PBF - Pokusa Nieskończoności

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 09 sierpnia 2017, 14:10

Długi myśliwski nóż powrócił do właściciela. Jareh zaciskał go teraz nieco zbyt mocno, co w prawdziwej walce utrudniałoby ruchy, jednak nie miał zamiaru ponownie rozstawać się z jakże cenną dla niego rzeczą, której subtelne ornamentowanie, jak i metodę wyrobu chroniła wielopokoleniowa tradycja. Patrzył się wrogo na niedoszłego zamachowca gotów przy pierwszym jego choćby odrobinę dwuznacznym ruchu zatopić ostrze po rękojeść w jego piersi. Nie słuchał słów i rozmów i nic, zupełnie nic innego nie zajmowało teraz jego uwagi.

Poza jednym.

Nie rozumiał nauki udzielanej właśnie przez Kielich Magii. Zastanawiał się, czy z sobie tylko znanych przyczyn Świetlisty nie postanowił po wielokroć przywracać witalność zabójcy, by w ten sposób wystawiać swych wyznawców na próbę i umacniać ich w oddaniu sobie. No cóż, gotów był teraz dźgać ile będzie trzeba, zaciekle i z determinacją, choć trudno byłoby przyznać, czy owo zdecydowanie wynikało raczej z potrzeby chronienia Mistrza, czy ze zwykłej wciąż nie wystudzonej wściekłości, że tak łatwo dał się podejść. A może właśnie to była lekcja? Może Surelion czekał, aż w umyśle któregoś z wiernych pojawi się oświecenie płynące z tej chwili. Zrozumienie, którego oczekiwał od swej trzódki, a którego w swoim zwyczaju nie zamierzał brutalnie i bez wysiłku wlewać w otwarte umysły, będąc raczej narzędziem do jego wywołania i uwolnienia wprost z drzemiących w każdym wyznawcy uśpionych pokładów wiedzy. Umysł śnieżnego elfa zaczęła jednak zaprzątać inna, silna myśl, a raczej potrzeba, którą chciał zająć się możliwie najszybciej.

Kryjówka kultu była jedynym jak dotąd bezpiecznym miejscem dla Kielicha Magii. Pojmany oprych za chwilę czy to z pomocą magii, czy łamania kości wyzna pewnie swoje sekrety. Zgroza przejęła serce Jareha- równie dobrze ktokolwiek ze zgromadzonych kultystów mógłby zostać schwytany przez wrogie siły i wbrew woli zmuszony do wyjawienia wszystkich tajemnic organizacji. W takich okolicznościach należałoby szybko ewakuować Kielich Magii w inne, wcześniej przygotowane bezpieczne miejsce. Miejsce, o którym nikt inny poza Jarehem nie może wiedzieć. Nie.... ktoś musi... gdybym zginął, lub dał się pojmać... jedna osoba, która uczyni to samo i która nie opowie, co widziała, nawet przesłuchiwana.... Ślepak!
Postanowił pomówić z nim na osobności, w czasie kiedy zajmą się okolicą. Skinął głową w kierunku Żywej Mądrości rozradowany, że pojął nauki Sureliona, zarazem przekonany, że Kielich Magii poznał właśnie jego myśli.
Czyli wszystko jasne. W wolnej chwili scenariusza Jareh ciągnie Ślepaka na bok i mówi mu o swoim pomyśle. Chodzi o Azyl dla Mistrza (musi tam być trochę żarcia, ubrań itp), a przede wszystkim o stworzenie drogi możliwie szybkiej ewakuacji (tu lina, tam kładka, tu kradziona łódka, tu hop przez płot i do kanału). Droga ucieczki będzie zawierać pułapki przygotowane własnoręcznie przez Jarehai Ślepaka i nikt poza nimi dwoma nie może wiedzieć o jej istnieniu.
Ostatnio zmieniony 09 sierpnia 2017, 14:38 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 10 sierpnia 2017, 00:09

Na chwilę straciłem pewność siebie, w obliczu używających tajemnych zaklęć Sureliona i Ketrasa, ale nawykły do presji, poprzez publiczne występy, czy odpowiedzialność za prowadzone załogi statków, szybko wróciłem do równowagi.

Powiodłem skupionym wzrokiem po pozostałych, dostrzegłem błyski olśnienia, uznanie, gniew, podziw i łagodne, pewne oblicze Mistrza. W nim czytać chciałem i o Nim napisać. To opowieść na prolog nowej ery, którego świadkami byliśmy.

Gdy Kielich Magii zbliżył się i przemówił do pojmanego łajdaka, nie mogłem wyjść z podziwu jego łasce. Dostrzegłem gest, ruch twarzy, albo powietrza przy niej i pojąłem przyzwolenie do działania.

-Czy życzysz sobie Mistrzu bym oswobodził naszego....gościa, który w skutek pomyłki znalazł się w więzach? Lepiej mu będzie mówić i godniej.

