PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 09 marca 2017, 17:22

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ostrze przeszyło porowatą strukturę motompa. Wyrwa w kadłubie szybko się powiększała z każdym ruchem ramienia Ah-saa-braxa. Lekka szalupa zaczęła się wypełniać zielonkawymi wodami rzeki. Zagłębione w mętnej toni wiosło silnie pokonywało opór wody, nadając rozpędu. Łódź wyraźnie przyspieszyła i zmieniła kurs, najprawdopodobniej kierując się w stronę najbliższej przystani. Kobieta najwyraźniej nie zamierzała czekać i mścić się za śmierć swego towarzysza. W przeciągu zaledwie kilku chwil szalupa znalazła się do połowy swej głębokości pod wodą, a jednak rzeka zaczęła się wyraźnie wypłycać. Następna przystań była lewie dziesięć metrów od burty motompowej łódki...
Nim szalupa przebyła jednak choćby dwa metry, woda zalała doszczętnie jej wąską łupinę. Przerażona niewiasta szybko zaczęła płynąć do brzegu, zostawiając za sobą elegancko ozdobioną tubę, przeznaczoną do przechowywania drogocennych zwojów. Nigdzie nie było jednak widać uprawnionej, niedużej szkatuły, w której mógłby znajdować się artefakt.
Khem: rzut na Teorię Magii i Inteligencję = 29; wiesz, że można byłoby pomóc tym dzieciom, choć zajęłoby to bardzo dużo czasu. Trzeba byłoby wyleczyć dzieci Medycyną Ezoteryczną, co pozwoliłoby usunąć truciznę, a o ile dusze dzieci są przy ich ciałach, możnaby nakarmić następnie każde z dzieci Peyotlem, którego efekt jest podobny do zdolności OoBE - dzieci mogłyby wtedy powrócić do swoich ciał (tak jak na przykład robi to Mag Astralny). Jednakże, tak jak pisałam, zajęłoby to mnóstwo czasu - wyleczenie jednej z dziewczynek trwałoby przynajmniej 30 minut.

Stratis: Łódź jest zrobiona z motompa szkutniczego, wiec twój sztylet z łatwością przebije się przez kadłub i go rozetnie. Gdy to uczynisz, kobieta na łodzi wyraźnie weźmie kurs na najbliższą zatoczkę. W momencie, gdy łódź zakonie, masz już grunt pod nogami.
Ostatnio zmieniony 10 marca 2017, 22:00 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 marca 2017, 13:27

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin [/center]
- Wciąż można je uratować! - oznajmił w przypływie uduchowionej determinacji Khem, podnosząc się z klęczek i odstępując od zbadanej naprędce dziewczynki - Wszelako proces to bardzo żmudny i wymagający ogromnego skupienia. Nie zdołamy przywrócić im dusz teraz, ale też nie grozi im natychmiastowa śmierć z wyschnięcia wewnętrznych fluidów. Musimy jak najszybciej wykonać zadanie zlecone przez szlachetnego oroniego, a później wrócić tutaj w towarzystwie innych biegłych w swej sztuce uzdrowicieli. Stratisie? Gdzie podział się Stratis? I czcigodny Syn Słońca?

Czarnoskóry alchemik uświadomił sobie znienacka, że niektórzy ze szpiegów zniknęli w międzyczasie z posępnego lochu. Ogarnięty złym przeczuciem, Mibampes rzucił się czym prędzej w kierunku przejścia, którym najpewniej się udali, zatroskany nie tyle o zdrowie Ehecatlema, co podatnego na rozliczne zagrożenia artysty.
Zakładam, że w miarę szybko dotrę do podziemnej przystani. Czy z miejsca wejścia do tej lokacji będę widział tonącą łódkę i odpływającą w dal Bentaresh?
Od MG: Nie będziesz widział ani łódki, ani Bentaresh. Zobaczysz za to bardzo zdenerwowanego Syna Słońca, no i jakieś rzeczy najprawdopodobniej należące do muzyka.
Ostatnio zmieniony 11 marca 2017, 13:45 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 marca 2017, 14:42

[center]Calli, rzeka Ivit, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Bentaresh ruszyła wpław wykazując chyżość ruchów, zadziwiającą u tak szacownej damy. Ah-saa-brax nie poświęcił jej jednak uwagi. Łódź tonęła szybko, pogrążając się w ciemnej toni. Zanim jednakże wody Ivit skryły ją na zawsze, złodziej zdołał dosięgnąć leżącej na dnie, ozdobnej tuby na zwoje. Czym prędzej wpakował ją do torby, którą odebrał swej poprzedniej ofierze. Po czym, nie tracąc czasu ruszył wpław z powrotem.

