[center]
Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Po kilku godzinach forsownego marszu wzmożony wysiłek zaczął doskwierać większości grupy. Nie wszyscy Koronapańczycy nawykli do tak długich pościgów, toteż Dragan i Yuran pozostawili swoich druhów nieco w tyle, nawet na chwilę nie tracąc czujności. Przebijające się przez liściastą kopułę puszczy promienie słońca zaczęły w końcu słabnąć, tracić na swej złocistej intensywności. Wypełzający spod poskręcanych masywnych korzeni mrok gęstniał, zarośla zaczynały nabierać niepokojących kształtów przywodząc na myśl czające się pośród roślinności zastygłe w bezruchu leśne potwory.
Dragan pierwszy zorientował się, że pościg dobiegł końca. Na widok jego uniesionej w umówiony wcześniej sposób ręki wszyscy pozostali Koronapańczycy padli jak jeden mąż na brzuchu, zniknęli pośród traw, paproci i kęp jeżyn. Nikodemus i Gerard podczołgali się do polańskich braci, unieśli nieco głowy rozglądając się bacznie wokół siebie.
- Co tam? - wyszeptał ledwie słyszalnie młody sędzia - Zobaczyliście coś?
- Słyszałem ludzkie głosy - odpowiedział równie cicho Dragan - Zza tego wzniesienia. I czuć zapach dymu? Czujecie?
Yuran skinął twierdząco głową, Nikodemus i Gerard wymienili między sobą nieco skonfundowane spojrzenia.
- Nigdzie żadnych strażników? - upewnił się anabaptysta - Żadnych czujek?
- W tej ćmicy trudno mieć pewność - syknął nieco rozdrażniony Dragan - Ale raczej nikt nas nie zoczył.
Nikodemus przeciągnął wzrokiem po lesistym wzniesieniu, u którego podstawy leżeli skryci w gąszczu osadnicy. Prawa ręka sędziego poruszała się bezwiednie, dotykając na przemian uchwytu przytroczonego do plecaka młota i aluminiowego chwytaka myśliwskiego łuku.
- Po prawej stronie płynie jakiś strumień - zauważył - Paprocie tam gęściejsze, ułatwią skradanie.
- Ale wąsko będzie, a może być też grząsko - pokręcił głową Yuran - Przynajmniej część z nas winna wspiąć się na wzniesienie, stamtąd przyjrzeć się bacznie tamtym, a dopiero potem decydować, co i jak. Tylko biada temu, który hałasu narobi...
Pościg dobiegł końca. Zbiegowie najpewniej szykują się do nocnego popasu. Odgradza Was od nich lesiste wzniesienie obiegane z jednej strony strumieniem, toteż nikogo jeszcze nie zauważyliście, ale co jakiś czas do Waszych uszu dobiegają czyjeś spokojne głosy. I co teraz?