć tkwiący pod powałą toporek. Broń jednak tkwiła zbyt głęboko w drewnie i żadną miarą nie mógł jej wydostać.
Spoiler!
Mimo częściowego oświetlenia (toporek i fiolki w stajni) twój wzrok przebija jedynie kilka metrów ciemności. Nie jest to normalne (elfy przy częściowym oświetleniu widzą tak jak ludzie w dzień), orientujesz się wiec, że ciemność w tym miejscu ma magiczną naturę. Na razie ejstem w niej w stanie widzieć na około 5 m.
Norlaug: testy aktywacji prętów runicznych (SW + Teoria Magii):
48 - 20 (za brak umiejętności) = 28. Rzuty: 20, 07. Oba użycia udane, czarownica zdoła przelać moc zaklęcia zawartego w runach na Olafa.

Kyariel: test S.F. na wyjęcie toporka ze ściany:
29 - 10 (toporek utkwił głeboko) = 19; Rzut: 39; Test nie zdany. Nie zdołasz wyjąć broni, tkwi zbyt mocno w drewnie.

Olaf: Pręty runiczne przywracają ci 4 punkty Żywotności, sprawiając, że twoje rany przestają krwawić a ból się zmniejsza. Aktualnie masz 5 punktó Żywotnośći jesteś na obrażeniach średnich (brakuje ci 7 do pełni zdrowia). Oznacza to, że możesz chodzić i nawet walczyć (dzięki zdolności: Odporność na Ból). Miałbyś jednak problemy z wykonywaniem wyczerpujących czynności (wspinaczka, bieg, dłuższa walka wręcz).

Tańczący: pręt runiczny przywraca Ci pełnię zdrowia;

Wszyscy: stoicie w stajni, oświetlonej przez magiczne fiolki elektry. Co robicie dalej?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 03 lipca 2016, 23:04

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

W ciemności dookoła rozlegało się co pewien czas złowrogie cykanie świerszczy. Wiedźmę przebiegł zimny dreszcz, a dłonie trzęsły się jak w napadzie gorączki. Stwory wzbudzały lęk, strach swą wypaczoną formą. Miała wrażenie, że zaciskają się wokół nich kręgiem, jak pętlą na szyi wisielca. Gdzieś tam, unosiły się w powietrzu, a ich zrobione z żywego cienia skrzydła cięły bezlitośnie powietrze. Żołądek obkurczył się. Wiedźma czuła jak w centralnym miejscu ciała wije się energia strachu... jak ciemno szare, niemalże czarne wężopodobne istoty. Wilgotne... śliskie, obłe... pozbawione oczu... wydające ciche syki, zupełnie podobne do dźwięków ciem wyrywających dusze. Skręcały się ze sobą, niczym w onirycznym tańcu koszmarów. Podchodziły w górę, co raz wyżej, wywołując niemalże mdłości. Wiedźma opanowała się jednak... zrobiła kilka głębokich wdechów, czując jak przesycone zapachem krwi i paniki powietrze dostaje się do płuc. Lęk zelżał... opadł... osunął się gdzieś na granicę świadomości, choć... wciąż był obecny. Sytuacja wymagała przemyślenia i natychmiastowego wręcz działania...

Co teraz? Czy będą się bawić w kotka i myszkę? Jak tylko światło przygaśnie, ćma wleci zwabiona ich młodymi ciałami i silnym duchem, by później znów usunąć się w noc? Czy może będzie czekać... a właściwie będą... jak cierpliwe drapieżniki... okrążając swą ofiarę... czekając aż się wykrwawi i opadnie z sił. Cóż innego im w końcu zostało? No, może i spokojna, jeśli można to tak określić, regeneracja w najgłębszej ciemności. Ostatecznie przecież istoty ucierpiały wyraźnie, rażone i podpalone ognistym pociskiem Kyariela. Ile ich w ogóle tam jest? Czy w ciągu dnia, skrywają się w głębi pokrytego martwymi drzewami jaru? Nie wiedziała... dużo niewiadomych...

Szukała czegoś, co może pomóc... Przypomniała sobie... Wciąż miała przy sobie niewykorzystany zwój. Wciśnięty w sakiewkę, gdzieś obok ziół. Wydobyła go więc podając Elfowi z Kłów Oris. Mówiła cicho, cały czas obserwując otaczającą stajnię ciemność:

- Kyarielu... proszę, weź ode mnie ten zwój. Będziesz mógł siłą swej wyobraźni wykreować coś, co nas ochroni, lub nawet uratuje komuś życie. Ja sama nie znam się niestety zbyt dobrze na używaniu zaklęć spisanych na kartuszach... wiem tylko, że dzięki niemu można nawet wyleczyć ranę śmiertelną... albo otoczyć siebie barierą, której wrogie siły nie przekroczą...

