PBF - W Mroku Oxanu

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 kwietnia 2017, 16:13

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Krążył po kuchni drobnymi, nerwowymi kroczkami, starając się wyłapać wszystko, co było warte uwagi. Od czasu do czasu brał jakiś losowy przedmiot i nosił go przez chwilę, odkładając następnie w inne miejsce. Pozwalało mu to uniknąć nadmiernego zainteresowania pozostałych służących, pozorując, że "coś się przecież robi". Los sprzyjał mu najwyraźniej, gdyż w porze śniadania wszyscy mieli zbyt wiele obowiązków, by zwracać dodatkowo uwagę na pałętająca się tu i ówdzie staruszkę.

W końcu znudzony słuchaniem tyrad głównej kucharki i utyskiwań służby, siadł pod ścianą na prostym zydlu i począł obierać wielobarwne kolby kukurydzy. Pilnował, by nie szło mu to za sprawnie, nadstawiając jednocześnie ucha. W końcu jedna z dziewcząt, krojąca topinambur przy najbliższym stole odezwała się strapiona:

- Och, ciężko pracować, gdy takie nieszczęście dom nasz spotyka... Ilem ja łez już wylała, odkąd się dowiedziałam o tem. Pokojowa mówiła, że Jaśniejący z łóżka wstać nie może. Medycy są pono bezradni. Nie pomnę by był kiedyś tak chory.

- A to, to - odezwała się druga, przebierająca fasolę i dodała ciszej - Ponoć Panu krew się ustami rzuciła. Widziałam prześcieradła. Plamy na nich czarne i czerwone były...

- Oj nieszczęście to zaiste - zawtórował obu kobietom Ah-saa-brax, dbając o to by głos jego zawierał dawkę rozpaczy stosowną do okoliczności. - Zali bogowie srodze nas doświadczają. Biada, oj biada! Wszelako co powiadacie, iże medycy nie umieją mu pomóc?

- Ano owszem, babciu - odezwała się pierwsza z kobiet, także ściszając nieco głos - Ani chybi to jakaś magia. Rzekł mi tak zresztą Oquxin, co w straży służy, a on przeca by mnie nie okłamał. Mówił, że Pan w prawdziwie w kiepskim jest stanie i wygląda jakoby już na stos się szykował.*

- Straszne, oj straszne rzeczy podacie - biadolił dalej złodziej, wczuwając się w rolę. - A nie rzekł wam może ów cny młodzian, jak to się stać mogło? Magia to czy nie magia, ale przeca Pan nasz jakoś otruć się musiał. A jeśli jadło jego zatrute było, to pewnikiem na nas wszystkich podejrzenie padnie. Kto wie, czy na targ nie trafimy jak, nie dajcie Bogowie, Pan ducha wyzionie? Pomyślta przeto czy coś się wam kobity w głowach nie urodzi, cobyśmy własną skórę ocalić mogły... Może która z was coś dziwnego widziała?
Wkręcam służące by mi powiedziały coś więcej, o sposobie w jaki otruł się Oroni czy czasie, gdy to miało miejsce. Może też w obawie o swoje bezpieczeństwo powiedzą mi coś dodatkowo?
* Na stos się szykować - być bliskim śmierci. Powiedzenie powstało stąd, iż ciała zmarłych na Lenji pali się na stosach pogrzebowych.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 12 kwietnia 2017, 21:24

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]

- Toż, to nie może być jak powiadacie babciu! Wszystkieśmy przygotowały wieczerzę wspólnie, przecie by kto zauważył, gdyby było coś nie tak. - przejęta kobieta wyraźnie ściszyła głos, kontynując swój wywód - Lecz jak powiadacie, ani chybi wina spadnie na nas. - milczała przez chwilę zajęta krojeniem bulw topinambura. - Pan zachorzał w końcu w środku nocy. Z samiutkiego rana było już wszystko pozamykane. Droga mi przyjaciółka od lat przygotowywała kąpiel Panu i szanownej małżonce. Rano zaś nie została wpuszczona do wyższych pokoi. Tak samo sprawa się miała z dużą częścią służby. - młodsza kucharka umieściła obrane warzywa do obszernej, ceramicznej misy, szybkim ruchem odkładając ją w pobliże paleniska. Zdawała się denerwować co raz bardziej, aż w pewnej chwili zdałoby się, o czymś sobie przypomniała:

- Mnumbi miejcie nas w opiece! - wypowiedziała cicho a szybko, wykonując znak Pana Wód na wysokości serca. - Szacowna małżonka... jak ona to wszystko przetrzyma? - wróciła do pracy, lecz brzemię wypełnionych obawą myśli ciążyło na jej młodej osobie. Kobieta przygryzła wargę. Wyraźnie z trudem powstrzymywała się, aby nie dać ujścia temu, co leżało na jej sercu. Ah-saa-brax wykorzystał sytuację, a także przewagę wieku. Kucharka zdawała się uspokoić nieco, a słowa wyrwaly się z jej ust jak westchnienie:

- Babciu, znacie się w sumie na takich sprawach, to zrozumiecie... otóż nasza Pani, niech Mechit Urtia nad nią czuwa, jest ponoć brzemienna. - głos jej był równy szeptu - wiem, bo mi Tlanentli powiedziała. Ona przecież opiekuje się Panią w czasie kąpieli. Nie mogłaby się więc mylić. A kto wie... Co się stanie, gdy, nie dajcie bogowie, Jaśniejący by pomarł? My trafimy w najlepszym przypadku znów na pola, a szacowna małżonka? Pani jest dla nas przecie tak łaskawa, jej serce czułe mimo władzy, którą posiada. A jeśli ból straty naszego Pana ją również zawiedzie na stosy? Co się stanie z tym dzieciątkiem, co w jej łonie? - w oczach kobiety zaszkliły się łzy, które szybko starła wierzchem dłoni.
Kobieta jest najwyraźniej bardzo wdzięczna za los, jak ją spotkał, gdy może służyć w pałacu Jaśniejącego. Informacja, którą Ci babciu-Stratisie powierzyła, była dla jej samej najwyraźniej w tej kuchni tylko wiadoma. I co najmniej poufna.
[center]***[/center]
- Nie jest to moją decyzją Ehecatlemie, lecz rozporządzeniem samego Aru Ari. Nikt prócz osobistego medyka i dowódcy naszego oddziału nie ma teraz przystępu do Oroni An'harata... Choćby i jest Ci bratem. - słowa godnej postury męża wydawały się ostre i nieznające sprzeciwu, zupełnie jak głos, który tak często skory był do udzielania najmniejszej choćby reprymendy. - Nie powiodę was do komnat Pana tego domu, ani nie pozwolę tam przejść. Twoje słowa jednak są niemałą sprawą, a płyn, który macie może istotnie pomóc medykowi. Sam również nie jestem w stanie powiedzieć Jaśniejącemu o waszym przybyciu. Ale - tu jego głos zelżał z tonu, a srogie jego oblicze się nieco rozpogodziło - poinformuję dowódcę o tej sytuacji, a i medyk dowie się o truciźnie, którą udało się wam zdobyć. Zaczekajcie więc tutaj, a dowódca się z wami rozmówi.

Szlachetny Aruan skończył, po czym odwrócił się na pięcie. Przyspieszając kroku podążył wgłąb korytarza, znikając za załomem korytarza.
Ehecatlem: rzut na Aut. + Dowodzenie: 2 przebicia. Twoje informacje przekonają Syna Słońca do udzielenia wam pomocy.

Khem: rzut na Char. + Perswazję: brak sukcesu. Nie widać, aby zapewnienia alchemika podparły wyraźnie słowa Ehecatlema.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 kwietnia 2017, 13:43

[center]Pałac oroniego An'harata, 15 Pani Trzcin[/center]
Niespokojny Khem podrapał się po czubku nosa, rozejrzał ponownie wokół siebie. Ehecatlem sprawiał wrażenie niezwykle opanowanego, ale alchemik zachodził w głowę, czy brat szlachetnego oroniego też się niepokoił tak ogromnymi przeszkodami w przystępie do chorego dostojnika. Co jak co, ale rodzony brat - na dodatek ledwie dzień temu wysłany na wielkiej wagi sekretną misję - powinien być wypatrywany u bram pałacu przez umyślnych mających powieść go wprost przed oblicze An'harata.

Umysł AjArdczyka zasypywał zatem swego właściciela mnóstwem podejrzeń mrożących krew w żyłach i zapowiadających jeszcze gorsze wyzwania. Mogło być bowiem tak, że oroni An'harat już nie żył, a jego zausznicy postanowili ukryć ów fakt, by nie wywołać znienacka paniki. Oroni mógł też żyć, ale znajdować się w stanie całkowicie uniemożliwiającym jakiekolwiek czynności... albo też trafił w niewolę w swoim własnym pałacu! Khem zesztywniał nagle, porażony ostatnią myślą i nie potrafiący się jej w żaden sposób wyzbyć.

Rozszyfrowany przez astralnego maga list sugerował, że spisek w Calli stanowił wielkie zagrożenie dla miasta, a czciciele Ciemności mogli się znajdować wszędzie, od podziemi pod miastem do pałaców najbardziej wpływowej arystokracji. A co, jeśli dowódca pałacowej straży i naczelny znachor należeli do spisku? Komu byłoby łatwiej otruć i odciąć od świata oroniego jak nie właśnie im?

- Zacny Ehecatlemie, lękam się, że nie pozostawiliśmy niebezpieczeństwa poza murami tego pałacu - powiedział półgłosem kładąc rękę na ramieniu Syna Holis - Jeśli twój czcigodny brat został otruty w tym miejscu, sprawcy wciąż mogą tutaj być... i może ich być wielu. Czy naprawdę winniśmy bezgranicznie ufać dowódcy straży twego brata i jego znachorowi?
Zdenerwowanie pogłębia paranoję Khema...