Szczęście musiało się do niego uśmiechnąć tego poranka, gdyż najwyraźniej nikt z mieszkańców miasta nie zauważył zatonięcia łodzi. Mimo to płynął głownie pod wodą, wynurzając się tylko dla zaczerpnięcia oddechu. Trasa w górę rzeki okazała się cięższa niż przypuszczał. Silnu nurt znacznie spowalniał go, a przewieszona przez plecy torba ciążyła niemiłosiernie. Wkrótce ból ramion stał się nieodłącznym elementem każdego kolejnego ruchu. Złodziej zacisnął zęby starając się zignorować tę niedogodność. Czuł, że coraz trudniej jest mu utrzymać kontrolę nad oddechem. Ukryta przystań była jednak już blisko. I choć zdawało mu się, że te ostatnie kilka metrów nigdy się nie skończą, jego palce chwyciły wreszcie przegniłą drabinkę. Ostatnim wysiłkiem wspiął się na pomost i uklęknął, opierając się na rękach. Przez chwile był w stanie jedynie łapać oddech, obserwując bezmyślnie wodę kapiącą na deski. Czuł, jak drżą mu mięśnie. Dopiero po chwili dotarło do niego, że ktoś coś mówi:

- Gdzieś ty się podziewał!? Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie na swój obecny stan? - Syn Słońca stał nad nim, lustrując dokładnie strój Stratisa.

- Zabiłem... Kapłana... - wychrypiał Sa.

- Co?

Złodziej odchrząknął, splunął wodą i spróbował jeszcze raz.

- Zabiłem kapłana - tym razem wyszło lepiej i Syn Słońca zdołał dosłyszeć te słowa przez śpiewny szum rzeki.

- Jak to? Sam? - zapytał Ehecatlem, nie kryjąc zaskoczenia.

Sa skinął tylko głową. Jedną ręką zrzucił z pleców płócienną torbę. Upadła na deski z solidnym łupnięciem. Złodziej przesunął ją w stronę wojownika. Najwyraźniej nie miał nawet siły jej podnieść.

- Mam zwoje - powiedział. - I coś jeszcze... Skrzyni nie widziałem...

- A Bentaresh?

Stratis drżącą ręką odgarnął włosy z twarzy, zostawiając na skórze pasmo brązowo-zielonego szlamu, pochodzącego najpewniej z desek przystani. Potrząsnął głową.

- Uszła - odrzekł. - Nie miałem dużo czasu. Łódź szła na dno. Zwoje były ważniejsze.

- Cóż... co się stało, już nie wróci, jak mniemam - rzekł filozoficznie Paladyn. - Pozostaje nam w takim razie wrócić do pozostałych, może wymyślili jakiś sposób na pomoc dzieciom. A, i byłbym zapomniał - ubierz się proszę, nie chcemy, by wszyscy wiedzieli, na jakich instrumentach grasz najczęściej, prawda? - to mówiąc Ehecatlem puścił porozumiewawcze oko w stronę Xatatla.

- Ta, jasne... - mruknął złodziej, zbierając się z desek. Nadal nie czuł się najlepiej, ale przynajmniej był w stanie wstać. Przeszedł ku wejściu do piwnicy i usiadł, opierając się o ścianę.

- Dajcie mi tylko chwilę, Aru, muszę złapać oddech... Nurt w tej rzece jest cholernie wartki. Kiepsko się pływa z tymi klamotami...
Dla każdego kto w tym momencie jest na pomoście: Straris normalnie nosi na sobie zszarzałe, wytarte ponczo i znoszony turban. W tej chwili natomiast jest odziany w doskonale dopasowaną zbroję z węża morskiego. Za pasem ma dziesięć świetnie wyważonych noży do rzucania, ponadto przy boku czakram i długi sztylet. Cały ten sprzęt wygląda bardzo profesjonalnie i bynajmniej nie należy do najtańszych. Do każdego z obserwatorów dotrze, że być może artysta nie jest tak niewinny, jak się wydaje.

