Sesja na skype
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
-
ghasta
- Reactions:
- Posty: 2356
- Rejestracja: 29 września 2010, 23:48
- Has thanked: 3 times
- Been thanked: 9 times
- Kontakt:
Ostatnio korzystałem (i graliśmy w rpgi) jak miałem neta z routera na kartę simSuriel napisał(a):
Fajna sprawa tylko czasu na granie nie ma... i net dziadowski.
Też za mną chodzi. Może jak się rozkręcę i dla zmiany klimatu pójdzie się i w tę stronę. A podsłuchiwanie przeszkadzać nie będzie.Oggy napisał(a):
Śródziemie nie nęci mnie ani trochę ale jeżeli nie będzie to sprawiało kłopotów to chętnie też bym posłuchał. Szkoda że nie starcraft ghasta.
Hmm hm gdzie avnar
Btw tyle osób szuka kogoś do grania, a by Skype nie ce im się grać B)
Ostatnio zmieniony 16 września 2016, 12:15 przez ghasta, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Tam się licytuje umiejętności u atrybuty. Gracze składają "oferty" w punktach postaci za atrybuty. Ten który dal najwięcej bierze go na najwyższym poziomie reszta kolejno coraz to niższe. Tym sposobem nigdy nie będzie dwóch graczy maksymalnej Super sile. Z drugiej strony możesz nie mieć nic dobrego. Dobrze pamiętam Oggy?
Poza tym klasyka Żelaznego. Z którego pamiętam jedynie pierwszy tom. I dworce chaosu. /EVILS/
Poza tym klasyka Żelaznego. Z którego pamiętam jedynie pierwszy tom. I dworce chaosu. /EVILS/
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
Śmieszną masz autokorektę Suriel, chciałeś napisać "od lutego" a poprawiło Ci na "od września".
Masz zupełną rację z tworzeniem postaci - cechy licytuje się z innymi graczami, umiejętności kupuje za to co zostaje po licytacji. Dlatego nigdy nie ma słabych - osoby który odpuściły licytacje mają inne mocne strony. Poza tym Amber jest tak specyficzny że czasami nie ma to znaczenia - dobrze przygotowany plan lub intryga pozwala pokonać najsilniejszych. Za jakiś czas wrzucę skrót mechaniki, może jak pojawi się jeszcze ktoś chętny. Tak więc czegoju w Amber trzeba robić postacie z MG i resztą graczy - z prawdziwą przyjemnością spełnię więc Twój pierwszy postulat.
Byłoby miło gdyby gracze znali pięcioksiąg (dziesięcioksiąg jeszcze milej widziany) ale coś wymyślę żeby nie było to konieczne.
Masz zupełną rację z tworzeniem postaci - cechy licytuje się z innymi graczami, umiejętności kupuje za to co zostaje po licytacji. Dlatego nigdy nie ma słabych - osoby który odpuściły licytacje mają inne mocne strony. Poza tym Amber jest tak specyficzny że czasami nie ma to znaczenia - dobrze przygotowany plan lub intryga pozwala pokonać najsilniejszych. Za jakiś czas wrzucę skrót mechaniki, może jak pojawi się jeszcze ktoś chętny. Tak więc czegoju w Amber trzeba robić postacie z MG i resztą graczy - z prawdziwą przyjemnością spełnię więc Twój pierwszy postulat.
Byłoby miło gdyby gracze znali pięcioksiąg (dziesięcioksiąg jeszcze milej widziany) ale coś wymyślę żeby nie było to konieczne.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Autokorektę mam jak najbardziej poprawną przyjacielu, albowiem skasowała mi dopisek "przyszłego roku."
Chętnie poczytam o mechanice, coś tam kiedyś miałem w rękach ale ni było przyjemności zagrać więc wiedza przepadła w pomrokach niepamięci własnego umysłu. Świat bardzo ciekawy, jak i klimat świata. Nie powiem. A i Czegoj miałby co zwiedzać bo pisze, ze lubi zwiedzać nowe światy, a cieni jest bez liku. Oby się nam chłopak w nich nie zagubił.
Niestety tu dobre wiadomości się kończą, ponieważ jak pisałem znam tylko pierwszą cześć, czyli po twojemu jednoksiąg jedynie. Cokolwiek to znaczy...
ps. czekam na przypomnienie mechaniki.
