PBF - W Mroku Oxanu

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 24 października 2016, 02:18

Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin

Kiedy Khem zajął się Xatatlem hierodula odeszła na bok. Sytuacja stała się dla niej odrobinę zbyt męcząca i potrzebowała odrobiny odpoczynku, szczególnie od zakrwawionych istot. Wciąż jednak była ciekawa powodów dla których Xatatl znalazł się w tak fatalnym położeniu, dlatego z napięciem oczekiwała jego opowieści. Jej twarz ukryta pod ciemnym, obszernym kapturem stężała, kiedy usłyszała o poczynaniach Bentaresh oraz kultustów. Nie było wątpliwości co do tego że muszą samodzielnie poradzić sobie z tą sytuacją, ten muzyk uargumentował to wystarczająco dosadnie.

- Zgadzam się, że nie powinniśmy zwlekać z działaniem, szczególnie teraz, chyba nie muszę wam przypominać, że gospodarz został już zaalarmowany? W tej sytuacji powinniśmy wykazać się bardziej sprytem aniżeli chęcią zemsty.

- Czego się dowiedziałeś podczas swojego śledztwa Xatatlu? Czy umiesz stwierdzić co było celem ich przygotowań? Co masz na myśli mówiąc że trzeba iść dalej i że nie ma czasu?

- Twierdząc że "psy gryzą rękę, która ich karmi", masz na myśli Bentaresh czy kogoś jeszcze innego?

- Kim był mag o którym wspomniałeś, znasz jego imię?
Ixari z pozornym spokojem obserwuje zaistniałą sytuację. Perspektywa szarży na wroga nie napawa ją optymizmem, wie jednak że sytuacja w której się właśnie znalazła tego od niej wymaga i nie bez powodu została wpleciona w sieć tej intrygi dlatego podąży za drużyną.
Ostatnio zmieniony 25 października 2016, 00:58 przez voodoochild, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 października 2016, 23:09

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej, w ramach altruistycznego odruchu postanowił wesprzeć najbiedniejszych. A ponieważ niewątpliwie w tej kompanii najbiedniejszym był on sam, bez zastanowienia schował do sakiewki zarówno nakwę jak i prymkę tytoniu. Można było uznać, że jet to uczciwe wynagrodzenie jego nadszarpniętego morale. Poza tym wątpił, by pozostali mieli odczuć stratę szkła, którego na oczy nie widzieli. Wyjął z pudełka zdobiony bułat i miał już opuścić pomieszczenie, gdy jego wzrok przykuła dziwnie ciepła i drżaca iskierka czerwieni. Pierzasty klejnot dżungli znaleziony w mocno nieoczekiwanym miejscu...

Przyklęknął i nakrył dłonią wystraszoną papugę, czując jak jednocześnie żararaka na jego ręku gwałtownie podnosi głowę.

- Ssspokojnie sssłoneczko - syknął. - Nie terasss... Potrzebuję cię.

Zwykle nie pozwalał Sophi pożywiać się, gdy byli na robocie. Jak w przypadku większości węży, stawała się później ospała, co niezbyt dobrze wpływało na jej efektywność. Gad niechętnie wycofał się, niezbyt daleko jednak, w razie gdyby Ah-saa-brax zmienił jednak zdanie. Sa uśmiechnął się ubawiony łakomstwem pupila i podniósł papugę by się jej przyjrzeć. Stworzenie wyglądało na wyraźnie przestraszone.

- Ciekawe... - szepnął. - Co cię tak wystraszyło? I to w nocy, kiedy właściwie powinnaś spać...

Ptak przycupnął na ręce bez ruchu, najwyraźniej nie widział nic w ciemności pomieszczenia. Złodziej czuł jedynie jego szybko bijące serce. Przez chwilę przyglądał mu się, szukając na jego ciele ran lub innych śladów. W końcu odłożył go do klatki. Strażnica. Cholernie dziwne miejsce, by trzymać papugę - pomyślał - Huk na dole nie wystraszył by jej aż tak bardzo... Więc co na Wielkiego Węża mogło się tu wydarzyć?

Obrzucił pomieszczenie jeszcze raz podejrzliwym spojrzeniem i skierował się do drzwi.
Dla MG: Oglądam papugę dokładnie. Jeśli nic nadzwyczajnego nie widzę (także w klatce) przeszukuję drugie pomieszczenie. Zabieram bułat ze sobą.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 26 października 2016, 22:22

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Wojownik rozglądał się szybko po lekko rozświetlonym pomieszczeniu składu. Wyraźnie poszukiwał tak potrzebnego w nadchodzącym starciu oręża. I gdy miał zbliżyć się do pobliskich, sporej wielkości skrzyń, aby sprawdzać ich zawartość, padły słowa dzielnego Syna Słońca:

- Czy pamiętasz rozkład pomieszczeń w posiadłości?

Mężczyzna odwrócił się i spojrzał swym jedynym okiem na przyjaciela z dzieciństwa. Westchnął cicho, a na jego twarzy zagościł cień troski:

- Niestety... nie jestem w stanie nic więcej powiedzieć nadto, że prowadzili mnie tym korytarzem... - wskazał dłonią za siebie, w kierunku, z którego przyszli - a potem w dół... coraz niżej, aż do tej celi...

