Oczy Goratrixa zajaśniały jeszcze bardziej tworząc oślepiające światło. Wokół Czarodzieja zaczęły pojawiać niewielkie wyładowania elektryczne, a z jego wnętrza zaczęła bić ogromna potęga. Namtar natychmiast odwrócił wzrok, aby nie zostać oślepionym i po oparł rękę na rękojeści sztyletu, wychodząc krok przed członków koterii.
Wszystkie plany, jakie miał odnośnie spotkania z Goratrixem wzięły w łeb. A miejsce pomiędzy nim a Nosferatu było ostatnim, które Łowca chciał zajmować. Nie lubił Szczura. Jeszcze pięć minut temu był bliski tego, by zatopić nóż w jego sercu. Wszystkie te jego nędzne manipulacje, kłamstwa i plugawe insynuacje sprawiały, że sam miał ochotę rozerwać mu gardło. Ale nie mógł tego zrobić. Musiał go chronić stając tu, między tym psem, a sojusznikiem Klanu...
Mimo wszystko jednak wiedział, że nie ma wyboru. Wypełniał swój obowiązek. Osłaniając Nosfertu z ręką wspartą na rękojeści Khanjar, zmrużył oczy zastanawiając się, czy będzie potrafił być szybszy niż błyskawica...
- Jeśli go ruszysz, będziesz miał do czynienia ze mną, Effendi - powiedział tylko.
Wiekowy Czarodziej spojrzał w kierunku Assamity, po czym odezwał się:
- Nie przerwiesz mi tej konwersacji. To bardzo bohaterskie Namtarze, ale wydaje mi się że twoje priorytety są nieco inne. Chcesz znaleźć Paula, a ja wiem jak to uczynić. Ten pędrak, który chowa się za twym ostrzem zbłaźnił się i jak rozumiem nie zrobił tego pierwszy raz. W tej chwili Kontrakt to sprawa drugorzędna... Odsuń się więc bym mógł widzieć wyraźnie tego parszywego karaczana, a dam ci Paula na talerzu. Czyż nie jest tak, że Horacy kolejny raz naraził na szwank powodzenie waszej misji?
Assamita wyraźnie zawahał się. Przez chwilę milczał nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Nie jestem od tego by to oceniać. Mam obowiązek go chronić - odezwał się w końcu. I chyba po raz pierwszy w jego głosie poza zwyczajowym brzmieniem stali pojawił się ton niepewności.
- Zgadza się, ale wypełniasz polecania Silsila Akramatha. A obaj wiemy jakie otrzymałeś rozkazy. Zemsta jest najważniejsza i nie wierzę aby ochranianie tego śmiecia mogło być istotniejsze niż Wola Klanu. Wybieraj... Zemsta lub protekcja kogoś kto nie jest wart tej ceny - Goratrix mistrzowsko rozgrywał swoją partię, nie mogąc doczekać się widoku przerażonego Nosferatu.
- Na'am.* Zemsta jest Prawem - przyznał Morderca. Przez chwilę najwyraźniej zastanawiał się, co powinien zrobić w tej sytuacji. Spojrzał na Horacego, a później ponownie na Goratrixa.
- Mashy.** Wydaj mi Paula - powiedział w końcu.
- Doskonale, zrobię to. A teraz stań z boku. To niegrzeczne z naszej strony, aby Horacy musiał przez nas czekać z odpowiedzią - powiedział nie kryjąc sarkazmu.
Morderca skinął głową i cofnął się, zdejmując dłoń z rękojeści sztyletu.
- Jako twój ochroniarz sugeruję, byś powiedział coś mądrego - odezwał się chłodno do Horacego - Bo on naprawdę chce cię zabić.
Mistrzu Gry: zaznacz proszę, że w takim razie staję tak, by być między Goratrixem a resztą koterii.
* arab. Tak.
** arab. OK
SURIEL.
Ja też wolałbym nie widzieć tego spoilera

To że Goratrix odezwał się najpierw do Szczura było niemal dla niego oczywiste. Wszak każde powitanie i konwersację należało zacząć od najważniejszej osoby z przeciwnej strony. Tak mówiła etykieta.
Pierwszym zgrzytem, że coś jest nie tak był wzmianka o Darshanie. Potem już było już tylko gorzej i gorzej. Zgroza rosła w sercu Nosferatu z każdym słowem, czarodzieja.