W każdym razie Sa odpocznie jakieś 5 minut i zarzuci na siebie ponownie łachy, które nosi zwykle.
Post napisany ze Zmarłym (kurcze, ależ to mrocznie brzmi!).
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 12 marca 2017, 00:56

[center]Calli, Przystań przy domu Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Bezsilność i frustracja narastały w wojowniku, który wpatrywał się w nurt Ivit... ale właściwie po co? Cóż chciał tam ujrzeć? On sam nie znał odpowiedzi na to pytanie.

- Czy myślisz, że Stratis nas... zdradził? - Xatatl ostrożnie zadał to pytanie, ważąc każde słowo na języku dwa razy.

- Nie jestem pewien, ale jeśli tak... to nawet Holis nie ustrzeże go przede mną! A ty jak...

Wypowiedź paladyna przerwał zbliżający się z oddali plusk wody. Czyżby? W jego umyśle zatliła iskierka nadziei.

Nowy wygląd muzyka odpowiedział na bardzo wiele pytań nie zadanych głośno przez Syna Słońca. Szczęśliwie dla siebie samego złodziej po swych rewelacjach upuścił płócienną torbę, co zdawało się potwierdzać jego słowa.
Ehecatlem podniósł torbę i podał bezgłośnie Xatatlowi, który od razu przejrzał pobieżnie zawartość, po czym zarzucił ją sobie na ramię.

A więc jednak nas nie zdradził... i do tego samodzielnie zdobył artefakty. Ciekawe tylko, co z Bentaresh. Trzeba będzie szybko zarządzić poszukiwania. Na szczęście artysta okazał się być bardziej uzdolniony, niż wszyscy myśleli. Obecne wieści uspokoiły wojownika. Pływak w istocie zasłużył na chwilę odpoczynku.

W tym momencie nadbiegł zaaferowany alchemik. Paladyn wiedział, iż lepiej będzie, jeśli ich czarnoskóry przyjaciel nie pozna prawdy o Stratisie, zatem szybkim krokiem skierował się do wejścia do lochu jednocześnie obejmując ramieniem Khema i prowadząc go z powrotem tak, by niczego nie dostrzegł na pomoście zasłaniając go własnym ciałem.

- Wracajmy przyjacielu. Xatatl i Stratis za chwilę do nas dołaczą. Czy udało się coś ustalić w kwestii dzieci?
Ehecatlem stara się zasłonić własnym ciałem widok pomostu przed alchemikiem korzystając z różnicy wzrostu i wielkości. Udaje mi się to?

Od MG: Obaj jesteście co prawda dość wysocy, choć u wejścia jest kotara. Odwrócisz wiec niebawem uwagę alchemika, a zasłona zrobi resztę.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 12 marca 2017, 22:11

Spoiler!
Skoro dusze dzieci zostały wyrwane, to wiesz, że dobrze byłoby sprawdzić, czy są w pobliżu ich ciał.Jedynie wtedy będzie im można pomóc. Możesz to zrobić wychodząc samemu w astral.

Spoiler!
Wiecie, że magowie nie pomogą bezpłatnie tym dzieciom z najniższej kasty. Lepiej byłoby zanieść je do jednego z lazaretów, którym patronuje Mnumbi. samo bowiem usunięcie trucizny z organizmu jednego dziecka trwałoby pół godziny.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 13 marca 2017, 18:43

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin [/center]

-Na pomoc starszych magów w tym przypadku możemy liczyć tylko jeśli im zapłacimy, w przeciwnym razie lepiej będzie jeśli je przetranspotrować do lazaretu, któremu patronuje Mnumbi.

Ciężkie jest życie tych niżej urodzonych - dodała w myślach. W chwilę później alchemik zerwał się z miejsca przypominając sobie o reszcie świata i Zyanya musiała przyznać że nie może w tej sytuacji zrobić niczego poza tym co już zostało wspomniane. Czas więc najwyższy nastąpił aby powrócić do realizacji głównego celu jakim jest odzyskanie bezcennych zwojów. Zanim jednak wstała i zwróciła się do wyjścia pochyliła się chcąc zwrócić się do Matki z krótką modlitwą.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 14 marca 2017, 09:12

[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

No tak - zafrasował się w myślach na słowa kapłanki - wszystkim rządzi szkło i kontakty. Być może poprzez wpływy Oroni byliby w stanie skłonić starszych magów do pomocy, ale kluczowy był czas. Zakulisowe rozmowy i naciski mogły by potrwać i kilka dni. I to jeszcze z niewiadomym skutkiem... Mezxtli jako przedstawiciel kasty Alinur zdawał też sobie sprawę, że z drugiej strony szlachetny Oroni mógłby zbagatelizować problem nieszczęsnych dzieci. W końcu każdego dnia krzywdy i cierpienia działy się na ulicach i w zaułkach Calli...

