PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 01 stycznia 2017, 16:21

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

W obecności AjArdzkiego szlachcica strażnik uspokoił się. Z cichym westchnieniem uleciało z jego płuc powietrze zabierając smutek, lęk i rozpraszając napięcie. Mężczyzna opanował gwałtowne emocje i skupił się na wciąż świeżych, wciąż bolesnych wydarzeniach:

- Wielmożny... możliwe, że jestem jedynym, który ocalał. Mój dowódca podążył za ich kapłanem, gdy nasi wojownicy natarli na nich. Nas, strażników było więcej. Byli też tam inni... ludzie najęci do pilnowania ich szemranych interesów. Uciekli jednak, wpadli w popłoch, gdy plugastwo przejmowało ciała swych wyznawców... nie wiem, czy któryś z tych psich synów przeżył... nie są warci nawet splunięcia - strażnik skrzywił się z niesmakiem na myśl o tych wszystkich zakapiorach - cwanych z pozoru, a uciekających od zagrożenia przy najbliższej okazji.

Widząc rozległe obrażenia mężczyzny, Khem Lateef Mibampes, zaczął dobywać niewielkich, pękatych flakonów zawierających lecznicze proszki, pojemniki z gęstą maścią, a także obwiązany czerwonym jedwabiem pęk ziół, przeznaczonych do okadzania chorych, rannych i wycieńczonych. Mimo swych przygotowań, nie przerywał jednak poszkodowanemu mężczyźnie.

- Walka była zaciekła. Każdy z nas, każdy syn Calli walczył do samego końca. Dzięki przewadze zdołaliśmy pozbawić życia wielu spośród nich i to za nim się przeobrazili. Ale jednak... - westchnął - Tlalli Ixthacaan, nasz mag, zaufany dowódcy, zginął, gdy mroczne siły pomieszały mu zmysły. A my nie byliśmy w stanie oprzeć się magii ciemności... Zginęli więc wszyscy... Wszyscy prócz mnie i mego dowódcy. Podążyłem za nim. Liczyłem, że będę w stanie mu pomóc. - ton głosu mężczyzny przycichł, a na jego twarzy zagościł żal - ale wtedy... pomiot ciemności zagrodził mi drogę. I wylądowałem tutaj. Z wami, w tej ciasnej, zniszczonej sali.

Alchemik spojrzał ze zrozumieniem w oczy strażnika. Sprawa wymagała pośpiechu, tak jak i stan zdrowia rannego. Khem oczyścił szybko ranę i jął przygotowywać pęk ziół do okadzania.

- Panie... dziękuję za pomoc. Stokroć dzięki bogom za to, że w porę mi pomogliście, a kreatura wróciła tam, skąd przybyła, ale obawiam się, że mamy mało czasu... lub prawie w ogóle. Gdzieś tam jest mój dowódca. Jeśli jeszcze żyje...

Alchemik skinął głową i uciszył rannego. Szybko, gdy sytuacja była nagląca, zaczął leczyć jego rany. Wargi wypowiadały cicho lecznicze formuły znane jego ludowi odkąd złote piaski ustąpiły miejsca wodom Wewnętrznego Morza.

- Saath... Baa... Ain'heresh... - każda wypowiadana głoska wnikała w ciało, wnikała w uszkodzone, krwawiące tkanki i zasklepiała rany. Koiła nadwyrężone ścięgna i napięte mięśnie. Po koniec AjArdczyk cicho złożył dziękczynienie swemu patronowi, składając delikatny pocałunek na figurce świętego zwierzęcia. - Mnumbi... ty, który widzisz dzieci Holis z głębi swych wód, usłysz moją prośbę. Otocz tego tu mężczyzną swą łaską i opieką, a ciało jego i duch wróci do zdrowia.

[center]***[/center]

Gdy alchemik samego Oroni leczył strażnika, Zyanya skierowała swe kroki ku Ehecatlemowi. Ciemna maź, budząca obrzydzenie czarna substancja zostawiła na ramionach Aru ślady odmrożeń. Hierodula łagodnie skierowała Ehecatlema ku ścianie i pomogła spocząć. Rany od lepiej substancji okazały się niemal niczym w porównaniu do obrażeń otrzymanych w walce. Kobieta ostrożnie zbadała stan rannego. Gdy dotknęła żeber, Syn Słońca syknął z bólu. Pęknięte żebro... Zyanya cicho dziękowała Bogini, że broń przeciwnika nie uderzyła z większą siłą. Tak blisko płuc... tak nie wiele. Hierodula wiedziała, co mogłoby się stać, jeśli żebro byłoby złamane. Gwałtowna rana, uszkodzenie płuca. Ranny niemogący niemal oddychać... bliski śmierci. Widziała to ongiś na własne oczy. Teraz jednak, Czarna Matka sprawowała nad nim swą pieczę...

Bladymi dłońmi pomogła zdjąć Ehecatlemowi napierśnik. Delikatnie, aby nie urazić uszkodzonych mięśni i pękniętej kości, zaczęła opatrywać rany Syna Słońca.
Khem: uzdrawia Medycyną Ezoteryczną strażnika; rzut Med. Ezoter. + Inu., wynik = 1 przebicie. Alchemik w miarę skutecznie zajmie się ranami strażnika, który wyraźnie poczuje się lepiej.

Zyanya i Ehecatlem: leczy Ehecatlema umiejętnością Pierwsza Pomoc; rzut Pier. Pom. + Zwinn., wynik = 3 przebicia. Zdolności hieroduli przywrócą Synowi Słońca 4 punkty Żywotności (Ehecatlem jest wiec na puli Obrażeń Średnich i ma aktualnie 8 punktów Życia).
Ostatnio zmieniony 02 stycznia 2017, 15:04 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 03 stycznia 2017, 14:26

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Stwierdzenie muzyka rozbawiło Aru do tego stopnia, że postanowił dalej pociągnąć tę grę:

- Stratisie, masz rację. Istnieje pewna szansa, że się przemienię. Ale zapewniam Cię, że wtedy bardzo szybko zrobisz sobie przed Holis rachunek sumienia... Oczywiście, jeśli masz sobie coś do zarzucenia czy ukrycia, nie gwarantuję, że chłodu nie uświadczysz przez długi czas. - Wojownik obserwował przez moment reakcję złodzieja, który nie odezwał się jednak, jedynie przełknął ślinę. Ehecatlemowi kontynuował więc:

- Ale nie bój się już, w plugastwo nie można nas zmienić. Po prostu łatwo znikasz z pola widzenia, a w walce również nie było mi dane ujrzeć twych zdolności, stąd się zaniepokoiłem. - słowa te oczywiście były małą manipulacją, ale o tym już rozmówca nie musiał wiedzieć. Niech po prostu ma świadomość, że paladyn o nim pamiętam na wypadek, gdyby jakiś głupi pomysł wpadł mu do głowy.

