PBF - New Orleans by Night

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 26 lipca 2017, 23:50

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Początkowo wszystko szło nadzwyczaj gładko - weszli do domu, zrobili (cokolwiek mieli do zrobienia w środku) i wrócili ze świadkiem. Potem wszyscy ruszyli przed siebie w mrok nocy, zaś spokój okolicy przerywał tylko rytmiczny ryk silnika. Zresztą towarzystwo Nicolasa było całkiem znośne biorąc pod uwagę obecną sytuację.
Bertone mijając światła kolejnych latarni zamyślił się, jakich rewelacji właśnie dowiaduje się reszta koterii w aucie z przodu, kiedy nagły pisk hamulców wyrwał toreadora z zadumy. Próbując nie uszkodzić żadnego z pojazdów zdołał tylko syknąć:

- Co do diaska?!

Kiedy już udało mu się zatrzymać samochód, rozejrzał się dookoła. 3 auta pełne... no właśnie, kogo? Lupini? Psy? Kainici? Żadna z tych perspektyw nie wydawała się zbyt obiecująca dla koterii w potrzasku...

Starając się schować głowę jak najgłębiej w połach swego płąszcza odwrócił się do Bertranda z zapytaniem:

- Czy wiesz, co tu się do jasnej cholery dzieje?! Oprócz oczywistego faktu, że jesteśmy w ciemnej dupie, rzecz jasna. Proponuję zaczekać i zobaczyć, co zrobi reszta, w razie czego mogę się podjąć taranowania. Ale jeśli masz jakiegoś asa w rękawie, to najwyższy czas go użyć - to mówiąc spojrzał bardzo sugestywnie na swojego pasażera - wiesz, ten as może być tym ostatnim...

Cholernie nie chciał teraz wysiadać. Jeśli to policja i rozpoznałaby twarz Silvio, mógłby się spokojnie żegnać z karierą po zamieszaniu w porwanie Grishama. Aczkolwiek zastanawiające było, od kiedy policjant nosi dredy? Czyżby podpucha? Tym bardziej trzeba było być gotowym na szybką ewakuację... z koterią lub bez.
Silvio będzie czekał na rozwój sytuacji w aucie możliwie długo i starając się nie zdradzić swej tożsamości. Gdyby było bardzo źle, może się podjąć próby wyjazdu z pułapki przez taranowanie autem.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 27 lipca 2017, 00:41

[center]Nowy Orlean, okolice terenu Wilkołaków, Mardi Gras - luty 1994 - Trzecia noc śledztwa[/center]

...aż za łatwo.

Richard nie uważał się za czarnowidza, raczej za trafnie odgadującego przyszłość realistę. Być może dodałby to jako kolejne osiągnięcie do swojego bogatego CV, gdyby:

a. Dbał o takie pierdoły,
b. Miał konieczności posiadania takowego w związku ze swoją pozycją i stanem konta,
c. Gdyby nie potencjalnie brak możliwości dokonania jakiejkolwiek czynności w swoim nie-życiu dalej niż 5 minut od teraz, w związku ze śmiertelnym zagrożeniem.

Westchnął... Następnie wykonał 8 głębokich wdechów - przynajmniej tyle zalecał najnowszy podręcznik do biznesowych negocjacji "Jak skutecznie obracać kontraktami terminowymi na dostawę warzyw korzeniowych". Ventrue obiecał sobie zrobić przegląd swoich prenumerat, gdyż przez myśl przemknęło mu, że ostatnimi czasy ich poziom znacznie się pogorszył. Jeśli przeżyje of course. Drugi rozdział wspominał o szybkim nakreśleniu opcji do wyboru. Aktualnie te rysowały się następująco: atak, ucieczka lub blef.

Gdyby porównać procesy myślowe kainity do gry w ruletkę, to kulka niebezpiecznie blisko oscylowała obok pola w napisem "RUN AF&AF*", sprawiając wrażenie że lada moment zatrzyma się w tym miejscu. Jednakże Richard był biznesmanem, nie hazardzistą i zamiast pożądaniem kierował się kalkulacjami. Te jasno wskazywały, że największe szanse powodzenia obiecuje próba odegrania inspektora Cartera z NOSFT.

W tym momencie kulka zatrzymała się na polu z etykietką "BLUFF", a umysł Spokrewnionego przestawił się z pozycji "obrona" na "atak". Iluzoryczne oczy wampira rozbłysły niczym ślepia drapieżnika przyczajonego na ofiarę, bo oto na powrót przystąpił do wytrawnej negocjacji o wysokie stawki.

- Wchodzimy w to, będę odgrywał Cartera - odparł półgębkiem do Nosferatu. - Cokolwiek chcą od naszego znienawidzonego gliny, ten ma duże plecy i postaram się grać na tą kartę.

