PBF - Pierwsza Przygoda Reinhardta bez Reinhardta
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ciiii starcze ktoś może słuchać, poczekaj chwilę. Na moście stoi rycerz w pełnej zbroi wspiera się na wbitym mieczu. Obok płonące polano leży coby go widać było i deska z nabazgranym "Jeśliś nie tchórz, bij się ze mną". Rycerz ni pary z ust nie puści. Kto wie czy nie kukła, ja bym mu bełta za negocjatoryja puścił. Boję się ja, że to jakowy podstęp. My tu języki strzępimy, a tymczasem jakoweś zbóje nas obłażą, fortel taki obmyśliwszy. Idę w las sprawdzę to. Jak coś podejrzanego wypatrzę zahukam jak sowa, jak spokój będzie zaskrzeczę jak przebudzona sroka - Burga szepnął to prosto w ucho starca po czym ześliznął się cichutko z wozu i wśliznął w krzaki bzu porastające żyzne brzegi strumienia.
Ruszam w las na zwiad. Przekradam się, czołgam, nasłuchuje. Jeżeli się da przekraczam potok pod mostem. Bazuję na infrawizji.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Farsa to niezwykła! Powiedział głoścno Siwy schodząc z konia. Było to celowe zagranie poniewż chciał skupić na sobie uwage pozwalajac Burdze w las się udać niepstrzeżenie. Konia przywiązał do wystającego podłokietnika wozu, ciagle prawiąc o niesposłuszeństqie i o karze jaką możez zacengo jegomościa w zbroi spotkać.
Toć to niestoi prawemu w zbroi przeora nie posłuchać, Pan zapewnie prawy jak my. Jakie to masz prawo do tego mostu skoro jużeśmy go kilka razy przekraczali?
Zabezpieczył kusze przed samowystrzałem i zarzucił ją na plecy. Chwycił po włócznie i lekki pawęż. Gotowy był na wszystko. Jego umysł rozruszał się do czerwoności niczym piec buchał wystrzałami adrenaliny. Szybko postąpił kroku w strone rycerza nadstawiając włóczni i tarczy.
Zakładał, że jest to zasadzka rozglądał się na boki jak wtedy kiedy był dozorcą magazynu aptecznego w Srebrnej Dzielnicy Getwargaru. Zakałdał, że z krzaków wyskoczy zbój, abo świsną strzały.
Kiedy był kilka kroków od rycerza dżgnął włócznią tabliczkę a ta opadła na uklepaną ziemie.
Siwy oczekiwał wrogiej reakcji rycerza, podpuszaczjąc go we własną zasadzkę.
Toć to niestoi prawemu w zbroi przeora nie posłuchać, Pan zapewnie prawy jak my. Jakie to masz prawo do tego mostu skoro jużeśmy go kilka razy przekraczali?
Zabezpieczył kusze przed samowystrzałem i zarzucił ją na plecy. Chwycił po włócznie i lekki pawęż. Gotowy był na wszystko. Jego umysł rozruszał się do czerwoności niczym piec buchał wystrzałami adrenaliny. Szybko postąpił kroku w strone rycerza nadstawiając włóczni i tarczy.
Zakładał, że jest to zasadzka rozglądał się na boki jak wtedy kiedy był dozorcą magazynu aptecznego w Srebrnej Dzielnicy Getwargaru. Zakałdał, że z krzaków wyskoczy zbój, abo świsną strzały.
Kiedy był kilka kroków od rycerza dżgnął włócznią tabliczkę a ta opadła na uklepaną ziemie.
Siwy oczekiwał wrogiej reakcji rycerza, podpuszaczjąc go we własną zasadzkę.
Ryzykant zobowiazuje, a co! Nie dam się zakoczyć. Jako dozorca zakładam niebezpieczeństwo w formie zasadzki.
Jeżeli przeciwnik zbliży się do zasiegu 0 opuszcze włócznie i dobyje miecza długiego.
Walka dystansowa
Spoiler!
W walce wręcz zasłaniam się tarczą (pawęż jazdy) używam powstrzymania +10 obrona - 10 Trafienie. Włócznią będę kół trzymajac na odległość broni przeciwnika. Jeżeli wyjdzie krytyk użyje przystawienia aby pertraktować, jeżeli nie będzie zakutyłeb nie będzie gadał.
Spoiler!
Jeżeli zauważe, że przebijam pancerz i trafiam to stosuje tą technikę do końca walki. Jeżeli jednak nie będę przebijał pancerza ale będę trafiał używam precyzyjnego pchnięcia w miejsce które będzie najbardziej odpowiednie w danej chwili.Spoiler!
Jeżeli przeciwnik zbliży się do zasiegu 0 opuszcze włócznie i dobyje miecza długiego.
Walka dystansowa
Spoiler!
OBRONA
Spoiler!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kapłan zastanawiał się jak głos wydaje przebudzona sroka, bo po prawdzie to nie wiedział nawet jak takowy zwierz wygląda. Jakby to jaki wejchur, albo grzechotnik pustynny był to co innego, ale skąd miał wiedzieć co to sroka? Tak czy owak, póki co cisza była jak po piaskowej burzy.
Na eithartowe stare oko, rycerz na środku mostu wyglądał na makabryczną krotchwilę. Ot, trup postawion ku przestrodze, lub raczej aby kogo nieuważnego w sidła wplątać. Gorlamita, widząc, że Siwy ruszył ku obcemu zbrojny w długą broń, sam przezornie wyciągnął włócznie z tulei, co by w razie czego złego odpór miał czym dać i powoli zbliżał się ku rycerzowi, co rusz po krzakach okiem rzucając, zasadzki wypatrując i zbrojnemu się przypatrując, czy jakowyś znaków śmierci widocznych wokół nie ma: plamy krwi u stóp, śladu po wrążym bełcie na zbroicy albo czy trupem nie powietrze nie woniło.