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 15 kwietnia 2017, 14:07

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Małżonka An'harata jest brzemienna? Ciekawe... Czemu, na Węża, nie wie o tym nikt, prócz służby...? Niespodziewana informacja zaskoczyła nieco złodzieja. Przez chwilę ważył w myślach wynikające z niej konsekwencje, pilnując, by jednocześnie by na zewnątrz nie stracić wiele ze swej wiarygodności. Jego dłonie wyłuskiwały kolejne tęczowe ziarna, podczas gdy myśli krążyły, próbując zestawić posiadane informacje. Nie mógł jednak zignorować najbardziej prawdopodobnej opcji. Tego rodzaju sytuacja była bowiem możliwa tylko w przypadku, w którym dziecko pochodziło z nieprawego łoża i należało ukryć jego istnienie. Jeśli tak było, to pani domu miałaby aż nadto jasny motyw, by chcieć pozbyć się męża... I nie potrzebowała do tego spisku Kultystów Ciemności... Przełknłą kilka przekleństw, cisnących mu się na usta. Pochlipał chwilę wraz z niewiastami, po czy drżącą dłonią otarł łzy i rzekł.

- Oj nie płaczta kobity, nie płaczta... Wszak nic nam z tego nie przyjdzie tera.... Trza do Pana Wód modły zanieść, ofiarę złożyć... Ale, ale - ściszył głos do szeptu. - Powiadacie, iż Pani spodziewa się dziecięcia? A zali Pan wiedział o tym? Dziwna to rzecz, iż nowina, tak radosna, nie została jeszcze ogłoszona ludowi, iżbyśmy wszyscy razem radować się mogli... Przeto troskam się, iże Pani także chora? Lubo zły omen jakiś kazał wszystkim zmilczeć o tym... Dziwna to rzecz, zaiste, oj dziwna...
Ciągnę je dalej za język.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 16 kwietnia 2017, 23:11

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]

- Zacny Ehecatlemie, lękam się, że nie pozostawiliśmy niebezpieczeństwa poza murami tego pałacu. Jeśli twój czcigodny brat został otruty w tym miejscu, sprawcy wciąż mogą tutaj być... i może ich być wielu. Czy naprawdę winniśmy bezgranicznie ufać dowódcy straży twego brata i jego znachorowi?

Całkiem nienajgorzej orientuje się w sytuacji nasz czarnoskóry przyjaciel, pomyślał paladyn słysząc te pytania, po czym odrzekł:

- Przyjacielu, jeśli chodzi o Synów Słońca, to bardzo dobrze, że są obecni w pałacu. Dzięki temu mamy pewność, że nie spiskują przeciw Oroniemu. Gdyby tak było, szybko wyszłoby to na jaw - straciliby patrona i większość umiejętności. Co się zaś tyczy medyka, podzielam twe obawy, jednak dopóki nie porozmawiamy z nim lub z moim bratem, ciężko będzie nam cokolwiek ocenić.

Aru nienawidził takich chwil, jednak wiedział, że jedna z nich nadeszła. A to z kolei oznaczało, iż wszyscy muszą być gotowi na nadchodzący rozwój wydarzeń. Wojownik wziął głęboki wdech i odezwał się do całej drużyny:

- Niestety wygląda na to, że w nasze zadanie wkradł się wątek polityczny. Prawdopodobnie to właśnie Bentaresh stoi za otruciem An'harata i ta informacja musi zatoczyć jak najszersze kręgi, by nie miała chwili wytchnienia. Jeśli Holis będzie dziś dla nas łaskawy, dzięki temu flakonikowi uda nam się ocalić życie miłościwie nam panującego -

w tym momencie podświadomie Aru wymacał mackowaty pojemnik, by mieć pewność, iż wciąż go posiada za pasem, po czym kontynuował:

- Natomiast przedmioty, które mieliśmy odzyskać mają pozostać na chwilę obecną w tajemnicy. To, co zaś powiedziałem memu zakonnemu mentorowi pozostaje wersją oficjalną, którą również musimy poprzeć wszyscy razem. Poza tym od tego momentu wszystko, co powiemy i zrobimy, musimy czynić jednogłośnie.
Najważniejszym celem na teraz jest dostanie się do komnat mego brata i rozeznanie się w sytuacji. Miejcie teraz oczy dookoła głowy, drobne szczegóły czy gesty mogą się okazać na wagę złota. Nie wątpię, że moi bracia świątynni nam pomogą, jednak mogą nie być wszechmocni w tej kwestii. W każdym razie chwilowo możemy się czuć bezpiecznie, w razie kłopotów będziemy mieć wsparcie - ostatnia informacja miała na celu uspokojenie pozostałych, by mogli skupić się na następnym zadaniu.

- Liczę teraz na waszą wiedzę i umiejętności, przyszłość tego miasta zależy od naszych wysiłków!
Synowie Słońca gdyby próbowali spiskować, straciliby z automatu patrona i zostaliby wygnani przez pozostałych. Ponadto tracą wszystkie umiejętności magiczne i zaklęcia wynikające z pełnionych funkcji.
Ostatnio zmieniony 17 kwietnia 2017, 00:12 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 kwietnia 2017, 10:16

Pałac oroniego An'harata, 15 Pani Trzcin

Słowa Ehecatlema sprawiły, że alchemik poczuł się nieco spokojniejszy, chociaż jego oczy wciąż strzelały na prawo i lewo w poszukiwaniu najmniejszego dowodu na bliską obecność spiskowców. Jeszcze niedawno noc spędzona w koszmarnej siedzibie kultu wydawała się Khemowi najgorszym doświadczeniem życia, teraz jednak boski Mnumbi jeszcze podniósł ciężar próby złożonej na barki swego wiernego wyznawcy.

