Kocie Miasto, dwie ulice od hotelu
Rozpalony opowieścią Yurana, Bayer Werk aż się cały trząsł z wrażenia, gotów bez namysłu popędzić wprost pod wejście do tajemnego schowka. Bruni i Telibor na wszelki wypadek mieli na zapalczywego mechanika oko, by go licho nie podkusiło do złamania wyraźnych rozkazów polańskiego myśliwego.
Cała grupa zaszyła się w suterenie cuchnącego stęchlizną zmurszałego budynku, który częściowo się zawalił i który sprawiał wrażenie zbyt niebezpiecznego, by do niego wchodzić. Dzielące ich od hotelu dwie ulice dawały gwarancję niedalekiej wędrówki po zapadnięciu wypatrywanego przez wszystkich zmierzchu.
- To muszą być te podziemne wrota - powtarzał po raz kolejny Nikodemus, przeszywany pełnymi fascynacji spojrzeniami tych, których wizyta w hotelu na razie ominęła - Całe to piętro pod ziemią to postój dla samojezdników. Na pewno zjeżdżali tam rampą pod przesuwnymi wrotami i rozładowywali skarby. Właz wyglądany na odlany z czystego metalu, nie wiem nawet, co to za stop. W życiu nie wyłamiemy go siłą mięśni.
- O to się nie martw - nie mogący usiedzieć w miejscu Werk pogłaskał dłonią ukryty pod płachtą starego brezentu starter - Dam sobie radę, klnę się na Pneumę. Markus mi wszystko pozapisywał, jak ustawić guziki i jak pokręcić wajchami. Wy tylko zadbajcie o to, żeby nas nikt nie capnął, ja zajmę się resztą.
- I o tym musimy pamiętać - podkreślił raz jeszcze sędzia - Ci miastowi to są bardzo niebezpieczni ludzie. Nie zapominajcie jak zadusili drutem tych dzikich pod dworcem. Żadnego sądu, Kodeksu też w niczyjej ręce nie widziałem. Się nie patyczkują, szast prast i po życiu.
- Mają na dodatek samopały podobne do tego tutaj - Yuran wyciągnął zza paska spodni metalowego glojka, zademonstrował pistolet pożerającym go wzrokiem kompanom. Kiedy tylko okazało się, że Schiller wyposażył Polanina w tak niezwykłą legendarną broń, reszta ekspedycji ustawicznie łypała na myśliwego zazdrosnym okiem, przynajmniej w odczuciu samego Yurana.
- Mają - potwierdził Dragan - A myśmy byli świadkiem u Markusa, co taki samopał potrafi jak Piotrowi dziury wybił w klacie. Iście demoniczna sprawka ta broń, musiał Bóg naprawdę Dawnych pokarać Eshatonem za to, że takie potworności budowali.
- Robimy tak jak ustaliłem z Nikodemusem - powiedział Yuran chowając pistolet z powrotem za pasek - Idziemy tam po zmierzchu, po cichutku i tą samą drogą. Najpierw sprawdzimy, czy gdzie światła nie widać, nawet na górnych piętrach. Potem dalej po cichutku do środka, przez dziurę w ścianie i po schodkach od strony holu. Miejsca tam dosyć, żeby bez hałasu przeciągnąć starter. Werk wszystko uruchamia, a my go pilnujemy. Jak już otworzy, włazimy do środka i wynosimy wszystko, co cenne. A potem uciekamy do Koronapanu, do domu.
- I zabierzamy po drodze Dirka z Oksaną - dodał mocno niespokojny Bruni, a Yuran przytaknął mu ruchem głowy.
Czy plan jest kompletny? Jeśli tak i nie macie nic więcej do dodania, proponuję bez zbędnej zwłoki przejść do następnego punktu zwrotnego, czyli gromadnego skoku na skarbiec!