Wtedy Syn Słońca ujął przyjaciela za ramię i zapewniwszy o swojej pomocy w zgładzeniu bluźnierczej braci, zapytał o sprawność w nadchodzącej walce. Na słowa szczerej przysięgi mężczyzna uderzył się znacząco w pierś i spojrzał z powagą w oczy swego druha:

- Stańmy więc razem do tej walki... a żaden bękart nieznający ni honoru ni czci nie przeżyje. - Jego głos był cichy... lecz wyrażał całkowite zdecydowanie i gotowość do stoczenia bitwy nawet w obliczu tak niepoznanych, wyklętych wrogów jakimi byli słudzy ciemności. Przez chwilę jego wzrok skupił się na przyjacielu z dzieciństwa, a w pojedynczym oku można było dojrzeć nieustępliwą siłę, płomień dążący do pomszczenia wszystkich tych, których kiedykolwiek doceniał, darzył szacunkiem, przyjaźnią i synowskim oddaniem... zniszczenia przyczyny cierpienia tylu niewinnych istot... Po momencie, ledwie sekundzie, która znaczyła tak wiele... mężczyzna przemówił ponownie, a jego głos choć nadal cichy, odzyskał pewną lekkość i można nawet przypuszczać... pogodę:

- Pewnie minie trochę czasu nim wyliżę się z tych ran... ale uzdrowiciel wykonał dobrze swą robotę... Potrzebuję tylko jakiegoś oręża i mogę ruszać dalej. - Odstąpił od Ehecatlema, gotowy ponownie wszcząć poszukiwania potrzebnej broni. Wtedy jednak ozwał się Mezxtli, syn Tlanextli, wcześniej tak milczący, skupiony na blasku płomyka świecy, oraz zasłyszanej z ust Xatatla historii:

- Gdzie znajdują się te jaskinie, w które się zapuściliście? I co masz na myśli, że nie ma zgody wśród tych pomiotów ciemności? To mogą być istotne informacje...

- I kim byli ci, którzy cię więzili? To tylko najemnicy czy jednocześnie też wyznawcy tego plugawego kultu? No i wreszcie, czy wiesz jak wielu wojowników jeszcze pozostało w posiadłości?

Zalany potokiem pytań przez młodego Alinur, Xatatl milczał przez moment, skupiając się wyraźnie na tychże informacjach... na tym, co pamiętał, co wiedział z minionych, wypełnionych potwornymi obrazami dni.

- Do tych jaskin weszliśmy za murami Calli... od strony południowego stoku Tlachinoltepetl.* Ponoć te tunele rozciągają się na dziesiątki, a może i setki rund...** Mieliśmy zbadać obszar dokładnie pod samym Calli... A co do tych kultystów - przy czym Xatatl wypowiedział owo słowo ,,kultyści" wypluwając je niemal z ust jak gorzką flegmę po żuciu orzechu amatlana*** - nie wszyscy nimi są. To śliska sprawa... Jeden z tych ze strażnicy na dole... ten kulejący... oddał się na służbę kultystom. Inni zaś... nie wiedzieli co się kroi. Może myśleli, że to ot takie porachunki... nie jednego z nich widziałem już wcześniej... - głos Xatatla nabrzmiał wyraźnie gniewem - zbrukali honor kasty... zajęli się swymi lewymi interesami... i nie przeszkadzało im służyć dziwce... Mogli wykonywać polecenia... mogli pilnować więźnia... jednego tiba co się rozpanoszył próbując zaprowadzić ład... - powiedział z ironią próbując oddać tok myślenia któregoś z pilnujących jego celi strażników - Ale już się postarałem... by dotarło do uszu tych kmiotów w co się wpakowali...

- Zaczęli więc szemrać... coś wzbudziło niepokój już wcześniej... ktoś wspomniał o ciele dziecka wyrzuconym na brzeg rzeki i to tuż przy tym składzie... nawet jeśli było więcej takich jak oni... byli jednak ludźmi... poczuli pewnie zwierzęcy strach... i nie w smak stały się im poczynania ,,damy" z Sech... nawet jeśli dawała im ixaohlii...****

Wojownik zamilkł, jednak po chwili przypomniał sobie o ostatnim pytaniu Alinur, na które odpowiedział krótko:

- Nie wiem ile ich tam jest... byłem w końcu tylko w piwnicy... obserwowałem ten skład i dom... ale zwykle wychodziło czterech strażników na wartę... i to wszystko. Kultyści mają jednak pewną siłę... również w liczbie...

Z ciszy następującej po słowach wojownika wyłoniły się również pytania hieroduli, córki Toarais. Mężczyzna wysłuchał z uwagą dostojnej niewiasty, po czym jął jej odpowiedzieć w możliwie najodpowiedniejszych słowach, wyrażających szacunek:

- Służko Bogini... nie wiem nic więcej niż to, że porywali dzieci... Otumaniali je czymś i sprowadzali do swojej siedziby. A później... co mogą zrobić? Obawiam się, że złożą je w ofierze swemu plugawemu bóstwu... - zmarszczył brwi z odrazą na wspomnienie o ciemności wychwalanej przez członków Xitaa Fialt'u - może masowo... może w jednej godzinie... może mają w tym głębszy cel... i dla tego trzeba iść dalej! Z każdą chwilą tej rozmowy nasze szanse się zmniejszają! - uniósł się podekscytowany, gdy przypomniał sobie o aktualnej sytuacji w gmachu należącym do Ammenofre. - Trzeba wykorzystać sytuację póki nikt się tu nie zjawił! Wbić sztych w tą gnijącą bryłę mięsa... W gniazdo czerwia! I tak... mówię cały czas o Bentaresh i jej sługach, a o magu przesz... - chwilę zamilknął i opanował się, zdawszy sobie sprawę, że swym nadmiernym entuzjazmem mógłby urągać czci przynależnej hieroduli świątynnej Bogini Mądrości. - magiem, o którym cały czas mówiłem, jest Tlahtoacaan Huimaulii... Wybaczcie mi pani, ale jak mamy ruszać dalej, muszę znaleźć broń... - i wrócił do poszukiwań...


