Post
autor: zmarly » 01 marca 2017, 00:24
[center]Nowy Orlean, Korytarze NOSTF; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa[/center]
Silvio był poniekąd szczęśliwy, że nie musiał używać perswazji swoich dyscyplin, by opuścić to niegościnne i nafaszerowane niebezpieczeństwem pomieszczenie. Wystarczyły raptem trzy nieme gesty, by Nosferatu zrozumiał, o co chodzi i razem udali się na zewnątrz. I choć informacje, które obaj usłyszeli od Cartera i jego kolegów zdawały się być przełomowe i warte podjęcia dodatkowego ryzyka, to prawda była taka, iż Degenerat w tym momencie był gotów zrobić niemal wszystko, by znaleźć się z powrotem na ulicy przed komendą. Ale to zdecydowanie nie było powodowane strachem, tylko zdrowym rozsądkiem. Instynktem zachowawczym... Szóstym zmysłem?
Bertone wiedział, że jest tchórzem i traktował to jako coś całkowicie naturalnego. Niemniej nie mógł znieść stwierdzania tego faktu przez ludzi nie będących obeznanymi ze sztuką i wysublimowanymi artystami. A zatem... nikogo. A każdego, kto się na takie stwierdzenie porwie publicznie, czeka zasłużona kara...
Podążali szybkim krokiem w kierunku głównego korytarza, gdy Toreador poczuł na swoim ramieniu rękę towarzysza. Stwierdzenie, które padło po tym geście napełniło go niesmakiem. Czy ten prostak zna jakiekolwiek maniery, czy już całkiem postradał zmysły? A właśnie, notatka dla siebie: spalić płaszcz po powrocie, cholera wie, jaki syf ten Szczur przenosi. Zaraz, jakim powrocie? Przecież nie mam już dokąd wracać...
Degenerat nie zdążył podążyć za tą myślą, gdy usłyszał następną część wypowiedzi kainity:
- Sprawdź czy wszytko w porządku. Wszystko się zgadza?
Rzut oka na sylwetkę Bradley'a i pozytywne skinięcie głową. Oczywiście pomijając całkowite bezguście w doborze kroju mundurów tutejszej policji... - dodał do siebie w myślach.
- Dobra, teraz zapierdalamy do laba, balistyka nie zrobi się sama. Ok, spokój i luz, musimy być przekonujący i pewni siebie. Dasz radę to zrobić? - uwaga członka koterii była tak beznadziejnie głupia, że Silvio pominął ją po prostu milczeniem. Dlaczego z całej czwórki muszę współpracować z największym chamem i idiotą?! Fakt, że Nosferatu był idiotą, dla Toreadora niezaprzeczalnym faktem. Ale po dzisiejszej nocy wiedział już, że musi także dodać do tego przymiotnika przedrostek 'użyteczny'.
I jeszcze kwestia balistyki... A tak chciałem już stąd wyjść. Niech to szlag! Strach i stres wprawiał Bertone'a w coraz większą irytację, ale wiedział, iż musi robić dobrą minę do złej gry, przynajmniej w tym momencie. Postanowił więc udawać znudzonego przeciągającą się służbą u boku starego, co akurat nie było zbyt trudne.
Po wyjściu z komendy musiał się ustosunkować do zadanego przez Bradley'a pytania:
- Niestety nie, a gdybym nawet spróbował, mógłbym tymczasowo stracić słuch całkowicie. Ale to, co usłyszeliśmy, jest i tak kamieniem milowym w tym momencie..
Degenerat rozejrzał się, jednak nigdzie nie widział pozostałej dwójki. Zwrócił się więc co partnera:
- Hej, a gdzie się podziali nasi przyjaciele?
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.