Ehecatlemowi nie podobało się zbytnio podejście towarzysza. Ciągle poddawał w wątpliwość pomysły i decyzje pozostałych i podważał autorytet dowódcy. Syn Słońca wiedział, że musi się mu bardziej przyglądać. Tęsknił za czasami, gdy przyszło mu pracować wyłącznie z drużyną złożoną z własnych braci. Wiedział jednak, iż właśnie na tej różnorodności polega wyzwanie obecnej sytuacji, a to z kolei działało na ambicję.

Nieco humoru poprawiło wojownikowi obserwowanie, jak drużyna rozmawia i zajmuje się rannym strażnikiem. Widać w tym było współpracę, o co zabiegał od pewnego czasu. Ponadto wszystko wskazywało na to, że dołączy do nich kolejna osoba, która z pewnością się przyda w tym momencie. Szczególnie, że sam miał mało energii, a i same obrażenia także dawały o sobie znać.

Z zamyślenia wyrwało go nagłe stwierdzenie Stratisa:

- No żesz ku...! Znaczy, rzeź ku zgrozie naszej - poprawił się szybko złodziej. - miała tu miejsce straszliwa. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale musimy skupić się na celu, bowiem służymy większej sprawie.

Wojownik chciał się odnieść do tej kwestii, jednak muzyk okazał się zdecydowanie szybszy i nim brat Oroni zdążył cokolwiek powiedzieć, ten trzymał już w swych rękach ramiona maga pytając o zaginione zwoje. Tego pomysłu wojownik się nie spodziewał, i zaskoczył się pozytywnie. Chyba nawet mógłbym się od niego nauczyć co nieco o gospodarowaniu dostępnymi zasobami... Natomiast drugi pomysł o pozostawieniu losu dzieci samym sobie wcale go nie zdziwił... Dobrze więc przyjął propozycję Alinur przekazującą mu podjęcie decyzji w tej sprawie. Nie zwlekając odrzekł:

- Myślę przyjacielu, że mamy nie najgorsze rozeznanie w sytuacji. I faktem jest, iż mamy odnaleźć zaginione przedmioty. Niemniej jednak po drodze do nich najprawdopodobniej czeka nas jeszcze więcej przeciwników. Widział ktoś uciekających strażników? - paladyn pozwolił sobie rozejrzeć się po twarzach zgromadzonych, po czym kontynuował - tak też myślałem. Wierzę, iż sprawa dzieci połączona jest z działaniami kultystów w tej posiadłości, a kultyści z kolei z naszym głównym celem. Zakładam zatem, że podążanie za głównym celem doprowadzi nas również do rozwiązania pozostałych kwestii. Jeśli tylko czas i siły nam na to pozwolą, ocalimy wszystkich. Jeśli nie - jak najwięcej. Jeśli masz jakiś pomysł Stratisie, teraz jest dobry moment na wysłuchanie go...

- Jak słusznie zauważyliście, Aru - odrzekł szybko artysta, którego twarz zaczynała już odzyskiwać normalne barwy - Na wojaczce znam się słabo. Może więc w czasie, gdy wy będziecie tropić tych plugawców, ja rozejrzę się po posiadłości, szukając zwojów? Nie chciałbym wam zawadzać w walce, ani rozpraszać was moją nieporadnością... Wszakże sądzę, że jeśli się rozdzielimy szybciej przeszukamy dom... Tak, jestem oczywiście świadom zagrożenia - dodał z rozbrajającą szczerością, patrząc prosto w oczy Paladyna. - Jednak w tej sytuacji gotów jestem wsiąść na siebie to ryzyko. Zrobię wszystko, by ocalić nasze piękne miasto.

Nie była to odpowiedź, jakiej oczekiwał brat Oroni. Choć personalnie był nawet gotów dać muzykowi błogosławieństwo samego Holis na drogę, byleby ten szybciej się oddalił, opcja ta nie wchodziła w grę. No trudno - westchnął w myślach - Może jeszcze trafi się okazja. Niemniej Złodziej musiał pozostać w drużynie. Był zdecydowanie bardziej użyteczny niż straumatyzowany strażnik. Ehecatlem spróbował więc zagrać na pozytywnej nucie:

- Za to jesteś całkiem dobrym zwiadowcą i z tego, co zdążyłem zauważyć, biegłym także w otwieraniu różnorakich pomieszczeń, jako jedyny z naszej drużyny zresztą. W tym momencie to nieoceniona wartość. Obawiam się, iż rozdzielenie wszystkich w tym momencie może drastycznie zmniejszyć tempo ekspedycji oraz naszą szansę na przetrwanie. Poza tym co zrobisz, jeśli trafisz sam na plugastwo?

Sa zaklął w myślach, obdarzając osobę Syna Słońca zestawem nader barwnych i dosadnych epitetów, którym nie brakowało sporej dozy poetyckiego rozmachu, charakterystycznego dla liryki Pchlego Miasta. Pomny jednak, by nie zdradzić się, przywołał na twarz szczery, choć nieco zakłopotany uśmiech, nie zapominając obdarzyć go szczyptą nieśmiałości.

- Dziękuję Aru za wasze słowa i troskę. Jednak, jak mówiłem jestem gotów stawić czoła niebezpieczeństwu. Tuszę, iż Bogowie zachowają mnie w opiece, nie martwcie się przeto o mnie. Powaga sytuacji wymaga, byście wszystkie siły skupili na kultystach, tak więc ja pozwolę sobie oddalić się i zając moim zadaniem... - skłonił się lekko zamierzając najwyraźniej odejść.