* Tlachinoltepetl - nazwa wulkanu, przy którym wznosi się Calli.
** Runda - jednostka długości na Lenji wynosząca 19,2 km.
*** Orzech o właściwościach leczniczych, odtruwających i dodających energii. Używany często wśród Alinur, ale także tiba.
**** Rodzaj kukurydzianych placków jadanych na co dzień głównie przez dwie niższe kasty.
Stratis: Zdążysz przeszukać oba pomieszczenia, nim oni wyjdą z tamtego pomieszczenia składu.
Ostatnio zmieniony 26 października 2016, 22:50 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 października 2016, 17:20

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Obfitość szczegółów zawartych w opowieści więźnia przytłoczyła Khema bezgranicznie, wywołała w jego głowie prawdziwy mętlik. Groźna bez wątpienia misja stała się znienacka jeszcze straszniejsza, jeszcze bardziej epicka w swych rozmiarach, przygniatając swoim ciężarem świadomość prostodusznego alchemika. Skrywana rozpacz niemal skłoniła Mibampesa do ciśnięcia przekleństwem na głowę szlachetnego oroniego, który wskutek ewidentnej złośliwości mrocznych bogów wybrał do koterii właśnie ajardzkiego adepta.

- To co wy właściwie chcecie uczynić? - spytał mężczyzna wodząc wzrokiem po postaciach swych towarzyszy - Chcecie przetrząsnąć ten magazyn i zabić innych sługusów Bentaresh, oby jej imię po trzykroć zostało przeklęte? Czy też pragniecie zejść w te odrażające czeluście pod Calli... aby tam zadać cios... całemu... kultowi?

Ostatnie słowa zaczęły się rwać w ustach Khema, opuszczały je coraz wolniejszym tempem, bo przerażony umysł nie dopuszczał do siebie wizji tak okropnego pomysłu.
Panie, Panowie, jaki my właściwie mamy plan? Chcemy przetrząsnąć resztę tej budowli czy jak najszybciej będziemy schodzić w otchłań pod miastem? Nie będę ukrywał, że ta druga opcja bardzo mego bohatera przeraża. Co do pierwszej, proponuję pchnąć akcję nieco do przodu. Uzgodnijmy między sobą technicznie, jaki przyjmujemy szyk grupy, jak dzielimy między siebie ekwipunek i co ważnego chcemy zawczasu zadeklarować i niechaj Mistrzyni zerknie na nas łaskawym wzrokiem opisując efekty przeszukania magazynu.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 listopada 2016, 13:26

Drodzy gracze, podejrzewam, że Mistrzyni czeka na nasze szczegółowe deklaracje, więc trzeba w końcu coś postanowić. Jesteśmy na parterze tego magazynu, tak? Wszyscy w komplecie, wszyscy mobilni, a kilku członków grupy usilnie nalega na dalszą eksplorację budynku. Ustalmy, co konkretnie chcemy zrobić, bo czas ucieka (w świecie rzeczywistym, lada chwila będą święta BN). Ktoś, kto wysłał kulistego magicznego szpiega musi już wiedzieć, że ma kłopoty, bo sonda przestała działać. Ile czasu potrzeba, żeby nam zwalić na głowy odwody kultystów? Co więcej, ten kontroler kuli musi się znajdować w budynku, tak? Nie mógł jej stworzyć zdalnie z innej lokacji w mieście? Jeśli jest tutaj, pewnie włada też bardziej destrukcyjną magią.

Proponuję się nie rozdzielać, tylko przeć do przodu całą grupą. Syn Słońca, złodziej i Ixari przodem, za nią mag i alchemik wspierający ramionami rannego więźnia. Zastanawiam się, czy Ixari nie mogłaby umazać się nieco krwią i zagrać teatralnie złowieszczego monstrum? Nie chciałbym urazić taką propozycją jej uczuć religijnych, ale każdy czynnik zaskoczenia jest na wagę srebra!

I jeszcze ciekawi mnie, czy istnieje opcja taszczenia pogrążonego w komie maga w czasie działania czaru pozwalającego na przejście w tryb eteryczny? Bo jeśli tak, to może puścimy maga przodem w tej formie, a sami będziemy nieśli jego ciało?

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 13 listopada 2016, 23:14

[center]Calli, Skład Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Widząc zapał swojego przyjaciela Ehecatlem uspokoił się nieco. Wiedział co prawda, iż może na nim polegać - znali się wszak tyle już lat... jednak długa rozłąka wzbudziła cień wątpliwości w umyśle paladyna, za co sam się w duchu teraz skarcił. Ocenił także swym żołnierskim okiem stan byłego jeńca. Nie było tragicznie. Największy problem jednak stanowiło wyłupane oko. Xatatl z pewnością nie chciał tego otwarcie przyznać, jednak będzie to miało duży wpływ na jego umiejętność walki. Ale cóż, każda para rąk się przyda, a te z kolei obie są sprawne.

Patrząc po zachowaniu i wypowiedziach pozostałych towarzyszy, Syn Słońca zauważył, że morale są dosyć niskie i trzeba coś z nim zrobić, nim spadnie jeszcze dalej. Choć akurat Khem jest w tej kwestii cholernie przewidywalny..., pomyślał sam do siebie i poczuł, jak kąciki ust delikatnie uniosły się na moment ku górze. Poczciwa z niego dusza, i choć w walce nie ma z niego zbyt wielkiego pożytku, jest nieoceniony w innych kwestiach..

Aru wyprostował się i zwrócił ku wszystkim, by rzec cicho, ale tak, by wszyscy obecni go usłyszeli:

- Naszym zadaniem jest odzyskanie bezcennych przedmiotów mogących wpłynąć na przyszłość całego Calli i to zadanie wykonamy bezbłędnie niezależnie od kosztów. Jednocześnie obiecuję, że zrobię wszystko, co w mej mocy, aby po tej wyprawie wszyscy wrócili cali do swych domostw. Xatatlu, podejdź do mnie i uklęknij na jedno kolano.

Nieco zdziwiony towarzysz wykonał polecenie swojego przyjaciela z dzieciństwa. Wtedy Ehecatlem nakreślił prawą ręką symbol Holis nad jego głową i przemówił:

- Xatatlu, pragniesz znów walczyć z nami ramię w ramię w słusznej sprawie. Przyjmij zatem błogosławieństwo Holis. Niechaj jego płomień goreje w twych żyłach, a promienie oświetlają ścieżkę, którą podążasz wypełniając Jego wolę. Ty, który świadomie chcesz zniszczyć plugastwo toczące tę ziemię idź śmiało przed siebie w słonecznym blasku i czyń to, co słuszne!