W umyśle AjArdczyka zaczynała kiełkować posępna desperacja, zrodzona z przeświadczenia o nieuniknionym przeznaczeniu oraz niecodziennej dla Mibampesa determinacji. Wszystko wskazywało na to, że całe Calli znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie i tylko garstka wybrańców skupionych wokół alchemika mogła tej tragedii skutecznie zapobiec. Do tej pory Khem szczerze wierzył, że nieświadomie czymś zgrzeszył i Mnumbi poddał go wyzwaniom pokuty - teraz jednak alchemik gotów był uwierzyć w coraz śmielszą myśl, że jego boski patron wybrał go jako czempiona Calli w walce z plugawym pomiotem Ciemności!
Już niedługo poznacie nowego Khema - już niebawem miejsce laboratoryjnej myszy zajmie istny lew!

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 17 kwietnia 2017, 16:11

Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.

Ehecatlem sprawnie i szybko przekonał, jak się okazało, mistrza Am'huitztl do współpracy nie ujawniając przy tym zbyt wiele szczegółów ich dotychczasowej misji. Jeśli wszystko pójdzie według tego co postanowiono przed chwilą - być może staną przed medykiem Oroniego uprzednio rozmówiwszy się z samym dowódcą.

Niezwykle dziwne jej się wydał rozkaz władcy z racji którego przed obliczem chorego stanąć mogą jedynie medyk i dowódca... czyżby oroni zapomniał o tym jak wielkiej wagi sprawę nam powierzył? Trudno tu przecież nie dostrzec oczywistego powiązania między jego gwałtownym zatruciem a ostatnimi poczynaniami kultystów.

Cicha rozmowa pomiędzy Ehecatlemem i Khemem w efekcie której Aru nakazał grupie zachować czujność przyczyniła się również do postanowienia iż kolejnemu napotkanemu dostojnikowi przyjrzy się z większą uwagą i pod kątem wiarygodności.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 18 kwietnia 2017, 20:50

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]

- Pani, na całe szczęście i dzięki niech będą Mnumbi, w dobrym zdrowiu. Policzki jej rumiane, a apetyt dopisuje jak nigdy... - na wspomnienie o kondycji małżonki Ahtlactla An'harata, oblicze młodej kobiety rozjaśniło się - gdyby li tylko łaską bogów nasz pan ozdrowiał - ton głosu pomocniczki kuchennej przybrał na powrót odcień smutku. Przez pewien czas obie kobiety zajęte były pracą, gdy opowiadająca historię młódka oddaliła się, aby wstawić na palenisko przygotowane uprzednio warzywa. Mimo kształtującej się na jego rozum podejrzanej sytuacji, Stratis nie zdradzał sobą żadnych oznak niepokoju, w ciszy oddzielając tęczowe ziarna i umieszczając je do sporej, glinianej miski.

Młodziutka kobieta niebawem wróciła, niosąc ze sobą przepastny kosz z najróżniejszymi składnikami. Wracając do pracy, odchrząknęła nieznacznie i niemal konspiracyjnym szeptem kontynuowała swoją opowieść:

- Oj, jeśli Tlanentli się nie myli, toż to zaiste dziwna sytuacja. Macie rację babciu. Sama pani przecie o tym nie mówi... Tlanentli jednak widziała przy przygotowywaniu kąpieli... brzuch szacownej małżonki ponoć nabrał na gładkości, a i zaokrąglił się nieco. - na jej słowa weszła w rozmowę druga, starsza z niewiast:

- A ja słyszałam, że pani miewa zmienne nastroje, a i służka czeka długo, aż szanowna pani się obudzi. Moja rodzona siostra jak nic czuła się tak samo, a po kilku miesiącach narodziło się dziecko.

Kobiety prawiły cicho, nie przerywając pracy nad przygotowaniem wykwintnego posiłku. Skrytą rozmowę przerwał niski, niemal barytonowy głos. Ah-saa-brax zamrugał oczami. Przypominająca wa'anga twarz jednak nie zniknęła, a wręcz zyskała na ostrości. Stratis posłyszał nieznaczne westchnienie młodej siwja. Ta, która przerwała tak owocną dysputę, musiała chyba stać za długo nad paleniskiem, gdy jej obrzmiała czerwienią skóra podobna była do kwiatów z podwórka Mibampesa. Kobieta wykrzywiła usta w grymasie jakby kopiec ognistych mrówek i zwróciła się do trzech niewiast, a właściwie dwóch oraz Ah-saa-braxa, tonem nie zostawiającym miejsca na polemikę:

- Dajcie baby spokój gaworzeniu i zróbcie ragule! Ale szybko! Za pięć minut lądują na półmisku, jasne!? - zwracając się tymi słowy, z niesmacznym chlapnięciem rzuciła na blat pięć sztuk błękitnawych i wąsatych stworzeń. Przypominające żuki ragule wciąż żyły, nie mogły jednak uciec. Powiązane ze sobą za wąsy syczały tylko gniewnie, uderzając o siebie lśniącymi odnóżami. Przysadzista kucharka zdałoby się, że dopiero spostrzegła obecność staruszki, pomagającej dwóm młodszym siwja.