Sam nie wiem dlaczego to robię, ale odłożę ostrożnie miecz i jeśli Surelion pozwoli zdejmę sieć i wyjmę z ran sztylet i fujarkę. Jeśli oczywiście nie zmieni to diametralnie stanu jego zdrowia.
Miecz leży nieopodal, za moimi plecami. Nie chcę go przypadkiem zabić wyjmując naszą broń z ran! Jeśli mam wątpliwości nie zrobię tego. Może wylazły z ran same?
Zerknę dyskretnie w stronę chłopca, w toku wydarzeń nieco go zaniedbałem.
Moje pytania:
jak się nazywasz?
Jak nazywał się Twój ostatni mocodawca?
Gdzie dokonano napadu?
Ilu było napadających?
Czy należysz/należałeś do gangu/gildii?
Czy znasz tożsamość czcigodnej matki tego pacholęcia?
Gdzie miałeś chłopca dostarczyć?
Gdzie jest Twa tajna kryjówka?
Kiedy miano odebrać chłopca?
-Jak to mawiała moja babka, zaczniemy od dzień dobry i do widzenia, a później będziemy się uczyć przy stole. Ja jestem El Eszar, a Ty?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 10 sierpnia 2017, 11:13

Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Półork tuż po słowach Błyszączej Mądrości upadł na bok, adrenalina widocznie wyparowała z jego żył. Z świeżych ran krople krwi malowały pejrzaż na chłonej posadzce. Wszyscy zebrani wiedząć do czego zdolny jest nożownik nie byli skorzy do rozluzowania sieci. Elszar jako jedyny zdobył się na odwagę. Z pogodnym obliczem na twarzy, z oczami pełnymi miłości Surielon szedł w stronę półorka. Z każdym jego krokiem, oczy niedoszłego zabójcy barda otwierały się szerzej i szerzej. Zebrani niezwykli widzieć tak szybko narastającą więź jaką młody meżczyzna zmieszanej krwi odczuwał do Kielicha.

- Przyjacielu, jestem ranny. Spokojnym tonem zaznaczył, sciskając się za brzuch. Obecnie siedział otulony siecią, oparty plecami o wielki stół, nad którym pieczałowicie pracowął bard.

- Środki ostrożności, nie wiesz ile mamy wrogów. Idąc za rozmową Surelion modulował głos, ruchy jego ręki i kikuta były spokojne i płynne, jakby otoczony był niewidzialną warstwą wody. - Pomożemy Ci. Po tych słowach bard razem z Mistykiem oswobodzili mieszańca z sieci. Następnie wykorzystując zydel posadzili go przodem do wszystkich zgromadzonych. Po krótkiej chwili miszaniec był już opatrzony, a stal, która rozcieła mu brzuch i fujarka wróciły do właściciela. Surielon pobudzony nadnarutalna zdolnością powracania do żywych, zerkał dokładnie na wczesniejsze i nowe rany na ciele zielonoskórego. O dziwo proces gojenia zachodził niewyobrażalnie szybko, pewnie dlatego ten oto osobnik przeżył tak długo w swoim fachu.

- Co by było ze mną, gdybyś nie ty. Powiedział zerkając na swoje rany. Po czym położył swoją rękę na dłoni Kielicha. - Dziękuję. Dla wielu z zgromadzonych było to niecodzienne, słowa które padły z ust mieszańca tak rzadko wychodziły z ust jemupodobnych, że zwykło się ich nie słyszeć wogóle. Jednak naruszenie jakiego sie dopuścił, karane było srogo. Dotykać mistrz mógł tylko jego wybranny apostoł, pomgający w łaźni czy nacierający w rytuale ciało, najbliższy, pierwszy wśród równych. Ketras aż wzdrygnął, wołając ze złością - Świętokradztwo! Gdyż on pragnał usciskać dłoń mistrza od chwili jego zakiełkowanej wiary.

Półbóg zakładał, że inkantacja zaklęcia przyniesie taki efekt. Z nauk wywnioskował, że był on tylko chwilowy. Najczęściej wykorzystywany do zwodzenia, w tym jednak przypadku objawiła się jego boska natura. Zaklęcie trwało nadal pomimio czasu jaki upłynął i pomimo kolejnych ran jakie mieszaniec doznał podczas wyciągania ostrzy z ciała. Ciągła niepewność trapiła jego serce, ale rządza wiedzy była silniejsza. Wykorzystujać to Surielon, zapragnął wypytać mieszańca, a w wolnej chwili zgłębić wiedzę o tom, który ostatnio pojawił się w jego biblioteczce siwątynnej o znaczącym tytule "O zaklęciach i skutkach ich inkatnacji - rozprawka magistra tana Madua Białego".

Zielonoskóry długo przetrawiał fale pytań która go zalała, rzucał spojrzeniami na każdego z wyznawców, co zaczęło wbudzać złość powtórki z ostatnich jego dokonań i strach, który potęgował się z każdym oddechem Kielicha, ponieważ stał teraz najbliżej z nich wszystkich przy Akolicie.

