PBF - Pokusa Nieskończoności
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Ślepak spojrzał kątem oka na Mistrza, ale ręka nawet mu nie drgnęła. Zimne ostrze sztyletu pewnie trwało przy szyi łowczego, czekając na śmiertelny rozkaz, lub na to by szybkim, wprawnym ruchem wrócić do skórzanej pochwy za pazuchą. Milcarr nie wiedział co może zamierzać w swej nieskończonej mądrości Surelion, a nie chciał mu wchodzić w paradę.
Panowie. Ja myślę, że właśnie ustrzeliliśmy 6 w totka w Surelionowym planie. Zabierzemy do Muflona nie tylko szlachciankę, ale i jej zabójców... Bingo jak dla mnie.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
- Nie tylko wy szliście za nami. Tamci prawdopodobnie też. Dziwne, że się nie spostrzegliście. Niestety, przywołane magią stworzenie wtargnęło do pokoju kiedy schodziłem na dół by przynieść Astrid coś na pokrzepienie. Gdy wtargnąłem do środka... było już za późno. - powiedział ze smutkiem w głosie - Nie udało się zapobiec tragedii. Ale, aż dziw bierze, że tego strasznego mordu nie słyszeliście, bo pod waszym nosem się zdarzył. A może, może to i wy w tym wszystkim współudział macie!
Surelion spojrzał z błyskiem w oczach to na jednego, to na drugiego zakapiora. Twarz mu pociemniała od gniewu. I choć dalej mówił cicho by go na dole karczmy nie słyszano, gniew świszczał w każdym następnym wypowiedzianym przez niego słowie.
- Jeśli się o tym Mufron dowie wpadnie w szał, a znam go bo w razem w Pałacu zdarzało nam się przy jednym stole jadać. Nie wiecie kto przed wami teraz stoi, psy niewierne. I dobrze, pójdę do Mufrona i powiem ja mu osobiście jakie ciemięgi intelektualne na ratunek swej kochanej siostrze wysłał. Bo pod waszym nosem się stało a żeście nic nie zrobili. Nicponie, i nieroby! Takim jak wy stryk to kara za lekka! Przecież za to, to on pasy skóry z was drzeć każe gamonie jedne!
Potoczył wzrokiem po jednym i drugim czy dobrze zakonotowali.
- Ale jest jeszcze jedna możliwość... Jedynym waszym ratunkiem to zostać w pokoju i dobrze ciała przypilnować do czasu kiedy nie wrócę z powozem od Żywego. Od tego teraz wasze głowy zależą. Na dole pilnować będzie jeden ode mnie, a na górze wy. Jak coś się stanie skrzyni albo jak który da nogę... Nie będzie miejsca w Ostrogarze gdzie was nie znajdzie Mufron albo my. - zakończył z dziwnym chłodem w głosie.
- Nie tylko wy szliście za nami. Tamci prawdopodobnie też. Dziwne, że się nie spostrzegliście. Niestety, przywołane magią stworzenie wtargnęło do pokoju kiedy schodziłem na dół by przynieść Astrid coś na pokrzepienie. Gdy wtargnąłem do środka... było już za późno. - powiedział ze smutkiem w głosie - Nie udało się zapobiec tragedii. Ale, aż dziw bierze, że tego strasznego mordu nie słyszeliście, bo pod waszym nosem się zdarzył. A może, może to i wy w tym wszystkim współudział macie!
Surelion spojrzał z błyskiem w oczach to na jednego, to na drugiego zakapiora. Twarz mu pociemniała od gniewu. I choć dalej mówił cicho by go na dole karczmy nie słyszano, gniew świszczał w każdym następnym wypowiedzianym przez niego słowie.
- Jeśli się o tym Mufron dowie wpadnie w szał, a znam go bo w razem w Pałacu zdarzało nam się przy jednym stole jadać. Nie wiecie kto przed wami teraz stoi, psy niewierne. I dobrze, pójdę do Mufrona i powiem ja mu osobiście jakie ciemięgi intelektualne na ratunek swej kochanej siostrze wysłał. Bo pod waszym nosem się stało a żeście nic nie zrobili. Nicponie, i nieroby! Takim jak wy stryk to kara za lekka! Przecież za to, to on pasy skóry z was drzeć każe gamonie jedne!
Potoczył wzrokiem po jednym i drugim czy dobrze zakonotowali.
- Ale jest jeszcze jedna możliwość... Jedynym waszym ratunkiem to zostać w pokoju i dobrze ciała przypilnować do czasu kiedy nie wrócę z powozem od Żywego. Od tego teraz wasze głowy zależą. Na dole pilnować będzie jeden ode mnie, a na górze wy. Jak coś się stanie skrzyni albo jak który da nogę... Nie będzie miejsca w Ostrogarze gdzie was nie znajdzie Mufron albo my. - zakończył z dziwnym chłodem w głosie.