Na eithartowe stare oko, rycerz na środku mostu wyglądał na makabryczną krotchwilę. Ot, trup postawion ku przestrodze, lub raczej aby kogo nieuważnego w sidła wplątać. Gorlamita, widząc, że Siwy ruszył ku obcemu zbrojny w długą broń, sam przezornie wyciągnął włócznie z tulei, co by w razie czego złego odpór miał czym dać i powoli zbliżał się ku rycerzowi, co rusz po krzakach okiem rzucając, zasadzki wypatrując i zbrojnemu się przypatrując, czy jakowyś znaków śmierci widocznych wokół nie ma: plamy krwi u stóp, śladu po wrążym bełcie na zbroicy albo czy trupem nie powietrze nie woniło.
W razie ataku bronię się włócznią oburącz. Będę starał się trzymać przeciwnika na dystans. Jeśli się zbliży zbyt blisko, to z półtoraka będę siekł.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Burga skoczył w las. Rycerz poruszył się obracając w jego stronę, jakby sie zawahał czy gonić uciekającego czy na moście zostać. Po chwili jeno poruszające się gałęzie świadczyły, że przemknął tamtędy zręczny łowca.
W tym czasie Siwy z konia zeskoczył i w krąg światła wszedł. Tablica upadła pchnięta włócznią. Przez chwilę tak stali. Rycerz i gwardzista. Nic nie mówiąc.
Natenczas każdy pod bronią już stanął i bacznie się po okolicy rozglądał. Kupiec z kuszą trzymaną na nogach. Gorlamita z włócznią ostrożnie zaczął podchodzić do rycerza od jego boku. Krasnolud już topór gotował do użycia i zeskakując z wozu począł obchodzić przeciwnika z przeciwnej strony.
Tamci w kręgu nie spieszyli się. Pierwszy poruszył się rycerz. Poderwał dłoń z piachu ostrzem w górę ale to tylko pozycja była nie atak jeszcze. Siwy zachowywał więcej spokoju albo rozwagi jakby na czas grał. Pochylił włócznie i zrobił krok w jedną stronę. Rycerz odpowiedział tym samym. Zaczeli się z wolna obchodzić dokoła. Dwa cienie, na czerwonawej od poblasku ognia ziemi, która już za chwilę miała prawdziwą krwią spłynąć.
Zahuczał ptak w lesie, lecz jak zauważył ślepiec od razu sowa to być nijak nie mogła. Nagle plusk, ktoś w przez wodę przechodził. Burga, pomyślał ślepiec. W tym samym momencie jak na sygnał obaj przeciwnicy ruszyli na siebie zwierając się po raz pierwszy.
Siwy był szybszy, wyprowadził cios mierząc w klatkę piersiową. Tamten zbalansował tułowiem, z trudem, płyty mu ciążył. Końcem miecza tor włóczni zbił i sam zaatakował. Jednak pawęż jako ten mur albo li jaki barbakan nie zdobyty zasłoniła gwardzistę przed ciosem. Półtorak ześliznął się po niej żłobiąc słabą bliznę na pooranej już nie raz powierzchni.
Sztych Siwego ale teraz niecelnie, przeszło obok brzucha po zbroi się ześlizgując. Rozeszli się na moment rycerz nad ramię miecz poderwał zmieniając styl, w tej pozie brzuch miał odsłonięty. Siwy pozostał w swej pozycji.
Rycerz ruszył do ataku i od razu mieczem w dół machnął ścinając włóczenie co miała by mu brzuch przebić. Lecz źle wymyślił, włóczni tam nie było. Stary gwardzista nie dał się wypuścić jak młokos jaki. Przetrzymał, przeczekał a kiedy tamten ze zbicia w cios z nad głowy już zgrabnie przechodził wypuścił się w przód włócznią wysoko mierząc. Uderzył w ramię, krew trysnęła. Nie wyciągnął z rany. Na zatrzymane ramie z półtworakiem naparł gwałtownie aż rycerz równowagę stracił i runął z łoskotem. Nim za miecz chwycił już mu Siwy przy wizjerze grotem włóczni świecił, grożąc ostatnim pchnięciem.
Rycerz zamarł. Półtorak puścił. I rękę sprawną, otwartą, uniósł w geście poddania.
- Wygrałeś... - powiedział dziwnym, młodzieńczym jakby głosem.
Potem powoli złapał się za ramię chciał tym sposobem ranę tamować, bezskutecznie.
[center]***[/center]
W tym czasie Burga rzekę przekroczył przy pomocy solidnego kijaszka. Nurt był bystry od śniegów po wiośnie topniejących, woda zimna. Wyszedł zmoczony po uda i poczuł jak dreszcze z zimna przechodzą mu po nogach. Rozejrzał się uważnie. Nie musiał mocno wzroku wytężać, niedaleko stał konik marny i niewielkie ognisko. Podszedł bliżej. Derka, niedojedzone resztki w garnku z łyżką i pajada nagryzionego pieczywa z agawy. Na gałęziach suszył się sukienka.
[center]***[/center]
- No dalejże, zdejmuj ten garnuch i się w końcu przedstaw i wytłumacz! - rzucił z gniewem ork.
Hełm zachrzęścił kiedy rycerz go z trudem zdejmował. Pukle długich blond włosów cudownie wypłynęły spod usuwanej przyłbicy.
- Ardiela... nazywam się Ardiela...
- Na bogów, toż to kobita... - rzucił z niedowierzaniem kupiec i aż mało mu kusza z rąk nie poleciała.
W tym czasie Siwy z konia zeskoczył i w krąg światła wszedł. Tablica upadła pchnięta włócznią. Przez chwilę tak stali. Rycerz i gwardzista. Nic nie mówiąc.