Toporek został, tak jak się wbił w ścianę. Ciało maga nie miało wystarczająco siły, aby wydobyć ostrze z drewna. Przez ten czas dawał jednak światło. Czarownica rozejrzała się po ziemi. Jej wzrok padł na wyrwę po Wilczośpiewcu... Ujęła w dłonie kawałek drewna. Nadawał się idealnie... była przygotowana momentalnie wykreślić na nim Lśniący Run, gdy tylko ilość światła miałaby się zmniejszyć...

Czuła jak wzbiera w niej furia. Nie miała planu. Pomyślała przez chwilę o alkoholu lub może o oliwie... gdyby oblać i podpalić... może... zakładając, że są gdzieś w butlach pracowni Harmoniusza... pracownia... teraz zdawała się tak odległa, a niebezpieczeństwo namacalnie bliskie. Równie cicho jak wcześniej do Kyariela, wiedźma odezwała się do towarzyszy:

- Czekają, aż skończy się nam światło... co teraz zrobimy? Dobrze byłoby je odizolować... zabijać pojedynczo, odcinając wcześniej drogę ucieczki. Ten zwój, który ci dałam Kyarielu... można nim zrobić mur, ścianę z kości odgradzając siebie, a może i nawet odcinając drogę powrotną ćmie...
Wiedźma jest czujna. Daje Kyarielowi zwój z czarem Marzenie (żywioł - Duch; P.Mi. 6, St.Zdol. 2). Szuka poza tym jakiegoś kawałka drewna, na którym można byłoby wykreślić Lśniący Run - najbardziej zadowalałby taki, który jest długi jak jakiś kostur, ale jak nie będzie, to cóż... zadowoli się innym. Czekam z wykreśleniem runu do momentu, w którym ilość światła się zmniejszy, lub mielibyśmy walczyć z ćmą.

OD MG: Nie można. Czar działa po wykreśleniu lub nie. Nie da się rzucać go na raty. Więc robisz to, czy na razie czekasz? Norlaug: w takim razie czekam.
Ostatnio zmieniony 04 lipca 2016, 10:27 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 05 lipca 2016, 00:17

Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Wyciągnięcie toporka z wyrysowanym nań świetlistym runem spełzło na niczym, za to czynność ta pozwoliła przekonać się magowi, że otaczająca ich ciemność stanowi problem nawet dla elfiego wzroku.

- ta ciemność nie jest naturalna - powiedział do wiedźmy podającej mu zwój na tyle głośno aby usłyszała go reszta.

- Ja również mam wrażenie że te poczwary czają się czekając jedynie aż przestanie nas chronić magiczne światło. - rzucił okiem na czar podarowany mu przez Norlaug, być może uda mu się zrobić z niego użytek jak rzecze wiedźma.

- Muszę zregenerować choć odrobinę energii, czuję, że nie przydam wam się na długo w razie kolejnego ataku jeśli tego nie uczynię...
ten post będzie jeszcze poprawiany

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 06 lipca 2016, 12:36

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

- Moi drodzy, kochani adepci sztuk tajemnych, wyjdźmy proszę z tej stodoły. Olafa trzeba położyć w wygodnym łożu i ktoś musi się zająć jego ranami. Ten kto musi pomedytować pomedytuje a ten kto nie musi zasili te świecące cudowne dziwactwa. Jak odpoczniemy i ochłoniemy to będzie czas na rozmowy. Jak odpoczniemy obmyślimy jakiś plan.

I pochowamy zmarłych - dodał w myślach.

To mówiąc podszedł do ściany żeby wyciągnąć toporek. Nie wiedział czemu wiedźma poprosiła o to wcześniej mężczyznę w kiecy.

- I niech nikt już nigdzie nie idzie sam. Idąc gdziekolwiek poproście kogoś żeby wam towarzyszył i oboje bierzcie źródło światła ze sobą.

Po chwili namysłu dodał.

- Światło zaś trzymajcie tak, żeby tworzyło krąg dookoła was, żeby to coś nie zakradło przez cień jaki rzucanie i nie wyrwało wam dziury w plecach.

Nastrój teraz miał wyjątkowo parszywy. W drużynie pozostała dwójka dziwnych adeptów, z których jedno upodobało sobie wpadanie do dziur zamieszkałych przez pradawne poczwary a drugie łapało jakiś kontakt z rzeczywistością po pluśnięciu ryjem w bagnisko. Poza tym był Olaf, który bywał porywczy a po Vidgar nie miał pojęcia jak się będzie zachowywał po śmierci ojca. Dobrze, że na Tańczącego można było liczyć.
Po wyciągnięciu toporka Vidgar zamierza iść do głównej izby. Olafowi przygotowuję miejsce na jakimś stole, ze skórami, żeby było miękko. Od teraz wszędzie też chodzę z tarczą.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 lipca 2016, 13:34

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]
- Słusznie - odezwał się Brnjar, popierając Vidgara - wracajmy do środka. Tu tylko wicher hula i duchy złe... Nie ma co czekać, aż nam odgryzą dupska.