Surelion używa aktorstwa z zawodu jaki wykonywał. Stara się przy tym gestem i zachowaniem przypominać co najmniej pułkownika służb bezpieki Ostrogaru. Jeśli się zgodzą spadamy do Murofa Żywego wszyscy, a oni pilnują dzielnie ciała. Zabieram głowę do Wielkiego Komornika jako dowód. Robię to tak żeby tamci dwaj wiedzieli, że w skrzyni to faktycznie reszta Astrid.
Jeden z nas nie wejdzie do Komornika, będzie czekał na zewnątrz bo jak dostaną głowę od razu to staniemy się nie potrzebni, przed czym lepiej się zabezpieczyć.
Jeden z nas nie wejdzie do Komornika, będzie czekał na zewnątrz bo jak dostaną głowę od razu to staniemy się nie potrzebni, przed czym lepiej się zabezpieczyć.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Aż żal mi było najemników, że tak łatwo dali się wkręcić, ale słowa Mistrza i mnie rozpalały. Były czystym strumieniem prawdy, malowały w wyobraźni wizje dworu Murfona Żywego. Gwar i piski dziewcząt z dołu doprowadzały moją krew do wrzenia. Czułem to samo uderzenie gorąca, jak podczas pokonywania sztormu.
Z drugiej strony nieco zdziwiło mnie, że tak bezkrytycznie przyjmujemy tłumaczenia najemników jako prawdę. Mogli wszak kłamać w żywe oczy, tak jak i ja to przed chwilą robiłem. Kłamać i kręcić.

Z drugiej strony nieco zdziwiło mnie, że tak bezkrytycznie przyjmujemy tłumaczenia najemników jako prawdę. Mogli wszak kłamać w żywe oczy, tak jak i ja to przed chwilą robiłem. Kłamać i kręcić.
Bardowi niezdrowo odpaliła wyobraźnia, pozytywem jest, że spowodowało to wyostrzenie zmysłów. Sam już nie wiedział czy chce pić, swawolić z dziewczętami, czy zdobywać poklask na dworach, a może powinien wrócić myślami i sercem do konfratrów.
Ostatnio zmieniony 19 kwietnia 2018, 10:38 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
Nie spuszczając nawet na sekundę wzroku z obu świętokradców, Ketras wślizgnął się na korytarz z gotowym do ciosu sztyletem. Jednocześnie przysłuchiwał się bacznie słowom Sureliona, w duchu pławiąc się w rozkoszy płynącej z przeświadczenia o boskiej mądrości nauczyciela.
Nie spuszczając nawet na sekundę wzroku z obu świętokradców, Ketras wślizgnął się na korytarz z gotowym do ciosu sztyletem. Jednocześnie przysłuchiwał się bacznie słowom Sureliona, w duchu pławiąc się w rozkoszy płynącej z przeświadczenia o boskiej mądrości nauczyciela.
Napoleon intrygi z mego mistrza, powiadam Wam!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Zbierzmy wszystkie graty, żeby nic nie skubnęli. Samo ciało nic im nie da nawet jeśli są po innej stronie barykady. Ale jeśli tak to po której? Ludzie Gildi byli w środku a ci chcieli się tam wbić zbrojenie. Tak to wstępnie wyglądało. Wątpię że są do gildii jeśli już to jakaś strona trzecia, może faktycznie służby wewnętrzne Katana ale wtedy ie ciupneli by strażników, raczej. Wszak Katan to jednak bóg praw. Ryzyko wliczone.
Musimy niestety odpuścić sobie w tej sytuacji wizytę w Gildii...
Co myślicie? Zakręciła się nieco fabuła niczym sloik majonezu ale jest ciekawie.
Musimy niestety odpuścić sobie w tej sytuacji wizytę w Gildii...
Co myślicie? Zakręciła się nieco fabuła niczym sloik majonezu ale jest ciekawie.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
Bury zmarszczył brwi na monolog wypowiedziany przez Najwyższego. Jego umysł przetłaczał usłyszane słowa gdzieś w głąb jego czaszki ponieważ stał z otwartą gębą i pustymi oczami. Nim zdążył zebrać swoją żuchwę z podłogi odezwał się drugi bardziej rozgarnięty. - Słyszeliśmy krzyk, ale niezbyt głośny. Był stłumiony, gdy usłyszeliśmy, że ktoś wychodzi z pokoju Bury poszedł sprawdzić co się stało. Blondyn kontynuował starając się mówić tak by ostrze Ślepaka nie godziło go w szyje. - Dobrze mówi, odezwał się w końcu paskudny ryj. Szperałem w zamku ale okazało się, że ktoś jest w środku. Wróciłem do pokoju jak tylko też usłyszałem kroki na schodach.