- Maquahue, myślałam, że dzisiaj nie przychodzisz. Co u córki? Zdrowie jej wróciło? - dostrzegając starowinkę, kucharka wyraźnie się rozradowała, a jej srogość zdawała się topnieć. - ale, chodź ze mną. Za raz mi wszystko powiesz. Tak dobrze, że tu jesteś! Mamy do zrobienia gąsiennice Aztala na słodko, a kto jak ty, jesteś w tym najlepsza!
Kucharka chce Cię Stratisie prowadzić do innej ławy, choć niezbyt daleko od miejsca, w którym przygotowywałeś kukurydzę i rozmawiałeś z pomocniczkami w kuchni.
[center]***[/center]
Niepokojąca cisza dzwoniła wręcz w uszach, gdy oczekiwali z niecierpliwością na przyjście dowódcy oddziału Synów Słońca. Silne promienie wpadające przez otwory okienne świadczyły o wejściu słońca w zenit. Robiło się co raz goręcej, a czas oczekiwania zdawał się niebotycznie wydłużać. W końcu ujrzeli na końcu korytarza zbliżającego się paladyna. Dowódca okazał się mężczyzną w sile wieku, lecz jego ciało pokrywały liczne blizny. Dla Ehecatlema były niezbytym dowodem waleczności i niezłomności królewskiego wojownika, który wsławił się, gdy obecny władca dopiero doszedł do pełni swego władzctwa. Dzięki sile swego oddania i dociekliwości, rozbił zagrażający młodemu Aru Ari spisek ze strony rodu możnych, próbujących zdyskredytować samego syna Holis i umieścić na tronie swego pachołka. Imię szlachetnego Syna Słońca od razu zagościło w umyśle brata samego Oroni - Extli Tepoz Nahtlaan...

Na pozdrowienie Ehecatlema, dowódca odparł krótko:

- Chodź ze mną. - odwrócił się prowadząc Syna Słońca. Pozostawionym rzucił tylko znaczące i stanowcze spojrzenie, nakazujące pozostać im tam właśnie, gdzie stoją.
Spoiler!
Przeszli do odnogi korytarza, gdzie stanęli przed wejściem do komnaty. Czuwający w pobliżu strażnik skłonił się szlachcicowi. Pomieszczenie, do którego weszli, okazało się niedużym pokojem dziennym, wychodzącym widokiem na główną bramę rezydencji. Gdy zostali sami, dowódca zwrócił się w kkońcu do Ehecatlema:

- Amhuitzl powiedział mi, że wykryliście spisek, grożący nie tylko szlachetnemu oroni, ale całemu Calli. Według słów AjArdczyka stoją za tym czciciele Zapomnianych. Powiedz mi o tym więcej.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 23 kwietnia 2017, 23:08

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]

Ehecatlem w duchu ucieszył się widząc drugiego ze swych braci, oznaczało to dla niego bowiem, iż w razie najgorszego na miejscu jest jeszcze jeden przyjaciel. W obecnej sytuacji było to na tyle spore wsparcie psychiczne dla wojownika, że aż odrobinę się rozluźnił, gdy drzwi do pomieszczenia zostały zamknięte. Wciąż jeszcze cichym tonem, obawiając się szpiegów odpowiedział na pytanie zadane przez Nahtlaana:

- W istocie, mój alchemik mówi prawdę. Na prośbę An'harata wyruszyliśmy do domu Bentaresh, by sprawdzić, czy nie dzieją się tam rzeczy powiązane z psami ciemności. Na miejscu okazało się, iż oroni miał całkowitą rację - w siedzibie napotkaliśmy kultystów. Na szczęście żadnemu z nich nie udało się opuścić posiadłości, ich resztki pewnie jeszcze wypełniają część pomieszczeń domostwa. Niestety właścicielce domu udało się zbiec. W lochu znaleźliśmy mojego przyjaciela z dzieciństwa - Xatatla Taxcaana - jestem przekonany. Poza tym w 1 z pokoi leżały malutkie dzieci, z których wyssano dusze w celu przeprowadzenia jakichś ohydnych rytuałów. Zabraliśmy je wszystkie do lazaretu Mnumbi, tamtejsi kapłani będą w stanie powiedzieć coś więcej. Na koniec wpadł nam w ręce pergamin, mówiący, że wkrótce odbędzie się jakiś rytuał kultystów, który pochłonie kolejne niewinne dusze... Zatem czasu mamy mało. Autor listu ma się pojawić w jednej z karczm miasta, to nasza szansa, by go schwytać i przeszkodzić w tym planie. Dodatkowo uważamy, iż w naczyniu noesionym przez alchemia może znajdować się trucizna, która została wykorzystana na moim bratu, stąd musimy się do niego dostać wraz z nadwornym medykiem, by przygotować antidotum. W jakim stanie jest teraz szlachetny? Czy możesz nas do niego zaprowadzić?