Zanim wyszli, Vidgar spróbował jeszcze wydobyć toporek z drewna - broń jednak najwyraźniej zaklinowała się i w ręku młodzieńca pozostał jedynie drewniany trzonek. Run na nim jednak wciąż był widoczny i lśnił jasnym blaskiem, wojownik zadowolił się więc tą częścią uznając ją za najbardziej przydatną w tym momencie.

Wspólnie skierowali się do głównej izby, oświetlonej przez płonący na kamieniu run i zwisającą z sufitu, magiczną fiolkę na sznurze. Vidgar pomógł Olafowi położyć się na rozrzuconych skórach, podczas gdy wiedźma przygotowywała się do tego, by zając się ranami zwiadowcy. Brnjar zakręcił się po domostwie, aktywując każdą magiczną fiolkę, którą zdołał znaleźć. Kyariel usiadł przodem do okna, wpatrując się w wirujące płatki śniegu, by odzyskać utraconą moc. Jedynie Tańczący po Czarnej spirali siedział bez ruchu w kącie obserwując wszystkich z nieobecnym wyrazem pyska. Zasychająca na jego karku krew usztywniała jego stojącą sierść, nadając jej dziki, zjeżony wygląd.

- Mówiłem, byśmy wracali - burknął w końcu Brnjar. Był najwyraźniej poddenerwowany, krążąc po izbie i spoglądając co rusz w ciemność za oknem. - Nic dobrego nas tu nie spotka... A teraz Vilberg... Do kroćset! Gdyby był mnie posłuchał...! Zresztą, to teraz nie ma znaczenia. I tak jest już za późno. Za późno... Byle doczekać świtu...

Pozostali w milczeniu zgodzili się z ostatnimi słowami kupca. Mrok za oknami zdawał się niemal namacalny, napierając na niewielki budynek i chroniące się w nim istoty. Nawet uzdrawiająca pieśń Norlaug wydawała się dziwnie cicha, jakby noc wysysała z niej wszelkie światło, odbierała nadzieję... Wiatr wyjący w oddali zawodził niczym dusze, skazane na wieczne błąkanie się wśród arktycznej nocy... Nagle, niemal jednocześnie wszyscy spojrzeli w górę. Wisząca pod sufitem magiczna fiolka przygasła bowiem na moment, po czym jej blask zmalał o połowę, rozbłyskując i gasnąc w dziwnym, pulsującym rytmie. Najwyraźniej jej energia gwałtownie wyczerpywała się. Izbę i korytarz na powrót wypełniły głębokie cienie, rozświetlane jedynie przez Run Domowego Ogniska, Lśniący Run na ułamanym trzonku toporka i ostatnie rozbłyski umierających świetlówek...
Dla wszystkich: od momentu wejścia do izby, do chwili gdy światło zacznie przygasać minie około 15 minut. Lśniący run na trzonku toporka jeszcze się świeci.

Vidgar: Test siły by wyciągnąć toporek (S.F.)
40 - 10 (toporek utkwił głęboko) = 30. Rzut: 26. Sukces bez przebić. Urwałeś trzonek od toporka. Nie zdołasz wyjąc ostrza.
W izbie znajdujesz swoją tarczę i hełm.

Norlaug: test Medycyny Ezoterycznej (Inu + Medycyna Ezoteryczna):
36 + 11 = 47. Rzut: 14. Zdane z trzema przebiciami. Twoje leczenie mogłoby przywrócić Olafowi 6 punktów żywotności, ale ponieważ nie masz wystarczająco dużo czasu by przeprowadzić je w pełni (chyba, że kontynujesz po tym jak światło przygasa), uzdrowisz na razie tylko 3 obrażenia.

Olaf: leczenie czarownicy przywraca Ci 3 punkty Żywotności. Przechodzisz na status lekko rannego (choć cała pula ran lekkich jest wyzerowana) i czujesz się już znacznie lepiej. Twój łuk i hełm znajdują się w izbie.

Kyariel: Test S.W. (medytacja w warunkach, gdy dookoła jest wroga ciemność, jest mocno ryzykowna)
42; Rzut: 22. Zdane o 2 przebicia. Udaje Ci się skoncentrować na tyle, by medytacja była udana. Odzyskujesz 7 punktów Energii. Masz obecnie 10.

Tańczący: z uwagi na brak wpisów i deklaracji zakładam, że siedzisz i patrzysz się na pozostałych nieprzytomnie. :P
Ostatnio zmieniony 14 lipca 2016, 10:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