- Widzisz tanie, odezwał się znowu chudy blondyn. - Działamy pod tym samym sztandarem. Ne ma sensu się rozdzielać. Pozwólcie nam założyć uniformy straży i pójdziemy z wami. Dzięki nam nikt nie będzie zadawał pytań, a wy będziecie mieli dwóch niosących skrzynie za sobą.
Widząc zbierającego się do odpowiedzi Najwyższego - Bury wtórował jeszcze swoje trzy miedziaki. - No i chłopak będzie bezpieczny, bo pewnie panicz Erik jest gdzieś tu w pobliżu, prawda? Sprytne oczy osadzone w paskudnym ryju badały twarze Surelitów widząc ich reakcję na imię młodego chłopaka. Jednak uczniowie powściągnęli języki, czekając na słowa Najwyższego.
Bury zmarszczył brwi na monolog wypowiedziany przez Najwyższego. Jego umysł przetłaczał usłyszane słowa gdzieś w głąb jego czaszki ponieważ stał z otwartą gębą i pustymi oczami. Nim zdążył zebrać swoją żuchwę z podłogi odezwał się drugi bardziej rozgarnięty. - Słyszeliśmy krzyk, ale niezbyt głośny. Był stłumiony, gdy usłyszeliśmy, że ktoś wychodzi z pokoju Bury poszedł sprawdzić co się stało. Blondyn kontynuował starając się mówić tak by ostrze Ślepaka nie godziło go w szyje. - Dobrze mówi, odezwał się w końcu paskudny ryj. Szperałem w zamku ale okazało się, że ktoś jest w środku. Wróciłem do pokoju jak tylko też usłyszałem kroki na schodach.
- Widzisz tanie, odezwał się znowu chudy blondyn. - Działamy pod tym samym sztandarem. Ne ma sensu się rozdzielać. Pozwólcie nam założyć uniformy straży i pójdziemy z wami. Dzięki nam nikt nie będzie zadawał pytań, a wy będziecie mieli dwóch niosących skrzynie za sobą.
Widząc zbierającego się do odpowiedzi Najwyższego - Bury wtórował jeszcze swoje trzy miedziaki. - No i chłopak będzie bezpieczny, bo pewnie panicz Erik jest gdzieś tu w pobliżu, prawda? Sprytne oczy osadzone w paskudnym ryju badały twarze Surelitów widząc ich reakcję na imię młodego chłopaka. Jednak uczniowie powściągnęli języki, czekając na słowa Najwyższego.
Hola, hola, rozmowy ciąg dalszy. Łowczy chcą iść z wami. Nie zostaną z ciałem w skrzyni. Widać szukają Astrid i Erica.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
- Kto? - zapytał ze zdziwieniem Surelion lecz odpowiedziała mu cisza.
Twarz Mistrza nabrała wyrazu jaki uzyskują psy wietrząc trop.
- Panicz powiadasz... zapytam cię o jedną kwestii. Jeśli wy pójdziecie któż przypilnuje tedy ciała? Hę...? - wciągnął powietrze w płuca* - Gówno mnie obchodzi co słyszeliście a co nie chłystki, macie pilnować świętej pamięci nieboszczki. A jak wam się nie podoba wymoczki to won! Wówczas sam dopilnuje by ciało zostało dopilnowane, a wam w sposób charakterystyczny i typowy dla Wielkiego Komornika zostanie podziurkowane za wykazaną troskę. Czy wyraziłem się jasno?
Twarz Mistrza nabrała wyrazu jaki uzyskują psy wietrząc trop.
- Panicz powiadasz... zapytam cię o jedną kwestii. Jeśli wy pójdziecie któż przypilnuje tedy ciała? Hę...? - wciągnął powietrze w płuca* - Gówno mnie obchodzi co słyszeliście a co nie chłystki, macie pilnować świętej pamięci nieboszczki. A jak wam się nie podoba wymoczki to won! Wówczas sam dopilnuje by ciało zostało dopilnowane, a wam w sposób charakterystyczny i typowy dla Wielkiego Komornika zostanie podziurkowane za wykazaną troskę. Czy wyraziłem się jasno?
*Suelion korzysta z tonu książęcego w jakim wyrósł, tonu który przywykł do posłuchu i nie znosi słowa sprzeciwu. Wprawdzie jest to tylko gra ale ton głosu jest typowy dla wyższych sfer z których pochodzi.
eJeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Ależ Mistrz cisnął zakapiorów, pod Jego słowami ich pewność nikła w oczach, z każdym kolejnym słowem czułem się bardziej pewny. Taksowałem wzrokiem słabsze elementy w ich pancerzu, by w razie zwady celnie umieścić cios. W tak bliskim kontakcie polegałem zdecydowanie na boksie. Musiałem się na prawdę brzydko uśmiechać, aż mi wstyd.
