Eco nie był mordercą, choć żądza zemsty, paliła jego wnętrzności za każdym razem kiedy natrafiała się okazja do zadośćuczynienia Angano za jego nikczemność. Jednak, strzał w plecy byłby w mniemaniu Eco zbytnią łaską. Kapłan musiał zejść ze świata powoli, wszak obiecał swoim małym włochatym kocim kulkom, że będą mogły się nim pożywić.
Sylwetka czciciela Morghilita zniknęła z szczerbinki kuszy gwardzisty, Eco opuścił broń zagłady uwalniając myśli od niepraworządnego czynu. Młody strażnik odwrócił głowę rozglądając się na lewo i prawo w poszukiwaniu zagrożenia. Zmasowany atak goblinów mógł być tylko początkiem innej rzezi, a surelion nie chciał być jej członkiem.
Tyle martwych ciał, pomyślał - i ani jednej baby do wymiętoszenia. Wymamrotał wycierając klingę z goblińskiej posoki w grube wargowe futro. - tylko zielone karły się napatoczyły! Dał upust emocją kopiąc truchło jednego z rozczłonkowanych leśnych oprychów, wtedy doszło do niego, że w okolicy mogą by gdzieś monety z Burat-aru. W takim chaosie Angano mógł opuścić sakwę.
Chytre lisie oczy młodego gwardzisty wyglądały za sakiewką z złotem, które kapłan zabrał z Burat-aru. Może gdzieś tu leżało sobie samopasem, wołające do sprawnych uszy młodego gwardzisty. Potrzebowałby tylko jednej, jednej monety którą mógłby pokazać komuś kto widzi przeszłość, teraźniejszość i przyszłość - Saar.