Krążył po kuchni drobnymi, nerwowymi kroczkami, starając się wyłapać wszystko, co było warte uwagi. Od czasu do czasu brał jakiś losowy przedmiot i nosił go przez chwilę, odkładając następnie w inne miejsce. Pozwalało mu to uniknąć nadmiernego zainteresowania pozostałych służących, pozorując, że "coś się przecież robi". Los sprzyjał mu najwyraźniej, gdyż w porze śniadania wszyscy mieli zbyt wiele obowiązków, by zwracać dodatkowo uwagę na pałętająca się tu i ówdzie staruszkę.
W końcu znudzony słuchaniem tyrad głównej kucharki i utyskiwań służby, siadł pod ścianą na prostym zydlu i począł obierać wielobarwne kolby kukurydzy. Pilnował, by nie szło mu to za sprawnie, nadstawiając jednocześnie ucha. W końcu jedna z dziewcząt, krojąca topinambur przy najbliższym stole odezwała się strapiona:
- Och, ciężko pracować, gdy takie nieszczęście dom nasz spotyka... Ilem ja łez już wylała, odkąd się dowiedziałam o tem. Pokojowa mówiła, że Jaśniejący z łóżka wstać nie może. Medycy są pono bezradni. Nie pomnę by był kiedyś tak chory.
- A to, to - odezwała się druga, przebierająca fasolę i dodała ciszej - Ponoć Panu krew się ustami rzuciła. Widziałam prześcieradła. Plamy na nich czarne i czerwone były...
- Oj nieszczęście to zaiste - zawtórował obu kobietom Ah-saa-brax, dbając o to by głos jego zawierał dawkę rozpaczy stosowną do okoliczności. - Zali bogowie srodze nas doświadczają. Biada, oj biada! Wszelako co powiadacie, iże medycy nie umieją mu pomóc?
- Ano owszem, babciu - odezwała się pierwsza z kobiet, także ściszając nieco głos - Ani chybi to jakaś magia. Rzekł mi tak zresztą Oquxin, co w straży służy, a on przeca by mnie nie okłamał. Mówił, że Pan w prawdziwie w kiepskim jest stanie i wygląda jakoby już na stos się szykował.*
- Straszne, oj straszne rzeczy podacie - biadolił dalej złodziej, wczuwając się w rolę. - A nie rzekł wam może ów cny młodzian, jak to się stać mogło? Magia to czy nie magia, ale przeca Pan nasz jakoś otruć się musiał. A jeśli jadło jego zatrute było, to pewnikiem na nas wszystkich podejrzenie padnie. Kto wie, czy na targ nie trafimy jak, nie dajcie Bogowie, Pan ducha wyzionie? Pomyślta przeto czy coś się wam kobity w głowach nie urodzi, cobyśmy własną skórę ocalić mogły... Może która z was coś dziwnego widziała?