* Rozwinięcie tego skrótowca to "Run as far and as fast as you can".
Richard podejrzewa, że opryszkom chodzi albo o Cartera himself, albo o gościa, który leży gdzieś pomiędzy siedzeniami ich samochodu. Tak czy inaczej, będzie blefował i próbował rozegrać sytuację bez walki.
Oszywiście dobre pomysł mile widziane.
Pomysł od 8arta: Jedź frajerów Prezencją...
Ostatnio zmieniony 27 lipca 2017, 10:11 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

Ferre
Reactions:
Posty: 60
Rejestracja: 14 czerwca 2015, 19:42

Post autor: Ferre » 28 lipca 2017, 14:08

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Brujah widząc typów zagradzających im drogę nie okazał zadowolenia. Wręcz przeciwnie. Gdyby był człowiekiem, toczyłby właśnie pianę z ust, ale i bez tego wściekłość wydawała się próbować za wszelką cenę znaleźć ujście. Patrząc spode łba na zagradzających mu drogę zaczął mocno ściskać kierownicę i zgrzytać zębami.

Kurwa jebana, teraz jakieś kloce mi zastawiają drogę... Fuck! I jak ja mam tu spokojnie prowadzić samochód... zaraz chyba zjebów staranuje ...

Problem powstały w głowie zajął mu kilka chwil. Przełączał biegi w samochodzie to na wsteczny, to do przodu zastanawiając się, z której strony lepiej uderzyć.

Kurwa, no tak ... Jak w nich przypierdolę to się mośki z ekipy będą falfunić, że ich rozjechałem ... Dobra, zrobimy to inaczej.

Chwilę jeszcze przyglądał się przeciwnikom, po czym jego mina zmieniła się nie do poznania. Radość i uśmiech jakie pokazały się na twarzy Ray'a były tak wielkie, jakby zobaczył pięć kilogramów marihuany.

- Nie no kurwa nie wieżę! - Obrócił się do chłopaków z tyłu - Ej! To swoje chłopy. Dawać kurwa, wysiadamy się przywitać! Nie no, kurwa lepiej trafić nie mogliśmy! - rozochocony zawołał, po czym przekręcił kluczyk w stacyjce gasząc silnik radiowozu. Odwrócił się do Richarda - Żadnej kurwa szopki, to znajomi moi są. Zajebiści Anarchiści, pierwsza klasa. Książę im buty kurwa czyści.

- Nie no, Generał z ekipą w Nowym Orleanie - mówił rozpinając przy tym pasy - Dawno ich nie widziałem, ale jeśli są w mieście, to znaczy, że kurna bedzie git malina. -

Po czym otworzył drzwi i wysiadł z wozu
Sanity is for the weak!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 28 lipca 2017, 18:38

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; trzecia noc śledztwa

Nie przejawiając chęci wysiadania z wozu, Nicholas przekręcił się w bok w fotelu i wyciągnął zza paska spodni Berettę. W ciemnym wnętrzu samochodu rozległ się ostry szczęk przeładowania. Chowając uzbrojoną w pistolet rękę między kolanami, Tremere wyjrzał przez okno pojazdu próbując zrozumieć, co właściwie działo się na ulicy i jakie zagrożenie niosła ze sobą nieoczekiwana zasadzka.

- Kurwa, Ray! - Bertrand na co dzień starał się unikać wulgaryzmów, ale widok wysiadającego z radiowozu Brujaha zmroził mu znienacka krew w żyłach - Nie rób tego!

W gorącej głowie kąpany Ray nie wytrzymał napięcia, zgodnie zresztą z przewidywaniami Nicholasa. Brujah wysadził z radiowozu nie bacząc na miażdżącą przewagę liczebną przeciwnika, ewidentnie w zamiarze podjęcia próby zmasakrowania ich wszystkich.

- Nie gaś silnika! - rzucił pod adresem Silvia odpinając zręcznie pas i otwierając boczne drzwi - Jeśli zacznę strzelać, próbuj skurwieli staranować!
Zakładam, że Nicholas nie dosłyszał wyjaśnień Raya, bo i jak miał je słyszeć w drugim samochodzie...

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 28 lipca 2017, 22:32

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; trzecia noc śledztwa

Sytuacja wyglądała na bardzo poważną. Mężczyźni którzy wysiedli z aut nie przypominali mięczaków. Prawie każdy z nich miał za pasem broń palną dużego kalibru, a na ich twarzach malował się wybitnie nieprzyjazny uśmiech. Chwilę później wśród Anarchistów pojawił się ponuro wyglądający facet. Nikt z członków koterii nie mógł określić z którego auta wysiadł, ale jedno było pewne - budził respekt i szacunek wśród swoich towarzyszy. Brujah ubrany był w stary i zniszczony płaszcz. Nie miał przy sobie żadnej broni, ale każdy kto na niego patrzył, wiedział, że ten facet sam jest swego rodzaju orężem. Nagle murzyn z dredami wysunął się przed wszystkich kierując się do pojazdu policyjnego mówiąc:

- Tchórzliwy śmiertelnik. Wyłaź szmato!

Dwoje lewych drzwi radiowozu otworzyły się, ukazując postacie Ray'a i udającego Cartera Ventrue. Narwany czarnuch nie skojarzył postaci przebranej za glinę, ale szef bandy nie miał z tym problemu.

[center]Obrazek[/center]
- Spokojnie Pazur... Znam tego gościa. To nasz brat Ray - odezwał się spokojnym głosem herszt bandy. Błysk w jego oczach i życzliwy ton głosu nie pasował do sytuacji, ani do jego wizerunku.

Buntownik w dredach cofnął się o krok, odwracając głowę w kierunku swojego szefa.

- Od kiedy Carter wozi się z członkami naszego rodzaju? - zapytał.