Po wszystkim paladyn podał mu rękę pomagając wstać, potem zaś dodał:

- Cieszę się, że jesteś tutaj z nami. Teraz pozostaje nam tylko znaleźć ci broń i możemy wyruszać, jeśli nikt nie ma obiekcji. Szykujcie się do drogi. Gdy tylko powróci Stratis, ruszamy dalej szukać artefaktów. Moja propozycja jest następująca: muzyk pójdzie przodem na szpicy, po nim ja, za mną Xatatl. Khemie, trzymaj się blisko Zanyi i chroń ją, proszę. Na końcu zaś będzie Mezxtli. Chyba, że ktoś ma inną propozycję, zatem słucham, czasu mamy coraz mniej.
Ostatnio zmieniony 14 listopada 2016, 13:53 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 15 listopada 2016, 00:04

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Niecierpliwy Xatatl zerwał się i mimo, że nie znalazł broni, ruszył dalej, a za nim jego przyjaciel, AjArdzki alchemik, hierodula a także astralny mag. Stratis już na nich czekał, na wciąż pustym, wypełnionym jedynie pyłem i nikłym światłem korytarzu. Dzierżył włócznię Tepoztopilli, której nie omieszkał dać rwącemu się do walki Xatatlowi. Poły jego siwej niczym dym opończy ujawniły natomiast przepięknej roboty AjArdzki bułat. Otrzymawszy broń stworzoną przez swych pobratymców, Khem przyjrzał się jej uważnie, wzrokiem kupca, znawcy przedmiotów i ich wartości. Zważył bułat w ręce, szybko przypominał sobie jednak o czekającym ich ponurym zadaniu przeszukania lokum Bentaresh oraz kultystów, których podobno tak chętnie chroniła. Ostrze zaśpiewało cicho, gdy wsunął je na powrót do okutej złoconymi ornamentami pochwy.

Nie minęło wiele czasu nim dotarli do solidnych drzwi. Mimo chroniących je zabezpieczeń, szybko przedostali się dalej... Drzwi rozwarły swe powoje, a zaklęcie chroniące przejście ustąpiło pod wpływem działań młodego muzyka... Wrota wychodziły na wewnętrzny dziedziniec... ich twarze omiotło ciepłe powietrze głębokiej nocy niosące zapach rosnących w pobliżu jaśminowców. Niebo było wciąż zasnute grubą zasłoną czarnych jak smoła chmur, a cienie głębokie, pochłaniające niemal bez reszty ledwo oświetlony, wewnętrzny ogród... Każde z osobna odczuło w tym momencie niepokój... zarośnięty ozdobnymi roślinami plac był całkowicie pusty. Uszy raniła wręcz wszechobecna, nienaturalna wręcz cisza. Nawet na tarasach, na których z pewnością powinni być czujni strażnicy, nie było zupełnie nikogo, ledwie głębokie cienie drzew i krzewów przywiezionych z serca dżungli...

Przeszli więc szybko... tuż pod ścianą, aby mimo wszystko być niewidocznym dla ewentualnego przeciwnika. Zagłębili się w złowrogą, lepką ciemność domu Bentaresh Ammenofre. Cisza trwała jednak nadal... Nie słyszeli żadnych kroków, ani głosu, który mógłby należeć do któregoś z domowników lub, co gorsza, kultystów. Coś, co zdawało się ledwie odczuwalnym wrażeniem dla świadomości, zalało ich nagle i nieubłaganie, weszło niczym nóż przeszywający delikatną skórę. Silny fetor... przyprawiający o mdłości odór... zapach wszechobecnej krwi... silniejszy niźli w świątyni podczas święta ku czci Niath... Wężowe oczy Ah-saa-braxa dostrzegły w duszącej ciemności ślady... z początku niewiele... plamy, rozbryzgi ciepłej jeszcze posoki... na kamiennej posadzce, na ścianach... w mdłym świetle pomarańczowawych kryształów, które niczym poczwarki przylegały do ścian dalszej części korytarza, widzieli rozrzucone stojaki na broń, pozostawiony rynsztunek, szczątki skrzyń, a w końcu... ciała... Coś, co zdawało się z daleka kolejnym ze zniszczonych przedmiotów, było ciałem strażnika... mężczyzny w kwiecie wieku, którego tors był rozdarty wpół. Jego twarz była wyciągnięta... kąciki ust zmarszczone i rozwarte niczym w makabrycznym uśmiechu... Grymasie wyrażającym obłąkańczą radość lub... rozrywający strukturę umysłu strach...

[center]Obrazek[/center]

Strażnik zginął nagle... nie zdążył nawet dobyć broni... Khem odwrócił trwożnie głowę... a jego ciało przeszedł zimny dreszcz. Widział jego oczy... oczy mężczyzny rozprutego, rozerwanego przez coś, co nie mogło być zwykłym orężem... białka wywrócone były w górę... oczy kierowały się do wewnątrz czaszki... podążając ze szaleństwem, za tym, co pomieszało mu zmysły... i nie ochroniła go zbroja, której skórzane strzępy okalały klatkę piersiową na podobieństwo drugiej skóry...

Oddalali się od widoku, który nie powinien mieć miejsca... nie pod dachami Calli... nawet nie na arenie gladiatorów... miejscu walki, śmierci najgorszych przestępców, zakapiorów i morderców. Gdy podążyli korytarzem dalej, zdawałoby się, jakby ich własne cienie powiększyły się niemal osaczając. Krew... martwy strażnik, pozostał daleko za nimi, a jednak... woń krwi była coraz silniejsza... wdzierała się w nozdrza i tylko siłą woli mag powstrzymał narastające mdłości...