- Jestem Otis. Zaczął. - Nie wiedzałem przyjacielu, że chłopiec jest z Tobą. Zaczął półork. - Zaskoczyliście nas w ulicach. Nie chcę krzywdy chłopca, została na niego wyznaczona nagroda. Okrągłe 100sz, za żywego oraz za kobietę która była z nim, jej imie to Astrid. Dziwię się, że Akolici dostali to zadanie, a nie Tancerze Cieni. Z tego co wiem to szlachióry, ale dziwnym trafem ich statek dostał się do portu biedoty. Zaczailiśmy się na powóz wysłany przez tana Murofa Żywego i kiedy przejeżdzał przez mniej zatłoczoną ulice Wężowego przełyku urządzilismy zasadzkę razem z 5 braćmi. Po południu mieliśmy doprowadzić go do karczmy Ruiny na placu Karczemnym do trzeciego pokoju po lewej. Nagrodę rozczielilibyśmy juz w siedzibie przy Szczurzym przesmyky, ale chłopiec nam uciekł. Nie wiem czemu wyślizgnął mi się z rąk, poczułem się uderzony na całym ciele, ciało i mięśnie spieły się wywołujać ból, może ta kobieta mnnie czyms zraniła, ablo zaklęciem jakimś. Chłopak wyskoczył z pędzącego powozu. Ja z Joshe pobiegliśmy za chłopcem ulicami, Vir i Or został z kobietą. My w końcu się rozdzililiśmy i tak trafiłem tutaj, ale cieszę się, że Cię odnalazłem, moi bracia się ucieszą, że nam pomogłeś przyjacielu! Półork skwitowął pełny entuzjazmu.

W czasie kiedy wszyscy słuchali wypowiedzi półorka, bard zwinął dokłądnie swoją sieć i zaczął rozglądać się za młodzieńcem. W tej sali go nie było, być może trzmychnął ze strachu w drugie pomieszczenie ...
Niewiadomo dlaczego statek wiozący Astrid i Erica zacumował w Porcie biedoty. Niemnije jednak Murof, który wysłał list z zaproszeniem swojej rodziny wiedział o zmianie rejsu, wysłał powóz z mała ilością ochorny. Widocznie nie zabezpieczył go odpowiednią ilością straży. Akolitów było więcej. Dwóch z nich pobiegło za chłopcem, pozostała czwórka zapewne przejęła wóz po zorganizowanej zasadzce w ulicy Wężowego przełyku, na której rozstawiane są po południu stragany z różnej maści wężami i jaszczurkami. Raj dla alchemików, trucicieli, i pospólstwa gdyż gadzie mięso jest tańsze niż psie!
Co dalej?
MG: zmieniłam Kroczących w Ciemnościach na Tancerzy Cieni. Nie miałem zamiaru rozbijać wątku innego MG.
Dlatego przepraszam ale musiałem zmienić nazwę gildi szpiegów. Wątek nie był powiażany z "organizacją" stworzoną przez Ketha. Zmieniłem wpisy w kolejnych postach gdzie pojawiała się ta nazwa.
Ostatnio zmieniony 24 sierpnia 2017, 11:42 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 10 sierpnia 2017, 11:36

Bez względu na wszystko czym prędzej szukam młodego, najpierw w pomieszczeniu obok, zwanym zdaje się biblioteka, następnie...gdzie jeszcze można?
MG: Dobre pytanie: nie wiem jak wygląda cała sekreta światynia. W mojej głowie to jest tak: schody z zewnarz prowadzące w dół do do drzwi. Po otwarciu jest duże pomieszczenie, z piecem, dużym stołem i kilkoma zdylami. Z tego pomieszczenia wychodza drzwi do małej biblioteczki (regały, fotel, kaganek ... ) bez wyjścia. Naszło mnie pytanie, może sekretna światynia nie jest dokońca posprzątana? Może jest jeszcze jakies pomieszczenie gdzie powinien być ołtarz, lub miejsce modlitw? Keth czy w wcześniejszych postach poprzednich części pojawił się opis?
Ostatnio zmieniony 10 sierpnia 2017, 15:44 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2017, 17:30

Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Wylewna życzliwość i przyjacielska zażyłość mieszańca wobec Kielicha wydawała się zbyt szokująco świętokradcza, by Ketras zdołał ją od razu przełknąć. Olf na przemian zaciskał rękę na sztylecie i rozluźniał ją wciągając w płuca powietrze, by tylko wyzbyć się czerwonawej mgiełki wściekłości wypełniającej mu oczy. Przyglądając się przez cały czas z wrogą podejrzliwością półorkowi i chłonąc potok jego objaśnień, mag przeniósł spojrzenie na przejawiającego rosnący niepokój Eszara.

Zwijający sieć bard zaczął w pewnej chwili rozglądać się wokół siebie, a potem bez słowa opuścił komnatę udając się do sąsiedniego pomieszczenia. Bez słowa i bez zezwolenia nauczyciela, którego należało w tym momencie bezwzględnie strzec. Ketras natychmiast puścił w niepamięć niefrasobliwe zachowanie swego towarzysza, obszedł więźnia odsuwając dyskretnie stopą jego odstawione wcześniej buty za skrzynkę po warzywach.

