Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran
Opaska na oczach chłopca rozluźniała się co raz bardziej. Z każdym ruchem jego głowy wodzącym za głosem który dobywał się z ust kolejnego wyznawcy. Po słowach Patyka, chłopiec wrzasnął - Nie! nie sprzedawajcie mnie! obiecałeś, że będę bezpieczny. Wykrzyczał głośno, aż krasnolud podpierał ścianę w rogu komnaty zmienił pozycję, podciągając pod swój zad drewniany zydel.
Chłopak rzucił się w kierunku z którego mówił do niego półbóg, po kilku krokach wrył się całym impetem między nogi Kielicha Magii po czym zaczął lamentować i zalewać swój brudny kaftan łzami.
- Chłopcze, źle nas zrozumiałeś. Jesteś bezpieczny i nie spotka Cię krzywda, pomożemy Ci wrócić do rodziny. Nie bój się. Surielon spojrzał srogim wzrokiem na zebranych wskazując żeby zwracali uwagę na słowa które wypowiadają. - Zaraz zmienimy Ci ubrania ale do tego czasu będziesz musiał nosić długą koszule. Położył swoją rękę na ramieniu młodzieńca. - chodź i usiać tutaj. Zaprowadził chłopca w miejsce przy piecu, w którym Elszar zaczął rozpalać ogień. Następnie posadził go przed drewnianą miednicą - Rozbierz się i przywdziej tę koszulę. Opowiadaj jak udało Ci się uciec przed tym skrytobójcą?
Chłopiec wyciągnął przed siebie kikut i niesprawną rękę, sugerując że jest gotowy do rozebrania. Wyznawcy rzucili po sobie spojrzenia, Milcar tylko niewzruszony macał w tym czasie skórzany pas, wyczuł jednak tylko jedną rękojeść. Nikt nie by skłonny do oddania się tej sprawie. Szlacheckie zwyczaje w głównej mierze były im obce, Klelich Magii sam przebywał na dworze jednak nie był sługą. Na dworze była przewidziana etykieta związana z taką sytuacją. Przez chwilę Surielon zawahał się czy nie wyznaczyć do tego specjalnego zadania Milcara, ale jego apostoł był od jakiegoś czas znów ślepy. Dodatkowo pomagając chłopcu mógł pokazać wszystkim kolejną prawdę o bożym świecie i jak powinni postępować z potrzebującymi.
- Oto ja, chłopcze pomogę oczyścić Ci twe ciało z brudu i nieczystości abyś mógł jak nieskazitelna kropla rosy przyjąć światło wiedzy. Półbóg sprawnie rozpiął szerokie guziki kaftana ściągając z chłopca kawałki jego ubrań. Kiedy tylko gruba nabita, skórzana koszula odsłoniła naga pierś chłopca waszym oczom ukazały się tuziny szerokich blizn. Wiele z nich oplatywało ramiona, bark, szyje, najgorsza i największa rysowała się na jego torsie zbiegając się z blizną na szyi tworząc groteskową literę Y. Wyznawcy ze zdumienia podeszli krok bliżej, aby lepiej przyjrzeć się temu co zważyli. Chłopiec był przyzwyczajony do obnażania się w obecności sług, jednak miejsce gdzie był nie było zbyt przyjemne, jasne i ciepłe. Toteż na jego ciele pojawiła się gęsia skórka ale tylko na szyi i na ręce z kikutem. Pozostała część była szara, lekko popadająca w różowy odcień.
W tym czasie chłopiec mówił: - Jak już wsiadłem do tego drewnianego powozu, to, to zacząłem rozglądać się za oknem. Minęliśmy port i jechaliśmy jakby pod górę. Głośno było na około, co chwilę ktoś przekrzykiwał i krzyczał coś o monetach, później mama oblała się winem i trzęsło nami jakbyśmy po łbach chłopów jechali. Młodzieniec uśmiechnął się. No i tak się rozweseliłem, że zacząłem śpiewać .... Wlazł Antarek, na moczarek i mruga, ta-ka to ja-szczur-ka nie du-ża, nie du-ża, nie mała lecz w sam ... Surielon uspokoił chłopca łapiąc za jego kikut, który poruszał się w powietrzu w rytm piosenki, który ochoczo wystukiwał Elszar
- no i jak zaśpiewałem tak 3 zwrotkę to wóz przyśpieszył i skręcił w prawo, mama zaczęła się dziwnie zachowywać i krzyczeć i łapać się za brzuch i z ust leciała jej dziwna zielona maź. Chłopiec zaczął się cały trząść. Półbóg oglądał jego blizny niektóre wyglądały tak jakby jakby młodzieniec był rozczłonkowany i zszyty ponownie, miał również wrażanie jakby część ciała nie należała do niego, a w szczególności jego skarłowaciałą ręka. Kiedy chłopiec przerwa swoją wypowiedź półbóg ponownie uspokoił go swoją ręką, tym razem łapiąc za jego policzek - później wskoczył ktoś do was do powozu?
- Tak, Pan wleciał do środka przez otwartą okiennice i miał dziwne ręce, które strasznie śmierdziały. Mama się na niego rzuciła i powiedziała, żebym uciekał. Otworzyłem drzwi i wyskoczyłem i wylądowałem w wozie, strasznie cuchnął i się lepił, śmierdział jak kaka. Przepełzłem do końca, i pobiegłem przed siebie, później schowałem się w uliczce która była całkowicie zastawiona beczkami, były tam małe szpary przez które mogłem się przecisnąć. Ale oni za mną biegli, zobaczyłem skrzynki z świńskimi ryjami i schowałem się za nimi. Straszna burza była, słyszałem jak jeden mówił, że sprawdzi tu, a drugi pobiegł gdzieś dalej. Jego kroki się zbliżały więc zwaliłem na niego skrzynki i pobiegłem za zaułek ale byłem za wolny. Rzucił się na mnie, złapał mnie ale się wyśliznąłem i zaczęłam uciekać droga była szeroka, dookoła tylko domy i nikogo i nie wiem jak to się stało ale wy tam byliście ....
***
Woda zagotowała się w głębokiej żelaznej kadzi, bard przelał ją do mniejszego glinianego naczynia, w którym była już zebrana zimna deszczówka. Wymiana ciepła zaowocowała gęstą parą która uniosła się nad głowami zebranych mknąc szybko aż do sufitu gdzie skropliła się w małe krople rosy w mgnieniu oka. Młodzieniec został umyty przez półboga, w tym czasie pozostali wyznawcy debatowali nad ciałem półorka, który oddychał równo.
- to może go obudzimy, niech jeszcze użyje języka póki go ma? Powiedział chłodno Patyk, podważając wargi mieszańca tępa stroną ostrza. Sprawdzając długość kłów. Które ten pół ork miał nad wyraz źle utrzymane i żółte jak szczyny po długiem śnie.
Dla Milcara
Dla Ketrasa
Dla Surielona
Wielka listera A na na grzbiecie półorka nie za wiele o nim mówi, ale dokładanie taka sama jest na skórzanym pasie. Być może jest to jakiś kult, organizacja. Licho go wie. Chłopiec powiedział wam wszystko co wiedział. Nic więcej z niego nie wyciągniecie. Został półork, który jest już ustabilizowany. Chłopiec ma zawiązane oczy, nie widział póki co waszej świątyni, ork niestety nie ma opaski, worek jest ściągnięty. Przez pierwsze chwile mógł was widzieć i słyszeć później stracił przytomność .... Co dalej?