- Ścisz dziób. Od teraz ja będę mówił.

- Ok - mruknął czarnuch tylko.

W tym czasie Nicholas trzymał nerwowo prawą rękę na rękojeści berety czekając na najlepszy moment, by uderzyć. Był wyszkolonym Tremere i ufał swojej wiedzy i inteligencji. Błyskawicznie przeanalizował sytuację i wiedział, który moment będzie najlepszy, by mieć największe szanse na przetrwanie. Za chwilę, jeszcze trochę, niech podejdą bliżej - pomyślał patrząc na czterech rosłych kainitów zbliżających się do jego wozu.

Silvio i Bradley siedzieli dalej na swoich miejscach, nerwowo obserwując całe wydarzenie. Nie wiedzieli, że w tej jednej chwili, w której czuli strach byli tacy sami. Klan brzydkich i pięknych zachowywali się identycznie - myśleli o uciecze, gdyż instynkt przetrwania pukał do ich świadomości mówiąc "Uciekaj, to jedyny sposób, by nie zginąć tej nocy". Jednakże coś jeszcze zatrzymało ich w miejscu, budzące się poczucie obowiązku względem koterii, nowa więź, która zrodziła się między nimi. To było drugie podobieństwo pomiędzy Pięknym i Bestią - esencja Człowieczeństwa, dzięki której byli w stanie pokonać potwora w sobie i nie pozostawić swoich towarzyszy w potrzebie. Gdyby tylko wiedzieli jak wiele mają wspólnego... Byli perfekcyjnym, idealnym wręcz przykładem, tego, w co wierzył Rafael de Corazon - Toreador, który był twórcą Maskarady. Wizjoner widzący potencjał w rodzącej się Camarilli, możliwość stania się lepszym dla nich i setek innych Kainitów, którzy znaleźli się w podobnym położeniu. Ta chwila, choć nierozpoznana, była świadectwem siły jaką Camarilla posiadała nad Sabatem i innymi wrogami.

Richard musiał szybko zmienić swoje plany, co do przemówienia. Niespodziewanie dla niego pałeczkę przejął Ray. Z jednej strony czuł ulgę, a z drugiej strony był zły na fakt, że Brujah kontroluje całą sytuację. God dammit - zaklął w myślach.

- Znów się spotykamy Ray. Ile to czasu minęło? Dwadzieścia lat? - powiedział uśmiechnięty facet w dziurawym od kul płaszczu.

- Powiedz mi bracie... Dlaczego masz mundur władz i jesteś szoferem byłego Ghula Dorana? Czyżbyś postanowił wesprzeć jedyny ruch oporu jaki ma to miasto? Marcel musiał zajść ci za skórę, skoro chwyciłeś się tak drastycznych środków - powiedział nie ukrywając sarkazmu.

Richard zamierzał coś powiedzieć, ale Brujah uprzedził go:

- Mówią na mnie Generał i przewodzę grupie o nawie Stowarzyszenie Fenixa. Chciałem się z tobą spotkać, by omówić działania Marcela. Panowie - zwrócił się do dwójki stojących przed radiowozem - może przejdziemy się i omówimy sprawy, które zaprzątają nasze głowy. Jestem pewien, że znajdziemy nić porozumienia. Za murem jest opuszczony dom na sprzedaż, idziemy? - pytanie zawisło w powietrzu.

W tym czasie Nick opuścił szybę, by wsłuchać się w szczegóły rozmowy. Zignorował faceta trzymającego większą pukawkę, gdyż wiedza jaką otrzymał, pozwoliła mu na zmianę działań. W tej chwili nie był pewien co ma zrobić, ale pracujące z szybkością komputera myśli, na pewno za chwilę pozwolą wyłowić najlepszą opcję.

- Widać, że jesteście tajniakami Cartea. Generał pogada z waszym szefem, macie z tym problem? - powiedział szeroki w barach mężczyzna mierzący swoim magnum w twarz Bertrand'a.
Prezencja 1 Richarda ST:7. Wypadają 2 sukcesy. Moc zadziała na osobników o najniższej Sile Woli w grupie. Na pewno nie jest nią Generał i Pazur.

Generał nie zorientował się, że Richard udaje Cartera. Z wypowiedzi BN'ów wiele można wywnioskować. To jak rozwiniecie tą sytuację zależy od was. Czekam na posty i deklaracje.

Nikt oprócz Ray'a nie ma pojęcia kim jest Generał i czym jest Stowarzyszenie Fenixa.
Ostatnio zmieniony 29 lipca 2017, 18:00 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 29 lipca 2017, 13:18

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; trzecia noc śledztwa

- Ten gnat to tak dla żartu - odpowiedział Nicholas wyciągając bardzo wolno ukrytą między kolanami Berettę - Ale widzę, że nie poszpanuję, twój jest dużo większy, stary. Klawa klamka. To niech sobie nasi wodzowie pogadają, mnie tam się nigdzie nie śpieszy.

Wciąż poruszając się w niebywale powolnym tempie, mającym podkreślić bezmiar dobrych intencji Tremere, Nicholas wyciągnął z broni magazynek i wrzucił go razem z pistoletem do schowka na papiery. Rozbrojony, a przez to jeszcze mocniej spięty, rozparł się w siedzeniu wozu i wyszczerzył do rozmówcy zęby w uśmiechu, który wręcz ociekał przyjaznym fałszem.

