[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Stwierdzenie muzyka rozbawiło Aru do tego stopnia, że postanowił dalej pociągnąć tę grę:
- Stratisie, masz rację. Istnieje pewna szansa, że się przemienię. Ale zapewniam Cię, że wtedy bardzo szybko zrobisz sobie przed Holis rachunek sumienia... Oczywiście, jeśli masz sobie coś do zarzucenia czy ukrycia, nie gwarantuję, że chłodu nie uświadczysz przez długi czas. - Wojownik obserwował przez moment reakcję złodzieja, który nie odezwał się jednak, jedynie przełknął ślinę. Ehecatlemowi kontynuował więc:
- Ale nie bój się już, w plugastwo nie można nas zmienić. Po prostu łatwo znikasz z pola widzenia, a w walce również nie było mi dane ujrzeć twych zdolności, stąd się zaniepokoiłem. - słowa te oczywiście były małą manipulacją, ale o tym już rozmówca nie musiał wiedzieć. Niech po prostu ma świadomość, że paladyn o nim pamiętam na wypadek, gdyby jakiś głupi pomysł wpadł mu do głowy.
Ehecatlemowi nie podobało się zbytnio podejście towarzysza. Ciągle poddawał w wątpliwość pomysły i decyzje pozostałych i podważał autorytet dowódcy. Syn Słońca wiedział, że musi się mu bardziej przyglądać. Tęsknił za czasami, gdy przyszło mu pracować wyłącznie z drużyną złożoną z własnych braci. Wiedział jednak, iż właśnie na tej różnorodności polega wyzwanie obecnej sytuacji, a to z kolei działało na ambicję.
Nieco humoru poprawiło wojownikowi obserwowanie, jak drużyna rozmawia i zajmuje się rannym strażnikiem. Widać w tym było współpracę, o co zabiegał od pewnego czasu. Ponadto wszystko wskazywało na to, że dołączy do nich kolejna osoba, która z pewnością się przyda w tym momencie. Szczególnie, że sam miał mało energii, a i same obrażenia także dawały o sobie znać.
Z zamyślenia wyrwało go nagłe stwierdzenie Stratisa:
- No żesz ku...! Znaczy, rzeź ku zgrozie naszej - poprawił się szybko złodziej. - miała tu miejsce straszliwa. Nie ma co do tego wątpliwości. Ale musimy skupić się na celu, bowiem służymy większej sprawie.
Wojownik chciał się odnieść do tej kwestii, jednak muzyk okazał się zdecydowanie szybszy i nim brat Oroni zdążył cokolwiek powiedzieć, ten trzymał już w swych rękach ramiona maga pytając o zaginione zwoje. Tego pomysłu wojownik się nie spodziewał, i zaskoczył się pozytywnie.
Chyba nawet mógłbym się od niego nauczyć co nieco o gospodarowaniu dostępnymi zasobami... Natomiast drugi pomysł o pozostawieniu losu dzieci samym sobie wcale go nie zdziwił... Dobrze więc przyjął propozycję Alinur przekazującą mu podjęcie decyzji w tej sprawie. Nie zwlekając odrzekł:
- Myślę przyjacielu, że mamy nie najgorsze rozeznanie w sytuacji. I faktem jest, iż mamy odnaleźć zaginione przedmioty. Niemniej jednak po drodze do nich najprawdopodobniej czeka nas jeszcze więcej przeciwników. Widział ktoś uciekających strażników? - paladyn pozwolił sobie rozejrzeć się po twarzach zgromadzonych, po czym kontynuował - tak też myślałem. Wierzę, iż sprawa dzieci połączona jest z działaniami kultystów w tej posiadłości, a kultyści z kolei z naszym głównym celem. Zakładam zatem, że podążanie za głównym celem doprowadzi nas również do rozwiązania pozostałych kwestii. Jeśli tylko czas i siły nam na to pozwolą, ocalimy wszystkich. Jeśli nie - jak najwięcej. Jeśli masz jakiś pomysł Stratisie, teraz jest dobry moment na wysłuchanie go...
- Jak słusznie zauważyliście, Aru - odrzekł szybko artysta, którego twarz zaczynała już odzyskiwać normalne barwy - Na wojaczce znam się słabo. Może więc w czasie, gdy wy będziecie tropić tych plugawców, ja rozejrzę się po posiadłości, szukając zwojów? Nie chciałbym wam zawadzać w walce, ani rozpraszać was moją nieporadnością... Wszakże sądzę, że jeśli się rozdzielimy szybciej przeszukamy dom... Tak, jestem oczywiście świadom zagrożenia - dodał z rozbrajającą szczerością, patrząc prosto w oczy Paladyna. - Jednak w tej sytuacji gotów jestem wsiąść na siebie to ryzyko. Zrobię wszystko, by ocalić nasze piękne miasto.
Nie była to odpowiedź, jakiej oczekiwał brat Oroni. Choć personalnie był nawet gotów dać muzykowi błogosławieństwo samego Holis na drogę, byleby ten szybciej się oddalił, opcja ta nie wchodziła w grę.