Krótka scenka z Namtarem dała Szczurowi kilka bezcennych chwil by opanować szok i przerażenie. Rzecz szła wszak o jego skórę.
- Zanim pochopnie zapadnie wyrok i nastąpi weredyk i wyrok, proszę wysłuchaj mnie aż do końca. Nie. Odpowiedź brzmi nie, nie liczyliśmy na to, że ktoś zaledwie formatu Shreckta byłby w stanie powstrzymać samego mistrza Goratrixa. Sami uchodziliśmy przed nim z elizjum, więc jak widać nie mamy z nim najlepszych relacji. - Mówił powoli i ostrożnie ważąc każde słowo. Starał się przy tym unikać piorunujących gniewem oczu czarownika.
- Liczy się dla mnie to co ustaliliśmy, moje słowo dane tobie wczoraj jest jakby... czymś na czym opieram się w dalszych działaniach, jest prawdą. Nie działam, też przeciwko sojusznikom, choć... choć muszę przyznać, że ta niefortunna sprawa z Gavinem wraz z faktem iż ciało nie posiadało dyscypliny Odporności, wygląda... trochę jakby koteria celowo planowała... - przełkną ślinę, czując dziwną suchość w ustach kiedy uświadomił sobie że nie jest w stanie wypowiedzieć do końca tego zdania. - ...jakby wygląda, ehh... słabo, delikatnie rzecz ujmując. Nie wiedzieliśmy , że na Gavina zostały wydane Krwawe Łowy. A gdybym wiedział o tym milionie to pewnie sam bym niegodziwca pierwszy sprzedał bo zachował się wyjątkowo nisko jeśli chodzi o sprawę Reda i z galerią słabo mi ostatnio idzie... Przysięgam, że nie wiedziałem o wszystkich faktach. Dlatego teraz niejako jedziemy na jednym wózku, bo wychodząc i wchodząc do tego domu jako Gavin, wychodzi na to że pomagamy.... Democritus właśnie jednym ruchem ugotował nam koterię, krótko mówiąc. Stary lis. A przecież jak weszliśmy do niego z Darshanem dostał szachy od klanu Ravnos i wyglądało jakby przeprosiny za coś co zrobił Gavin zostały przyjęte. Nie wyglądało to tak dramatycznie, pewnie dlatego obaj nie pomyśleliśmy o tym fakcie przekazując ciało. No bo wątpię, żeby takie zaćmienie umysłu było wynikiem działania dyscyplin... - podniósł palce wskazujący w górę - choć nie jestem w stanie tego wykluczyć. Może Oszust mógłby rzucić więcej światła na tę sprawę, wstrzymaj zatem osąd jeśli łaska do czasu aż się pojawi, ja nigdzie się nie wybieram, każdy w mieście wie gdzie mnie można znaleźć. Elizjum Starszych, spotkanie Gratrixa, ucieczka przed Łowcą Demonów, to cholerna mózgojebna pieśń no i pojedynek z Namtarem, dość niefortunnie i boleśnie przegrany, plus widok tego... rytuału... To trochę jakby zbyt dużo jak na jedną noc, dla prowincjonalnego rzeźbiarza. Jeśli mi przez to coś uciekło, to chociaż nie wiń i nie każ za koterii. I to chyba wszystko co chciałem powiedzieć, skończyłem.
To tera ja
Stojący z tyłu Brujah słuchał bardzo uważnie słów Goratrixa, mieląc każde zdanie i analizując na każdy możliwy sposób, jakby nie zauważając czarnych chmur jakie zawisły nad Horacym, a może nawet i nad całą koterią. Po prostu zdawał sobie sprawę, że strach nic nie pomoże. Oceniał, że stary Tremere mógłby ich wszystkich pokonać, niezależnie od tego czy by mu się przeciwstawili czy nie. Dlatego nie zamierzał się skupiać na na takiej mozliwości, oddalił ukłucie strachu i skoncentrował się na słowach Goratrixa.
Uznał już wcześniej, że Goratrix musiał być kimś inteligentnym i przebiegłym, ale konfrontacja z Namtarem uzmysłowiła mu, że nawet jego samego, kogoś, kogo śmiertelni uznaliby za geniusza dzieli od Czarodzieja istna przepaść:
Każdą grę logiczną przegrałbym z Goratrixem z niemal stuprocentową pewnością. Cieżko uznać kogoś o takiej estymie za kogoś nie niebezpiecznego
Niemniej jednak Czarodziej zdradził kilka drobnych szczegółów, które zapewne dla niego były tajemnicą poliszynela.
