[center]
Dzielnica kupiecka, Piwnica pod składem, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Nieprzenikniona ciemność wypełniała całe pole widzenia. Zdawało się jakby wraz z wszechobecną wilgocią dostawała się do ciała i przenikała umysł. Ehecatlem mógł kierować się ledwie słuchem i odczuciem wilgotnej i niesamowicie śliskiej powierzchni schodów. Stopień po stopniu stawiał niepewnie kroki. Jedynym pocieszaniem w obecnej sytuacji okazały się krzyki alchemika, jeżeli odgłosy pełne bólu można nazwać w jakikolwiek sposób pocieszającymi. Były one jednakże jak rozpalone światło dla jego zmysłów. Podążył więc za nimi, napotykając w końcu pechowego Khema Lateefa Mibampesa, który na czworakach próbował wchodzić co raz wyżej po stopniach. Mężczyzna był wyraźnie przejęty, bowiem ku zdziwieniu Ah-saa-braxa, nie zauważył go, choć niemalże otarł się ramieniem o jego stopy. Zdenerwowany szlachcic zderzył się w końcu z łydkami wojownika. Ehecatlem uspokoił go i wsparł swym ramieniem. Szlachcic niepewnie stanął na własne nogi, rana bowiem wciąż pulsowała bólem, a mięśnie drżały z wysiłku. Przechylił się do przodu, niemalże opadając na Syna Słońca. Niewiele brakowało, a znów mógłby znaleźć się w wodzie pełnej najeżonych ostrymi zębami paszczy. Oparł się niepewnie o kamienną ścianę i wypuścił powietrze z płuc. Chłód przywracał mu równowagę. Po chwili zawroty głowy spowodowane bólem, rozpaczliwą ucieczką, a w końcu dokuczliwym brakiem jakiegokolwiek światła, zaczęły ustawać. Mógł już iść dalej, za Synem Słońca, oraz Stratisem.
Ruszyli w górę wąskich i zdradliwych schodów. Dźwięki ich kroków odbijały się cicho echem. Zostawiali za sobą piwnicę teraz wypełnioną żarłocznym szumem wezbranych wód Ivit. Ah-saa-brax obejrzał się za siebie. Uczynił to dokładnie wtedy, gdy podążający za nim wojownik Holis poślizgnął się, stawiając swe stopy dokładnie na środkowej części schodów. Paladyn poleciał do tyłu i z impetem uderzył o kamienne stopnie tuż przed pechowym szlachcicem. Khem zachwiał się. Nagły upadek wojownika niemalże popchnął go z powrotem w dół. Utrzymał się na nogach, ale szklane naczynie wyślizgnęło się z dłoni. Wstrzymał oddech... oczami wyobraźni widział już swoją śmierć... Teraz nie było już odwrotu... a ich ubrania całe mokre... idealnie przepuszczą wyzwoloną energię, nie pozostawiając z nich nic prócz osmalonych ciał. Odruchowo zaciskał mocno powieki, spodziewając się implozji światła i nieprawdopodobnego wręcz bólu.
Nic się jednak nie stało... Nadal żył, tak jak i jego towarzysze. Wtedy, zamiast brzdęku tłuczonego szkła, usłyszał rytmiczny plusk zawartej w naczyniu mikstury. Fiolka potoczyła się szybko po stopniach i w końcu wpadła do wody wypełniającej piwnicę.
[center]***
[/center]
Zyanya poprawiła chwyt. Mężczyzna stawał niepewne kroki na nierównej powierzchni stopni. Krok za krokiem pokonywała cierpliwie dystans, jaki dzielił ich wszystkich od upragnionego wyjścia. Już niebawem... jeszcze trochę... kilka zakrętów i schodków a będą u góry... Chęć pomocy tej okaleczonej, ludzkiej istocie dodawała jej sił. Uniosła głowę... Mezxtli szedł przed nią i więźniem niemalże potykając się co każdy krok. W amoku nagłej ucieczki zdawał się zupełnie nie pamiętać o zdradliwej strukturze schodów. Nagle mag stracił grunt pod nogami. Stoczył się w dół, zatrzymując kilka ledwie stopni od niej. Syknął z bólu. Delikatny rękaw jego szaty był rozdarty. Oczom Zyanyi ukazała się gładka skóra, a na niej równie gładkie rozcięcie. Ze świeżej rany szybko zaczęła wyciekać krew...
Nikt prócz Stratisa nie informował w deklaracji, że uważa na stopnie-pułapkę, czy, że wchodzi ostrożnie itd., a przypominam, że Ci, którzy nie widzą w ciemności, mają -30 do testów działań opartych na wzroku, czy Zręczności (czyli też wchodzenia po śliskich stopniach).
Mezxtli oraz Ehecatlem - nie wspominaliście o tym, co opisałam powyżej, dlatego wnioskuję, że wasze postacie z obawy przed wypełniającymi piwnicę wodami rzeki, ruszyły po schodach nie pamiętając o pułapce:
Ehecatlem: Idziesz dalej po schodach, lecz również nic nie widzisz (i nie pamiętałeś zupełnie o pułapce). Rzut: Zw. -30 za całkowitą ciemność; rzut = 29; brak sukcesu. Źle postawiłeś stopę - dokładnie na wypolerowanej jak lustro powierzchni i się potknąłeś. Twoja skórzana zbroja jednak całkowicie zamortyzowała upadek.
MezXtli: Próbujesz się wspinać po śliskich stopniach nic nie widząc (-30 do testu Zw.); rzut: Zw. -30 za całkowitą ciemność; rzut = 15 (brak sukcesu). Poślizgnąłeś się na stopniach. Rozciąłeś sobie ramię i uderzyłeś o posadzkę dość silnie łokciem. Towarzyszył temu nagły ból, ale zdaje się, że nie złamałeś sobie żadnej kości. Otrzymujesz 2 Obrażenia.
Ah-saa-brax: Widzisz, że prócz paladyna ze stopni spadł również Mezxtli. Wedle twojej pamięci i oceny macie jeszcze jakieś trzy czwarte schodów do pokonania. Schody zakręcają dwa metry przed tobą. Nie zdążyłeś zatruć sztyletu.
Khem: Paladyn z impetem wpadł na Ciebie i upuściłeś miksturę. Nie usłyszałeś brzdęku tłuczonego szkła. Flakon najwyraźniej potoczył się po schodach i plusnął do wody, z której nie tak dawno udało Ci się uciec.
Zyanya: Widzisz poza tym, że prócz Astralnego Maga, ze schodów spadł również Syn Słońca. Zauważyłaś też krągła fiolkę, która potoczyła się po schodach, mijając Ciebie i wpadła do wody.