Natenczas każdy pod bronią już stanął i bacznie się po okolicy rozglądał. Kupiec z kuszą trzymaną na nogach. Gorlamita z włócznią ostrożnie zaczął podchodzić do rycerza od jego boku. Krasnolud już topór gotował do użycia i zeskakując z wozu począł obchodzić przeciwnika z przeciwnej strony.
Tamci w kręgu nie spieszyli się. Pierwszy poruszył się rycerz. Poderwał dłoń z piachu ostrzem w górę ale to tylko pozycja była nie atak jeszcze. Siwy zachowywał więcej spokoju albo rozwagi jakby na czas grał. Pochylił włócznie i zrobił krok w jedną stronę. Rycerz odpowiedział tym samym. Zaczeli się z wolna obchodzić dokoła. Dwa cienie, na czerwonawej od poblasku ognia ziemi, która już za chwilę miała prawdziwą krwią spłynąć.
Zahuczał ptak w lesie, lecz jak zauważył ślepiec od razu sowa to być nijak nie mogła. Nagle plusk, ktoś w przez wodę przechodził. Burga, pomyślał ślepiec. W tym samym momencie jak na sygnał obaj przeciwnicy ruszyli na siebie zwierając się po raz pierwszy.
Siwy był szybszy, wyprowadził cios mierząc w klatkę piersiową. Tamten zbalansował tułowiem, z trudem, płyty mu ciążył. Końcem miecza tor włóczni zbił i sam zaatakował. Jednak pawęż jako ten mur albo li jaki barbakan nie zdobyty zasłoniła gwardzistę przed ciosem. Półtorak ześliznął się po niej żłobiąc słabą bliznę na pooranej już nie raz powierzchni.
Sztych Siwego ale teraz niecelnie, przeszło obok brzucha po zbroi się ześlizgując. Rozeszli się na moment rycerz nad ramię miecz poderwał zmieniając styl, w tej pozie brzuch miał odsłonięty. Siwy pozostał w swej pozycji.
Rycerz ruszył do ataku i od razu mieczem w dół machnął ścinając włóczenie co miała by mu brzuch przebić. Lecz źle wymyślił, włóczni tam nie było. Stary gwardzista nie dał się wypuścić jak młokos jaki. Przetrzymał, przeczekał a kiedy tamten ze zbicia w cios z nad głowy już zgrabnie przechodził wypuścił się w przód włócznią wysoko mierząc. Uderzył w ramię, krew trysnęła. Nie wyciągnął z rany. Na zatrzymane ramie z półtworakiem naparł gwałtownie aż rycerz równowagę stracił i runął z łoskotem. Nim za miecz chwycił już mu Siwy przy wizjerze grotem włóczni świecił, grożąc ostatnim pchnięciem.
Rycerz zamarł. Półtorak puścił. I rękę sprawną, otwartą, uniósł w geście poddania.
- Wygrałeś... - powiedział dziwnym, młodzieńczym jakby głosem.
Potem powoli złapał się za ramię chciał tym sposobem ranę tamować, bezskutecznie.
[center]***[/center]
W tym czasie Burga rzekę przekroczył przy pomocy solidnego kijaszka. Nurt był bystry od śniegów po wiośnie topniejących, woda zimna. Wyszedł zmoczony po uda i poczuł jak dreszcze z zimna przechodzą mu po nogach. Rozejrzał się uważnie. Nie musiał mocno wzroku wytężać, niedaleko stał konik marny i niewielkie ognisko. Podszedł bliżej. Derka, niedojedzone resztki w garnku z łyżką i pajada nagryzionego pieczywa z agawy. Na gałęziach suszył się sukienka.
[center]***[/center]
- No dalejże, zdejmuj ten garnuch i się w końcu przedstaw i wytłumacz! - rzucił z gniewem ork.
Hełm zachrzęścił kiedy rycerz go z trudem zdejmował. Pukle długich blond włosów cudownie wypłynęły spod usuwanej przyłbicy.
- Ardiela... nazywam się Ardiela...
- Na bogów, toż to kobita... - rzucił z niedowierzaniem kupiec i aż mało mu kusza z rąk nie poleciała.
Piłka po waszej stronie, następny wpis najpóźniej w środę.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 15 times
Starzec trzy razy przez lewe ramie splunął, potem trzy razy przez prawe. Potem trzy kroki do tyłu zrobił i znowu trzy razy splunął.
- A niech to , pech jak nic.. orężem krew baby przelać .. no diabli nadali.. no rzesz.. -- klął pod nosem żebrak.
- Żeby jeszcze przypadkiem , albo niechcący ale na udeptanej ziemi i to w pojedynku i z rozmysłem - starzec tłukł kijem w ziemię ze złości - trzy lata nieszczęścia, trzy lata!
- A niech to , pech jak nic.. orężem krew baby przelać .. no diabli nadali.. no rzesz.. -- klął pod nosem żebrak.
- Żeby jeszcze przypadkiem , albo niechcący ale na udeptanej ziemi i to w pojedynku i z rozmysłem - starzec tłukł kijem w ziemię ze złości - trzy lata nieszczęścia, trzy lata!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Łowca przeczołgiwał się między drzewami i kępami paproci. Cisza i spokój. Dźwięki lasu. Podniesione głosy w okolicach mostu. Gdy wchodził w trzcinowiska wystrzelił z nich przebudzony ptak. Półork przystaną i nasłuchiwał. Sytuacja na moście zaczęła się zagęszczać. Więc to nie kukła, tylko ktoś z krwi i kości. Chyba, że pryncypał panicza z spod gasty ożywiony nekromantycznych sposobem.
Dostał się pod most i za pomocą kija walczył z szybkim nurtem rzeki. Woda była diabelnie zimna i rwąca, ale nie głęboka. Gdy przekraczał most, na górze zabrzęczała stal oręża.
Po drugiej stronie także panował spokój. Nieopodal lśniło słabe światło pełgającego płomienia ogniska.
