Sekretna sekta półboga Sureliona
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jeśli nie macie nic przeciwko, chętnie skorzystałbym w grze z zasad dla amuletów PM stworzonych przez Koszala (i od razu zastrzegam, że nie planuję żadnego wypasionego amuletu z wyższej półki, spokojnie).
Nasunęła mi się też inna myśl, chwilowo nieco jeszcze nieskładna. Jak mają się zasady gry półbogiem do wielkości jego kongregacji? Czy mechanika uwzględnia gdzieś tego rodzaju czynnik? Pytam, bo do tej pory wyobrażałem sobie w KC gracza-półboga jako istotę wędrującą dostojnie poprzez podziemia i smocze pieczary, zabijającą i zgarniającą skarby i robiącą to coraz sprawniej dzięki awansom na POZ. Teraz przyjmujemy grę drużyną-kultem, więc jestem ciekawy, jakie praktyczne efekty może to przynieść w zabawie. Nie znam na pamięć czarów półboskich, ale zakładam, że wykorzystują one w niektórych przypadkach wiarę czcicieli. Ktoś rozwinie temat?
Wątek taki może zresztą stanowić punkt wyjścia do poważnej dyskusji na temat poszerzonych zasad półboskich, gdzie ważną rolę odgrywa moc czerpana przez takiego choćby Sureliona z żarliwej wiary kultystów. Możemy tu mówić o liczebności kultu, ale sugerowałbym pójść w inną stronę i oprzeć się na wartości sumarycznej WI wszystkich wyznawców. Czy mając zasób 100, 1000, 10000 WI półbóg może coś więcej niż zakładają podstawowe zasady? Zyskuje dodatkowe moce, dodatkowe wpływy? Czy myśmy już gdzieś w zamierzchlej przeszłości o tym dyskutowali czy tylko mi się wydaje?
Nasunęła mi się też inna myśl, chwilowo nieco jeszcze nieskładna. Jak mają się zasady gry półbogiem do wielkości jego kongregacji? Czy mechanika uwzględnia gdzieś tego rodzaju czynnik? Pytam, bo do tej pory wyobrażałem sobie w KC gracza-półboga jako istotę wędrującą dostojnie poprzez podziemia i smocze pieczary, zabijającą i zgarniającą skarby i robiącą to coraz sprawniej dzięki awansom na POZ. Teraz przyjmujemy grę drużyną-kultem, więc jestem ciekawy, jakie praktyczne efekty może to przynieść w zabawie. Nie znam na pamięć czarów półboskich, ale zakładam, że wykorzystują one w niektórych przypadkach wiarę czcicieli. Ktoś rozwinie temat?
Wątek taki może zresztą stanowić punkt wyjścia do poważnej dyskusji na temat poszerzonych zasad półboskich, gdzie ważną rolę odgrywa moc czerpana przez takiego choćby Sureliona z żarliwej wiary kultystów. Możemy tu mówić o liczebności kultu, ale sugerowałbym pójść w inną stronę i oprzeć się na wartości sumarycznej WI wszystkich wyznawców. Czy mając zasób 100, 1000, 10000 WI półbóg może coś więcej niż zakładają podstawowe zasady? Zyskuje dodatkowe moce, dodatkowe wpływy? Czy myśmy już gdzieś w zamierzchlej przeszłości o tym dyskutowali czy tylko mi się wydaje?
Pomysł roboczy. Łatwy. Prosty.
Wzrasta moc wyznawanego boga- co to oznacza? Ano na język gry oznacza, że wzrasta Poz takiego boga, a konkretniej, że dostaje pdki. Idąc tym tropem proponuję, by bóg raz w roku, w miesiącu w którym jego patronat jest najsilniejszy rzucał sobie na samozauważenie i w wypadku udanego rzutu otrzymywał tyle mocy liczonej w pdkach, ile wynosi dla przykładu suma ZW jego wyznawców, o ile tym ostatnim wyjdzie rzut na WI.
Oczywiście nie wykonujemy 100000 rzutów na WI tylko kilka uśrednionych.
Brzmi strasznie, bo ktoś kto ma milion wyznawców dostanie np około 4 milionów od? Tutaj zaczynamy zatem schody i czynimy dodatkowe wydatki pdkowej mocy. Jakie? Zastanówcie się ze mną.