- Pamiętasz cokolwiek z naszej nieszczęsnej konfrontacji? - zapytał strzelając palcami na tyle donośnie, by na chwilkę odwrócić uwagę więźnia od Sureliona - Tam, gdzie upadłeś w agonii? Tam, gdzie przypadkiem zgubiłeś swoje buty?
Ketras zauważy, że bard wychodzi, ale sam nie opuści komnaty bez polecenia Sureliona. Nanatar, całej świątyni nigdzie nie opisywaliśmy, ołtarza też nie mamy, tylko sarkofag Sureliona w najniżej położonej komnacie. Czuj się swobodnie w opisach!

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 11 sierpnia 2017, 16:10

Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Z pełną dozą współczucia półork popatrzył w oczy Olfa. - Buty? Moje buty, nie mam bbutów. Powiedział poźniej w odpowiedzi na odciagnięcie uwagi od Sureliona. Zaczął się rozglądać, po czym rękami macał pierś i brzuch. - Mojego kaftana i broni też nie ma. W pewnej chwili zaczął również miętosić jeden z zielonych paluchów, co wywołało jeszcze większą złość na jego obliczu. Pewnie na Chłopskim Kroczu za długo leżałem. Skwitował rzucając ponownie spojrzenie w kierunku Sureliona.

Zaczał masować swoje skronie opuszkami palców. - Pamiętam jak biegłem i tuż za zaułkiem wpadłem na jakąś grupe, byłem zbyt skupiony na chłopcu aby im sie przyjżeć. Chwile później zasypała mnie lawina ciosów i widziałem tylko krople spadajace z nieba, a poźniej ciemność, niezrozumiałe głosy. Wybudził mnie krzyk dziecka .... porozglądał się ale widocznie jego oczy nie znalazły tego czego szukał - obudziłem się tutaj i przestraszony złapałem za nóż, nie chciałem przyjacielu zranić Twoich bliskich, bałem się o własne życie, zrozum. Naszczęście znalazłeś mnie mój przyjacielu.

Akolita złożył ręce jakby zaraz miał żebrać o datek. Jego dłonie i przedramienia nosiły wyraźne ślady spieczonej skóry. Następnie założył ręce na tors. Emocje kopletnie opadły, chłód pomieszczenia zaczął mu doskwierać, założył lekko sinawą stope na drugą podciagną nogi aby jak najmniejszą powierzchnią dotykać zimnych płyt podłogi. - Strasznie tu zimno.... dodał.
...
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 12 sierpnia 2017, 00:08

Zdjąłem z półorka sieć, widząc przyzwolenie w oczach Sureliona, dałem pierwszeństwo wypowiedzi półbogowi i magowi. Nie słysząc wyraźnej odpowiedzi rzuciłem kilka prostych, rzeczowych pytań. Uspokojony zbój zaczął wylewać z siebie potok odpowiedzi. Tymczasem spostrzegłem nieobecność młodzieńca, co wyraźnie mnie zaniepokoiło. Nie, teraz po tym wszystkim, nie mogliśmy stracić któregokolwiek z gości. Młody człowiek uciekłszy z naszej kryjówki byłby równie niebezpieczny jak ów niedoszły zabójca. Mistrz kazał mi się nim zając i na pewno nie chodziło mu tylko o chwilę w bibliotece. Czułem się wyjątkowo odpowiedzialny za tą istotę. Widząc że reszta kultystów na czele z Mistrzem panuje nad sytuacją, postanowiłem wypełnić wolę pólboga i odnaleźć chłopaka.

Omiotłem spojrzeniem pomieszczenie dziesięć na dziesięć kroków, może dwanaście, ściany murowane w dobrym stanie, zwieńczone u powały jakby krzyżem. Nieco zniszczone deski na podłodze, na środku ściany po mej lewej, drzwi które znakomicie zaopatrzył Ungo, na szczęście zamknięte od środka, jak je zostawiliśmy. Zaraz po mej prawej, wymagające renowacji, drzwi do pomieszczenia zwanego biblioteką , na wprost mnie palenisko przy wnęce gdzie znajdować się musiał komin, sądząc po dziurze powyżej, gdzie uchodził dym. Na pewno go widać. Nieopodal paleniska stół, który przyniosłem, obstawiony świecami, kilka bardzo starych zydli i rozrzuconych szmat służących nam za siedzenia i posłania. Zdecydowanie za surowo i za ciemno tu, jedyne duże okno na prawo od drzwi zabite deskami. Zatrzymałem wzrok na czarnej kałuży krwi siąknącej w wióry pod stołem.

za ciężkie grzechy, wielki dar,
co jest prawdziwe, a co jest czar.


