PBF - Okna Duszy
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Sierżancie! Idąc do rzeźnika natrafiłem w jednej z uliczek na elfkę i człowieka. Ten leżał w kałuży krwi, a elfka skonała kilka chwil później na Pierzastym Wężu. W oddali była jakaś postać. Uciekła, widząc ze się zbliżałem.
Dziewczyna Wyglądała jak żebrak! Nic wielkiego, ale elf, to elf, a protokół, protokołem zgłosić trzeba. Rano sprawdzę miejsce może coś znajdę. Zamelduje o wynikach.
Dziewczyna Wyglądała jak żebrak! Nic wielkiego, ale elf, to elf, a protokół, protokołem zgłosić trzeba. Rano sprawdzę miejsce może coś znajdę. Zamelduje o wynikach.
odmelduje się i wracam do o czynszówki załatwić jedną sprawę z PW, a później do Oltafa
Ostatnio zmieniony 11 czerwca 2017, 08:43 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Południowa Dzielnica; 25 orakt-ran
Niepocieszeni słowami Milcarra, Oltaf i Ortin zaczęli zbierać ze stołu kolorowe kartoniki i kostki. Nożownik odwrócił się w tym czasie do nadchodzącego śpiesznie gospodarza, ściskającego coś w rękach.
- Taki mały dar dla waszego mistrza - powiedział Baruba Dargaras - Antałek przedniego miodu, z pasiek Olgrionu. Lepszego pewnikiem nawet Katan nie pija. Z podziękowaniami za wybawienie z opresji.
Ślepak podziękował gnomowi skinięciem głowy, ujął w dłonie niewielki, ale przyjemnie ciężki antałek. W tej samej chwili do jego uszu dobiegł odgłos kroków zdradzających obecność kogoś, kto pośpiesznie wspinał się na wejściowe schodki "Amarysa".
- Eco, leniwy łachmyto - mruknął do siebie samego Milcarr - Aby raz nie trza na ciebie czekać...
W tej samej chwili drzwi zatrzęsły się pod istnym gradem uderzeń, trzeszcząc niebezpiecznie i podskakując na zawiasach. Ślepak cofnął się odruchowo o krok, nadepnął przy tym zaskoczonego hałasem Dargarasa.
- Otwieraj natychmiast! - zza zamkniętych okiennic dobiegł srogi kobiecy głos, rozsierdzony do granic możliwości i budzący ciarki ogromem dźwięczącej w nim furii - Wiem, że tam jesteś! Wiem, co tam robisz! Otwieraj natychmiast!
Klekot upadających na podłogę kostek sprawił, że macający za nożem Ślepak obejrzał się w stronę towarzyszy. Oltaf już trzymał w dłoni własną broń, w przeciwieństwie do Ortina.
Milcarr wiedział, że kupiec nie był tchórzem podszyty. Potrafił targować się niczym rozjuszony lew, kiedy ktoś oferował mu zaniżoną cenę; raz też tak zwyzywał na targowisku małoletniego złodziejaszka, że nawet idący opodal weterani uruk-hai pokiwali z uznaniem głowami - lecz teraz Ślepak odniósł wrażenie, że spogląda na zupełnie innego człowieka.
Ortin stał na ugiętych nogach, dyszał spazmatycznie, a jego wytrzeszczone oczy lśniły na tle śnieżnobiałej twarzy.
- To ona! - wykrztusił ledwie zrozumiale - Znalazła mnie! Musiała mnie śledzić!
- Kto to?! - wrzasnął Milcarr odwracając się jednocześnie w poszukiwaniu stołu mogącego posłużyć do zatarasowania drzwi. Spadające na nie ciosy przybierały na mocy i nożownik mógłby przysiąc, że na futrynie wejścia pojawiły się pierwsze rysy.
- Moja luba! - przypominający swym wyglądem zaszczutego królika kupiec strzelał na wszystkie strony oczami - Moja małżonka! Nie znacie jej, nie wiecie, do czego jest zdolna! Na Kielich, już po mnie!

Niepocieszeni słowami Milcarra, Oltaf i Ortin zaczęli zbierać ze stołu kolorowe kartoniki i kostki. Nożownik odwrócił się w tym czasie do nadchodzącego śpiesznie gospodarza, ściskającego coś w rękach.
- Taki mały dar dla waszego mistrza - powiedział Baruba Dargaras - Antałek przedniego miodu, z pasiek Olgrionu. Lepszego pewnikiem nawet Katan nie pija. Z podziękowaniami za wybawienie z opresji.
Ślepak podziękował gnomowi skinięciem głowy, ujął w dłonie niewielki, ale przyjemnie ciężki antałek. W tej samej chwili do jego uszu dobiegł odgłos kroków zdradzających obecność kogoś, kto pośpiesznie wspinał się na wejściowe schodki "Amarysa".
- Eco, leniwy łachmyto - mruknął do siebie samego Milcarr - Aby raz nie trza na ciebie czekać...