- zabezpieczenie mocy - oznacza zachowanie części mocy, by przeciwdziałać poczynaniom innych bogów w ich miesiącach dominacji
- utrzymanie własnej domeny
- cuda na Orchii, w tym przeciwdziałanie przemianom pretendentów
I teraz, mały początkujący półbóg raz w roku mając garstkę wyznawców dostanie 40 pdkow przy 10 wyznawcach, przy setce 400, a przy tysiącu, gdy zacznie się liczyć 4000 pd. Początkowo do pewnego poz nie będzie inwestował w swoją domenę, czy antymoc w rozgrywkach panteonu, ale będzie gromadził wyznawców, a jak wystąpi otwarcie przeciw komuś z górnej półki to bez protekcji dostanie manto.
I stąd sekretne kulty. Może być?
Wzrasta moc wyznawanego boga- co to oznacza? Ano na język gry oznacza, że wzrasta Poz takiego boga, a konkretniej, że dostaje pdki. Idąc tym tropem proponuję, by bóg raz w roku, w miesiącu w którym jego patronat jest najsilniejszy rzucał sobie na samozauważenie i w wypadku udanego rzutu otrzymywał tyle mocy liczonej w pdkach, ile wynosi dla przykładu suma ZW jego wyznawców, o ile tym ostatnim wyjdzie rzut na WI.
Oczywiście nie wykonujemy 100000 rzutów na WI tylko kilka uśrednionych.
Brzmi strasznie, bo ktoś kto ma milion wyznawców dostanie np około 4 milionów od? Tutaj zaczynamy zatem schody i czynimy dodatkowe wydatki pdkowej mocy. Jakie? Zastanówcie się ze mną.
- zabezpieczenie mocy - oznacza zachowanie części mocy, by przeciwdziałać poczynaniom innych bogów w ich miesiącach dominacji
- utrzymanie własnej domeny
- cuda na Orchii, w tym przeciwdziałanie przemianom pretendentów
I teraz, mały początkujący półbóg raz w roku mając garstkę wyznawców dostanie 40 pdkow przy 10 wyznawcach, przy setce 400, a przy tysiącu, gdy zacznie się liczyć 4000 pd. Początkowo do pewnego poz nie będzie inwestował w swoją domenę, czy antymoc w rozgrywkach panteonu, ale będzie gromadził wyznawców, a jak wystąpi otwarcie przeciw komuś z górnej półki to bez protekcji dostanie manto.
I stąd sekretne kulty. Może być?
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Bo tak jest. Tak samo jak kapłan, półbog dostaje pedeki za wiernych. Tylko z czarami jest problem. Więc jednym ze sposobów jest stuknac innego polboga i zabrać mu ksiege. Ale... nie każdy półbog jest z charakteru zabójcą i nie łatwo wyższego rangą stunknac.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyznam szczerze, że kiedy Suriel uraczył nas dzisiaj informacją, iż zagra półbogiem, poczułem się na chwilę skonfundowany. Półolbrzym patronem wolnej magii i powszechnej wiedzy? A zaraz potem uświadomiłem sobie, że to doskonały pomysł! Czy może być coś bardziej łamiącego kanon i system jak taki właśnie półbóg? Strzał w dziesiątkę! Do etosu kultu automatycznie dochodzi patronat nad rasami upośledzonymi magicznie: ogrami, brodaczami, półolbrzymami. Dlaczego starzy bogowie tak niesprawiedliwie poukładali świat, że te istoty nie mogą czerpać radość z nieograniczonego czarowania? Czy to nie dyskryminacja rasowa? I tutaj na scenę wkracza Surelion, który chce zmienić życie tych, którzy magię dotąd lizali tylko przez szybkę!
Gratuluję wyboru, bez cienia ironii. Cały koncept od razu jeszcze bardziej przybrał na unikalności. Proponuję natomiast pójść na pewien kompromis w zasadach tworzenia postaci. Może niech Suriel w drodze wyjątku rzuca trzy razy na MD i UM i wybiera najwyższe wyniki, co? Inaczej nie będzie unikalnym półolbrzymem, tylko typowym przedstawicielem swej rasy i będziemy mu musieli ciągle przypominać, po co został półbogiem!