Wzrok skupiłem ostatecznie na ciężkich spiżowych drzwiach, prawie na środku ściany po mej prawej, to znaczy naprzeciwko drzwi wejściowych. Były uchylone, a nigdy ich takimi nie widziałem. Tam musiał pójść. Ale ostatnie miejsce gdzie przebywał dłużej to biblioteka i tam skierowałem swe pierwsze kroki.

Półki w fatalnym stanie mieściły niewielki księgozbiór, warto by go było powiększyć. Górskie zioła, Łowy z sokołem, Misteria księżycowe, Smoki i Czas, Strategie Uran-Vassara, Łowiska na jeziorze..(zamazane), hodowla gołębi pocztowych, Gnomi rachunek zysków, Rawenna i Asmodeusz, Chmiele zachodnich stoków, Górna fermentacja, jeszcze kilka enigmatycznie brzmiących tytułów.
Wciągnąłem powietrze na początku delikatnie, następnie trochę mocniej. Wyodrębniam swąd wosku, pomijam wszędobylski zapach stęchlizny. Wyodrębniam ulotny aromat cytrusów i ostry ziół (to musiały być perfumy młodego), pomieszany z odorem gówna i strachu. Za tym zapachem będę się kierował.

Odkaziłem ranę przy szyi wódką z piersiówki i wyszedłem z powrotem do głównego pomieszczenia, gdzie mieszaniec opowiadał swą historię. Uchwyciwszy gniewne spojrzenie Ketrasa, dałem mu znać ręką, posuwisty ruch na poziomie pasa, ma to znaczyć "mały". Udaję się za spiżowe drzwi.
Jeśli jest coś co można wziąć do oświetlania to wezmę, jeśli nie, zdam się na infrawizję. Miecz pozostał w bibliotece, sieć tez.
Dla MG
Spoiler!
Mam wciąż sztylet, którym ciskał Milcar, chciałbym gdzieś go schować, by nie wystraszyć młodzieńca i żeby mi nie przeszkadzał. Nie zamierzam go sobie przywłaszczać, ale może się przydać chwilowo. Wezmę też jakiś mały szpikulec, kozik z moich rozrzuconych narzędzi.
Dym z paleniska uchodzący przez komin musi być o zgrozo widać. Krok liczę wedle Rzymian, 2000 kroków rzymskiego legionisty to mila. Wychodziłoby na to iż krok to około 0,8m. Eszar znika za spiżowymi drzwiami.

Reszta obchodu odważnego barda w najbliższym czasie

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 sierpnia 2017, 10:53

Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Ketras westchnął ciężko, a potem sięgnął ręką za pustą skrzynkę po warzywach i złapał za własność mieszańca. Buty wylądowały z głośnym trzaskiem obok gołych stóp niedawnego więźnia, cudownie nawróconego na boskość Sureliona.

- Tak się tylko droczyłem - wycedził niechętnie przez zęby olf - Ubieraj, tylko powolutku, żadnych gwałtownych ruchów. I przestań mówić do naszego nauczyciela przyjacielu, bo nie zdzierżymy i spotka cię coś bardzo złego. Nauczyciel, mistrz, pan, podle gustu. Mistrzu, Esztar poszedł po naszego... drugiego gościa. Pójdę mu pomóc, jeśli nie masz wobec mnie innych planów.
Ketras zaczyna mieć złe przeczucia, zrozumiał bowiem posłany mu gest barda. Jeśli Surelion nie zaoponuje, mag uda się żwawo w ślad za bardem. Musimy znaleźć tego łebka. Potem musimy ustalić dalszy plan działania. Mam już kilka pomysłów, ale najpierw złapmy małego, zanim zwieje.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 13 sierpnia 2017, 21:53

Chwile trwało nim oczy przywykły do gęstej ciemności. Najpierw zadziałała infrawizja, ukazując zimne kałuże wody między zniszczonymi deskami posadzki, w szerokim na dwie osoby korytarzu, wyglądało to jak kamuflaż węża, którego koniec ginął w mroku. Postąpiłem ostrożnie trzy kroki w przód, deski uginały się pod moimi stopami, korytarz delikatnie pochylał się, by po kolejnych kilku krokach się znów wypoziomować. Poczułem pod stopami wilgoć. Nasłuchiwałem. Usłyszałem szum przelewającej się wody. Na "stereo" (taki bardyjski termin), z prawej i lewej strony. Kiedy postąpiłem jeszcze trochę na przód, a przez obuwie czułem coraz wyraźniej wodę przesiąkającą deski, tak po stronie serca i tej drugiej, spostrzegłem o wyciągnięcie włóczni przed sobą prześwity światła. Miałem wrażenie że wyczuwam w powietrzu niknący zapach cytrusów, ale tak się często dzieję że wyobraźnia podsyła nam wrażenia, których pragnęlibyśmy.

