PBF - Cedar Creek by Night

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 czerwca 2018, 23:00

Knajpa wuja, drugi dzień

- Jestem Brad, Brad Witt - odpowiedział szeryf odwracając głowę w stronę mechanika. Oczy mężczyzny zwęziły się niebezpiecznie, a jego prawa dłoń spoczęła odruchowo na zapięciu kabury - Ten tam obywatel został wezwany do moich przełożonych. Tyle mu na tę chwilę wystarczy. Ty natomiast wtrącasz się do mojej pracy. Jesteś wichrzycielem? Indiańskim prowokatorem? Masz prawo do pobytu w Cedar Creek?

- Oczywiście - odpowiedział Duch przemawiając na modłę wyuczoną od miastowych - Jestem osiedleńcem. Respektuję Prawo Wody. Mam w Commonsach od dawna warsztat motoryzacyjny...

- Więc uważaj, żeby ktoś nie odebrał ci koncesji - przerwał albinosowi Witt - Mam wrażenie, że próbujesz się czepiać służbowej procedury. Próbujesz się czepiać?

Nim Duch zdążył odpowiedzieć, gotowy do drogi Śmierdziel stanął na lekko roztrzęsionych nogach obok kontuaru.

- Słodki Jezusie, coś ty zrobił?! - ryknął porażony falą nieopisywalnego smrodu szeryf, odskakując jak najdalej od toksyka i zasłaniając rękami twarz - Rozum ci odebrało? Przodem idź, tylko szybko, bo się zrzygam!

Wzruszywszy z rezygnacją ramionami, Śmierdziel powlókł się na ulicę ze ściskanym kurczowo w ręce wiaderkiem. Stróż prawa ruszył w ślad za nim, jeszcze bielszy po twarzy od albinosa.
Toksyk w żaden sposób nie zachęcił mechanika do wspólnego spaceru, więc zakładam, że Duch raczej wróci do siebie.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 czerwca 2018, 11:15

Butcher's Best, drugi dzień

Cargo odchylił się na siedzeniu. W zamyśleniu podrapał po twarzy swojego brata bo już dłuższą chwilę go swędziało i domagał się mlaskaniem tej braterskiej posługi.

- Pomysł jest... ciekawy... Ale, trudny do wykonania. Tam na arenie som zawodowcy. Trzeba by było mieć dobry sprzęt. Naprawdę dobry a ja go nie mom. Tam nie ma przebacz. Na mistrzostwo to szans nie ma... Widziałem na arenie te białe sukisnsyny. Są diablo szybkie. Nic się nie da zrobić. Ale może, można by się było wycofnąć jak by co...

Gura powoli powstał.

- Powiem, tak... wstępnie z braciakami siem zgadzamy... wezmę mojo dniówkę i przemyślimy temat. Teraz idę se odpocząć. Bierę wolne na resztę dniówki.

Zgarnął medex i zamierzał wyjść zaraz po rozliczeniu. Medex to dobra rzecz ale wiedział, że rany musi jeszcze obejrzeć ktoś z talentem do tego. Nastawić co się wypuczyło, połamało nim zastosuje preparat, inaczej zrośnie się krzywo i będzie brzydko wyglądać a na to Gura się nie godził. Zbyt dużo wysiłku włożył by osiągnąć niemal idealną rzeźbę ciała.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 czerwca 2018, 11:46

Knajpa wuja, drugi dzień

Osa poczuła na chwilę nikłą iskrę współczucia wobec szeryfa Witta, sama bowiem też niemal zwymiotowała czując przeraźliwy smród gnojownicy. Śmierdziel od zawsze uchodził w jej oczach za pomyleńca, ale czasami poziom jego ekscesów wykraczał dalece ponad i tak wysoko ustawioną poprzeczkę.

Kiedy tylko toksyk i jego umundurowany towarzysz zniknęli za progiem knajpy, tropicielka kiwnęła głową na pożegnanie Duchowi i wycofała się czym prędzej do pokoiku na pięterku, pozostawiając mycie poplamionej gnojowicą podłogi wujowi.

Wysłużone sprężyny łóżka zaskrzypiały pod ciężarem siadającej na nim rudowłosej. Myśląc intensywnie, Osa wyciągnęła ze skrytki za posłaniem metalową kasetkę Coltraina i zaczęła obracać oliwkowe pudełko w dłoniach. Wciąż nie miała najmniejszego pojęcia, czym ów przedmiot był i ile mógł być wart, nie tylko dla przyjaciela jej wuja, ale innych potencjalnych nabywców.