Chętnie poczytam o mechanice, coś tam kiedyś miałem w rękach ale ni było przyjemności zagrać więc wiedza przepadła w pomrokach niepamięci własnego umysłu. Świat bardzo ciekawy, jak i klimat świata. Nie powiem. A i Czegoj miałby co zwiedzać bo pisze, ze lubi zwiedzać nowe światy, a cieni jest bez liku. Oby się nam chłopak w nich nie zagubił.
Niestety tu dobre wiadomości się kończą, ponieważ jak pisałem znam tylko pierwszą cześć, czyli po twojemu jednoksiąg jedynie. Cokolwiek to znaczy...
ps. czekam na przypomnienie mechaniki.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
Roger Zelazny napisał od 1970 do 78 pięć książek osadzonych w świecie Amberu. Narratorem był książę Corwin opowiadający swoją historię (przynajmniej jej część) swemu synowi. W 1985 Zelazny zaczął wypuszczać kolejne pięć tomów, tym razem oddając głos synowi Corwina, Merlinowi. Ot dziesięcioksiąg.Cokolwiek to znaczy..
Mechanika nadchodzi.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
-
Oggy
- Reactions:
- Posty: 766
- Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
- Has thanked: 24 times
- Been thanked: 10 times
Wstęp fabularny do sesji, chociaż widzę że nie ma wzięcia. Będzie taki lekki crossover Amberu z KC.
Tan Bathavar Serge szedł w skąpanym w czerwonych barwach korytarzu. Letnie, południowe słońce zalewało Orkus Tan potokiem żaru. Po przejściu przez czerwone witraże hadry światło zdawało się ulewą gorącej krwi. Masywne drzwi kończące korytarz przybliżały się z każdą chwilą. Z każda też chwilą Bathavar coraz słabiej słyszał swoje kroki oraz kroki prowadzących go dwóch dan - yorn, coraz bardziej słyszał za to łomot własnego serca. Czekając aż milczący rezharowie otworzą wrota uruk hai wysiłkiem woli uspokoił myśli. I wkroczył w ciemność.
Bathavar niemal czuł jak jego oczy naprężają się dostosowując do mroku. Kilka metrów przed nim magiczne światło tworzyło jedyną oazę blasku. Plama ciepłego, sztucznego słońca oświetlająca stół, samotna wyspa wśród ciemności. Podniósł pięść do czoła wypowiadając katnickie pozdrowienie. Usłyszał szelest materiału kiedy odpowiadali mu, ukryci w cieniu, tuż poza zasięgiem światła.
Uruk rozłożył przyniesione dokumenty na stole i dopiero wtedy spojrzał na zebranych. Bathavar dobiegał trzydziestki, jego dwumetrowe ciało było splotem mieśni podpartych młodzieńczą siła i zdobytym przez lata doświadczeniem. Nie mógł uwierzyć że na imarchów patrzy z dołu. Wszyscy minęli sześćdziesiątkę ale ich ciała wyglądały jakby wykuto ich ze stali, marmuru, obsydianu i zahartowano w ogniu. Tysiąclecia cywilizacji nie zmiękczyły uruk - hai. Imarchowie, tak jak ich przodkowie, nadal byliby w stanie powalić bazyliszka gołymi rękoma. Stali wokół niego, potężni, groźni, jakby czaili się w ciemnościach. Głównodowodzący armii Imperium na Orkusie Książęcym, namiestnicy Katana, wywiad, kontrwywiad, Imarchowie. Na końcu Bathavar podniósł wzrok na stojącego przed nim seniora rodu Katana na wyspie, znajdując w sobie dość woli by chwilę wytrzymać jego spojrzenie. Kiedy zaczął mówić, skupiając się na rozłożonych na stole papierach, poczuł ulgę jakby najgorsze miał już za sobą.
- W roku 9402 zatarg w rodem elfów z Elmanalu Zachodniego przeradza się krótką, trwającą 16 miesięcy rewolte. Pięć potyczek stoczonych z przytłaczająca przewagą liczebną po stronie Imperium kończy się zdecydowaną wygrana elfów. Walna bitwa zimą 9403 odwraca kartę - elfy zostają pobite beż żadnego wysiłku. Chociaż polityczni przywódcy rebelii zostają straceni dowódca ich wojsk, Heredikt, nie zostaje pojmany, jako że nie dowodził w ostatnim starciu. Wymyka się również naszemu wywiadowi i znika. - Bathavar przesunął na wierzch stosu dokumentów kolejną mapę.