Podszedłem delikatnie w stronę, coraz wyraźniej rysujących się promieni światła, wystających niczym sztylety ze ściany. Będąc już bardzo blisko przekonałem się że po oby stronach korytarza znajdują się zabite zmurszałymi deskami drzwi. Tędy na pewno nie przecisnął się nasz podopieczny, musiał pójść korytarzem na wprost, zapewne do piwnicy. Kiedy skierowałem tam swe kroki, zahaczyłem nogą o deskę podtrzymującą drzwi po lewej i ku memu zdziwieniu, te całkowicie runęły. Czyżby aż tak kamuflował swą drogę ucieczki, przemknęło mi przez myśl. Zaraz jednak osłoniłem oczy ręką, gdyż z otworu buchnęło oślepiające światło. Było ono oślepiające tylko przez chwilę i tylko dlatego że oczy moje długo przebywały ciemności. Zajrzałem przez powstały otwór.

Oczom moim ukazała się obszerna hala, światło pochodziło z zniszczonego świetlika, wieńczącego strop na wysokości trzech mężczyzn. Pomieszczenie szerokie było na może dwadzieścia kroków i na tyleż długie. Spływające z sufitu światło ukazywało na środku dwa olbrzymie gliniane naczynia, niczym dzbany, uwięzione przez gigantyczne pająki o ciałach z zapadniętych drewnianych krużganków, ramp i rusztowań, oczach z kołowrotków i zębatych kół, szponach z potłuczonych amfor. Prawy dzban leżał przewrócony i otwierał do mnie swe okrągłe wnętrze. Obrośnięte mchami i bluszczem, zapraszało jak portal do krainy szczęścia. Drugi przechylony pod kątem, opierał się na pierwszym, wypełniony być musiał wodą wpadającą przez zniszczony świetlik, bo ta strugą wylewała się z niego spływając po przewróconym bliźniaku. Przez mgnienie oka słońce musiało przebić się przez chmury, bo to cudne misterium zwieńczyła tęcza.

-Tęcza i dzban-pomyślałem, że to dobry omen, zapowiadający bogactwo.

Z zamyślenia wyrwał mnie potworny krzyk, stawiający dęba każdy włos. Odskoczyłem w tył, nie utrzymałem równowagi i runąłem na drzwi naprzeciwko w korytarzu. Te zachwiały się i powoli zapadły do środka, za koniec z głuchym plaśnięciem. Odruchowo znów odskoczyłem i znalazłem się na powrót w pomieszczeniu z dzbanami. Uznawszy że spodnie na pupie i tak mam już mokre, pozostałem w tej pozycji, szukając źródła dźwięku, który mnie wcześniej przeraził. Para ślicznych kolorowych ptaków wybrała sobie tą chwilę na zaloty, a szerokie ściany zwielokrotniały narzekania samca że im przeszkodziłem.
Siedziałem przodem do prawej ściany, mając po lewej dzbany, po prawej drzwi. Oczy nawykły już do światła, mogłem więc lepiej przyjrzeć się pomieszczeniu. Na wysokości wyciągniętej ręki męża znajdowały się krużganki, opasające niegdyś całą salę, teraz za moimi plecami całkiem zawalone, ale na te przede mną, można by zaryzykować wejście. Tym bardziej, że owo piętro, ofiarowało dwoje zamkniętych drzwi, w dobrym stanie. "Jakie skarby skrywają?". Ściana po lewej, to solidny mur z ciężkich i dużych kamieni, powstał dużo później, aby podzielić zbyt wielką przestrzeń hali browaru. Może druga część dużego pomieszczenia, będąca w lepszym stanie była teraz mieszkaniem jakiegoś kupca, lub jego sklepem. Było też otwarte przejście nad drzwiami, którymi tu wszedłem, przebijało z niego światło. Poprzez otwory po drzwiach popatrzyłem na drugie pomieszczenie i ujrzałem tylko oświetloną od góry strugę wody, znikającą w podłodze. Ciekawe co dzieje się z wodą wypływającą z dzbana. Komnata w której przebywałem musiała, mieć gdzieś swój odpływ. Postanowiłem, pchany niemal dziecięcą ciekawością, sprawdzić czy któreś z drzwi na antresoli da się otworzyć i czy nie skrywają naszego uciekiniera, tak to sobie wyjaśniłem.

Po resztkach schodów przy ścianie, a częściowo, po ciałach drewnianych pająków wszedłem na antresolę i stanąłem przed pierwszymi drzwiami, te były jednak zamknięte i w dość dobrym stanie. Nie było czasu na forsowanie ich siłą, czy też sprytem, pozostawiając je na później, podszedłem do drugich. Te otworzyły się ukazując swą tajemnicę.

