Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
Barczysty mężczyzna o paskudnej mordzie wydał się Kielichowi i bardowi znajomy. Do złudzenia przypominał tego samego człeka, który przeszył jednego z żebraków mieczykiem. Teraz jednak nie miał już na sobie uniformu strażnika, a kurtkową zbroję podbitą kolczugą. Przy pasie dyndały dwie pochwy. Jedna z nich była pusta, na lewym udzie kabura z kuszy ręcznej oraz worek z kilkoma bełtami. Rzezimieszek uśmiechnął się znanym Surelitom uśmiechem i było już pewni, że przejrzeli jego charakteryzację.
- Naprawdę człowieku, opuść tą broń. Nie chcę Chudy twojej KRZYWDY! Jego mocne słowa musiały dotrzeć do dolnej części karczmy. Eszar wyczulony na dźwięki mógłby przysiąść, że gawiedź zszokowana doszukiwała się źródła tego głosu.
Bard powoli wyciągając ręce przed siebie sunął plecami po ścianie, schodząc z linii strzału obydwu kuszników. W ślimaczym tempie brnął jeszcze dwa kroki w kierunku zbira, wyprzedzając ramieniem Najwyższego. - Pozwól Panie, że zapytamy jeno. Ciągnął słowa poetycko bard, odwracając uwagę od sylwetki Ketrasa wspinającej się po schodach. - Dlaczego chciałeś wejść do pokoju mojego przyjaciela?
Ketras zawołany głowę swojego mistrza poczuł, że Pan jest w niebezpieczeństwie. - Niech nikt nie idzie na górę! To ważne. Obrócił się żwawo i podchodząc do schodów usłyszał wymianę zdań. Postać stała do niego bokiem tuż przy najwyższym ze schodów. Surelion musiał był przy drzwiach do pokoju gdzie poćwiartowana została Astrid.
[center]

[/center]
- Izby se pomyliłm. Rzucił szybo człek o paskudnej mordzie. Ketras zmrużył oczy i podwijając kaftan postawił pierwszy krok na schodach. Odruchowo złapał amulet ale poczuł, że esencja zebranych peem wyparowała kilka zaklęć temu. Musiał, zatem pożreć magią własne ciało aby utkać czar. Próbując naśladować Patyka postawił stopę na drewnianym schodku. Schody biegły wzdłuż ściany. Korytarz zakręcał u szczytu w prawo. Drewniane stopnie wydawały się dla maga ogromnym szczytem. Skradanie to nie przelewki, trzeba być w tym wyszkolonym. Pierwszy stopień i porażka, skrzypnął tak niemiłosiernie, aż ciarki przeszły plecy maga.
Włamywacz odwrócił głowę i popatrzył na skradającego się Ketrasa. Następnie zniknął magowi z oczu za rogiem ściany. Robiąc krok w kierunku najwyższego Eszar odlepił plecy od ściany gotów bronić własnym ciałem Mistrza. Surelion ciągle celując w włamywacza dbał o czystą linię strzału. Barczysty człek był kilka kroków od drzwi swojego pokoju, gdy w wejściu stanął drugi. Chudy blondyn o bystrych oczach stanął z dwiema napiętymi kuszami w ręku. Obie wycelował w barda i Sureliona, jednak po wymianie spojrzeń z Burym, druga kusza zmieniła cel, w kierunku schodów oczekując na ofiarę.
- Chudy! wcześniej nie mogłeś? Uśmiechnął się barczysty człek z paskudną mordą. - Bury kurwa, miałeś zejść tylko pogadać! Odezwał się blondyn.
Na twarzy Sureliona nie pozostał cień wątpliwości. Byli to dwaj łowczy, których Surelici wystraszyli z placu przed pracownią bednarza. Musieli śledzić Sureliona.
Ketras! Skradanie 1/2aktZR:38, Rzut: 55! Niestety fiasko. Stopień skrzypi alarmując włamywacza na górze. Nim stawiasz drugi krok postać schodzi z twojej linii wzroku. Schowała się za rogiem ściany. Pozostali podejmujecie rozmowy czy agresywne negocjacje?