Burga podszedł do ogniska i rozdziawił japę patrząc na wiszącą tam sukienkę. Może to być? Nieee, ale koń ino jeden, jedzenia jak dla jednego, pled też jeden. Czyżby ktoś naczytał się za wiele romantycznych powieści?
Trzask padającego rycerza wyrwał go z osłupienia. Szybko zawrzeszczał jak wyrwana w środku nocy sroka. Już miał ruszać na most gdy ruszył go marnotrawstwo jakie zobaczył. Jedzenia nie można marnować. Czym prędzej złapał za garnek i placek i podjadając wszedł na most.
Jakoś nie wiedział się jak zachować w obecnej sytuacji. Jak widział takoż Siwy osłupiał.
- Ardiela... nazywam się Ardiela... - zawołała dziewczyna.
- Panienka zapomniała chyba dodać przydomka rodowego - powiedział raczej do siebie niż do reszty.
Półorkowi nie mieściło się w głowie, że ktoś mógłby podawać się za rycerza. Kary za udawanie szlachty były straszne i wiązały się za wielodniowymi męczarniami zakończonymi publiczną egzekucją. Samo używnanie rycerskiego oręża przez mieszczan, a tym bardziej chłopstwo w najłagodniejszych przypadkach kończyły się chłostą. A tu? Kobita. W zbroi. Herby jakieś zatarte. Napis nabazgrany jakby żywcem przerysowany z jakiejś książki. Będzie z tego tragedia.
Dostał się pod most i za pomocą kija walczył z szybkim nurtem rzeki. Woda była diabelnie zimna i rwąca, ale nie głęboka. Gdy przekraczał most, na górze zabrzęczała stal oręża.
Po drugiej stronie także panował spokój. Nieopodal lśniło słabe światło pełgającego płomienia ogniska.
Burga podszedł do ogniska i rozdziawił japę patrząc na wiszącą tam sukienkę. Może to być? Nieee, ale koń ino jeden, jedzenia jak dla jednego, pled też jeden. Czyżby ktoś naczytał się za wiele romantycznych powieści?
Trzask padającego rycerza wyrwał go z osłupienia. Szybko zawrzeszczał jak wyrwana w środku nocy sroka. Już miał ruszać na most gdy ruszył go marnotrawstwo jakie zobaczył. Jedzenia nie można marnować. Czym prędzej złapał za garnek i placek i podjadając wszedł na most.
Jakoś nie wiedział się jak zachować w obecnej sytuacji. Jak widział takoż Siwy osłupiał.
- Ardiela... nazywam się Ardiela... - zawołała dziewczyna.
- Panienka zapomniała chyba dodać przydomka rodowego - powiedział raczej do siebie niż do reszty.
Półorkowi nie mieściło się w głowie, że ktoś mógłby podawać się za rycerza. Kary za udawanie szlachty były straszne i wiązały się za wielodniowymi męczarniami zakończonymi publiczną egzekucją. Samo używnanie rycerskiego oręża przez mieszczan, a tym bardziej chłopstwo w najłagodniejszych przypadkach kończyły się chłostą. A tu? Kobita. W zbroi. Herby jakieś zatarte. Napis nabazgrany jakby żywcem przerysowany z jakiejś książki. Będzie z tego tragedia.
Ostatnio zmieniony 14 marca 2017, 09:09 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Kiedy pukiel blond włosów wypadł za metalowego szyszaka Siwy zdębiał. Miał wcześniej tylko kilka sytuacji kiedy to kobieta stała po drugiej stornie barykady, jednak zawsze stronił od ataku na niewiasty, nawet jeżeli były to chłopki.
Oszalałaś! Zdobył się jedynie na taką krótką kwestie. Popatrzył na kapłana Katana po czym kontynuował.
Osądzą Cię za zagrożenie nietykalności Katanity, sługi najwyższego! Twoja głowa pójdzie na kołek bądź zawiśniesz jeżeli jesteś niższego stanu.
Wytłumacz się - rzucał pośpiesznie Siwy wiedząc, że to jest jej jedyny ratunek. Prawo było bardzo surowe, szczególnie dla chłopstwa. Jeżeli Ci jeszcze nosili zbroje jak rycerze to osąd był jednoznaczny - śmierć. Siwy miał jednak nadzieje, że to nie on będzie katem tym razem, choć zobligowany byłby nie odmówić poprzez swój cech.
Oszalałaś! Zdobył się jedynie na taką krótką kwestie. Popatrzył na kapłana Katana po czym kontynuował.
Osądzą Cię za zagrożenie nietykalności Katanity, sługi najwyższego! Twoja głowa pójdzie na kołek bądź zawiśniesz jeżeli jesteś niższego stanu.
Wytłumacz się - rzucał pośpiesznie Siwy wiedząc, że to jest jej jedyny ratunek. Prawo było bardzo surowe, szczególnie dla chłopstwa. Jeżeli Ci jeszcze nosili zbroje jak rycerze to osąd był jednoznaczny - śmierć. Siwy miał jednak nadzieje, że to nie on będzie katem tym razem, choć zobligowany byłby nie odmówić poprzez swój cech.
Bitna ta dziewoja poodbno. Trzeba ją rozbroić i przesłuchać nim sąd kapłan wyda. Niemniej jednak ciągle uważam, że to pułapka może być.
Z przygód zasugerowanych przez Suriela - wybrałbym kult
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Panienka zapomniała chyba dodać przydomka rodowego - powiedział raczej do siebie niż do reszty.
- Co by go dodawać trza by go było wpieriwiej mieć. Ardiela jestem i tyle. Nazwiska nie mam bo i rodziców nie poznałam. Całe życie jako znajda we dworze panienki Elysi żyłam. - westchnęła i ciepły uśmiech jej na twarzy zagościł na to wspomnienie. Zaraz jednak cień bólu przemknął po twarzy. - Nie macie bandaża albo chociaż jakiej szmaty kawałek?