Łowcy demonów... A zatem parał się takim zajęciem - potwierdził przypuszczenia Wellingtona. Jeszcze bardziej interesujące były informacje.
...wypełniasz polecania Silsila Akramatha. A obaj wiemy jakie otrzymałeś rozkazy... - te słowa, z jednej strony były istotnym puzzlem w niemożliwie skomplikowanej układance, ale z drugiej kawałek można było dopasować na obrazu na wiele sposobów.
Czyżby działali z polecenia tego samego mocodawcy? Nie, na to jest jedynie promilowa szansa. Nie zaprzątaj sobie głowy takimi teoriami. A jeśli nie tak, to oznacza, że Silsila i Goratrix się znają, lub Czarodziej "podsłuchał" Assamitów, lub i jedno i drugie. Mógł być medium... - BJ rozważał różne teorie.
Potem odezwał się przywołany Horacy. BJ wysłuchał i jego przepraszającej, ale też pokrętnej wypowiedzi. Nawet on wyczuł w głosie Szczura ogromny strach i niepewność.
Teraz wszystko w rękach Czarodzieja. Przekuje te przeprosiny na własną korzyść z siedemdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem. Raczej nie zabije Horacego.
Gdy Horacy zakończył długą wypowiedź, Goratrix podniósł w milczeniu leżącą na oparciu prawą dłoń, a następnie pstryknął palcami. W tej samej chwili krzesło na którym siedział Nosferatu odsunęło się gwałtownie pod ścianę. Nim Horacy zdążył upaść na dywan, jakaś niewidzialna siła uderzyła go w plecy sprawiając, że Szczur padł na kolana niecałe dwa metry przed Czarodziejem.
- Jesteś skazą tego świata, które powinno się wyciąć niczym jątrzący ciało nowotwór. Jest dla mnie niepojętą zagadką dlaczego Red ci tak ufał... Jesteś najgorszym sortem Rodziny, produktem propagandy Camarilli i impotentem intelektualnym. Gdzie Rusty miał oczy dając ci swoją krew? - zadał pytanie jakby oczekiwał odpowiedzi, ale wszyscy wiedzieli że nikt w tej chwili się nie odezwie.
- Camarilla pielęgnuje słabość w sercach swoich członków, a ty jesteś tego doskonałym przykładem. Pokazałeś swoją prawdziwą twarz, która napawa mnie obrzydzeniem. Sprzedałeś mnie Camarilli... Oszacowałem cenę, a teraz mi za to zapłacisz- oczy Goratrixa otworzyły się szeroko płonąc świetlistym blaskiem.
Czarodziej powoli wstał z fotela, po czym podszedł do klęczącego przed nim Horacego. Następnie złapał go za głowę prawą dłonią, na której zaczęły pojawiać się magiczne symbole. Oczy Nosferatu otworzyły się szeroko ukazując strach, a wokół czarodzieja wyładowania elektryczne zaczęły przybierać na sile. Twarz Goratrixa pełna mocy i skupienia na dziele, które zamierzał uczynić.
[center]

[/center]
- Stix maro kann. Fux dur an triviar. Mah el-man toh ax mozob. Co należało do ciebie, teraz należy do mnie - powiedział z wibracją w głosie, a następnie rzucił ciałem Horacego pod biurko, które stało pod ścianą.
- Paul jest w rękach Karla Schreckta, który próbuje dostać się do jego wspomnień. Znajdziesz go w Brookdale Charleston Gardens. Radzę wybrać moment w którym nie będzie tam Justycjariusza - skierował swe słowa w kierunku stojącego obok Namtara.
- Dziwnym zbiegiem okoliczności zaraz po przebudzeniu trafiłem na ludzi Democritusa, którzy jak tylko mnie zobaczyli natychmiast się na mnie rzucili. Musiałem zareagować... Później sprawy nabrały szybszego tępa, a Democritus ostatecznie zwołał Krwawe Łowy. Trochę mi zajęło zanim dowiedziałem się dlaczego, a gdy poznałem prawdę... - przerwał spoglądając na podnoszącego się z podłogi Horacego.
- Opuszczam was, gdyż za pięć minut wpadną tutaj ludzie Democritusa i zapewne będą wypytywać o Gavina, Horacego i Darshana.
Kończymy technicznego na razie. Muszę przemyśleć jak lepiej wykorzystać taką formę pisania.