Chociaż cudowne na co dzień oblicze Sureliona budziło w olfie skrajną trwogę, świadomy zasad działania zaklęcia mieszaniec starał się nie zwracać na wygląd Kielicha uwagi. W zamian wypadł ze sztyletem w ręce na placyk przed pracownią tocząc wokół zdesperowanym wzrokiem.
- Eszar, bierz tego w środku! - sarknął mag odwracając głowę w kierunku wysmarowanego czarnym mazidłem barda - Zabierz mu kuszę i wszystko, co miał cenne, a biegiem!
Pochylony nad konającym akolitą Milcarr stęknął głucho, kiedy coś z zaskoczenia wylądowało mu na plecach, swym solidnym ciężarem przygniotło w dół omal nie doprowadzając do przypadkowego zadźgania więźnia.
- Trzym ostrze jedną ręką, drugą chwyć za łapę! - wystękał Ketras, który właśnie zarzucił Ślepakowi na plecy podniesionego z trudem z ziemi warga i podsuwał zabójcy pod nos jedną z włochatych łap zwierzęcia - Trzym go jak myśliwy łowiznę. Tyle mięsa, tyle podrobów! Tydzień będziemy żarli jak pany! A za futro czyste złoto wezmę, ku chwale Kielicha!
Nie troskając się wcale o to, czy Milcarr w ogóle z takim ciężarem wstanie, olf popchnął czubkiem buta głowę Akolity tak, by zamglone spojrzenie oprycha padło na oblicze nadchodzącego Sureliona.
- Oto Najwyższy w swym blasku i majestacie! - wykrzyknął podniosłym tonem mag - Gadaj, gdzie matka dzieciaka, ilu was i czy Kurd, Meks i Pers gdzieś tu są, wszawy obszczymurze! A jak zełżesz, pan mój niebiański pożre twą duszę! Gadaj!
Zegar tyka, panowie, trza działać! Eszar niech rabuje trupa w środku, przede wszystkim kusza, ale może ma jeszcze coś innego cennego. Milcarrowi już wilczura załadowałem na plecy, nada się w sam raz na tragarza, na co dzień Ketras nie ma z niego innego pożytku! Surelion niech straszy swym obliczem złapanego Akolitę żądając odpowiedzi. Sam olf pobiegnie natomiast do wyjścia na ulicę i wyjrzy poza placyk szacując sytuację (przede wszystkim będzie chciał sprawdzić jak daleko uciekli przestraszeni manifestacją demonów gwardziści).
Apostołowie nie patrzyli w twarz mistrza. I dobrze bo zaklecie jakie przywołal ukazywalo jego prawdziwą boska twarz, a właściwie jej najbardziej nienawistne oblicze. Co przedstawiała? Cóż, każdy niewierny widział ją w nieco odmienny sposób. Większość widziała tam odbivie swych najgłębiej skrywanych lęków, oblicze bylo bowiem ruchome. Skladalo sie z tysiecy drobnych zębatek i innych ruchomych elementów wykonanych z metalu który jeszcze nie istniał. Skryty w obliczu dziwny czerwonawy poblask zdawal się zasilać ową boską maskę pulsujac nienawistnie.
-Odpowiadaj na Jego pytanie robaku albo....- chropowaty metaliczny glos wydobył z ust.
Bu!!! /EVILS/ Strasze go by się wysypal. Mam wrazenie że wiem gdzie jest matka oraz czym karmili to zwierzę. Jeśli nic nie powie sprawdzę worek z którego karmiono wilczura w poszukiwaniu ludzkich fragmentów. Dla mnie to kluczowe. Znaleźć ciało. Co bóg obieca musi być spełnione. Jak nie to... to pora zmienić zawód, szydelkowanie jest podobno fajne.
Do roboty. Procz szabrowsnia nie zapomnijcie sie dobrze rozejrzeć (nie do Ciebie Ślepak). Jeden na czaty reszta przeszukuje i zbiera. A wartko Panowie bo zaraz wrócą w dwójnasob.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
MG, ostatnie Rozkojarzenie rzuciłem z ŻYW (nie mam pojęcia, ile mi jeszcze zostało PM). Dla przypomnienia, ten wszarz na placyku ma na sobie grubą skórznie oraz kuszę i krótki miecz - zabierajcie! Sprawdźcie, w jakim stanie są jego buty i czy nie nosi wartego cokolwiek pierścienia! Wilczura już załadowałem na Milcarra, wypatroszy się, upiecze, skórę zdejmie.