- Tyś jest służka u panienki Elysi, teraz cię poznaję. - mruknął ork krzywiąc się dziwnie nieco. Gniew zszedł mu z twarzy zastąpiony przez delikatne zmieszanie.
- Osalałaś! Osądzą Cię za zagrożenie nietykalności Katanity, sługi najwyższego! Twoja głowa pójdzie na kołek bądź zawiśniesz jeżeli jesteś niższego stanu.
- Eeee tam nie z takich kabał mnie się udawało. Ojciec Panienki mnie wybroniom. - powiedziała beztrosko i smarknęła przez palce.
- Wytłumacz się! - rzucił gwardzista.
- Ano na trakt się wyprawiłam by bohaterów poszukać. Ojciec panienki z wojami wybył i chłopów bitnych we kasztelu nie ma. To i się problem zrobił. To żem się wyprawiła na trakt by poszukać awanturików jakowychś. Stanęłam se na północy ale nikt się ze mną cały dzień bić nie chciał. Bom baba, mówili. Śmiali się i odjeżdżali. Więc się po zbroje wróciła i myśle se, jak na mości stanę to jużci objechać się nijak nie da. Tchórzy przepuszczę, bohaterów znajdę i w dom powrócę, ku panience naszej pięknej. Ot i cala historia. To macie te szmaty żeby ranę przytkać czy jak?
- Co by go dodawać trza by go było wpieriwiej mieć. Ardiela jestem i tyle. Nazwiska nie mam bo i rodziców nie poznałam. Całe życie jako znajda we dworze panienki Elysi żyłam. - westchnęła i ciepły uśmiech jej na twarzy zagościł na to wspomnienie. Zaraz jednak cień bólu przemknął po twarzy. - Nie macie bandaża albo chociaż jakiej szmaty kawałek?
- Tyś jest służka u panienki Elysi, teraz cię poznaję. - mruknął ork krzywiąc się dziwnie nieco. Gniew zszedł mu z twarzy zastąpiony przez delikatne zmieszanie.
- Osalałaś! Osądzą Cię za zagrożenie nietykalności Katanity, sługi najwyższego! Twoja głowa pójdzie na kołek bądź zawiśniesz jeżeli jesteś niższego stanu.
- Eeee tam nie z takich kabał mnie się udawało. Ojciec Panienki mnie wybroniom. - powiedziała beztrosko i smarknęła przez palce.
- Wytłumacz się! - rzucił gwardzista.
- Ano na trakt się wyprawiłam by bohaterów poszukać. Ojciec panienki z wojami wybył i chłopów bitnych we kasztelu nie ma. To i się problem zrobił. To żem się wyprawiła na trakt by poszukać awanturików jakowychś. Stanęłam se na północy ale nikt się ze mną cały dzień bić nie chciał. Bom baba, mówili. Śmiali się i odjeżdżali. Więc się po zbroje wróciła i myśle se, jak na mości stanę to jużci objechać się nijak nie da. Tchórzy przepuszczę, bohaterów znajdę i w dom powrócę, ku panience naszej pięknej. Ot i cala historia. To macie te szmaty żeby ranę przytkać czy jak?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Biadoli ale jej pomogę
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- O boski Gorlamie... - mruknął pod nosem Eithart słysząc jak dziewczyna opowiada co właśnie zrobiła. Sam nie wiedział czy była szaleńczo odważna czy brakowało jej piątej klepki na rozumie. Gdzieś kiedyś zasłyszał od jednego wąsatego jegomościa, że płeć niewieścia mniej inteligenta jest, ale zważywszy, na to jakie termina sprowadziły ją na trakt, to umyślał, że dziewczyna słabować na umysle nie mogła, jeno zdeterminowana była aby cel osiągnąć. Bo i co innego mogłaby zrobić? Zadkiem kupczyć? Może i byłby z tego jakowyś profit. Sporo zaryzykowała, bo Siwy mógł ją ubić jak psa, ale Gorlam jej sprzyjał i jeno raniona została. Eithart odłożył włócznie i zbliżył się do dziewczyny:
- Weźże Siwy żelazo odstaw bo nie będę z włócznią nad głową rannje doglądać.
Przyklęknął nad Ardielą i zaczął wprawnie ściągać elementy zbroi:
- Bardzoś nie roztropnie uczyniła wszystko na sztos tak rzucając, ale Gorlam nad tobą czuwał Ardielo i miast zbójów, prawych ludzi żeś napotkała. Powiedzże co się w kasztelu dzieje, żeś się na trakt w desprecji wybrała? - spytał opatrując ranę.
- Weźże Siwy żelazo odstaw bo nie będę z włócznią nad głową rannje doglądać.
Przyklęknął nad Ardielą i zaczął wprawnie ściągać elementy zbroi:
- Bardzoś nie roztropnie uczyniła wszystko na sztos tak rzucając, ale Gorlam nad tobą czuwał Ardielo i miast zbójów, prawych ludzi żeś napotkała. Powiedzże co się w kasztelu dzieje, żeś się na trakt w desprecji wybrała? - spytał opatrując ranę.
-
mastug
- Reactions:
- Posty: 1708
- Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
- Has thanked: 22 times
- Been thanked: 15 times
Starzec opadły z sił po ataku złości oparł się o wóz.
- Nie dobrze się na Ochrii dzieje oj niedobrze - marudził na głos
- Jeden rycerz na wozie co go podstępem chcieli pobić. Drugi na ziemi co chciał podstępem żeby jego pobić .. nie tak kiedyś było ..nie tak
- Kiedyś wiedziałeś kto jest kto. Wróg był naprzeciwko, pod chorągwią pod przyłbicą otwartą. Jak ginąłeś to wiedziałeś z czyjej ręki i z czyjego rozkazu, a jak mordowałeś też wiedziałeś kogo.
- Teraz wszystko jest na opak , ten co na wozie leży nie wie kto go chce zabić. My a my bladego pojęcia nie mieli że białogłowę ukatrupić chcemy.