- Rok 9431, otwarta, dwuletnia wojna pomiędzy dowódcami Czerwonych Piratów. Cztery błyskotliwe zwycięstwa flotylli bandyckiego króla Tesada pozwalają mu na następne dziewięć lat dyktować warunki na północ od ciągu Orkusów. Jego siłami dowodził tan Edyckt. - Uruk położył na stole rysunek szczupłego, ponurego mężczyzny w nieokreślonym wieku, wyraźnie reprodukcję pełnego blichtru obrazu, tak typowego dla pirackich dowódców. Druga ręką położył obok kolejny szkic. - To jest Heredikt. Ta sama osoba.
Rok 9007, Imperium interweniuje w obliczu wojny domowej na Gutum- guru. Opozycjoniści sprzeciwiający się władzy uznanego przez Ostrogar krasnoludzkiego króla Agahara zostają rozbici i wycofują się na kilka wysp w pobliżu Smoczego Karalu. Łatwo i szybko rozbici - w trzy tygodnie. Po czym bronią się przez trzy lata, zadając sprzymierzonym potężne straty w sile żywej. Dopiero interwencja Katanów kończy wojnę zrównując z ziemią fortece na Karalu. W oficjalnych archiwach nie pozostaje ślad po rebelii i jej uczestnikach. Lata później awanturnicy penetrujący ruiny znajdują ocalały fresk powstały w latach 9008-9009. Przedstawia dowodzącego obrońcami twierdzy. - Trzeci szkic spoczął na szczycie dokumentów. - To ta sama osoba, ponad czterysta lat wcześniej.
Przeszukałem zapisy historyczne bitew prawie półtora tysiąca lat wstecz. Szukałem walk prowadzonych z przygniatającą dysproporcja sił lub sytuacji taktycznej. Takich, których nie można było wygrać. - Kolejne dokumenty, jeden za drugim spoczywały na stole. - Dwanaście przypadków co do których nie mam wątpliwości, szesnaście kolejnych które mogą dotyczyć tej samej osoby, jednak nie mam przekonywujących dowodów. Najstarszy z 7929 roku, wojna z sharanami na Orkusie Małym, książę Bened dowodzi tym razem siłami Imperium. - Bathavar Serge oparł pieści na stole. - Ta sama osoba, ten sam wojskowy geniusz. Żadnych dalszych informacji, ten ktoś rozpływa się i znika z historii zaraz po ostatniej bitwie którą stoczy. Skończyłem.
Generał Saran Culuu przesunął się lekko do przodu kładąc na stole wojskową mapę oznaczoną znakami astrologów wywiadu Imperium. Bathavar znał je i potrafił je szybko oczytać. Ta jednak wprawiła go w osłupienie, szesnaście równorzędnych wariantów potyczek, sześć wariantów walnych bitew, wszystkie oznaczone jako niepewne co do wyniku. Trzy ataki przemianami półboskimi na miasta Osmundu o łącznych startach wśród żywych rzędu 15 tysięcy. Serge jeszcze raz sprawdził daty. Już za dwa lata! Podobna rzeź tak nie daleko w przyszłości powinna dawać o wiele dokładniejsze przewidywania, co tu się działo? Podniósł wzrok czekając na wyjaśnienia.
- Spodziewamy się kolejnego przybycia tej istoty za dwa lata. - Saran Culuu wycofał się w mrok kontynuując. - Znamy go z zapisków sięgających do zarania Impeirum. Jego oraz trzech innych. Przez tysiąclecia na Orchii przebywało trzech mężczyzn oraz kobieta. Bracia i siostra, choć nie z jednej matki. Wiemy że jest ich jednak więcej, co najmniej dziewięciu braci. Kiedy się pojawiają obserwujemy ich, walczymy z nimi jeżeli dążą do walki, jednak nigdy nie atakujemy ich inaczej niż byśmy postąpili z kimkolwiek z naszego świata.
- Dlaczego? - Bathavar natychmiast przeklął swój brak opanowania, walcząc by nie okazać strachu kiedy senior rodu Katana pochylił się ku niemu po jego pytaniu. Może gdyby Bathavar nie wiedział o nim tego wszystkiego co było mu znane, gdyby nie widział go przesłuchującego więźniów, gdyby nie stał z nim, gdy bramy zbuntowanych miast topiły się przed nim jak wosk, gdyby nie szedł za nim ich ulicami, widząc jak mieszkańcy pod jego wzrokiem płona jak wiązki słomy, może wtedy nie czuł by tego obezwładniającego lęku. Spodziewał się wszystkiego kiedy brat Katana otwierał usta. Prawie wszystkiego.