Oczywiście nie ma nic za darmo. Gdybyśmy się zgodzili na taki kompromis, trzeba zań zapłacić cenę, aby zbalansować system. Proponuję, by ciężar przerzucić tu na wyznawców. Postać 8ARTa byłaby ślepa, postać Dretcha głucha, a postać Deliada niema. Ta kombinacja mało istotnych dla rozgrywki ułomności kompensowałaby premiowane rzuty dla Sureliona. Co Wy na to? Rozumiem też pytanie, dlaczego Ketras miałby pozostać bez ułomności, a inni cierpieć i już śpieszę z odpowiedzią. Czytaliście tragiczną historię jego życia? Wiecie już, ile do tej pory wycierpiał? No to chyba nie chcecie go dodatkowo karać ułomnością, prawda?
Musimy też obgadać dodatkową kwestię, mianowicie temat stronniczości. Każdy z nas będzie albo MG albo graczem, więc pojawia się podejrzenie, że możemy jako Mistrzowie Gry niecnie wykorzystywać przewagę wynikającą z roli, by iść na łatwiznę w przygodach i nabijać każdemu z kolegów mnóstwo pedeków i skarbów (wszak wszyscy należymy do tego samego kultu). Aby takie ryzyko wyeliminować, proponuję opracować reguły, w myśl których postać aktualnego Mistrza Gry (pauzująca w Ostrogarze w trakcie jego mistrzowania) będzie dostawała specjalne premie za cierpienia w trakcie rozgrywki reszty braci i sióstr (i odwrotnie). Mówiąc prościej, im bardziej Mistrz Gry zrobi drużynie w swej sesji pod górkę, tym bardziej zyska na tym jego własna postać. Przykład? Prowadzę sesję, w której ekipa bez kropli potu wykończy rywalizujący o strefę wpływów gang czcicieli Bella. Poszło za łatwo? Spoko, ekipa się cieszy, ale Ketras złapie w międzyczasie kiłę. Ta sama sesja, bellyci wykończeni, ale pół drużyny padło, półbóg w letargu, a katańscy już coś wietrzą - dałem Wam popalić i dzięki temu mający status NPC-a Ketras wzbogacił się na grze w kości o 100k100 katanek!
Nie wstydźcie się okazać zachwytu i przyznajcie, że to genialny pomysł na balansowanie interesu grupy i swego własnego!
Gratuluję wyboru, bez cienia ironii. Cały koncept od razu jeszcze bardziej przybrał na unikalności. Proponuję natomiast pójść na pewien kompromis w zasadach tworzenia postaci. Może niech Suriel w drodze wyjątku rzuca trzy razy na MD i UM i wybiera najwyższe wyniki, co? Inaczej nie będzie unikalnym półolbrzymem, tylko typowym przedstawicielem swej rasy i będziemy mu musieli ciągle przypominać, po co został półbogiem!
Oczywiście nie ma nic za darmo. Gdybyśmy się zgodzili na taki kompromis, trzeba zań zapłacić cenę, aby zbalansować system. Proponuję, by ciężar przerzucić tu na wyznawców. Postać 8ARTa byłaby ślepa, postać Dretcha głucha, a postać Deliada niema. Ta kombinacja mało istotnych dla rozgrywki ułomności kompensowałaby premiowane rzuty dla Sureliona. Co Wy na to? Rozumiem też pytanie, dlaczego Ketras miałby pozostać bez ułomności, a inni cierpieć i już śpieszę z odpowiedzią. Czytaliście tragiczną historię jego życia? Wiecie już, ile do tej pory wycierpiał? No to chyba nie chcecie go dodatkowo karać ułomnością, prawda?