Nagle w umyśle maga błysnęła myśl - jeżeli faktycznie ktoś dokonał tu Wyrwania Duszy, to być może w pobliżu znajdują się dusze tych biedactw. Trzeba to sprawdzić!

Podejrzewał jednak, że czarownik czy kapłan kultystów, jakkolwiek go zwać, nie uczynił tego ot tak, dla igraszki. Ich dusze czy siły życiowe były mu przecież do czegoś potrzebne. Obawiał się, że odesłał je gdzieś lub zabrał ze sobą w znanym tylko jemu mrocznym celu. Nie marnując jednak czasu na dalsze rozważania, usadowił się wygodnie w celi, w której leżały dzieci, dobył z ekwipunku świecy i ją zapalił. Nim przystąpił do medytacji, nakreślił jeszcze na ścianie Srebrny Run Snów.

- Czcigodna służko bogini Toarais, pomnij proszę by reszta drużyny nie przerywała mi w mym dziele, gdy wróci już do piwnic. Udaję się do świata snów sprawdzić czy może zbłąkane dusze tych dziatek nie znajdują się gdzieś w pobliżu.

Po czym zamknął oczy. Z każdym oddechem coraz głębiej wchodził w stan transu, aż jego ciało zaczęło silnie wibrować. W pewnym momencie, gdy wibracje były odpowiednio silne, po prostu wstał opuszczając swe ciało w widmowej formie...
Spoiler!
przechadzam się w pobliżu w OoBE, co udaje mi się odkryć?
Ostatnio zmieniony 14 marca 2017, 21:45 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 14 marca 2017, 13:28

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Gdy Mezxtli spoczął, udając się w świat astralny, Zyanya została całkowicie sama. W samotności, ciszy serca można było połączyć się z Matką. Żadne słowa nie musiały powstawać, żadne gesty nie były potrzebne, gdy Ona rozumiała. Hierodula nosiła w sobie Jej ciszę i miłość, a jednak otaczający dookoła mrok i brak dźwięku był zupełnie inny. Zdawało się niemal jak czuła w nim lęk uwięzionych, a teraz głęboko uśpionych dzieci. Modliła się do Czarnej Matki w milczeniu, aby tylko nie było za późno. Po pewnym czasie wrócił alchemik wiedziony przez Syna Słońca, a loch napełnił się znów dźwiękiem rozmów i życia.
Jesteście już prawie w komplecie w pomieszczeniu poza Stratisem i Xatatlem, którzy zostali chwilowo na pomoście (no i magiem w pewnym sensie, który jest w astralu). Strażnik, który szukał tych dzieci również wrócił do pomieszczenia.
Spoiler!
Powstał ponad swoje ciało. Miejsce, które widział wcześniej jako podmokły, pokryty kurzem loch, dławiło swoją energią. Ciemna, lepka wibracja zdawała się napierać z wszech stron - z szarawych ścian celi, zza cienistych kształtów krat wyznaczających jej przestrzeń. Każda silna emocja więzionych w lochu, ich smutek, nieprawdopodobny lęk i żal odbijały się na płaszczyźnie astralnej. Porzuciwszy swą fizyczną powłokę, Mezxtli odbierał je wyraźniej, niemal namacalnie, jakby mógł dotknąć ich powierzchni. Rozejrzał się po ponurym obrazie celi. Jego wzrok nie napotkał jednak niźli jednej zbłąkanej duszy dziecięcia. Jednak dalsza część lochu rozmywała się - kształty zacierały się w tej samej duszącej ciemności - rozpaczy czujących istot. Dawało to pewną, wątlutką nadzieję, że dusze mogły pójść dalej, nie wiedząc gdzie są, ani co im się przytrafiło. Odwrócił głowę spoglądając w głąb cienistego pomieszczenia. I wtedy, kątem oka dostrzegł ruch. Coś, jak plama szarości, zmieniło swe miejsce. Spojrzał w kierunku, w którym przystanęło. Przez chwilę zobaczył widmową postać. Mężczyzna, wynędzniały, odziany w strzępy tego, co mogło być ubraniem dobrze urodzonego. Jego twarz z daleka emanowała smutkiem i dawno minionym cierpieniem. I zdawało się, że próbuje się zbliżyć. Na raz jednak aparycja cienistej postaci zmieniła się. Mieszanina obawy i niechęci przemknęła przez przezroczystą sylwetę, która usunęła się w cień...