Znaleźli się przed wejściem do pomieszczenia zasnutym kotarą z drobnych koralików. Oczy Ah-saa-braxa dostrzegały liczniejsze plamy ciepła, jasne rozbryzgi na tle kamiennego lica ścian... krew... posoka znaczyła posadzkę, ściany, resztki czegoś, co było kiedyś meblami... To zaś, co wzięli początkowo za szklane ozdoby kotary... było krwią... jeszcze świeżą, pulsującą ciepłem... krzepnącą...

Ehecatlem napiął mięśnie i cicho przygotował broń do natychmiastowego ataku. Cisza... całkowita cisza otaczała ich jednak nadal... Xatatl przeszedł pierwszy... do pomieszczenia pogrążonego w czerwonawym cieniu... Paladyn podążył za swym przyjacielem, jego nagie ramiona otarły się o sznury kotary pozostawiając na ramionach wojownika szkarłatne smugi.

[center]Podkład:https://www.youtube.com/watch?v=FZxGgSR ... F&index=14[/center]

Jasne plamy, rozbłyski pulsującego ciepła... wężowe oczy złodzieja dostrzegały wszędzie ciepło... ciepło krwi, rozdartych tkanek, skóry, pokrytych posoką kości... Zamrugał i rozejrzał się po pomieszczeniu... Duże, kwadratowe... było jeszcze niedawno elegancką jadalnią... pokojem dziennym... teraz jednak... w zdławionym świetle pojedynczych kryształów, było sceną rzezi... Na rogach majestatycznych zwierząt z dżungli Orefun... drachymii, taunów koronnych, oseczników plamistych... wisiały ciała... nabite... przebite na wylot, zawieszone jak pacynki... kukiełki zerwane ze sznurków, nieprzydatne... Część ciał leżała również na posadzce... w kałuży krwi, resztkach cennych materii i miękkich dywanów pokrywających ongiś podłogę... Strażnicy... w większości mężczyźni w sile wieku... ledwie garstka miała szczęście zginąć od oręża... Lenja'kare wyglądający na adepta, w swej brunatnej od krwi szacie... był rozerwany w pół... a jego twarz wykręcona w grymasie wyrażającym skrajny lęk...

Xatatl poszedł w głąb pomieszczenia... przyglądał się bacznie ciałom poległych... przystanął i pochylił się jakby coś dostrzegł... nagle gwałtownie odchylił się niczym rażony jednym z najgorszych możliwych widoków... Splunął z obrzydzeniem na coś, co przypominało resztki pokryte czarną mazią i miękką, rozpuszczoną tkanką. Coś, po czym zostały ledwie ostre sztylety żeber...

- Przeklęty psie... niech twoja plugawa dusza nie zazna spokoju! - wyszeptał jadowicie tiba.

Nim zdążyli zbadać dokładnie miejsce kaźni, usłyszeli wrzask... Nie, nie wrzask, lecz okrzyk... silny, męski głos kogoś stającego do walki... i szczęk oręża...

Nim ktokolwiek zdążył zareagować, Xatatl zerwał się na równe nogi. Nie czekał, nie zwlekał ani chwili. Puścił się pędem w kierunku, z którego dochodził głos...
Spoiler!
Dostrzeżesz, że na podłodze są również plamy jakiejś bardzo zimnej cieczy, która wygląda przypomina czarną maź pokrywającą szczątki, na które splunął Xatatl.
Spoiler!
Dostrzeżesz, że na podłodze są również plamy jakiejś bardzo zimnej cieczy, która wygląda przypomina czarną maź pokrywającą szczątki, na które splunął Xatatl.
Nie znaleźliście do tej pory nic wartościowego. To pomieszczenie, tak jak i inne, które wcześniej przeszliście, jest zniszczone -połamane meble, zdemolowane kufry i skrzynie. W tym dużym pomieszczeniu jest łącznie kilkunastu zabitych mężczyzn. Większość wygląda na strażników posiadłości, lub innych zbrojnych, ale są też dwie osoby wyglądające na adeptów. Jest też coś, co przypomina resztki, które zostały z kultysty w składziku Khema.

Okrzyk i szczęk oręża dobiegł z kierunku przed wami, z przejścia dalej. Mężczyzna, do którego należał glos, może być oddalony od was ok. 15 m. Napiszcie, co robicie w tej sytuacji.
Grafika mojego autorstwa.
Ostatnio zmieniony 16 listopada 2016, 11:34 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 listopada 2016, 18:00

Khem dobędzie bułatu, ale nie ruszy pierwszy, oczywiście - w zamian mężnie będzie osłaniał plecy drużynowych wojowników. Proponuję przyjąć, że wszyscy rzuciliśmy się do przodu w zadeklarowanym wcześniej szyku i niechaj Mistrzyni zdradza nam, co dzieje się w następnym pomieszczeniu, bo dwa dni staram się zapanować nad adrenaliną i długo już nie wytrzymam! ;)

Nie wiem, ile alchemik rozumie z obrazu tej rzezi, ale jako BG zakładam, że wszyscy kultyści w posiadłości wyzionęli ducha zabici przez magiczne pasożyty rezydujące wcześniej w ich ciałach, tak?

I pytanie do Sigila - jak z tym noszeniem ciała astralnego maga, gdy ten jest eteryczny? Dostępna opcja czy powergaming?
Od MG: Przeczytaj jeszcze raz posta dokładnie odnośnie tego kto i jak zginął, no i ile ich było. Alchemik nie ma żadnych odczuć jak widzi rozerwane ciała tiba? Za ładne i bogate opisy, a także kreowanie psychiki postaci są poza tym dodatkowe PD, więc warto zainwestować.
Co do noszenia ciała maga astralnego to jest to kiepski pomysł:
1. mag nie jest lekki jak piórko i ma też chyba swoje zdanie w takich sprawach.
2. Khem tego nie wie może, ale wyjście z ciała jest tylko na określony czas i pochłania energię, a poza tym kto powiedział, że będąc eterycznym jest się bezpiecznym? /EVILS/
Ostatnio zmieniony 18 listopada 2016, 14:30 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 20 listopada 2016, 15:20

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- O żesz kurwa - wyszeptał Sa, a właściwie chciał wyszeptać, bo dźwięk, który wydostał się z jego ściśniętego gardła, przypominał raczej skrzek. Przełknął ślinę i spróbował jeszcze raz. - Niech to demony...

