PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 września 2017, 16:46

Atakar-kir, 26 orakt-ran

Kiedy statek rzucił kotwicę na płyciźnie opodal wioski, Eco odetchnął z nieskrywaną ulgą. Rejs przez jezioro zdał mu się morską wręcz wyprawą, szaleńczą ekspedycją na inny Archipelag albo i dalej. Choć aura, na co dzień kapryśna i nieprzewidywalna wskutek poczynań dbających o pogodę nad Ostrogarem druidów, sama w sobie dopisała, spotkanie ze złotym smokiem rozstroiło nerwy strażnika.

- Do samego Burat-aru nie dopłyniemy jednostką o tak głębokim zanurzeniu - oznajmił siedzący w przedniej części łódki Fleituh - Wysiądziemy tutaj i w dalszą drogę ruszymy lądem, wzdłuż wybrzeża.

Kręcący się na niewygodnej ławeczce za plecami przełożonego Eco mruknął coś w odpowiedzi pod nosem, spoglądając to na wiosłującego rytmicznie półolbrzyma z załogi kapitana Rangara, to na coraz bliższą przystań dużej zamożnej wioski. Jego wzrok wędrował po dachach to krytych gontami, to grubą warstwą trzciny, myszkował pomiędzy wyciągniętymi na piaszczysty brzeg rybackimi łodkami, zatrzymywał się na bijących w niebo słupach dymu z wioskowych palenisk.

- A ile czasu potrwa ta wędrówka? - zapytał w końcu, posyłając tęskne spojrzenie za sobie, ku rysującym się daleko na horyzoncie strzelistym murom Pałacu Katanów, wyrastającym pozornie wprost z wód Dan Ugar.

- Do zmroku na pewno zdążymy, byle byś sobie nogi nie skręcił albo cię co nie zeżarło - odparł dziesiętnik - Jak się dasz zeżreć, nie będę po tobie płakał, szkodniku, tedy miej baczenie na swe plecy. W Burat-arze przenocujemy, przy noclegu wszystko wybadamy względem tego truciciela, a jutro skoro świt ruszymy z powrotem. Kapitan Rangar będzie tu na nas czekał dwa dni.
Nieświadomy perypetii swych druhów, Eco dotarł w międzyczasie na suchy ląd i gotowi się do następnego etapu wyprawy.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 września 2017, 13:55

Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Milcarr nie pamiętał, by kiedykolwiek wcześniej znalazł się w równie strasznej sytuacji - pomijając znamienny dzień, w którym spalił nieświadomie kij, który nie był zwyczajnym kijem. Od dłuższego czasu ponownie nękany magiczną ślepotą, na wskroś przemoczony, pozbawiony zatopionych w jeziorze sztyletów i rozpraszany zarówno kołyszącym się pokładem jak i niezwyczajnymi dla niego na co dzień dźwiękami, przypominał samemu sobie ślepe nowonarodzone szczenię rzucone na rzeźnicki stół.

Zdesperowany, a przez co niezwykle niebezpieczny, ruszył na kolanach w kierunku, z którego dobiegał głos nieznanego mu z wyglądu kapłana. Niemal natychmiast czyjeś silne szorstkie ręce osadziły nożownika w miejscu, przytrzymały go w uścisku.

- Khtanie największy Morglitha, pomiłujcie i na męki nie bierzcie - wybuchnął Milcarr - Ja ślepy, ale widzę, że potęga Pana Czaszek większa niźli wszystkich innych do kupy wziętych. Pomiłujcie panie, będę służyć wierniej niż psy twoje. Na Czaszkogłowego przysięgnę, jeno pomiłujcie mnie panie.

Do uszu Ślepaka dobiegło kilka nieprzyjemnych śmiechów, po czym na pokładzie statku zapadła cisza. Nożownik przechylił w bok głowę nadstawiając bacznie uszu, próbując sobie za wszelką cenę wyobrazić, co działo się właśnie przed jego ślepymi oczami. Gdzieś z boku słyszał przyśpieszony oddech Otlafa, gdzieś z przodu spanikowane pojękiwanie Eszara oraz chrapliwe rzężenie istot, które chwilę wcześniej domagały się swawoli z bardem, a które z brzmienia głosów przypominały olbrzymy, ogry bądź trolle.

Wyostrzony słuch surelianina wyłapywał wśród szumu wiatru i łopotu naprężonych żagli coś jeszcze, coś dość cichego, by nawet on nie potrafił zrozumieć wypowiadanych ledwie słyszalnie słów.

Ktoś na pokładzie do kogoś szeptał, bardzo cicho, ale wręcz natarczywie - i najwyraźniej wszyscy świadkowie kaźni rozbitków wstrzymali oddechu w oczekiwaniu na zakończenie tej szeptanej konwersacji.
Z przykrością muszę podkreślić, że Ślepak stracił w jeziorze całą swą broń. Oczywiście tak podniesiona poprzeczka będzie warta mnóstwo pedeków, czy to normalnych czy to pośmiertnych. Jeśli chodzi o pomysł ataku na prześladowców, raz jeszcze podkreślę, że Milcarr nic nie widzi, nie ma pojęcia o rozstawieniu prześladowców, liczba płynących zewsząd głosów mocno go dezorientuje i na dodatek kołysze mu się pod nogami pokład. Ale spokojnie, poczekajmy, aż skończy się owe tajemnicze szeptanie.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 września 2017, 16:44

Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Klęczący na deskach pokładu Otlaf nie miał pojęcia, co właściwie uczynić. Skrajnie wstrząśnięty decyzją przesądzającą o losie Eszara, gapił się na trzymanego przez ogry barda z gębą otwartą tak szeroko, że wpadłby do niej bez kłopotu pocisk z małej katapulty. Gdy Ślepak zaniósł się błagalnym szlochem, złodziej poczuł jak włoski podnoszą mu się na karku, a lodowaty skurcz wywraca na drugą stronę wnętrzności. Rozdarty pomiędzy szaleńczą chęcią skoczenia za burtę bądź do gardeł prześladowców na pewną śmierć, mieszaniec wstrzymał oddech widząc znienacka jak do stojącego z posągową miną Angano przeciska się między żeglarzami niewielka istota zawinięta szczelnie w czarny płaszcz.

Otlaf nie wiedział, kim owa szepcząca coś do ucha pochylonego kapłana postać była. Obszerne szaty nie pozwalały określić płci stworzenia, chociaż z grubsza zdawało się ono posiadać cechy męskiego wyglądu. Naciągnięty mocno na oblicze kaptur skutecznie zakrywał oblicze istoty, aczkolwiek przez ułamek chwili Otlaf gotów był przysiąc, że dojrzał błysk fosforyzujących okrągłych oczu, niczym u nocnego drapieżnego kota.

Na pokładzie kołyszącej się łagodnie jednostki zapadła ściskająca gardła cisza, przerywana pojękiwaniem Eszara, który tkwił już w pozornie życzliwym uścisku Gurguta i majtał bezradnie nogami dobre kilka stóp powyżej pokładu.

Czarne stworzenie szeptało pozornie bez końca, sącząc coś do ucha słuchającego w skupieniu khtana, a kiedy w końcu umilkło wciskając się z powrotem za plecy kleryka, Angano pokiwał statecznie głową.

- Gurgut, do ładowni z nimi - polecił duchowny wywołując u obu ogrów rozżalone grymasy na szkaradnych gębach - Włos im z głów nie może spaść. Wysadzimy ich w Atakar-kirze.

Na obliczach Gurguta i Hruda pojawiło się coś, co stanowiło w opinii złodzieja mieszaninę dzikiego gniewu, żalu, rozgoryczenia i złości, ale żaden z ogrów nie odważył się nawet jęknąć w wyrazie protestu.

A powtarzający w myślach wspaniałomyślną decyzję kapłana Otlaf poczuł znienacka jak jego gardło ściska jeszcze większa zgroza, zrodzona z całkowitej nieświadomości motywów, które stały za ową decyzją.
Myślę, że po dopłynięciu do Atakar-kiru powinniście postawić temu małemu czarnemu kilka kolejek piwa z agawy w podzięce!

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 15 września 2017, 10:50

Z Atakar-kiru do Ahra-kiru to kilka chwil. Czyżby nowe przyszłe gwiazdy wywiadu Katańskiego? Jestem na TAK

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 września 2017, 11:42

Atakar-kir, 26 orakt-ran

Atakar-kir okazał się całkiem sporą wioską, chociaż wychowany w Ostrogarze Eco nie mógł się powstrzymać na jej widok od ciągłego marszczenia nosa. Kilkuset ukrytych za ziemnym wałem i częstokołem mieszkańców wszelakiej rasy i gatunku trudniło się rybołóstwem, myśliwstwem