Wszystko mi było zresztą jedno, czy pójdziemy do Mrufona z nimi czy bez nich. Co prawda strój miałem wyjątkowo niestosowny do wizyty na ostrogarskich salonach, ale była to dodatkowa podniecająca gra. Pokazać się jako ktoś inny. Tamtejsze hurysy wezmą mnie za brutalnego wojownika, a ja uwiodę je muzyką, udając, że tylko dla nich jestem tak romantyczny...
Po wtóry raz zgalopowałem się w swych myślach. Przeć stoimy w wąskim korytarzu z dwoma zbójami, którzy nie tak dawno z zimną krwią zabili żula. W jednej chwili przestałem ich lubić i żałować, to ja byłem winny żelazo żebrakowi.
Wszystko mi było zresztą jedno, czy pójdziemy do Mrufona z nimi czy bez nich. Co prawda strój miałem wyjątkowo niestosowny do wizyty na ostrogarskich salonach, ale była to dodatkowa podniecająca gra. Pokazać się jako ktoś inny. Tamtejsze hurysy wezmą mnie za brutalnego wojownika, a ja uwiodę je muzyką, udając, że tylko dla nich jestem tak romantyczny...
Po wtóry raz zgalopowałem się w swych myślach. Przeć stoimy w wąskim korytarzu z dwoma zbójami, którzy nie tak dawno z zimną krwią zabili żula. W jednej chwili przestałem ich lubić i żałować, to ja byłem winny żelazo żebrakowi.
A szlak ich!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Ślepaka swędziała ręka, aby puscić ostrze broni w ruch, ale rozmowa Mistrza zmierzała w inną stronę. Zabójca nie miał jednak zamiaru odpuscić łowczemu od czasu, kiedy dostanie wyraźne polecenie od Sureliona.
Póki co zapadła ciężka cisza i Ślepak czekał niewzruszony na decyzje, zarówno obcych, jak i Mistrza.
Póki co zapadła ciężka cisza i Ślepak czekał niewzruszony na decyzje, zarówno obcych, jak i Mistrza.
Ślepak czeka. Bron w nadal w Przystawieniu.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
- Nie udawaj że nie wiesz o kogo chodzi. Wysyczał Blondyn, jego ton nie spodobał się Ślepakowi który czuł buzującą adrenalinę w żyłach trzymanego jeńca. Ostrze lekko wbiło się w zranioną skórę kierując krople na dłoń nożownika.
Bury nie mógł za reagować, od kilku uderzeń serca kłuł go w bok sztylet Ketrasa. Mag idąc w ślady swojego towarzysza przystawił ostrze między załamania skórzanych placków, bez problemu odnajdując słabe miejsce w pancerzu. - Opuść broń powiedział olf.
- Słuchaj obszczymurze! Warknął groźnie tonem Surelion, tak porażającym, że Ketras aż podkulił uszy. Pokój stał się nagle szary, jakby za oknami zaszło słońce. Ponura przestrzeń wypełniła się szarym światłem. Zapachy pysznych dań i piwa nagle zniknęły, w nozdrzach wił się swąd stęchłego lochu. Ketras pierwszy raz widział tak władczego Sureliona jego postawa z jednej strony przerażała a z drugiej wywoływała ogromny szacunek. W tym otoczeniu jego majestat i moc nabierał na sile. Prężna sylwetka Najwyższego nie była już na celowniku kuszy, półbóg opuścił bron i zbliżył się do trzymanego blondyna, gdy był na tyle blisko najemnika wyszeptał słowa, które były torturą dla uszu adresata - Decyduj albo giń!
Najemnicy wymienili spojrzenia i odpowiedział Bury - dobrze Panie wykonamy twój rozkaz, co odwróciło uwagę Kielicha od Chudego. Nagle pojaśniało, słońce wbiło się promieniami w głąb korytarza przez okna otwartych pokoi, do uszu Surelitów dobiegł gwar gości karczmy a nozdrza ponownie wypełniał smakowity aromat dań Baruby.
- Eszar, zabierz im broń i do pokoju z nimi.
Po krótkiej chwili dwaj najemnicy zostali w pokoju ze skrzynią i ciałem czarodziejki. Surelici wyposażeni w oręż najemników byli gotowi do wyjścia.
- Nie udawaj że nie wiesz o kogo chodzi. Wysyczał Blondyn, jego ton nie spodobał się Ślepakowi który czuł buzującą adrenalinę w żyłach trzymanego jeńca. Ostrze lekko wbiło się w zranioną skórę kierując krople na dłoń nożownika.