[center]Obrazek[/center]

(Nie zobaczysz dusz dzieci, choć dalsza część pomieszczenia ginie w ciemności. Sylwetka, która ukazała się przez chwilę należała niewątpliwie do jakiegoś mężczyzny z twojej rasy - po strzępach ubrań stwierdzisz, że mógłby to być nawet ktoś z twojej kasty. Duch pojawił się 10,5 metra od Ciebie i szybko odszedł. Pamiętaj, że tracisz 2 Punkty Energii za użycie Srebrnego Runu Snów, a także OoBE.)
Ostatnio zmieniony 15 marca 2017, 12:36 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 marca 2017, 16:32

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Odczekał kilka chwil, siedząc z zamkniętymi oczyma na pomoście, słuchając własnego tętna, które powoli zwalniało, odzyskując normalny rytm. Słońce, wspinające się szybko na nieboskłon, nie docierało do tej sekretnej przystani. Nawet przez zbroję wyczuwał chłód ściany, o którą się opierał. Wreszcie, gdy poczuł, że wracają mu siły, sięgnął po plecak i odchylił klapę. Mały, szafranowy wąż wspiął się czym prędzej na przegub swego opiekuna. Ah-saa-brax uśmiechnął się, gładząc palcem płaski łeb Sophii. Zerknął na Xatatla, przypatrującego mu się z kamiennym wyrazem twarzy i uśmiechnął się ponownie, równie tajemniczo, jak rzeźby Pradawnych stojące od wieków na Szarych Równinach. Wojownik odpowiedział mu zdecydowanym spojrzeniem, nie zdołał jednak ukryć czającej się w jego oczach podejrzliwości.

Sa ubrał się szybko, skrywając broń i zbroję pod osłoną zszarzałego ponczo.

- Idziemy? - zapytał. I nie czekając na odpowiedź zanurzył się ponownie w mrok piwnicznego korytarza.

Spiesząc raźnym krokiem dotarł do pomieszczenia z celami. Nie oglądał się, jednak wiedział, że Xatatl jest tuż za nim. Ciężkie kroki Tiba odbijały się echem na małej przestrzeni.

Ah-saa-brax objął spojrzeniem grupę towarzyszy, skupioną przy drzwiach celi. Wszyscy mieli mocno zaaferowane miny i milczeli, najwyraźniej niepewni co czynić. Ich spojrzenia błądziły bezwiednie pomiędzy sylwetką siedzącego na ziemi maga, a leżącym obok, drobnym, bezwładnym ciałem. Już pobieżny widok tego ponurego zebrania uświadomił Sa, iż nie jest to coś, w czym chciałby sam uczestniczyć. Rzucił więc jedynie:

- Wybaczcie, czcigodni, ale nie mogę patrzeć na to barbarzyństwo. To zbyt przerażające. Pójdę przeto się rozejrzeć na górze. Uspokoję nerwy i sprawdzę, czyśmy nic nie przeoczyli...

Za czym wyminął pozostałych i ruszył schodami na parter...
Szabruję na parterze wszystko, co tylko zdołam zmieścić do plecaka. Jeśli np są w ścianach klejnoty magiczne to je wydłubuje, jeśli są gdzieś złocone czy srebrzone frendle to je ucinam, etc. Generalnie wykorzystuję chwilę na to, by poprawić swoje fundusze i morale.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 marca 2017, 18:00

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Bezceremonialnie zawrócony z drogi, czarnoskóry alchemik wyczuł pewien nie dość starannie zawoalowany fałsz w słowach Ehecatlema. Oblał się z tego powodu zimnym potem przeświadczony, że w sąsiednim pomieszczeniu leży zakrwawione ciało nieszczęsnego młodego artysty, a wrażliwy Syn Słońca chce mu oszczędzić wstrząsu i dlatego nie dopuszcza do zwłok biednego Stratisa. Jakby nie dość było tej nocy cierpień i bólu! Zdjęty głębokim smutkiem AjArdczyk pozwolił odprowadzić się pod leżące w letargu dzieci, kiwając smętnie głową i rozpaczliwie próbując odzyskać trzeźwość myśli.