Życzenie było nieco spóźnione, ponieważ, sądząc po śladach wokół, demony najwyraźniej zajęły się już zarówno tym miejscem jak i wszystkimi jego mieszkańcami. Złodziej oblizał więc spierzchnięte wargi a jego dłoń ponownie zacisnęła się na rękojeści sztyletu. Instynkt przetrwania wziął górę nad chwilowym szokiem, sprawiając, iż umysł młodego Sa zaczął pracować z szybkością błyskawicy.

- Coś jest blisko - szepnął. - Krew jest jeszcze ciepła...

W tym momencie przerwał mu dochodzący z oddali krzyk i szczęk oręża. Zanim Ah-saa-brax zdołał dodać coś więcej, Xatatl rzucił się w tamtym kierunku.

- No to po nim - syknął Sa, cofając się pod ścianę. Był spięty a jego oczy błyszczały jak u dzikiego zwierzęcia, gdy badał wzrokiem otoczenie, wypatrując ewentualnych zagrożeń. Po chwili jednak spojrzał na pozostałych najwyraźniej tknięty jakąś myślą:

- Xatatl da nam chwilę. Odwróci uwagę... Rozejrzyjmy się za zwojami, bierzmy je i wiejmy stąd, zanim to coś z nim skończy...
Na pewno nie zamierzam iść w kierunku z którego dobiegają odgłosy walki. Nie jestem samobójcą. Czy z pomieszczenia prowadzą jeszcze jakieś inne drzwi? Chciałbym wyjść przez nie i używając krycia się poszukać jakiejś biblioteki czy innego miejsca, gdzie mogą być ukryte zwoje. Sztylet mam cały czas w ręku.
Złodzieja najwyraźniej przerosło to, co zobaczył w pomieszczeniu. Jest jednak zdecydowany by zaryzykować i odnaleźć zwoje, licząc na to, że uda mu się przemknąć niepostrzeżenie, wykorzystując fakt, iż Xatatl odwróci uwagę przeciwnika.
Keth - z noszeniem ciała Maga Astralnego bywa ciężko, bo chyba nikt z nas poza Paladynem nie ma za wiele siły, by to zrobić. Więc by nas to spowalniało tylko. Zwłaszcza, że widząc trupy w salonie, odradzałbym każdemu grającemu Magiem na I poziomie wychodzenie w astral... Najprawdopodobniej w tym momencie jest to śmierć.
Tak na marginesie - niektóre drużyny tak robią, że noszą ciała maga astralnego, z tym że zwykle wtedy jest on kotem ( z plemienia Zwiadowców Snów). I na tym polega wyższość felidae nad dwunogami w tym zakresie. Pakujesz futrzaka do plecaka a on wychodzi z ciała i łazi gdzie chce. ;)

Poza tym mam prośbę do Ciebie wielką - nie grajmy może na zasadzie zakładania w ramkach, że drużyna zrobi to lub tamto, bo ja lubię odgrywać postać i chcę to robić, a takie coś mi psuje klimat.
Ostatnio zmieniony 20 listopada 2016, 20:25 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 21 listopada 2016, 02:03

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Paladyn zdążył się odrobinę uspokoić widząc, że zaproponowany przez niego plan został zaaprobowany przez wszystkich i, co najważniejsze, działa.

Nie dawała mu jednak spokoju jedna, uporczywa myśl powracająca co kilka chwil, która szeptała Coś jest nie tak, jest zbyt cicho i spokojnie.... Wojownik cyklicznie jednak dusił ją w zarodku wędrując dalej wraz ze swym przyjacielem na przodzie kolumny. Nie wierzył, że taki spokój będzie im dany na długo. I nie pomylił się. Po wyjściu na dziedziniec pierwszy pojawił się zapach. Charakterystyczna, słodkawa woń w połączeniu z metalicznym posmakiem na czubku języka nie pozostawiała wątpliwości. Wszyscy Synowie Słońca znali to aż za dobrze - śmierć czaiła się w pobliżu...

Nawet nie zauważył, kiedy wszystkie jego mięśnie stały się napięte niczym stal w gotowości do natychmiastowego odparcia ataku. Pomyślał przez chwilę o drugim wojowniku: Przecież on też to czuje... Żeby tylko nie pochłonęły go emocje. To byłby duży problem. A trauma w umyśle Xatatla po wszystkim, czego doświadczył z pewnością nie pozwoliłaby mu się opanować. To także był jeden z powodów, dla których paladyn postanowił być w zasięgu ręki - by powstrzymać towarzysza przed nieprzemyślanymi działaniami.

Widok rozerwanego ciała strażnika po niedawnym przesłuchiwaniu jeńca w domostwie Khema nie zrobił na Aru większego wrażenia. Na jego widok jednak splunął na ziemię i wysyczał cicho:

- Głupiec... tak się właśnie kończy współpraca z tymi ścierwami.

Wojownik nie chciał, by wszyscy przyglądali się temu widokowi zbyt długo - niektórzy mogliby spanikować. Pospieszył więc pozostałych i ruszyli w dalszą drogą, choć w ruchach poszczególnych osób widać było swoistą niepewność. To zły znak. Z tego powodu przy każdym kolejnym napotkanym ciele bądź śladzie krwi Ehecatlem upewniał się, że wszyscy są blisko siebie i podążają za nim bez zbędnej zwłoki.

Nagle ujrzał tylko, jak Xatatl ruszył pędem przed siebie. Szlag! zdołał tylko zakląć, nie udało się powiem zatrzymać towarzysza, tak jak wcześniej planował. Cokolwiek zabiło tych strażników, mogło najprawdopodobniej bez problemu zabić każdego z nich w bezpośrednim starciu. Błagając w myślach Holis o wparcie, zdążył tylko odwrócić głowę i krzyknąć do tyłu:

- Za mną!