- Widać, że dworach szlacheckich źle się dzieje .. oj źle .. - przerwał tyradę gdy zrozumiał, że nikt go nie słucha a wszyscy zgromadzili się przy rannej pannie.
Wzruszył ramionami i jak jego towarzysze zbliżył się nasłuchując. Tak jak pozostali ciekaw był cóż to za ważny powód owa białogłowa miała, że dla swojej pani awanturników z narażeniem życia szukać poszła.
- Nie dobrze się na Ochrii dzieje oj niedobrze - marudził na głos
- Jeden rycerz na wozie co go podstępem chcieli pobić. Drugi na ziemi co chciał podstępem żeby jego pobić .. nie tak kiedyś było ..nie tak
- Kiedyś wiedziałeś kto jest kto. Wróg był naprzeciwko, pod chorągwią pod przyłbicą otwartą. Jak ginąłeś to wiedziałeś z czyjej ręki i z czyjego rozkazu, a jak mordowałeś też wiedziałeś kogo.
- Teraz wszystko jest na opak , ten co na wozie leży nie wie kto go chce zabić. My a my bladego pojęcia nie mieli że białogłowę ukatrupić chcemy.
- Widać, że dworach szlacheckich źle się dzieje .. oj źle .. - przerwał tyradę gdy zrozumiał, że nikt go nie słucha a wszyscy zgromadzili się przy rannej pannie.
Wzruszył ramionami i jak jego towarzysze zbliżył się nasłuchując. Tak jak pozostali ciekaw był cóż to za ważny powód owa białogłowa miała, że dla swojej pani awanturników z narażeniem życia szukać poszła.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2017, 21:30 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Dzewiczyno! Postradałaś rozum. Rzucił tylko szybko Siwy opuszczając grot włóczni. Pozwalajac kapłanowi opatrzec ranę.
Rana nie jest głeboka ale ślad zostanie, mam jeszcze troche maści pomoże zatrzymać krwawienie.
Obracajac się na pięcie trzłapiąc nogami podszedł do konia i zaczął grzebać w skórzanej torbie szukajac zielonej papki, której wcześniej stosował na owczarku.
Kiedy w końcu dobył drewnianej niskiej tubki, krzyknął z zadowolenia.
A ha! Jest! Jeszcze tylko bandaż i już będe gotowy. Ściągnijcie jej zbroje musimy mieć dostęp do rany.
Rana nie jest głeboka ale ślad zostanie, mam jeszcze troche maści pomoże zatrzymać krwawienie.
Obracajac się na pięcie trzłapiąc nogami podszedł do konia i zaczął grzebać w skórzanej torbie szukajac zielonej papki, której wcześniej stosował na owczarku.
Kiedy w końcu dobył drewnianej niskiej tubki, krzyknął z zadowolenia.
A ha! Jest! Jeszcze tylko bandaż i już będe gotowy. Ściągnijcie jej zbroje musimy mieć dostęp do rany.
Zostawiam włócznie w tulei, a tarcze zarzucam na siodło tak żeby nie spadła. Nastepnie wracam do Ardiel z maścią i bandarzami. Użje ich jeżeli będzie dalej krwawić. Następnie dodam, że lepiej ruszyć do kaplicy i tam dokończyć rozmowę.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Półork podjadłszy sobie nieco agawy ruszył ku wozowi gdzie w plecaku trzymał maść z niedźwiedziego sadła.
"Rycerz" rozdziany z blach miał ranę kłutą ramienia. Na szczęście rana nie był zbyt głęboka i nie przeszła szczupłego i kształtnego ramienia na wylot.
- Nieco krwawi panienko. Masz wielkie szczęście, że Ci całego ramienia nie uciapało. Muszę tu trochę koszulę przesunąć albo lepiej naciąć. Hmmmm tak jak myślałem, będzie blizna. Mam ja ci coś co nieco ból ukoi, krwotok zatrzyma i rana lepiej się będzie goić. Ino nieco ten specyfik zalatuje smrodliwie - mruczał półork sycąc oczy widokiem niewieściego ramienia.
- Dajcie jej coś mocniejszego. Niech bólu nie czuje - zakomenderował jakoby on tu dowodził.
- No już dobrze. Teraz trochę zapiecze. Ostrzegałem! No już już - Burga oczyszczał ranę i obmywał jej okolicę coraz bardziej zsuwając koszulę.
- Teraz trochę głowę odsuń i p atrzaj jak potok płynie. Śmierdzi, co nie? Nie, nie potok ino balsam. Śmierdzi, ale działa jak marzenie - półork wyjął garniec balsamua
- Panienka wybaczy ale tym trzeba tak nacierać.... Nie tylko ranę, ale i wokół niej.... Tak trzeba coby działał - dłoń Burga zataczała coraz większe kręgi wokół rany zapuszczając się coraz dalej, a cera religijnego półorka zmieniała odcień na ulubioną barwę jego bogini.
"Rycerz" rozdziany z blach miał ranę kłutą ramienia. Na szczęście rana nie był zbyt głęboka i nie przeszła szczupłego i kształtnego ramienia na wylot.
- Nieco krwawi panienko. Masz wielkie szczęście, że Ci całego ramienia nie uciapało. Muszę tu trochę koszulę przesunąć albo lepiej naciąć. Hmmmm tak jak myślałem, będzie blizna. Mam ja ci coś co nieco ból ukoi, krwotok zatrzyma i rana lepiej się będzie goić. Ino nieco ten specyfik zalatuje smrodliwie - mruczał półork sycąc oczy widokiem niewieściego ramienia.
- Dajcie jej coś mocniejszego. Niech bólu nie czuje - zakomenderował jakoby on tu dowodził.
- No już dobrze. Teraz trochę zapiecze. Ostrzegałem! No już już - Burga oczyszczał ranę i obmywał jej okolicę coraz bardziej zsuwając koszulę.