Musimy też obgadać dodatkową kwestię, mianowicie temat stronniczości. Każdy z nas będzie albo MG albo graczem, więc pojawia się podejrzenie, że możemy jako Mistrzowie Gry niecnie wykorzystywać przewagę wynikającą z roli, by iść na łatwiznę w przygodach i nabijać każdemu z kolegów mnóstwo pedeków i skarbów (wszak wszyscy należymy do tego samego kultu). Aby takie ryzyko wyeliminować, proponuję opracować reguły, w myśl których postać aktualnego Mistrza Gry (pauzująca w Ostrogarze w trakcie jego mistrzowania) będzie dostawała specjalne premie za cierpienia w trakcie rozgrywki reszty braci i sióstr (i odwrotnie). Mówiąc prościej, im bardziej Mistrz Gry zrobi drużynie w swej sesji pod górkę, tym bardziej zyska na tym jego własna postać. Przykład? Prowadzę sesję, w której ekipa bez kropli potu wykończy rywalizujący o strefę wpływów gang czcicieli Bella. Poszło za łatwo? Spoko, ekipa się cieszy, ale Ketras złapie w międzyczasie kiłę. Ta sama sesja, bellyci wykończeni, ale pół drużyny padło, półbóg w letargu, a katańscy już coś wietrzą - dałem Wam popalić i dzięki temu mający status NPC-a Ketras wzbogacił się na grze w kości o 100k100 katanek!
Nie wstydźcie się okazać zachwytu i przyznajcie, że to genialny pomysł na balansowanie interesu grupy i swego własnego!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nie bądź egoistą i nie podbieraj innym najlepszych ułomności, co? A jak już koniecznie chcesz się wkupić w łaski Sureliona, to weź na siebie jego premiowany potrójny rzut na INT, a w zamian za to niech Twoja postać będzie pozbawiona wszystkich kończyn i przyrodzenia. Wydaje mi się, że tym samym w tej ekipie postaci epicko tragicznych będziesz miał najbardziej unikalnego bohatera! 
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Może zdementuje od razu żart jakobym faktycznie planował grać pololbrzymem. Oczywiście to był tylko żart. Jak zwykle przedniej jakości.
Zresztą mam lepszy koncept. Smok-bezimienny- czarnotrup to jest to! Albo lepiej dam Pikusiowi kolejną profke - polboga i po sprawie. Po co się rozdrabniac.
A tak serio będzie to człowiek, elf albo przedstawicel najstarszej rasy czyli reptilion. Czlowiek bo nimi ciągle gram a pozostali bo mi pasuja do półboga.
Jakby Koszal skończył umiejki to można by je potestowac w praktyce. Najlepiej jakbyśmy wzięli tylko nowe i bez powtórzen.
Ps. Od razu widać że Kethowi internet założyli.
Zresztą mam lepszy koncept. Smok-bezimienny- czarnotrup to jest to! Albo lepiej dam Pikusiowi kolejną profke - polboga i po sprawie. Po co się rozdrabniac.
A tak serio będzie to człowiek, elf albo przedstawicel najstarszej rasy czyli reptilion. Czlowiek bo nimi ciągle gram a pozostali bo mi pasuja do półboga.
Jakby Koszal skończył umiejki to można by je potestowac w praktyce. Najlepiej jakbyśmy wzięli tylko nowe i bez powtórzen.
Ps. Od razu widać że Kethowi internet założyli.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Nie drzaznijcie mnie panie bom gotów to naprawdę zrobić. 
Koszal dasz rade zrobić te nowe zawody? Bo do tego polobrzyma to tylko jaka dzwka alboli akuszerka pasuje jak ulał.
Koszal dasz rade zrobić te nowe zawody? Bo do tego polobrzyma to tylko jaka dzwka alboli akuszerka pasuje jak ulał.
Ostatnio zmieniony 16 marca 2017, 19:46 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
To zależy jaką klasę wylosujesz. Najniższą już mam. Zresztą każdy wynik dam już radę zinterpretować, bo choć zostało dużo roboty to głównie korekta.
Ja jednak wyłamię się z parcia na półboga półolbrzyma. Jeśli Suriel miałby się poczuć w takiej postaci niezbyt komfortowo to nie ma co tego forsować. Jakby nie było to najistotniejsza postać tutaj więc Suriel musi mieć radochę z grania, a nie obowiązek.
Ja jednak wyłamię się z parcia na półboga półolbrzyma. Jeśli Suriel miałby się poczuć w takiej postaci niezbyt komfortowo to nie ma co tego forsować. Jakby nie było to najistotniejsza postać tutaj więc Suriel musi mieć radochę z grania, a nie obowiązek.