Następnie ruszył na pomoc przyjacielowi z tarczą przygotowaną do obrony nie wiedząc jednocześnie, czego się właściwie spodziewać...
Ehecatlem biegnie przygotowany do sparowania ataku tarczą
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 21 listopada 2016, 13:47

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Gdy okrzyk przebrzmiał w pustych i wcześniej tak cichym wnętrzu domu AjArdzkiej kobiety, Ah-saa-brax gwałtownie przywarł do ściany. Jego umysł szybko kalkulował. Tiba wybrał pewną śmierć... Zagrożenie wydawało się unosić niemal dookoła nich w przesyconym krwią powietrzu. Wykorzystanie sytuacji... zdawało się jedynie sensownym wyjściem z tej matni. Korytarz przed tym pomieszczeniem rozwidlał się przecie... dwie odnogi skręcały otaczając przestronną jadalnię... która stała się miejscem kaźni. Cofnąć się... wyjść z tego skażonego plugawą siłą pomieszczenia... i sprawdzić dalsze części korytarza... Ah-saa-brax szybko wysunął swoją sugestię nie zwlekając, nie tracąc cennych chwil, w których to, czymkolwiek było, zajęło się kimś innym.

Syn Słońca zdało się, nie zauważył jednak słów złodzieja... przysposobił tarczę i podążył śladami swego przyjaciela. Z modlitwą w umyśle wykrzyknął jedynie słowa do swych towarzyszy:

- Za mną!

[center]Mapka jadalni i korytarza wcześniej[/center]
[center]Obrazek[/center]
Ehecatlem - rzut na Dowodzenie + Autorytet:

Rzut 05! Krytyczny sukces! Słowa Ehecatlema, mimo, że krótkie wywrą na was silne wrażenie. Syn Słońca w chwili zagrożenia, sprawia wrażenie pewnego w działaniu. Wszyscy bez namysłu podążycie za nim.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 25 listopada 2016, 17:16

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Widok potwornie zmasakrowanych ludzkich ciał odcisnął się w myślach alchemika piętnem tak głębokim, że obrazy rzezi jeszcze długo miały mężczyznę prześladować w snach. Cichutki głosik złośliwej satysfakcji podpowiadał Khemowi, iż los taki był najlepszą odpłatą za zbrodnie popełnione przez martwych kultystów, ale zdrowy rozsądek uprzedzał, że uwolnione z cielesnej powłoki mroczne potwory grasowały w pobliżu dybiąc na dusze śmiertelników. Ledwie przelotne wspomnienie magicznego kataklizmu w laboratorium Mibampesa wystarczyło, by AjArdczyk oblał się lodowatym potem.

A mimo to, mimo targającego sercem mężczyzny lęku i zwątpienia, widok szarżujących przed siebie Lenja'kare wystarczył, by poczciwy i stroniący od przemocy alchemik runął w ślad za nimi z lśniącym bułatem w prawicy. Gdyby ktoś w tym pamiętnym momencie zapytał Khema, czym powodowany był ów heroiczny czyn, alchemik nie zdołałby znaleźć na pytanie rozsądnej odpowiedzi, co najwyżej wybąkałby coś skromnie o nadludzkiej odwadze zesłanej przez Mnumbi.
Inni mogą się już słusznie chlubić bitewnymi trofeami, a Khem wciąż jeszcze nikogo własnoręcznie nie zaciukał, więc trzeba na poważnie zabrać się za żołnierkę... i modlić w duchu o to, by waleczny alchemik nie zaciął bułatem któregoś z towarzyszy!

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 04 grudnia 2016, 13:34

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Syn Słońca zacisnął dłoń na uchwycie tarczy. Szybko udał się w ślady swego przyjaciela z dzieciństwa, który ruszył bez chwili refleksji do ataku. Szczęk oręża zaś narastał. Głos mężczyzny rozbrzmiał odbijając się od kamiennych ścian korytarza. Jego okrzyk i słowa, których jeszcze nie dało się dosłyszeć. W powietrzu unosił się wszechobecny zapach krwi i inna woń. Znacznie głębsza i coraz wyraźniejsza. Słodki odór postępującego rozkładu. Z każdą chwilą, z każdym pospiesznym krokiem i uderzeniem niespokojnego serca. Zbliżały się. Narastały - słodki odór i odgłos walki.

Wtedy, nad rozbrzmiewające dźwięki całkiem bliskiej już potyczki, wzniósł się silny głos Xatatla:

- Na krew mojego ojca, która została przelana! Na krew tych wszystkich niewinnych i ich dusze pożarte przez plugawą ciemność! Nie ma na tej ziemi miejsca dla takich jak ty! - naraz rozległ się trzask, za którym podążył ostry syk, lub wręcz warkot.

Zmysły każdego z nich wyostrzyły się. Syn Słońca wstrzymał dech. Przebiegli zacieniony korytarz dostając się do ledwo oświetlonego pomieszczenia. Ich nozdrza uderzyła silna fala owego głębokiej i niemalże wyczuwalnie lepkiej woni. Zapach początkowo przyprawił o zawrót głowy. Przypominał miękką tkankę, puchnącą pod dotykiem zgnilizny...

W ciemności ich oczy dostrzegły zaś podły kształt. Coś, co było ledwie przed chwilą człowiekiem. Zgarbione i wysokie, ociekające ciemną mazią wydostającą się z ran. I tylko biała skóra odznaczała się na tle ciemnego lica ściany. Istota, jeśli można było tak ją nazwać, nie miała w sobie ciepła. Oczy Ah-saa-braxa dostrzegały cichy puls ledwie dwóch uszkodzonych kryształów, ciepło życia Xatatla i mężczyzny będącego najprawdopodobniej strażnikiem. Pokryty czarna posoką kształt zdawał się emanować niemal równym zimnem, co substancja pokrywająca posadzkę poprzedniej komnaty.