BTW, czy krawiec taki jak Ketras może szyć kaftany ze zwierzęcych skór czy to już podchodzi pod wyłączność płatnerza?
Następna kusza do zgarnięcia to ta należąca do akolity postrzelonego przez Sureliona, niech ją Eszar łapie.
Dobra, doliczywszy sakiewkę i pierścień zabrane żebrakom przez barda (tak, olf niczego nie przeoczy) powinniśmy na tej akcji całkiem nieźle wyjść!
Krople, oddające chłód łaskawych obłoków, rozbijały się na twarzy, skutecznie gasząc gorączkę, powstałą z napięcia, strachu i chwilowego zwycięstwa. Wzrok, skromnie spuszczony, ochraniany rondem kapelusza, ledwo śliznął się po obliczu Sureliona, groźnym i władczym, budzącym niepokój, ale i dając pewność i karmiąc wyobraźnię. Nie potrzebowałem zachęty do działania, w pełni podzielając potrzebę pośpiechu, którą sugerowali towarzysze. Pewny że poradzą sobie na zewnątrz, umieściłem stal w pochwie, pozostawioną sieć zarzuciłem na ramie i wszedłem z powrotem do ciemnej pracowni.
-Uciekinier. -rzuciłem tylko ostro za siebie, znikając w jej wnętrzu.
Dobrze już poznałem rozkład pomieszczenie, oraz sprzęty pozostawione w środku. Złapałem wielki lniany wór, upewniwszy się, że jest cały i mocny, umieściłem w jego wnętrzu kuszę i ewentualne bełty zabitego bandyty. Pośpiesznie sprawdziłem rzeczy osobiste (noże, sakiewki, biżuterię, amulety, buty, inne osobiste drobiazgi- upewniając się przy okazji, że nie podąży naszym śladem żywy [jeśli ma na sobie zbroję, którą można zedrzeć szybko i wprawnym ruchem, np. rozcinając rzemienie z przodu nożem robię to, jeśli nie, nie będę się szarpał]).
Pozostawiłem przygotowany łup i zaglądnąłem do skrzyń z tyłu karety, jeśli jest tam cokolwiek wartościowego (nawet ubrania), ląduje we worze. Sprawdziłem również wnętrze powozu.
Mimo pośpiechu, staram się nie tracić czujności. Pamiętam o uciekinierze, znaczy o dwu dodatkowych pomieszczeniach, ale do czasu nim zdążę przeszukać karetę, kompani na zewnątrz też już na pewno skończą. Jeśli trzeba używam szybkiego przeszukania [szansa 40%]
Jeśli ktoś dołączy, przeszukamy dodatkowe pomieszczenia, najpierw to dokąd uciekł ostatni przeciwnik, (nie liczę by się tam jeszcze ukrywał), na koniec pomieszczenie, z którego wypełzł kusznik. Wchodząc do pomieszczenia, gdzie umknął akolita zachowuje szczególną ostrożność, spodziewając się pułapek. Przeszukamy pomieszczenia jak najlepiej się da, aż poczuje na karku brzemię upływającego czasu.
Tak sobie jeszcze myślę, a może dobrze byłoby uciąć mu głowę i cisnąć do kanału?
Błoto, deszcz, krew. Tak można opisać sytuację w której znalazł się młody półork Orr. Akolici obiecywali jemu i innym podobnym, bogactwa, dziwki oraz bezstresową robotę. Niestety wgniatający skroń skórzany but Ketrasa rozmywał sielankową wizję spokojnej roboty zbira z Chłopskiego Krocza.
Oczy młodego akolity skryte były głęboko w oczodołach jednak nie pozwoliło mu to na ucieczce przed przerażającym obliczem Sureliona, wywołując u niego jeszcze większy strach. - Nie zabijaj. Z trudem zdołał coś powiedzieć jednak obity ryj oraz ostrze przy szyi niezbyt mu w tym pomagało.
- Przytrzymaj mu głowę niech drży przed najwyższym, zwrócił się mag do Ślepaka. Który nad wyraz dobrze się orientował w terenie. - Sprawdzę czy te dwa typy nie wracają. Ślepak machnął tylko głową na gest zrozumienia w nadziei, że Surelita oczekiwał potwierdzenia. Ciężar włochatej bestii na plecach oraz zbyt szybkie ruchy sprawiły, że świeża rana dała o sobie znać. Ciepło znów popłynęło po skórze skrytej kaftanem. Ból który sparaliżował wygiętą rękę nożownika, wprawił go w większą złość. Zacisnął zęby i ostrzem maznął zarośnięta szczeciną szyję akolity. Ślepak słyszał coraz szybsze kołatanie serca młodego półorka oraz poczół jego krew z wolna sączącą się po niewielkim rozcięciu, po czym przybliżył usta do uszu półorka - gadaj, moja cierpliwość jest krucha, ostrze drugi raz nie podaruje Ci życia.
- Matka była w środku .... Vir, Josh i Gutt byli w środku z nią, Otis pobiegł za chłopakiem, .... Przeszukiwaliśmy wóz, szkoda było zostawić fanty .. mówiła, też że wiezie magiczne mięso, chciałem sprawdzić wyglądało ohydnie, nawet żarcie dla Wenus nie było tak odrażające .... alchemicy pewnie robią z tego destylaty ...... do ..... mikstur ... na chwilę stracił przytomność lecz szarpnięcie łachmanów skutecznie go rozbudziło. Ślepak czuł słabnący puls akolity musiał mocno krwawić - Nie graj na czas, twoi ziomkowie nie żyją, zostałeś sam, twój czas jest policzony, mów albo Kielich wiedzy ześle w zaświatach twoją duszę między koła zębate i na wieki wieków będą Cię miażdżyć! Szybko cedził przez zęby Ślepak starając się wyciągnąć coś więcej od konającego Orr'a.
***
Olf zarzucił na swoją głowę szeroki kaptur wtopił się w ścianę i stawiając ostrożnie kroki kierował się w stronę wyjścia. Kiedy był już przy winklu ostrożnie wsunął się za stertę desek i ustawionych drewnianych beczek. Po gwardzistach nie było żadnego siadu, pogoda nie była najlepszym towarzyszem spacerów dlatego też większość mieszkańców pochowała się w sąsiednich arkadach lub w otwartych spelunach. Niewielu z mieszkańców przemierzało spłukaną wodą ulicę stolicy, dlatego też Ketras mógł stwierdzić, że na Wężowym Przesmyku było prawie pusto, ale ta droga nie byłaby najlepszym rozwiązaniem na niesienie zwłok psa i zdobycznego ekwipunku, zbyt dużo oczu i zbyt dużo języków.
Gdy miał się już schować na końcu ulicy, z której przybyli pojawili się wystraszeni wcześniej strażnicy miejscy. Szybko stawiający krok za krokiem. Niebyli to mozolni ochlaptusy jakimi strażnicy z Chłopskiego Krocza. Z każdym ich krokiem nadzieja, na pozbieranie wszystkich fantów topniała jak śnieg pod kroplami moczu.
Spoiler!
Przez okno jednej z spelun Ketras zobaczył drugiego z żebraków, który uciekł Surelionowi. Żywo coś opowiadał swoim druhom gestykulując rękami. Pokazywał ręką jakby na Wężowy Przesmyk. Grupka była dość liczna, ciekawe czego dotyczyła rozmowa?
***
Eszar macał pazuchy poległego kusznika, sprawdził dłonie i odpinał skórzany pas i ściągnął buty Nie przywykł do grabienia zabitych. Zastanawiał się jak Eco mogł w towarzystwie trupów przebywać i to całą noc? Rzezimieszek miał przy sobie śmiercionośną kuszę, pęk bełtów w skórzanej długiej sakwie, mieczyk i długi kindżał, dobre buty. Jego tors przeszyty był głęboko wystrzelonym pociskiem Kliecha, niestety kurtka z wyprawionej skóry nie była dobrą ochroną. Pocisk przebił ją jak masło. Nosiła kilka innych głębokich zadrapań od ciętych ran, większość z nich zostało załatanych grubymi skórnymi łatami. Dobry łup dla niejednego pasera. Kurtka i skórzany pas na noże zdawał się być nie lada fantem, dodatkowo srebrny pierścień również. Broń zmieści się do worka, bard nie wiedział jednak czy ma czas na zabranie kurtki z trupa.
Ciągle trapiło go również to, że jest sam w szopie skąd są dwa niezbadane wyjścia. Miał wrażenie że jest obserwowany, ale czy to tylko jego umysł plątał mu figle czy faktycznie w szopie był jeszcze ktoś? Zbieranie łupów przebiegało w ciszy przerywanej silniejszymi odgłosami spadających kropel deszczu i wiatru uderzającego w okiennice.
Zakłądajac jednak, że jest to jego tylko jego wyobraźnia, rzucił wór zaraz za tylnymi skrzyniami powozu i otworzył mocne drewniane skrzynie zerkając do śordka. W stercie kobiecych i chłopieńcych ubrań migneła mu broszka. Dziwne żeb leżała tam luzem. Służba składa je zawsze do szkatułki. Niestety szkatułki z biżuterią nie było. Ubrania są ładne i na targu mogą być wiele warte, choć mogło by to nałożyć na sprzedawce pewne podejrzenia. Skrzynie oprócz ubioru nic nie chowały, jednak wnętrze wozu już tak. Siedzenia były brudne i mokre, ale bard szukał schowków i miał szczęście. Znalazł w nim mieszek, wykonany z srebrnych okręgów, przedziwna konstrukcja jak kolczuga, góra woreczka związana była grubym rzemieniem i zapieczętowana lakiem. W środku poruszał się wyczuwalny okrągły kształ, przy lekkim zgniataniu szeleszczący jak zwitek liści. W schowu byłą też tuba z pergaminem w środku. Niestety Eszar nie miał czasu zaglądnąć do środka, schował fanty i wrócił do worka.
Spoiler!
Ściągnięcie kurtki z niego będzie trochę trwało, ale sobie poradzisz. Zmieści się do znalezionego worka. Będzie trochę ważył, w zależności co wybierzesz. Ucieczka lub bieg będzie mocno utrudniona, przez nieporęczne gabaryty i wystające ostre krawędzie. Na co się decydujesz, wybeirasz czy zabierasz wszystko? Fanty: Kindział, Kurtka z wyprawionej skóry z łatami, srebrny pierścień, kusza typowa i bełty 7 szt., pas na noże, krótki mieczyk, kobiece ubrania dworskie, chlopieńce ubrania dworskie, ekstrawaganckie buty, koronkowe rękwiczki, srebrna brosza, srebrny mieszek zalakowany, tuba z pergaminem. Zgarnięcie wszystkiego zajmie Ci kilka dobrych minut.
***
Rozcięta głęboko dłoń oraz sadystyczne pobicie doprowadziła młodego akolitę na skraj życia. Ostatnie tchnienia i słowa zarysowały uśmiech na twarzy Ślepaka. Młody powiedział mu coś bardzo cicho coś mogło być dla surelitów punktem zwrotnym ich śledztwa.
Spoiler!
- Nie chce umierać ....., - jesteś młody przeżyjesz to - kłamiąc uspokajał umierającego akolitę Milcar. - To ojciec chłopca nas najął, jest w Ruinach, czeka na .... chłopaka .... matka jest ... - Co z nią?, gadaj! ... - zła-a-aaaaa. ... ostatnie uwolnienie oddechu zbiegło się wraz z ostatnim słowem przedłużając je do granic możliwości
Gdy przesłuchanie dobiegło końca nad ciałem akolity stał Surelion z normalną już twarzą. Strapiony ostatnimi wydarzeniami patrzył na Ketrasa w nadziei na dobre wiadomości. Lecz ten zadawał się być owładnięty furią kleptomanii, ponieważ w mig zdjął pierścień z palca zmarłego oraz rozpinał skórzany pas. - Czas się kończy, powiedział.
Gagatki nie macie za dużo czasu. Ponieważ Ketras jest kleptomanem i skąpcem zbiera fanty bez słowa i w pośpiechu. Zapewnię nie zapomnie też zabrać krótkiego miecza który wypadł z dłoni brzydkiego, krępego strażnika. Proszę o szybką deklarację nawet techniczną.
Ostatnio zmieniony 06 lutego 2018, 14:47 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Co podkusiło czarownika, żeby tak podzielić zadania? Wolałbym pozostać na ożywczym deszczu, w bliskości Kielicha, miast obcować ze zwłokami w dusznym wnętrzu. Nie mieściło mi się w głowie, jak Eco mógł sam przebywać w podobnych okolicznościach, badając martwe ciała całymi nocami. Ma cholernik nerwy. Ręce pociły się, a uszy stroiły żarty, potęgując każdy dźwięk. By dodać sobie otuchy zacząłem cicho nucić: Po cichu
Po wielkiemu cichu
Idu sobie ku miastu na zwiadu
I idu i patrzu
Na ulicach cichosza
I w rynsztokach cichosza
.......