- Przeniesienie wszystkich tych dziatek do lazaretu pochłonie mnóstwo czasu - odezwał się w odpowiedzi na słowa Ixari - Musimy poprosić uzdrowicieli z chramu Mnumbi, aby przysłali tu kogoś z odpowiednimi kwalifikacjami. Jak tylko pozbędziemy się stąd ostatnich czcicieli tego plugastwa nocy, osobiście zajmę się organizowaniem pomocy. Lecz co będziemy czynić teraz? Gdzie szukać tej przebrzydłej Bentaresh? Że też boski Mnumbi musiał mnie pokarać więzami narodowości z tą wstrętną kobietą!

Spojrzenie Khema pobiegło ku zastygłym w bezruchu dzieciom, potem zatrzymało się na obliczu Syna Słońca.

- Szlachetny bracie oroniego, cóż nam doradzisz w tej sytuacji?

- Wybaczcie, czcigodni, ale nie mogę patrzeć na to barbarzyństwo. To zbyt przerażające. Pójdę przeto się rozejrzeć na górze. Uspokoję nerwy i sprawdzę, czyśmy nic nie przeoczyli...

- Hę?! - alchemik okręcił się na pięcie słysząc głos, którego przecież nie powinien był więcej usłyszeć - Stratisie, to ty?! Nic ci się nie stało?! Żyjesz?! Jakże się cieszę! Mnumbi prawdziwie ci sprzyjał, mój młody przyjacielu! Pozwól, niech cię uściskam! Kiedy to wszystko się skończy, zabiorę cię na dziękczynną ceremonię w chramie Mnumbi, abyś mógł osobiście podziękować za tę boską opatrzność! Gdzie uciekasz, zaczekaj!
Żaden ze mnie strateg, niech inni układają plan eliminacji niedobitków wroga! Plan na później zakłada, że Mibampes uczyni wszystko, by przekonać uzdrowicieli z lazaretu do przyjścia do magazynu.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 marca 2017, 10:27

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Entuzjastyczna reakcja Khema zbiła złodzieja z tropu tylko na chwilę. Zaproszenie na pogańskie ceremonie było ostatnim, czego aktualnie potrzebował. Zdusił jednak przekleństwo, przybierając odpowiednio uprzejmy uśmiech. Jednocześnie wszakże cofnął się szybko o krok, unikając serii przyjacielskich uścisków, na które alchemik najwyraźniej miał ochotę i rzekł pospiesznie:

- Zaiste Kadi, Pan Wód* czuwał nade mną! Z pewnością podziękuję mu w stosownym czasie. Wybaczcie jednak, lecz atmosfera lochu bardzo mnie przygnębia. Co więcej, moja przyjaciółka, Sophia, także nie czuje się tu dobrze i stała się dość nerwowa... Hmmm... Lepiej wyniosę ją na powietrze, nim komuś przypadkowo stanie się krzywda...

Jakby na potwierdzenie jego słów, niewielki szafranowy wąż wysunął łeb z kryjącego postać muzyka ponczo i zasyczał gwałtownie, ukazując szkarłatny języczek. Sa skłonił się lekko z przepraszającą miną, po czym nie czekając na reakcję osłupiałego AjArdczyka, wycofał się na schody.

[center]Obrazek[/center]
* Pan Wód - sa używają tego określenia, które dla wyznawcy Kultu Południa jest epitetem Mnumbi, dla nich samych zaś oznacza Wielkiego Węża.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 16 marca 2017, 14:08

[center]Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

W świecie snów loch jawił się jeszcze bardziej ponuro. Było jakby ciemniej, duszno i zimno zarazem. Cierpienie i strach przebywających tu istot odcisnęły w otoczeniu swoje piętno. Przez te wszystkie lata ściany nasiąkły nimi niczym gąbka, tak że gęsta jak smoła, czarna energia niemal z nich wyciekała pożerając światło i zakrzywiając przestrzeń.

Mezxtli ostrożnie stawiał kolejne widmowe kroki. Wydarzenia minionej nocy zdecydowanie nadszarpnęły jego siły, a samo wyjście w astral w takim miejscu należało do ryzykownych. Nie wiadomo ile umęczonych, głodnych zemsty dusz grasuje w tej piwnicy - pomyślał. Rozglądał się wokół w poszukiwaniu jakiegoś ruchu lub widmowych postaci duszyczek dzieci, jednak mimo usilnych starań niczego nie dostrzegał.