Ostatnio zmieniony 17 marca 2017, 14:04 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, Ulica Złocistego Kwarcu
Niebo zachmurzyło się w mgnieniu oka, pierwsze krople ciepłego letniego deszczu uderzyły w mętną toń portowego basenu, spłynęły po wiszących smętnie żaglach towarowych barkasów. Uwijający się na nabrzeżach dokerzy nie zwolnili nawet na chwilę swej pracy, uginając się pod ciężarem znoszonych ze statków skrzyń. Ostrogar łaknął wszelakich dóbr niczym bogowie dusz, spijał je chciwie ze wszystkich stron świata. Jezioro Dan-Ugor roiło się dniem i nocą od kupieckich kog i barkasów przewożących żywność, opał, materiały budowlane, wstępnie oczyszczone rudy metali, szlachetne kruszce, niewolników i pielgrzymów, żywe zwierzęta, zamorskie tkaniny i przyprawy. Porty we wschodnich dzielnicach miasta pękały w szwach, wibrowały gwarnym życiem, skrzypieniem olinowania, turkotem kół wozów na bruku.
Noszący podniszczone odzienie olf schronił się przed deszczem pod drewnianym zadaszeniem na ścianie zbożowego magazynu, a na jego twarzy pojawił się nikły grymas niesmaku. Deszcz był przelotny i lada chwila mógł ustać, przez co nie stwarzał większego utrapienia dla dokerów, ale mężczyzna odruchowo wystrzegał się każdego niepotrzebnego kontaktu z wilgocią.
- Jesteś niczym mieszczka, która nie chce zmoczyć dekoltu - zaśmiał się stojący przed zadaszeniem gnom w rozłażącej się kapocie, spoglądający w chmury i pozwalający, by ciepły deszcz obmył mu pucołowate oblicze - Posłuchałbyś kapłanów Graama, co to nauczają, że jak się człek często myje, to dłużej żyje.
- Słyszałem o takim gnomie, co się nigdy nie mył i żaden pies się do niego nie zbliżał - odparł cierpkim tonem olf - A potem posłuchał graamitów, umył się i zaraz potem pies go ugryzł. Zachorował na wściekliznę i umarł i tyle z twojej rady dobrego.
- Który umarł, pies czy gnom? - zainteresował się niski kompan, wciąż nie odrywając wzroku od ciemnych przestworzy.
- Nieważne - machnął ręką Ketras - Powiedz mi lepiej, czegoś się dowiedział na starówce.
Gnom wyciągnął w bok dłoń w doskonale zrozumiałym geście, który nie wymagał żadnego tłumaczenia. Przygotowany na to olf podał mu ściśniętą w palcach dużą srebrną monetę, z niejakim żalem rozstając się z pieniążkiem.
- W mieście zawsze znajdą się tacy, którzy nie potrafią się wydobyć z kłopotów - powiedział filozoficznym tonem portowy broker - Mój daleki krewniak od strony ciotecznej siostry ma jakiś kłopot z karczmą, którą odkupił od wuja, co to go katańscy poborcy do nędzy przywiedli. Taka mała karczma na Wapielniku, niedaleko kantorka rodziny Ungerdów. W dobrym miejscu stoi, niedaleko doków, ale jak tylko ją kupił, klienci skarżyć się zaczęli, że spać tam nie mogą, bo śnią im się koszmary tak straszne, że w środku nocy stamtąd uciekali. Był u mego krewniaka kapłan Piana z pomocą, ale wtedy akuratnie nie straszyło, więc tylko go obżarł, opił i poszedł. A potem jeden od Askabadana i też akuratnie wtedy nikomu nic się nie przyśniło. A między nimi i po nich goście cięgiem się skarżyli.
- Po co mi to opowiadasz? - spytał olf okazując demonstracyjne zniecierpliwienie - Co mi po skargach twojego krewniaka? Mam tę karczmę od niego odkupić czy co?
- Odkupić to już od niego chcą, od samego początku chcieli - machnął ręką broker - Ale on jest uparty jak centaur, ciągle zwleka, ale już długo nie pociągnie, pójdzie z torbami jak jego wuj. A i odwdzięczyć by się potrafił, gdyby mu ktoś pomógł, rozumiesz? Wiem, że rozumiesz. Głupi nie jestem, słyszałem to i owo. Bo to pierwszy raz ci coś opowiadam, a potem nagle komuś znikają kłopoty? Masz podobno znajomych, którzy potrafią różne rzeczy. Pomyślisz nad tym?
- Niech będzie, że pomyślę - machnął lekceważąco dłonią olf - Masz coś jeszcze, coś naprawdę wartego tej monety?
