[center]
Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Chłodna bryza dotknęła skóry Ah-saa-braxa. Gdy rozsunął ciężką kotarę, jego oczy ujrzały rozświetloną wschodzącym słońcem Ivit. Przejście okazało się prowadzić na nieduży pomost. Całość konstrukcji wraz z niewielką zatoczką była skryta pod wyrastającą z kamienistego brzegu posiadłością Bentaresh. Z zewnątrz mogła być wyraźnie widoczna na wyłącznie z poziomu rzeki.
Jedno spojrzenie wystarczyło, aby ocenić pomost i jego okolicę. Dok był właściwie pusty poza jedną liną cumowniczą uwiązaną do palika, zwieszającą się poza skraj pomostu i dryfującą luźno na lustrze wody. Wiedziony doświadczeniem, Stratis przezornie pozostał u wyjścia z budynku i wyciągnął nieduże, a podręczne lusterko. Manewrując delikatnie przedmiotem, obserwował rozświetlone karmazynowym blaskiem wnętrze zatoki, a dalej sam nurt Ivit. W porannej mgle zobaczył łódź. Szalupa sunęła miarowo z nurtem odżywiającej Calli rzeki. Była zbyt blisko, aby budzić jakiekolwiek wątpliwości. Łódź musiała wypłynąć z tego niewielkiego doku. Siedziały w niej dwie okutane w podróżne opończe osoby. Ich nierzucający się w oczy, prosty ubiór mógłby należeć do każdego spośród wielu pospolitych kupców zamieszkujących brzegi rzeki, jednak kremowy kaptur odsłaniał twarz jednej z nich - AjArdzkiej piękności. Kobiety o pełnych ustach i wdzięcznych a władczych rysach twarzy. Na raz, kobieta, której odbicie widniało na tafli lusterka, zdała się spojrzeć wprost na niego. Jej twarz zdjęły nagłe emocje, a sama niewiasta momentalnie zwróciła się do swego towarzysza.
[center]

[/center]
Stratis: test Krycia się i Zw.; 5 przebić. Wiesz, że jesteś niemal niezauważalny, gdy obserwujesz otoczenie za pomocą lusterka, skryty za progiem wyjścia z budynku. Nie wiesz jakim cudem więc, ale najwyraźniej kobieta siedząca w łodzi dostrzegła Ciebie.
[center]***[/center]
Khem postąpił za Zyanyą. Wsunął się do celi i przyklęknął przy najbliższej z uśpionych dziewczynek. Serce ścisnął mu ból, gdy zobaczył ich bladą i spękaną jak u zmarłego skórę. Pospiesznie wydobył nieduże naczynie z ciemnym jak obsydian proszkiem. Osypał zaczernione trucizną wargi dziecka i ujął spory i niesamowicie czysty kryształ. Wypowiadając słowa formuły mającej ukazać przyczyny stanu, w którym znalazła się ta niewinna istota, jął przesuwać wolno kryształ nad ciałem dziecka. Minerał pokrył się mętnymi pęknięciami, gdy ledwie znalazł się nad bladą twarzą dziecka. Mibampes wypatrywał dalszych oznak, całkowicie skupiony na gładkiej powierzchni i wnętrzu kryształu. Wnętrze kamienia pociemniało, gdy alchemik przeciągnął go ponad gardłem dziewczynki. W momencie, gdy tylko minerał znalazł się nad sercem, uległ gwałtownej zmianie. Wnętrze gwałtownie zmętniało i stało się niemal czarne. Powierzchnia kryształu niemal zatrzeszczała, gdy pokryła ją nagle gęsta siatka pęknięć. Kryształ, który ledwie przed chwilą był ciepły i przejrzysty jak górski strumień, stał się niesamowicie zimny. Jego wnętrze zdawało się w pewien sposób puste, martwe jak spojrzenie wisielca. Zimno przepłynęło po kręgosłupie AjArdzkiego uczonego, mrożąc żołądek i przeszywając serce. W samym jego ciele obudził się niemal pierwotny lęk. Wiedział, co się stało dziewczynkom. Jego dłoń dalej przeciągała kryształ nad uśpioną istotą, nie pozostała mu jednak żadna wątpliwość, a sam minerał jak omen na burzowym niebie, potwierdzał każdą jego myśl...
Stratis: Od łodzi z dwiema osobami dzieli Ciebie około 10 metrów. Zatoczka jest jednak okolona wysokim, zabudowanym brzegiem rzeki i za chwilę stracisz łódkę z oczu. Kobieta siedzi zwrócona twarzą w stronę pomostu. Wywnioskujesz, że druga osoba jest najprawdopodobniej mężczyzną - jest zwrócona plecami do Ciebie.