- Boimy się ich.
Tan Bathavar Serge szedł w skąpanym w czerwonych barwach korytarzu. Letnie, południowe słońce zalewało Orkus Tan potokiem żaru. Po przejściu przez czerwone witraże hadry światło zdawało się ulewą gorącej krwi. Masywne drzwi kończące korytarz przybliżały się z każdą chwilą. Z każda też chwilą Bathavar coraz słabiej słyszał swoje kroki oraz kroki prowadzących go dwóch dan - yorn, coraz bardziej słyszał za to łomot własnego serca. Czekając aż milczący rezharowie otworzą wrota uruk hai wysiłkiem woli uspokoił myśli. I wkroczył w ciemność.
Bathavar niemal czuł jak jego oczy naprężają się dostosowując do mroku. Kilka metrów przed nim magiczne światło tworzyło jedyną oazę blasku. Plama ciepłego, sztucznego słońca oświetlająca stół, samotna wyspa wśród ciemności. Podniósł pięść do czoła wypowiadając katnickie pozdrowienie. Usłyszał szelest materiału kiedy odpowiadali mu, ukryci w cieniu, tuż poza zasięgiem światła.
Uruk rozłożył przyniesione dokumenty na stole i dopiero wtedy spojrzał na zebranych. Bathavar dobiegał trzydziestki, jego dwumetrowe ciało było splotem mieśni podpartych młodzieńczą siła i zdobytym przez lata doświadczeniem. Nie mógł uwierzyć że na imarchów patrzy z dołu. Wszyscy minęli sześćdziesiątkę ale ich ciała wyglądały jakby wykuto ich ze stali, marmuru, obsydianu i zahartowano w ogniu. Tysiąclecia cywilizacji nie zmiękczyły uruk - hai. Imarchowie, tak jak ich przodkowie, nadal byliby w stanie powalić bazyliszka gołymi rękoma. Stali wokół niego, potężni, groźni, jakby czaili się w ciemnościach. Głównodowodzący armii Imperium na Orkusie Książęcym, namiestnicy Katana, wywiad, kontrwywiad, Imarchowie. Na końcu Bathavar podniósł wzrok na stojącego przed nim seniora rodu Katana na wyspie, znajdując w sobie dość woli by chwilę wytrzymać jego spojrzenie. Kiedy zaczął mówić, skupiając się na rozłożonych na stole papierach, poczuł ulgę jakby najgorsze miał już za sobą.
- W roku 9402 zatarg w rodem elfów z Elmanalu Zachodniego przeradza się krótką, trwającą 16 miesięcy rewolte. Pięć potyczek stoczonych z przytłaczająca przewagą liczebną po stronie Imperium kończy się zdecydowaną wygrana elfów. Walna bitwa zimą 9403 odwraca kartę - elfy zostają pobite beż żadnego wysiłku. Chociaż polityczni przywódcy rebelii zostają straceni dowódca ich wojsk, Heredikt, nie zostaje pojmany, jako że nie dowodził w ostatnim starciu. Wymyka się również naszemu wywiadowi i znika. - Bathavar przesunął na wierzch stosu dokumentów kolejną mapę.
- Rok 9431, otwarta, dwuletnia wojna pomiędzy dowódcami Czerwonych Piratów. Cztery błyskotliwe zwycięstwa flotylli bandyckiego króla Tesada pozwalają mu na następne dziewięć lat dyktować warunki na północ od ciągu Orkusów. Jego siłami dowodził tan Edyckt. - Uruk położył na stole rysunek szczupłego, ponurego mężczyzny w nieokreślonym wieku, wyraźnie reprodukcję pełnego blichtru obrazu, tak typowego dla pirackich dowódców. Druga ręką położył obok kolejny szkic. - To jest Heredikt. Ta sama osoba.
Rok 9007, Imperium interweniuje w obliczu wojny domowej na Gutum- guru. Opozycjoniści sprzeciwiający się władzy uznanego przez Ostrogar krasnoludzkiego króla Agahara zostają rozbici i wycofują się na kilka wysp w pobliżu Smoczego Karalu. Łatwo i szybko rozbici - w trzy tygodnie. Po czym bronią się przez trzy lata, zadając sprzymierzonym potężne straty w sile żywej. Dopiero interwencja Katanów kończy wojnę zrównując z ziemią fortece na Karalu. W oficjalnych archiwach nie pozostaje ślad po rebelii i jej uczestnikach. Lata później awanturnicy penetrujący ruiny znajdują ocalały fresk powstały w latach 9008-9009. Przedstawia dowodzącego obrońcami twierdzy. - Trzeci szkic spoczął na szczycie dokumentów. - To ta sama osoba, ponad czterysta lat wcześniej.