- Córka Mortada, ta najstarsza, zniknęła z domu - oznajmił z dramatyczną nutą broker, co Ketras natychmiast skwitował ciężkim westchnięciem - Już tak nie stękaj, bo Mortad wie, gdzie ona jest. Puściła się z niejakim Odrzyskórą, a ten gaszek zanim ją zabrał, splądrował staremu cały kantorek, nawet gęsie pióra i atrament wyniósł. A przede wszystkim jakąś szkatułkę, na której Mortadowi zależy bardziej od cnoty córki, bo tę to ona już dawno straciła. Poszedł nawet do Odrzyskóry, żeby dziewczynę zatrzymał, a oddał szkatułę, a ten mu obił gębę i wrzucił do gnojownika, dajesz wiarę? I postraszył znajomymi strażnikami miejskimi.
- Ze strażą lepiej nie zadzierać - pouczył swego rozmówcę Ketras - Chciałbyś mnie widzieć przy pręgierzu? Albo na barce w drodze do solnych żup? A Odrzyskóra to nie przypadkiem ten łachmyta, z którego zrobiło głupka paru nierozgarniętych rybaków z północy?
Olf urwał na chwilę konwersację, bo przy niedalekim nabrzeżu podniósł się nielada rwetes. Napierający na kołowroty portowego żurawia półolbrzymowie wyciągnęli z ładowni dużej kogi metalowe klatki, w których kłębiły się wściekle jakieś wilgotne czarne cielska. Kilku rozochoconych dokerów wepchnęło między pręty klatek kije poszturchując nimi uwięzione stworzenia, ale przestali skarceni przez dostojnie odzianego krasnoluda.
- Trytony z południowego wybrzeża - oznajmił z miną znawcy gnomi broker - Na Morską Arenę w Szmaragdowej Toni. Zapowiadają się wspaniałe walki. Podobno jakiś szlachetnie urodzony opłacił trzy dni widowiska dla uczczenia ożenku swego syna, ale jego miana nie pomnę. Tak czy owak, od kilku dni łowcy bestii ściągają do miasta różne dziwolągi, tedy pewnikiem poleje się mnóstwo krwi. Nawet nie chcę myśleć o tym, ile będą zdzierali za wstęp.
- Co do walk, coś mi się przypomniało - olf oderwał wzrok od klatek z trytonami, zerknął z ukosa na gnoma - Parę dni temu na Wapielniku porąbało się kilku miejscowych, straszna tam ponoć była jatka. Wiesz coś o tym?
- Mało się o tym słyszy, bo strach zamyka niektórym mocno gęby, ale podobno banda Szkarłatnego Nazhara chce wykończyć za wszelką cenę Czarne Szczury. Dragimor, herszt Szczurów, ściąga haracz z rybaków od Katańskiego Falochronu po Kotwicowisko Eleora i Nazhar mu pozazdrościł złota. Ci, co ich zarąbano na Wapielniku to byli zbóje od Dragimora. Po pijaku ich ponoć wzięli, z zaskoczenia. Straż się tego nie tyka, bo podobno najpierw Szczury mają im zapłacić dodatkowy podatek od ochrony, a Nazhar korzysta z czasu, żeby Dragimora dorżnąć. Ale ja bym ci radził nie wpychać palców między te drzwi, bo cię lubię. To są niebezpieczni gracze, chociaż nie tacy mocni jak Zgraja Szachraja czy Przeklętnicy. Wleziesz między nich nieopacznie i nazajutrz wyłowią cię z jeziora. Gra niewarta świeczki.
Niebo zachmurzyło się w mgnieniu oka, pierwsze krople ciepłego letniego deszczu uderzyły w mętną toń portowego basenu, spłynęły po wiszących smętnie żaglach towarowych barkasów. Uwijający się na nabrzeżach dokerzy nie zwolnili nawet na chwilę swej pracy, uginając się pod ciężarem znoszonych ze statków skrzyń. Ostrogar łaknął wszelakich dóbr niczym bogowie dusz, spijał je chciwie ze wszystkich stron świata. Jezioro Dan-Ugor roiło się dniem i nocą od kupieckich kog i barkasów przewożących żywność, opał, materiały budowlane, wstępnie oczyszczone rudy metali, szlachetne kruszce, niewolników i pielgrzymów, żywe zwierzęta, zamorskie tkaniny i przyprawy. Porty we wschodnich dzielnicach miasta pękały w szwach, wibrowały gwarnym życiem, skrzypieniem olinowania, turkotem kół wozów na bruku.