- Teraz trochę głowę odsuń i p atrzaj jak potok płynie. Śmierdzi, co nie? Nie, nie potok ino balsam. Śmierdzi, ale działa jak marzenie - półork wyjął garniec balsamua
- Panienka wybaczy ale tym trzeba tak nacierać.... Nie tylko ranę, ale i wokół niej.... Tak trzeba coby działał - dłoń Burga zataczała coraz większe kręgi wokół rany zapuszczając się coraz dalej, a cera religijnego półorka zmieniała odcień na ulubioną barwę jego bogini.
Ja jestem za pomocą damie w potrzebie
Ostatnio zmieniony 17 marca 2017, 10:00 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Kiedy Siwy obrócił się na pięcie gotowy wmasować maść w ranę dziewczyny. Zobaczył jak koło obnażonej z metalu i przeszywki dziewoji kłębia się jego niedawni towarzysze.
Groteskowy taniec rąk w ciemnościach muskał delikatnie powabne ramię i bark dziewczyny. Byc może była to ułuda zmieniająca perspektywe w szech ogarniajacych ciemnościach nocy ale Siwy mogłby przysiaść, że dziewczyna zagryzła wargę kiedy ręka Burgi zakreśliła okrąg penetrujac ubranie dziewczyny aż po samą pierś. W toni czerwonych barw ich ciała przybriera delikatnych rysów, widać było pasje w ich oczach. Siwy nie raz widzial już taką napiętnośc, ale Burga go zaskoczył ponownie.
Burga odchylił gołowę dziwczyny obnażajac piekne rysy dekoltu. Siwy pożałował, że nie bliżęj ponieważ taki widok był tego wart. Ciało niewiasty wygieło się wypinając piersi, rysując pokaźne wgórza na rycerskiej przesywce.
Zapragnął być bliżej i bliżej, zabrac choć trochę tego głodego ciała, użyczyć swoich rąk i .... w tych perwersyjnych myślak wyrwał go kipiący od złości kapłan Katana, który był innego zdania!

o
Panowie! Jedziemy z tematem bierzemy dziewoje na wóz i jedziemy do Kaplicy! Już teraz, natychmiast zboczuchy
Groteskowy taniec rąk w ciemnościach muskał delikatnie powabne ramię i bark dziewczyny. Byc może była to ułuda zmieniająca perspektywe w szech ogarniajacych ciemnościach nocy ale Siwy mogłby przysiaść, że dziewczyna zagryzła wargę kiedy ręka Burgi zakreśliła okrąg penetrujac ubranie dziewczyny aż po samą pierś. W toni czerwonych barw ich ciała przybriera delikatnych rysów, widać było pasje w ich oczach. Siwy nie raz widzial już taką napiętnośc, ale Burga go zaskoczył ponownie.
Burga odchylił gołowę dziwczyny obnażajac piekne rysy dekoltu. Siwy pożałował, że nie bliżęj ponieważ taki widok był tego wart. Ciało niewiasty wygieło się wypinając piersi, rysując pokaźne wgórza na rycerskiej przesywce.
Zapragnął być bliżej i bliżej, zabrac choć trochę tego głodego ciała, użyczyć swoich rąk i .... w tych perwersyjnych myślak wyrwał go kipiący od złości kapłan Katana, który był innego zdania!
Panowie! Jedziemy z tematem bierzemy dziewoje na wóz i jedziemy do Kaplicy! Już teraz, natychmiast zboczuchy
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Dziewczyna speszyła się wyraźnie, kiedy dłoń półorka zatoczyła coraz większe i większe kręgi pod jej ubraniem. W końcu nie wytrzymała i szarpnęła się w tył. Lekki grymas gniewu przebiegł po jej twarzy, spojrzała na miecz bowiem bardziej przywykła do rozdawania razów niźli kąśliwych uwag.
- Wystarczy! Już wiem jak, dalej ja sama - rzuciła nieco gniewnie.
Zaczęła zapinać tunikę, choć z wyraźnym trudem przez zbolałą rękę.
- W kasztelu... ano pani zachorowała straszliwie. Ojca nie ma wyjechał z wojami i pomocy znikąd nie ma. Nijakie napary ani magia na nią nie działją. Trzeba po lekarstwo dla niej pilnie jechać, uratować jakoś, bo biednieje cała z dnia na dzień i... - przygryzła wargę a oczy jej się zeszkliły - ... i może umrzeć jej przyjdzie jak kto nie poratuje zara. To myślę sobie, na trakt wyjdę, bohaterów przywiezę i uratuję panią kochaną tym sposobem.
Otarła zdrową ręką z oka łzę jedną co się już jej w kąciku zbierała i z nadzieją spojrzała po wędrowcach. Dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na gwardziście i kapłanie Asteriusza. W oczach zabłysła jej nadzieja.
[center]
[/center]
- Bohaterów przywiezę choćby nie wiem co! - Powiedziała z wyczuwalnym uporem i spojrzała hardo na półorka zapinając poły szat niezdarnie.
- Dosyć tych bzdur! - warknął Kapłan Katana. - Czas tracim głupio, dalejże w drogę, czas nagli.
W nie dalej jak dwa pacierze, wszyscy byli już po drugiej stronie mostu. Ardiela jechała na swoim koniku między Siwym a Eithartem. Na przodzie kapłan wypatrujący drogi do swej kaplicy za pomocą łuczywa, zaś na samym końcu pochodu wlókł się wóz i pozostali.
Mijali ciemniejące coraz to bardziej knieje. W lesie słońce zachodziło szybciej. Choć jego ostatnie promienie docierały do górnych gałęzi puszczy, nie przebijały się jednakoż przez gęstwinę. Pomarańczowy kolos dający resztki światła zachodził ustępując miejsca swoim braciom księżycom.