Bury nie mógł za reagować, od kilku uderzeń serca kłuł go w bok sztylet Ketrasa. Mag idąc w ślady swojego towarzysza przystawił ostrze między załamania skórzanych placków, bez problemu odnajdując słabe miejsce w pancerzu. - Opuść broń powiedział olf.
- Słuchaj obszczymurze! Warknął groźnie tonem Surelion, tak porażającym, że Ketras aż podkulił uszy. Pokój stał się nagle szary, jakby za oknami zaszło słońce. Ponura przestrzeń wypełniła się szarym światłem. Zapachy pysznych dań i piwa nagle zniknęły, w nozdrzach wił się swąd stęchłego lochu. Ketras pierwszy raz widział tak władczego Sureliona jego postawa z jednej strony przerażała a z drugiej wywoływała ogromny szacunek. W tym otoczeniu jego majestat i moc nabierał na sile. Prężna sylwetka Najwyższego nie była już na celowniku kuszy, półbóg opuścił bron i zbliżył się do trzymanego blondyna, gdy był na tyle blisko najemnika wyszeptał słowa, które były torturą dla uszu adresata - Decyduj albo giń!
Najemnicy wymienili spojrzenia i odpowiedział Bury - dobrze Panie wykonamy twój rozkaz, co odwróciło uwagę Kielicha od Chudego. Nagle pojaśniało, słońce wbiło się promieniami w głąb korytarza przez okna otwartych pokoi, do uszu Surelitów dobiegł gwar gości karczmy a nozdrza ponownie wypełniał smakowity aromat dań Baruby.
- Eszar, zabierz im broń i do pokoju z nimi.
Po krótkiej chwili dwaj najemnicy zostali w pokoju ze skrzynią i ciałem czarodziejki. Surelici wyposażeni w oręż najemników byli gotowi do wyjścia.
Jesteście ponownie w pokoju. Trzymacie najemników na muszcze. Są bezbronni. Surelion przekonał ich swoim tonem, jego słowa idealnie wkomponowały się w zmianę pogody. Skończyliście pakować swój sprzęt. Głowa czarodziejki została włożona w mniejsza skrzynię, nieporęczną ale mieszczącą się pod łokciem. Na zewnątrz na przemian ze słońcem siąpi deszcz, raz jeszt szaro a raz świeci słońce. Południe minęło.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Wyartykułowane przez Sureliona słowa, skutecznie naprowadziły mnie na jedyny słuszny tor myślenia. Z lubością uległem jego magii, a powracające do zmysłów pokusy, nie mogły równać się z chęcią wypełniania woli Mistrza.
Pozbierałem posłusznie uzbrojenie bandziorów, sprawdziwszy dokładnie i wyciągając dodatkowe noże z cholewek i rękawów.
Pozbierałem posłusznie uzbrojenie bandziorów, sprawdziwszy dokładnie i wyciągając dodatkowe noże z cholewek i rękawów.
Może lepiej im broń zostawić, skoro mają pilnować reszty ciała. No i jak mamy ich zostawić w tym pokoiku pełnym złota, potrzebnego do podniesienia statusu i prestiżu konfraterni? Nie po to mało z Milcarrem karków nie postradaliśmy, żeby teraz oddać obcym choćby jeden złoty krążek.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Karczma Amarys, 32 orakt-ran, południe
Kiedy wszystko, co miało jakąkolwiek wartość zniknęło w spakowanych pośpiesznie workach, Ketras pomógł Eszarowi wynieść cenne łupy na korytarz. Mistrz Surelion odprowadził obu uczniów beznamiętnym wzrokiem, wszelako nic nie wyrzekł wiedząc doskonale, że olfowi leży na sercu bezpieczeństw materialnych dóbr kultu.
- Dagoras dla nas przechowa te łupy, u siebie w piwnicy - szepnął do ucha barda Ketras - Lepiej będzie tego nie targać ze sobą, bo kto wie, czy nam aby nie przyjdzie drapaka dawać naprędce.
Kiedy wszystko, co miało jakąkolwiek wartość zniknęło w spakowanych pośpiesznie workach, Ketras pomógł Eszarowi wynieść cenne łupy na korytarz. Mistrz Surelion odprowadził obu uczniów beznamiętnym wzrokiem, wszelako nic nie wyrzekł wiedząc doskonale, że olfowi leży na sercu bezpieczeństw materialnych dóbr kultu.
- Dagoras dla nas przechowa te łupy, u siebie w piwnicy - szepnął do ucha barda Ketras - Lepiej będzie tego nie targać ze sobą, bo kto wie, czy nam aby nie przyjdzie drapaka dawać naprędce.
Proponuję zdeponować wszystkie wartościowe przedmioty u gnomiego właściciela, u niego w piwniczce powinny być bezpieczne.