Wtem kątem oka dostrzegł jakieś poruszenie. Przez umysł przebiegł nieśmiały impuls nadziei. W cieniach rozciągającej się piwnicy przemknęła jakaś szara, rozmazana postać. Gdy skupił swój astralny wzrok, sylwetka przybrała na ostrości - wyglądała jak starzec w podartych, zniszczonych szatach. To z całą pewnością nie jest jedno z dzieci, wygląda bardziej jak kapłan czy mag... Przez moment Mezxtli miał wrażenie jakoby postać zaczęła się zbliżać. Pobieżne badanie pozwoliło stwierdzić, że ma do czynienia z nawką - duszą umarłej istoty, która z jakichś powodów związała się z danym miejscem. Gdy już zaczął rozróżniać rysy jej twarzy, nagle dostrzegł w niej niechęć i strach, po czym duch czmychnął w spowijającą pomieszczenie ciemność.

Niezrażony mag kontynuował swą eskapadę, bacząc jednak by nie oddalić się zbytnio od delikatnego światła Runu. Dawało ono astralną ochronę przed istotami chcącymi go skrzywdzić. Czuł jednak, że nie jest w tym miejscu mile widzianym gościem. Eter przesycony bólem i krzywdą niemal krzyczał do niego, niejako upatrując w nim winnego zaszłych tu krzywd. Alinur dostrzegł szaro-czarny kształt pochylający się nad jednym ze spoczywających w celi ciał. Wiedziony ciekawością uczonego zbliżył się nieco. Po chwili mógł już rozróżnić długie szpony i postrzępioną, zniszczoną szatę, które jednoznacznie wskazywały na upiora. Przerażająca istota sprawiała wrażenie, jakby chciała wejść w bezwładnie leżące, puste ciało.

Gdy mag badawczo przyglądał się upiorowi, ignorując powoli rodzący się w sercu strach, drugi, większy zwrócił uwagę na nietypowego gościa tych sfer. Pojawiwszy się raptem kilka metrów od niego, zawył przeraźliwie. Krzyk zmroził maga, jednak po krótkiej mentalnej walce zdołał mu się oprzeć. Krytycznym wzrokiem zmierzył postać upiora - w starciu z nim miał mizerne szanse na dodatek będąc tak wyczerpanym. Część umysłu odpowiedzialna za przetrwanie błyskawicznie podjęła decyzję o ucieczce. Mezxtli odwrócił swe widmowe ciało w kierunku gdzie spoczywała jego cielesna powłoka i zaczął biec co sił w astralnych nogach. Zdążył dotrzeć do celi, już pochylał się nad swym ciałem, gdy poczuł jak coś zimnego przeszywa i z szarpnięciem rozrywa mu plecy. Cios niczym tępe uderzenie dosłownie wrzucił go w ciało.

Natychmiast otworzył oczy, lecz świat rzeczywisty zawirował, po czym zalał się ciemnością. Zgromadzeni w piwnicy członkowie drużyny mogli zobaczyć jak ciało maga z głuchym pacnięciem osuwa się na ziemię...
Ostatnio zmieniony 16 marca 2017, 21:37 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 16 marca 2017, 14:45

Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul

Na szczęście odwrócenie uwagi alchemika nie było zbyt trudnym zadaniem, a i on sam nie wyrywał się, by zawrócić. Odrobinę rozbawiło wojownika delikatne drżenie czarnoskórego towarzysza, co z kolei zwalił na strach i zmęczenie uczonego.

Cóż, wygląda na to, że pomału odzyskujemy kontrolę nad sytuacją. Pozostaje tylko kwestia dzieci i zaniesienie artefaktów memu bratu...

Ehecatlem w tym momencie zaciekawił się, co tak właściwie znajdowało się w worku dostarczonym przez złodzieja. Wszak byłoby to ogromnym nietaktem rzucić Oroniemu worek wypełniony bezwartościowymi śmieciami, a i samego Syna Słońca postawiłoby w upokarzającej sytuacji. Szczęśliwie zbiegło się to w czasie z powrotem Stratisa oraz Tiba z pomostu, przywołał więc swego przyjaciela ruchem ręki i poprosił o pakunek, który pieczołowicie w świetle pochodni przeszukał, dla własnego bezpieczeństwa nie dotykając niczego gołymi rękoma, lecz przez materiał. Uśmiechnął się, gdy zobaczył zwoje, których szukali, ale kryształowa, mętna w środku kula stanowiła zagadkę. Wciąż trzymając ją przez materiał pokazał pozostałym i zapytał:

- Czy ktoś zna się na magicznych przedmiotach? No tak, alinur, ale wyszedł z ciała, powiedział do siebie w myśli. - Ah tak, musimy zaczekać na maga.