Cholera, nie zadziałało. Paladyn zaczął się obawiać, że muzyk faktycznie opuści drużynę. Kłopotliwe byłoby tłumaczenie się z tego po zakończeniu wyprawy. No i jak to będzie świadczyć o dowódcy i jego autorytecie? Przynajmniej pozostali byli w miarę rozsądni na chwile obecną. Niemniej musiał istnieć jakiś sposób, by przekonać tego zbłąkanego ryczyosła za powrotem do stada w taki sposób, by w ogóle przestał rozważać możliwość ponownej ucieczki... No cóż, skoro nie chciał słuchać Ehecatlema, to może...

- A jesteś pewien, że mój brat pochwali takie rozwiązanie? Do tej pory myśleliśmy raczej podobnie - w końcu znamy się dość długo. A osobiście wątpię, iż Oroni pochwali świadome osłabienie drużyny i narażanie jej na dodatkowe ryzyko... Nie wspominając już o tym, że to wszystko znajdzie się w raporcie z wyprawy. A na jego podstawie wszyscy zostaną osądzeni i nagrodzeni...

Żeby cię z nagła pokręciło - pomyślał ponuro złodziej. - Oby ci wszystkie pióra na hełmie wyłysiały, a tarczę zeżarły żuki drzewne. I obyś język stracił, nim wyrzekłeś te słowa... Cholera jasna... I co tu począć?

Wizja szybkiego zakończenia tej nieszczęsnej wyprawy zdawała się oddalać z szybkością antylopy Kaliee. Obraz okna w składzie, który od kilku minut nawiedzał myśli młodego Sa, rozmył się i zblakł na wzmiankę o osobie Patrona. Ah-saa-brax ponownie przełknął ślinę, licząc na to, że kilka wygranych w ten sposób sekund pomoże mu coś wymyślić. Nie pomogło. Zmarszczył więc czoło, symulując głębokie zamyślenie i odezwał się ostrożnie.

- Ja niczego nie jestem pewien, szlachetny Aru. Wszakże nie do mnie należy podejmowanie takich decyzji. Tak tylko pomyślałem, że może byłby to lepszy pomysł? A gdyby był lepszy, może sami chcielibyście wydać ten rozkaz? Chciałem jedynie pomóc, nic więcej... - spojrzał na Paladyna spojrzeniem tak niewinnym, iż zdołałoby zmiękczyć kamień.

- Zatem cieszy mnie, iż doszliśmy do konsensusu przyjacielu - mówiąc to Syn Słońca poklepał Stratisa po plecach. - Nie martw się, z pewnością zostanie to docenione przez wszystkich po naszym powrocie.

Jedyne, co paladynowi nie pasowało w dowodzeniu tą dość ekscentryczną ferajną to tylko brak możliwości okazywania własnych emocji. Musiał cały czas być opanowany, jeśli poważnie myślał o rzetelnej ocenie sytuacji. A tak bardzo by chciał teraz okazać radość z przywołania towarzysza do porządku... Ale skoro już ta sprawa została rozwiązana, pozostaje już tylko jedno. Aru odwrócił się w stronę strażnika i rzekł:

- Dzielny mężu, masz mój szacunek za odwagę, którą okazałeś w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Z chęcią odesłałbym cię do domu, byś odpoczął i wyleczył rany, jednak obawiam się, iż żadna droga nie jest teraz zbyt bezpieczna. W związku z tym proponuję, byś się do nas przyłączył i wspierał swym orężem oraz informacjami. Poza tym jest jeszcze kwestia dowódcy w głębi posiadłości. W zamian oferuję bezpieczeństwo na czas tej wyprawy oraz pomoc w rozwiązaniu twych kłopotów po naszym powrocie. Co ty na to?
Po uzyskaniu odpowiedzi poddaję się zabiegom leczniczym hieroduli.
Post pisany we współpracy z Sigilem
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 stycznia 2017, 15:49

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Chociaż alchemik pozostawał w permanentnym stanie ogromnego poruszenia, dzięki łasce swego boskiego patrona zdołał się skoncentrować w stopniu wystarczającym do uleczenia części obrażeń bohaterskiego strażnika. Zapas specyfików ukrytych w delikatnych szklanych flakonach kurczył się w zastraszającym tempie budząc zrozumiałe zaniepokojenie Khema.

- Wybacz, że nie mogę uczynić dla ciebie niczego więcej - oznajmił z przygnębieniem czarnoskóry adept, odstępując od swego pacjenta i kładąc dłoń znaczącym gestem na rękojeści bułatu - Modlę się do swego boga, by czuwał nad nami w chwili największej próby.

- Przyjaciele, towarzysze niedoli - alchemik obejrzał się w stronę pozostałych członków sekretnej koterii - Jak rzekł czcigodny Ehecatlem, ten oto człowiek stał się naszym druhem. Trzymaj się mnie blisko... jak ty się właściwie zwiesz, nieszczęsny człeku?
Wygląda na to, że próby leczenia się powiodły. Proponuję zatem czym prędzej stąd zwiewać - przypominam, że upływ czasu działa na naszą niekorzyść! MG, gdzie możemy się udać z tego pomieszczenia?

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 09 stycznia 2017, 07:31

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Zwróciwszy uwagę młodego i nazbyt pozwalającego sobie muzyka na decyzję dowódcy ich skromnej grupy, Mezxtli skierował się w stronę Xatatla. Wrócił znów na płynną płaszczyznę subtelnych zmian energii. Obejrzał bacznie wojownika. Powierzchowne rany skóry, odmrożenia od plugawej, chłodnej mazi. Gojące się głębokie rany po cięciach na żebrach i klatce piersiowej. Musiał przyznać, że choć AjArdczyk nie był adeptem znającym tajniki zmiany rzeczywistości za pomocą siły własnej woli, rezultaty jego działań były całkiem zadowalające. Tkanka potrzebowałaby trochę jeszcze czasu na pełną regenerację. Jednorazowe leczenie za pomocą maści, formuł i okadzenia nie wystarczało. Mag skupił więc swój umysł. Za jednym jego drgnieniem, aktem woli, przeniósł swą percepcję na płaszczyznę obrazów i marzeń sennych. Zaczął snuć wizję. Obraz z początku niewyraźny, z każdym następnym oddechem, z każdą chwilą poświęcenia mu należnej uwagi, stawał się klarowny. Mezxtli wizualizował bowiem gojącą się co raz szybciej tkankę. Oczyma wyobraźni, a później i fizycznie widział, jak ciało Xatatla regeneruje się, a ślady odmrożenia zanikają.