Noszący podniszczone odzienie olf schronił się przed deszczem pod drewnianym zadaszeniem na ścianie zbożowego magazynu, a na jego twarzy pojawił się nikły grymas niesmaku. Deszcz był przelotny i lada chwila mógł ustać, przez co nie stwarzał większego utrapienia dla dokerów, ale mężczyzna odruchowo wystrzegał się każdego niepotrzebnego kontaktu z wilgocią.
- Jesteś niczym mieszczka, która nie chce zmoczyć dekoltu - zaśmiał się stojący przed zadaszeniem gnom w rozłażącej się kapocie, spoglądający w chmury i pozwalający, by ciepły deszcz obmył mu pucołowate oblicze - Posłuchałbyś kapłanów Graama, co to nauczają, że jak się człek często myje, to dłużej żyje.
- Słyszałem o takim gnomie, co się nigdy nie mył i żaden pies się do niego nie zbliżał - odparł cierpkim tonem olf - A potem posłuchał graamitów, umył się i zaraz potem pies go ugryzł. Zachorował na wściekliznę i umarł i tyle z twojej rady dobrego.
- Który umarł, pies czy gnom? - zainteresował się niski kompan, wciąż nie odrywając wzroku od ciemnych przestworzy.
- Nieważne - machnął ręką Ketras - Powiedz mi lepiej, czegoś się dowiedział na starówce.
Gnom wyciągnął w bok dłoń w doskonale zrozumiałym geście, który nie wymagał żadnego tłumaczenia. Przygotowany na to olf podał mu ściśniętą w palcach dużą srebrną monetę, z niejakim żalem rozstając się z pieniążkiem.
- W mieście zawsze znajdą się tacy, którzy nie potrafią się wydobyć z kłopotów - powiedział filozoficznym tonem portowy broker - Mój daleki krewniak od strony ciotecznej siostry ma jakiś kłopot z karczmą, którą odkupił od wuja, co to go katańscy poborcy do nędzy przywiedli. Taka mała karczma na Wapielniku, niedaleko kantorka rodziny Ungerdów. W dobrym miejscu stoi, niedaleko doków, ale jak tylko ją kupił, klienci skarżyć się zaczęli, że spać tam nie mogą, bo śnią im się koszmary tak straszne, że w środku nocy stamtąd uciekali. Był u mego krewniaka kapłan Piana z pomocą, ale wtedy akuratnie nie straszyło, więc tylko go obżarł, opił i poszedł. A potem jeden od Askabadana i też akuratnie wtedy nikomu nic się nie przyśniło. A między nimi i po nich goście cięgiem się skarżyli.
- Po co mi to opowiadasz? - spytał olf okazując demonstracyjne zniecierpliwienie - Co mi po skargach twojego krewniaka? Mam tę karczmę od niego odkupić czy co?
- Odkupić to już od niego chcą, od samego początku chcieli - machnął ręką broker - Ale on jest uparty jak centaur, ciągle zwleka, ale już długo nie pociągnie, pójdzie z torbami jak jego wuj. A i odwdzięczyć by się potrafił, gdyby mu ktoś pomógł, rozumiesz? Wiem, że rozumiesz. Głupi nie jestem, słyszałem to i owo. Bo to pierwszy raz ci coś opowiadam, a potem nagle komuś znikają kłopoty? Masz podobno znajomych, którzy potrafią różne rzeczy. Pomyślisz nad tym?
- Niech będzie, że pomyślę - machnął lekceważąco dłonią olf - Masz coś jeszcze, coś naprawdę wartego tej monety?
- Córka Mortada, ta najstarsza, zniknęła z domu - oznajmił z dramatyczną nutą broker, co Ketras natychmiast skwitował ciężkim westchnięciem - Już tak nie stękaj, bo Mortad wie, gdzie ona jest. Puściła się z niejakim Odrzyskórą, a ten gaszek zanim ją zabrał, splądrował staremu cały kantorek, nawet gęsie pióra i atrament wyniósł. A przede wszystkim jakąś szkatułkę, na której Mortadowi zależy bardziej od cnoty córki, bo tę to ona już dawno straciła. Poszedł nawet do Odrzyskóry, żeby dziewczynę zatrzymał, a oddał szkatułę, a ten mu obił gębę i wrzucił do gnojownika, dajesz wiarę? I postraszył znajomymi strażnikami miejskimi.