Czekając na odpowiedź wojownik przypomniał sobie coś jeszcze:

- Prawie zapomniałem - osoby, które wraz ze mną przybyły wybrał do tego zadania sam właściciel pałacu i im ufa, sam zaś ręczę za nich w obecności Holis. Brakuje jeszcze tylko Stratisa, ale on w tym momencie zajmuje się odrobinę innym zadaniem, powinien jednak wkrótce dołączyć do reszty.
Informuję Syna Słońca o tym, co się stało w domu Bentaresh pomijając skrzętnie fragmenty o artefaktach i martwym kapłanie w odmętach Ivit.
Ostatnio zmieniony 24 kwietnia 2017, 10:21 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 24 kwietnia 2017, 14:01

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
- Oj nie wróciło, nie wróciło - wymamrotał Ah-saa-brax głosem starowinki, pozwalając się pokornie prowadzić w wybraną przez kucharkę stronę - Dyć ja do kaplicy Mnimbi dziś pospieszałam ofiarę złożyć, jeno cożem usłyszała o tym nieszczęściu, jakie się przytrafiło Panu, musiałach i tutaj zajrzeć...

Otarł łzy trzymaną w ręce ścierką, po czym zatrzymał się nagle.

- Wybaczcie starej, ale muszę na stronę odejść... Wszystko to tak mnie nerwy rozstroiło...

Mamrocząc pod nosem przeprosiny zmieszane z fragmentami starczego utyskiwania, wyzwolił się z chwytu postawnej kucharki i oddalił w stronę toalet dla służby. Nie dotarł jednak do nich, skręcając w korytarz wiodący do pałacu. Po drodze udało mu się zwinąć stojący bezużytecznie pusty kosz i teraz niósł go przed sobą niczym jakiś wielce ważny artefakt.
Zakładam, że kucharka nie przeszkodzi staruszce oddalającej się za potrzebą? Ah-saa-brax uda się do tajnego przejścia, po czym opuści pałac.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 06 maja 2017, 08:12

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Spoiler!
Dowódca słuchał z uwagą słów młodego Syna Słońca, a z każdą chwilą wyraz jego twarzy nabierał co raz większej powagi. Gdy Ehecatlem skończył relację wspomnieniem o obdarzonych zaufaniem Jaśniejącego towarzyszach wyprawy, Nahtlaan przeszedł w stronę inkrustowanego szklaną płytką, stolika na wonności.
Przez tą chwilę zdawał się rozważać uzyskane informacje, szybko jednak powziął decyzję i zwrócił się do jednego z rodu An'harat:

- Szlachetny oroni istotnie mówił mi o powierzonym tobie zadaniu. Ta kobieta nie może opuścić Calli. Kontakt naszego miasta z Ajardzkimi przyczółkami jest zbyt delikatny. Żaden kundel ciemności nie może go zszargać. Wyślemy kogoś za tą całą Bentaresh. - urwał, a jego głos stał się jeszcze cichszy - co do waszego szacownego brata... sprawa jest delikatna... - spojrzał młodemu paladynowi w oczy, a jego wzrok nie dopuszczał żadnego słowa sprzeciwu - Nic, co teraz usłyszysz, nie może wyjść poza tą komnatę. - mężczyzna umilkł, a upewniwszy się o właściwym Synom Słońca posłuszeństwie, kontynuował:

- Tej nocy do pałacu przedostał się któryś ze sług Zapomnianych. Nie zdążył zaszkodzić dobru Jaśniejącego, gdy zginął od razu, jak tylko został wykryty. W związku z tym, straże zostały podwojone, a zgodnie z decyzją oroni An'harata i samego władcy Calli, przysłano Synów Słońca pod moją komendą. Do wiadomości straży i mieszkańców pałacu podana została informacja, że Szanowny zapadł na zdrowiu z powodu podanej mu trucizny. Sam Aru Ari obawia się szykującego się spisku, Jaśniejący zdecydował się więc udawać rzekomą chorobę. Wie o tym tylko władca Calli, ja, a teraz i ty, młody synu Holis - urwał na chwilę, dając młodszemu stopniem paladynowi czas na przyswojenie nowych informacji. - Szanowny jest więc w dobrym zdrowiu. Mimo to nie przyjmuje teraz nikogo prócz mnie, oraz własnego medyka. To się tyczy również was. Pałac cały czas może być obserwowany, a nie chcemy, aby którykolwiek z tych psów wiedział, co się tutaj dzieje. Jasne? - tym samym dowódca zakończył swoją wypowiedź, wyraźnie zaznaczając, iż powiedział młodemu paladynowi wszystko, co zamierzał. Nakazując Ehecatlemowi tajność, sam skierował się do wyżej położonych komnat pałacu oroni An'harata.
Stratis: bez większych problemów wydostaniesz się z pałacu.

Ehecatlem wróci do reszty drużyny.
Ostatnio zmieniony 07 maja 2017, 21:00 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 maja 2017, 13:28

[center]Calli, Domostwo Khema, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Szanowany AjArdzki uczony, Khem Lateef Mibampes, przeszedł spokojnym krokiem przez uliczkę, w dzielnicy kupców i wkroczył na werandę swego domostwa. Odwrócił się na chwilę, z uśmiechem oddając pozdrowienie innemu ciemnoskóremu rzemieślnikowi, przechodzącemu właśnie obok, po czym podszedł do drzwi. Najwyraźniej coś musiało być nie tak z zamkiem, gdyż alchemik zmarszczył brwi i na chwilę pochylił się nad nim. Rosnące na werandzie, ukwiecone hibiskusy skryły częściowo jego postać, osłaniając go przed wzrokiem przechodniów. Usterka najwyraźniej jednak nie była poważna, gdyż już po chwili AjArdczyk wyprostował się i nacisnął klamkę. Zamek ustąpił z cichym szczęknięciem. Alchemik przekroczył próg i zniknął we wnętrzu domu, zamykając za sobą starannie drzwi...