Gdy dumny Alinur zajmował się leczeniem przyjaciela Ehecatlema, Syn Słońca zwrócił się do strażnika:

- Dzielny mężu, masz mój szacunek za odwagę, którą okazałeś w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Z chęcią odesłałbym cię do domu, byś odpoczął i wyleczył rany, jednak obawiam się, iż żadna droga nie jest teraz zbyt bezpieczna. W związku z tym proponuję, byś się do nas przyłączył i wspierał swym orężem oraz informacjami. Poza tym jest jeszcze kwestia dowódcy w głębi posiadłości. W zamian oferuję bezpieczeństwo na czas tej wyprawy oraz pomoc w rozwiązaniu twych kłopotów po naszym powrocie. Co ty na to?

Zapytany mężczyzna nie wahał się ani chwili. Z szacunkiem odpowiedział dostojnemu Aruan zdecydowanym głosem:

- Szlachetny Aru. Zaszczytem będzie móc stanąć u waszego boku. Lecz nawet gdybyście próbowali odesłać mnie z tego zapomnianego przez światło miejsca, pozostałbym gdyż tak właśnie każe honor. Mój dowódca potrzebuje natychmiastowej pomocy i nie zamierzam go opuścić na pastwę pomiotu ciemności! Łaska Holis sprawiła, że mnie odnaleźliście, więc może jeszcze nie jest za późno!

Postawny tiba był gotowy do jak najszybszego wyruszenia z odsieczą kapitanowi. Jego ostatnie słowa wybrzmiały w niedużej komnacie, a w oczach tliła się determinacja charakteryzująca prawdziwego wojownika. Jego mięśnie były wyraźnie napięte, a dłoń nieznacznie spoczywała na rękojeści broni. Usta odcinały się wąską kreską na ledwo oświetlonej twarzy. Mężczyzna rozluźnił się na chwilę, gdy AjArdczyk zadał mu pytanie o jego miano.

- Jestem Ahuiliztli Naxcaa, syn Matlala Naxcaa pochodzącego z Sewr. Mój ojciec wiele lat temu tu przybył. Sam urodziłem się już w Calli. Służyłem miastu jak tylko mogłem. Byłem przez szmat czasu w straży, a w końcu zacząłem ochraniać tylko domostwa możnych. W ten sposób znalazłem się tutaj.

[center]***[/center]

Podążając za strażnikiem, zagłębili się w zacienione wnętrza posiadłości. Jej korytarze ciągnęły się na podobieństwo węży wodnych przyczajonych, czekających na dogodny moment by pochwycić swą ofiarę, zadając morderczy cios. Każdy zakręt, długie, gęste cienie rzucane przez elementy wystroju, zdawały się kryć niebezpieczeństwo. Zachowali więc czujność. Ehecatlem szedł na przodzie, tuż za Ahuiliztli Naxcaa, jedynym, który ocalał. Umysł młodego Syna Słońca był całkowicie skupiony, gotowy, aby wyłapać najmniejszy odgłos, najlichszy szmer świadczący o zagrożeniu. Każda chwila stawała się osobnym obrazem, połączonym z innymi szybszym biciem serca. W powietrzu wyraźnie zaszła pewna zmiana. Woń krwi wyraźnie zelżała. Wnętrza nie nosiły śladów walki i zniszczenia, a przede wszystkim bestialskiej rzezi, której dopuścili się wyznawcy Ciemności. Plamy krwi zastąpione zostały tkanymi materiałami zdobiącymi lica ścian, a w miejsce zniszczonego rynsztunku pojawiły się sprowadzone aż z AjArd zdobione urny pokryte masą perłową, delikatne figury ze stopów miedzi i inne równie wyszukane ozdoby. Przekroczywszy niewielką, wewnętrzną galerię, wyszli na korytarz zwieńczony zdobionym mozaiką wejściem do komnaty. Z pomieszczenia dobywało się szarawe światło świtu. Ahuiliztli przyspieszył nie czekając przyspieszył kroku. Przekroczył próg. Zamarł, po czym rzucił się w biegu na przód.

Niedużą komnatę wypełniało światło budzącego się dnia. W pierwszych, mdłych blaskach słońca, oka Holis, zobaczyli postać. Mężczyzna leżał oparty o kamienną ścianę, a posadzkę barwiła jego krew. Strażnik chwycił rannego w ramiona, krzycząc z trwogą:

- Uzdrowicielu, szybko!

Nim jednak uzdolniony magicznie Mezxtli, czy Khem, zdążyli podbiec, życie opuściło ciało rannego mężczyzny. Jego dusza udała się do świata przodków w raz z pierwszymi promieniami słońca. Przed śmiercią jego wiotkie usta próbowały coś wyszeptać. Ze ściśniętego gardła nie dobył się jednak żaden głos. Ostatnim gestem mężczyzna zdołał ledwie wsunąć w dłoń swego druha jakiś przedmiot. Jego ramię opadło na pozbawioną ducha pierś. Nieduży przedmiot okazał się być kluczem...
Spoiler!
Obrazek
Mezxtli: używa Marzenia (-1 pkt Energii) na Xatatlu i leczy do końca jego rany.
Pomieszczenie, do którego trafiliście, jest praktycznie puste. Wygląda jak przedsionek, od którego odchodzi przejście do niewielkiego pomieszczenia po prawej stronie, oraz schody w dół.

Strażnik jest wstrząśnięty śmiercią swego dowódcy, któremu nie dało się już pomóc. Pozostał po nim tylko jeden klucz z drzewa żelaznego.
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2017, 20:35 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 17 stycznia 2017, 21:46

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Kolejna ofiara plugastw...musimy się pospieszyć, nim będzie zbyt późno, skomentował w myślach wojownik. I nawet nie udało się go przesłuchać.

Zaciekawił go jednak kluczyk. Skoro posiadał go strażnik to znaczy, iż może prowadzić do czegoś istotnego. Być może nawet tego, czego wszyscy szukali już dobrych kilka godzin.