Przerwałem, gdyż na pięterku zdawało mi się coś słyszeć, ale bębnienie deszczu utrudniało rozpoznanie dźwięku. Porzuciłem ściąganie orkowej skórzanej kurty, za dużo czasu by to zajęło. Przystąpiłem do kufrów, zerknąłem przez okno, Surelianie nadal nachylali się nad pobitym gagatkiem.
Przebierałem prędko w szykownych szatach. Pozostało wnętrze powozu, które z jakiegoś powodu wydawało mi się, że obiecuje tajemnicę. Po krótkiej chwili okazało się, że miałem rację. Worek był duży ale miękki, kusza pozostała na wierzchu worka, razem z bełtami. Jeszcze raz wyglądnąłem przez okno, przyspieszone rozmowy. Jeszcze szybciutko do pomieszczenia, gdzie uciekł zbrodzień: Kapelusz nisko, peleryna na twarzy, w lewej z tyłu miecz.
Zabieram: pas nożem-mogę go zapiąć na pasie [w ten sposób worek będzie lżejszy], mieczyk, kindżał, srebrny pierścień na palec [jeśli Ketras spyta, będę się upierał że zawsze go miałem, dostałem od ciotki, która lubiła mnie bardziej niż powinna], buty orka i te ekstrawaganckie, rękawiczki z koronki, broszę, zalakowany mieszek za pazuchę, tuba z pergaminami, ubranie dla chłopca i jakieś kobiece, by wypchać wór i pozbawić go krawędzi. Kusza na wierzchu worka, żeby można ją wydobyć i użyć.
Jeśli dojdę do pomieszczenia, gdzie uciekł akolita, zatrzymam się w progu, szukając wzrokiem pułapek. Następnie wrzucę coś do pomieszczenia, owinięte w jedną z sukien, jeśli nic się nie stanie, wejdę wykonując odskok w stronę przeciwną niż otwierają się drzwi, pod warunkiem, że otwierają się do środka. Pot spływa po skroni i kapie czarna kropla na kołnierz.
Ostatnio zmieniony 06 lutego 2018, 18:51 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.
- Pofyrtane szałaputy - zaklął pod nosem olf, odsłaniając w odruchowym warknięciu swe odziedziczone po orczym rodzicielu kły - Jeszcze wam mało?
Dwaj spłoszeni chwilę wcześniej miejscy strażnicy otrząsnęli się z wstrząsu szybciej niż Ketras sądził. Wracali szybkim krokiem, z dobytym orężem i rozbieganym wzrokiem. Przyklejony do wnęki w ścianie kamienicy, mag obserwował ich przez ułamek chwili zmrużonymi oczami, a po jego smagłym obliczu przemknął cień złośliwego uśmiechu.
Cofnąwszy się wpierw ostrożnie o kilka krokó, olf rzucił się na złamanie karku w stronę placyku i stojących na nim towarzyszy.
- Kurwie syny wracają, mistrzu - oznajmił obracając w palcach prawej dłoni stalowy sztylet o prostej drewnianej rękojeści - Ulicą nie czmychniemy, trza nam co inszego wymyślić! Słuchajcie, mam plan!
- My do środka, do sieni pracowni. Ślepak, gdzie z tym wilkiem, nie zdejmuj go, będzie potrzebny. Na kolana opadnij, a ze zwierzem na grzbiecie zanoś się łkaniem i szlochaj, że demony odeszły zabiwszy wpierw miłość twego życia, wilkołaczycę. Łkaj, a rozpaczaj tak, byś ich tym cyrkiem przywabił bliżej. Przyjdzie co do czego, wysadzimy na nich z kuszami i nastraszymy, coby oręż rzucili.
Olf doskoczył do Milcarra, założył mu łapy warga na ramiona w parodii miłosnego uścisku.
- Obwołamy się łowczymi tana Tzetela Śmiałego, który naszym panem i opiekunem. A potem zaczniemy wrzeszczeć, że im wilkołaczki nie oddamy, bo mus ją kapłanom Tfama odnieść, coby klątwę z trupa zdjęli. Tfu, wybacz mistrzu, żem w twej światłej obecności paskudne imię bożka wyrzekł!
Zmiana planu! Nie dali się wystraszyć, to trzeba ich zwabić w pułapkę. Plan Wam pasuje?
Dobrze, że umysły ich nie zmaca trwoga i niepokoju. Ale do rzeczy... Pomyślal Ssurelion i odwrócił się by szybkim krokiem dotrzeć do wnetrza z kartą.
-Za mną musimy dotrzeć do karty. Nie powinno się bam przeszkadzać w tym co przed nami. Wewnątrz zakadujcue kusze, jeśli wejdą sami sobie będą winni.
Krótko mówiąc zachowujac resztki godności, spieprzam do środka jak na niskopoziomowego półbozka przystało, który chciałby jeszcze trochę lat porozwijac swój kult. W srodku spróbujmy się zabarykadowac. Da nam to czas na przeszukiwanie i szukanie wyjscia. Jeśli ktoś wtargnie to niestety, nawet litość boska ma swe granice.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
- Sam sie z kundlem obściskuj! - warknął Ślepak do olfa. Aż takim chojrakiem nie był, żeby odgrywać jakieś scenki w sercu Chłopskiego Krocza. Obstawiał, że pewno pijani już żołdacy w najlepszym wypadku skłują go rohatynami, tak jak poprzedniego żebraka. A on po slepemu nawet nie mógłby zareagować w pore. Już był ranny, krew uchodziła z rany, przy każdym wysiłku, toteż warga też nie miał zamiaru dźwigać. Wstał trzymając się za ranę i pobieżył za Mistrzem.
Nie ma szans, że Milcarr zgodzi się na teatralną scenkę. Nie po tym co się stało z poprzednim bezdomnym. Ślepak wycofa się na z góry upatrzone pozycje przy Surelionie.
Wciągnięte do czeluści starej szopy zwłoki młodego mieszańca zostały rzucone jak worek ziemniaków obok schodów. Tak samo jak ciało ogara. Surelion wraz z niezadowolonym Ketrasem zamknęli drewniane wrota i założyli mocny skobel, który wypełnił całą przestrzeń metalowych łóż. - Trzeba było rozegrać to przedstawienie! Powiedział do współbraci mag. Teraz pierwsze co zrobią to zaczną dobijać się do tych wrót.
- Błogosławieni spokojni i cierpliwi albowiem oni zaznają najwyższej mądrości. Odezwał się nad wyraz cicho Surelion. Poprawił mankiet i pogładził się po kikucie. Rzucił okiem na ciała oraz wyznawców ale brakowało mu tego najbardziej rozgadanego. Erszara nie było w pomieszczeniu, a sama sala wyglądała na przeszukaną. Otwarta skrzynia, wybebeszone ubrania, przeszukany kusznik, świadczyły że bard nie próżnował, ale chyba nie był w stanie dłużej wytrzymać przy zmarłych i ruszył dalej w jedną z dwóch dróg na górę lub do sąsiedniego z pomieszczeń.
Czas minął bardzo szybko. Pewny swojego Ketras wyglądał bacznie orczymi oczami przez niezbyt szerokie szpary drewnianych wrót. Nie uwierzył kiedy zobaczył jak zbiegły żebrak prowadzić podobnych sobie w stronę placu. Każdy z ochlaptusów miał coś w ręce, bronie nie były wyrafinowane, łopata, łom, drągi, gołe pięści, noga od krzesła, czy grzebak z kominka. Grymasy twarzy żebraków świadczyła, że nie będą zadawać pytań i od razu przejdą do roboty.
Szybko i z okrzykiem wbiegli na dziedziniec. Sytuacja dla Ketrasa była bardzo zabawna, ponieważ żebracy byli pewni, że spotkają kogoś na dziedzińcu. Zaskoczeniu takim obrotem spraw zwolnili kroku i rozpierzchli się po dziedzińcu jak mrówki wylewające się z mrowiska. Uśmiech z twarzy Ketrasa malał z każdym nowym żebrakiem wychodzącym z winkla budynków. Sprawny umysł czarodzieja szybko przekalkulował duża grupę piętnastu paskudnych mord, mniej lub bardziej schorowanych. Przy takiej ilości rąk i broni nawet opancerzony strażnik miałby problemy, gdyby został przyduszony do ziemi. Ketras teraz zauważył, że cała ich grupka zmierza z dziwnym uśmiechem w kierunku wrót.
- Zaraz będą przy wrotach odwrócił się do swoich mag. Nie możemy tu zostać jest ich zbyt wielu. - Eszar poszedł w głąb pomieszczeń i słyszę że strasznie sapie, przerwał wypowiedz maga, Ślepak.
To co czekacie aż żebracy wleją się przez wrota, czy idziecie za towarzyszem? Zabieracie fanty?
Jakoś szybko zleciało. Zleciało, liczę że uda nam się stąd wymknąć innym wyjściem nim wrota puszczą. Można je by podeprzeć wozem może? Tak żeby trochę dłużej potrzymały dając nam cenne sekundy na odkrycie gdzie jest wyjście, Eszar oraz fanty które zabrał.
Można by było puścić w ich stronę bełta czy dwa, by trochę się zastanowili jak podejśc do bramy z tym pogrzebakiem, kiedy z otworów biją kusze co zbroje dziurawią. Wszak to dziady ze ulicy, zapalczywe ale źle ubrojone. Trzeb im ostudzić zapał. Ale Surelionowi się nie godzi takie wyzyki sugerować.
Ostatnio zmieniony 09 lutego 2018, 22:40 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
Ketras wydał z siebie gardłowy pomruk, zmrużył kipiące gniewem oczy. Gromada rozlewających się po placyku obszarpańców momentalnie odebrała mu ostatnią nadzieję na zachowanie łupu w postaci rosłego wilczura. Brudni włóczędzy musieli należeć do miejscowego żebraczego gangu, co do tego nie było żadnych watpliwości. Ketras ciskał w myślach gromy na głowę tego, kto w ogóle wpadł na ideę tworzenia żebraczych gangów - autora tego pomysłu należało wlec końmi całymi dniami, a potem sprzedać w kawałkach na rzeźnym targowisku goblinów. W pojedynkę słabi i łatwi do zastraszenia, żebracy bardzo zyskiwali na odwadze w ścisku swoich niemytych ciał.
Co nie znaczyło oczywiście, że stawali się nieustraszeni. Olf porwał z klepiska pracowni jakiś solidny drąg, podparł nim pośpiesznie drzwi wiodące do wnętrza, potem wyjrzał szybko na zewnątrz przez jedną z większych szpar między deskami.
- Mistrzu, uchodź stąd zawczasu, by te brudasy nie położyły swych łapsk parchatych na twojej świątobliwej osobie! - w głosie szepczącego desperacko maga zadźwięczała czysta zgroza - My ich zatrzymamy, choćby i za cenę życia! Milcarr, synu marnotrawny, tyleś mięsa zmarnował, to odpokutuj to przynajmniej, zaprzyj się grzbietem o wrota! Dajcie mi kuszę, żwawo!
Już wcześniej mi ten pomysł przyszedł do głowy, żeby im posłac bełta albo dwa. Gang żebraczy, psiamać. Wymyślać mi się zechciało do Żyjącej Orchii! Ogólnie pomysł jest taki, by posłać kilka bełtów na zniechęcenie w tłumek, a potem zwiewać w głąb budynku w ślad za mistrzem. Jeśli nie ma tylnego wyjścia, to przynajmniej w górę, na dach i potem dachami w którąkolwiek stronę!
Sięgając rozgorączkowanym umysłem ku wciśniętemu w dłoń amuletowi Ketras uświadomił sobie, że przywiązana do nadgarstka kulka była już praktycznie wyczerpana. Pod nosem olfa krzepła cieniutka strużka krwi, która pociekła mu z nozdrzy w chwili, kiedy wiedziony odruchem zaczerpnął magiczną esencję z własnego ciała.
Rzut okiem przez szparę w drzwiach pogłębił i tak już ogromny niepokój czarodzieja. Obdartusów na dziedzińcu robiło się coraz więcej i widok zadźganego towarzysza niedoli na pewno nie nastrajał przybyszów życzliwie do kogokolwiek, kogo mieli niebawem znaleźć. Ketras zawarczał miotając w myślach klątwy na obdarzonego morderczym instynktem miejskiego strażnika.
- Pomóżcie podeprzeć wrota i uciekajcie czym prędzej - powtórzył olf - Ja spróbuję ich spowolnić, choćby i na krótką chwilę.
Sprawdziłem zawartość amuletu, został mi jeszcze 1 PM (ale kicha, pilnie potrzeba mi złota na zakupy). Jak już wspomniałem, proponuję posłać w żebraków kilka bełtów i nakrzyczeć na nich grożąc dalszym ostrzałem (dodatkowo Ketras zużyje ostatni PM na Magiczny Pocisk, a potem przedstawi się poprzez drzwi jako czarodziej gangu Tancerzy Cieni).
Strapieni żebracy, targani żalem i złością po mordzie swojego towarzysza ruszyli jak rój wprost na drewniane wrota. Skobel mógłby okazać się wystarczającą granicą dla gniewnych żuli ale Ketras z towarzyszami nie chcieli ufać grubej drewnianej desce.
Wszyscy razem doskoczyli do powozu, jednak ten bez sprawnych kół okazał się zbyt ciężkim przedmiotem do przeniesienia. Gabaryty również przeszkadzały w sprawnym transporcie, po dwóch krokach w stronę drzwi Ketras porzucił nadzieje barykady, jednak jego cwane orcze oczy zobaczyły mocną szafę stojąca pod ścianą obok wrót. Odpowiednio przewrócona na jakiś czas zatrzyma zbirów.
Mag minął sprawnie stół z narzędziami, walnął nogą w stojący pod nogami kosz. Zaklął ale z uporem tarana brnął w kierunku szafy. W tym czasie żebracy dobijali się do wrót. Ich pałki i ręce bezskutecznie próbowały otworzyć wrota, ciągle kończąc fiaskiem ich starania. Przez szpary drewnianych desek Ketras zauważył że grupa żuli rozdzieliła się w poszukiwaniu innego wejścia i bardzo zainteresowało ich zabite deskami okno, a szczególnie zainteresowało żebraka który ma łom.
Szafa z hukiem uderzyła o wyklepaną ziemi i kamienne płyty. Drzwi wypały z zawiasów odsłaniając mnogość pólek i szuflad wewnątrz szafy. Wraz z starymi pergaminami, notatnikami wysypały się klucze spięte w pęk.
Korzystając z okazji kiedy fala ciał żebraków uderzająca we wrota cofnęła się przerażona hałasem upadającej szafy, Ketras zdążył wy inkantować zaklęcie.
- Sagitta magicae! peemy mrugnięcie okiem rozświetliły blaskiem pomieszczenie, niestety w ogromnej szopie mag został sam. Pocisk jak wystrzelony z balisty uderzył najbliższego żula prosto w tors. Uderzenie mocy Ketrasa było tak ogromne, że zwaliło biedaka z nóg. Nim inni zobaczyli co stało się z jego pobratymcom ten leżał już w kałuży i błocie jak rzucona o ziemie szmaciana lalka.
- Wara! Chyba, że chcecie zasmakować gniewu Tancerzy Cieni!
Tłum ruszył w kierunku wrót i z wielka siła uderzył ponownie w drewnianą tafle oddzielającą Sureliote od rozwścieczony żuli.
Wrota zabarykadowane, nawet jak otworzą skobel będą musieli przepchać szafę, co chwilowo ich spowolni. Rzut na UM: 12! Świetnie. Obrażenia 100! Rzut obronny: fiasko! Brawo świetny wynik. Test CH 64+10za udany mag. pocisk. Rzut 80! Niestety, twoje słowa nie wywarły takiego wrażenia na żebrakach jak zakładałeś!
Kierując barda do kolejnych pomieszczeń uległem iluzji, że są one bliżej pracowni, w której znajduje się powóz. Cóż, ciekawość, to pierwszy stopień do poznania tajemnicy. Skoro polazłem to polazłem. Penetracja nie miała na celu ścigania zbrodzienia, a poszukiwanie innego wyjścia, przez które myślę, że ów zbiegł. Niniejszym worek z łupami pozostał w bezpiecznym miejscu i nie tarabanie się z nim przez drzwi, nie wiedząc co jest za nimi. Mimo tego co słyszę z pracowni nie pozwolę sobie na dekoncentrację, nim upewnię się, że pomieszczenie jest bezpieczne!
Jestem oddechem Mistrza,
Vinem mądrości wypełniającym Kielich,
Świat jest po to by go odkrywać,
Spijać tajemnice, jak pocałunki kochanki.