Wydarzenia ostatnich dwudziestu czterech godzin nie dawały dziewczynie spokoju, bo niosły ze sobą wiele ewentualnych komplikacji. Los Charliego Coltraina pozostawał zagadką, podobnie jak tożsamość kuriera z silosu. Uratowany przez patrol Ligi kanibal przebywał w mieście i stanowił sam w sobie jakieś nie do końca określone zagrożenie dla tropicielki. A teraz szeryf pojawił się w lokalu wuja zabierając Śmierdziela na posterunek strażniczy przy wylocie drogi na Hedlar. Dlaczego akurat Śmierdziela, tego Osa nie potrafiła za nic w świecie odgadnąć, ale rosnące poczucie niepokoju nie opuszczało jej ani na chwilę.

Obracana w palcach kasetka wydała nagle z siebie cichutkie szczęknięcie metalu. Zaalarmowana tym dźwiękiem dziewczyna zesztywniała w ułamku sekundy, wbiła czujne spojrzenie w oliwkowy kształt.

Jedna z krótszych ścianek kasetki odskoczyła pod przypadkowym naciskiem palców tropicielki, odchyliła się w bok na ukrytych dotąd skrzętnie wewnętrznych zawiasach odsłaniając drugą ściankę, osadzoną pod pierwszą i zaopatrzoną w szereg regularnych otworów.

Osa wydała z siebie cichy gwizd, pojmując znienacka czym tak naprawdę była oliwkowa kasetka.


Mechanika tajemniczego testu
Spoiler!
Rzut 2k10 (Duch Postępu oraz Terminale) przeciwko PT 6. Wyniki 3 i 8, test udany! Kasetka to przenośny terminal albo dysk z danymi, podłączany przez ukryty slot w bocznej ściance do innych terminali.
I co teraz, co teraz?!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 czerwca 2018, 12:15

Butcher's Best, drugi dzień

Grzmot wyciągnął w bok trzecią rękę, zaskakująco sprawną mimo nieproporcjonalnie małych rozmiarów, poklepał nią Gurę po ramieniu.

- Dobra decyzja - pochwalił swego rozmówcę - Przemyśl wszystko dokładnie. Jeśli będziesz chciał jeszcze pogadać, znajdziesz mnie tutaj codziennie od rana do wieczoru. A wieczorami siedzę w budzie z grillem na targowisku karawaniarzy.

Cargo pokiwał spolegliwie głową, bo nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że Grzmot był najbardziej uprzejmym nieznajomym jakiego od dłuższego czasu Gurze dane było poznać.

- Gdyby pan Tucker pytał o ciebie, powiem, że musisz się zastanowić parę dni nad robotą na stałe - ciągnął dalej Grzmot, podnosząc się jednocześnie niezgrabnie z miejsca przy balustradzie - Chodźmy na dół po twoją dniówkę. Przypilnuję, żebyś dostał wszystko zgodnie z umową. My... odmieńcy jak nas zowią, musimy się trzymać razem. Jest nas wielu, ale mało kto się z nami liczy, jeśli nie jesteśmy w kupie. Panie Flint, gdzie pan jest?
Zgodnie z umową Gura dostał pięć talonów Unii Handlowej (wartych 5 ammo w Cedar Creek), dwie puszki fasoli z wołowiną oraz plastikową butelkę wody. Dodatkowo Medex od Grzmota - wcale nie tani żel leczniczy o ekspresowym działaniu. Zakładam, że cargo wraca do knajpy, gdzie zastanie szorującego z wściekłą miną podłogę wuja.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 czerwca 2018, 14:50

Cedar Creek Commons, drugi dzień

Rozzłoszczony nie na żarty szeryf kazał Śmierdzielowi maszerować daleko przed sobą, cały czas pomstując pod nosem i krzywiąc się paskudnie. Posłuszny rozkazom stróża prawa, mutant człapał z przejmująco smutną miną przez Commonsy ściągając na siebie spojrzenia pełne zdumienia bądź odrazy. Kręcący się po zakurzonych uliczkach przedmieść ludzie schodzili Śmierdzielowi czym prędzej z drogi, albowiem roztaczany przez niego fetor był wręcz nieznośny.

Raz czy dwa ktoś rzucił w toksyka kamieniem sądząc po obecności policjanta, że ma do czynienia z wypędzonym z Cedar Creek nędzarzem, ale ostrzegawczy okrzyk szeryfa Witta szybko zniechęcił naśladowców do dalszych prób szykanowania Śmierdziela.

Zbudowany z cegieł i metalu posterunek nad tunelem międzystanówki wychynął znienacka spomiędzy blaszanych baraków, jął górować swymi dwoma piętrami nad głową zdjętego niepokojem Śmierdziela. Oparci o balustradę drugiego piętra strażnicy w uniformach Ligi zaczęli pokazywać sobie gości palcami, jeden z nich zszedł szybko po przymocowanych do zewnętrznej ściany budynku żelaznych schodkach przytrzymując ręką przewieszonego przez ramię Garanda.

- Ty jesteś ten gość od kanalizacji? Śmierdziel? - zapytał żołdak wymieniwszy wpierw skinięcia głowy z szeryfem.

- Chryste Panie, nie masz nosa? - nie wytrzymał stróż prawa - Przecież on cuchnie gównem na dziesięć mil. Nie może być pomyłki. Bierzcie go sobie, ja wracam do miasta.
Eskortowany przez szeryfa Witta, Śmierdziel dotarł na posterunek, pod którym przekradł się minionej nocy w drodze do Hedlar i z powrotem. Teraz został przekazany w ręce żołnierzy Ligi Chrześcijańskiej, co napawa go zrozumiałym niepokojem, ponieważ członkowie tej formacji słyną z uprzedzeń wobec "gorszych dzieci Boga" i "pomiotów grzeszników".

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 czerwca 2018, 16:58

Knajpa wuja, drugi dzień

Objuczony łupami Gura wracał do knajpy wuja Slammera. Idąc zastanawiał się jak by to fajnie było mieć trzecia rękę, o której nie wiedziała by Osa. Dzięki sekretnej ręce mógłby ją od czasu do czasu obłapiać albo klepnąć w zadek, a wina za to spadała by na kogoś innego, kto stał by akurat obok. Ta fantazja dodała mu animuszu by dotrzeć do knajpy, bowiem rany jakie otrzymał były dość poważne i cargo zaczynał odczuwać coraz dotkliwszy ból. Preparat medex postanowił zachować na później. Na czas kiedy upewni się, że wszystkie kości są na pewno na swoim miejscu. Na razie potrzebował babki zielarki która to wszystko ponastawia i solidnego wyra by wypocząć.

Kiedy wszedł do środka knajpy w nozdrza uderzył fetor. Oprócz szczyn i rzygowin, stanowiących od zawsze swoista wizytówkę lokalu, biła stamtąd gówniana woń znajomego mu pochodzenia. Ku jego zdziwieniu kiedy wszedł nie zastał Toksyka. Wewnątrz pomieszczenia z uporem maniaka, klnąc co chwilę, wuj Slammer szorował szmatą podłogę. Oczy mu łzawiły, być może od detergentów, a być może od czegoś innego...

Gorąc na zewnątrz rana i długa droga zrobiły swoje. Gura wszedł więc do lokalu nieco chwiejnie, trzymając się jedną ręką za mokrą od krwi dziurę, drugą zaś niosąc skarby.

- Siema... bydło mnie poturbowało. Czołówkę z krowom zaliczyłem. Tera sprzątają co zostało z rogacizny. Dali mi wolnom dniówkę i zapłacili. Mam się też jakiś czas tam nie pokazywać. - powiedział jakby nic, kładąc graty na jeden z wolnych stolików. - Wujek, dajcie browara na krechę. Straszno gorąco i siem spracował dzisiaj.

Wuj strzelił z gniewem szmatą o podłogę, rzucił kilka przekleństw i już... już coś miał powiedzieć, ale zmilczał zauważając kapiące krople krwi spod koszulki Gury.

Cargo powiódł wzrokiem po klientach lokalu. Prócz stałych bywalców był też opatulony Indianin, którego dobrze znał. Duch go wołali. Cargo raz jeszcze przetarł czoło z potu. Ile było stopni, ze trzydzieści pięć co najmniej.

- O! Chyba zima idzie, bo Indianie zaczęli się ciepło ubierać. Trza patrzeć na miejscowych byli tu przed nami i lepiej pogodę znajo. A podobno na prerii też pierwsze pingwiny widziano. Stary Jack traper mi o tym mówił. - Rzucił jakby do siebie. - Houk wodzu! - wzniósł rękę na powitanie, kiedy się już upewnił, ze zwrócił na siebie uwagę. - Hej! Nie znasz Duchu jakiej indiańskiej babki zielarki?

Gura średnio wierzył w medycynę konwencjonalną. Jego podejrzliwość skrajnie wzrosła po testach jakie zafundował mu jeden z lekarzy. Jak się połapał, że go obrażają tymi pseudonakukowymi badaniami, wytarł konowałem podłogę w jego własnej przychodni. Zdał sobie też wówczas sprawę, że klasyczna medycyna jest mocno w tyle za tak zwaną medycyną naturalną, która była przecież testowana od tysiący lat istnienia ludzkości. Choć z różnym skutkiem. Opierała się na prostych znanych od wieków składnikach takich jak, olejki naturalne, maści (najlepsze z sadła świstaka), czy wciągania w nozdrza dymu z kadzidełek o podejrzanym składzie. W skrajnych przypadkach trzeba było nastawić jakąś kość, i to właśnie było obecnie potrzebne Gurze.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Kargan
Reactions:
Posty: 1420
Rejestracja: 22 listopada 2012, 13:44
Has thanked: 8 times
Been thanked: 7 times

Post autor: Kargan » 10 czerwca 2018, 17:23

Knajpa wuja, drugi dzień

Zrozumiawszy czym jest kasetka Osa zrozumiała również, że pierwszy pomysł z ukryciem przesyłki w gnojówce Śmierdziela odpada. Okropny zapach był efektem ubocznym co jednak nie zmieniało fakty, że substancja w sadzawce na dłuższą metę była żrąca. Chowanie w niej tajemniczej kasetki równało się jej zniszczeniu a tego Osa na razie chciała uniknąć. Przez chwilę dziewczyna zastanawiała się nad różnymi innymi możliwymi schowkami. Myślała o miejscu do którego nikt od dawna nie zaglądał i jeszcze nie prędko miał zamiar zajrzeć. Wreszcie przez jej twarz przemknął leciutki uśmiech i chwyciwszy kasetkę Osa ruszyła w kierunku drzwi...
Mieszkam tu tyle czasu więc zakładam, że dom i okolicę znam doskonale. Mogę to schować gdzieś na strychu kładąc wysoko na więźbie, w jakimś nieczynnym (mamy lato tak ?) szybie kominowym, gdzieś w piwnicy po jakimś starym regałem lub w stercie ziemniaków, węgla czy pod drewnianą podłogą wreszcie. Nie będę wymyślać gdzie, żeby za chwilę nie usłyszeć "tu nie ma strychu" :D Keth zadecyduj ;)
]|[ Innocence Proves Nothing ]|[

Medea Trix: WS 28, BS 44, S 32, T 29, AG 41, INT 29, PER 40, WP 32, FEL 33 (12 wounds, 2 fate points)
Erias Kantar (Black Templar Marine): WS 53, BS 37, S 40, T 42, AG 51, INT 45, PER 45, WP 46, FEL 40 (23 wounds,4 fate points)

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 10 czerwca 2018, 22:03

[center]Knajpa wuja, drugi dzień[/center]

Albinos przyzwyczajony był do niechęci ku swojej osobie i często bawiło go utrzymywanie rozmowy na krawędzi wybuchu rozmówcy. Tak w rozmowie z Bradem wiedział na ile może sobie pozwolić, uprzejmie wypowiadał zdawkowe formułki, które stróże prawa woleli od prawdy.
Odprowadził wzrokiem toksyka i szeryfa, zebrawszy resztki węży i wysuszone skórki, powrócił do lokalu. Chciał zaproponować pomoc właścicielowi, który na kolanach szorował podłogę, ale ten tylko spojrzawszy na niego, osadził go na miejscu.

-Siedź tam lepiej i się nie ruszaj! Psia twoja mać i tego wariata.

Faktycznie w lokalu śmierdziało sfermentowanym gównem, szczypało w oczy jak cholera, Duch jednak chwilę chciał odsapnąć w cieniu zanim ruszy do siebie. Ściągając pelerynę zastanawiał się jeszcze skąd Slammer wiedział, że kochankowie w jego plemieniu na czas zbliżenia zamieniają się w wilki. Już chciał spytać gdzie uciekła ruda dziewczyna, kiedy drzwi otworzyły się i do środka wszedł Gura. Nieco chwiejny i nie tak sprężysty jak zazwyczaj. Indianin myślał w pierwszej chwili że jest nielicho pijany, ale nie dało się przeoczyć nasiąkniętej ciemną plamą krwi odzieży.
Huknął o blat konserwami i zażądał piwa. Mimo krzywiącego wyraz twarzy bólu, cargo zachowywał swój wyjątkowy humor i roztaczał aurę bezpieczeństwa.


- O! Chyba zima idzie, bo Indianie zaczęli się ciepło ubierać. Trza patrzeć na miejscowych byli tu przed nami i lepiej pogodę znajo. A podobno na prerii też pierwsze pingwiny widziano. Stary Jack traper mi o tym mówił. Houk wodzu! Hej! Nie znasz Duchu jakiej indiańskiej babki zielarki?

-Dni gorące, noce zimne. Najlepszy szaman w okolicy odszedł właśnie z niejakim Bradem Witt. Tą krowę to gdzie żeś bił? Mocno jesteś poturbowany. Co ci, dziurę masz w brzuchu? -albinos zrzucił wierzchnie ubranie świecąc białą klatą, skromnie tylko przyozdobioną rysunkami. Pomyślał, że czas by znalazł tam miejsce dla silnika. -Mogę zobaczyć? -podszedł do Gury rozmazując na podłodze gówno z pod buta.

-Ja tam mogę popatrzeć, ale lepiej byłoby, żeby Osa obejrzała. Ma delikatniejsze dłonie, powinna to pomacać. Wiesz, myślę że ta dziewczyna ma moc. Na pewno może zmieniać się w waderę, albo w jastrzębia.
Może jednak Duch zna jakiegoś miejscowego uzdrowiciela, ale nawet jak zna, to najpierw wszyscy musimy dokładnie Gurę zbadać i razem zawyrokować.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 czerwca 2018, 22:44

Knajpa wuja, drugi dzień

Za pierwszym razem kiedy się spotkali Gura czuł się nieco zdezorientowany postacią Ducha. Niby indianin a nie czerwony tylko zupełnie biały. Niby dziki, a na maszynach się znał jak nikt inny. Plotka mówiła, że sam posiadał kiedyś świetną maszynę, ale ją przepił z kojotami, to co zostało wydał na dziwki, z cyckami na placach. Właściwie, to to ostatnie do plotki dołożył sam sobie Gura, żeby jakoś tak fajniej brzmiało i kończyło się happy enedem.

- Zajrzeć to se możesz ale w w mojo rurę wydechową... - powiedział spokojnie Gura, którego zaniepokoiły te obietnice gejowskie obmacywania - Wiem, że wy tam w plemieniu musicie mieć jakiegoś medyka. Bo jak nie to już dawno na świecie nie było by żadnego czerwonego Indianina. Ani białego. No chyba, żeś taki łostatni Mochikanin cy cuś.

Zmierzył wzrokiem Indiańca.

- No wysil tę białą łepetynę. Pieniędzy mam. Miałem wypadek w pracy ale wszyscy u Tuckera pracownicy som ubezpieczeni. Patrzaj, jak ładnie stojo dwie puchy i pachno. Ubezpieczenie grupowe wszyściuśko pokryło. Jedna dziura po rogu, jedna puszka fasoli. Dwie dziury, dwie puszki. I tak dalej... A jak kto nie żyje to mu się odszkodowanie nie należy, bo nijak zabrać przecie nie może. Sprawiedliwie nie? No to dumaj jak skołować konowała, to ci narzędzia dam. Mo mi nijak nie potrzebne. A mam je.... yyyy.. bom w szachy je wygrał niedawno...
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 11 czerwca 2018, 00:19

[center]Knajpa wuja, drugi dzień[/center]

Gura ofukał albinosa, jakby ten chciał go od razu przerabiać na steki, a nawet nie wyjął noża. Miał wrażenie, że cargo nie chce mu powiedzieć wszystkiego. Fanty, narzędzia, podkrążone oczy i te ciężkie rany olbrzyma zdawały się sugerować, że wplątał się w jakąś kabałę. Do tego normalnie to by się od razu rozebrał, jak go widzą duchy, a był drażliwy jak cnotliwa panienka.

-Taki byk dał się krowie? Krewni na złomie, za granicą Cedar. Tu trzeba kogoś poszukać.
-Na teraz to rany wyczyścić potrzeba, może robaków przyłożyć, albo wypalić gorącym żelazem. A na noc trochę jadu grzechotnika, wyżre nieczystości i ożywi krew. Ale mogłaby wcześniej ruda obejrzeć. Nie będę przeszkadzał, zajrzę do Żmii, jak będę wracał do warsztatu. Taka starowinka. Ma tam coś za dużo na plecach, jakby co to bądź dla niej miły.

Ubrał wolno pelerynę, zawinął resztki węży i udał się do wyjścia. W drzwiach rzucił jeszcze.
-Zajrzę wieczorem jak nie będzie roboty.
Duch zawija do dziury, jest zmęczony i koniecznie musi się chwilę przespać. Po drodze zajrzy naturalnie do znachorki Żmii.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 czerwca 2018, 21:34

Knajpa wuja, drugi dzień

W jednym z narożników pokoju zagięta blacha pozwalała sięgnąć dłonią do przypadkowo stworzonej przez budowniczych skrytki wewnątrz ściany, osłoniętej przed deszczem, na dodatek zaś dyskretnie przykrytej szafką. Osa znała ten zakamarek, chociaż do tej pory nigdy nie stanęła w obliczu potrzeby skorzystania z jego zalet. Teraz, skulona na kolanach w kącie pomieszczenia, zaklęła kilka razy pod nosem próbując wcisnąć w ciasną przestrzeń skrytki oliwkową kasetkę Coltraina.

- Drodzy obywatele, Kościół Moona zachęca wszystkich do udziału w wieczornych nabożeństwach żałobnych ku pamięci ofiar tragicznego pożaru - od strony ulicy płynęły wylewające się z najbliższego głośnika słowa spikera Radia Nadziei - Niech nasze myśli będą z poszkodowanymi. Módlmy się w intencji zmarłych.

Tropicielka wepchnęła kasetkę do końca i docisnęła wąską szczelinę w blaszanej ścianie kawałkiem szmatki.

- A teraz ważna informacja. W dniu jutrzejszym przedstawiciele Alternatywy dla Ameryki będą prowadzić bezpłatne szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy w gmachu centrum edukacyjnego imienia dyrektora Hoovera. Zachęcamy do udziału w tych kursach. Rada Reprezentantów zdecydowała się wesprzeć ów projekt zapleczem gastronomicznym oraz dodatkowymi panelami edukacyjnym. Mark Wahlberg zaprezentuje wykład na temat metod działania sowieckich szpiegów oraz wyjaśni nam, dlaczego alkoholizm wiąże się tak ściśle z komunizmem. Wystąpi również pastor Anthony Goodwill, badacz Świętego Pisma i rektor Kościoła Moona, który dowiedzie słuchaczom, że kosmici są w rzeczywistości upadłymi uczniami Lucyfera wygnanymi z Edenu na drugi kraniec galaktyki w czasach poprzedzających narodziny przedpotopowego komunizmu.

- Sponsorami rzeczonych wykładów jest pan Doug Barnes, właściciel spółki Barnes i Córki. Pamiętajcie, najlepsza wołowina z fasolą tylko od pana Barnesa. A teraz Glenn Miller i "Chattanooga Choo Choo".

Pewna, że przesyłka spoczywa w bezpiecznej kryjówce, Osa podniosła się z klęczek i przeszła przez pokoik zerkając odruchowo na włożonego do pozbawionej drzwiczek szafki Springfielda. Z trudem zwalczając chęć złapania za broń i ruszenia gdzieś przed siebie na Pustkowia, rudowłosa wyszła na balkon i wbiła zamyślone spojrzenie w odległe kominy elektrowni Cedar Creek.

Umówiona następnego dnia z doktorem Bullockiem, zamierzała wykorzystać każdy sposób na dowiedzenie się, czy Charlie Coltrain również padł ofiarą nocnego pożaru.
Osa schowała kasetkę w bezpiecznej skrytce. Przebywa w swoim pokoju i ma czas wolny aż do poranka trzeciego dnia czasu gry, kiedy musi ponownie odwiedzić szpital Świętej Rodziny. Jakieś plany w międzyczasie? Może udział w żałobnym nabożeństwie?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 czerwca 2018, 21:47

Knajpa wuja, drugi dzień

Przestępujący z nogi na nogę wuj Slammer odczekał niecierpliwie, aż Indianin wyjdzie z lokalu, potem zaś cisnął na kontuar ścierkę i doskoczył do Gury spoglądając z wielkim zatroskaniem na krwawiącą ranę olbrzyma.

- Im mniej ludzi wie, że z tobą kiepsko, tym lepiej - oznajmił zerkając jednocześnie podejrzliwie w stronę drzwi - Jeszcze jakieś łobuzy tutaj przyjdą, żeby pić za darmo i łamać stołki, bo się wieść rozniesie, żeś jest niedysponowany. Pamiętaj, nie wolno wyjawiać za dużo prawdy, a jak kłamać, to mało i powtarzać w kółko te same kłamstwa. Rozumiesz?

- Tak, panie wuju - kiwnął głową cargo, potrząsający dwiema puszkami wołowiny z fasolą niczym kastanietami - Nikomu nic nie wygadam. Ani miau miau.

- Ani mru mru - poprawił go kulawiec - A to, coś albinosowi gadał to prawda?

- Wszystko nieprawda. Dziury po krowie, com żem z nią w szachy grał. Tajemnica, miau miau. A tera do doktora mus, bo mnie się coś w bebechu oberwało jak mnie ta rogata kurwa dziabła.

- Znam kogoś, kto nam pomoże - odparł po krótkiej chwili zastanowienia Slammer - Jeden taki mój przyjaciel z czasów służby, Jack Ripper. Był sanitariuszem w ruchu oporu, ale go zdemobilizowali za... nieważne, za co, szkoda na to twojej głowy. Poczekaj, aż zmienię ci opatrunek, a potem pójdziemy razem. Gdzie cię dokładnie boli?

Pamiętny rady wuja, aby nie mówić prawy i nie mnożyć jednocześnie kłamstw, Gura pokazał trzykrotnie na swe prawe kolano. Właściciel knajpy zacmokał znacząco pod nosem, a potem klepnął olbrzyma w ramię.

- Jakby Ripper chciał amputować, obaj się nie zgodzimy - oświadczył z krzepiącą ducha powagą - Poczekaj, aż przyniosę bandaże na ten twój brzuch.
Nie wiadomo, kiedy Duch załatwi jakąś pomoc medyczną, więc proponuję skorzystać z bardziej godnej zaufania propozycji wuja Osy!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 czerwca 2018, 22:10

Knajpa wuja, drugi dzień

Obaj się nie zgodzimy... - powtórzył w myślach Gura, zastanawiając się jednocześnie czy wuj znów nie zastosował wspomnianej taktyki o kłamaniu. Trudno było mu jednoznacznie orzec. A jeśli tak to jaki to mogło mieć sens. Te myśli przygniotły cargo swą zawiłością. Postanowił pomyśleć nad czymś innym.

Jack Ripper.... - z czymś mu się kojarzyło to nazwisko ale nie wiedział z czym dokładnie. Przeliterował w myślach powoli słowo, wytężając maksymalnie umysł .... R. I. P. ..e..r..
Dalej nic.

Westchnął ciężko z tego intelektualnego wysiłku. Ostatecznie, tak czy inaczej nie pozostało nic innego jak czekać na wuja i jego lekarza. Gura miał tylko cichą nadzieję, że to medycyna naturalna będzie i że cała kuracja się skończy na paleniu trawy. Bo jak wiadomo, dym wciągnięty w płuca wypełnia szczelnie klatkę piersiową, wypychając tym sposobem wszystkie organy i kości na stosowne, właściwe im miejsca. A nawet jeśli nie, to jest to kuracja pożyteczna i potrzebna sama w sobie.

Gura rzucił okiem na odchodzącego już wuja.

- I jeszcze.... żem nie powiedział takiej prawdy, że propozycję dostałem, żeby w walkach gladiatorów wystąpić. No i się zgodziłem, jakby to powiedzieć. Mam już nawet w głowie.... eeee... w głównej głowie, znaczy się, ten no... pseudonim artystyczny.... Bede Gurus Maximus. Takie gladiatorskie no nie?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 czerwca 2018, 22:26

Cedar Creek Commons, drugi dzień

Przeraźliwie zmęczony lejącym się z nieba skwarem, zakutany po nasadę nosa albinos pokonał chwiejnym krokiem zakurzone gwarne uliczki blaszanych slumsów, odrzucając pod drodze wszystkie oferty kupna grillowanej szarańczy i podrabianych papierosów, propozycje odkupienia płaszcza oraz błyskawicznych usług seksualnych świadczonych przez przeżarte chorobami wenerycznymi prostytutki z Commonsów.

Duch myślał tylko o jednym: zapuszczeniu się w zbawczy chłód swej cienistej kryjówki pod warsztatem. Jego klienci znali zwyczaje mechanika i nigdy nie przychodzili do niego w godzinach nasilonego skwaru, szanując dziwactwa albinosa.

Tym większe było zatem zdumienie Indianina, kiedy jego ukryty w szczelinie chusty i kapelusza wzrok padł na postać siedzącego przed warsztatem człowieka w dobrze skrojonym ubraniu, wachlującego się trzymaną w ręku grubą księgą i spoglądającego na świat ciekawymi żywymi oczami ukrytymi za szkłem rogowych okularów.

- Pochwalony Jezus Chrystus - powiedział donośnie obcy dostrzegając kątem oka Ducha, który przystanął opodal warsztatu zastanawiając się, czy przypadkiem profilaktycznie nie czmychnąć. Wyjątkowo nie przystająca do slumsów aparycja przybysza przydawała mu niepokojącego wyglądu poborcy podatków, a z tymi łotrami w majestacie prawa albinos wolał unikać kontaktu.

Przyłapany na zbyt długiej chwili wahania, mechanik podniósł niemrawo rękę w wieloznacznym geście mogącym oznaczać praktycznie wszystko, w tym również powitanie.

Wsadzając pod pachę składane turystyczne krzesełko, posiadacz rogowych okularów podszedł żwawym krokiem do Indianina i jął go bacznie lustrować spojrzeniem.

- Cieszę się ze sposobności spotkania, mój czerwonoskóry bracie w Chrystusie - wsadzając pod tę samą pachę co krzesełko Biblię, posiadacz okularów, a także nieskazitelnie białej koloratki wyciągnął do albinosa prawicę - Jestem pastor Goodwill, Anthony Goodwill.

- Duchownemu mogę dać zniżkę - zgodził się od razu Duch, nieco skonsternowany wylewnością pastora - Co się zepsuło?

- Ależ mnie wcale nie idzie o naprawy, mój bracie - roześmiał się duchowny - Jestem naukowcem, bardzo znanym w kręgach akademickich. Prowadzę badania teologiczne... aczkolwiek widzę po twej minie, bracie, że jest to dla ciebie abstrakcyjna dziedzina wiedzy. Nic nie szkodzi, wszystko ci zaraz objaśnię. Nie masz nic przeciwko, byśmy zeszli z tego słońca? Chwilami mam wrażenie, że sam szatan nas podpieka jeszcze za życia, bośmy wszyscy grzesznikami, jedni większymi, inni mniejszymi. Zechcesz łaskawie poświęcić mi parę chwil w zaciszu twego... lokalu?
Duch się nie zna na wielkomiejskich pastorach i nic mu ten cały Goodwill nie mówi, ale czuje się nieco zaintrygowany niecodzienną wizytą. Może poczęstować gościa skórką węża? Albo wypalić z nim zioło?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 czerwca 2018, 22:42

Posterunek strażniczy Ligi, drugi dzień

Właściciel błyszczącego czystością Garanda przywołał do siebie Śmierdziela, a następnie odpędził go rękami o kilkanaście metrów i zwymiotował pod nogi. Kiedy torsje ustąpiły, dziwnie blady po gębie żołdak wsadził sobie w dziurki nosa jakieś wyciągnięte z kieszeni spodni zatyczki i ponownie kazał toksykowi do siebie podejść.

- Śmierdzisz tak, jakby cię przeżarły wszystkie grzechy świata, ty degeneracie - zawarczał wojskowy - Jakby to ode mnie zależało, wygnałbym wszystkich tobie podobnych na linię frontu. Sowieci wyzdychaliby od takiego fetoru w kilka dni, nawet ci skalani skurwiele od międzywymiarowego skażenia. Podobno znasz się na kanalizacji, gównie i tym podobnym syfie?

Chcąc zatrzeć niefortunne pierwsze wrażenie, Śmierdziel pokiwał entuzjastycznie głową i uniósł w górę obydwa kciuki.

- Zatkały nam się kible - uzbrojony w zatyczki do nosa żołnierz zatrzymał w miejscu ostrzegawczym gestem schodzącego po drabince towarzysza - Wyglądają na całkiem zapchane, nic nie da się spłukać. Pod posterunkiem jest kanał i odpływy, ale my się w tym gównie babrać nie będziemy, to nie nasza służba. My chronimy życie i zdrowie takich jak ty, a teraz przyszła pora, żebyś się odwdzięczył.

Śmierdziel nie przestawał kiwać głową, jął się też szeroko uśmiechać prezentując w całej okazałości pełne luk poczerniałe uzębienie.

- To wiaderko ci wystarczy? A gdzie masz przetykacz? Albo jakiś kij? Nie myśl, że dostaniesz naszą miotłę. Upaprzesz gównem, a my jej potem nie będziemy czyścić.

- Rufus, co tu tak jebie? - zza narożnika posterunku wychynął następny wartownik, starszy wiekiem mężczyzna o pociętej głębokimi zmarszczkami twarzy, prosty jak świeca i ściskający w palcach zapalonego papierosa - Co to, kosmita?

- Tak, z planety Pierdupierdu - odparł sarkastycznie właściciel Garanda - Wracaj na swoje miejsce. Jak wszystko dobrze pójdzie, nie będzie już trzeba srać po rowach. Przyszedł specjalista.
I już po strachu. Jak się okazało, jest do zrobienia robota dla służb. Sądzę, że Śmierdziel nie ma nic przeciwko przysłużeniu się sprawie Cedar Creek?

ODPOWIEDZ