Ehecatlem zwrócił się więc do pozostałych:

- Sprawdźmy szybko pomieszczenie obok, być może kluczyk będzie nam do niego potrzebny. Stratisie, zechcesz czynić honory w tej kwestii? - patrząc na muzyka paladyn zadbał o to, by jego uśmiech był jak najbardziej szczery, oczy jednak nie pozostawiały adresatowi złudzeń co do oczekiwanej odpowiedzi.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 stycznia 2017, 13:41

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Komnaty w domostwie Bentaresh zdawały się ciągnąc bez końca, niczym powracające uparcie wspomnienia, wyjątkowo męczącego snu. Splendor, który wypełniał je zdążył już złodziejowi nieco zbrzydnąć, choć szlachetnym zwyczajem swej profesji nie omieszkał uszczuplić nieco stanu posiadania możnej AjArdzkiej niewiasty. Przemierzając kolejne sale i korytarze nie mógł oprzeć się wrażeniu, że będą tak krążyli bez końca po tym ciemnym, cichym domu... Tym bardziej więc uradowała go jakaś zmiana. Nawet w postaci trupa - wróżyła wreszcie być może zakończenie tej nieszczęsnej wyprawy. Niemal ucieszył się więc, gdy Syn Słońca odezwał się doń, dając złodziejowi okazję do działania.

- Oczywiście, Aru - odparł natychmiast. I nie czekając na dalsze ponaglenia, przystąpił do oglądania drzwi.

- Możesz dać mi ten klucz? - zwrócił się jeszcze do wojownika. Nie patrzył jednak na niego, całą uwagę poświęcając studiowaniu drobnych rzeźbień pokrywających framugę drzwi.
Oglądam drzwi, szukając pułapek. Oglądam także zamek. Nasłuchuję, czy nic za nimi nie słyszę. Jeśli się da, patrzę przez dziurkę od klucza. Gdy dostanę klucz do ręki, też chcę go obejrzeć (przede wszystkim interesuje mnie, czy ejst to magiczny klucz czy nie - takie rzeczy są zwykle dość łatwe do określenia).

Jeśli wszystko będzie ok, otwieram drzwi i lećmy dalej.
Spoiler!
Po drodze kradnę jakieś niewielkie przedmioty, jeśli leżą na wierzchu i wyglądają na cenne. Robię to tak, by reszta nie widziała tego (pewnie idę na końcu).
Jak już otworzę drzwi i wszyscy się ruszą by zobaczyć, co jest za nimi, poczekam chwilę i jeśli będzie sposobnośc chcę szybko obszukać trupa strażnika. Przede wszystkim interesuje mnie oczywiście sakiewka.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 25 stycznia 2017, 12:59

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Niewielki klucz znalazł się w dłoni Stratisa. Zrobiony z drewna żelaznego i miedzianych elementów, posiadał wiele filigranowych ząbków różnej wielkości i kształtów. Z daleka niepozorny, był prawdziwie misterny. Złodziej jak i za chwilę dumny Alinur przyjrzeli się bliżej znalezionej rzeczy. Wątpliwości każdego z nich szybko się rozwiały. Klucz był magiczny, a umieszczone na jego główce szklane oko zdawało się wewnętrznie lśnić skrywanym w sobie zaklęciem. Drobne symbole pokrywające jego powierzchnię zgadzały się ze znajdującymi się na framudze drzwi inskrypcjami. Klucz otwierał niewątpliwie magicznie zapieczętowane drzwi.
Gdy młody muzyk przekręcił klucz, myśli każdego podążały w jednym kierunku. Znaleźć jak najszybciej choćby ślad poszukiwanych przedmiotów, jakąkolwiek poszlakę o tym, co się stało z artefaktem i wykradzionym z biblioteki zwojem. Zamek cicho szczęknął, a drzwi rozjarzyły się wyrytymi na framudze symbolami.

Blask po chwili zgasł, a młody muzyk ostrożnie otworzył drzwi, które nie stawiły żadnego oporu. Nozdrza wyłapały po chwili lekko duszący zapach papirusu, a także czegoś jeszcze. Substancji, która zdawała się alchemikowi mieszanką soków roślin i wytłoczonej esencji różnych ziół, a także czegoś, czego nie potrafił określić, ni rozpoznać. Przejście otwierało się na ongiś przestronne pomieszczenie, teraz wypełnione po brzegi najróżniejszymi przedmiotami, w których prym wiodły wysokie na półtora pręta* półki ze zwojami i arkuszami papirusu. Gdy AjArdzki szlachcic z fascynacją oceniał znalezione na stoliku mikstury i zamknięte z sakiewkach i szklanych puzderkach komponenty alchemiczne, Mezxtli wraz z Zyanyą przeszukiwali sterty kartuszy. Dwa umysły pracowały niczym kolonia niewielkich, lecz niesłychanie jadowitych mrówek z zielonych gąszczy Dżungli Mgieł. Oczy maga widziały tylko ciąg liter, znaków w różnych językach: AjArdzkim, Licapoxi, Anana. Alinur odczuwał, że może tu, może już niebawem odnajdą zwój poruszający tematykę magicznych przedmiotów, opisujący artefakty, w tym ten, którego tak rozpaczliwie poszukiwali. Jego wzrok podążał za zdaniami, a umysł przetwarzał informacje, lecz jego część była napięta w oczekiwaniu na ten moment, gdy milcząca zwykle hierodula odezwie się z triumfem w głosie. Wiele spośród arkuszy dotyczyło transakcji handlowych, między nimi pojawiały się co pewien czas różne listy handlowe, czy też prywatne. Zwykle chodziło o mało istotne dla śledztwa kwestie. Zwykły transport AjArdzkich dóbr do Calli, zapis transakcji kupieckich na nabycie iluś hinów rzadkich przypraw, czy kilkunastu sykli oliwy. W pewnym jednak momencie jego uwagę przykuło coś interesującego. Część arkuszy papirusu została pospiesznie zniszczona. Karty były podarte, a ich powierzchnia sczerniałą, jakby ktoś podłożył je pod płomień. Mag ostrożnie przeszukał plik, który niemal rozpadał się w rękach. Nagle znalazł spisany na arkuszu papirusu list. Języki ognia nie zdołały najwyraźniej go objąć i dało się odczytać wąskie linijki tekstu. Dało się odczytać, a właściwie dałoby się, gdyby tekst nie był spisany w nieznanym Alinur języku. Notatka nie zawierała ponadto żadnego podpisu. Jedynie tajemnicze słowa w języku nie mającym nic wspólnego z powszechnie używanymi systemami mowy. Mag otworzył swoją tubę ze zwojami i ostrożnie umieścił między nimi jedyną kartkę, która przetrwała. Może przy odrobinie czasu, mógłby odszyfrować znaczenie nieznanych, tajemniczych słów, układających się w ciąg zdań. Liczył jeszcze w duchu, że może hierodula znajdzie zwoje, choć pomniejszająca się ilość notatek szybko rozwiewała jego nadzieję.