[center]***[/center]
Ah-saa-brax rozejrzał się uważnie wokół, lustrując wzrokiem półki zastawione różnego kształtu buteleczkami i AjArdzki dywan leżący na podłodze salony alchemika. Opuścił zasuwę w drzwiach, po czym cichym krokiem skierował się do wnętrza domu. Wyciągnął rękę, by odciągnąć prowadzącą na korytarz zasłonkę z barwnych koralików, gdy nagle w powietrzu rozległ się ponury, wibrujący ryk. Złodziej drgnął zauważalnie i zmiął w ustach przekleństwo, orientując się, iż przyczyną dźwięku był ryczyosioł, znajdujący się za ścianą z wypalonej cegły. Prześlizgnął się na korytarz i znów przez chwilę nasłuchiwał. Dom był jednak całkowicie cichy, nie licząc pobekiwań stojącego w stajni złośnika. Sa przemknął korytarzem, sprawdzając kolejne komnaty. Był sam.

Wrócił do głównego pomieszczenia i zaciągnął zasłonkę w oknie. Następnie zrzucił plecak, wraz z iluzją, upodabniającą go do Khema, po czym usiadł ciężko na podłodze. Oparł się o ścianę i zamknął na chwilę oczy, odprężając się. Jego postać ponownie zafalowała, gdy Sa użył mocy swej krwi, kryjąc pod osłoną zaklęcia stygmaty Węża. Był zmęczony, cholernie zmęczony, nie na tyle jednak by zapomnieć o zachowaniu ostrożności. Wiedział, że kultyści już są zapewne na jego tropie. Byli wszakże śledzeni tej nocy, poza tym Bentaresh widziała jego twarz... Właściwie jedną z tysiąca twarzy, lecz akurat tej używał jako swej wizytówki w mieście i zbyt wielu obywateli potrafiło ją rozpoznać... Mimo to sądził, że w tym miejscu będzie bezpieczny. Przynajmniej do zachodu słońca. Nikt, nawet szaleni kultyści zapomnianych pogańskich bóstw, nie zaryzykuje włamania się do domu szanowanego alchemika w środku dnia. Uśmiechnął się. No, przynajmniej nikt kto nie był obdarzony błogosławieństwem Ka'a, a Wybranego Ludu nie musiał się przecież obawiać. Poza tym mógł się założyć, że Khem nie wyrzuci go na bruk, nawet jeśli się na niego natknie...

- Ssstrzeż mnie, sssłoneczko - polecił Sophii, pozwalając jej spełznąć z nadgarstka na ziemię. Musiał przyznać, że dywan AjArdczyka był o wiele bardziej miękki, niż mata, na której złodziej zwykle sypiał. Nie tracąc więcej czasu podciągnął plecak pod głowę, skulił się na podłodze i zasnął.
Spoiler!
Przed tym, jak trafię do domu Khema odwiedzam jeszcze parę sklepów i kupuję to co potrzebuję. Listę wyślę Ci zaraz na PW.
Cały czas oczywiście rozglądam się, czy nikt mnie nie śledzi. Jeśli by tak było, użyję sztuczki ze zmianą postaci i tyle.
Idąc do domu Khema używam iluzji podszywając się pod niego (-2 Energii). Zmieniam się dopiero w dzielnicy kupieckiej (by zminimalizować ryzyko wyśledzenia). Później ponownie rzucam na siebie swoją zwykłą (-2 Energii).

Staram się odespać 7 godzin. Sophia ma mnie przypilnować w trakcie snu.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 maja 2017, 16:33

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin[/center]
Ehecatlem i jego zwierzchnik odeszli od reszty nieproszonych gości. Khem zaczynał czuć z powodu nieobecności brata oroniego coraz większy niepokój. Starając się zachować opanowany wyraz twarzy, alchemik spoglądał z kamienną miną na kręcących się wokół uzbrojonych strażników, bynajmniej nie próbujących ukrywać wobec niego ogromnej podejrzliwości. Jak nigdy wcześniej w latach swego pobytu w Calli, AjArdczyk poczuł wrażenie skrajnej odmienności od otaczających go ludzi. Poczucie integracji ze społeczeństwem Lenja'kare znienacka wydało mu się fałszywe aż do bólu, jakby w ułamku chwili stał się dla mieszkańców pałacu przybyszem z zupełnie innego świata.

Wystarczył pretekst pod postacią choroby szlachetnego An'harata, by czarnoskóry adept stał się w oczach rdzennych mieszkańców miasta kimś zupełnie obcym, podejrzanym o najgorsze możliwe intencje i niewartym zaufania. Podążając myślami w tym niepokojącym na wskroś kierunku Mibampes uświadomił sobie jak niewiele warte byłoby życie ajardzkiej populacji Calli, gdyby jakiś gorącokrwisty Lenja'kare rzucił teraz wyssane z palca oskarżenie pod adresem czarnoskórych rezydentów miasta.
Takie tam dywagacje...

