PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 lipca 2017, 22:05

Kwatera Eco w Kroczu; 25 orakt-ran

Przestraszone hałasem koty skoczyły zwinnie w różne strony, by natychmiast powrócić i otoczyć ciasnym kręgiem złorzeczącego wściekle Otlafa. Półork pozbierał się szybko z podłogi, stanął na szczątkach wiklinowego fotela i pochwycił jedną ze świec pochylając jej chybotliwy płomień nad pudełkiem.

- Co to jest? - wymamrotał struchlały Ortin.

- Głowy - odparł ze szczerym zainteresowaniem Eco - Wypreparowane głowy, gotowane w alchemicznym roztworze po odcięciu.

Ślepak przyklęknął na jedno kolano, obejrzał pełnym niesmaku wzrokiem trzy niewielkie kuliste obiekty leżące na szkarłatnym suknie wyścielającym dno pudełko. Jego spojrzenie spoczęło na trzech głowach wielkości męskiej pięści, o zaszytych czarną nicią ustach i oczach. Jedna z nich musiała należeć do elfa, co dało się poznać po wciąż zaostrzonych uszach. Spomiędzy zaszytych warg drugiej sterczały okazałe orkowe kły, trzecia zaś miała toporne rysy krasnoludzkiego oblicza.

- Ciekaw jestem, gdzie się podziała reszta ciał? - spytał retorycznie gwardzista, wsadzając do pudełka palec i trącając nim jedną z makabrycznych zdobyczy. W tej samej chwili przyczajone czujnie koty skoczyły jednocześnie na rękę właściciela, rywalizując z zatrważającą zaciekłością o smakowity łup.
I trzeba się było bać? :P

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 05 lipca 2017, 13:01

Milcarr ignorował łaszące się koty i zastanawiał się częścią jakiego niecnego planu było morderstwo w zaułku. Patrząc na trzy zmumifikowane głowy łatwo było spostrzec, że trupów było więcej. Wszystko wskazywało na to, że przypadkowo wysupłany z mieszka talabański osmar skontaktował surelian z kimś kto wiedział znacznie więcej o całej sprawie i był swojego rodzaju zleceniodawcą... lub podwykonawcą. Szczodrze zapłacił i można się było domyśleć, że była to nie pierwsza transakcja. Pytań było jednak bez liku. Obie strony wywiązały się z umowy wedle słów obcego, ale z czego?

Ślepaka nurtowało pytanie, czy elfka w zaułku była tylko ofiarą, czy kontaktem, który miał odebrać w Złotej Kuli sakwę, która wpadła przypadkiem w ich ręce. Tego trudno się będzie dowiedzieć, elfka nic nie wspomniała, lub nie zdążyła wspomnieć o czymkolwiek. Szkoda było mu tylko, że bogom ducha winny Borlon był przypadkową ofiarą ciemnych porachunków.

Jeszcze jedna kwestia zaprzątała głowę półorka: Gdy już wpadło im w ręce takie bogactwo i trzy głowy, to pewnie ktoś do kogo miały trafić zainteresuje się zgubą. Milcarr wcale nie byłby zdziwony, gdyby od początku taki był plan jednej ze stron. Elfka miała stawić się w karczmie, odebrać zapłatę za rzekome włosy, a potem być zlikwidowana (tylko po co ktoś załatwił ją wcześniej). Być może w takim niebezpieczeństwie są teraz. Ktoś mógł ich obserwować w karczmie, potwierdzić odebranie sakwy i śledzić. To, że nie zostali jeszcze zaatakowani mógł tłumaczyć fakt, że co paru chłopa, to nie jedna elfka. Podzielił się z resztą swoimi przmysleniami

- Ech, żeby Mistrz był z nami, to pewnie by nas natchnął... - Milcarr wykonał dłonią znak surelian.
Po mojemu, to trzeba mieć teraz oczy dookoła głowy, bo coś mi się zdaje, że wizyta jegomościów roszczących sobie prawa o sakwy jest tylko kwestią czasu.

Proszę mi tylko przypo mnieć czy talabańska moneta to była znaleziona przy elfce czy to całkowity zbieg okoliczności?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 06 lipca 2017, 09:45

Kwatera Eco w Kroczu; 25 orakt-ran

- Stytuacja jest bardzo dziwna. Skwitował Eco, łapiąc jednego z futrzastych towarzysza, który niczym zwinny zwiadowca zanóżył czubek nosa z wąsami w pudęłku, wąchając dokładnie spreparowane głowy.