Wbrew oczekiwaniom, Zyanya nie odezwała się nagle z ulgą w głosie, nie dała żadnego znaku, że jej oczy wypatrzyły cenny zwój księgi o użytkowaniu i wpływie magicznych artefaktów. Kobieta w czerni wciąż milczała jak było w zwyczaju jej i wszystkim służkom Czarnej Matki.

[center]***[/center]
Gdy uczeni przeszukiwali skrupulatnie stosy listów, notatek i innego typu zapisków, Stratis rozejrzał się po pomieszczeniu. Na pierwszy rzut oka nie było tu nic istotnego, nic przynajmniej, co mogłoby być na tyle cenne, aby opłacało się tu fatygować. Westchnął cicho i zaczął sprawdzać kawałek po kawałku całe wnętrze, od starego kufra i jakiś skrzyń, po warstwy podniszczonej leżanki. Artefakt, którego szukali nie był w końcu tak duży. Mógł znaleźć w teorii wszędzie. Do gruntownego przeszukiwania pomieszczenia dołączył także Syn Słońca. Zakamarki pomieszczenia, kufer, ani półki nie zawierały poszukiwanego artefaktu. Pomieszczenie zawało się ledwie niewielką pracownią alchemika. Gdy już każdy z nich miał zrezygnować z bezowocnych poszukiwań, Stratis niemal bezwiednie, instynktownie opukał dno skrzyni. Miała drugie dno. Szybko, lecz z uwagą podważył nożem krawędź dna. Skrzynia zawierała w sobie niewielki, podłużny przedmiot, owinięty ciemnym materiałem. Złodziej wydobył na światło dnia znalezisko.

[center]Obrazek[/center]

Zza fałdów materiału spojrzały na niego oczy figury. Ślepe oczy, obsydianowe białka bez źrenic błyszczały w świetle wschodzącego słońca. Poniżej ujawniła się wykrzywiona w przerażającym grymasie twarz istoty. Oblicze, gdyby nie rozdarte w agonii, bądź obłędzie, zdawałoby się piękne, a może harmonijne. Dalej forma stawała się jeszcze bardziej wypaczona. W miejscu, gdzie powinno być ciało, wiły się mięsiste macki, oplatające rdzeń istoty. Po chwili oczy Ah-saa-braxa dostrzegły jeszcze jeden element. Usta istoty się otwierały. Cały posążek okazał się być naczyniem na jakąś ciecz, która znajdowała się wewnątrz.

* Pręt - podstawowa jednostka długości na Lenji.
Spoiler!
Gdy do niedużego pomieszczenia wejdą inni towarzysze wyprawy, Stratis pospiesznie obszuka zmarłego niedawno mężczyznę. Tiba nie ma przy sobie wiele, w dość lekkiej sakiewce jedynie dziewięć umn i garść koki (1 dawka).
Przyjęłam, że MezXtli i Zyanya będą najbardziej chcieli zająć się przeszukaniem zawartości półek i przejrzeniem zwojów, jako, że to hierodula wie, jak wygląda zwój, którego poszukujecie.
Khem: znajdziesz jakieś notatki dotyczące sporządzenia dość skomplikowanej mikstury. Część tekstu jest spisana jakimś szyfrem i w języku Tobie nieznanym. Musiałbyś poświecić trochę czasu na przestudiowanie ich w spokoju. Prócz tego znajdziesz również komponenty alchemiczne, głównie roślinne i ziołowe - część roślin jest wyraźnie rzadka. Jest też trochę komponentów pochodzenia zwierzęcego.

Mezxtli: znajdziesz ową dziwną notatkę, którą mógłbyś odszyfrować (test Kryptografii), jednak musiałbyś poświęcić temu trochę czasu.

Zyanya: nie odnajdziesz poszukiwanych zwojów.

Ah-saa-brax: Znajdziesz dziwną, podłużną figurkę, która okaże się być pojemnikiem na jakąś ciecz. Przyjęłam oczywiście, że nie będziesz jej nieopacznie dotykać.
Spoiler!
Zrobiłam Ci test Religii z Inteligencją = 06.Wygląd postaci przywoła w twoim umyśle wspomnienia tego, o czym kiedyś usłyszałeś podczas swego szkolenia. Jej wygląd wzbudzi w Tobie głębokie obrzydzenie, gdyż jest to niewątpliwie przedstawienie demona służącego Zapomnianym.
Rysunek posążka zrobiony przeze mnie.
Ostatnio zmieniony 07 lutego 2017, 22:20 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 25 stycznia 2017, 13:42

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Czy ktoś może ode mnie to zabrać? - zapytał Sa, prezentując pozostałym groteskową rzeźbę. Mina młodzieńca wskazywała wyraźnie na to, iż nie jest uszczęśliwiony tym, co właśnie znalazł.

- To jakiś flakon - rzekł, odstawiając go pospiesznie na pobliski stół - Usta otwierają się, ale nie sprawdzałem, co jest w środku - dodał z wyraźnym obrzydzeniem, wycierając pospiesznie ręce zwisającą z turbanu szarfą.
Nie dotykam tego flakonu bezpośrednio. Jeśli go wziąłem do ręki to przez jakiś materiał. Odstawiam go później na stolik, by wziął go ktoś inny. Jeśli nic więcej nie znajduję, to sprawdzam, czy nie ma innych wyjść z tego pomieszczenia np ukrytych w ścianie.
Ostatnio zmieniony 04 lutego 2017, 12:44 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 stycznia 2017, 17:41

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Khem Lateef Mibampes nie uważał się za człowieka ubogiego, choć z pewnością byli w Calli alchemicy znacznie od niego majętniejsi. Lecz mimo poczucia względnej zamożności oraz zadowolenia ze swego komfortu życia na widok zasobów zgromadzonych w alchemicznym laboratorium serce AjArdczyka zaczęło bić jak szalone, a w kącikach ust mężczyzny pojawiły się kropelki cieczy zdradzającej zaczątek ślinotoku.
Alchemik zabierze intrygujące zapiski w zamiarze późniejszego ich przestudiowani, ulegnie też w końcu żądzy nachapania się i spróbuje zawłaszczyć tyle najcenniejszych składników, ile tylko zdoła! Oczywiście przejmie też flakon artysty, z zachowaniem odpowiedniej ostrożności.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 03 lutego 2017, 17:05

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Nieduże pomieszczenie zdawało się nie skrywać więcej niespodzianek nadto, co znalazł w skrzyni. Stratis uważnie sprawdził każdą ze ścian, zbadał wnikliwie ich załomy w poszukiwaniu najmniejszej oznaki ukrytego przejścia do komnaty, która mogłaby skrywać w sobie poszukiwany artefakt. Ich lica były jednak jednolicie gładkie.

W tymże samym czasie, gdy młodzieniec pilnie i skrupulatnie sprawdzał wnętrze pomieszczenia i marmurowe, ciemne jak obsydian ściany, Khem Lateef Mibampes doceniał okazję, jaką otrzymał od losu. Bogowie musieli być zaiście łaskawi, gdyż wśród nieznanych sobie, a tajemniczych składników, odnalazł korzeń pstrokatki łaskawej, rośliny powszechnie stosowanej w Krainach Południa do uzyskania leczniczego eliksiru. Obok niej zaś znajdowała się pokryta lśniącą łuską skóra paskurnika mszystego. Zawarte w niej substancje stanowiły podstawę dla sporządzenia każdej uzdrawiającej mikstury. Te oraz inne specjały laboratorium alchemicznego, umieścił troskliwie w sakiewkach u pasa. Gdy Khem Lateef Mibampes wciąż zajęty był pakowaniem rzadszych składników do wnętrza swej alchemicznej torby, towarzyszący im od pewnego czas strażnik, niecierpliwie wszedł do pomieszczenia. Nie tracąc jednak szacunku do przedstawicieli arystokracji Calli, odezwał się do AjArdczyka:

- Panie, wybaczcie za przerwanie wam tego, co robicie, lecz jeśli chcemy jeszcze dopaść tego, kto przyczynił się do śmierci tak wielu zacnych obywateli naszego miasta, musimy się spieszyć. Kapłan, który zadał śmierć memu kapitanowi może już być poza murami tej posiadłości!
Ah-saa-brax: Nie znajdziesz nic więcej ponadto, co opisane było wcześniej. Jesteś też pewien, że z tego pomieszczenia nie prowadzą dalej żadne ukryte drzwi.

Khem: Przyjęłam do wiadomości, że wziąłeś komponenty alchemiczne, dziwny flakon oraz recepturę. Dwa ze składników można użyć do przyrządzenia Eliksiru Uzdrawiającego, reszta nie jest Tobie znana. Masz w sumie osiem różnych komponentów.

Proszę teraz każdego o deklarację co jego postać zamierza teraz zrobić.
Ostatnio zmieniony 06 lutego 2017, 16:04 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 lutego 2017, 22:23

Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin

Myśli AjArczyka owładnięte były żądzą gromadzenia cennych składników, toteż słowa napomnienia wygłoszone przez dzielnego strażnika z miejsca przyprawiły alchemika o rumieniec wstydu.

Szczęśliwie dla Khema Mnumbi sprawił, że jego wierny czciciel przyszedł na świat w czarnej skórze, dzięki czemu wstydliwy rumieniec piekł go okrutnie, lecz pozostawał niezauważalny dla innych.

- Słuszne twe słowa, mój przyjacielu - poprawiając obciążony flakonikami i pudełeczkami pas alchemik obrócił się w miejscu i położył swą dłoń na ramieniu rozmówcy - Tak straszne zbrodnie nie mogą być pozostawione bez kary. Lecz co najważniejsze, musimy ratować te nieszczęsne dzieci!

Do uszu Khema dobiegło mimowolne westchnięcie Stratisa, częściowo kojarzące się z jękiem rozpaczy. Wrażliwy młody artysta musiał poczuć drgnięcie serca na wspomnienie zniewolonych dzieciątek i ten kolejny z wielu przejawów łagodności jego duszy wzruszył Mibampesa niepomiernie.

- Najdroższy spośród mych przyjaciół, nie lękaj się o te dziecięta - oznajmił Khem odzyskując znienacka całą swą pewność i determinację - Z moją pomocą i twoim sprytem zostaną niezawodnie odnalezione!
Co racja, to racja - nie traćmy dłużej czasu! Szukajmy tego kapłana, Khem nadal pozostaje z pustym saldem usieczeń, bułat wciąż domaga się krwi!

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 08 lutego 2017, 14:12

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Dziękuję kadi. Pospieszajmy zatem - odrzekł Sa, gdy tylko upewnił się, że słowa alchemika skierowane były z pewnością do niego. W komnacie zresztą nie pozostało już nic cennego, co zdołałoby się zmieścić w kieszeni złodzieja. A myśl o kolejnych znaleziskach, podobnych do ostatniego jakoś nie zachęcała do poszukiwań...

Poza tym jeśli ten kapłan.. Czy mag, czający się gdzieś może w piwnicy był w niej nadal, mógł mieć szkatułę i zwoje. Ah-saa-brax nie był pewien do czego kultysta mógłby je wykorzystać, ale nie zamierzał dawać mu więcej czasu. Przypomniawszy sobie o zejściu w dół, które znajdowało się w poprzednim pomieszczeniu, pospiesznie wyszedł z komnaty.
Sprawdzam zejście w dół, szukająć ewentualnych pułapek. Nasłuchuje przy tym czy kogoś nie ma na dole. I sam oczywiście staram się być możliwie cicho.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 14 lutego 2017, 04:02

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Przeszukiwanie sali zajęło zebranym dłuższą chwilę przepełnioną napięciem. Z pewnością każdy po cichu liczył na znalezienie zaginionych artefaktów. Niestety nie zostały one schowane w tym miejscu. Ehecatlem podejrzewał, iż mogły one zostać zabrane przez kapłana ciemności. A jeśli tak - należało się pospieszyć. Był w tym wszystkim jednak jeszcze jeden plus - znaleziono nieco przedmiotów pomocniczych. Wojownik widział alchemika chowającego zioła do swojej sakiewki, lecz przymknął na to oko. Jakby nie patrzeć, wszystkie te rzeczy niedługo zmienią właściciela.