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 08 maja 2017, 14:02

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]

Drużyna w milczeniu oczekiwała powrotu Ehecatlema, licząc na jak najszybszą możliwość pomocy zdjętemu niemocą oroni An'haratowi. Stali w milczeniu na prawie pustym korytarzu, zaszczyconym wyłącznie niemą obecnością robiącego obchód pałacowego strażnika z kasty tiba. Pełne napięcia oczekiwanie w końcu przerwał wychodzący zza załomu korytarza Ehecatlem.
Tak jak dopisałam w ramce na końcu mojego poprzedniego posta, paladyn wróci do drużyny (już oczywiście sam).

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 09 maja 2017, 23:10

[center]Pałac Oroni An'harata, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]

- Jasne? - to jedno słowo przez krótką chwilę dźwięczało w umyśle młodszego paladyna wypełniając zarazem całą jego przestrzeń. Informacje, które otrzymał wprawiły go w osłupienie. Informacje o możliwym spisku potwierdzały tylko to, co drużyna już wiedziała po wizycie w posiadłości Bentaresh. Jednak nie zmieniało to faktu, iż bez kontaktu z oronim, jego młodszy brat nie bardzo wiedział, co mają dalej począć. Gonić Bentaresh? Szukać wskazówek odnośnie pozostałego artefaktu? Tropić kultystów? Owszem, pozostało jeszcze tajemnicze spotkanie, lecz czy ono rozwieje wszystkie wątpliwości? Coraz większy chaos pojawiał się w głowie młodzieńca. Co gorsza, problemy zdawały się nawarstwiać jeden na drugim niczym wypalone w gorącym słońcu cegły pałacu An'harata.

Wojownik wiedział jednak jedno - trzeba jeszcze się rozmówić z pozostałymi, a oni z kolei nie byli głupi. Nim Extli Tepoz Nahtlaan zdążył się oddalić, Ehecatlem powiedział jeszcze:

- Oczywiście, że tak. Pozostaje jeszcze kwestia moich towarzyszy podróży. Proponuję, byś przysłał do mnie medyka, który odbierze od alchemika flakonik z miksturą pod pretekstem przygotowania antidotum, a potem nas odeśle karząc czekać na wieści o stanie zdrowia gospodarza. Resztą zajmę się osobiście. Zaczniemy od wcześniej wspomnianego spotkania kultystów w karczmie. Jeśli tylko zdobędę jakieś istotne informacje, z pewnością się nimi podzielę. Czy możesz zatem to dla mnie zrobić?

Synowi Słońca wydawało się przez ułamek sekundy, że jego dowódca się uśmiechnął, nie był jednak w stanie stwierdzić tego z całkowitą pewnością. Natomiast przytaknął i kazał czekać wraz z resztą drużyny.

Cóż, mam nadzieję, iż ten mały fortel się powiedzie i nie będą podejrzewać zbyt wiele, myślał sam do siebie, choć wcale nie był tego taki pewien. Pozostało robić dobrą minę do złej gry.

[center]***[/center]

Echo kroków Aru rozbrzmiewało praktycznie pustymi korytarzami pałacu oroniego, gdy ten wracał w kierunku reszty zgromadzonych i wyczekujących jego powrotu. Podszedł do wszystkich i widząc pytające spojrzenia powiedział:

- Mam dobre i złe wieści. Dobra z nich jest taka, że za chwilę przybędzie medyk i weźmie miksturę do zbadania, by przygotować antidotum. Zła jest taka, iż nie mamy szans dostać się do komnat An'harata - jego obecny stan zdrowia uniemożliwia jakiekolwiek dyskusje w tym momencie. Ale jestem pewien,że wkrótce mój brat wróci do sił. W każdym razie zostaniemy o tym powiadomieni niezwłocznie. Tymczasem skupmy się na spotkaniu w karczmie. Proponuję każdemu zażyć krótkiego odpoczynku i uzupełnić brakujący ekwipunek, a następnie spotkać się w domu Khema, by obmyślić plan działania. Jakieś pytania?
MG, jaki mogę wykorzystać rzut, by przekonać wszystkich do swojego pomysłu? Jesli taki jest, poproszę o niego.
Kupuję po drodze 3 porcje koki, 2 galangalu oraz korzeń paproci stulistnej, po czym wracam do koszar pomodlić się i przespać. Potem udaję się do alchemika.
Od MG: zrobiłam paladynowi test na Autorytet i Dowodzenie, wyszedł mu sukces bez przebić (zważywszy na zmęczenie członków drużyny, obniżyłam Ci stopień trudności o 5).

Choć wolelibyście poczekać w pałacu, aby złożyć artefakt w ręce oroniego, czujecie bardzo duże zmęczenie, które utrudniłoby wam znacznie działanie.
Słowa paladyna wydają się wam odpowiednio przekonywujące i sensowne.
Ostatnio zmieniony 16 maja 2017, 15:54 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

ODPOWIEDZ