PBF - Pokusa Nieskończoności

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 26 marca 2018, 10:29

Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe

Brak odpowiedzi i dziwny wyraz twarzy Kielicha ściął olfowi krew w żyłach. Zesztywniały z wrażenia mieszaniec przeniósł wzrok z powrotem na uratowaną z opresji szlachciankę, dopiero teraz dostrzegając wszystko, co przeoczył wcześniej zachwycony widokiem mistrza.

Tani Astrid najwyraźniej nie żyła, być może wskutek odniesionych w trakcie ucieczki obrażeń, być może zaś...

- Jeśli w swej nieskończonej mądrości postanowiłeś odebrać jej życie, boski mistrzu, niechybnie na to zasłużyła, błękitnokrwista wywłoka - oznajmił z żarem w głosie olf przypadając na jedno kolano i pochylając przed Surelionem głowę - Co życzysz sobie uczynić z ciałem? Wrzucić do jeziora czy sprzedać po zmroku na mięsnym targu? Rozważ wszelako zasadność tego, aby przedtem zabrać jej wszystko, co może mieć wartość dla przyziemnych potrzeb twojej kongregacji.
A to ciekawe, że tak nieoczekiwanie zmarła! Już kalkulowałem, na jaką finansową wdzięczność tana Mrufona mogliśmy liczyć oddając mu zdrową i żywą siostrę. Ale oczywiście należało się spodziewać, że Mistrz Gry zadba w pierwszej kolejności o potrzeby Eco!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 26 marca 2018, 10:57

Karczma Amarys , 32 orakt-ran, południe - Kilka chwil wcześniej

- Choć Pani na piętro w tej Alkowie nie jesteś bezpieczna. - Surelion zarzucając worek na plecy odsłonił kikutem kotarę. Za oknem błyskało się. Wiatr siekł lekko z ukosa w odymione od straw szyby karczemnego przybytku. Zerknął podejrzliwym wzrokiem po zgromadzonej w dusznej salce gawiedzi. Ocieplali marne ciała różnemi trunkami, chroniąc się tym sposobem przed wszędobylską wilgocią i ciągnącym od podłogi zimnem. Kilku bywalców napełniało brzuchy aromatycznie pachnącą kaszą. Baruba tylko czekał aż kotara drgnie i gdy Surelion wyglądał jednym okiem na tłum karczmarz spokojnym krokiem podszedł do Kielicha

- To może podam strawę przyjacielu?

- Owszem, zanieś ją czym prędzej do najdalszego pokoiku, zostaw otwarte drzwi i klucz w zamku. Niech nikt prócz moich uczniów nam nie przeszkadza.- Mistrz mówił spokojnie i w bardzo opanowany sposób. - Przyślij też nam chłopaka, który zapowie że wszystko jest gotowe.

Gdy Surelion w ciszy omiótł raz jeszcze spojrzeniem po zebranych w karczmie gości i wrócił do alkowy, Astrid zarzuciła na siebie koc tak, że opadał jej na głowę, włosy i plecy. Podeszła do Sureliona i złapała go pod ramie.

- Zabierzesz mnie do Erica. Tak bardzo za nim tęsknie. - Półbóg nie zdążył odpowiedzieć. Chłopak odchylił kotarę i kiwnął tylko głową na znak przygotowania izby.

- Chodźmy, mamy dość czasu. Posłałem już po niego, nie przyjdzie jednak szybciej jak po zmroku kiedy będzie pewność że da się go skryć przed złym wzrokiem. Wówczas też wyruszymy do twego brata pani. - Powiedział cicho jakby wprost do ucha pięknej kobiety.

Astrid szła pierwsza po schodach, a tuż za nią zamyślony Surelion. Poruszała się z kobiecą gracją. Gdy byli na piętrze Surelion otworzył drzwi wpuszczając ją do środka. Odłożył worek na bok pomiędzy krzesło a niewielki stołek. Obróciła się. Milczeli, choć była jakaś dziwna nic porozumienia pomiędzy tym dwojgiem. Kiedy uderzył piorun przerywając nagle ciszę, kobieta wzdrygnęła się. Półbóg przystąpił do niej. Jego czułe słowa które garściami wlewał jej do pięknego ucha uspokoiły niepokoje jej duszy.

- ...i nie odstąpię cię ani twego syna. Nie pozwolę by go skrzywdzono tak długo jak jest pod poją pieczą. - zakończył aksamitnym głosem.

Wsparła się na nim niczym zlęknione zwierzę, które odnalazło na chwilową ostoję. Uniósł dłonią jej podbródek patrząc głęboko w oczy. Upewniając się czy zrozumiała słowa obietnicy jakie jej złożył. A potem ich usta się spotkały. Krew dudniąca w żyłach zrobiła swoje. Cichy galop biegnący aortami przyspieszył naraz w obojgu. Oboje bowiem przez chwilę znaleźli klucz do tego czego szukali naprawdę. Ich ciała przywarły do siebie. Splotły się w uścisku jakby uciekały przed wszędobylską wilgocią. Na daremnie. Mokrość był królową tego dnia, i była wszędzie. Za oknem w cicho spływających strugach deszczu. W ich pocie i w niej kiedy chwilę później nagi półbóg miarowo i niespiesznie poruszał się w czarodziejce.

Leżeli zmęczeni dłuższą chwilę na zmiętej pościeli. Półbóg gładził delikatnie jej ramię uspakajającym ruchem, po czym wstał z posłania i zaczął się ubierać.

- Zamówię nam jakąś strawę oraz okrycie dla cienie na wieczór. Wypoczywaj, nabieraj sił.- powiedział cicho i ucałowawszy ją w ramię wyszedł z pokoju.

Podkład muzyczny:
https://www.youtube.com/watch?v=EBAzlNJonO8

[center]If I had a heart I could love you
If I had a voice I would sing[/center]


Burza nie ustawała, kiedy stał na korytarzu koło jej pokoju, wsłuchując się w jej zwodniczy, gwałtowny rytm. Wciągnął głębiej powietrze stojąc na pustym korytarzu. Doskonale wiedział co należało następnie zrobić. Odczekał do błysku, zwiastującego grom. A kiedy on nastąpił szybko wyszeptał słowa zaklęcia. Powietrze zawirowało tworząc humanoidalnego sługę. Półbóg wręczył mu nóż a wraz z nim mentalne polecenie. Kiedy zaczął rozlegać się grzmot pchnął lekko drzwi wpuszczając do środka. Krzyk kobiety zlał się w jedno z gromem niknąc jak ucięty nożem. Surelion wpadł chwilę po stworzeniu wypowoadajac fragmenty słów magii, w teatralnym geście obrony czarodziejki. Stwór rozpadł się na drobne kawałki rozwiany przez moc. Było jednak za późno. Ostrze już kilkakrotnie przeszyło ciało bezbronnej kobiety. Stal jak przez masło przeszła na wylot zostając w ciele. Astrid opadła z sił w jednej sekundzie. Jej ciało każdym oddechem słabło. Ściskał jej śliską od krwi dłoń kiedy odchodziła.

- m o r de e ee rc a a a a ! - wraz z ostatnim tchnieniem wyszeptała, zostawiając półboga sam na sam z jej przerażonymi oczami. Zasłonił je ręką pozwalać opaść powiekom w śnie. Przykrył ją lecz niezbyt szczelnie. Usiał na łóżku i oglądał swoje ręce. Miał je całe we krwi i kiedy to robił drzwi lekko się uchyliły. Do pokoju wszedł Ketras.

- Mistrzu, jakże się raduję znajdując cię w zdrowiu. Gdzie pozostali z uczniów? Czy przybyłem pierwszy?

Słowa zastygły na wargach akolity, oczy zwiększyły się do rozmiarów spodków ze zdziwienia. Mag szybko jednak odzyskał rezon. Surelion stanął w oknie spoglądając w burzę jaka trwała za szklaną taflą. Zapadła niezręczna cisza.

Z piękna został jedynie krwawy strzępek, zawinięty w brudną pościel.

[center]Obrazek

Obrazek[/center]

- ...Co życzysz sobie uczynić z ciałem? Wrzucić do jeziora czy sprzedać po zmroku na mięsnym targu? Rozważ wszelako zasadność tego, aby przedtem zabrać jej wszystko, co może mieć wartość dla przyziemnych potrzeb twojej kongregacji.
Na te słowa mistrz obrócił się na pięcie. Cień gniewu przeszedł po jego twarzy i zniknął tak szybko jak się pojawił.

- Nie... usiądziesz i posłuchasz. - powiedział nieco rozczarowany postawą ucznia Surelion. Kiedy akolita tak zrobił półbóg ciągnął dalej.

- Zamierzam wskrzesić tą czarodziejkę a potem rozkochać w sobie, opieką i staraniem. Zrobię to rękoma jej brata tan Murofa Żywego. Tym samym stanę się ojczymem dla jej przeklętego dziecka o niezwykłej mocy. Powinien przyjąć mnie ze względu na mój książęcy status. W trakcie spotkania zamierzam mu powiedzieć, że posiadam ciało jego siostry i zgodzę się mu je przekazać pod jednym warunkiem. Mianowicie, że obieca że ją wskrzesi i że pozwoli bym od początku do końca był przy tej ceremonii. Czarodziejka była jest mi niezwykle bliska. Dla osoby na pokroju Wielkiego Komornika zorganizowanie wskrzeszenia poprzedzonego regeneracją w miesiącu boga kupiectwa to banał. Kapłani tak zwanego boga mądrości chętnie to zrobią dla kogoś kto pobiera myto w Srebrnej Przystani. Ręka, rękę myje. Murof nic mi nie uczyni przemocą, szarpnąć się bowiem na księcia to ryzykowne nawet jak na jego siły. Zatem Murof zorganizuje cermonie jak należy. A ja będę przy tym obecny. Będę obserwował każdy gest kapłanów, każde słowo i każdy szczegół, w jaki rzuca się w dzisiejszych czasach owe zaklęcia. Dzięki temu przyjacielu nauczę się dwóch skrajnie potrzebnych nam czarów: wskrzeszania i regeneracji. Będą one kluczowe w naszej późniejszej drodze do boskości. Nie pozwolę żadnemu memu akolicie zginąć i nie wrócić do świata żywych jeśli taka będzie wola wiernego. Jeśli zatem wskrzeszenie wyjdzie ujawnię chłopca i będę starał się wejść w rolę ojczyma i kochanka do czasu kiedy będzie to konieczne. Przez ten czas czarodziejka powinna ci zdradzić większość czarów ze swej księgi zaklęć. Jeśli wskrzeszenie nie wyjdzie, to chłopiec na zawsze zostanie u mnie, a komornik odjedzie z niczym, będzie bowiem myślał że to Astrid go schowała.

Mistrz patrzył a Ketrasa czy aby dobrze pojął pierwszą część planu.

- Wprzódy jednak obetniemy jej głowę. Następnie wraz z nią udamy się na spotkanie z gildią cieni. Mieli nakaz był sprowadzić ją żywą, a jest martwa. Przyniesiemy jasny dowód zatem nikt więcej jej nie będzie już ścigał. Nie przekażemy im jednak głowy ani nie przyznamy się, że wiemy cokolwiek o chłopcu. Zażądamy wyższej ceny za nią. Przekażemy głowę tylko kiedy dogadamy się osobiście ze zleceniodawcą zadania co do wysokości. Ustalimy odgórnie datę i miejsce spotkania z demonologowi ojcu chłopca w ten sposób będziemy wiedzieli dokładnie kiedy i gdzie będzie. To wystarczy by z pomocą Wielkiego Komornika przygotować zasadzkę na czarnoksiężnika. Dobrze przygotujemy się na uderzenia na demonologa, który zapewne pojawi się w mieście dobrze przygotowany na umówione spotkanie. Tylko on ma bowiem ma moc ją wskrzesić w nadziej że dowie się gdzie jest jego syn. Pojawi się w konkretnym miejscu i czasie by odebrać głowę swej byłej.

Surelion spojrzał na bielejącą od śmierci twarz Czarodziejki, na jej stygnące usta które jeszcze chwilę temu szczelnie opasywały jego męskość.

- Chciał ją żywą a otrzyma martwą i użytą, uczynię podwójne upokorzenie dla byłego męża tej kobiety. - Powiedział z namysłem, bez cienia emocji w głosie. Dla półboga liczyła się bowiem jedynie wiedza tajemna. Wszelkie ludzkie popędy odczuwał ale jako sprawy drugorzędne, wyblakłe i gdzieś w tle. Jego boski tok myślenia był pozbawiony moralności, dobra bądź zła.

- Musimy też sprawić by chłopiec wiedział, że jego matka nie żyje. Że teraz ma tylko mnie na tym świecie. Chcę by, jeśli wskrzeszenie nie wyjdzie, na zawsze winił za to swego wuja. Czy wiesz zatem co masz zrobić? - zapytał z chłodnym namysłem - Najtrudniejsza część planu to przetrwać żywmy w karczmie gildii. Potem... potem musimy uszczknąć wiedzy tego demonologa, jego potęga jest... co najmniej interesująca. - Surelion uśmiechnął się kącikiem ust.

[center]This will never end 'cause I want more
More, give me more
Give me more...
[/center]
Post pisany with Dretch cooperation.
Ostatnio zmieniony 27 marca 2018, 00:49 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 marca 2018, 20:41

Pointeresujemy się zawartościa worka i zapewne ogarniemy z krwii pokoj. Prosba do MG o info w sprawie zawartości. Trzeba pociągnąć z wyczucia magi przedmioty. Ps. Kiedy reszta dotrze do gospody? Czy zdążymy jeszcze do karczmy gdzie miała się spotkać gildia zabójców?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 marca 2018, 21:53

Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Klęczący na podłodze Ketras gapił się na mistrza i nauczyciela szeroko otwartymi oczami, rozważając w myślach jego niepojęte wizje i gubiąc się bezpowrotnie w ich ogromie i rozmachu. W nieprzeniknionej ciszy wypełniającej wnętrze pokoju rozległ się ostry dźwięk upadającej na podłogę szczęki olfa, zawtórowały mu odgłosy turlania wydane przez oczy mieszańca, które wpierw wylazły mu z orbit, a potem spadły na deski podłogi - a przynajmniej tak mogła się zakończyć ta nabożna i pełna uwielbienia kontemplacja, gdyby nie ciche, lecz stanowcze chrząknięcie Sureliona.

Przywołany do porządku, uczeń zerwał się na równe nogi.

- Dla ciebie, mistrzu, to choćby ją i na plasterki, jeśli to nie przeszkodzi we wskrzeszeniu! - zapewnił żarliwym tonem Ketras - Zejdę do Baruby, przyniosę balię gorącej wody oraz piłę. I jakieś szmaty!
Jak powyżej. Ketras zajmie się sprzątaniem i odcięciem głowy, Surelionowi nie wypada zajmować się takimi rzeczami!
edit 8art: Zachowaj tez dolna czesc korpusu z udami w jednym kawalku. Zostawimy Eco. Niechze i on ma cos od zycia!
Ostatnio zmieniony 28 marca 2018, 11:00 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 28 marca 2018, 23:17

Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Gdy Ketras zniknął za drzwiami, które starannie za sobą zamknął. Surelion złapał za spód płóciennego worka i wywrócił wszystko do góry dnem. Zabrane fanty z pracowni nie były świecidełkami. Zebrane rzeczy wysypały się niewielką lawiną wprost na drewniane deski.

Większość rzeczy stanowiło wyposażenie kusznika, który wyzionął ducha po celnym strzale Kielicha. Jednak pośród ubrań Astrid i Erica kilka zebranych skarbów przykuło uwagę Kielicha Magii. Między koronkowymi rękawiczkami sterczała jak przyrodzenie skórzana tuba, z widoczną złamaną pieczęcią. Lak przedstawiał lecącego orła z skierowanymi do przodu szponami. Tuba skrywała kilka delikatnych pergaminowych stronic.

Nim Najwyższy zdążył je wyjąć. Pod drzwi podszedł wyraźnie ciężki mężczyzna. Zaczął majstrować coś przy zamku. Surelion chwycił za swój miecz tworząc lekkie zamieszanie wewnątrz pokoju. Te odgłosy wypłoszyły włamywacza, którzy pośpiesznie oddalił się korytarzem. Musiał minąć się z Ketrasem, ponieważ kilka uderzeń serca później uczeń zapukał i przekręcił klucz. - To ja nauczycielu. Powiedział cicho. - Niosę balie, jestem gotowy.

Widząc gotowego do ataku na oprawcę Sureliona, olf. Zmarszczył czoło. - Czy ktoś Cię niepokoił? Surelion szybko zapytał: - kto był na korytarzu musiałeś się z nim minąć? Cicho mówił Surelion. Ketras zdziwił się zaniepokojeniem mistrza. Szybko uspokajając Diament magii dodał - To tylko jakiś wysoki mężczyzna, o burych włosach. Pomylił pokój, wszedł do sąsiedniego.

- Czy te wszystkie przedmioty pomogą w utrzymaniu potrzeb kongregacji?
W worku jest: skórzana pancerz (kurtkowa typowa), mieczyk w pochwie, kindżał w pochwie, skórzane buty (brudne), ekstrawaganckie, rękawiczki z koronki, tuba z pergaminami, ubranie dworskie dla chłopca, czerwona suknia z jedwabiu, podróżne ubranie, trzy pary damskiego obuwa, dwie pary obuwia chłopca, płaszcz z grubej tkaniny podszyty, długa tunika gruba, narzuta na plecy z futra, bełty 8 szt.
Ostatnio zmieniony 28 marca 2018, 23:28 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 29 marca 2018, 14:47

Tak ku przypomnieniu : broszę, zalakowany mieszek . Mieszek zdaje się przekazałem Surelionowi osobiście.
MG: Nie mogłem znaleźć tego w postach, ale jeżeli tak było to wezme to pod uwagę przy odpowiedzi.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2018, 19:22 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 29 marca 2018, 15:28

- Część z tych przedmiotów na pewno może zostać przy kongregacji, na rozwój wiary.... -powiedział dobrotliwie Surelion, widząc jak wiele przywiązania przyklada mag do spraw Doczesnych. Zerknąl na drzwi. - Z tych rzeczy najbardziej interesujące są papirusy w torbie. Od nich zaczniemy. Jednakże należy sprawdzić wszelkie przedmioty pod kątem ewentualnej zawartej w nich magii by być pewnym, że wiemy o nich wszystko.

Spojrzal raz jeszcze na drzwi i sięgnął po kusze by cicho ją naładować. Cichy terkot naciaganego kolowrotem mechanizmu "kaczej stopy" nieco niknąl przytlumiony odgłosem szorowania podłogi z krwii. Ketras czyścil podłogę wkolo łózka zabarwiajac balie z czystą wodą na szkarlatny kolor. Najgorsze zadanie było jednak dopiero przed nimi.

-Przypadki na drgach losów bogów się nie zdążają. Myślę że jak tylko wroci ślepak należy odwiedzić naszego sąsiada, który "pomylił" pokoje przed chwilą.

Udsokojony nieco widokiem naciagnietej kuszy dotknął z namyslem swego medalionu z mocą zwanego Kluczem Sureliona. Zasepil się nieco. Upływ mocy z tego swoistego akumulatora w ostatniej dobie był znaczący. Półbog szanował iż zosralo mu mniej ni dwadzieścia jednostek, co znaczyło ze wydał dwie trzecie z całości. To znaczaco utrudniało szczęśliwe wykonanie planu. Ojciec chlopca - demonolog, dysponował zaś mocą wskrzeszania. Matka z kolei, miała również duże umiejętności magiczne skoro potrafila przywrócić chlopcu rękę. Dysproporcja w magicznym potencjale przechylala się niebezpiecznie przeciwko grupie akolitow. Myśląc nad tym Surelion potarl kikut swej dłoni, który od czasu do czasu swędzial go w końcówkach źle wyksztalconych nerwów.

- Po zmroku będziemy potrzebować bryczki by przewieźć ciało.
Może sprawdzimy też magicznosc przedmiotów. Czekając na resztę?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 29 marca 2018, 17:48

Proponuję żeby Milcarr udał się z już posiadanym łupem ku przystani i znalazł jakąś łódź, w celu konfiskaty, skoro nie mamy koni, a nabrzeże blisko, to będzie najszybszy środek transportu. A Eszar spróbuje jeszcze coś przechwycić. Mistrzu Gry: Czy odnajdę sieć i miecz? Czy uleczy mi się już połowa obrażeń obuchowych, które dostałem przy upadku [leczą się po 10-1000 rundach]? Naliczyłem że otrzymałem 43 powierzchowne rany cięte i 16 obuchowych, moja żyw to 94
MG: Tak możesz odnaleźć sieć i miecz, a Milcar swój rzucony sztylet. Jeżeli jest taka wasza wola. Niestety wasze obrażenia obuchowe uleczą się gdy będziecie bezpieczni.
-Mistrzu weź to- czułem niemal uniesienie, przekazując Surelionowi cenne znalezisko, które wcześniej ukryłem za pazuchą.
Post 213.
Ostatnio zmieniony 29 marca 2018, 19:30 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 kwietnia 2018, 22:01

Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Przytłoczony monumentalnymi planami Sureliona i jednocześnie zdekoncentrowany mnogością wykładanych na łózko łupów, Ketras nie tylko przestał zwracać uwagę na leżącą bez ducha Astrid, ale też nie pojął w pierwszej chwili, co takiego mistrz rzekł o mężczyźnie z sąsiedniego pokoju. Lecz olf był z natury niebywałym paranoikiem i potrzebował zaledwie kilka uderzeń serca, by pojąć, co jego nauczyciel miał na myśli.

Sztylet znalazł się momentalnie w zbielałej dłoni mieszańca, a jego ostre kiełki zalśniły w rozchylonych ustach.

- Jeśli to ktoś, kto czyha na twe życie, nauczycielu, pozwól mi przynieść jego serce - poprosił mag przypadając przed Kielichem na jedno kolano.
Jak już grać fanatyka, to na całego. Dla wiadomości Mistrza, olf używa Wykrycia Magii po trzy razy na każdym przedmiocie, żeby przypadkową porażką testu nie odrzucić jakiegoś artefaktu.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 06 kwietnia 2018, 19:53

Pokusa, Przystań 32 orakt-ran, południe

Kotłujący się motłoch utrudniał zbieranie złotych monet. Eszar bardziej cwańszy gdy odzyskał swą klingę używał jej jak przedłużonego ramienia. Balansując ciałem między rękami wymiatającymi okrągłe monety z podłoża deptał dłonie oszalałych z gorączki złota Ostrogarczyków.

- Wara od nich bo klątwa was dopadnie! Wrzeszczał na tłum, lecz bez skutecznie. Jedynie smagnięcie ostrzem zwracało na grajka uwagę. Ledwo trzymający się na nogach nożownik, trzymał w ręku oszczerbiony od upadku sztylet, którym godził koński zad. Powłócząc nogami przedzierał się rosnące z każdą chwilą chaszcze rybackich rąk. Zgrywając się z słowami towarzysza, padł na kolana i schował oręż.

Nikt nie zwracał na niego uwagi nawet gdy zebrał z błota dwie dorodne garście złotych ryjów. Wrzucił je szybko do wewnętrznej kieszeni kaftana. Złapał garść brudu i błota i wepchał prosto w oczy jednego z klęczących obok rybaków. Młody mężczyzna był tak zajęty wymiataniem złota, że nie zauważył nawet kto i co odjęło mu wzrok.

Błoto i krew zmieszało się z kolorem cery rybaka, po czym Milcar szybko krzyknął! - Bielmoo!! Klątwa na jego oczach! Nim ludzie zdołali odwrócić swe twarze w kierunku Miclara. Oślepiony rybak tarł oczy brudnymi rękami i krzyczał co raz głośniej – PALI! okropnie wypala mi oczy!! Ranny nożownik wdzierał swe słowa między wycie oślepionego mieszkańca, kierując je do słuchających go oprychów.

Łapiąc nietuzinkowe zagranie aktorskie Milcara, bard skierował ostrze w kierunku klęczących ludzi. - Paczta! Chłopy i dziewy! Bielmo na oczach narosło, klątwa czeka tych co złoto chować zaczno! Istwanie przygotuj sakwę a wy, wrzućcie coście znaleźli albo ślepi bądźcie po wieki wieków, klątwą monet naznaczeni!

- Ślepak zręcznie zgarnął wrzucane cudzymi rękami garści złota do małego worka. Wiele rąk pozbyło się drogocennych skarbów. Eszar zwolna wychodząc z podziwu swoich aktorskich dokonań zarzucił w błoto sieć i wkopał ukradkiem dwie z najbliższych skrzyń do wnętrza swych sideł. Z niekończącej się awantury wyrwały go okrzyki zbliżających się strażników - Rzucając szelmowski uśmiech padł na kolana i napychał kieszenie i mieszki łapskami pełnymi złota. Pokusa była wielka, widział tylko złote krążki. Z grzesznych działań obudziło go szarpnięcie. Milcar stał tuż nad nim. - Uciekajmy zaraz będzie gorąco. Kiwnął głową pokazując grupę strażników przedzierających się przez rzednący tłum ludzi.

- Gdzieś w tłumie mignęło im martwe ciało Akolity. Leżał dokładnie w tym samym miejscu zupełnie obojętny zbieraczom złota. Drugi ten co powoził zniknął z oczu Surelitów. Piasek spokoju kończył się w klepsydrze tej sceny. Milcar zarzucił sieć na plecy i obracając się na pięcie zderzył się z wysoką o dwie głowy sylwetką. Stary garncarz nie poddał się, znalazł rozbójnika który z zniszczył mu kram.

Jak Lisy w potrzasku surelici zacisnęli pięści. Za plecami topniał tłum jak kry lodowe na jeziorze Dan Ugar wiosenną porą, między ludźmi brnęli w kierunku rozbójników strażnicy miejscy, a przed nimi wyrosła góra mięśni, kolejna przeszkoda.

Kanciasta szczęka wygięła się w okrzyku - Dawaj złoto łachudro! Mocarna ręka przedłużona kawałkiem straganu cięła wolno powierze. Ślepak zareagował instynktownie i celnymi ciosami okładał tors garncarza, dwa silne uderzenia w brzuch jak kamień twardą pięścią pogruchotały rzemieślnikowi żebra. Czuł jak kości otuliły jego ręce, uśmiechnął się, uśmiechnął się brzydko. Eszar nie czekając na koniec ataku rozgniewanego garncarza kopnął go w krocze. Rzemieślnik padł skruszony w błoto, a cwane Lisy zniknęły w uliczkach metropolii.

Z uczuciem niepełnej wygranej dwoje uczniów Kielicha mknęło krętymi uliczkami Ostrogaru w głąb Chłopskiego Krocza, deszcz kompletnie zmoczył ich ubrania. Połowa dnia była już za nimi, gnali dopóki starczyło im sił. Zdyszani zatrzymali się za zaułkiem, opierając ręce na kolanach co chwilę oglądali się czy tym razem oni nie są na oku goniącego, a być może tęsknili za pozostawionymi skrzyniami i kopami złota, które przesypało się nie przez ich ręce.

Z każdą chwilą czuli się bardziej bezpiecznie. Burza oddalała się gdzieś na horyzoncie. Deszcz przestał padać i mocne krople zastąpiła lekka mżawka. Ciepło buchnęło z otwartych drzwi, karczma Amarys pękała w szwach. Strudzeni wędrowcy, marynarze zalewali smutki i ogrzewali się w gęstym od zamachów powietrzu przybytku.

Eszar przecisnął się do pomocnika Baruby - Mistrz jest tu? Młody chłopak, kiwnął palcem na znak tajnej wiadomości. Zniżony do pasa bard słuchał uważnie słów chłopca wypowiadanych do jego ucha. W tym czasie Milcar obserwował tłum w karczmie, ktoś bacznie się im przyglądał, czuł to na plecach choć nie widział kto dokładnie. Zbyt dużo gości, zbyt mało czasu. Zniecierpliwiony, czekał na informacje od grajka. - choć wiem gdzie iść, powiedział Eszar.

Przystań długo będzie pamiętać ten dzień, dzień w którym razem z deszczem sypały się złote monety, dzień w którym rozbił się powóz, dzień w którym wybuchły zamieszki.

Gdy szli po schodach bard układał już w głowie pieśń, melodia sama wchodziła do głowy. - Pokusa, powiedział po nosem, - to dobry tytuł. Milcar nie słuchał, pogrążył się w myślach, nie był zadowolony z obrotu spraw, Akolita gdzieś tam był, bardziej żywy niż martwy, jego twarz pochmurniała. Nożownik nie zwykł zostawiać wrogów żywych, nie w swoim fachu.

- Mistrzu, powiedział bard przez drzwi, który chwile po jego sowach lekko się otworzyły. Ubrudzony krwią Ketras zaprosił braci do środka. Milcar wycieńczony padł na fotel, trzymając ręką świeżą ranę. Bard zamknął za sobą drzwi. Oparł się o nie plecami i rzucił sieć na podłogę. Oczami szukał ukojenia, szukał szlachcianki, która skradła mu serce. Skamieniał gdy zobaczył jej pocięte ciało w niedużej skrzyni.
CH Milcar CH48, Rzut: 01! Bjarzu ty! Brawo, część bogobojnych oddaje swe złoto wprost do twojej sakwy. Eszar CH105, Rzut: 27! Ładnie, udaje się wam bez opresji tłumu wyjść z zamieszek cało! Zabieracie: Kopa złota 398 sz, 3 złote pierścienie, brosza z rubinami, złoty wisiorek, platynowy kolczyk z szmaragdem, platynowa spinka do płaszcza, dwie skrzynie! Ucieczka zostaje przerwana przez złego Garncarza. Jednak wasze ataki powalają go na ziemię. Zmęczeni uciekacie z skarbami na plecach, kieszeniach i sakwach. Macie wrażenie, że ktoś was ściga choć nikogo nie widzicie. Trafiacie w końcu po męczącym maratonie do karczmy Amarys, gdzie dołączacie do swojej świty. Brawo, brawo, brawo! Jestem z was dumny! Zamieszki w porcie i targu rybnym, rozwścieczeni żebracy, martwa szlachcianka!
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2018, 19:59 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 kwietnia 2018, 22:42

Ślepak był dość mocno zszokowany, że szlachcianka już była martwa. Toć dopiero ją zratowali, a jednak nie umknęła śmierci. Nie dał po sobie poznać jednak. A nie wiedział jeszcze co zaszło w karczmie gdy z Amrasem gonili po Chłopskim Kroczu. Z pozbawioną emocji miną oznajmił tylko:

- Spartolona robota. Widać od razu, że to nie był zabójca zaowodowy tylko jakieś rzeźniki chyba wnosząc po tych ranach. Eco jej nie pokazujcie, bo ten chutliwy czasem nad wyraz jak martwą babę zobaczy. Trza ją jakoś Mistrzu stąd wynieść dyskretnie co by awantury w karczmie nie było...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 06 kwietnia 2018, 23:16

-Pohamuj Milcarrze, Twoje rany trzeba w przódy opatrzyć. Dość Piękna odeszło. Pokusa złota parszywa. Gdybyśmy tu byli...

Mówiłem do zabójcy, ale wciąż nie mogłem oderwać wzroku od Pani. Oczy zaszły mi łzami, drugi raz, nie bacząc na wzgardę towarzyszy. Nie mogąc wydusić ni słowa więcej, wytarłem twarz krwawym już rękawem. Z tego co zostało z mojej koszuli uczyniłbym opatrunek dla Milcarra, żeby się czymś zająć.

Robota spartolona -bełkoczę-spartolona. Jakże inaczej. Spartoliliśmy na targu. Niebezpiecznie tu. Trzeba by...- chciałem powiedzieć, żeby Mistrz bezpieczny był i zrozumiałem, że to On daje bezpieczeństwo.
Bard przeżył szok, tak wiele sobie obiecywał po spotkaniu i uratowaniu Astrid, jak widać zbyt wiele. Niech się Ketras zajmie Skarbem. Jeśli uda mi się jako tako opatrzyć Milcarra, usiądę na zydlu wsparty na mieczu błądząc wzrokiem między zgromadzonymi i złotem.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 06 kwietnia 2018, 23:34

Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Surelion wyglądał co rusz przez okno targany myślami. Jego boska natura obliczała każdy możliwy wariant przebiegu sytuacji. Było tyle niewiadomych a umysł Kielicha magii okrywał kolejne. Co chwilę tylko spoglądał na najgorliwszego z Surelitów. Olf na kolanach bez okazywania zmęczenia szorował rękami podłogę, czoło jego było zroszone kroplami potu jednak mag z fanatycznym spojrzeniem parł mokrą ścierką drewniane płyty.

Gdy skończył otworzył okno na podwórze za karczmą. Mżawka i zimno wdarły się od razu, Ketras docenił uroki ciepłych pomieszczeń. Rozglądnął się po dachach, wiele czynszówek żyło własnym życiem, nikt też nie zwrócił uwagi na maga. Uznał, że żadne oczy m się nie przyglądają i powoli wylewał brudną breje z misy na dachówki. Czerwona struga wody brudnej od ścieranej krwi płynęła po dachu prosto do rynny łącząc się z kroplami deszczu.

Gotowe Mistrzu - ukłonił się i wskazał an dużą skrzynie którą utargował u Baruby. Karczmarz niechętnie oddał kolejną rzecz za darmo, jednak ze względu na przeszłość zgodził się raz jeszcze wspomóc Surelitów. Astrid złożona została subtelnie w skrzyni gdyby miała głowę można byłoby powiedzieć że leży skulona na plecach. Jednak ucięta szyja przerażająco nachodziła na drewniane ściany kufra. Wykrzywiona w grymasie strachu twarz czarodziejki leżała na jej piersiach, skrytych pod cienką taflą jedwabnej sukienki.

- Czyli zwoje są magiczne uczniu? Odezwał się Surelion. Kertas odruchowo zerknął na ułożone w linii znaleziska. Posegregował je na łóżku. Od lewej magiczne do prawej nienasączone magią. - Tuba co prawda nie była magiczna ale trzy zwoje w środku, tak. Mowił głaskając się po brodzie. - Razem ze zwojami jeszcze są dwa przedmioty, które oddają woń peemów, o najwyższy! Jest to zalakowany mieszek, a raczej to co kryje w sobie. Trzecim z magiczną aurą, równie mocną jest ściągnięty z szyi czarodziejki wisior. Zmartwiony dodał - pozostałe przedmioty nie były magiczne. Olf miał nadzieje, że jego oko się nie myli, byli w posiadaniu cennej garderoby szlachcianki, a co szlacheckie to na wagę złota.
Surelion podszedł do swego ucznia i kładąc rękę na jego ramieniu powiedział jak ojciec do syna. - Znajdź pomocnika Baruby, młodego chłopaka. Niechaj czeka na naszych przy wejściu i niechaj powie im na ucho, tylko to, co ja ci wyszeptałem. Tak nas znajdą. Patrzył w głębokie oczy olfa pełne zrozumienia i werwy do działania.

3 zwoje magiczne, mieszek zamknięty skrywa magiczną zawartość, wisior magiczny. Pozostałe rzeczy nie są magiczne. Ketras zawiadomił chłopaka i Surelici znaleźli się. Jaki macie plan? Proszę was jeszcze o podanie w najbliższych postach, bądź w wątku technicznym stan ŻYW, PM.
Ostatnio zmieniony 07 kwietnia 2018, 18:39 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 07 kwietnia 2018, 20:42

MG:
Spoiler!
Zdobyłem cienki złoty pierścionek z szafirem i srebrny pierścień.
Kiedy się już otrząsnę i przestanę dramatyzować, opatrzę i swoje rany: Jak pisałem wcześniej 43 powierzchowne cięte i 16 obuchowych [żyw 94, czyli aktualnie 35]. Ubiorę zbroję po orku, jeśli przyjdzie do wyjścia, żeby nie ganiać z gołą wytatuowaną klatą. Nóż przy pasie i miecz.
Mimo woli oszacuję ilość złota i kosztowności, które przynieśliśmy ze ślepakiem. Następnie nieśmiało poproszę o wyjaśnienia. Próbując spić je z oblicza Mistrza.
Znajdź mnie,
Kochaj bo schnę,
Zabij,
Pocałunkiem zbudź.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 kwietnia 2018, 11:19

Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe

Mistrz chodził po pokoju w te i we wte dumając nad nastenym ruchem.

- Wprawdzie martwi mnie ten jegomość co z pokoju na przeciwko gmerał w naszym zamku przed chwilą ale wpierw opatrzcie się i okrzepnijcie. Ketrasie powiedz niech Baruba poda co na wzmocnienie. Potem należy go odwiedzić i jasno wyjaśnić że takie pomyłki nie będę tolerowane. O nią nie lekajcie się, patrzycie w ludzki sposób natomiast dla świata bogów takie granice jak śmierć nie są barierami nie do przekroczenia, jeśli dusza tego zechce...

Uchylił drzwi zaglądając na korytarz by upepnić się czy aby nikt nie podsłuchuje, po czym wyjaśnił cały plan.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

ODPOWIEDZ