Bestia w ludzkim ciele rzuciła się na przód. Z jej pozbawionych warg ust znów dobyło się warczenie i urwany syk, a zza odsłoniętych zębów pociekły ciemne strugi czegoś przypominającego czarną krew. Plugawa postać niemal bezwładnie cięła znajdującego się na lewo strażnika. Cios, choć całkowicie pozbawiony precyzji, nabrał siły. Mężczyzna w ostatniej chwili sparował, lecz uderzenie było zbyt silne. Strażnik zachwiał się, a ostrze jego przeciwnika zjechało w dół, rozcinając ramię.
Spoiler!
Zarówno stwór jak i posadzka jest pokryta bardzo zimną czarna mazią, która wygląda jak ta, pokrywająca komnatę jadalną wcześniej, czy szczątki martwego kultysty.
[center]Obrazek[/center]
[center]Mapka pomieszczenia[/center]
Stwór/kultysta nie ma jednego ramienia - zostało już odcięte. Ciało ma również poranione. W momencie, gdy weszliście, zaatakował strażnika mieczem. Jeszcze was najwyraźniej nie dostrzegł.

Zauważycie, że ranny mężczyzna jest tym samym strażnikiem, który z wami (szczególnie z Khemem i Zyanyą) rozmawiał przed posesją, wspominając o znalezionej, martwej dziewczynce.
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2016, 17:32 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 04 grudnia 2016, 14:52

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Chociaż Ah-saa-brax zdecydowanie nie był zwolennikiem podążania za kimkolwiek, w tej jednej chwili zdecydowanie i brawura Syna Słońca pociągnęły go za sobą. Ten gość może się przebić... - przemknęło mu przez głowę i choć logika temu przeczyła, ruszył naprzód. Jednakże to, co zobaczył w kolejnym pomieszczeniu otrzeźwiło go natychmiast, sprawiając, iż wszelkie heroiczne uczucia opuściły go szybciej, niż szkło przy grze w makalę. Nie zamierzał dotykać stojącego na środku plugastwa niczym krótszym od włóczni. A świadomość, że to mogłoby dotknąć jego... Nie, z pewnością nie zamierzał na to pozwolić.

- Będę was osłaniał! - syknął i cofnął się od progu pozwalając przejść tym, którzy byli za nim.

W pomieszczeniu znajdowali się zresztą już trzej wojownicy. Na Węża! Poradzą sobie... - pomyślał, rozglądając się pospiesznie za jakimś bocznym wyjściem. Jednocześnie wyjął zza pasa nóż do rzucania i ukrył go w dłoni.
Nie wchodzę do pomieszczenia, lecz przepuszczam resztę drużyny. Rozglądam się. Są gdzieś w okolicy jakieś inne drzwi? Jeśli tak, to chcę być blisko nich.
Dobywam nóż do rzucania. Jeśli sytuacja będzie nieciekawa, użyję go. Poza tym nie będę angażował się w walkę.
W sytuacji, w której zostałbym bezpośrednio przez coś zaatakowany będę się bronił za pomocą sztyletu.
Złodziej nie ma zamiaru wchodzić do walki z potworem, który wygląda tak, jak ten. Zwłaszcza, że wątpi iż mógłby mu cokolwiek zrobić za pomocą sztyletu. Będzie się bronił tylko jeśli zostanie bezpośrednio zaatakowany.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 04 grudnia 2016, 16:36

[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Widok posoki zdobiącej ściany i zniszczone wyposażenie oraz porozrywane truchła tiba wzdrygały magiem do szpiku kości. Owa sceneria jawiła się przed jego oczami niczym żywcem wyjęta z krwawego koszmaru ...lub grimoira traktującego o opłakanych skutkach wzywania mrocznych sił. Dojmująca, głucha cisza potęgowała jeszcze wrażenie grozy, stanowiąc nieme tło wydarzeń, pozwalając wyobraźni dopowiedzieć to, czego nie wyraził obraz...

Mezxtli ostrożnie przemykał pomiędzy zniszczonymi sprzętami, a okaleczonymi ciałami zamykając korowód. Przeszywający jego duszę strach, wraz z eterycznym zapachem krwi i śmierci utrzymywał jego nerwy napięte niczym postronki. Muszę być silny w tych chwilach próby, na cóż cały trening jeżeli z takim trudem panuję nad swoim umysłem? - karcąco pytał się sam w myślach. Niezbyt silny płomień odwagi rozpalił się w jego wnętrzu. Zdecydowanie i wola działania wzięły górę ponad mentalną kakofonią myśli i emocji.

W otaczającym ich eterze dało się wyczuć ślady jakiejś chłodnej, żarłocznej siły, niemal ślepej w swym działaniu. Coś, co samą swą obecnością pochłaniało światło i plugawiło rzeczywistość. Nawet statystycznie rzecz biorąc, była nikła szansa, że jakimś trafem nie napotkają na swojej drodze CZEGOŚ, co uczyniło te zniszczenia.

Wtem, uszu maga dobiegł niezbyt odległy krzyk mężczyzny. Po chwili dołączyły do niego odgłosy walki. W mgnieniu oka, w kierunku skąd dochodziły owe dźwięki, pędem puścił się Xatatl. Na te wydarzenia, stojący na czele pochodu Ehecatelm błyskawicznie wydał nader przekonywujący rozkaz:

- ZA MNĄ!

Wola maga skoncentrowała się na wypełnieniu polecenia i w domyśle nadchodzącym starciu. Niemal odruchowo przy pomocy magii stworzył i zmaterializował zbroję nasyconą elementem wody. Tak przygotowany popędził za przywódcą.
Mag zamierza użyć na pomiocie ciemności czaru Koszmar z Mistrzostw Ognia wgrywając do jego umysłu wizję palenia się.

ODPOWIEDZ