- Ze strażą lepiej nie zadzierać - pouczył swego rozmówcę Ketras - Chciałbyś mnie widzieć przy pręgierzu? Albo na barce w drodze do solnych żup? A Odrzyskóra to nie przypadkiem ten łachmyta, z którego zrobiło głupka paru nierozgarniętych rybaków z północy?
Olf urwał na chwilę konwersację, bo przy niedalekim nabrzeżu podniósł się nielada rwetes. Napierający na kołowroty portowego żurawia półolbrzymowie wyciągnęli z ładowni dużej kogi metalowe klatki, w których kłębiły się wściekle jakieś wilgotne czarne cielska. Kilku rozochoconych dokerów wepchnęło między pręty klatek kije poszturchując nimi uwięzione stworzenia, ale przestali skarceni przez dostojnie odzianego krasnoluda.
- Trytony z południowego wybrzeża - oznajmił z miną znawcy gnomi broker - Na Morską Arenę w Szmaragdowej Toni. Zapowiadają się wspaniałe walki. Podobno jakiś szlachetnie urodzony opłacił trzy dni widowiska dla uczczenia ożenku swego syna, ale jego miana nie pomnę. Tak czy owak, od kilku dni łowcy bestii ściągają do miasta różne dziwolągi, tedy pewnikiem poleje się mnóstwo krwi. Nawet nie chcę myśleć o tym, ile będą zdzierali za wstęp.
- Co do walk, coś mi się przypomniało - olf oderwał wzrok od klatek z trytonami, zerknął z ukosa na gnoma - Parę dni temu na Wapielniku porąbało się kilku miejscowych, straszna tam ponoć była jatka. Wiesz coś o tym?
- Mało się o tym słyszy, bo strach zamyka niektórym mocno gęby, ale podobno banda Szkarłatnego Nazhara chce wykończyć za wszelką cenę Czarne Szczury. Dragimor, herszt Szczurów, ściąga haracz z rybaków od Katańskiego Falochronu po Kotwicowisko Eleora i Nazhar mu pozazdrościł złota. Ci, co ich zarąbano na Wapielniku to byli zbóje od Dragimora. Po pijaku ich ponoć wzięli, z zaskoczenia. Straż się tego nie tyka, bo podobno najpierw Szczury mają im zapłacić dodatkowy podatek od ochrony, a Nazhar korzysta z czasu, żeby Dragimora dorżnąć. Ale ja bym ci radził nie wpychać palców między te drzwi, bo cię lubię. To są niebezpieczni gracze, chociaż nie tacy mocni jak Zgraja Szachraja czy Przeklętnicy. Wleziesz między nich nieopacznie i nazajutrz wyłowią cię z jeziora. Gra niewarta świeczki.
Wątki na kilka przygód, które już mam w zanadrzu, wystarczy tylko wybrać odpowiedni temat. Od czasu do czasu będę wrzucał takie niezobowiązujące wstawki opisujące z mojego punktu widzenia świat Ostrogaru. Własna twórczość innych MG mile widziana, dzięki temu zbudujemy żywy świat stolicy świata, zwłaszcza ten związany z jej niższymi klasami społecznymi.
Gdy już wszyscy stworzą swe postacie i pojawi się co najmniej trzech aktualnie chętnych graczy, mogę aktywować się jako Mistrz. Czekam na odzew.
Gdy już wszyscy stworzą swe postacie i pojawi się co najmniej trzech aktualnie chętnych graczy, mogę aktywować się jako Mistrz. Czekam na odzew.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 151 times
Się zgłaszam jako pierwszy i tak sobie myśle że mogłbym wystartować jak Reinhardt nam się skończy. Co nie będzie zbyt długo trwało. Myślę że powoli można by już robić rozbiegówkę, chcę prleudium najpierw ze scenami jak się poznawaliśmy. Możemy coś z tym zrobić? Jacyś chętni?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein