Szponiaste łapy wysuszonego mutanta chciwie penetrowały skarby pacyfikowanych właśnie ofiar. Chude i blade, upstrzone plamami, pozbawione zarówno siły jak i masy ciało Śmierdziela podrygiwało teraz w ekscytacji niemal z każdym wydobywanym łupem. Mimo wyraźnej komendy Osy toksyk trząsł się z wrażenia rozentuzjazmowany myślą o ukradkiem upchniętej przed chwilą we własne usta zdobycznej szczęce, której Ruda najwyraźniej nie zauważyła. A łupów było tak wiele..
Ustna harmonijka pobiegła w ślady szczęki, choć co prawda nie udało jej się upchnąć w usta, zaginęła teraz gdzieś w połaciach wysokich, rybackich kaloszy. Rozgrywająca się gdzieś obok bezwartościowa rozmowa przyjaciółki z podłym złodziejem zupełnie nie absorbowała mutanta, kiedy wykładał w równych rzędach kolejne zdobycze w postaci kilku pasków suszonego mięsa ...
Osa chyba się nie pogniewa, jak jeszcze tylko to sobie Śmierdzulcio schowa w kieszeń?.... Kilka rozemocjonowanych uderzeń serca później na ziemi lądowało: pięć mięsnych konserw, zestaw narzędzi i części zamiennych, paczka papierosów, wełniane koce, jakieś ciuchy chyba nawet czyste, pięć manierek z wodą...
- Pojebało cię?! Odcięłaś mi ucho, suko! Ucięłaś mi ucho!- jęk brodacza na chwilę wyrwał toksyka z pochłaniającej go misji. Przerwał czynność nieruchomiejąc, a niezdrowy błysk w oczach przydawał mu teraz wrażenia nienaturalnego, szalonego podniecenia. Przez moment wgapiał się z zachwytem w fachowe ruchy najwyraźniej odkrywanej wciąż przez przyjaciółkę przebudzonej, niespełnionej kulinarnej duszy. Głośno przełknął ślinę, choć zaraz rozczarował go fakt, że ucho miast do gara po prostu spadło zapomniane na ziemię. Czar prysł gwałtownie. Śmierdziel chrząknął, pokręcił nosem z niezadowolenia i zabrał się z powrotem za przeszukiwanie.
Dwa krzesiwa, kompas, trzy puszki Buzzera. Solidny łup. Ostanią rzecz, jaką stanowił zawinięty osobno w folię strój mundurowy, mocno zniszczony, ale pocerowany, ze świeżymi plamami krwi i dziurami po nożu w brzuchu Śmierdziel rzucił bez większego zainteresowania gdzieś przez plecy po czym odwrócił plecak na lewą stronę trzęsąc i starając się wytrzepać z niego cokolwiek jeszcze. Bez skutku.
- RRRROOAAARR! - potężny, niezbyt odległy ryk rozdarł nocną ciszę mierzwiąc skórę na karku toksyka, lecz przerażenie szybko ustąpiło, gdy rozpoznał w nim znajomy ton wielkoluda, niezwykle podobny w brzmieniu do tych chwil, kiedy to- rzadko, bo rzadko- udawało im się zjeść solidny gulasz wuja Slammera i Gura pozwalał sobie potem na bezpardonową ulgę kucając nad dołem ze Śmierdzielowym produktem. Mutant nie przypominał sobie, by dzisiaj konsumowali jakiś szczególnie obfity posiłek, ale cargo w końcu bardzo dziwnie reagował na alkohol.
Bezgłośny chichot zatrząsł posturą wychudłego wycieczkowicza, który w bledniejącym blasku ogniska przypominał teraz niezgrabnego starca. I choć kondycję miał jak sądził dość dobrą, wygląd w oczach innych pozostawiał wiele do życzenia, nie tyle bowiem czas wycisnął swe piętno na mutancie, ile niezdrowe zamiłowanie do zachowywania bliskich relacji z wytwarzanym produktem, w którym to kąpiele zazdrośnie odbierały mu młodość.
W porozumieniu z MG, łupy z plecaków:
Pięć mięsnych konserw. Zestaw narzędzi i zestaw części zamiennych. Paczka papierosów. Wełniane koce, kilka zestawów odzieży na zmianę. Pięć manierek z wodą. Dwa krzesiwa. Zawinięty osobno w folię strój mundurowy, mocno znoszony, ale pocerowany, ze świeżymi plamami krwi i dziurami po nożu na brzuchu. Kompas. Trzy puszki Buzzera.
Natomiast w przypadku:
szczęki, kilku pasków mięsa i harmonijki ustnej proszę o test konspiracji, czy Osa zauważyła ukrywane klamoty. Podejrzewam, że będzie to widoczne, bo Śmierdziel chowa szczękę we własnych ustach przekonany, że nikt nie każe mu ich otwierać. Aktualnie myśli, że mu się udało, dlatego taki wpis bo Rudowłosa jak dotąd nie zareagowała, choć pewnie widziała, tylko wolała skupić się na przesłuchaniu. Przyłapany wszystko odda.