- Wiecie, może mamy do czynienia z jakimś kultem? Myślę, że powinniśmy pokazać to naszym braciom, w zyciu nie widziałem tak przygotowanych głów. No i dlaczego elf był z Krasnalem i do tego z orkiem?

Głaszcząc małe futrzaste stworzenie gwardzista podszedł do małego okna, rozsunął zasłone i spoglądnął na ulice obok jego czynszówki. Z trwogi wyrwała go fala kocich stworzeń, które zauważając, że ich Pan wstał w jednej chwili rzuciły się do jego stóp, błagalnie nawołując o kolejna porcję jedzenia.

- Co chcecie z tym zrobić? Wskazał nożem na pudęłko i kosztowności, nastepnie zaczął odkrawać małe kawałki wędzonej wędliny, rzucając je w kotłujące się mase oczu i kocich pyszczków z bardzo ostrymi ząbkami.
Karmię Kociaki, przynajmniej towarzysze nie będą teraz oblepieni futrzastymi stworkami. Nie powiem, że Eco nie chciałby dostać swojej części, niemniej jednak warto doprecyzować co robimy? Może w technicznym? Chciałbym, aby ktoś wspomógł mnie z Fhlejtuchem, możemy popytać ponownie o Perukarza, rano zacznę śledztwo i udam się do Alchemików, może ktoś będzie chciał dołączyć jaki "konsultant"?
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 lipca 2017, 12:02

Ślepak to nie najlpszy pomysł na skrzydłowego w rozmowie z Fleituchem, ale jeśli Ecco chce spacyfikować dziesiętnika, to najlepszą osobą do tego będzie Lubba.

Jeśli chodzi o złoto, to najlepszym co mi przychodzi do głowy, to oddanie kosztowności do skarbczyka Hare Kriszn... znaczy się Sureliona. Jeśli coś wpadnie w kieszeń Milcarrowi, to zysk odda podzieli między swoją rodzinę i wdowę po rybaku.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 06 lipca 2017, 15:53

O co to, to nie. Otlaf podzieli złoto i kosztowności po równo. A co tam ktoś będzie chciał dać do skarbczyka to jego sprawa. Tak czy inaczej poproszę MG o rozdzielenie łupów po równo między obecnych graczy. Jak będą mieli przy sobie to trudniej będzie odzyskać całość. Jakoś mam wrażenie, że to jakiś dobry gest naszego kochanego MG. Za coś trzeba się podnieść na poziomy - prawda?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 lipca 2017, 16:32

Garść objaśnień. Talabańska moneta należała do Ortina, zapłacił nią jakiś jegomość za okolicznościowy menhir dla teściowej, trafiła na stół przez czysty przypadek i nie miała nic wspólnego ze zmarłą elfką (co ważne, ponieważ nie deklarowaliście przeszukania ciała elfki, wszystkie należące do niej dobra pozostały przy zwłokach, więc na pewno już nigdy ich nie ujrzycie, jak nie grasanci z Chłopskiego Krocza, to koledzy Eco z pewnością oskubali ciało do końca). W torbie były dwie sakiewki po 100 złt każda, a w trzecim trzosie 10 oszlifowanych agatów o nietypowym zabarwieniu, wartych nie wiadomo ile (dopóki ktoś nie zrobi ich wyceny). Co do łupu, oczywiście to gest życzliwości ze strony MG i na pewno nie musicie się spodziewać żadnych komplikacji z tytułu podszycia się pod prawdziwego odbiorcę zapłaty.

