Dziedziniec przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maja 1996 roku
Nadal bolał go cały obtłuczony bok, ale wiedział, że to chwilowe uczucie. Przeżywał już większe bóle, jednakże nigdy do nich nie przywykł. Mocne ramię pomogło Cezarowi wstać do pionu. Po czym wespół z Mortenem ruszyli w stronę kręgu Giovanni, by dowiedzieć się, co dalej. Uścisk Clausa był mocny ale nie bolesny, choć i tak obrażenia ciała dawały o sobie znać przy każdym, stawianym z trudem krokiem.
- Dziękuję. - powiedział szeptem lecz trudno było wiedzieć czy zwraca się do całej ekipy ratunkowej czy jedynie do medyka.
Ze względu na rany, szedł nie spiesznie ale też bez odciągania się. Zmierzając tak ku przeznaczeniu Cezar patrzył na przepastne wrota i zastanawiał się, co też dokładnie mogły kryć się w głębi kościoła. Zdawało mu się, że dziwna czerń biła od budowli, wywołując na jego skórze nieprzyjemne, ostrzegawcze mrowienie. Lecz wkrótce, o tym co się kryło za bramą, miał przekonać się osobiście.
Kiedy podszedł, przywitał się taktownie z zebranymi.
- Witam szanowne gremium. Obawiam się, że niestety nie zdążyłem ostrzec na czas, że... tuż prze poczułem jak To się gwałtownie do nas zbliżało ale... chyba po prostu zaczęło ode mnie.
- Nic nie szkodzi - uśmiechnął się Algol, wielkodusznie ignorując kłamstwa Cezara - Osobiście uważam, że zjawił się pan w samą porę, by wydobyć nas z kłopotów. Poszukiwaliśmy bowiem właśnie kogoś, kto nadawałby się na ofiarę. Cieszę się więc z naszego spotkania, gdyż spełnia pan wszystkie wymagania. Z pewnością zna pan maksymę: bene mori praestat, quam turpiter vívere? Wierzę, iż obecni tutaj zapamiętają pańskie poświęcenie - pomimo oczywistej groźby zawartej w tych słowach, czarownik zdawał się sprawiać sympatyczne wrażenie. Tak, jakby nie tyle informował ofiarę o planowanym morderstwie, co dzielił się uwagami, na temat zdrowia i sposobów spędzania wolnego czasu. Jedynie chłód bijący z jego oczu, zadawał kłam tej urokliwej masce, mającej imitować ludzkie oblicze.
Gdyby Scypione był przedstawicielem innego klanu, zapewne w tej chwili zaprotestowałby, lub okazał swe zniesmaczenie. Ewentualnie jedno i drugie. Nic takiego się jednak nie stało. Giovanni kompletnie nie wyglądał jakby przejmował się czyimś życiem, lub jak kto woli - samą śmiercią. Po słowach Algola, szef koterii Klanu Śmierci przemówił:
- Twój łysy czerep błyszczy w świetle księżyca Cezarze... Idealnie... Nigdy nie przepadałem za wariatami.
Głos Nekromanty nie zdradzał nawet cienia emocji. Scypione zwrócił się do Algola:
- Proponuję namalować na jego głowie Pieczęć Rozdarcia, aby jego dusza trafiła w odpowiednią paszczę. Oscar może się tym zająć... Ufam, że będzie potrafił pan nawiązać nić porozumienia z istotą, która znajduje się wewnątrz...?
- Nić jakiegoś porozumienia, na pewno - zachichotał czarownik. - W końcu mówimy podobnym językiem... Ale, ale, po cóż malować, jeśli można wyciąć? - w półmroku dziedzińca oczy Starszego lśniły niczym ślepia głodnego drapieżnika - W tych sprawach cenię sobie klasykę. Odrobina krwi i cierpienia zawsze działa ożywczo na początku ceremonii...
- Wybornie - odrzekł Scipione. Oscar jedynie skinął z aprobatą głową, szukając w czarnej torbie sztyletu rytualnego.
- Można by wykorzystać później ten płat skóry... - zaproponował z zawodowym zainteresowaniem.
Cezar dochodził do siebie po szokującej dla niego wiadomości. Jego istnienie miało się zaraz skończyć, przy cichej zgodzie pozostałych obecnych. Dlatego unikał do tej pory odczłowieczonego świata Kainitów przedkładając inne towarzystwo.
- Rozumiem, że jest pewność iż ofiara nie wzmocni Tego Który Jest w Kościele, a jest gwarantem uzyskania jego przychylności? Pytam, albowiem podczas ataku odniosłem wrażenie, iż to miejsce ciągnie siłę z zadawania bólu i cierpienia. Tym samym po rytuale stanie się silniejsze, prawda? I jest pewne, że wzmocnione, na pewno dotrzyma swojej strony umowy, kiedy będziecie już w środku. Proszę wybaczyć, że zapytam jeszcze o jedną rzecz. Nie mam tak dużego pojęcia jak Wasza trójka, ani pod względem doświadczenia, ani estymy w okultystycznym świecie jakim zasłużenie się cieszycie, ale jak mniemam nie przychodzi Państwu do głowy, żadne inne rozwiązanie sposobu na wejścia do kościoła, choćby było dużo bardziej ambitne i wymagające?
- Oczywiście, że nie mamy takiej pewności - uśmiechnął się szeroko czarownik - ale bez ryzyka nie ma zabawy, prawda? Przemawia przez pana rozsądek, który sugeruje powstrzymać się od działania. Jednakże, pozwolę sobie zauważyć, iż mądrość wypływa z wiedzy, a wiedza jest owocem starań ludzi niemądrych. Uważam więc, iż właśnie w obliczu naszej ignorancji, powinniśmy zdecydowanie podjąć tą próbę, chociażby po to, by zdobyć wiedzę i pogłębić mądrość. Grzechem byłoby zmarnować taką okazję, czyż nie?
- Cretino... Przehandluję twoją duszę za wolność dla mojego brata, a hrabia nam w tym pomoże... - dodał Scipione. Oskar pokiwał entuzjastycznie głową, sprawdzając kciukiem ostrość sztyletu rytualnego.
- Możesz już przejść do błagania o litość - poradził Cezarowi Algol - zawsze bardzo sobie cenię dobrą grę wstępną...
Cokolwiek hrabia spodziewał się odnaleźć na twarzy Malkavianina, nie ujrzał tam paniki. W oczach starego skazańca, przywykłego do egzystencji w nazistowskim obozie śmierci, rodziło się z wolna zgoła inne uczucie. Tak jak przed laty.
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Algol, Claus, Morten, Isabela, dwóch Giovani, jeden Cezar i jego pies.