No trudno - westchnął w myślach -
Może jeszcze trafi się okazja. Niemniej Złodziej musiał pozostać w drużynie. Był zdecydowanie bardziej użyteczny niż straumatyzowany strażnik. Ehecatlem spróbował więc zagrać na pozytywnej nucie:
- Za to jesteś całkiem dobrym zwiadowcą i z tego, co zdążyłem zauważyć, biegłym także w otwieraniu różnorakich pomieszczeń, jako jedyny z naszej drużyny zresztą. W tym momencie to nieoceniona wartość. Obawiam się, iż rozdzielenie wszystkich w tym momencie może drastycznie zmniejszyć tempo ekspedycji oraz naszą szansę na przetrwanie. Poza tym co zrobisz, jeśli trafisz sam na plugastwo?
Sa zaklął w myślach, obdarzając osobę Syna Słońca zestawem nader barwnych i dosadnych epitetów, którym nie brakowało sporej dozy poetyckiego rozmachu, charakterystycznego dla liryki Pchlego Miasta. Pomny jednak, by nie zdradzić się, przywołał na twarz szczery, choć nieco zakłopotany uśmiech, nie zapominając obdarzyć go szczyptą nieśmiałości.
- Dziękuję Aru za wasze słowa i troskę. Jednak, jak mówiłem jestem gotów stawić czoła niebezpieczeństwu. Tuszę, iż Bogowie zachowają mnie w opiece, nie martwcie się przeto o mnie. Powaga sytuacji wymaga, byście wszystkie siły skupili na kultystach, tak więc ja pozwolę sobie oddalić się i zając moim zadaniem... - skłonił się lekko zamierzając najwyraźniej odejść.
Cholera, nie zadziałało. Paladyn zaczął się obawiać, że muzyk faktycznie opuści drużynę. Kłopotliwe byłoby tłumaczenie się z tego po zakończeniu wyprawy. No i jak to będzie świadczyć o dowódcy i jego autorytecie? Przynajmniej pozostali byli w miarę rozsądni na chwile obecną. Niemniej musiał istnieć jakiś sposób, by przekonać tego zbłąkanego ryczyosła za powrotem do stada w taki sposób, by w ogóle przestał rozważać możliwość ponownej ucieczki... No cóż, skoro nie chciał słuchać Ehecatlema, to może...
- A jesteś pewien, że mój brat pochwali takie rozwiązanie? Do tej pory myśleliśmy raczej podobnie - w końcu znamy się dość długo. A osobiście wątpię, iż Oroni pochwali świadome osłabienie drużyny i narażanie jej na dodatkowe ryzyko... Nie wspominając już o tym, że to wszystko znajdzie się w raporcie z wyprawy. A na jego podstawie wszyscy zostaną osądzeni i nagrodzeni...
Żeby cię z nagła pokręciło - pomyślał ponuro złodziej. -
Oby ci wszystkie pióra na hełmie wyłysiały, a tarczę zeżarły żuki drzewne. I obyś język stracił, nim wyrzekłeś te słowa... Cholera jasna... I co tu począć?
Wizja szybkiego zakończenia tej nieszczęsnej wyprawy zdawała się oddalać z szybkością antylopy Kaliee. Obraz okna w składzie, który od kilku minut nawiedzał myśli młodego Sa, rozmył się i zblakł na wzmiankę o osobie Patrona. Ah-saa-brax ponownie przełknął ślinę, licząc na to, że kilka wygranych w ten sposób sekund pomoże mu coś wymyślić. Nie pomogło. Zmarszczył więc czoło, symulując głębokie zamyślenie i odezwał się ostrożnie.
- Ja niczego nie jestem pewien, szlachetny Aru. Wszakże nie do mnie należy podejmowanie takich decyzji. Tak tylko pomyślałem, że może byłby to lepszy pomysł? A gdyby był lepszy, może sami chcielibyście wydać ten rozkaz? Chciałem jedynie pomóc, nic więcej... - spojrzał na Paladyna spojrzeniem tak niewinnym, iż zdołałoby zmiękczyć kamień.
- Zatem cieszy mnie, iż doszliśmy do konsensusu przyjacielu - mówiąc to Syn Słońca poklepał Stratisa po plecach. - Nie martw się, z pewnością zostanie to docenione przez wszystkich po naszym powrocie.
Jedyne, co paladynowi nie pasowało w dowodzeniu tą dość ekscentryczną ferajną to tylko brak możliwości okazywania własnych emocji. Musiał cały czas być opanowany, jeśli poważnie myślał o rzetelnej ocenie sytuacji. A tak bardzo by chciał teraz okazać radość z przywołania towarzysza do porządku... Ale skoro już ta sprawa została rozwiązana, pozostaje już tylko jedno. Aru odwrócił się w stronę strażnika i rzekł:
- Dzielny mężu, masz mój szacunek za odwagę, którą okazałeś w obliczu tak wielkiego niebezpieczeństwa. Z chęcią odesłałbym cię do domu, byś odpoczął i wyleczył rany, jednak obawiam się, iż żadna droga nie jest teraz zbyt bezpieczna. W związku z tym proponuję, byś się do nas przyłączył i wspierał swym orężem oraz informacjami. Poza tym jest jeszcze kwestia dowódcy w głębi posiadłości. W zamian oferuję bezpieczeństwo na czas tej wyprawy oraz pomoc w rozwiązaniu twych kłopotów po naszym powrocie. Co ty na to?
Po uzyskaniu odpowiedzi poddaję się zabiegom leczniczym hieroduli.
Post pisany we współpracy z Sigilem