W awangardzie nadszedł niezwykły swąd zepsutych drożdży i spleśniałego zboża. Nie zrażony tym zajrzałem ciekawie do wnętrza. Znajdowało się tam biurko w dobrym stanie, całe zasłane buteleczkami, rurkami ze szkła i metalu, pojemnikami przeróżnej wielkości i kształtu, pokryte pajęczynami, na jego końcu, skrywały się oznaczone symbolami i numerami woreczki, szkatułki i inne pojemniki. Mała waga, odważniki i szkło powiększające, tu i ówdzie przykrywały, kartki i kawałki zwojów. "Prażenie jęczmienia, by nie był słodki"(?).Ściana po prawej podzielona była na malutkie skrytki, przy każdej widniał podpis, w rogu odważnie stał wielki wór zboża zarośnięty sporyszem. Zapaliłbym samotną świecę w lichtarzu, ale zamarłem w pól ruchu, bo od strony korytarza usłyszałem ostrożne kroki. Zbyt spokojne i miarowe, by mógł być to młody szlachcic, którego szukałem. Czyżby któryś z akolitów szedł mi na pomoc?
Hala z kadziami, a właściwie jej część. Woda nie stoi sadzawką, bard wierzy, że jest odpływ do podziemnej rzeki. W pomieszczeniu jest dużo gruzu, a świetlik puszcza wodę. Chodzenie wymaga ostrożności. Na pewno znajdziemy tu jeszcze dużo skarbów, jak nierozbity dzban, czy spiżowy nocnik. Liczę na receptury piwowarskie.

Zejdę ostrożnie z powrotem, liczę że spotkam Ketrasa. I tak przesadziłem z czasem, ale miałem ten opis już w głowie. Razem obejrzymy co jest po prawej. Wyjaśnię co znalazłem, ale możemy sprawdzić jeszcze za dzbanami. Może dowiemy się co wsysa wodę.

Dla Ketrasa:
Spoiler!
Mam nadzieję że fiolki i rurki się podobają. Opisujesz następne? Pomieszczenie po prawej z kaskadą wody i korytarz jak mniemam do piwnicy, a może i podziemi, gdzie spoczywa...
Proponuję Mmagowi by jeden z nas przeszukiwał pomieszczenie, a drugi pilnował korytarza.

Jeśli wstawki są za długie to dajcie znać, ale nie chcę opisywać tego miejsca byle jak. Z mojej strony jeszcze dwa takie posty, chyba że MG będzie komplikował.

Dla MG:
Spoiler!
Jak gdzieś polecę to mnie hamuj. Może by jednak Ketras wziął światło. Cały czas jak mogę używam nadsłuchiwania. Jestem niezłym skrybom, jak znajdę ciekawe zapiski, to daj znać!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 sierpnia 2017, 23:44

Ja tam czekam ma odpowiedzi na pytania zadane przez barda. Ps. Jest jakas szansa na prymitywny szkic pomieszczen drzwi wykoanne przez Unga z tego co pamietam byly fałszywe. Opis jest taki że po lewej znajduja sie one. Po prawej spizowe prowadzące dobrowaru. Czyli za plecami mamy wejście do biblioteczki?
Czy browar (ruiny) sa w całości nasze czy też przedzielone i za ścianą mamy sasiada? Gdyby byl.prymitywny rysunek moglbym na jego podstawie zrobić coś bardziej ambitnego graficznie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 sierpnia 2017, 14:48

Czy Milcarr słyszał jak chłopak odchodzi? Z jego słuchem, to nawet ostrożne stąpanie słyszy jak tupot opasa. Jesli tak to zabójca pomoże bardowi znaqleźć młodego.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 14 sierpnia 2017, 23:44

Zajrzeliśmy z Ketrasem w otwór po prawej. Z obawą, ale i niejaką pożądliwością. Było tam pomieszczenie o kształcie rotundy, czy wieży. Podobnie jak po drugiej stronie środek sufitu stanowił świetlik, w jeszcze gorszym stanie, jak naprzeciwko. Ulewny deszcz lał się do środka, chlapał po wszystkim i ściekając po linach i belkach zawalonego rusztowania, znikał w okrągłym otworze pośrodku podłogi rotundy. Antresola musiała się tu znajdować kiedyś na tym samym poziomie co w pomieszczeniu ze dzbanami, bo ponad swoimi głowami mogliśmy dostrzec otwór prowadzący naprzeciwko, nad korytarzem w którym znajdowaliśmy się. Potężny łańcuch tkwiący pośrodku zawalonego rusztowania sugerował, że zamontowany tu był dźwig do wyciągania czegoś z dołu.

Wszedłem do środka zaglądając do szerokiego na dwa kroki otworu w podłodze. Nie sposób było dojrzeć, co znajduje się niżej, bo w dziurze kłębiło się od zawalonych desek, lin i kołowrotków. Słuch natomiast mówił że poniżej przebiega wartki nurt.

Przy ścianie po prawej stało zdewastowane i przemoczone biurko, na nim spoczywało drugie. Nie było czasu, aby sprawdzać co skrywają, gdyż musieliśmy jak najszybciej odnaleźć młodzieńca. A na dół na pewno się nie przedostał. Sprawdzimy dokładnie za dzbanami i zajdziemy do piwnicy.

Wyszedłem z pomieszczenia bardziej jeszcze mokry, zwróciłem oblicze do maga i zdębiałem na chwilę, gdyż spostrzegłem za jego plecami upiora. Udało mi się zachować kamienne oblicze, na uderzenie serca i rozpoznałem Milcara.

-Sprawdźmy za dzbanami, bo mógł mi się tam kryć, do otworu w rotundzie nie zszedł, to niemożliwe. Przypuszczam że skrył się w podziemiach.
Opiszę Milkarowi co znalazłem i widziałem ja i Ketras. Wyobrażam sobie że towar dowożono podziemną rzeką i wyciągano dźwigiem mułowym na antresolę. Stąd ładując na wagonik na szynach przewożono do pomieszczenia z kadziami i po sprawdzeniu, wsypywano do dzbanów.

Myślę że w pomieszczeniu z dzbanami nie znajdziemy chłopaka, zejdziemy zatem niżej. Może ktoś przejmie opis w tym miejscy, przynajmniej do momentu aż znajdziemy młodego.

Przy okazji zwrócę sztylet ślepakowi.
.
Ostatnio zmieniony 15 sierpnia 2017, 15:03 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 sierpnia 2017, 10:09

Gdyby tylko potrafił, to Milcarr strzygłby teraz uszami niczym pies, próbując wyłowić pośród kakofonii dźwięków jakiś trop młodziana. Kiwał tylko głową skierowywując małżowiny w różne storny. Machnął ręką aby się inni na chwilę uciszyli i pozwolili Ślepakowi zawęzić ilość niepotrzebnych szumów, rozmów, oddechów.

Wiedział, że gdy tylko dosłyszy ślad jakiejkolwiek bytności chłopka, to skieruje innych w tę stronę.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 16 sierpnia 2017, 12:24

Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran

Budynek starego browaru był domem nie tylko dla wyznawców. Liczne ptaki uwiły gniazda w pękniętych murach, zwalonych krokwiach. Mury, dach, świetlik wymagały gruntownego remontu. Tak samo jak każde z mijanych pomieszczeń przez apostołów Kielicha Magii. W pmieszczeniu na bazie kwadratu z lekko wypuklonymi ścianami było bardzo cicho. Zebrani bacznie przyglądali się staremu gruzowisku by upewnić się czy młodzieniec nie znalazł tu kryjówki. Mieli nadzieje, że błądząc w mroku nie natrafił na dziurę studni. Woda płynęła gdzieś poniżej bardzo wolno, spokój tego miejsca przerwyały zaloty dwóch gołębi. Oczy wyznawców poszybowały w kierunku dachu z którego wydobył się głośny trzask pękanego drewna. Kwadratowa tafla kwarcu wraz z kawałkiem zbutwiałej krokwi runęła na gruzowisko z hukiem roztrzaskujać się na tysiace fragmentów o stertę kamieni i zniszczony żuraw, przerywając zaloty nieszczęśliwego gołebia, który wzbił się powietrze wylatując za swą kochanką przez niemal zniszczony dach.

Małe kamyczki, wraz z większymi potoczyły się pod buty Olfa, który wraz z Ślepakiem stali w korytarzu ukrywajac się za ścianą po lewej i prawej stronie. Ich światło ledwo dosiegało krańców obecnej komnaty, chowajac się razem z nimi. Ciemność rozszerzała swoje królestwo rzucając w tańcu postepująćego mroku coraz większe cienie, by w końcu owładnąć mackami czerni całą przestrzeń. Bard zasłonił przed uderzeniem twarz by uchronić się od odłamków, gdy postąpił krok w stronę drzwi jego serce zabiło mocniej, adrenalina zagotowała żyły, dlonie jakby skuły się lodem, a nogi same pchały go w stronę światła. Nim wzrok Elszara przyswoił się do mroku, gdzieś pozagranicą roświetlonego progu drzwi, wyłonił się ciemności grymas cierpiącego oblicza, patrzącego wprost na twarz barda!
Ciemność widzę, widzę ciemność! :o :o :o
Ostatnio zmieniony 16 sierpnia 2017, 14:38 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 sierpnia 2017, 17:08

Chciałbym dobrze zrozumieć aktualną sytuację taktyczną, stąd szybkie pytanie. Jesteśmy w rzeczonym pomieszczeniu w trójkę, tak? Ketras, Milcarr i Eszar, przy czym Ślepak jest w trybie ślepoty? Sekundę temu zarwał się znienacka dach nad naszymi głowami, fragmenty konstrukcji spadły w dół. Czy ktokolwiek z nas zauważył, że wraz z taflą szkła ktoś z góry spada? Czy spoglądając w górę kogokolwiek widzimy na obrzeżach zawalonego fragmentu stropu? Nie wiadomo jeszcze, co to za twarz w polu widzenia barda, ale jeśli olf się zorientuje, że mamy towarzystwo i że nie jest to poszukiwany chłopiec, tylko znowu ktoś obcy, sztylet w dłoń i Magiczny Pocisk. Tak, tak, Magiczny Pocisk w ramach zmiękczenia i ostrzeżenia przed głupimi wybrykami. Obcy nie mają w tym miejscu niczego do szukania! Na POZ 0 zaklęcie nikogo nie zabije, ale może wybić z głowy niepożądaną brawurę!

ODPOWIEDZ