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Kiedy tylko broń zakapiorów została zabezpieczona, pozostawiłem ich tymczasem w izbie dotychczas przez nich zajmowanej w towarzystwie półboga i zabójcy, sam zaś, na ile mogłem wartko ruszyłem do naszego pokoju za Ketrasem, który już chował skarby w dużym konopnym worze. Sprawnie zagarniałem złoto i kosztowności i pakowałem do skrzyń razem ze szlamem i błotem. W oczach migały mi pieczołowicie bite monety i starannie wykonana biżuteria.
-Wielce ufasz gospodarzowi. Choć wydaje się, że nie mamy innego wyjścia. -mruczałem do czarodzieja. -To wszystko powinno jak najszybciej wylądować w jakimś bezpieczniejszym miejscu. Wiesz, poza tym nie mamy pewności, że nikt nie śledził mnie i Milcarra, kiedyśmy uchodzili z targu. Straszne się tam zamieszanie zrobiło, jeśli jeszcze nie mamy ogona, to wkrótce ktoś nam go dopnie.
Zgarnąłem sporą garść złota i umieściłem w jałmużniczce. -To weźmiemy ze sobą, może się zaraz przydać. -zmarszczyłem czoło i brwi, bo widziałem oznakę ni to zdziwienia, ni zniesmaczenia na twarzy olfa.
Skrzynie zostały zatrzaśnięte i spory pakunek był gotowy do zdeponowania u gnomskiego gospodarza. Wbiłem jeszcze wzrok w kompana.
-Wiem że ufasz kielichowi bezgranicznie, ale gra którą podjął wydaje się nad wyraz niebezpieczna, wiem co chcesz mi powiedzieć, że nie pojmę zamysłów Mistrza i pewnie masz rację. Ale czuję taki niepokój, motyle w żołądku, drażniące uczucie towarzyszące zakochaniu. -zawiesiłem głos i czule chwyciłem towarzysza za rękę -Jedno jeszcze, wiem że to umiesz, dotknij proszę, dotknij....pierścieni i powiedz co czujesz.
-Wielce ufasz gospodarzowi. Choć wydaje się, że nie mamy innego wyjścia. -mruczałem do czarodzieja. -To wszystko powinno jak najszybciej wylądować w jakimś bezpieczniejszym miejscu. Wiesz, poza tym nie mamy pewności, że nikt nie śledził mnie i Milcarra, kiedyśmy uchodzili z targu. Straszne się tam zamieszanie zrobiło, jeśli jeszcze nie mamy ogona, to wkrótce ktoś nam go dopnie.
Zgarnąłem sporą garść złota i umieściłem w jałmużniczce. -To weźmiemy ze sobą, może się zaraz przydać. -zmarszczyłem czoło i brwi, bo widziałem oznakę ni to zdziwienia, ni zniesmaczenia na twarzy olfa.
Skrzynie zostały zatrzaśnięte i spory pakunek był gotowy do zdeponowania u gnomskiego gospodarza. Wbiłem jeszcze wzrok w kompana.
-Wiem że ufasz kielichowi bezgranicznie, ale gra którą podjął wydaje się nad wyraz niebezpieczna, wiem co chcesz mi powiedzieć, że nie pojmę zamysłów Mistrza i pewnie masz rację. Ale czuję taki niepokój, motyle w żołądku, drażniące uczucie towarzyszące zakochaniu. -zawiesiłem głos i czule chwyciłem towarzysza za rękę -Jedno jeszcze, wiem że to umiesz, dotknij proszę, dotknij....pierścieni i powiedz co czujesz.
Wszystko spakowane i gotowe do drogi. Zrobiłem sobie jeszcze makijaż pod oczami na komandosa. Kapelusz zdjąłem, włosy spiąłem-inny półelf. Zabrałem garść złota. Czy część obrażeń uleczyło się? Czy Ketras może sprawdzić, czy pierścienie są magiczne? Jeden jest z ulicy, drugi z kufra z tyłu karety.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Ulice Chłopskiego Krocza, Ostrogar, 32 orakt-ran, popołudnie
Za gęstymi obłokami słońce ukłoniło się zenitowi. Promienie z trudem wdzierały się na ziemie poprzez zbite chmur. Ostatnia fala mżawki moczyła rynsztoki Chłopskiego Krocza i mieszkańców dzielnicy biedoty, który w pocie wykonywali swe obowiązki, gwarnie śmiejąc się i plotkując. Plac karczemny ciągnął się bez końca w oddali na horyzoncie piętrzył się Pałac Katana dumnie rozdzierając obłoki szpiczastymi wieżami.