Zaniepokoiła go jednak znaleziona przez muzyka figurka. Miał niejasne przeczucie, że jej zawartość mogłaby przysporzyć wszystkim sporo kłopotów, toteż odezwał się do wszystkich:

- Niech nikt nie próbuje wypić ani dotykać tej cieczy! Weźmy tę figurkę ze sobą, ale zawiniętą w jak najgrubszy materiał. Będę chciał ją przekazać w odpowiednie ręce, gdy już wrócimy. A skoro już sprawdziliśmy to pomieszczenie, musimy czym prędzej ruszać dalej - Oczy Paladyna zwróciły w tym momencie uwagę na wychodzącego Stratisa, po czym dodał jeszcze:
- Jak widzicie, nasz przyjaciel słusznie czyni, idziemy za nim! Wszyscy znają kolejność.
Jeśli wszystko sprawdzone, to idziemy za Stratisem dalej, w dół. Syn Słońca nie wyprzedza zwiadowcy pozwalając mu badać teren i możliwe pułapki tak długo, jak tylko będzie to potrzebne. Broń oczywiście w pogotowiu.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 21 lutego 2017, 15:42

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Szerokie, kamienne stopnie wiodły łagodnie w dół. Ah-saa-brax ostrożnie podążył nimi. Jego zmysły wyostrzyły się, gdy szukał jakiejkolwiek oznaki zagrożenia. Stąpał ostrożnie po kolejnych stopniach, pomny struktury zejścia do piwnicy pod składem. Nie minęło jednak kilka chwil, gdy on jak i zanim wojownicy, alchemik, Mezxtli oraz Zyanya znaleźli się w dużym pomieszczeniu. Mimo grubych murów posiadłości, rozbrzmiewało szumem wód pobliskiej Ivit. Wykute z ciemnego kamienia było najwyraźniej lochem, gdy nie posiadało nawet jednego, wąskiego okna, czy nawet magicznego kryształu, a po lewej jego stronie ciągnęła się duża cela. Zbudowana na wielu więźniów, kryła w sobie sylwetki niewielkich postaci. W nikłym, szarawym świetle można było zobaczyć, że osoby leżące na posadzce z ciemnego kamienia, to poszukiwane przez strażnika dzieci. Spoczywały nieruchomo, w niemal równych odstępach od siebie. Nawet najmniejszy ruch nie zdradzał obecności życia w ich niewielkich ciałkach. Sprawa wyglądała na straconą. Dzieci, około dwadzieścioro dzieci zostało uśmierconych nim ktokolwiek zdążył im pomóc. Na posadzce nie widać było jednak żadnych śladów krwi, a powietrze przesiąknięte było wyłącznie zapachem wilgoci i starości.

Strażnik szybko dopadł do uchylonych drzwi od celi, lecz było już zbyt późno. Zdał sobie sprawę z ich śmierci, każdego utraconego istnienia na rzecz kultystów i ich mrocznych bóstw. Dziewczynki, głównie należące do kasty siwja, zostały pozbawione życia a, choć wyglądały jakby sama śmierć była dla nich głębokim, bardzo głębokim snem, ich blada skóra wyraźnie odznaczała się od zalegających w celi gęstych cieni.
Na twarzy wojownika malowała się frustracja i rosnący gniew. Jego dłonie zacisnęły się silnie na kratach, ostatniej rzeczy, którą oglądały nieszczęsne pociechy. Kłykcie palców pobielały, a oczy bezsilnie obserwowały scenę cichej i skrytej kaźni w samym sercu ukochanego miasta.
Spoiler!
Dzięki infrawizji dostrzeżecie, że choć znajdujące się w celi dzieci leżą nieruchomo jakby były martwe, to jednak najwyraźniej wciąż są żywe. Wygląda na to jakby ich ciała były bardzo wychłodzone, a ciepło zachowało się głównie w klatce piersiowej.
Stratis: Zejście było spokojne, nie znalazłeś niczego, co mogłoby być pułapką.

Pomieszczenie więzienne jest dość spore, w kształcie prostokątnym. W jednej celi widzicie na razie około dwudziestki dzieci w wielu sześciu do dwunastu lat, ułożonych niemal równo w rzędzie. Jedyne drzwi do celi były niedomknięte.

Prócz celi w pomieszczeniu widać jakieś ustawione w rogu, zbutwiałe skrzynie. Dalsza część lochu ginie w ciemności.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 23 lutego 2017, 00:10

Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul

Nigdy nie podejrzewała że w pewnym momencie jej życie zmieni się w niekończące się myszkowanie w cudzym domu. Ciągła wędrówka korytarzami domu Bentaresh zaczęła jej przypominać wędrówkę po labiryncie. Tu martwy strażnik, tam martwy strażnik, zimna, ochydna czerń na podłodze... dom przesiąknięty był ukochaną ciszą lecz towarzyszyło jej skażenie mrocznymi kultami które zakłócały spokój ducha Zyanyi. Kiedy trafili do kolejnego przesiąkniętego ciszą pomieszczenia będącym lochem pełnym martwych...

- Nie, one jeszcze żyją - powiedziała na głos swoje spostrzeżenie, które nagle jej się wsączyło do umysłu. Już zaczynała marzyć o widoku rozgwieżdżonego nieba kiedy przestąpiła próg lochu i jej zmysły natknęły się na śpiące głębokim, na granicy śmierci snem, dziatki.

Minęła strażników rozpaczających nad smutnym losem młodych istot i weszła do celi by lepiej przyjrzeć się ich obecnemu stanowi.
tak jak deklarowałam wcześniej, chcę użyć umiejętności pierwsza pomoc aby ocenić stan zdrowia dzieci

ODPOWIEDZ