- Ray to spoko ziomal, zdążyliśmy się nieźle skumać - oznajmił pozornie beztroskim tonem - Dobrze się znacie?
Jeśli Silvio i Nicholas zostaną wyłączeni z rozmowy Generała i rzekomego Cartera, nie pozostaje mi nic innego jak tylko siedzieć grzecznie w aucie i próbować zagadać do kolesia przy oknie na luźne tematy.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 31 lipca 2017, 11:01

Nowy Orlean, Arabi; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa

Bradley w sumie odetchnął z ulgą. Anarchiści nie byli największym gównem w jakie mogli wdepnąć. Mogli zostać rozszarpani przez lupinów, zdiabolizowani przez Sabatników, albo spaleni przez konkurencyjny do NOSTF klan łowców wampirów, jesli takowy istniał. Anarchiści dawali cien szansy na uniknięcie najgorszego losu, ba! zważywszy na fakt, że kojarzyli Cartera, dawali szansę na wyciągnięcie garści informacji.

Westwood kalkulował i wszystko wskazywało, że Generał połapał się już w maskaradzie Szczura i wiedział, że nie rozmawia z prawdziwym Carterem. Nie wypucowałby się przy nie-wampirach kim jest, a jeśli znał Cartera, to nie strzelałby znanymi dla szefa NOSTF frazesami, że jest z tajemniczego Stworzyszenia Fenixa. Z drugiej strony, mowa ciała Generała i ton jego wypowiedzi świadczyła, że nie zdawał sobie sprawy, że ktoś podszywa się pod Cartera i jego ludzi. To mogła być złudna iluzja. Wampiry potrafiły oszukiać, były trupami przez stulecia grającymi w popapraną grę o status i wpływy. Zatem propozycja udania się do budynku, mogła byc testem, aby upewnić się, że Carter nie jest naprawdę tym za kogo się podaje. Westwood uznawał póki co, że szef Anarchistów domyśla się prawdy, ale lepiej chyba było, żeby tylko się domyślał, niż miał pewność. Lepsze było, żeby wiedział, że "jakieś" wampiry podszywają się pod Cartera, niż żeby miał stuprocentową pewność, że to wspaniała koteria dzuiałająca z polecenia Marcela.

Bradley był w rozterce. Jeśli chcieli utrzymać zasłonę Maski Tysiąca Twarzy, to Szczur musiał udać się z Rayem i Richardem vel "Carterem", ale wtedy opadnie maska z Grishama. pozotanie w aucie definitywnie oznaczało, że świadek stanie się widzialny. To był mały problem, bo może nie byc łatwo dostrzec zemdlonego Grishama na podłodze radiowozu z przyciemnonymi szybami, ale jeśli pogawędka z Generałem się przedłuży, to pewnie typek się przebudzi, co zrodzi zrozumiałe, acz niepotrzebne pytania. Z dwojga złego, Bradley wolał jednak rozpoznanie Grishama. Jesli Anarchiści byli w przekonaniu, że spotkali "tchórzliwą szmatę" Cartera z obstawą, to bajka o przewożeniu świadka była całkiem wiarygodna.

Trzeba było działać szybko. Zważywaszy na maskę pod jaką był Bradley, propozycja dołączenia Szczura do rozmówców musiała wyjść od "Richarda" i Westwood miał nadzieję, że biznesmen potrafi działać pod wpływem stresu.
Dobra, kilka szybkich przemyśleń Bradleya. Niektóre nie zgadzają się z tym co jest w niebieskich ramkach od MG,
ale zaznaczam, że to punkt widzenia Westooda. Reszta w technicznym.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 sierpnia 2017, 12:27

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; trzecia noc śledztwa

Komórka Nicholasa pisnęła głośno informując właściciela o odebranej wiadomości tekstowej. Tremere wyjął telefon z kieszeni kurtki, uchem łowiąc identyczny dźwięk wydany przez urządzenie Silvia. Obróciwszy ekranik telefonu tak, by stojący przy oknie auta anarchista nie zdołał nic odczytać, Bertrand zapoznał się szybko z treścią wiadomości.

- Wolę uprzedzić, żebyś się niepotrzebnie nie zestresował, bo nie potrzeba nam kwasu - powiedział kainita chowając telefon z powrotem do kieszeni i przenosząc chłodny wzrok na rozmówcę za oknem - Mam zamiar wysiąść. Bez obaw, nic ci z mojej strony nie grozi. Mała przesiadka na czas spotkania naszego szefa z waszym. W radiowozie jest ktoś, kto się może niepotrzebnie wystraszyć, jeśli zrobicie coś niezrozumiałego dla bydła.

Poruszając się z zaplanowaną powolnością, Nicholas opuścił samochód Silvia i równie wolnym krokiem ruszył w stronę radiowozu, z którego właśnie wysiadali Szczur i Ventrue. Cóż za kontrast poglądów i etosu, pomyślał przelotnie taksując wzrokiem postaci obu kompanów. Rynsztok w pełnej symbiozie z korporacyjnym luksusem. Potrzeba chwili potrafiła jednoczyć Spokrewnionych w stopniu, który Bertrand wcześniej gotów był wykluczyć jako absolutnie niemożliwy do pogodzenia.

Podejrzliwie obserwowany przez obstawę Generała, Tremere wyostrzył swe zmysły percepcji w nadludzkim stopniu lustrując bacznie otoczenie.
Idąc do radiowozu chciałbym skorzystać z Nadwrażliwości 2, żeby przyjrzeć się aurze naszych nowych znajomych. Co w niej wyczytam?

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 13 sierpnia 2017, 16:33

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994; trzecia noc śledztwa

Pistolet tu, karabin tam,
zaraz się ze strachu zesram...


Prawdopodobnie rozmowa Tremere z anarchistą byłaby całkiem zabawna gdyby nie fakt, że skończyła się wyjęciem broni. Silvio w zasadzie był otoczony przez uzbrojonych wampirów. Świadomość ta sprawiła, iż... cóż... przyjmijmy, że nagle w jego fotelu włączyło się ogrzewanie na największym stopniu. Biedny artysta próbował ukryć fakt niespokojnego kręcenia się na fotelu i miał nadzieję, że ta się powiodła.

Żeby odwrócić swoją uwagę od strachu skupił się przez chwilę na znikających postaciach. Idzie Szczur, cały ten Generał, Korposzczur... zaraz, a gdzie Grisham?! Ta myśl wywołała kolejną falę strachu. Nie było wiadomo, co zrobią nowi towarzysze nocy na wieść, że ktoś jeszcze znajduje się w drugim samochodzie, a do tego nie należy do Rodziny. Bertone odwrócił się do Nicolasa chcąc się podzielić wiadomością, lecz w tym momencie usłyszał tonowy dźwięk, zaś sam członek Piramidy zaczął sprawdzać coś w swoim telefonie. Po chwili poczuł wibrację w kieszeni własnej marynarki i również dyskretnie odczytał wiadomość, która przywołała na jego twarz delikatny uśmiech. A jednak ktoś jeszcze o tym pomyślał zauważył widząc wysiadającego towarzysza.

Cóż, może uda nam się przetrwać tę noc. A kto wie, biorąc pod uwagę znajomość Ray'a i Anarchisty może nawet uda się wyciągnąć z tego jakieś informacje dla koterii? - zaczął się zastanawiać czekając na powrót reszty i dalszy rozwój wydarzeń.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 15 sierpnia 2017, 02:52

[center]Nowy Orlean, okolice terenu Wilkołaków, Mardi Gras - luty 1994 - Trzecia noc śledztwa[/center]

Cóż, sprawy wymykają się spod kontroli. Wymykają, lecz jeszcze nie wymknęły - dodał w myślach po chwili. Procesy myślowe i intuicja Ventrue wskazywały, że rozmowa z Generałem zdaje się być obecnie najlepszą opcją. A z pewnością taką, która choć na moment oddali widmo otwartej i definitywnej konfrontacji.

Richard rozpatrywał kilka scenariuszy, a jako że był nieufny, to pierwszą opcją był podstęp. Czuł, że zagrożenie wisi nad nim i całą koterią, i że w dużej mierze od jego posunięć będzie zależeć czy wyjdą cało z obecnych tarapatów. Co oczywiste, czuł zbliżanie się nieuchronnego - wszakże byli siłą przeciwną Carterowi i jego specjalnej komórce NOSTF. Stąd już bardzo blisko do wyprowadzenia wniosku, że Wodzu odj*bie im głowy w tej opuszczonej ruderze jak tylko dowie się kim są. Nie była to wizja pozytywnie nastrajająca go do nie-życia. Owszem, obecność Raya może nieco załagodzić sytuację, lecz w tej chwili dla Arystokraty było to niczym ruletka.

Co więcej, a do czego trudno się było przyznać Richardowi przed sobą, to czuł się jak szmaciana lalka ciskana w wir co rusz nowych wydarzeń. Rozrywana przez potężne siły i wpływy starszych wampirów czy, ba!, nawet ghuli. Pewna beznadzieja i defetyzm zaczęły rozrastać się w martwym sercu wampira, który zaczął dopuszczać najgorsze scenariusze i powoli oswajał się z nimi.

Wysiadłszy w radiowozu próbował grać rolę twardego komisarza Cartera, na którym jakiś tam anarchista nie robi wielkiego wrażenia. Abstrahując już od pobożnych życzeń Richarda, nie wiedział on z jak potężnymi wampirami mają do czynienia i jak w takiej sytuacji odnalazłby się prawdziwy Carter.

- Jasne - odparł zdawkowo - Smith idziesz z nami - kiwnął głową na gramolącego się gdzieś z radiowozu Bradleya, ciągle pod przykryciem Maski Tysiąca Twarzy.
Nie wiem, czy podawaliśmy sobie jakieś imiona, więc na razie wpisałem Westwood'a jako "Smitha". Jeżeli Richard dysponuje wiedzą jak powinien zwracać się do postaci, pod którą obecnie widnieje Nosferatu, to proszę o takie info.
Całą drogę na miejsce Richard będzie intensywnie myślał (oczywiście nie dając tego po sobie poznać) jak wybrnąć z tej sytuacji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 sierpnia 2017, 20:38

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994

Poruszając się przez cały czas w sposób wręcz promieniujący odprężeniem i życzliwością, Nicholas wsiadł do opuszczonego przez towarzyszy radiowozu. Anarchiści nie spuszczali z Tremere wzroku i świadomy tych spojrzeń Spokrewniony czynił wszystko, co tylko było w jego mocy, by mową ciała nie zdradzić swego ogromnego zdenerwowania.

Zdenerwowanie było zapewne powodem, dla którego rozdarty emocjami Bertrand nie potrafił sobie poradzić z interpretacją analizy aury u nieoczekiwanych znajomków. Jego Nadwrażliwość zdawała się nie funkcjonować, mocno tym faktem Kainitę konfundując.
Oczywiście za kłopoty w czytaniu aury winien jest niesforny Mistrz Gry, który kisi istotne informacje dla siebie samego, ale przed resztą graczy wezmę winę na siebie!
Spoiler!
Test Nadwrażliwości 2
Podręcznik nie mówi ile czasu potrzeba by zobaczyć aurę. W tej sytuacji będzie to około pół minuty na osobę. Zdążysz przyjrzeć się trzem z ekipy.
Uznałem że na pewno sprawdzasz Generała:
Wypadają 3 sukcesy. Aura blada, na 100% Generał jest nieumarłym. W aurze łączą się dwa kolory jasnozielony (nieufność) i jasnoniebieski (spokój). Zielony i niebieski mieszają się, a czasami jeden z nich nabiera na sile zastępując ten drugi. Nick szybko zorientuje się (Percepcja 4), że Generał jest nieufny w stosunku do Cartera, co widać podczas dialogów i mowy ciała. Kolor jasnozielony jest dominujący, gdy Richard udający Cartera wysiadł z samochodu. Natomiast jasnoniebieski dominuje, gdy Generał ucisza swoich ludzi lub zaczyna przemawiać.

Pozostałe osoby:
1 sukces: Aura blada, na pewno Wampir.
2 sukcesy: Aura blada, dominujący kolor to fioletowy (podniecenie). Gość niechybnie jara się sytuacją i chyba czeka na jakąś rozróbę. To ten, który stoi przy twoim samochodzie.
Ostatnio zmieniony 07 września 2017, 11:55 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 07 września 2017, 12:32

Nowy Orlean, Mardi Gras 1994

Generał nakazał swoim ludziom przestawić samochody, by nie blokowały dalej drogi. Anarchiści od razu zabrali się do roboty, a kilku z nich rozproszyło się po okolicy. W tym czasie Nicholas i Silvio zadbali o swoje auta, również przestawiając je na pobocze. Pomimo upływu kilku minut żaden inny pojazd nie wjechał na zatarasowaną wcześniej drogę, co musiało wskazywać na dodatkową kontrolę Brujaha nad rejonem.

- Pazur... Idziesz z nami - powiedział Generał, a zagadnięty tylko skinął głową.

Richard, Ray i Bradley ruszyli z dwójką Anarchistów w kierunku pordzewiałej dwuskrzydłowej bramy otwierającej wejście do posesji. Nosferatu trzymał się bardzo blisko Richarada, by moc Niewidoczności utrzymała całą Maskaradę w jednym kawałku. Pazur wyszedł na przód, aby zająć się owiniętym wokół prętów łańcuchem z masywną kłódką. Z łatwością rozerwał go gołymi rękoma, by po chwili owinąć go wokół prawej ręki, czyniąc z niego broń. Kłódkę natomiast wyrzucił w butwiejące liście kilkadziesiąt metrów za murem. Nim weszli do środka Generał odezwał się do Ray'a:

- Bracie, zostań przy bramie. To sprawa między mną i Carterem. Masz moje słowo, że włos mu z głowy nie spadnie.

Zaskoczony Ray, nie zdążył wydusić żadnego słowa. Charyzma Generała była tak obezwładniająca, że młodszy Brujah posłuchał starszego i w milczeniu został pilnować głównego wjazdu do posesji.

Pozostali bez słowa weszli na teren posiadłości, kierując się w ciemniejsze miejsce -obszerną plamę cienia, rzucaną przez rozłożysty dąb, rosnący niecałe pięć metrów od zachodniej ściany dużej, zrujnowanej i zapuszczonej posiadłości.

[center]Obrazek[/center]
Gdy dotarli na miejsce Pazur obszedł drzewo dookoła, jak gdyby poszukiwał czegoś konkretnego, a po chwili pod dębem zrobiło się dużo ciemniej. Towarzysz Generała stanął po drugiej stronie drzewa wpatrując się w okolicę. W tym czasie Szef Stowarzyszenia Feniksa powiedział:

- Tutaj nikt nas nie zauważy, panie Carter. Nie mieliśmy okazji się poznać osobiście, aż do tej nocy. Jestem świadom, że wie pan kim jestem i pomimo wielu różnic jakie nas dzielą... Widzę szansę na współpracę. Wiem, że zabójstwo Dorana uwolniło pana z Więzów Krwi i od tamtego czasu skutecznie mści się pan na członkach Camarilli. Dam panu kilka pożytecznych informacji na początek, a potem zapytam o jedną konkretną osobę. Nie jestem despotą, dlatego pozostawię panu wybór. Choć myślę, że to co panu przekażę, może panu pomóc w zniszczeniu Ventrów Nowego Orleanu - Generał zakończył zdanie, po czym przeczesał włosy prawą ręką. Zrobił kilka kroków z założonymi rękoma za plecami, po czym kontynuował:

- Marcel posłał grupę młodych i naiwnych członków Camarilli, by zajęli się sprawą porwań i za winowajcę wskazał NOSTF. Marcel nie wie, co dzieje się w Nowym Orleanie dlatego szuka jakiegoś kozła ofiarnego, a śledcza grupa wysłana przez Księcia szybko przekona się, że zadanie daleko przekracza ich możliwości. Lepiej będzie jak się pan przygotuje na niespodziewaną wizytę na komisariacie. Rozumie pan co mam na myśli... A teraz niech pan mi powie, czy słyszał pan coś o Gangrelu o imieniu Xaviar? Podobno regularnie odwiedzał to miasto przez ostatnie lata...
Spoiler!
Masz wysoko wiedzę Camarilla. Jesteś pewien, że Generał pyta Cartera o Xaviara, Justycjariusza Camarilli z klanu Gangrel. Słyszałeś, że działa w USA, ale nie wiedziałeś gdzie dokładnie.
Zauważysz, że Pazur zna Dyscyplinę klanu Lasombra Sfera Mroku 1. Cienie pod drzewem przybrały na sile, by dać wam dodatkową ochronę w ukryciu.
Spoiler!
Zauważysz, że Pazur zna Dyscyplinę klanu Lasombra Sfera Mroku 1. Cienie pod drzewem przybrały na sile, by dać wam dodatkową ochronę w ukryciu.
Richard udaje Cartera i jak na razie wszystko idzie bardzo dobrze. Bradley stoi tuż obok wspierając mocą Niewidoczności kompana w koterii.
Ventrue i Nosferatu zdają sobie natychmiast sprawę, że jak maska padnie to będzie ich koniec. Generał jednoznacznie wypowiedział się na temat Ventów i Camarilli.

Ray stoi przy głównej bramie i obserwuje okolicę. Na razie wszystko jest ok.

Nicholas i Silvio czekają w samochodach na drodze przed posiadłością. W okolicy nic podejrzanego się nie dzieje. Anarchiści schowali się w swoich autach, a reszta po rozpierzchnięciu się, zniknęła w bocznych zabudowaniach.
Czekam na wpis Mistica lub ewentualne posty pozostałych. Jeżeli ktoś chce podejmować jakieś działania to pisać na PW.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 07 września 2017, 14:19

Nowy Orlean, Stara posiadłość; Mardi Gras 1994; Trzecia noc śledztwa;

Jeżeli do tej pory Bradley miał podejrzenia, co do tego, że rozmówca podejrzewa z kim ma do czynienia, to początkowy przebieg rozmowy z Generałem spowodował, że wyzbył się jakichkolwiek wątpliwości co do potęgi Niewidoczności. Teraz musiał się tylko upewnić, że maska nie opdanie. Słowa Anarchisty jednoznacznie dawały do zrozumienia, że coś takiego byłoby katastrofalne w skutkach.

Łyknął kamuflaż jak pelikan rybę. Trzeba grać teraz w tę grę, bo jakby coś poszło nie tak, to wolę nie myśleć co byłoby dalej.

Pozostawało mieć jeszcze nadzieje, że pozstający w aucie Tremere i Toreador nie zostaną rozpoznani jako "młodzi i naiwni członkowie Camarilli, którzy zajmują się sprawą porwań", bo to też oznaczałoby krzyżyk na czwórce kainitów (a być może tez i na Ray'u).

Carter niech się przygotuje na niespodziewaną wizytę na komisariacie... A to dopiero ironia losu. Pomoże w zniszczeniu Ventrue w Nowym Orleanie, ciekawe... Carter kozłem ofairnym, to już zdołałem wydedukować. Czyli wychodzi z tego co mówi, że ze zniknięciami powiązani mogą być lokalni Arystorkraci, To by tłumaczyło, czemu Marceli wybrał sobie grupkę nieopierzonych frajerów i wskazał chłopca do bicia. Domyśla się, że nie dokopiemy się do winnego.

Wydawać się mogło, że kierownik Stowarzyszenia Fenixa był Brujahem, przynajmniej tak wnioskował Nosfer z powitania z Ray'em. Gdy jednak cienie w parku wydłużyły się mocą Strefy Mroku, zaczął podejrzewać, że może być innej przynależności klanowej, lub w sposób, jakiego się Bradley mógł tylko domyslać poznał sekrety tej dyscypliny.

Westwood drgnał, gdy usłyszał o Xaviarze. Wiedział kim jest ten Gangrel, choć Generał dał mu dodatkową wskazówkę. Nie wiedział ile mógł wiedzieć Carter/Richard i co odpowie Anarchiście. Sam nie mógł się odezwać, bez dobrej wymówki ze strony "szefa".

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 08 września 2017, 13:38

Nowy Orlean, okolice terenu Wilkołaków, Mardi Gras - luty 1994 - Trzecia noc śledztwa

Czuł jak zaschło mu w gardle na słowa Generała. W trzewiach zaczął odczuwać strach spowodowany śmiertelnym zagrożeniem, które mogło zrealizować się w każdej chwili. Well, it's not my lucky day... - pomyślał z przekąsem. Zadanie któremu musiał teraz sprostać było jak rozbrojenie bomby. Jeden zły ruch, jedna zła decyzja i wszystko wylatuje w powietrze. Musisz poruszać się delikatnie, zważać na słowa...

Jak na złość, a właściwie na dodatek, dał o sobie znać nerwowy tik, w takt którego zaczęła od czasu do czasu poruszać się jego lewa stopa. God dam nit! - zaklął w duchu młody Ventrue - właśnie k*rwa teraz.

Z zewnątrz aparycja Richarda-Cartera pozostawała nienaganna i niezmącona jak świeża pościel w 5-ciogwiazdkowym hotelu. Żadnych zmarszczek i zniekształceń, idealnie gładka. Wsłuchując się w dialog Anarchisty kiwał tylko głową, robiąc minę jaką zapewne zrobiłby twardy detektyw policji.

- To cenna rada i będę o tym pamiętał, ale podjąłem już odpowiednie kroki wyprzedzające, rozumie pan co mam na myśli. Liczę na moich ludzi, niech będzie to plan awaryjny, gdyby ich działanie się nie powiodło - odparł jednocześnie wykonując delikatne skinienie głową.

- Mocno siedzimy w tym bagnie zwanym Nowym Orleanem... - zawiesił na chwilę głos - i obecność kogoś takiego jak Xaviar nie uszła tak mojej, jak i widzę pańskiej uwadze. Mój zaufany człowiek, który jest tu z nami osobiście zajmuje się tym case. Smith, daj nam tu co ciekawsze kawałki z jego życiorysu - powiedział zwracając się do Bradleya.

- Ale najpierw, jakie to rewelacje ma mi pan do ujawnienia, Generale?

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 września 2017, 11:42

Nowy Orlean, okolice terenu Wilkołaków, Mardi Gras - luty 1994 - Trzecia noc śledztwa

Po słowach Cartera, Generał skupił swoją uwagę na stojącym obok Nosferatu, skrytym pod maską zwykłego stróża prawa. Podszedł bliżej, na wyciągnięcie ręki i patrząc prosto w oczy Bradley'a powiedział:

- Gadaj co wiesz na temat Xaviara...

Richard widząc, że Generał zignorował jego prośbę, nie dał za wygraną i z pewnością siebie wciął się w słowo Brujaha, po czym powtórzył, ale tym razem z większym naciskiem:

- Z całym szacunkiem Generale, ale jeżeli chcemy robić business to proszę odpowiedzieć na moje poprzednie pytanie. Cóż takiego chce mi pan wyjawić? - zakończył Richard zaznaczając swoją pozycję w obecnej sytuacji.

Generał cofnął się krok w tył, tak by mieć przed sobą dwójkę stróżów prawa. Sięgnął ręką do prawej kieszeni nie wyjmując jej, po czym zmarszczył brwi.

- Widzę, że nawyki wyuczone podczas służby u Dorana nie zostały zapomniane. Gratuluję śmiertelniku... Potrafię docenić siłę, którą pan reprezentuje. Gdybym nie znał pana tożsamości mógłbym pomyśleć, że jest pan jednym z Ventrue. - odpowiedział Carterowi.

Prawa ręka Brujaha poruszała się w kieszeni, jakby Kainita czegoś konkretnego w niej poszukiwał. W końcu zaczął mówić dalej:

- Powiem wprost. Niech pan daruje sobie śledztwo w sprawie porwań. Sprawa ta jest jedynie czubkiem góry lodowej i sięga daleko po za granice tego miasta. Pana drgająca noga świadczy o braku opanowania. Panie Carter, niech pan trzyma na wodzy emocje, bo to co teraz powiem jest bardziej przerażające niż największy koszmar, jaki jest pan sobie wyobrazić. Porywani Kainici są sprzedawani na aukcji, a kupujący to...

Brujah ściszył głos tak bardzo, że nawet stojący sześć metrów dalej Pazur, bez Nadwrażliwości nie byłby w stanie tego usłyszeć.

- Grupa Matuzalemów, która nie jest zdolna więcej odżywiać się ludzką krwią. Ich delegaci przyjeżdżają do Nowego Orleanu raz w miesiącu na aukcję. Sprzedani i zakołkowani członkowie Rodziny są wywożeni z Orleanu i jadą dalej do innych miast w USA. Tam są serwowani jako obiad... Ci Starzy i potężni Nieumarli są ponad nasze siły, ale można się przed nimi obronić. Jeżeli zależy panu na dobru tego miasta, to proponuję usunąć z niego Ventrów. Stowarzyszenie Feniksa pomoże panu w tej vendetcie. Jak tylko się to stanie razem usuniemy pionki obsługujące aukcję, dając wyraźny sygnał, że w tym mieście skończyło się źródło świeżej krwi. Rozumie pan... Ventrue nie mają siły rażenia jaką ja posiadam.

- Więc gdzie jest Xaviar i kiedy puszczamy nasz hymn wojenny Stowarzyszenia Feniksa w lokalnym radiu? - powiedział normalnym tonem głosu, dając do zrozumienia, że Pazur nie powinien słyszeć tego co przed chwilą powiedział.
Richard testuje Leadership ST:8 = 3 sukcesy. Skutecznie wtrąca się w wypowiedź Generała i zyskuje przewagę w rozmowie.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

ODPOWIEDZ