- Szlachetny bracie Oroniego, cóż nam doradzisz w tej sytuacji? - Głos Khema wyrwał paladyna z zamyślenia nad znalezionymi rzeczami. Kwestia dzieci wciąż pozostawała nierozwiązana. Było ich zbyt mało, by zabrać wszystkie dzieci naraz do chramu, a nie mogli sobie pozwolić na bieganie w tę i z powrotem.

- Poczekajmy na wieści od Mezxtli.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 marca 2017, 17:40

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Khem zdrętwiał z wrażenia, odprowadził Stratisa spojrzeniem otwartych szeroko oczu.

- Czy to był wąż? - upewnił się po długiej chwili ciężkiego milczenia, spoglądając na swoich towarzyszy - Prawdziwy wąż, widzieliście? Nie do wiary.

Alchemik uśmiechnął się mimowolnie, błyskiem odsłoniętych zębów dając dowód chwilowego odprężenia, które w końcu zdjęło z niego ciężar pozornie niekończącego się stresu. To niezwykłe jak wiele wspólnych zainteresowań łączyło obu spiskowców z przypadku, Khema i Stratisa. Zamiłowanie do sztuki muzycznej, wrażliwość charakterów, a teraz również czułe podejście do zwierząt. Wąż to co prawda nie ryczyosioł, ale zwierzątko mimo wszystko, więc Mibampes poczuł, że niewidzialna nić sympatii łącząca go z artystą uległa dalszemu wzmocnieniu.
I teraz koleżko możesz już być pewien, że w którymś z następnych postów przesympatyczny alchemik złapie Cię za węża!

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 17 marca 2017, 11:37

Posiadłość Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul

Przez krótką chwilę pozbawioną w odczuciu czasu i przestrzeni, trwała w modlitwie. W pewnym momencie dotarł do niej głos maga proszącego ją o opiekę w czasie gdy ten opuści swoje ciało w poszukiwaniu dusz dzieci. Nieśpiesznie zakończyła modlitwę i spojrzała na Mezxtli który zdążył już wejść w trans.

Nadchodzący towarzysze zdawali się sami rozumieć iż mag podejmuje działanie wymagające skupienia i nie ingerowali w jego przestrzeń. Posłyszała jak rozmawiają o tym co znaleźli i już chciała odpowiedzieć na zadane przez Ehecatlema pytanie o umiejętność identyfikacji jednego z nich, kiedy medytujący obok mag drgnął gwałtownie otwierając oczy a następnie jego ciało zwiotczało.

Zdaje się że to nie była prawidłowa reakcja. Nie zastanawiając się zbyt długo przypadła do ciała maga chcąc sprawdzić czy żyje. Wyczuła puls. Tak czy inaczej jest źle pomyślała wiedząc że może to świadczyć o tym że został zaatakowany. Chcąc potwierdzić swoją tezę spojrzała w przestrzeń, z której adept przed chwilą powrócił. Przy nim znajdowała się upiorna cienista istota o długich szponach i czerwonych ślepiach. Teraz skierowała się w stronę jednego z ciał dzieci i wniknęła w nie. A więc jednak...!

Przyłożyła dłoń do skóry maga chcąc przekazać mu energię niezbędną do odzyskania świadomości. Wiedziała że za chwilę będzie im potrzebna jego pomoc.

Zwracając się do reszty drużyny wskazała na drugą z brzegu celi dziewczynkę.

- Mezxtli został zaatakowany przez widmo, miejcie oko na to dziecko bo właśnie w nie weszło!

Sama zwróciła swoją uwagę w kierunku maga chcąc wiedzieć czy udało jej się go ocucić.
Używam Astralnego Widzenia żeby zobaczyć co się dzieje i za pomocą Przekazania Mocy oddaję magowi 4 punkty energii.
Ostatnio zmieniony 17 marca 2017, 13:56 przez voodoochild, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