Podążając arkadami szeregu karczm Surelici zdążyli uchronić się przed mocniejszymi falami padających z nieba kropel. Przezornie rozglądając się dookoła zostawili za sobą liche przybytki rozpusty i parterowe pijalnie. Ich oczy wabione były piękniejszymi dziwkami, które odsłaniały swoje zwiewne sukienki kusząc grzesznym ciałem w perwersyjnych pozach zdobiły coraz to lepiej utrzymane kilku piętrowe budynki.
- Eszar schowaj język, bo ci mewa nasra odezwał się Milcar, który raz za razem zdenerwowany przecierał oczy rękawem kaftana. - Od patrzenia jeszcze nikt nie umarł, ripostował bard oglądając się za machającą do niego ulicznicą, - po za tym musze ukoić nerwy po tym co widziałem. - Masz racje, trzeba koić nerwy, szkoda że czasami jest trudno to robić z bielmem na oczach skończył rozmowę nożownik.
Smutną chwile ciszy wypełniły kroki wierzących, wzrok Milcara przegrywał walkę z ułomnością i zwolna jego świat zalewała gęsta biała maź rozmywając detale rozdzierającego chmury Pałacu Katana, do Srebrnej Dzielnicy i przystani zostało nie dużo drogi, ale zabójca obawiał się że święconka powoli przestaje działań.
Bard dołączył do skupionego w swoich myślach czarodzieja, który macała w palcach darowane przez grajka pierścienie. Widząc zniecierpliwionego Eszara, Ketras zgrymasił twarz. Ten jeden nie ma w sobie magii, a ten drugi tak, wskazał na szeroki pierścień z błyszczącym zielonym kamieniem. Ma też wybrzuszenie w wewnętrznym okręgu z delikatną szpilką jak w amuletach. - Czy te znaki to jakieś runy? Powiedział cicho bard przerywając wypowiedz magowi. - Nie wiem, warknął mag do współbrata, - muszę to sprawdzić mając więcej czasu, na pewno jest cenny, nie powiem Ci tego na ulicy. Przewrócił oczami i uspokoił się, wyczuć można było zmęczenie zmaganiami dzisiejszego dnia.
Surelion niosący pod sprawną ręką skrzynię z głową czarodziejki przerwał dalszą rozmowę uczniów - nerwy koi modlitwa, a ważniejsze jest to co gotuje się w waszych duszach, niech wzburzona woda zmieni się w spokojną tafle, a zobaczycie w niej więcej siebie niż widzicie w lustrze. Zobaczycie swoją duszę. Mówił dalej łagodnym tonem - Nie potrzebujecie doń oczu. Pojmiecie niebawem świat widziany i duchowy, w których nie ma ograniczeń i waśni. Kielich przerwał swój monolog patrząc głęboko w oczy Milcara. Przerzucił skrzynie pod pachę kikuta i oparł swoją sprawną rękę na ramieniu zdenerwowanego ucznia. - Milcarze niebawem ujżysz jak nikt inny, rzeczy widzialne i niewidzialne będą dla ciebie krystaliczne jak kropla rosy, zaufaj mi, a poprowadzę cię.
Wyznawcy uspokoili się słuchając słów Studni Wiedzy, ale nagle zostali wydarci z zadumy wywołanej słowami Najwyższego, grupa strażników miejskich pędzących z psami gończymi, przemknęła tuż obok nich przyprawiając milczącego Ketrasa o zawał serca. Pierwsi z oddział nie zwrócił uwagi na Surelitów, przemknęli wprost do przystani Chłopskiego Krocza trzymając w rękach pałki, oraz wytresowane psy na smyczy. Ostatni ze strażników ciągnięty przez młodego wilczura zboczył z kursu i wąchając podłoże niebezpiecznie zbliżył się do Sureliona. Strażnik niezadowolony z odłączenia się od sowiej grupy ciągnął psa za smycz, ten jednak parł uparty do stóp Najwyższego.
- Cholera Angh! Noga, do nogi! Surelici zastygli jak posągi z soli. Przełykając ślinę Surelion spojrzał zwierzęciu w oczy, pies podszedł delikatnie jakby wabiący zapachem. Nos zwierzęcia niebezpiecznie zbliżał się z stup do pasa, rąk i skrzyni półboga.
Za gęstymi obłokami słońce ukłoniło się zenitowi. Promienie z trudem wdzierały się na ziemie poprzez zbite chmur. Ostatnia fala mżawki moczyła rynsztoki Chłopskiego Krocza i mieszkańców dzielnicy biedoty, który w pocie wykonywali swe obowiązki, gwarnie śmiejąc się i plotkując. Plac karczemny ciągnął się bez końca w oddali na horyzoncie piętrzył się Pałac Katana dumnie rozdzierając obłoki szpiczastymi wieżami.

Podążając arkadami szeregu karczm Surelici zdążyli uchronić się przed mocniejszymi falami padających z nieba kropel. Przezornie rozglądając się dookoła zostawili za sobą liche przybytki rozpusty i parterowe pijalnie. Ich oczy wabione były piękniejszymi dziwkami, które odsłaniały swoje zwiewne sukienki kusząc grzesznym ciałem w perwersyjnych pozach zdobiły coraz to lepiej utrzymane kilku piętrowe budynki.
- Eszar schowaj język, bo ci mewa nasra odezwał się Milcar, który raz za razem zdenerwowany przecierał oczy rękawem kaftana. - Od patrzenia jeszcze nikt nie umarł, ripostował bard oglądając się za machającą do niego ulicznicą, - po za tym musze ukoić nerwy po tym co widziałem. - Masz racje, trzeba koić nerwy, szkoda że czasami jest trudno to robić z bielmem na oczach skończył rozmowę nożownik.
Smutną chwile ciszy wypełniły kroki wierzących, wzrok Milcara przegrywał walkę z ułomnością i zwolna jego świat zalewała gęsta biała maź rozmywając detale rozdzierającego chmury Pałacu Katana, do Srebrnej Dzielnicy i przystani zostało nie dużo drogi, ale zabójca obawiał się że święconka powoli przestaje działań.
Bard dołączył do skupionego w swoich myślach czarodzieja, który macała w palcach darowane przez grajka pierścienie. Widząc zniecierpliwionego Eszara, Ketras zgrymasił twarz. Ten jeden nie ma w sobie magii, a ten drugi tak, wskazał na szeroki pierścień z błyszczącym zielonym kamieniem. Ma też wybrzuszenie w wewnętrznym okręgu z delikatną szpilką jak w amuletach. - Czy te znaki to jakieś runy? Powiedział cicho bard przerywając wypowiedz magowi. - Nie wiem, warknął mag do współbrata, - muszę to sprawdzić mając więcej czasu, na pewno jest cenny, nie powiem Ci tego na ulicy. Przewrócił oczami i uspokoił się, wyczuć można było zmęczenie zmaganiami dzisiejszego dnia.
Surelion niosący pod sprawną ręką skrzynię z głową czarodziejki przerwał dalszą rozmowę uczniów - nerwy koi modlitwa, a ważniejsze jest to co gotuje się w waszych duszach, niech wzburzona woda zmieni się w spokojną tafle, a zobaczycie w niej więcej siebie niż widzicie w lustrze. Zobaczycie swoją duszę. Mówił dalej łagodnym tonem - Nie potrzebujecie doń oczu. Pojmiecie niebawem świat widziany i duchowy, w których nie ma ograniczeń i waśni. Kielich przerwał swój monolog patrząc głęboko w oczy Milcara. Przerzucił skrzynie pod pachę kikuta i oparł swoją sprawną rękę na ramieniu zdenerwowanego ucznia. - Milcarze niebawem ujżysz jak nikt inny, rzeczy widzialne i niewidzialne będą dla ciebie krystaliczne jak kropla rosy, zaufaj mi, a poprowadzę cię.
Wyznawcy uspokoili się słuchając słów Studni Wiedzy, ale nagle zostali wydarci z zadumy wywołanej słowami Najwyższego, grupa strażników miejskich pędzących z psami gończymi, przemknęła tuż obok nich przyprawiając milczącego Ketrasa o zawał serca. Pierwsi z oddział nie zwrócił uwagi na Surelitów, przemknęli wprost do przystani Chłopskiego Krocza trzymając w rękach pałki, oraz wytresowane psy na smyczy. Ostatni ze strażników ciągnięty przez młodego wilczura zboczył z kursu i wąchając podłoże niebezpiecznie zbliżył się do Sureliona. Strażnik niezadowolony z odłączenia się od sowiej grupy ciągnął psa za smycz, ten jednak parł uparty do stóp Najwyższego.
- Cholera Angh! Noga, do nogi! Surelici zastygli jak posągi z soli. Przełykając ślinę Surelion spojrzał zwierzęciu w oczy, pies podszedł delikatnie jakby wabiący zapachem. Nos zwierzęcia niebezpiecznie zbliżał się z stup do pasa, rąk i skrzyni półboga.
Opuściliście karczmę lokując bezpiecznie zebrane fanty. Barnaba nie był zadowolony, ale daliście mu słowo, że nic się nie stanie. Dwaj najemnicy zostali pilnować ciała. Idziecie do Srebrnej Przestani omijając miejsca w których byliście wcześniej aby nie być rozpoznanym przez Żebraków, Akolitów, Straganiarzy, Garncarza i peemy wiedzą kogo jeszcze. Tuż przy strażnicy mija was grupa strażników z psami gończymi. Jeden z nich ciągnięty przez futrzaka zatrzymał was, a zwierzę obwąchuje Sureliona. Co robicie ?
Spoiler!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.