W tej samej chwili drzwi zatrzęsły się pod istnym gradem uderzeń, trzeszcząc niebezpiecznie i podskakując na zawiasach. Ślepak cofnął się odruchowo o krok, nadepnął przy tym zaskoczonego hałasem Dargarasa.
- Otwieraj natychmiast! - zza zamkniętych okiennic dobiegł srogi kobiecy głos, rozsierdzony do granic możliwości i budzący ciarki ogromem dźwięczącej w nim furii - Wiem, że tam jesteś! Wiem, co tam robisz! Otwieraj natychmiast!
Klekot upadających na podłogę kostek sprawił, że macający za nożem Ślepak obejrzał się w stronę towarzyszy. Oltaf już trzymał w dłoni własną broń, w przeciwieństwie do Ortina.
Milcarr wiedział, że kupiec nie był tchórzem podszyty. Potrafił targować się niczym rozjuszony lew, kiedy ktoś oferował mu zaniżoną cenę; raz też tak zwyzywał na targowisku małoletniego złodziejaszka, że nawet idący opodal weterani uruk-hai pokiwali z uznaniem głowami - lecz teraz Ślepak odniósł wrażenie, że spogląda na zupełnie innego człowieka.
Ortin stał na ugiętych nogach, dyszał spazmatycznie, a jego wytrzeszczone oczy lśniły na tle śnieżnobiałej twarzy.
- To ona! - wykrztusił ledwie zrozumiale - Znalazła mnie! Musiała mnie śledzić!
- Kto to?! - wrzasnął Milcarr odwracając się jednocześnie w poszukiwaniu stołu mogącego posłużyć do zatarasowania drzwi. Spadające na nie ciosy przybierały na mocy i nożownik mógłby przysiąc, że na futrynie wejścia pojawiły się pierwsze rysy.
- Moja luba! - przypominający swym wyglądem zaszczutego królika kupiec strzelał na wszystkie strony oczami - Moja małżonka! Nie znacie jej, nie wiecie, do czego jest zdolna! Na Kielich, już po mnie!
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
- O nie, mnie w sprawy damsko-męskie nie mieszajcie - półork uniósł ręce w geście neutralności. - Wziąłeś se taką babę to się teraz z nią baw.
Oltaf nie zamierza uczestniczyć w awanturze, która za chwilę rozpęta się w karczmie, jednocześnie jednak zastanawia się, gdzie on skryłby się w obecnej sytuacji, używając na przykład krycia się w cieniu. Jeśli pozostali towarzysze zechcą pomóc biedakowi to może poda swój pomysł na ewentualne ukrycie nieszczęśnika.
Ortin wodził przerażonym wzrokiem po obecnych,po gospodzie...
-Jest tu tylne wyjście?-zapytał szeptem przez ściśnięte ze strachu gardło. Jako że nikt nie dosłyszał,głównie przez hałasy dobiegające od drzwi wejściowych,histerycznie wrzasnął:
-JEST TU TYLNE WYJŚCIE?!
Ortin wiedział że to nie przelewki. Jeśli rzeczywiście za drzwiami stała jego Lubba,zwana pieszczotliwie lubą,te były skłonne ustąpić jej miejsca jak to zwykle bywało w wypadku dobijających się uparcie, rozjuszonych półolbrzymów. Żona kupca wywodziła się własnie z owej rasy i własnie głównie wizja srogiego lania spuszczonego przez kobiete,i do tego pod publiczkę,wywołała niemal histerię człowieka. A wszystko przez słabość do dużych kobitek.
-Jest tu tylne wyjście?-zapytał szeptem przez ściśnięte ze strachu gardło. Jako że nikt nie dosłyszał,głównie przez hałasy dobiegające od drzwi wejściowych,histerycznie wrzasnął:
-JEST TU TYLNE WYJŚCIE?!
Ortin wiedział że to nie przelewki. Jeśli rzeczywiście za drzwiami stała jego Lubba,zwana pieszczotliwie lubą,te były skłonne ustąpić jej miejsca jak to zwykle bywało w wypadku dobijających się uparcie, rozjuszonych półolbrzymów. Żona kupca wywodziła się własnie z owej rasy i własnie głównie wizja srogiego lania spuszczonego przez kobiete,i do tego pod publiczkę,wywołała niemal histerię człowieka. A wszystko przez słabość do dużych kobitek.
Ostatnio zmieniony 11 czerwca 2017, 15:55 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostrogar, Chłopskie Krocze; 25 orakt-ran
Fleituh splunął tak, by tracić plwociną prosto w jeden z butów podkomendnego, potem odwrócił się z wyniosłą miną i odszedł do pokoju dyżurnego podoficera. Eco westchnął z ulgą na ów widok, oblizał spierzchnięte usta.
- Chodź tu, Grombo! - wrzasnął na kręcącego się w pobliżu kantorka niziołka, wyładowując na nim swą złość - Poślij do zaułka Pierzastego Węża patrol, niechaj zabiorą stamtąd zwłoki elfki i przyniosą do piwnicy.
Przestraszony niedawną konfrontacją między sierżantem i strażnikiem, Grombo pokiwał pośpiesznie głową i pobiegł co sił w nogach do wartowni, by wydać odpowiednie dyspozycje pełniącym służbę stróżom prawa.
Obciągnąwszy rękawy skórzni Eco wyszedł czym prędzej ze strażnicy, ogromnym wysiłkiem woli powstrzymując się przed doskoczeniem do Kregena i obiciem mu wyszczerzonej złośliwie gęby.
Zamiast tego zniknął w jednej z sąsiednich uliczek zmierzając co sił w nogach ku położonym na nabrzeżu Chłopskiego Krocza miejskich jatkom.
Fleituh splunął tak, by tracić plwociną prosto w jeden z butów podkomendnego, potem odwrócił się z wyniosłą miną i odszedł do pokoju dyżurnego podoficera. Eco westchnął z ulgą na ów widok, oblizał spierzchnięte usta.
- Chodź tu, Grombo! - wrzasnął na kręcącego się w pobliżu kantorka niziołka, wyładowując na nim swą złość - Poślij do zaułka Pierzastego Węża patrol, niechaj zabiorą stamtąd zwłoki elfki i przyniosą do piwnicy.
Przestraszony niedawną konfrontacją między sierżantem i strażnikiem, Grombo pokiwał pośpiesznie głową i pobiegł co sił w nogach do wartowni, by wydać odpowiednie dyspozycje pełniącym służbę stróżom prawa.
Obciągnąwszy rękawy skórzni Eco wyszedł czym prędzej ze strażnicy, ogromnym wysiłkiem woli powstrzymując się przed doskoczeniem do Kregena i obiciem mu wyszczerzonej złośliwie gęby.
Zamiast tego zniknął w jednej z sąsiednich uliczek zmierzając co sił w nogach ku położonym na nabrzeżu Chłopskiego Krocza miejskich jatkom.
Pierwsza część fabularki na bazie deklaracji z PW...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Karczma "Amarys"; 25 orakt-ran
Zbici w gromadkę surelianie nie odrywali spojrzeń od wyraźnie ulegających naporowi Lubby drzwi, gotowi pożegnać się w myślach z pełnym krotochwil wieczorem. Sroga małżonka Ortina słynęła z braku wyrozumiałości dla hazardowych upodobań męża, bez ustanku dręcząc go i zasypując mnóstwem wymyślanych naprędce zajęć tylko po to, by nie miał czasu na spotkanie ze znajomkami.
A jej ciężka ręka nie znała litości ani dla własnego małżonka ani jego kompanów.
- Uciekajcie przez dach! - pisnął nienaturalnie wysokim głosem Baruba Dargaras - Schodkami na piętro, a potem przez stryszek na dach! Skoczycie z dachu na dach, to może ujdziecie z życiem! Żwawo!
Zbici w gromadkę surelianie nie odrywali spojrzeń od wyraźnie ulegających naporowi Lubby drzwi, gotowi pożegnać się w myślach z pełnym krotochwil wieczorem. Sroga małżonka Ortina słynęła z braku wyrozumiałości dla hazardowych upodobań męża, bez ustanku dręcząc go i zasypując mnóstwem wymyślanych naprędce zajęć tylko po to, by nie miał czasu na spotkanie ze znajomkami.
A jej ciężka ręka nie znała litości ani dla własnego małżonka ani jego kompanów.
- Uciekajcie przez dach! - pisnął nienaturalnie wysokim głosem Baruba Dargaras - Schodkami na piętro, a potem przez stryszek na dach! Skoczycie z dachu na dach, to może ujdziecie z życiem! Żwawo!
"Amarys" nie ma tylnego wyjścia, ale możecie użyć znanego z poprzedniej części sagi wyjścia na dach, by tą właśnie drogą czmychnąć w ciemność nocy. I proponuję się sprężać, te drzwi zaraz wpadną do środka! 
Saman pierwszy ruszył w stronę schodów wiodących na piętro. Póki drzwi trzymały się w kupie póty była szansa ze ominie go awantura i wielogodzinne żale małżonki poparte kilkoma szturchańcami. Niestety dla ludzkiego kupca nawet przyjacielskie przepychanki z Lubbą kończące się często w łożu kończyły się solidnym sincem. Olbrzymka często zapomniała ze nie poślubiła jednego ze swych pobratymców i mierzyła go wciąż swoją miarą.
Saman w kilku susach znalazł się na szczycie stopni poganiany coraz glosniejszym trzeszczeniem drzwi. Miał nadzieję ze wyjście na dach nie będzie zaryglowane przez właściciela przybytku w trosce przed wizytą nieproszonych gości
Saman w kilku susach znalazł się na szczycie stopni poganiany coraz glosniejszym trzeszczeniem drzwi. Miał nadzieję ze wyjście na dach nie będzie zaryglowane przez właściciela przybytku w trosce przed wizytą nieproszonych gości
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Nadbrzeże, Chłopskie Krocze; 25 orakt-ran
Kryzys chiwlowo zarzegnany. Sierżant wyszedł odsączyć pastucha, a Eco sprawnie wykorzystał sytuacje. Na szczęście rozładował gniew na niziołku, choć chciał wbić jedną z zatrutych strząłek prosto w szyje spaślaka Kregena.
Mijał ciemne zaułki, które prowadziły go w znane mu okolice. Wielokrotnie znajdował tu schronienie w zbitych skrzynkach, czy dużych wiklinowych koszach. Znał każdego żebraka który wyciągał ręce po jałmużne.
Błoto i fekalia chlupały pod jego podkutymi butami,a mury zaczeły rysować coraz to większe przestrzenie między sobą. Układ labirentu zauułków był domem dla Eco. Znał tą część jak własną kieszeń, wiedział kiedy pojawić się w jakim miejscu aby najlepiej wykorzystać szczodrość marynarzy. Zawachał się czy iść dalej czy stanać w krótkiej zadumie. Trafił w miejsce kiedy to spotkał Zygfryda Chorążego Straży ze złotej dzielnicy. Nie wiedział sam, czemy uśmiechnął się do niego taki los. Człowiek potrzebował informacji, dużej ilości informacji o statkach które wpływają i wypływają, o tym co mówią marynarze. Eco widział to jako wyciągnięcie pomocnej dłoni. Dostał wybór albo gnicie w rynsztokach chłobskiego krocza i pić wody z fekaliami, albo przysłyszyć w szeregach straży. Wiedział, że wybrał słysznie, czego czasem nie rozumieli jemupodobni żule i żebracy. Wiedział też, że w zamian za tę przysługę Eco przyjdzie jeszcze zapłacić.
Emocje które wróciły do niego i przepełniły go radością. Taką jak w snach kiedy na jego nieczyste, zdarte i brudne ręce spada z tłumu moneta najczystrzego mitril, oświetlajaca mu twarz w blasku jaśniejącym od czystości i bieli. Niestety z zadumy wyrwał go fetor moczu, starych ludzi i ryb. Nogi zaprowadziły go do skweru gdzie rybacy właśnie wysypywali z wielkich dreniwanych skrzyń złowione ryby i inne żyjątka morskie.
Eco! Rzucił do niego rybi rzeźnik i w tym samym czasie długa i ciężka maczeta odrąbała głowę dorodnemu okazowi aż ostrze wbiło się głęboko w długi drewniany pień.
Nocna zmiana? Nie boisz się człeku? Wycedził śmiejąc się Wulgar. Pet który trzymał w zębach skakał jak dorodna dziwka portowa na młodym marynarzu wypaając mu coraz to większa dziurę w gęstej krasnoludzkiej brodzie.
Cześć Wulgar. Dorodną rybę dziś przytargali. Co to? Zaczął gadke Eco. Wiedział. Że Wulgar bardziej niż interesy wołał plotkowanie. Dzisiaj, jeszcze bardzie był skłonny do tego skoro sam zaczął - chyba miał dobry humor tej nocy, eco wykorzystał tą informacje.
Wulgar zrobił grobową minę, puścił maczetę i tą samą ręką wyciągnął peta z gęby. To tuńczyk kurwa, rozum Ci wyżarły robale? Ile lat mieszkasz w dzielnicy portowej, a może jakaś ladacznica wyssała przez dzyndzla twoje ostatki mózgu? Mówiąc zgasił żarzący się niedopałek w oku odrąbanej rybiej głowy. Sięgnął po maczete i ustawił czybkiem w strone człowieka.
Przecież widzę, że tuńczyk! Wrzasnął strażnik, ale nie widziałem takiego okazu od bardzo dawna. Skąd Ci go przywieźli?
Krasnnolud sprawnym ruchem wbił maczete w brzuch ryby i zaczął posuwać ostrze w kierunku ogona, sały stół pokrył się już krwawą posoką. Babrajac swoje ręce w krwi krasnolud powiedział szybko.
Z okolic Gasty, podobno złowili go dziś rano. Specjlane zamówienie dla jakiegoś srebropijca z wyższych sfer. Kutas sam nie potrafi łowić ryb. Elita jebana bez nas zdechliby w trimiga! Skwitował Wulgar.
No tak, szlachta bez służy długo nie pociagnie. Ząsmiał się Eco i kontynuował dalej. A kto zamówił tego tuńczyka?
- Przyszedł jakiś chłopczyna, mówie Ci byźka taka słodka! Wiele bym dał żeby taką złapać na chwile w moje rączki! i mówi, że przedniego tuńczyka ojczulek chce bo bakiet wydaje. Córa wydać chce i szuka jej męża. Poodbno kilku rybich kupców też ma tam być. Wyobrażąsz sobie Chudy też tam będzie. Zakała rybiego placu! Ha .. ha!
Zakała jak zakała, ale to on ma 3 statki i 20 rybaków pod sobą, krętacz jeden. Podsumował Eco.
Dobra czas mnie nagli dostane u Ciebie troche wątrubki i kilka pęcherzy?
Spod rudych kłaczastych brwii zaświeciły się pełne rzadzy krasnoludzkie oczy. - a co będziesz ruchał i nie chesz zamoczyć fiuta? w grymasie uśmiechu żółte zęby zagłądały an strażnika spod gęstego wąsa.
- Tak i zaraz Ciebie wyrucham jak mi ich nie dasz. Wyrwał się Eco.
- Dobra, dobra masz tam w słoiku kilka dla Ciebie. Grubych i ciekich tak jak lubisz. Wątrubkę też Ci spakuje. Poczekaj chwile.
4 srebniki lżejszy Eco gnał co sił do swojej czynszówki, nie miał za dużo czasu. Musiał pójść do karczmy Amartys a rano na służbę. Mało czasu mu zostało. Dlatego ostatni odcinek przebierał nóżkami jak dorodny goniec cesarskiej mości.
***
Drzwi zaskrzypiały, a blask oświetlił ciemne pomieszczenie. Po kilku krokach w głab ciemnego pomieszczenia Eco zauważył 22 par oczu odbijacych światło jego kaganka. Pomarańczowe promienie odbijały się w nich rusyjąc na tafli prawie niezauważalne płomyki. Ślepia zaczęły szybko przemieszczać się na dźwiek i zapach świeżego mięsa. Szybkimi susami zbliżyły się na granicę oświetlonej podłogi, pozostawiajać nicały metr od stóp strażnika, aż w końcu wyłoniły się z kompletnych ciemności. Małe gały patrzyły na niego z każdej strony.
- Dzieci tatuś wrócił! Krzynął z uśmiechem Eco!
Kryzys chiwlowo zarzegnany. Sierżant wyszedł odsączyć pastucha, a Eco sprawnie wykorzystał sytuacje. Na szczęście rozładował gniew na niziołku, choć chciał wbić jedną z zatrutych strząłek prosto w szyje spaślaka Kregena.
Mijał ciemne zaułki, które prowadziły go w znane mu okolice. Wielokrotnie znajdował tu schronienie w zbitych skrzynkach, czy dużych wiklinowych koszach. Znał każdego żebraka który wyciągał ręce po jałmużne.
Błoto i fekalia chlupały pod jego podkutymi butami,a mury zaczeły rysować coraz to większe przestrzenie między sobą. Układ labirentu zauułków był domem dla Eco. Znał tą część jak własną kieszeń, wiedział kiedy pojawić się w jakim miejscu aby najlepiej wykorzystać szczodrość marynarzy. Zawachał się czy iść dalej czy stanać w krótkiej zadumie. Trafił w miejsce kiedy to spotkał Zygfryda Chorążego Straży ze złotej dzielnicy. Nie wiedział sam, czemy uśmiechnął się do niego taki los. Człowiek potrzebował informacji, dużej ilości informacji o statkach które wpływają i wypływają, o tym co mówią marynarze. Eco widział to jako wyciągnięcie pomocnej dłoni. Dostał wybór albo gnicie w rynsztokach chłobskiego krocza i pić wody z fekaliami, albo przysłyszyć w szeregach straży. Wiedział, że wybrał słysznie, czego czasem nie rozumieli jemupodobni żule i żebracy. Wiedział też, że w zamian za tę przysługę Eco przyjdzie jeszcze zapłacić.
Emocje które wróciły do niego i przepełniły go radością. Taką jak w snach kiedy na jego nieczyste, zdarte i brudne ręce spada z tłumu moneta najczystrzego mitril, oświetlajaca mu twarz w blasku jaśniejącym od czystości i bieli. Niestety z zadumy wyrwał go fetor moczu, starych ludzi i ryb. Nogi zaprowadziły go do skweru gdzie rybacy właśnie wysypywali z wielkich dreniwanych skrzyń złowione ryby i inne żyjątka morskie.
Eco! Rzucił do niego rybi rzeźnik i w tym samym czasie długa i ciężka maczeta odrąbała głowę dorodnemu okazowi aż ostrze wbiło się głęboko w długi drewniany pień.
Nocna zmiana? Nie boisz się człeku? Wycedził śmiejąc się Wulgar. Pet który trzymał w zębach skakał jak dorodna dziwka portowa na młodym marynarzu wypaając mu coraz to większa dziurę w gęstej krasnoludzkiej brodzie.
Cześć Wulgar. Dorodną rybę dziś przytargali. Co to? Zaczął gadke Eco. Wiedział. Że Wulgar bardziej niż interesy wołał plotkowanie. Dzisiaj, jeszcze bardzie był skłonny do tego skoro sam zaczął - chyba miał dobry humor tej nocy, eco wykorzystał tą informacje.
Wulgar zrobił grobową minę, puścił maczetę i tą samą ręką wyciągnął peta z gęby. To tuńczyk kurwa, rozum Ci wyżarły robale? Ile lat mieszkasz w dzielnicy portowej, a może jakaś ladacznica wyssała przez dzyndzla twoje ostatki mózgu? Mówiąc zgasił żarzący się niedopałek w oku odrąbanej rybiej głowy. Sięgnął po maczete i ustawił czybkiem w strone człowieka.
Przecież widzę, że tuńczyk! Wrzasnął strażnik, ale nie widziałem takiego okazu od bardzo dawna. Skąd Ci go przywieźli?
Krasnnolud sprawnym ruchem wbił maczete w brzuch ryby i zaczął posuwać ostrze w kierunku ogona, sały stół pokrył się już krwawą posoką. Babrajac swoje ręce w krwi krasnolud powiedział szybko.
Z okolic Gasty, podobno złowili go dziś rano. Specjlane zamówienie dla jakiegoś srebropijca z wyższych sfer. Kutas sam nie potrafi łowić ryb. Elita jebana bez nas zdechliby w trimiga! Skwitował Wulgar.
No tak, szlachta bez służy długo nie pociagnie. Ząsmiał się Eco i kontynuował dalej. A kto zamówił tego tuńczyka?
- Przyszedł jakiś chłopczyna, mówie Ci byźka taka słodka! Wiele bym dał żeby taką złapać na chwile w moje rączki! i mówi, że przedniego tuńczyka ojczulek chce bo bakiet wydaje. Córa wydać chce i szuka jej męża. Poodbno kilku rybich kupców też ma tam być. Wyobrażąsz sobie Chudy też tam będzie. Zakała rybiego placu! Ha .. ha!
Zakała jak zakała, ale to on ma 3 statki i 20 rybaków pod sobą, krętacz jeden. Podsumował Eco.
Dobra czas mnie nagli dostane u Ciebie troche wątrubki i kilka pęcherzy?
Spod rudych kłaczastych brwii zaświeciły się pełne rzadzy krasnoludzkie oczy. - a co będziesz ruchał i nie chesz zamoczyć fiuta? w grymasie uśmiechu żółte zęby zagłądały an strażnika spod gęstego wąsa.
- Tak i zaraz Ciebie wyrucham jak mi ich nie dasz. Wyrwał się Eco.
- Dobra, dobra masz tam w słoiku kilka dla Ciebie. Grubych i ciekich tak jak lubisz. Wątrubkę też Ci spakuje. Poczekaj chwile.
4 srebniki lżejszy Eco gnał co sił do swojej czynszówki, nie miał za dużo czasu. Musiał pójść do karczmy Amartys a rano na służbę. Mało czasu mu zostało. Dlatego ostatni odcinek przebierał nóżkami jak dorodny goniec cesarskiej mości.
***
Drzwi zaskrzypiały, a blask oświetlił ciemne pomieszczenie. Po kilku krokach w głab ciemnego pomieszczenia Eco zauważył 22 par oczu odbijacych światło jego kaganka. Pomarańczowe promienie odbijały się w nich rusyjąc na tafli prawie niezauważalne płomyki. Ślepia zaczęły szybko przemieszczać się na dźwiek i zapach świeżego mięsa. Szybkimi susami zbliżyły się na granicę oświetlonej podłogi, pozostawiajać nicały metr od stóp strażnika, aż w końcu wyłoniły się z kompletnych ciemności. Małe gały patrzyły na niego z każdej strony.
- Dzieci tatuś wrócił! Krzynął z uśmiechem Eco!
/EVILS//EVILS//EVILS/ - Pozwoliłem sobie na mała improwizacje. Cześć fabularna 3 wieczorem!
Ostatnio zmieniony 13 czerwca 2017, 09:13 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Karczma "Amarys"; 25 orakt-ran
Jeden po drugim, popędzani przez Dargarasa goście wspięli się pośpiesznie na piętro karczmy. Ostatni na schody wszedł Oltaf, z wyraźną niechęcią, mocno się ociągając. Ortin spoglądał na niego przez ramię z przerażeniem, najwyraźniej nie chcąc druhowi życzyć wpadnięcia w ramiona Lubby. Przez piętro na stryszek i lufcikiem na dach, trzej mężczyźni znaleźli się po chwili pod rozgwieżdżonym niebem. Ich twarze omiótł lekki wiatr od wschodu, niosący ze sobą metaliczny odór portowych jatek, gdzie rzeźnicy szlachtowali zwożone do Ostrogaru zwierzęta dzień i noc bez ustanku.
Setki tysięcy mieszkańców stołecznej metropolii pochłaniały ogromne ilości świeżego mięsa, w wielu przypadkach wręcz surowego, ledwie odartego ze skóry.
Milcarr powiódł spojrzeniem po okolicznych dachach, sycąc swe oczy widokiem nocnego miasta. Przekleństwo tfamickiego druida niewiarygodnie uprzykrzało Ślepakowi życie, dawało mu się boleśnie we znaki, dlatego też nożownik ogromnie cenił sobie te rzadkie chwile wybawienia od klątwy, choćby i krótkotrwałe. Co też podkusiło go wtedy, żeby spalić ten przeklęty drewniany kostur? Dlaczego nikt go nie uprzedził, czym tak naprawdę był pozornie kawałek zwyczajnego powykręcanego drewna?
Gdzieś z dołu, od głównej ulicy, do uszu zgromadzonych na dachu surelian dobiegł głośny trzask otwartych drzwi - otwartych z taką siłą, że po wpadnięciu do środka wyrżnęły z wielkim impetem w ścianę sali jadalnej.
- Kurwości, co tam się znowu dzieje? - z któregoś okna po przeciwnej stronie ulicy popłynął histeryczny wrzask jakiegoś mężczyzny - Surra, dawaj kuszę, żwawo!
- Lubba, nie! - jęknął kupiec ściskając palcami ramię Milcarra - Nie rób mu nic złego!
Z dołu dobiegł głośny huk, trzask rozbijanego szkła, wrzask przerażenia.
- I wystaw ten łeb raz jeszcze, parchu, to trafię prosto między ślepia! - chrapliwy, ale ewidentnie kobiecy głos poniósł się po całej długości ulicy - Ortin, gdzie się chowasz?!
Jeden po drugim, popędzani przez Dargarasa goście wspięli się pośpiesznie na piętro karczmy. Ostatni na schody wszedł Oltaf, z wyraźną niechęcią, mocno się ociągając. Ortin spoglądał na niego przez ramię z przerażeniem, najwyraźniej nie chcąc druhowi życzyć wpadnięcia w ramiona Lubby. Przez piętro na stryszek i lufcikiem na dach, trzej mężczyźni znaleźli się po chwili pod rozgwieżdżonym niebem. Ich twarze omiótł lekki wiatr od wschodu, niosący ze sobą metaliczny odór portowych jatek, gdzie rzeźnicy szlachtowali zwożone do Ostrogaru zwierzęta dzień i noc bez ustanku.
Setki tysięcy mieszkańców stołecznej metropolii pochłaniały ogromne ilości świeżego mięsa, w wielu przypadkach wręcz surowego, ledwie odartego ze skóry.
Milcarr powiódł spojrzeniem po okolicznych dachach, sycąc swe oczy widokiem nocnego miasta. Przekleństwo tfamickiego druida niewiarygodnie uprzykrzało Ślepakowi życie, dawało mu się boleśnie we znaki, dlatego też nożownik ogromnie cenił sobie te rzadkie chwile wybawienia od klątwy, choćby i krótkotrwałe. Co też podkusiło go wtedy, żeby spalić ten przeklęty drewniany kostur? Dlaczego nikt go nie uprzedził, czym tak naprawdę był pozornie kawałek zwyczajnego powykręcanego drewna?
Gdzieś z dołu, od głównej ulicy, do uszu zgromadzonych na dachu surelian dobiegł głośny trzask otwartych drzwi - otwartych z taką siłą, że po wpadnięciu do środka wyrżnęły z wielkim impetem w ścianę sali jadalnej.
- Kurwości, co tam się znowu dzieje? - z któregoś okna po przeciwnej stronie ulicy popłynął histeryczny wrzask jakiegoś mężczyzny - Surra, dawaj kuszę, żwawo!
- Lubba, nie! - jęknął kupiec ściskając palcami ramię Milcarra - Nie rób mu nic złego!
Z dołu dobiegł głośny huk, trzask rozbijanego szkła, wrzask przerażenia.
- I wystaw ten łeb raz jeszcze, parchu, to trafię prosto między ślepia! - chrapliwy, ale ewidentnie kobiecy głos poniósł się po całej długości ulicy - Ortin, gdzie się chowasz?!
To gdzie definitywnie spadacie? Przyjmujecie moją propozycję "Kufla Bajarza" czy wolicie inny lokal?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Domostwo Eco, Chłopskie Krocze; 25 orakt-ran
Oparty plecami o ścianę gwardzista utonął w jednostajnym dźwięku mruczenia, które niczym szum morza wypełniło jego uszy i myśli. Tuziny kotów obległy go w jednej chwili, zaczęły ocierać się o nogi, stawały na tylnych łapach drapiąc człowieka po nogawicach spodni.
- Ja też tęskniłem - przyznał rozanielony Eco wodząc wzrokiem po stadzie swych pupilków, odsłaniając w bezpiecznych czterech ścianach własnej rudery starannie skrywaną przed wszystkimi prawdziwą twarz - Czekajcie, mam coś dla was.
Szurając butami w obawie o nadepnięcie któregoś z ruchliwych podopiecznych, strażnik przedostał się na środek pokoju, kucnął na podłodze rozwiązując sznurowany worek otrzymany od rzeźnika. Zwierzęta opadły go z wszystkich stron, wciąż miaucząc, wciąż się łaszcząc. Jeden wyjątkowo namolny osobnik wskoczył Eco na plecy, oparł się przednimi łapkami o kark mężczyzny.
Czując rozkoszny dotyk pazurków zwierzęcia na skórze, gwardzista jęknął z niewysłowioną przyjemnością. W chwilach takich jak ta pakt zawarty z Surelionem, Panem Tajemnej Wiedzy, stawał się dla mężczyzny jedynym sensem istnienia, jedynym celem dalszej egzystencji.
Wysypawszy na nieoheblowane deski podłogi kawałki surowej wątróbki, gwardzista wycofał się rakiem do drzwi pozostawiając ożywione koty ich posiłkowi. Gdyby tylko mógł, padłby na brzuch pomiędzy nimi chłonąc wszystkimi zmysłami wrażenie jedności ze stadem, ale nie mógł sobie teraz pozwolić nawet na krótką chwilę rozluźnienia.
Koteria czekała na niego w umówionym miejscu, podobnie jak stygnące ciało w podziemiach strażnicy.
Oparty plecami o ścianę gwardzista utonął w jednostajnym dźwięku mruczenia, które niczym szum morza wypełniło jego uszy i myśli. Tuziny kotów obległy go w jednej chwili, zaczęły ocierać się o nogi, stawały na tylnych łapach drapiąc człowieka po nogawicach spodni.
- Ja też tęskniłem - przyznał rozanielony Eco wodząc wzrokiem po stadzie swych pupilków, odsłaniając w bezpiecznych czterech ścianach własnej rudery starannie skrywaną przed wszystkimi prawdziwą twarz - Czekajcie, mam coś dla was.
Szurając butami w obawie o nadepnięcie któregoś z ruchliwych podopiecznych, strażnik przedostał się na środek pokoju, kucnął na podłodze rozwiązując sznurowany worek otrzymany od rzeźnika. Zwierzęta opadły go z wszystkich stron, wciąż miaucząc, wciąż się łaszcząc. Jeden wyjątkowo namolny osobnik wskoczył Eco na plecy, oparł się przednimi łapkami o kark mężczyzny.
Czując rozkoszny dotyk pazurków zwierzęcia na skórze, gwardzista jęknął z niewysłowioną przyjemnością. W chwilach takich jak ta pakt zawarty z Surelionem, Panem Tajemnej Wiedzy, stawał się dla mężczyzny jedynym sensem istnienia, jedynym celem dalszej egzystencji.
Wysypawszy na nieoheblowane deski podłogi kawałki surowej wątróbki, gwardzista wycofał się rakiem do drzwi pozostawiając ożywione koty ich posiłkowi. Gdyby tylko mógł, padłby na brzuch pomiędzy nimi chłonąc wszystkimi zmysłami wrażenie jedności ze stadem, ale nie mógł sobie teraz pozwolić nawet na krótką chwilę rozluźnienia.
Koteria czekała na niego w umówionym miejscu, podobnie jak stygnące ciało w podziemiach strażnicy.
Tak oto zyskaliście okazję, by poznać liczną rodzinkę Eco. Przyjmuję, że gwardzista popędzi teraz do "Amarysa", ponieważ nie może wiedzieć, że Milcarr go już wyprzedził i wyprowadził z pułapki Oltafa i Ortina!
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
tak! pędzę do Amarysa! Możę zastane tam jeszcze kogoś żywego. Ściągne tylko zbroje straznika i przebiore się w jakieś lekką skórznie. Za pas wezme noż i mieczyk.
Ostatnio zmieniony 13 czerwca 2017, 09:15 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
Do Amarys zatem. Zdroworozsądkowo
Mam małe urwanie głowy. Do jutra na pewno więcej nie napisze.
Mam małe urwanie głowy. Do jutra na pewno więcej nie napisze.
Ostatnio zmieniony 14 czerwca 2017, 19:30 przez maciej, łącznie zmieniany 1 raz.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
"Amarys" to karczma w Południowej Dzielnicy, skąd Ketras kazał Milcarrowi zabrać Oltafa. W tejże karczmie oprócz siedzącego tam już dwa dni mieszańca BG natrafili na Ortina, dotrzymującego Oltafowi towarzystwa. Zgodnie z ustaleniami pomiędzy Milcarrem i Eco, wszyscy mają się teraz spotkać w innym miejscu, żeby - a przynajmniej początkowo taki był plan - się czegoś napić (nie wiem tylko nadal, gdzie to miałoby być).
Co do motywacji kupca, powrót teraz do domu balansuje na granicy samobójstwa - niech Lubba do rana ostygnie albo niech wyładuje swą złość na kimś innym!
Co do motywacji kupca, powrót teraz do domu balansuje na granicy samobójstwa - niech Lubba do rana ostygnie albo niech wyładuje swą złość na kimś innym!