Przeszukałem zapisy historyczne bitew prawie półtora tysiąca lat wstecz. Szukałem walk prowadzonych z przygniatającą dysproporcja sił lub sytuacji taktycznej. Takich, których nie można było wygrać. - Kolejne dokumenty, jeden za drugim spoczywały na stole. - Dwanaście przypadków co do których nie mam wątpliwości, szesnaście kolejnych które mogą dotyczyć tej samej osoby, jednak nie mam przekonywujących dowodów. Najstarszy z 7929 roku, wojna z sharanami na Orkusie Małym, książę Bened dowodzi tym razem siłami Imperium. - Bathavar Serge oparł pieści na stole. - Ta sama osoba, ten sam wojskowy geniusz. Żadnych dalszych informacji, ten ktoś rozpływa się i znika z historii zaraz po ostatniej bitwie którą stoczy. Skończyłem.
Generał Saran Culuu przesunął się lekko do przodu kładąc na stole wojskową mapę oznaczoną znakami astrologów wywiadu Imperium. Bathavar znał je i potrafił je szybko oczytać. Ta jednak wprawiła go w osłupienie, szesnaście równorzędnych wariantów potyczek, sześć wariantów walnych bitew, wszystkie oznaczone jako niepewne co do wyniku. Trzy ataki przemianami półboskimi na miasta Osmundu o łącznych startach wśród żywych rzędu 15 tysięcy. Serge jeszcze raz sprawdził daty. Już za dwa lata! Podobna rzeź tak nie daleko w przyszłości powinna dawać o wiele dokładniejsze przewidywania, co tu się działo? Podniósł wzrok czekając na wyjaśnienia.
- Spodziewamy się kolejnego przybycia tej istoty za dwa lata. - Saran Culuu wycofał się w mrok kontynuując. - Znamy go z zapisków sięgających do zarania Impeirum. Jego oraz trzech innych. Przez tysiąclecia na Orchii przebywało trzech mężczyzn oraz kobieta. Bracia i siostra, choć nie z jednej matki. Wiemy że jest ich jednak więcej, co najmniej dziewięciu braci. Kiedy się pojawiają obserwujemy ich, walczymy z nimi jeżeli dążą do walki, jednak nigdy nie atakujemy ich inaczej niż byśmy postąpili z kimkolwiek z naszego świata.
- Dlaczego? - Bathavar natychmiast przeklął swój brak opanowania, walcząc by nie okazać strachu kiedy senior rodu Katana pochylił się ku niemu po jego pytaniu. Może gdyby Bathavar nie wiedział o nim tego wszystkiego co było mu znane, gdyby nie widział go przesłuchującego więźniów, gdyby nie stał z nim, gdy bramy zbuntowanych miast topiły się przed nim jak wosk, gdyby nie szedł za nim ich ulicami, widząc jak mieszkańcy pod jego wzrokiem płona jak wiązki słomy, może wtedy nie czuł by tego obezwładniającego lęku. Spodziewał się wszystkiego kiedy brat Katana otwierał usta. Prawie wszystkiego.
- Boimy się ich.
Ostatnio zmieniony 18 stycznia 2017, 22:23 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ
O, wow, nie wiedziałem, że istnieje jakieś Amber RPG. Super! Na pewno się tym zainteresuję bliżej. Chociaż uważam, że saga jest dobrze napisana jedynie do połowy. Te tomy o Merlinie to porażka i do tego dość przewidywalna. Przyznam, że się nimi rozczarowałem mocno, a Zeleznego generalnie bardzo lubię...
Tak więc życzę Wam dobrej zabawy i powodzenia w grze. Ja się niestety nie piszę z przyczyn czasowych i osobistych.
P.S. Pierwszy tom sagi o Amberze, Suriel to nie Dworce a Dziewięciu Książąt Amberu.
Tak więc życzę Wam dobrej zabawy i powodzenia w grze. Ja się niestety nie piszę z przyczyn czasowych i osobistych.
P.S. Pierwszy tom sagi o Amberze, Suriel to nie Dworce a Dziewięciu Książąt Amberu.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]