Czy mogę przyjąć, że po podziale łupów wszyscy wracają do siebie? (klejnoty też dzielicie pomiędzy?). Jeśli tak, możemy chyba przeskoczyć z akcją do następnego dnia. Mam komplet deklaracji dla Eco: obdukcja ciała oraz wizyta u alchemików straży z trucizną na strzałkach. A co zamierza robić reszta ekipy?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 lipca 2017, 16:25

Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran

Pogodne niebo nad Ostrogarem miało tego poranka bawę tak czystą i szlachetną, że ani chybi maczali w tym palce odpowiedzialni za kontrolę aury nad wyspą druidzi. Oddychający pełną piersią Eco sunął cuchnącymi wonią odpadków uliczkami Chłopskiego Krocza, pozdrawiając wygrzewających się w porannym słońcu staruszków i gromiąc palcem niesforną dzieciarnię. Wydarzenia poprzedniej nocy natchnęły gwardzistę doskonałym humorem, zwłaszcza pół setki w złocie i kilka szlachetnych kamieni będących jego udziałem w niezwykłym łupie. Łaska Sureliona ewidentnie kultowi wyznawcom sprzyjała, a nowy dzień zapowiadał się na równie emocjonujący.

Pilnujący budynku zbrojni zwykli na co dzień siedzieć na drewnianych zydlach opodal wejścia, kiedy jednak Eco dotarł do posterunku, zastał swych towarzyszy na nogach i pod bronią, dzierżących z poważnymi minami halabardy.

- Fleituh ma paskudny humor - rzucił tonem przestrogi jeden z wartowników, mieszaniec krwi imieniem Bolg - I pytał o ciebie już dwa razy.

Wyśmienity humor sureliana natychmiast się zwarzył, chociaż Eco zadbał o to, by jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Dociągając skórzane paski zbroi i wygładzając rękawy uniformu wszedł do zatęchłego wnętrza strażnicy, od razu kierując swe kroki ku kamiennych schodom podziemi, gdzie stróże prawa zwykli trzymać zbierane po dzielnicy trupy.

Sierżant Fleituh przebywał właśnie tam, w chłodnym loszku służącym za przejściową kostnicę. Stał u szczytu żelaznego stołu, na którym spoczywało rozebrane do naga ciało elfki i nie był bynajmniej sam. Dowódcy zmiany towarzyszył gnom-skryba, którego imienia Eco jakoś nie potrafił zapamiętać, oraz przeraźliwie chuda postać w czarnym płaszczu z kapturem. Jej widok zdjął gwardzistę dziwnym dreszczem zaniepokojenia, chociaż marsowa mina sierżanta też nie wieściła niczego dobrego.

- Strażnik Eco - odezwał się Fleituh zakładając ręce za plecy - Nareszcie się doczekaliśmy. To zwłoki z wczorajszego morderstwa. Z pewnym niezadowoleniem stwierdzam, że w pierwszej rozmowie nie zostałem poinformowany o wszystkich ważnych sprawach.

Eco uniósł nieco brwi dając w ten sposób do zrozumienia, że nie wie, o co sierżantowi chodzi, nie pozwolił sobie jednak na żadną ripostę. Po pierwsze, powstrzymywał go przed tym oczywisty zły humor Fleituha, po drugie zaś, nie miał nadal pojęcia, kim był zakapturzony gość strażnicy.

- Mam na myśli oczy - wyjaśnił Fleituh łapiąc martwą kobietę za włosy i unosząc jej głowę w górę tak, by stojący w progu kostnicy Eco mógł dojrzeć oba ziejące czarną pustką oczodoły trupa - Ona nie ma oczu. Jak to wyjaśnisz, Eco?
W związku z wieloznaczną ciszą w topiku, przeniosłem akcję bez dalszej zwłoki na następny dzień. Łup podzielony został w taki sposób, że każdy z Was przejął 50 złt oraz trzy klejnoty, a Otlaf dodatkowo czwarty jako ten, kto dostał sakwę do rąk (że niby mu się należało, tak twierdził). Napisałem wstawkę dla Eco, bo wiem, co postać Dretcha zamierza tego dnia robić. Na deklarację reszty BG wciąż czekam.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 08 lipca 2017, 22:10

Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran

Wesoły uśmiech znikną z twarzy gwardzisty tak szybko jak zwinna jaszczurka widząca zbliżającego się drapieżnika. Zimy i ciemny loch strażnicy wypełniony był swądem, krwi, martwych ludzi i cuchnących knotów świec zlepiony z parszywej jakości wosku. Eco, który w prawej ręce ściskał w nieopisanej radości zbliżającego się chędożenia rybi pęcherz. W skupieniu włożył go do małej skórzanej sakwy u boku pasa. Postąpił kilka kroków i niespuchniętym okiem zerknął w puste oczodoły elfki.

Ten skurczybyk po nią wrócił, co ona miała przy sobie w jej rzeczach musiała być jakaś wskazówka. Kto ją tu doniósł? cisnął nim w kielich spodni.

Ochoczo zbliżył się do drewnianego stołu na którym leżała zimna i blada elfka, z każdym krokiem jego spodnie nabrzmiewały w kroczu, jednak Eco nie mógł sobie pofolgować, jego perwersyjne myśli nie mogły być teraz uwolnione, nie był z nią sam. Ciekawiło go jednak kto rozebrał Elfkę, kto ją tu doniósł i gdzie są jej rzeczy i najważniejsze dlaczego nie ma oczu ...

Sierżancie, tak wcześnie rano nas odwiedziłeś Panie, jaki jest tego powód? Eco uśmiechnął się wykrzywiając w grymasie obitą, zsiniaczoną twarz zdobioną żółtymi ściśniętymi zębami.
Flejtuch, Flejtuch co z Ciebie wyrośnie ;P martwię się już od tygodnia.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 08 lipca 2017, 22:11

Otlaf pójdzie schować swoją część łupów. Nie będzie nosił tego przy sobie. Nie mam pojęcia gdzie, może w kryjówce, może u zaufanej osoby. Wszystko jedno, żeby nie miał tego przy sobie. Weźmie maks 5 sz. zł. A co dalej? Nie wiem, właściwie wszystko mu jedno. Jakoś na razie nie znalazł dla siebie miejsca zaczepienia. Morderstwa średnio go obchodzą, a w detektywa nie lubi się bawić - to nigdy nie wychodzi na dobre. Właściwie jest do dyspozycji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2017, 13:25

Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran

Stojąca obok sierżanta postać w czarnym kapturze odsłoniła swe ciemne oczy i blade oblicze poważnego człowieka czystej krwi. Widząc misterne tatuaże na czole i policzkach nieznajomego Eco poczuł niespokojny dreszcz, zaczął się bowiem domyślać, kto odwiedził kostnicę.

- Jestem khtan Rormon Angano, kapłan Pana Umarłych - oznajmił mężczyzna w czarnym stroju - Podejdź bliżej.

Eco oblał się momentalnie lodowatym potem, przywołując z pamięci swe nieroztropne żarty o smoczym pęcherzu i spółkowaniu z Czaszkogłowym. Przestroga Milcarra o kuszeniu złego okazała się znienacka przerażającym faktem.

Nie zwracając uwagi na przestrach strażnika, kapłan Morglitha wyciągnął spod pachy trzymaną tam księgę, podrzucił ją w dłoni w górę, a wówczas tomiszcze zawisło w powietrzu przed twarzą kleryka. Oblizawszy palec mężczyzna otworzył lewitującą księgę na wybranej stronie, obserwowany w napięciu przez obu strażników.

- Urmuz athlak forris ne - wyrecytował khtan Angano rzucając jakieś zaklęcie, a całkowicie dla Eco niezrozumiała formuła inkantacji jeszcze mocniej przeraziła i tak głęboko poruszonego gwardzistę. Kapłan zamknął spokojnie księgę, złapał ją i wsadził pod pachę, po czym przeszył strażnika dociekliwym spojrzeniem.

- Teraz porozmawiamy i miej na względzie to, że okłamując kapłana Boga Umarłych ściągniesz na siebie mój wielki gniew. Co wiesz o mordzie na tej śmiertelnej istocie i jak go dokonano?
...

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 09 lipca 2017, 20:54

Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran

- Czyli mam mówić całą prawdę? Eco rzucił okiem na sierżanta, a później kontynuował. Jego cwaniacki uśmieszek mógł sugerować, że będzie się chciał popisać językiem.

- Byłem po służbie, szedłem do Karczmy, w jednej ciemnej uliczce była ona, ale chwilę później umarła na rękach. Zabił ją ktoś trucizną, ktoś strzelał do mnie. Schroniłem się za wiklinowym koszem. Nacierałem na niego używając plecionki jako tarczy. Jak doszedłem do zaułka, nikogo tam nie było. Wróciłem na posterunek i przekazałem informacje o morderstwie. Zarządziłem, żeby przenieść ciało tutaj. Jak je ostatni raz widziałem była ubrana, pewno miała jakieś kosztowności przy sobie i miała oczy ...

Na koniec tych słów wyciągnę jedną strzałkę i pokaże kapłanowi co miała wbite w ciało.

- Co było w tej Elfce takiego, że zainteresował się nią magistrat kapłanów śmierci?

Jedną strzałkę pokazują, druga utajam. Póki co to wszystko prawda.Lecimy z tematem dalej.
Ostatnio zmieniony 09 lipca 2017, 21:00 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

maciej
Reactions:
Posty: 1374
Rejestracja: 29 marca 2012, 21:53

Post autor: maciej » 09 lipca 2017, 21:12

-Duszko,wróciłem-krzyknął niemal od drzwi Ortin,wchodząc do zakładu kamieniarsko-złotniczego. Udał się do kuchni gdzie oprócz zapachów przygotowywanego posiłku znajdowała się jego wyrosnięta małżonka.Lubba obróciła się na pięcie trzymając w garści sporą patelnię.
-Gdzie łazisz tyle czasu?-rozpoczęła tyrade,zakończywszy ją szybko na widok złota i trzech kamieni które Ortin położył na stole.Na stole leżało blisko 30 monet.
Ortin nie jest głupi,jesli zostawi żonie cały "utarg" nie zobaczy ani grosza,Lubba schowa to na czarną godzinę do skrytki do której ona ma klucz. Ukrył sobie zatem 20 złociszy.
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2017, 22:17

Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran

- Kiedy patrol odnalazł w zaułku zwłoki, były całkiem obdarte z odzieży - przyznał z ponurą miną sierżant Fleituh - Trup nie miał też oczu. Wygląda na to, że ktoś po odejściu strażnika Eco wyłupił je z jeszcze ciepłego ciała. Jesteś skończonym głupcem, Eco! Jak mogłeś pozwolić tamtemu uciec?!

Strażnik przełknął nerwowo ślinę, wzruszył niepewnie ramionami. Na moc Kielicha Wiedzy, przecież to było Chłopskie Krocze, siedlisko występku i podstępnego mordu! Oburzenie Fleituha wydawało się ociekać fałszem demonstrowanym na użytek świątobliwego gościa, Eco nie zauważył bowiem wcześniej, by sierżant jakoś szczególnie przejmował się losem ofiar tracących życie w podłej dzielnicy.

- Nie kłamie - oznajmił morglithiański kleryk posyłając oficerowi straży wymowne spojrzenie - Oczywistym jest, że zabójca musiał uciec zwyczajnemu gwardziście, wszak dowiódł już nieraz, do czego jest zdolny. Podaj mi tę strzałkę, poczciwcze.

Khtan Angano jął studiować wzrokiem trzymaną ostrożnie między palcami strzałkę, potem schował ją do wyciągniętego z kieszeni szat pudełeczka. Eco posłał w międzyczasie pytające spojrzenie w stronę sierżanta, ale dorobił się jedynie pogardliwego mruknięcia przełożonego.

- Zabiorę ten instrument śmierci do świątyni - powiedział kapłan - Dostarczcie do mego przybytku cielesną powłokę tej istoty, bezzwłocznie. Kładę ów obowiązek na wasze barki, sierżancie, z mocy uprawnień nadanych mi przez kapitana tana Gnatha. A teraz zakończę swą wizytę w tym odstręczającym miejscu.

- Odprowadzę czcigodność na ulicę - odparł naprędce Fleituh - A potem dopilnuję, by zwłoki natychmiast pojechały do świątyni. Mamy tu dwukołówkę zaprzęganą w osły, w sam raz się nada.

- Nie interesują mnie szczegóły - khtan Angano machnął wyniośle ręką, przeszedł przez podziemną komorę nie zaszczycając milczącego Eco najmniejszym spojrzeniem - Niechaj łaska Pana Umarłych na was spłynie, sierżancie, i naznaczy waszą duszę mrocznym błogosławieństwem.

Sierżant wymamrotał coś w odpowiedzi, mimowolnie łapiąc ręką za odlany z czarnego żelaza katanicki wisior noszony na szyi. Wychodząc w ślad za kapłanem na schody obejrzał się ponad ramieniem na podwładnego, syknął na niego złowróżbnie.

- Leniwy obszczymurze, do mojego kantorka, ale już! Zaraz tam przyjdę, to sobie pogadamy!
Kleryk Morglitha zabrał strzałkę i zarządził przewiezienie zwłok dziewczyny do swej świątyni. Cała sprawa jest dla Eco wielce frapująca, bo bardzo rzadko ofiary zbrodni w Kroczu traktowane są w równie poważny sposób.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 lipca 2017, 22:43

Domostwo Ortina; 26 orakt-ran

Szanowany handlarz menhirami mieszkał w niewielkim kamiennym domu w centralnej części Południowej Dzielnicy, w otoczeniu innych rzemieślniczych warsztatów oraz mieszczańskich kamienic. Grube kamienne ściany domostwa były jego główną zaletą, bo prócz strzeżenia przystępu złodziejom doskonale tłumiły dźwięki życia wewnątrz. Nikt z sąsiadów nie usłyszał zatem minionej nocy dzikich okrzyków ekstazy wydawanych przez Lubbę, która zachwycona finansową zaradnością małżonka jak zwykle oszalała w masywnej łożnicy.

Ortin zaś po raz kolejny pojął, dlaczego Lubba nie pozwalała mu pozbyć się szerokiego kamiennego i okropnie niewygodnego małżeńskiego łoża, które odziedziczyła po ojcu - łożnica wykonana z drewna, zapewne nawet umagicznionego, poszłaby w drzazgi po jednej nocy miłosnych zapasów uprawianych przez targaną silnymi emocjami półolbrzymkę.

Obolały i ledwie powłóczący nogami, kupiec wymknął się o brzasku z łóżka czyniąc wszystko, by tylko nie obudzić chrapiącej niczym jaskiniowy niedźwiedź małżonki. Przekradając się z powodzeniem przez wypełniony poranną ciszą dom, czmychnął do niewielkiego warsztatu na zapleczu sklepu i jął głaskać palcami złote monety wciśnięte pod poluzowaną wcześniej podłogową klepkę.

Rozum podpowiadał mu, że nie wymiga się od kłopotliwych pytań Lubby na temat pochodzenia złota i klejnotów, bo też miłosne igraszki były jedynie grą na czas, gdzie o wszystkim przesądzała cielesna werwa Ortina, do cna już wyczerpana szaleństwami nocy.

- Tu jesteś, mój dziki palowniku! - z sąsiedniego pomieszczenia gruchnął znienacka chichot Lubby, przypominający odgłosy wydawane przez trące o siebie młyńskie żarna. Ortin odskoczył czym prędzej od skrytki, okręcił się na pięcie szukając naprędce słów powitania. Półolbrzymka nie czekała, wpadła do warsztatu i pochwyciwszy swego małżonka usiadła na kamiennym krześle w rogu.

Posadzony na jej twardym jak marmur kolanie kupiec spojrzał z rezygnacją w oczy oblubienicy.

- Musisz mi opowiedzieć o tym interesie, który ubiłeś za tak piękne kamienie - oznajmiła Lubba drapiąc Ortina kciukiem po grzbiecie - Co sprzedałeś, nagrobek? Czy tablicę wotywną?
Lubba nie zorientowała się, że mąż ukrył przed nią jakieś zaskórniaki!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 10 lipca 2017, 10:01

Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran

Blade i zine ciało elfki sciągane było przez dwóch strażników z drewnianego stołu. Eco przyglądał się tej wysublimowanej dla niego sztuce z rozkoszą, oblizywał wargi i miętosił za plecami rybi pęchrze gniotąc i wkładając weń palce.

Niestety, Elfka to już historia ostatnie sekundy jego nagiego ciała rozpalały krocze gwardzisty do momenty kiedy sztywne kobiece pierci pokryte zostały konopnym kocem.

Ciało wyszło po kamiennych schodach, a Eco podążył za orszakiem. Nie wyszedł na zewnątrz lecz skręcił w wąski korytarz zawalony stertą desek, pełnyhc stojaków, regałów i szaf. W drodzę do kanciapy sierżanta przedzierał się przez słabo oświetlony korytarz, aż w końcu wszedł przed sierżantem do jego pieczary.

Po rozglądął się na prędce, byc może znalazłby jakiś element, który moglby nakierować go czego Fleithuh pożąda - co mogłby użyć przeciw niemu w przyszłości.
Jestem w kantorku. Jak dojdzie do rekoczynów boksuje się!
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2017, 14:02 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

ODPOWIEDZ