Las rzedniał, grunt stawał się bardziej piaszczysty i sypki za razem. Coraz więcej mijali drzew sosnowych i świerków. Jeno iglaki na tak słabej glebie mogły przeżyć a i te co tu urosły był jakieś skarłowaciałe. Pomiędzy gałęziami nagle raz i drugi błysnęło światło. Padało ono z okien typowej przydrożnej świątynki Katana.
Lekko rozpadający się kamienny mur otaczał budowlę. Do wnętrza prowadziły starawa metalowa brama z dwoma połowami symbolu Katana kiedy, stanowiącymi zgrabną całości kiedy obie wierzeje była zwarte.
Wewnątrz kamiennej otoki znajdowała się dwupiętrowa budowla z szarego kamienia. Oznaczona emblematami najwyższego boga Orchii i napisami w języku rasy władców tego świata. Budowla składała się z dwóch wyraźnych części, ze świątyni oraz z pomieszczeń należących do kapłana skąd biło światło.
W tle w pomroku jeszcze widać było insze zabudowania, jakiś domek, stodołę stajnię i insze gospodarskie zabudowania. Właśnie nadbiegał stamtąd chyżym truchtem stajenny.
Kapłan zeskoczył z konia i oddał uzdę chłopakowi. W orczym języku znalazł chłopakowi zając się wszelkim wierzchowcem a sam krótkim zdaniem zaprosił przybyłych do prostego refektarza. Stara gospodyni wychynęła z pomieszczenia obok jakby gości licząc a potem zakrzątnęła się szybko szykując strawę.
- Wpierw połóżcie mi Reinhardta do moich komnat bym mógł obejrzeć jego rany jeszcze raz i upewnić się, że nic się podczas podróży nie poluzowało. Wieczerzajcie sami. Zaraz do was przyjdę.
Kapłan zniknął wraz z krasnoludami i ciałem. Po chwili obaj brodacze wrócili i do stołu wraz z drużyną przysiedli.
- Wystarczy! Już wiem jak, dalej ja sama - rzuciła nieco gniewnie.
Zaczęła zapinać tunikę, choć z wyraźnym trudem przez zbolałą rękę.
- W kasztelu... ano pani zachorowała straszliwie. Ojca nie ma wyjechał z wojami i pomocy znikąd nie ma. Nijakie napary ani magia na nią nie działją. Trzeba po lekarstwo dla niej pilnie jechać, uratować jakoś, bo biednieje cała z dnia na dzień i... - przygryzła wargę a oczy jej się zeszkliły - ... i może umrzeć jej przyjdzie jak kto nie poratuje zara. To myślę sobie, na trakt wyjdę, bohaterów przywiezę i uratuję panią kochaną tym sposobem.
Otarła zdrową ręką z oka łzę jedną co się już jej w kąciku zbierała i z nadzieją spojrzała po wędrowcach. Dłuższą chwilę zatrzymując wzrok na gwardziście i kapłanie Asteriusza. W oczach zabłysła jej nadzieja.
[center]
[/center]- Bohaterów przywiezę choćby nie wiem co! - Powiedziała z wyczuwalnym uporem i spojrzała hardo na półorka zapinając poły szat niezdarnie.
- Dosyć tych bzdur! - warknął Kapłan Katana. - Czas tracim głupio, dalejże w drogę, czas nagli.
W nie dalej jak dwa pacierze, wszyscy byli już po drugiej stronie mostu. Ardiela jechała na swoim koniku między Siwym a Eithartem. Na przodzie kapłan wypatrujący drogi do swej kaplicy za pomocą łuczywa, zaś na samym końcu pochodu wlókł się wóz i pozostali.
Mijali ciemniejące coraz to bardziej knieje. W lesie słońce zachodziło szybciej. Choć jego ostatnie promienie docierały do górnych gałęzi puszczy, nie przebijały się jednakoż przez gęstwinę. Pomarańczowy kolos dający resztki światła zachodził ustępując miejsca swoim braciom księżycom.
Las rzedniał, grunt stawał się bardziej piaszczysty i sypki za razem. Coraz więcej mijali drzew sosnowych i świerków. Jeno iglaki na tak słabej glebie mogły przeżyć a i te co tu urosły był jakieś skarłowaciałe. Pomiędzy gałęziami nagle raz i drugi błysnęło światło. Padało ono z okien typowej przydrożnej świątynki Katana.
Lekko rozpadający się kamienny mur otaczał budowlę. Do wnętrza prowadziły starawa metalowa brama z dwoma połowami symbolu Katana kiedy, stanowiącymi zgrabną całości kiedy obie wierzeje była zwarte.
Wewnątrz kamiennej otoki znajdowała się dwupiętrowa budowla z szarego kamienia. Oznaczona emblematami najwyższego boga Orchii i napisami w języku rasy władców tego świata. Budowla składała się z dwóch wyraźnych części, ze świątyni oraz z pomieszczeń należących do kapłana skąd biło światło.
W tle w pomroku jeszcze widać było insze zabudowania, jakiś domek, stodołę stajnię i insze gospodarskie zabudowania. Właśnie nadbiegał stamtąd chyżym truchtem stajenny.
Kapłan zeskoczył z konia i oddał uzdę chłopakowi. W orczym języku znalazł chłopakowi zając się wszelkim wierzchowcem a sam krótkim zdaniem zaprosił przybyłych do prostego refektarza. Stara gospodyni wychynęła z pomieszczenia obok jakby gości licząc a potem zakrzątnęła się szybko szykując strawę.
- Wpierw połóżcie mi Reinhardta do moich komnat bym mógł obejrzeć jego rany jeszcze raz i upewnić się, że nic się podczas podróży nie poluzowało. Wieczerzajcie sami. Zaraz do was przyjdę.
Kapłan zniknął wraz z krasnoludami i ciałem. Po chwili obaj brodacze wrócili i do stołu wraz z drużyną przysiedli.
Powoli zbliżamy się do pytania o wybór questa.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein