Czaszki, przysięgi, misja dla kapłana czaszkogłowego? Bo szczerze wątpiłem by prawdziwym dawcą był sam Pan Umarłych. Oczy musiały mi się zrobić wielkie jak półmiski na stołach Tanów w miesiącu świątecznym. Kolana ugięły się pode mną i szczęśliwy byłem że zlałem się wcześniej w wodzie, a nie teraz. Popatrzyłem na napięte mięśnie Milcara, który wolałby raczej walczyć, lub skoczyć w ciemnozielone wody jeziora niż wchodzić w układy z mrocznym kapłanem. Poszedłbym za nim jeśli miałoby to jakiekolwiek szanse powodzenia. Nie wyobrażałem też sobie pozostawiać Otlafa na pastwę śliniących się ogrów i ich Pana.
Dziwnym wydało mi się nad wyraz, powierzanie misji boga śmierci grajkowi, ślepemu i młokosowi. Nie ukrywam że ciekawiły mnie intencje khtana, ale nie widziałem na twarzach towarzyszy tego samego chorego zainteresowania. Kombinując jak przekuć nasze fatalne położenie na sukces, popatrzyłem w niebo, może by się przynajmniej burza zerwała i uniemożliwiła przysięgę. Zlustrowałem też kogę, za dużą w mym mniemaniu na ten akwen. Może wiedzieli o smoku i wybrali ta jednostkę dla bezpieczeństwa.
Miałem zamiar udawać wariata, ale gdyby farsa wyszła na jaw, obraziłbym naszego gospodarza, a tego nie chciałem. KOGA. Uświadomiłem sobie, że jesteśmy rozbitkami na dużym akwenie wodnym i przysługują nam, jako wolnym obywatelom konkretne prawa.
-Czcigodny khtanie Rormon Angano. Pozwól-ukłonie się na ile umiem dwornie-że wyjaśnię naszą sytuacje i położenie nim zostanie uczynione nieodwracalnie. Proszę. Płyniemy z misją, której szczegóły zaraz przedstawię. Wpierw jednak upomnę się o nasze prawa, szczególnie w imieniu mych pracowników, których zdaje mi się przestraszyła Twoja mroczna osoba.
-jesteśmy rozbitkami na dużym akwenie wodnym, prawo katańskie zatwierdzone przez radę mówi zatem:
-
Artykuł 12
Członkowie sił zbrojnych i inne osoby, wymienione w następnym artykule, którzy znajdują się na dużym akwenie wodnym i są ranni lub chorzy albo stali się rozbitkami, będą szanowani i chronieni we wszelkich okolicznościach, przy czym rozumie się, że termin "rozbicie się" stosuje się do każdego rozbicia się bez względu na okoliczności, w jakich ono nastąpiło, włączając w to przymusowe wodowanie oraz upadek do morza.
Będą oni traktowani w sposób humanitarny i leczeni przez tę Stronę, w której mocy się znajdują, bez żadnej na ich niekorzyść różnicy z powodu płci, rasy, narodowości, religii, przekonań politycznych lub z jakichkolwiek innych analogicznych powodów. Zabronione są surowo wszelkie zamachy na ich życie i osoby, a między innymi ich
dobijanie lub wyniszczanie, torturowanie, dokonywanie na nich doświadczeń magicznych i alchemicznych, pozostawianie ich z premedytacją bez pomocy lekarskiej lub bez opieki albo stwarzanie warunków narażających ich na zarażenie się lub zakażenie.
Tylko nagłość z punktu widzenia lekarskiego może upoważnić do dania pierwszeństwa w kolejności udzielania pomocy.
Kobiety mają być traktowane ze szczególnymi względami należnymi ich płci.
Prawo tyczy się ludzi wolnych i niewolników, jeśli ich właściciel jest rozbitkiem wraz z nimi.
- Na dowód że jesteśmy wolni pokażę teraz że nie noszę znamion niewolnika, galdiatora, czy dezertera. -rozepnę bluzę i pokażę swe blade wytatuowane ciało marynarza, do pasa ma się rozumieć, bo znamiona niewolników wypala się w widocznych miejscach.
-Żywię nad to niepokój, iż udział w misji dla Pana Podziemnego Królestwa, może nieść za sobą niebezpieczeństwo, które nie pozwoliłoby nam wypełnić innego zadania, którego kulminacja zbiega się w czasie z objawionym nam przez Ciebie, Wasza Wielebność. A że dotyka to boskich sfer, proszę tedy byś odstąpił od wymogu przyrzeczenia.
-Wiesz na pewno jak zależy radzie na wizerunku mecenasów sztuki. Swoją troską objęła ona utalentowanego tana Ovidiusa z domu Yard, który to zgodził się odtworzyć przesławną uwerturę mistrza Uborasza Tamuf, "Na Tysiąc Strun". Teraz na pewno dopisuje partie dla chóru. Pierwsze wstępne wykonanie odbędzie się dla bardzo wąskiego grona ostragarskiej elity właśnie pierwszego dnia Bgmaa-Ran. Ale to będzie początek, następnie ta boska muzyka wykonywana będzie na święcie Piana.-ściszę głos-podobno w Karat Ran będą ją wykonywali w najwyższym pałacu, a jeśli wszystko pójdzie pomyślnie na zaślubinach tan Blanki ut Hawarr, siostrzenicy ze strony babki tan Fiony ut Drago,ciotki czcigodnej małżonki tana Got-garhara Zielonego, oraz młodego księcia z Orkusa Małego tana Verbutt Jar. Widzisz sam Panie, że mamy pełny rok pracy, albo i dłużej.
-Chodzi o to że pragnę oznaczyć drzewa, których drewno najlepiej nada się na instrumenty dla tak wielkiej orkiestry. Widzisz Panie-najchętniej wziąłbym go pod rękę, ale jest pewnie na to za sztywny- ślepiec potrafi słuchać pni drzew i oceniać ich witalność, nie każde się nadają, muszą być silne i soczyste, a jednocześnie stare i twarde, młokos jest niezrównanym wspinaczem, ale czyni to tylko na stały lądzie, nie każmy mu więc chodzić po rejach. Nie możemy ścinać więcej drzew niż konieczne, a i te ucinamy wysoko nad ziemią. Dzieje się tak gdyż inaczej druidzi podnoszą rwetes i utrudniają życie lokalnym mieszkańcom i żegludze po jeziorze. Boskie jest zatem nasze spotkanie i prawdą jest że nasza misja zacznie się pierwszego Bgmaa-Ran, a i również na chwałę samego Pana Śmierci, bo partie chóru wychwalać mają najpotężniejszych spośród bogów Orchii, a w tym zacnym gronie nie może Go zabraknąć. Mówi mi też coś że nasza znajomość ma szanse się rozwinąć, a tam dokąd zmierzamy, spotkamy godnych obwieszczonego zadania, mężnych i silnych orków.
-Wygląda na to że zbyt długo zabawiliśmy w jednym miejscu i znosi nas na mieliznę, nad to zerwie się zaraz silny wschodni wiatr i jeśli się nie pospieszymy wydłuży to nie potrzebnie nasza podróż.
-Rad bym wielce, zostać choć znajomym Waszej Świątobliwości, choć wiem, że póki co jestem dłużnikiem. Lecz wierzaj że dobrze to zapamiętam. Mógłbym też służyć Ci panie swoim piórem, i jako bard i jako skryba. Pozwól nam się teraz posilić i ogrzać, proszę łaskawie.
Skłonie się raz jeszcze nisko i dwornie.
Wszystko mówię tak, żeby słyszeli to moi towarzysze. W swoim opowiadaniu staram się jak najbliżej trzymać prawdy, tak więc wydarzenia i postaci są autentyczne. Jeśli się nie mylę to chyba nigdzie nie skłamałem.
Niech się zerwie ten wiatr, albo smok przyleci do jasnej...
Mam też nadzieję, że to iż nas przestraszył i jest mroczny, odbierze jako komplement.
Może też wzmianka o druidach, w jakiś sposób go poruszy.
Generalnie chciałbym się z nim zaprzyjaźnić, jakkolwiek szalenie to brzmi.